Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szukając sensu życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szukając sensu życia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 października 2015

Epilog "Szukając sensu życia"

Dulce:
Od trzech lat jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Mam wspaniałego męża i trójkę dzieci. Tak trójkę, bo urodziłam bliźniaki- Biancę i Pabla. Myślę, że teraz nauczyłam się być dobrą matką i nie popełniam takich błędów jak przy Mii. Na szczęście moja zerwana więź z córką została odbudowana i nie mamy żadnych, że tak powiem, braków. Mam do niej szczególny sentyment i jest moją ukochaną córeczką, przez to ile ze mną przeszła. Teraz znów spodziewam się dziecka, jestem w piątym miesiącu. Możnaby pomyśleć, że z Uckerem nie mamy granic i ciągle się tylko kochamy, no bo czwórka dzieci w takim czasie to dość dużo... Jednak tak wcale nie jest, bo w zasadzie rzadko mamy czas tylko dla siebie. Naszym jedynym ratunkiem jest Anahi, która chętnie bierze do siebie nasze dzieci. A właśnie co do mojej kuzynki: Dalej jest sama z Lupitą. Poncho bardzo jej pomaga, ale ich relacje są czysto przyjacielskie. To znaczy my wiemy, że on nigdy nie przestał jej kochać, ale musiał się z tym pogodzić. Smutne, ale prawdziwe... Oboje nie raz przyznali, że zazdroszczą nam tej wszechobecnej miłości. No dobra, żeby nie było tak kolorowo, to podkreślę, że Mia ciągle dokucza maluchom, a w domu jest wieczna wojna. Ale jak to zwykle z rodzeństwem bywa, kiedy naprawdę trzeba to jest wielka, bezwarunkowa miłość. I tak powinno być!  Codziennie zadaję sobie to samo pytanie: Czy moje dzieci nie mogłyby być troszkę spokojniejsze? Wszędzie ich pełno i średnio raz na dwa miesiące odwiedzamy szpital, bo któreś z nich coś sobie zrobi. Także nigdy nie jest nudno... Jednak postanowiliśmy z Uckerem, że jeszcze jedno dziecko i koniec, zainwestujemy w antykoncepcje. Co za dużo, to niezdrowo... Gdyby nie Ucker, to już dawno wylądowałabym w psychiatryku. W sumie to bez niego nie potrafiłam sobie poradzić nawet z jednym dzieckiem, a co dopiero z trójką... On ma świetne podejście do Bianci, która jest największym urwisem. Mój maleńki Pablito to straszny mamisynek i słucha się bardziej mnie, bo z Uckerem ciągle się o mnie kłócą. No a Mia od zawsze jest tak po środku, choć jest już oficjalnie NASZYM wspólnym dzieckiem i nie mamy z tym problemu. Wzięliśmy z Uckerem ślub kościelny i już mam normalnie jego nazwisko, dzieci oczywiście też. Generalnie rodzina Uckermann na pół miasta słynie z wielkiej miłości, szczęścia i pięknych, niesfornych dzieci. 

Tak kończy się historia z natury głupiej i naiwnej dziewczyny, która dawno, dawno temu zaufała i pokochała niewłaściwego mężczyznę, a później płaciła za to latami... Dziś, patrząc wstecz, nie mogę uwierzyć, że dawniej byłam tak nieszczęśliwa i chciałam popełnić samobójstwo. Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby mi się udało... Nie poznałabym miłości mojego życia, ani moich dzieci. Jakby mi wtedy ktoś opowiedział moją przyszłość, nie uwierzyłabym. Moje życie teraz jest idealne, przepełnione miłością. Mam przy sobie moją cudowną rodzinę- spełnienie moich marzeń i sens życia. Jeśli dziś miałabym umrzeć, to tylko za nich. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i koniec moje drogie ;) Kurde, czy ja zawsze muszę tak strasznie pozytywnie kończyć, że oni zostają cudowną rodziną?... No cóż, chyba już taki urok moich opowiadań xD No dobra, po prostu jakoś nie mam serca, żeby źle zakończyć :) Za bardzo kocham Vondy <3 Żeby nie było: historię Anahi i Poncho zakończyłam niezbyt dobrze, właśnie żeby nie było tak kolorowo. Po za tym inaczej ich losy byłyby zbyt podobne, a to bez sensu. I jak zwykle się rozpisałam xD Teraz już krótko i rzeczowo: Niedługo dodam obsadę następnego opowiadania i mam nadzieję, że ono też przypadnie Wam do gustu. 
P.S. Według mnie jest lepsze niż to ;)
Do kiedyś tam :**

poniedziałek, 26 października 2015

20. "Masz świra"

Dulce:
Kiedy staliśmy już razem w zamkniętej kabinie, odkręcił ciepłą wodę, która rozkosznie spływała po naszych nagich ciałach. Zaczęły się słodkie, niewinne pocałunki, czyli to co kocham najbardziej.
-Ty się tak kochanie nie rozkręcaj. Twoja przyjemność była wcześniej, teraz moja kolej.
-Ucker, Ty świnio...
-Spokojnie... Wiesz co mi sprawia największą przyjemność?
-Co?
-Jak mogę dotykać Twojego ciała, które teraz jest tylko dla mnie. A więc pozwól, że pomogę Ci się umyć.
-Masz świra, skarbie.- stwierdziłam, pociągając zębami za jego dolną wargę.
-Mam. Od czterech lat. Na Twoim punkcie.- przyznał, całując mnie czule w skroń.
-Kocham Cię tak bardzo mocno, że nie wiem, jak wytrzymałam bez Ciebie tyle czasu.- wycałowałam mu praktycznie całą twarz i szyję.
-Rozumiem Cię, czuję dokładnie to samo.- nalał  żelu do kąpieli o przecudnym zapachu na swoją dłoń.
Odsunął mnie spod strumienia wody, bo w tym momencie trochę by to przeszkadzało i zaczął mydlić moje ciało. Rozpoczął kulturalnie od pleców, robiąc mi przy tym delikatny i bardzo przyjemny masaż.
-Zdążyłam zapomnieć, jak magiczne są Twoje ręce.- powiedziałam cicho, przymykając oczy.
-Już nigdy nie zapomnisz. Będę robił Ci masaż codziennie.- obiecał, całując mnie w kącik ust.
-No zobaczymy... Znudzi Ci się.
-Pewnie kiedyś tak, ale nie musisz od razu tego mówić. Jak zwykle wszystko psujesz...
-Oj, wybacz...-przewróciłam oczami, a on i tak tego nie widział, stojąc do mnie tyłem.
-Mogę też Cię umyć?- zapytałam, odwracając się w jego stronę.
-Nie, skarbie. Mówiłem Ci przecież, że teraz ma być przyjemność dla mnie.
-Jesteś wredny, nie kocham Cię!- udałam obrażoną, krzyżując ręce na piersi.
-No dobra, chodź tu.- przyciągnął mnie do siebie i soczyście pocałował.
Po cudownym pocałunku znów nalał żelu do kąpieli na swoje dłonie i tym razem namydlił moje piersi. Ach, to było przecudowne... Jego magiczne ręce dawały mi wiele przyjemności, prześlizgując się po mojej skórze. Jego dotyk działał na moje piersi tak, jak ta cała sytuacja na Uckera przyrodzenie. Oparłam się o ścianę, bo bałam się, że upadnę na podłogę z rozkoszy. Stwierdziłam, że muszę mu się jakoś odpłacić, więc wzięłam w rękę jego członka. Moja dłoń ślizgała się po nim w tą i z powrotem. Po pewnym czasie Ucker zaczął głośno dyszeć.
-Dulce, przestań.- poprosił, a ja jedynie zwolniłam.
Robiłam to celowo, bo chciałam sprawdzić jego wytrzymałość. -Jeśli za moment nie skończysz, to zrobię się niedelikatny.- haha, jaka groźba.
-A może ja tego właśnie chcę?- uwielbiam go prowokować.
Skutki poczułam od razu na piersiach, które zaczął mocniej ugniatać. Myślał, że mnie to powstrzyma? O nie, w takich sprawach mój poziom bólu jest obniżony przez najgorszy czas w moim życiu... Wiadomo, o co chodzi.
-Dobra, koniec zabawy!- i na to tylko czekałam...
Złapał mnie za pośladki i uniósł do góry, bym oplotła się nogami wokół jego bioder. Wszedł we mnie mocnym pchnięciem, wbijając mnie całkiem w ścianę. Przesuwał mnie szybko w górę i w dół, dodatkowo jeszcze szczypiąc mnie lekko w pośladki. Jęczałam coraz głośniej, wbijając paznokcie w jego kark. Kiedy koniec się zbliżał, zwolnił i stał się bardziej delikatny. Nie trudno się domyślić, że nie chciał jeszcze dochodzić, żeby dłużej to trwało. Jednak nie udało mu się tego aż tak przedłużyć i już po chwili oboje osiągnęliśmy szczyt. Usiedliśmy na podłodze w swoich objęciach. W tym momencie przypomniało mi się nasze pożegnanie. Miało to być naszym ostatnim bliskim kontaktem, a dziś po tylu latach znów kochamy się pod prysznicem...
-Wtedy już mnie kochałeś?- zapytałam nagle.
-Widzę, że Ty też teraz myślisz o tym, co było kiedyś...- myślał, o tym samym, telepatia. -Tak, misiu, już wtedy Cię kochałem.- wyznał, całując mnie słodko w ramię.
-Wierzysz w przeznaczenie?
-Nie wiem, musiałbym się zastanowić. A Ty?
-Oczywiście, że tak. No, bo zobacz... Po pierwsze dlaczego to akurat Ty pracowałeś u Carlosa? Nie sądzę, aby był to przypadek. Zakochaliśmy się w sobie z wzajemnością. Po drugie te pożegnanie... To miał być koniec, a zaszłam w ciążę. I w zasadzie właśnie dzięki temu, że wymyśliłam tak cudowne pożegnanie, dziś znów jesteśmy razem. Gdyby nie Mia to prawdopodobnie dałabym Ci ten cholerny rozwód i byłbyś z tą małpą. Nie mielibyśmy się o co kłócić i w ogóle... To musi być przeznaczenie.- wytłumaczyłam, a on patrzył na mnie z uśmiechem.
-No dobrze, wierzę w Twoją teorię.

Ucker:
Wyszliśmy z łazienki i stwierdziliśmy, że pójdziemy położyć się do pokoju, w którym śpi Mia, żeby już serio iść spać, a nie od nowa zaczynać swoje igraszki. Dulce była taka szczęśliwa... Nareszcie. Jej radość aż chwytała za serce. W jej oczach pojawiły się łzy, kiedy położyła się koło Mii i pocałowała ją czule w czoło.
-Ona całe życie przeze mnie cierpi.- powiedziała szeptem ze smutkiem.
-Nie mów tak. Wcale tak nie jest.- próbowałem ją pocieszyć, żeby mi się znowu nie rozpłakała.
-A co Ty tam wiesz?... Nie było Cię przy mnie przez te lata. Ojca jej zastępował Rodrigo i naprawdę więcej się nią zajmował niż ja.
-Wiem, Mia mi wszystko opowiedziała. Nie rozumiem tylko dlaczego się tak zachowywałaś, przecież ją kochasz.
-Tęskniłam za Tobą, a ona jest do Ciebie tak podobna... Zawsze kiedy próbowałam się do niej zbliżyć, przypomniałam sobie o Tobie. Robiłam się wtedy straszna dla Rodriga i się z nim kłóciłam. Wtedy on mniej pomagał mi z córką. Nie dawałam sobie sama rady, bo zwyczajnie męczyło mnie częste przebywanie z nią i jeszcze bardziej tęskniłam za Tobą. Jak już miałam dość, to do akcji wkraczał Rodrigo. Godziliśmy się, a on przejmował opiekę nad małą. I tak było w kółko. Do tego jest jeszcze Any, która przy każdej okazji przypominała mi, że jestem złą matką i wyliczała mi ciągle, ile to ja osób okłamuję. Moje życie było pozbawione sensu, a ja coraz bardziej się w tym gubiłam. A kto za to wszystko niesłusznie płacił? Nasza córka.- oczywiście moja ukochana rozkleiła się przy tej opowieści, ale okej, nie dziwię jej się.
-Kochanie, nie płacz... Teraz wszystko się zmieni, obiecuję. Stworzymy Mii piękną rodzinę, w której wszyscy będziemy szczęśliwi. Niczego jej nie zabraknie, a już na pewno nie miłości.- przytulałem ją i głaskałem, żeby ją choć trochę uspokoić.
-Odbudowanie moich relacji z córką nie będzie łatwe. Tym bardziej po tym, co działo się ostatnio. Na pewno coś jej na mnie gadałeś i będzie jeszcze gorzej.
-Nie, myszko. Ja nie jestem Tobą i nie buntuje dziecka.
-Dziękuję.
-Nie masz za co. Wystarczająco złe z mojej strony było zabranie Ci Mii, nie mogłem robić nic więcej. Po za tym chciałem się tylko z nią bardziej zaprzyjaźnić, a Ty mi na to nie pozwalałaś.
-To mi się należało, więc nie mam prawa być na Ciebie o to zła.- wtuliła się we mnie, była śpiąca.
-Zaśnij sobie już, skarbie.
-Boję się.
-Ale czego?
-Tego, że znikniesz.- powiedziała, ciągając nosem jak dziecko.
-Nigdy.- odpowiedziałem trochę rozbawiony jej niedojrzałością.
-Przysięgnij, że to się dzieję naprawdę i obudzę się w Twoich ramionach.
-Przysięgam, kochanie.- powiedziałem, całując ją w skroń.
-Przytul mnie bardzo mocno, bo inaczej nie zasnę.
-Oj Ty moja marudo...- powiedziałem, przytulając ją mocno, by przylgnęła do mnie całym ciałem.
-O, tak jest idealnie... Dobranoc.- mruknęła.
-Śpij dobrze, słońce.- odpowiedziałem i zacząłem smyrać ją po plecach.
Już po chwili spała słodziutko jak NASZA córeczka.

Dulce:
To wspaniałe uczucie, budzić się przy swojej kochanej rodzinie. Co prawda czułam się trochę osaczona... Z jednej strony przytulała się do mnie Mia, a z drugiej Ucker, wręcz mnie przygniatając. Było już późno, a ja byłam już trochę głodna. No ale niestety musiałam leżeć i czekać aż oni się obudzą. Spojrzałam na telefon. Miałam kilka nieodebranych połączeń i smsy od Anahi typu "Gdzie jesteś?". Odpisałam jej od razu "U Uckera :D <3 " Na szczęście nie musiałam długo czekać, aż Ucker się obudzi.
-Dzień dobry, moja księżniczko.- powiedział, całując mnie słodko.
-Witaj, mój książę.- odpowiedziałam z szerokim uśmiechem. -Głodna jestem, zrób mi śniadanie.- poprosiłam z jak najsłodszą minką, no dobra, to nie była prośba.
-A co będę z tego miał?- zapytał ponętnym głosem.
-Buziaka.
-No dobra, ale żądam najpierw zaliczki.
-Masz za duże wymagania, kochany...- stwierdziłam, dając mu soczystego buziaka. -No, a teraz leć.- pogoniłam go z szerokim uśmiechem.
Leżałam sobie dalej, głaszcząc Mię po głowie. W pewnym momencie otworzyła oczy i od razu usiadła, jakby przestraszona:
-Co tu robisz mamusiu? Przepraszam, ja nie uciekłam daleko, byłam tylko za blokiem na placu zabaw. Nie krzycz na mnie, tata już i tak mnie okrzyczał. Ja już wiem, że nie wolno tak sobie wychodzić.- biedna zaczęła się tłumaczyć, a ja patrzyłam na nią, śmiejąc się bezgłośnie.
-Chodź tu do mnie, królewno.- przytuliłam ją mocno i wycałowałam.
-Kochasz mnie?
-Najbardziej na świecie. A Ty mnie kochasz?
-Tak, mimo wszystko i tak Cię kocham, bo jesteś moją mamą. A jeśli Ty kochasz mnie, to ja Cię podwójnie.- moje kochane, słodkie dziecko...
-Przytulanki?... Beze mnie?!- do pokoju wpadł Ucker, wskoczył na łóżko i objął nas obie.
-A Ty mnie kochasz?- zapytałam słodkim i niewinnym głosem.
-Jasne, kocham Was obie.- odpowiedział, całując w głowę najpierw mnie, potem Mię.
-Naprawdę? Kiedyś mówiliście, że się nie kochacie...
-Ale prawda jest taka, że już od dawna jesteśmy w sobie zakochani, wiesz? I nie możemy bez siebie dłużej żyć.- wytłumaczył Ucker.
-Czy to znaczy, że nie będziecie się więcej kłócić i będziemy prawdziwą rodziną?- Mia była przeszczęśliwa, w końcu.
-Tak, rybko, stworzymy Ci tak cudowną rodzinę, o jakiej nawet nie marzyłaś.
-I nie będziesz już nigdy wkurzona, ani zła?
-Nie będzie, już ja tego dopilnuję.- zapewnił Ucker, puszczając mi oczko.
-A zrobicie mi siostrzyczkę albo braciszka, żebym miała się z kim bawić?- ehh, teraz będzie wymyślać.
-Postaramy się.- powiedział za nas oboje Ucker. -Może nie będziemy musieli.- szepnął mi do ucha, a ja od razu domyśliłam się, o co chodzi... Wczoraj jak zwykle się nie zabezpieczyliśmy, bo po co.
Po śniadaniu poszliśmy na spacer. Szliśmy ciągle za ręce. Mała po środku podskakiwała radośnie. Był to chyba najszczęśliwszy dzień w życiu nas wszystkich.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Z tego szczęścia aż rozdział dobrowolnie dodaję <3 Ludzie, bilety są, zobaczę się z Dulą!!! Ale mi odwala, cieszę się do monitora jak głupia :D 

piątek, 23 października 2015

19. "Jesteśmy idiotami"

Ucker:
Po cudownych chwilach uniesienia nastała grobowa cisza. Zwyczajnie nie mieliśmy odwagi się odezwać, a jedyne słyszalne w powietrzu odgłosy to nasze wciąż nierówne i niespokojne oddechy. Nagle Dulce wstała jak poparzona i zaczęła się ubierać.
-Co Ty robisz?- zapytałem znudzony jej głupim postępowaniem. -Wszystko psujesz wariatko...- dodałem żartobliwie, ale ona chyba tego w ten sposób nie odebrała, bo rzuciła mi tylko beznamiętnie spojrzenie.
-Zabieram dziecko i więcej się nie zobaczymy.- powiedziała z powagą, a ja zacząłem się zastanawiać, czy ona ma wszystko dobrze z głową. Rozumiem, że kobieta jest zmienna, ale to już przesada...
-Nie możesz! Wracaj mi tu i pogadajmy wreszcie jak cywilizowani ludzie!- rozkazałem, ciągnąc ją za rękę w moją stronę, automatycznie usiadła na kanapę.
-Nie krzycz na mnie!- Boże, przysięgam, że za moment zrobię jej krzywdę...
-Przestań się, do cholery, zachowywać jak dziecko! Jesteśmy dorośli i już dawno powinniśmy rozwiązać ten problem jak należy, a nie kolejnymi zemstami i robieniem sobie na złość. Proszę Cię, uspokój się już. Tu chodzi o przyszłość całej naszej rodziny.- próbowałem załagodzić sytuację, żeby móc w końcu szczerze pogadać.
-Naszej rodziny?- mówiąc to, lekko się uśmiechnęła, ale nie bardzo wiem, co miało to oznaczać.
-Tak, kochanie, jesteśmy rodziną.
-Kochanie?...
-Dlaczego ciągle powtarzasz moje słowa?- zapytałem lekko rozbawiony.
-Nie powtarzam, po prostu na pewne słowa zwracam szczególną uwagę i przetrawiam je na głos.
-Oj Duluś, Duluś... Pomogę Ci przetrawić te informacje, bo sama sobie z tym chyba nie radzisz.- zażartowałem, obejmując ją.
-Nie kpij ze mnie...- udała obrażoną, coś w stylu Mii.
-Kochanie... Tak właśnie Cię wcześniej nazwałem, jakbyś zapomniała. Być może nie zrozumiałaś moich słów, bo byłaś już zbyt napalona i to do Ciebie nie dotarło, więc Ci to wytłumaczę... Powiedziałaś, że nienawidzisz mnie z miłości i podałaś mi tego bardzo piękną definicję. Wtedy stwierdziłem, że skoro tak rozumiesz nienawiść, to ja też Cię nienawidzę.
-I właśnie tego nie rozumiem...
-Nie rozumiesz, udajesz, że nie rozumiesz, czy po prostu chcesz usłyszeć to wprost?
-Powiedzmy, że wszystko po trochu.
-Co ja się z Tobą mam?... No dobrze skarbie, a więc KOCHAM CIĘ.

Dulce:
Na te słowa z ust Uckera czekałam od kilku lat i nie sądziłam, że kiedyś je w ogóle usłyszę. Do oczu napływały mi łzy, których nie mogłam powstrzymać.
-Ej, misiu mój najsłodszy, nie płacz.- przygarnął mnie do siebie, przytulając mocno i czule głaszcząc moje nagie plecy.
Spędziliśmy ponad pięć minut w swoich objęciach, zapominając o bożym świecie i wszystkich dotychczasowych problemach. To prawda, że nic nie ma tak wielkiej mocy, jak przytulenie przez ukochaną osobę. W jego ramionach rozpłakałam się całkiem. Potrzebowałam wylać wszystkie łzy, które nagromadziły się przez te wszystkie lata tęsknoty za nim. On już nawet mnie nie uspokajał, pozwolił mi się wypłakać. Doskonale wiedział, że nic to nie da, bo akurat moją strefę emocjonalną zdążył poznać już dość dobrze. Kiedy się już powoli uspokajałam, zaczął składać słodkie, delikatne pocałunki na moim policzku i szyi, opuszkami palców wciąż gładząc moją wrażliwą na dotyk skórę. Oderwałam się od niego na chwilę, dałam mu szybkiego buziaka w kącik ust, po czym z powrotem się w niego wtuliłam.
-Przepraszam.- szepnęłam mu do ucha, jeszcze ciągając nosem od płaczu.
-Za co?
-Za te wszystkie złośliwości, niewdzięczność i za to, że zamiast się cieszyć z Twojego wyznania miłości, rozryczałam się jak głupia.
-No, straszna jesteś, nigdy Ci tego nie wybaczę.- zażartowałem z udawaną powagą, a ona zrobiła minkę zbitego psa. -Żartuję, skarbie... Ja też nie zawsze byłem fair w stosunku do Ciebie, za co bardzo przepraszam. A co do Twojego płaczu, to nie mogę być o to zły. Reagujesz bardzo emocjonalnie, wiem to, przecież Cię znam. Zresztą domyślam się, że to łzy szczęścia.
-Wiesz co? Jesteśmy idiotami.
-Dlaczego?
-Bo już od dawna moglibyśmy być razem, gdybyśmy tylko byli ze sobą szczerzy. Później te kłótnie, głupie problemy... Jesteśmy straszni.- zaśmiałam się, kręcąc głową z niedowierzaniem.
-Przynajmniej będziemy mieli co wspominać.
-Ja chyba dziękuję za takie wspomnienia...
-Nie przesadzaj, niektóre Twoje intrygi mi się nawet podobały i były bardzo przyjemne.
-Nie przypominaj mi, na samą myśl mi głupio. Zachowałam się jak ostatnia dziwka, w pewnym sensie sprzedając swoje dziecko.- wtuliłam się w niego ze wstydu, by na mnie nie patrzył.
-No fakt, to nie było normalne... Ale zrobiłaś to z miłości, bo byłaś zazdrosna.
-Jak dobrze, że potrafisz wszystko wytłumaczyć miłością. Tylko uważaj, żebym kiedyś nie użyła tego przeciwko Tobie...
-A tylko spróbujesz, skarbie...
-Śmieszy mnie to.- zaczęłam się śmiać, a biedny Ucker patrzył na mnie zdezorientowany.
-Co?
-To, że przed chwilą skakaliśmy sobie do gardeł, a wystarczyły dwa słowa i już "idioto" zamieniło się na "skarbie".
-A Twoja wściekłość w cudowny uśmiech.- dodał, trącając nosem mój nos.
-Skończ już słodzić, bo się robi nudno.- zgasiłam go, śmiejąc się szyderczo.
-Nudno?! O Ty wredna małpo, już ja Ci pokażę...- rzucił mnie, oczywiście delikatnie, na kanapę, wlazł na mnie i zaczął całować.
-Puszczaj idioto!- krzyczałam, to znaczy oczywiście były to wygłupy.
-Oj Duluś... widzę, że wyzywanie mnie sprawia Ci więcej radości.
-A żebyś wiedział. Ale wiesz, koteczku... to z miłości.- wytknęłam mu język, śmiejąc się.
-Ty sobie za dużo nie pozwalaj.
-Bo co? Pobijesz mnie?!
-Nie, wariatko, przeciwnie.
W jednej chwili jedną ręką odpiął mój stanik, a drugą wsunął mi w majtki, które wcześniej zdążyłam założyć. Mój stanik wylądował na podłodze, podczas gdy jego palce poszły w ruch, dając mi mnóstwo rozkoszy. Mruczałam i jęczałam cichutko, przymykając oczy.
-Lubisz to, co?- szepnął mi do ucha.
-Mhmm.- odpowiedziałam, dochodząc już tak szybko.
Ściągnął całkiem moje majtki i usiadł przy mnie, patrząc na moje nagie ciało. W ciszy cierpliwie czekałam na jego kolejny ruch.
-Co byś teraz chciała?- czy to pytanie retoryczne?
-Żebyś się ze mną kochał, na to czekam.
-Wiedziałem, jak zwykle napalona... Zawsze Ci mało, kochanie.- wziął mnie na ręce.
-Ucker, co Ty robisz?- zapytałam zdezorientowana.
-Nic takiego. Pójdziemy się umyć, a później lulu, księżniczko.- postawił mnie na dywaniku w łazience.
-Nie chcę spać!
-I znów robisz się jak dziecko... Ty nic nie rozumiesz.- aha, teraz już wszystko jasne...
-Wiesz co? Seks w łazience źle mi się kojarzy.
-No tak, nasze cudowne pożegnanie...- pocałował mnie czule w kącik ust. -A w ogóle to skąd wiesz, że do czegoś dojdzie?- ach te dość nietypowe poczucie humoru Uckerka.
-Haha, bardzo śmieszne... Zamierzasz przejść w końcu do rzeczy, czy będziesz tak stał i się na mnie gapił?
-Spokojnie, przecież mamy czas...- przejechał dłonią po mojej talii, wywołując u mnie ciarki.
-Denerwujesz mnie, kochanie.
-Ale czym Cię denerwuję, myszko?- zapytał z ironicznym uśmiechem, przyciągając mnie mocno do siebie, bym przylgnęła do niego całym ciałem.
-Przestań mnie już dręczyć, bo za moment oszaleję.
-Chętnie sprawię, byś oszalała.- powiedział seksownie, dosłownie wstawiając mnie pod prysznic.

❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤

No dobrze masz Monisiu ten rozdział, a twój ma być w niedzielę!! Nie denerwuj się już :*

niedziela, 18 października 2015

18. "Nienawidzę Cię z miłości"

Dulce:
Po słowach Anahi wpadłam w szał. Jakim prawem Ucker bez pytania wziął MOJĄ córkę? Wyłudziłam od kuzynki adres tego dupka i czym prędzej się tam udałam. Byłam zła na Anahi, że trzymała jego stronę i nic mi nie powiedziała. Ale z nią sprawę załatwię później, najpierw Ucker. Będąc pod jego drzwiami, kulturalnie zapukałam. Kiedy otworzył, wpadłam tam jak burza, trzaskając drzwiami.
-O co Ci chodzi?- zapytał przestraszony.
-Jeszcze pytasz idioto?! Gdzie moje dziecko?!- darłam się jak jakaś psychiczna, bijąc go z całej siły.
-Czyli już wiesz... Zamknij się, bo ją obudzisz!
-Ty jebany, cyniczny gnoju!!- krzyczałam jeszcze głośniej i okładałam go coraz mocniej, aż wbił się w ścianę.
-No dobra, zasłużyłem. Tylko nie krzycz!
-Będę robić, co mi się podoba!
-I znów widać jak bardzo kochasz Mię... Masz w dupie to, że ją obudzisz, ważniejsza jest kłótnia ze mną.- tymi słowami całkiem wyprowadził mnie z równowagi.
-A co Ty, kurwa, możesz wiedzieć?! Nie masz  pojęcia o moich uczuciach. Nie wiesz nic, więc się lepiej nie odzywaj! Co Ty sobie wyobrażasz?? Pojawiłeś się nagle po czterech latach, zabierasz mi córkę i co? I myślisz, że Mia od razu będzie Cię kochać, a ja będę tą złą?!
-Nie muszę robić z Ciebie tej złej, sama już zapracowałaś na opinię córki. Mia mi powiedziała, że jej nie kochasz, opowiadała wszystko.
-To nieprawda, miałam swoje powody!
-Mhm, ciekawe jakie... Nie przeszło Ci i nadal masz coś z głową?- zakpił sobie ze mnie i dobrze wiedział, że przesadził... Tego już za wiele!
-Nienawidzę Cię!!- krzyknęłam, wymierzając mu policzek z całej siły, której na jego nieszczęście mam sporo.
-Z wzajemnością podła idiotko!- ścisnął moje nadgarstki i zaciągnął mnie do pokoju. -Teraz się możesz wydzierać, proszę. Tutaj chyba Mii nie obudzisz.
-Puść mnie, frajerze pierdolony!- puścił moje nadgarstki, wręcz rzucając moimi rękami. -Nienawidzę Cię, nienawidzę...- powtarzałam w kółko, jakoś się ciągle zbliżając do niego na niebezpieczną odległość.
W pewnym momencie pchnęłam go na kanapę, po czym usiadłam na nim, oczywiście nie przerywając wiązanki słów skierowanych w jego stronę.
-Kurwa mać, Dulce, uspokój się!!- wydarł się na mnie, potrząsając mną mocno. -Co Ty odpierdalasz?!- aż drżałam ze złości, a jego słowa do mnie jakby nie docierały.
-Nienawidzę Cię, czaisz?!- a ja dalej ciągnęłam swoje...
-Możesz tak w kółko mówić o swoich jakże pięknych uczuciach do mnie, ale po co? Nie potrafisz gadać normalnie? Ogarnij się, bo to do niczego nie prowadzi!
-A masz jakiś inny pomysł na wyrażenie moich uczuć do Ciebie?
-Nie, za to mogę Ci pokazać, jak ja wyrażę swoje.- dosłownie w dwie sekundy dość brutalnie zrzucił mnie z siebie i przycisnął do oparcia kanapy.
Po chwili ku mojemu zaskoczeniu poczułam usta Uckera na swoich. Wdarł się językiem do mojej buzi, pogłębiając pocałunek do granic możliwości. Całował mnie tak namiętnie, dosłownie miażdżąc moje usta. Dotrzymywałam mu tempa tylko dlatego, że byłam wkurzona. Normalnie nie dawałabym rady, tym bardziej w dość niewygodnej pozycji, w jakiej mnie zablokował. Nagle poczułam ból i szybko zorientowałam się, że zostałam ugryziona w język.
-Ty kretynie, nienawidzę Cię!!
-A Ty dalej to samo... Skoro mnie tak nienawidzisz, to czemu, do cholery, pozwalasz się całować?- na to pytanie odpowiedzi nie znalazłam, więc musiałam improwizować.
-Zamknij się, nie mam ochoty Cię słuchać!!
Momentalnie przyciągnęłam rękami jego twarz do swojej i znów połączyliśmy się w namiętnym pocałunku. Powoli zsuwałam się z oparcia w dół. W końcu Ucker wkurwił się i rzucił mnie płasko na kanapę, wchodząc na mnie tak, by mieć dobry dostęp do moich ust. Cholera, robiło się niebezpiecznie... Całował mnie z taką agresją, jakby chciał mnie połknąć! W dodatku zaczął dosłownie zrywać ze mnie ubrania.
-Ucker, nie! Puść!- tego było już za wiele, chciałam go powstrzymać, ale bez skutku.
-Nie zamierzam... Dam Ci nauczkę i sprawie, że znów poczujesz się jak dziwka. Co Ty na to?- rozpłakałam się.
-Ucker, błagam... Nie chcę.
-Nie chcesz? Jakoś ostatnio nie miałaś skrupułów, żeby zaciągnąć mnie do łóżka podstępem i szantażem... Tylko po to, żeby się odegrać i zniszczyć mi życie.
-Nie tylko po to.
-A ciekawe po co? Wrażeń Ci brakowało?!- był na mnie zły i to bardzo, ale koniec z tym, musiałam zareagować.
-Nie! Zrobiłam to z zazdrości. Kocham Cię i musiałam doprowadzić do Waszego zerwania. Nie mogłam inaczej...- normalnie kamień spadł mi z serca, kiedy to wreszcie wyznałam.
-Kłamiesz! Już to kiedyś słyszałem, a po tym zrobiłaś mi takie świństwo.- świetnie... Ja się zdobyłam na szczerość, a on mi nie wierzy.
-To był podstęp, ale teraz mówię serio.
-W takim razie czemu wciąż powtarzasz, że mnie nienawidzisz?- no fakt, moje słowa wzajemnie się wykluczają.
-Bo tak jest. Nienawidzę Cię z miłości! Miłości niemożliwej, niespełnionej, nieodwzajemnionej... To boli, a moje serce jest lodowate, bo nie dostaje tego, czego pragnie - Twojej miłości.- mówiąc to płakałam i patrzyłam mu głęboko w oczy, by dokładnie widzieć jego reakcję.
-Jeśli tak wygląda nienawiść w Twoim słowniku, to ja też Cię nienawidzę.- znów wpił się w moje usta, tym razem całował trochę delikatniej.
Niezbyt rozumiałam jego słowa, a może raczej intencje jego słów, ale mimo to oddawałam jego pocałunki. Zwyczajnie potrzebowałam się wyżyć, a on mi bardzo ułatwiał sprawę. Namiętność wzrastała, a Ucker w zawrotnym tempie pozbywał się kolejnych części mojej garderoby. Nie mogłam w tym czasie nie robić nic, więc zaczęłam rozbierać jego. Nasze ubrania latały po całym pokoju, a my szybko zostaliśmy w samej bieliźnie. Usta Uckera pieściły całe moje ciało, sprawiając mi niebywałą przyjemność. Ja jedynie odbierałam te doznania, bo nadal byłam zszokowana tym, co się dzieje. Powinnam to wszystko dokładnie przemyśleć, ale w tych warunkach się nie da, więc lepiej zupełnie dać się ponieść i pozwolić Uckerowi mnie obmacywać. A później się zobaczy... W pewnym momencie poczułam luz w piersiach, czyli zostałam pozbawiona stanika. Wiedziałam, że to już nie są żarty, a Ucker jest cholernie napalony. Zresztą co tu dużo mówić... Ja też. Usta Uckera oczywiście od razu wzięły się za moje piersi, pieszcząc je delikatnie. Nie trwało to jednak długo, bo chyba mu się znudziło i zwyczajnie chciał już przejść do rzeczy. Dzielił nas już tylko materiał naszych majtek, których po chwili też się już pozbyliśmy. Wszedł we mnie mało delikatnie i zaczął się poruszać coraz szybciej. Pojękiwałam cichutko, wbijając paznokcie w jego plecy. Było mi niezmiernie dobrze, zresztą jak zwykle z Uckerem. Będąc z Rodrigo, nigdy nie odczuwałam takiej przyjemności. W błyskawicznym tempie osiągnęliśmy szczyt, krzycząc nawzajem swoje imiona. Po chwili już leżałam wtulona w ramiona ukochanego. Żadne z nas ani słowem się nie odezwało, co było za pewne wynikiem strachu przed tym, jak to dalej będzie. Tak wiele powinniśmy sobie wyjaśnić... Po pierwsze ja wyznałam mu miłość, a on? Tak naprawdę nadal nie znam jego uczuć i nie wiem, czego mogę się spodziewać. Ale koniec z tym, czas postawić sprawę jasno! Tylko jak się do tego zabrać? Nie zamierzam błagać o jego miłość, trzeba to zrobić sposobem...

❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤

No dobrze Monisiu, znaj moje dobre serce ;) Pamiętaj, że jutro Ty dodajesz :* A wgl to tak sobie ostatnio przeglądałam i wiecie co? Akurat dzisiaj mija rok, odkąd dodałam obsadę "Posłuchać głosu serca", co było tak naprawdę początkiem mojej już tak na serio działalności tutaj. Czas tak strasznie szybko leci... Także dziękuję za ten cudowny rok wszystkim, a zwłaszcza mojej Monice, która od początku czytała i komentowała (chociaż pewnie nie raz Ci się nie chciało xD) Ja się tu jak zwykle rozpisuję, no ale co... Ja muszę swoje pogadać :P Od razu z tego miejsca zapowiadam, że następny rozdział nie tak szybko... :*

czwartek, 15 października 2015

17. "Ważniejsze sprawy ode mnie"

Dulce:
Obudziłam się rano w salonie na kanapie z koszmarnym bólem głowy. No ale nic dziwnego jeśli tyle wczoraj wypiłam. Po chwili dotarło do mnie, co ja w ogóle najlepszego zrobiłam... Córka mnie nienawidzi, miała dosyć i ode mnie uciekła! Pamiętam tylko, że przyszedł Ucker i się kłóciliśmy, ale nie pamiętam, kiedy zasnęłam, a on sobie poszedł. Miałam niezłą lukę w pamięci, ale nie to było najgorsze... Moje dziecko zniknęło, a ja muszę je odnaleźć!

Minęły dwa dni, a mojej córki jak nie było, tak nie ma... W dodatku zniknął też Ucker, co jest dla mnie bardzo dziwne... Dzwoniłam do niego miliony razy, ale nie odbierał. Nawet nie wiem, gdzie on w ogóle mieszka. To wszystko jest podejrzane, bo z Anahi i Poncho też nie mam kontaktu...

Anahi:
Po akcji z zaginięciem Mii Poncho namówił mnie na wspólny wyjazd z naszą córką. Powiedział, że chce udowodnić mi, że nadal go kocham. Zgodziłam się, bo sama chciałam się o tym przekonać. No więc wyjechaliśmy do domku letniskowego nad pięknym jeziorem. Całe dnie spędzaliśmy na plaży w cudownej, rodzinnej atmosferze. Lupita była bardzo szczęśliwa, że jesteśmy razem i oboje poświęcamy jej czas. W sumie to mi też się ta wycieczka podobała. Już nie wspomnę o Poncho, który był wręcz zachwycony i szczerze mówiąc trochę mnie osaczał. Uparł się, że mnie w sobie rozkocha i będę znów jego. Nie zaprzeczę, że coś tam nadal do niego czuję, ale to nie miłość. Nie kocham go i nigdy nie kochałam. Zawsze było to tylko zauroczenie i pożądanie. Niestety to drugie trwa do dziś... Poncho jest bardzo pociągającym mężczyzną i nic na to nie poradzę. Tym bardziej, że muszę z nim spać w jednym łóżku. Ostatniego wieczoru naszych wakacji stało się to, czego się obawiałam... Kiedy Lupita zasnęła, siedzieliśmy jeszcze w kuchni i piliśmy herbatę.
-Nie chcę jeszcze stąd wyjeżdżać.- stwierdziłam, biorąc łyk herbaty.
-Ja też nie.- odpowiedział Poncho, wstając od stołu. -Tym bardziej, że nie zdążyłem zrobić czegoś ważnego...- dodał, zbliżając się do mnie na niebezpieczną odległość.
-Czego?- zapytałam cicho, ale odpowiedzi nie dostałam.
To znaczy być może otrzymałam odpowiedź, ale nie za pomocą słów... Poczułam na swoich ustach jego wargi, kiedy nagle się we mnie wpił i wetknął język do mojej buzi. Zaczął całować mnie bardzo namiętnie, z agresją. Rozumiem go, bo ja w zasadzie też byłam spragniona jego pocałunków. W pewnym momencie wstałam, bo w tej pozycji było nam strasznie niewygodnie. Przyciągnął mnie do siebie tak, że przylegałam do niego całym ciałem i pchnął w kierunku szafki kuchennej. Kontynuowaliśmy pocałunki, kiedy posadził mnie na blacie, kładąc dłonie na moje pośladki. Nawet nie wiem jak to się stało, że już po chwili mieliśmy na sobie tylko bieliznę. Ręce Poncha docierały już do wszystkich odkrytych części mojego ciała. Całował coraz zachłanniej, a ja zaczynałam sobie uświadamiać, że to totalna głupota. Nie mogłam pozwolić, żeby do czegoś doszło, bo w ten sposób robię mu tylko nadzieję. On mnie kocha, ale ja go nie, więc po co to ciągnąć?
-Poncho, dość...- powiedziałam cicho między pocałunkami, próbując go od siebie odepchnąć.
-Okej masz rację, chodźmy do pokoju.- cholera, nie tak...
-Nie!- złapałam go za rękę, żeby nic już nie robił. -Posłuchaj mnie uważnie, bo nie będę powtarzać.- powiedziałam stanowczo, patrząc mu głęboko w oczy.
-Dlaczego przerwałaś akurat w takim momencie?
-Przepraszam, że narobiłam Ci nadziei. Powinnam już dawno to przerwać.
-Ale czemu?- patrzyłam ze smutkiem na już bardzo zawiedzionego Ponchita.
-Między nami nie może do niczego dojść, przykro mi. Teraz zrozumiałam, jak bardzo mnie pociągasz, ale to niestety nie miłość.
-Ann, skarbie proszę...- jego oczy momentalnie się zaszkliły, a mi było strasznie przykro, a zarazem głupio, że tak to wyszło.
-Nie kocham Cię, zrozum. Chciałabym być z Tobą, bo jesteś cudowny, uwielbiam Cię, ale związek bez miłości nie ma sensu... Tylko byśmy się ze sobą męczyli, uwierz mi. Już wiele razy próbowałam z kimś być tylko dlatego, że go bardzo lubiłam, a on był we mnie zakochany. Nigdy nic z tego nie wychodziło. Z Tobą jest podobnie, chociaż jest to wyjątkowa sytuacja  ze względu na Lupitę. Łączy nas jedynie dziecko, a nie uczucie.
-Ale ja Cię kocham...- oparł swoje czoło o moje, patrząc mi w oczy z bardzo bliska.
-Nie, Poncho... Z czasem zrozumiesz, że to nie była miłość. Wiesz co? Na początku myślałam, że się w Tobie naprawdę zakochałam, ale już wiem, że to nigdy nie było głębokie uczucie, a jedynie zauroczenie, zwykły kaprys. No proszę Cię... Zachowywałam się jak jakaś niewyżyta nastolatka, kiedy zaciągnęłam Cię do łóżka.
-Tak, to było dość nietypowe zagranie.- uśmiechnął się delikatnie, ale wnet spoważniał.
-Na jego konsekwencje długo czekać nie musiałam... Byłam załamana, kiedy się dowiedziałam o ciąży i chciałam ją usunąć.
-Szkoda, że mi nie powiedziałaś... Może wtedy bylibyśmy szczęśliwą rodziną.
-Nie miałam odwagi Ci o tym powiedzieć. Wtedy to Ty mówiłeś, że mnie nie kochasz...
-Masz rację. Teraz zasługuję na Twoją obojętność wobec mnie.
-Tylko nie myśl, że to jakaś zemsta.
-Spokojnie, nawet o tym nie pomyślałem.
-To dobrze.- uśmiechnęłam się do niego niewinnie. -Zimno mi trochę, chyba czas się ubrać.
-Skoro tak uważasz...- puścił mnie, a ja w końcu poczułam, że mogę odetchnąć, bo to koniec niejasnych sytuacji.
Do tego tematu więcej nie wróciliśmy i poszliśmy spać.

Następnego dnia wieczorem jechaliśmy do domu. Atmosfera była dużo gorsza niż przez ostatnie dni. Poncho był przygaszony i smutny z powodu moich wczorajszych wyznań, a Lupita była zła, że musimy już wracać. Ja zaś myślałam głównie o Duli. Byłam ciekawa jak tam jej relacje z Uckerem. W ogóle nie spodziewałam się tego, co tam zastałam... W salonie na kanapie siedziała Dulce i płakała. W sumie płakała to mało powiedziane, ona była w totalnej rozsypce. Tak załamanej nie widziałam jej od czasów Carlosa. Od razu do niej podeszłam, pytając:
-Duluś, co się stało?
-Moja córka... Ona zaginęła.
-Jeszcze się nie znalazła?
-A no zapomniałam, że Ty zawsze masz ważniejsze sprawy ode mnie... Jak zwykle w najgorszych sytuacjach wszyscy mnie zostawiają... Spoko, już się do tego przyzwyczaiłam.
-Dulce, już.- nie mogłam słuchać jej żalów, bolało mnie to. -Mia jest u Uckera, uspokój się.
Wiem, że nie powinnam się wtrącać, ale musiałam powiedzieć jej, gdzie jest Mia. Ucker chyba oszalał, nie mówiąc jej prawdy.

⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

Jejku po takim czasie rozdział, prawie dwa tygodnie... :D Mam straszny zapierdziel w szkole, nie mam zbytnio czasu na pisanie, więc bezpieczniej jest dodawać rzadziej, żeby zawsze coś mieć w zapasie ;) Także nawet sobie nie myślcie, że ja Was zaniedbuję, bo tak na pewno nie jest xD :** Do kiedyś tam (czyt. Do następnego rozdziału) :)

sobota, 3 października 2015

16. "Zgubiłam własne dziecko"

Dulce:
Miałam nadzieję, że po wyjściu Uckera ta napięta atmosfera trochę opadnie, ale niestety myliłam się. Mia patrzyła na mnie złowrogo i nawet się do mnie nie odzywała. Była na mnie zła, że wygoniłam Uckera... Rozumiem, ale to nie powód, żeby aż tak się obrażać.
-Mia, możesz iść do pokoju się bawić?- prosiłam po raz setny.
-Nie, nie będę się Ciebie słuchać.- no chociaż mi odpowiedziała.
-Dlaczego? Nie fochaj się, tylko idź wreszcie do siebie, bo mam Cię dość.- zaczęła mnie już denerwować cała ta chora sytuacja i wolałabym spędzić trochę czasu sama.
-Ja Ciebie też! Nie kocham Cię, wolę Uckera, on zawsze jest dla mnie dobry.- po jej słowach w moich oczach pojawiły się łzy, no ale trochę sobie na nie zasłużyłam.
-Wynoś się do pokoju i już tu dzisiaj nie wracaj!- krzyknęłam już ostro wkurwiona... I to był mój błąd.
-Nie jesteś już moją mamą.- powiedziała obrażona i poszła do swojego pokoju.
Byłam załamana... To wszystko co się działo, dobijało mnie wciąż bardziej, a sytuacja wydawała się być bez wyjścia. Ale wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego, co mnie jeszcze spotka... Byłam pewna, że Mia już dziś nie wyjdzie z pokoju i będę miała spokój, więc usiadłam na parapecie z butelką whisky i piłam ile wlezie. Zupełnie pominęłam fakt, że mieszkam u Anahi i niedługo wróci do domu. Zagapiłam się w okno, kiedy nagle usłyszałam głos mojej kuzynki:
-Dul, czemu nie zamknęłaś drzwi?
-Jak nie?- wybełkotałam niezbyt wyraźnie.
-Co Ty robisz?! Czemu się najebałaś i gdzie Mia??
-Nie mam córki, ona mnie nie kocha.- gadałam od rzeczy.
-Kurwa mać, Dulce, ogarnij się i mów gdzie Mia!- potrząsnęła mną za ramiona ze złością.
-Wygoniłam ją do pokoju, siedzi tam pewnie.

Anahi:
Boże, nie rozumiem, jak Dula może być tak nieodpowiedzialna. Zamiast siedzieć z córką, to wygania ją do pokoju i się upija! Nie no na pewno musiało się coś stać, bo moja kuzynka normalnie nigdy nie pije. Poważnie się przestraszyłam, kiedy zobaczyłam, że Mii w ogóle nie ma w domu. Dulce obrażona na cały świat zasnęła na kanapie, jakby nic ją nie obchodziło. Postanowiłam zrobić coś, co na bank jej się nie spodoba, ale może czegoś ją nauczy. Zadzwoniłam do Uckera i przedstawiłam mu obecną sytuację. Zjawił się w kilka minut, a z hotelu wcale nie ma do nas tak blisko. Wpadł wkurwiony do salonu i zaczął krzyczeć na Dulę, która aż się obudziła.
-Nie krzycz, kretynie...- wymamrotała cicho.
-Gdzie jest moje dziecko?!- krzyczał dalej, podnosząc ją z łóżka za rękę.
-Nie wiem! Zgubiłam własne dziecko, jestem chujową matką! Szukaj jej i weź ją do siebie.

Ucker:
Po jej słowach mnie zatkało, nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Z Dulce działo się naprawdę źle... Była pijana do tego stopnia, że oddała mi dziecko! Zresztą w ogóle było widać, że wypiła bardzo dużo, bo ledwo siedziała i miała takie dziwne drgawki. Kazałem Any szukać Mii, a ja chciałem zająć się Dulą. Martwiłem się o nią, mimo wszystko. Anahi zadzwoniła po Poncha, żeby jej pomógł w poszukiwaniu. No i zostałem z Dulce... Leżała na kanapie i patrzyła na mnie smutnym wzrokiem.
-Miałeś szukać Mii.- powiedziała beznamiętnie.
-Any i Poncho jej szukają.- odpowiedziałem, siadając koło niej.
-Ty powinieneś to robić! Jesteś tak samo złym ojcem, jak ja matką. Nie nadajemy się do niczego, Ucker... Napij się ze mną.
-Co z Tobą, Dulce?!
-Zniszczyłeś mi życie, więc co mi pozostało?... Zachleję się i tyle.- sięgnęła z powrotem po butelkę whisky.
-Dul, ogarnij się!- wyrwałem jej to z ręki i postawiłem obok.
-Odpierdol się ode mnie i idź szukać naszego dziecka!- krzyczała na mnie.
-Zostanę z Tobą, Any ją znajdzie.
-Nie chcę Cię tu, wynoś się!- rzuciła się na mnie z łapami.
-Uspokój się, do cholery, jesteś pijana!!- wydarłem się na nią, łapiąc ją z całej siły za nadgarstki i pchnąłem ją agresywnie na kanapę, pisnęła.
-Nie jestem pijana!! Znajdź, weź dziecko i odczep się ode mnie!- była uwięziona, siedziałem na jej brzuchu i trzymałem jej ręce. Wyglądało to trochę, jakbym chciał ją zgwałcić.
-Nie odczepię się! Jesteś pijana i nie mogę zostawić Cię samej. Idź najlepiej spać.
-Nie zasnę, dopóki nie znajdziesz mojego dziecka!- matko, miałem jej dość.
-Dobrze, śpij już. Zaraz zadzwonię do Any i się dowiem jak poszukiwania.- chciałem ją po prostu uspokoić, żeby przestała się awanturować i poszła spać.
Wyjąłem z kieszeni telefon i zadzwoniłem do Anahi. Znaleźli Mię! Postanowiłem jednak nie mówić o tym Dulce, wolałem sprawdzić, jak zareaguje na to wszystko rano. Zresztą no cóż... Powiedziała, że mam wziąć naszą córkę do siebie, okej. Zszedłem z Duli i odszedłem na bok, żeby nie słyszała mojej rozmowy.
-Weźcie małą do domu Poncha.- poleciłem. -Zajmę się trochę Dulą i przyjadę do Was. Wszystko Wam wyjaśnię, Dulce nie może o niczym wiedzieć.
-Jak to? Ucker, co Ty kombinujesz?
-Spokojnie, wszystko w swoim czasie.- tym zakończyłem rozmowę.

⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡

No to macie ten rozdział ;) Nie żebym się chwaliła, ale kończę to w końcu pisać xD Do następnego :*

sobota, 26 września 2015

15. "A Ucker kłamie?"

Ucker:
Mia stała i patrzyła pytająco raz na mnie raz na Dulce.
-Zjadłaś już, kochanie?- ale ta Dula jest głupia... Przecież Mia i tak już wie, że jestem jej ojcem, bo była tu od dawna i wszystko słyszała.
-Dlaczego powiedziałeś, że jestem Twoją córką?- zapytała mnie.
-Bo nią jesteś, skarbie.- odpowiedziałem i ukucnąłem przy niej, obejmując ją.
-Ale jak to? Przecież ja mam tatę i Ty nim nie jesteś!- zaprotestowała, krzycząc ze łzami w oczkach.
-Chodź, kochanie, wszystko Ci wyjaśnię.- Dula wzięła ją na kolana, całując w policzek.
-On kłamie, prawda?
-Nie, Ucker mówi prawdę.- wow, brawo Dul!
-To dlaczego zawsze mówiłaś mi, że to Rodrigo jest moim tatą?
-Ponieważ Rodrigo zawsze był przy nas, a Ucker zniknął jeszcze jak byłaś u mamy w brzuszku. Ucker nas nigdy nie kochał.
-Dulce, do cholery, nie mów bzdur!- chciałem dać jej samej to załatwić, ale niestety muszę się wtrącić. -Przestań kłamać i powiedz wreszcie temu dziecku prawdę!
-Mamo, Ty kłamiesz?
-Nie, skarbie.
-A Ucker kłamie?
-Nie, on też nie.
-To kto mi powie prawdę?
-Ja!- powiedzieliśmy chórem.
-Po pierwsze misiu, ja nie wiedziałem, że jesteś na świecie. Twoja mama mi nie powiedziała.
-Dlaczego? Przecież Ucker jest fajny i ja chcę, żeby był moim tatą.
-Jestem.
-A kochasz nas?
-Kocham Cię, bo jesteś moją córeczką.- odpowiedziałem, przytulając ją.
-A moją mamę kochasz?- teraz to zadała pytanie...
-Nie.- skłamałem, spoglądając na Dulce.
-Jak to nie? Musisz, bo przecież rodzice muszą się mocno kochać, żeby wyszło dziecko.- i weź tu z nią gadaj... Nic nie ukryjesz.
-Mia, daj spokój. Ucker nie będzie Twoim tatą i już wychodzi.- Dula nagle zrobiła się wredna i próbowała wypchnąć mnie za drzwi.
-Dulce, co Ty robisz?!- wkurzyła mnie ostro.
-Chronię swoje dziecko.- Boże, co ona wygaduje?...
-Mamo, ja chcę, żeby Ucker z nami został.- biedna nie wiedziała, co się dzieje, ale Dulce najwyraźniej nie obchodziło nasze dziecko. Ona chciała tylko zrobić mi na złość...
-Ale nie zostanie. Ucker, idź już, mam dość.- rozumiem ją i wiem, że dla niej to też nie jest łatwa sytuacja, ale trochę przesadza.

Anahi:
Wracając z pracy, odebrałam Lupitę z przedszkola. Poszłyśmy do parku na plac zabaw. Moja córcia dobrze się bawiła, a ja siedziałam sobie na ławce, przyglądając jej się. Nagle poczułam czyjeś usta na moim policzku. Odwróciłam się i zobaczyłam Poncha. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie i zapytałam:
-Co tu robisz?
-Akurat przechodziłem i postanowiłem się do Ciebie dosiąść.- odpowiedział, patrząc na mnie tymi pięknymi oczami, które dawniej tak kochałam.
-Aha, okej. Ale to dobrze, bo musimy pogadać.- ton mojego głosu był poważny, bo czas na rozmowę o naszym dziecku.
-Tak, ja też od dawna chciałem z Tobą pogadać. W zasadzie to są dwie sprawy.
-Dwie? Jakie?- zainteresował mnie.
-Po pierwsze chciałbym mieć prawa rodzicielskie do naszej córki i móc się z nią spotykać.
-Dużo nad tym myślałam i nie widzę przeszkód. Jakoś się w tej kwestii dogadamy, a Lupita za pewne będzie szczęśliwa.- w sumie ucieszył mnie jego pomysł, bo zawsze trochę mi pomoże i nie będę sama. -A ta druga sprawa?
-Bo wiesz Any... Ja...- jego głos stał się dziwny, jakby nieśmiały. -Kiedy wyjechałem, bardzo za Tobą tęskniłem... I wtedy zrozumiałem, że to nie był zwykły romans... Kocham Cię.- zatkało mnie, byłam w szoku, zwłaszcza kiedy nagle wpił się w moje usta. Nie pozwoliłam mu na długi pocałunek i szybko go przerwałam.
-Poncho...- wydukałam cicho. -Ja nie mogę... Nic już do Ciebie nie czuję... Dla mnie to był właśnie tylko romans, nic więcej. Przepraszam.- wstałam i chciałam wołać Lupitę, żeby jak najszybciej ulotnić się do domu.
-Stój!- poczułam jak zaciska dłoń na moim nadgarstku i delikatnie przyciąga do siebie. -Zastanów się jeszcze, proszę.- powiedział wręcz błagalnym głosem tuż przy mojej twarzy.
-Nie mam się nad czym zastanawiać, przykro mi.- odpowiedziałam, odchodząc od niego.
Zawołałam Lupitę i poszłyśmy do domu. Oczywiście Poncho musiał ją jeszcze chwilę zagadać i obiecał jej wyjście do zoo w weekend. To świetnie, bo akurat będę miała dużo pracy.

⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

No dobrze masz Monisiu, może Cię ten rozdział w magiczny sposób uzdrowi i następnym razem pomożesz mi z matmą :P Wow, wgl to zaskakująco krótkie te moje rozdziały, ale tak niestety musi być ;) Tralalala bum, do następnego :D :*

poniedziałek, 21 września 2015

14. "Leć do swojej Dulusi"

Ucker:
-Za co to?- zapytałem, trzymając się za piekący policzek.
-Za co?! Ucker, Ty sobie ze mnie jaja robisz? Gdzie byłeś w nocy?- a więc o to chodzi...
-Ja...- szukałem dobrej wymówki.
-Nie kombinuj, wszystko wiem.- przerwała mi, pokazując zdjęcie na swoim telefonie. Teraz już nie wiedziałem co powiedzieć.
-To nie tak.- standardowy tekst.
-Daruj se, nie chcę Cię znać. Cieszę się, że za Ciebie nie wyszłam. Tylko marnowałam z Tobą czas. Żegnam, leć do swojej Dulusi.- zapięła już pełną walizkę i wyszła.
W tej jednej chwili znienawidziłem Dulce do granic możliwości. Głupia, podła suka! Zrobiła to tylko po to, żeby zniszczyć mój związek, za pewne chciała się odegrać. A ja naiwnie uwierzyłem, że ona naprawdę tego chciała, że mnie kocha, że było jej ze mną szczególnie dobrze...

Dulce:
Zaraz po przemiłej rozmowie z narzeczoną Uckerka pojechałam z Mią na umówioną wizytę u lekarza. Wreszcie pozbyłyśmy się tego gipsu. Oczywiście jednak nie mogła jeszcze iść sama, ale zdążyła nauczyć się chodzić o kulach, więc nie musiałam jej na szczęście nieść do samochodu. Pojechałyśmy do Anahi, bo przecież się jeszcze nie przeprowadziłyśmy. W domu nikogo nie było, bo Any w pracy, a Lupita w przedszkolu. Przed blokiem czekała na mnie dość niemiła niespodzianka. Kiedy wysiadłam z auta, poczułam zaciskającą się dłoń na mojej ręce. Obracając się, zobaczyłam Uckera. I nagle wszystko stało się jasne...
-Czego chcesz?- zapytałam agresywnie.
-Ty już dobrze wiesz...
-Hmm... Nie, nie wiem.- robiłam z siebie idiotkę, ale nic lepszego nie przychodziło mi do głowy.
-Przez Ciebie i Twoje chore pomysły straciłem Carmen! Zresztą to był układ, więc teraz żądam mojej części.- o kurwa, zapomniałam jakoś z tego wybrnąć.
-Wiesz co? Nie mam ochoty kłócić się z Tobą na parkingu. Wejdźmy do środka.
-Okej, niech Ci będzie.
Pomogłam Mii wyjść z samochodu, a ona od razu rzuciła się na Uckera. Co te moje dziecko tak do niego ciągnie? Przecież, do cholery, nie wie, że on jest jej ojcem! To dla niej obcy człowiek, a traktuje go jak kogoś bliskiego. Możliwe, żeby gdzieś tam w sercu wyczuwała, co ją naprawdę z nim łączy?... Obawiam się, że już niedługo pozna prawdę, bo przez ten durny układ z Uckerem, będę musiała jej wszystko powiedzieć. Weszliśmy do domu, to znaczy... nie wszyscy, bo Mia została wniesiona przez Uckera. Zaniósł ją prosto do kuchni, gdzie odgrzałam jej wczorajszą zupę. Kiedy zaczęła jeść, poszłam z Christopherem do pokoju, żeby spokojnie porozmawiać, a może raczej... Powydzierać mordę na siebie na wzajem.
-To co Duluś, teraz chyba musimy powiedzieć naszej córce prawdę?...- stwierdził z fałszywym uśmiechem.
-Po co? Znasz moje zdanie na ten temat.- odpowiedziałam spokojnie i niby na luzie.
-A Ty znasz moje, a ono się teraz liczy bardziej.
-Bardziej?! Ciekawe dlaczego...
-Bo dziecko od teraz będzie ze mną.- cholera, coraz bardziej się to komplikuje.
-Ale sobie wymyśliłeś... Skąd taki głupi pomysł?
-Taka była umowa, nie próbuj oszukiwać.
-Umowa? A masz ją na piśmie?!- jejku, gadałam takie straszne głupoty...
-Zresztą oboje wiemy, że nie zasługujesz na taką córkę jak Mia. Jaka normalna matka oddaje dziecko za noc z jej ojcem?!- on ma rację, jednak zrobiłam to z miłości do niego i niczego nie żałuję.
-Nie jestem złą matką! I nie oddam Ci mojej córki! Serio w to wszystko uwierzyłeś? Nigdy nie zamierzałam oddać Ci MOJEGO dziecka i zrobiłam to wszystko tylko po to, żeby się odegrać za Rodriga.- no cóż... Taka prawda.
-Wstrętna, zakłamana suka!- wyzwał mnie z pogardą, zabolało. -Nie zabronisz mi spotkań z MOJĄ córką!- oboje zabawnie akcentowaliśmy słowo "moje", a przecież Mia jest NASZYM dzieckiem
-Mamo, dlaczego się kłócicie?- zapytała Mia, wchodząc do pokoju. O cholera... Ile usłyszała?!

❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤

No dobrze, jest w końcu po takim czasie ten rozdział ;) Następny kiedyś tam :*

niedziela, 13 września 2015

13. "Jesteś moją boginią"

Ucker:
Dula ostatnio strasznie mnie wkurzała. Całkiem zabroniła mi kontaktów z córką. Męczyły mnie ciągłe kłótnie z nią. Nasze relacje powoli zaczęły się układać, była milsza i w ogóle, a teraz znów jej coś odbiło i jest nie do wytrzymania. Tak jest od przyjazdu Carmen. No właśnie... A ja to traktuje okropnie, a przecież nic jej złego nie zrobiła. Nawet przez myśl mi przeszło, czy ona czasami nie jest zazdrosna. Stwierdziłem jednak, że sobie to wmawiam. No cóż... Prawda jest taka, że chciałbym, żeby była zazdrosna, bo przecież zazdrość jest oznaką miłości. Szczerze mówiąc, sam nie wiem, co w tej chwili czuję do Dul. Carmen non stop wpaja mi, że odkąd tu wróciłem, jestem inny, nie mam dla niej czasu i tak dalej. Tłumaczę jej, że to wszystko dla Mii, że teraz zależy mi tylko na dziecku i w ogóle. Ona tego nie rozumie i dalej swoje. Byłem zaskoczony, kiedy pewnego dnia wieczorem zadzwoniła do mnie Dulce i poprosiła o spotkanie. Zgodziłem się z nadzieją, że przemyślała to wszystko i pozwoli mi na kontakty z córką. Mieliśmy spotkać się w małej restauracji w centrum miasta niedaleko jej fundacji. Czekając na nią, zamówiłem sobie kawę. Wreszcie przyszła. Boże, wyglądała tak seksownie, że nie mogłem oderwać wzroku od jej cudownego ciała.
-Co tym razem wymyśliłaś?- zapytałem, kiedy już siedzieliśmy na przeciwko siebie przy małym, okrągłym stoliku.
-Mam wspaniałą propozycję.- odpowiedziała, podniecająco przygryzając dolną wargę.
-No więc słucham.
-Bo wiesz Uckerku... Ja nadal nie mogę o Tobie zapomnieć i...- cholera, do czego ona dąży? -I chciałabym jeszcze raz poczuć ciepło Twojego ciała, smak Twoich ust...- mówiąc to, smyrała mnie pod stołem nogą.
-Dulce, co Ty wygadujesz?! Ja mam dziewczynę, zapomnij!- co w nią wstąpiło?
-To nie jest zwykła propozycja, to rodzaj transakcji.
-Transakcji?!
-Tak, właśnie. Ty się ze mną prześpisz, a ja Ci oddam dziecko.- nie, ona chyba oszalała.
-Dulce, czy Ty się dobrze czujesz?- miałem co do tego poważne wątpliwości. Przecież ona kocha Mię i chce mi ją tak po prostu oddać?!
-Wchodzisz w to? To Twoja ostatnia szansa, inaczej już nigdy nie zobaczysz dziecka.
-Nie mogę, ja mam dziewczynę.
-Ona się o niczym nie dowie. Zresztą... Powiesz może, że Cię nie pociągam... Nie chcesz mnie znów mieć?- prowokowała mnie swoim uśmiechem, głosem, spojrzeniem, no całą sobą.
-Ale przysięgasz, że to będzie tylko raz i nikt się nie dowie?- wolałem się najpierw trzy razy upewnić.
-Tak, słowo honoru.- powiedziała z szerokim, czarującym uśmiechem.
-No dobra, niech Ci będzie.

Dulce:
Jej, zgodził się! W moim brzuchu zaczęły fruwać motylki. Czułam się jak zakochana nastolatka przed swoim pierwszym razem. A przecież nie było to nic szczególnego. Zwykły seks na potrzeby podłego planu zniszczenia związku mojego ukochanego męża. Brzmi idiotycznie... I tak właśnie jest. Robię z siebie jakąś niewyżytą seksualnie, napaloną lalę, która za seks odda swoją ukochaną córeczkę. Jednak to wszystko ma swój głębszy sens, którego ten debil się nawet nie domyśla. Zaprosiłam go do mojego nowego domu, który był jeszcze pusty, bo Mia oczywiście została u Any. Mebli też było tam jeszcze niewiele, ale to co nam potrzebne stało już na swoim miejscu. No ale zresztą nie tylko łóżko już stało tego wieczoru... Ucker nie spuszczał wzroku z mojego ciała, a efekt tego był już bardzo widoczny. A przecież to był tylko układ... Jego podniecenie sprawiało mi wielką przyjemność, bo to znaczyło, że jednak mocno na niego oddziałuję.
-Chcesz coś pić?- zapytałam z grzeczności.
-Nie, przejdźmy już do rzeczy.- on czyta mi w myślach, haha.
-Jak chcesz.- powiedziałam i pchnęłam go na duże łóżko w sypialni.
Usiadłam na niego w rozkroku i zaczęłam rozpinać mu koszulę. On przyglądał mi się uważnie, co jakiś czas tylko oblizując albo przygryzając wargę. Kiedy rozprawiłam się z jego koszulą, moje łapki szybko powędrowały do jego jeansów, które w mgnieniu oka odpięłam. Delikatnie zepchnął mnie z siebie i usiadł. Obróciłam się do niego tyłem, żeby mógł odpiąć mi sukienkę. Przysunął się do mnie i odpinał zamek, całując mnie po szyi, z której bardzo zmysłowym ruchem odgarnął włosy. To dopiero początek, a ja już tak pragnęłam jego ciała, a pożądanie aż się gotowało w moim podbrzuszu. W szybkim tempie pozbył się mojej sukienki, a ja jego spodni. Kiedy byliśmy w samej bieliźnie, rzucił mnie na łóżko, po czym położył się na mnie i zaczął całować. Zostawiał cudowne, mokre pocałunki na mojej szyi i dekolcie. Nawet nie wiem, kiedy dostał się do moich piersi, odpinając stanik, który wylądował gdzieś obok nas. Pieścił je raz rękami, raz ustami, a mi było tak strasznie dobrze, że mruczałam i wiłam się pod nim jak opętana. Jemu wyraźnie bardzo podobała się moja reakcja na jego dotyk, bo robił to z szerokim uśmiechem. W pewnym momencie zapragnęłam więcej i zaczęłam zsuwać jego bokserki. On poszedł w moje ślady, nie odrywając ust od moich piersi. Kiedy już był całkiem nagi, postanowiłam jeszcze bardziej go podniecić powolnymi ruchami dłoni. Zaczął głośno dyszeć i także wziął się za sprawianie mi przyjemności swoimi palcami. Jęczałam i znów się wiłam, nie przestając robić mu dobrze. Kiedy już nie mógł wytrzymać, przerwał to wszystko i wszedł we mnie szybkim ruchem. Jęknęłam głośno, a już po chwili poruszaliśmy się wspólnym rytmem, zupełnie oddając się tej błogiej przyjemności. Co chwilę składał słodkie pocałunki na moich ustach, które tak podatne na ten dotyk, wszystko odwzajemniały. Kiedy byłam już na skraju wytrzymania, przyspieszył, by już po chwili zalać mnie gorącą lawą. Po cudownych chwilach uniesienia położył się koło mnie, przytulając mnie mocno do siebie.
-Wiesz co?- wydukałam, jeszcze dysząc zmęczona.
-Hm?- zapytał, lekko się ode mnie odsuwając, żeby spojrzeć mi w oczy.
-Z nikim nie było mi tak dobrze jak z Tobą. Tylko Ty potrafisz dać mi tak dużo rozkoszy, w tym temacie jesteś niezastąpiony.- wyznałam, rysując palcem różne wzory na jego klatce piersiowej.
-Ty też, Duluś, jesteś najlepsza.- odpowiedział, całując mnie w czubek głowy.
-Ze mną Ci lepiej niż z Carmen?- musiałam o to zapytać, nie wytrzymałam.
-Mhm, jesteś moją boginią.- zaśmiał się cicho.
-Chce mi się spać.- powiedziałam celowo, żeby móc dalej spełnić mój plan.
-Okej, więc dobranoc.
-Dobranoc.- odpowiedziałam i udawałam, że zasypiam w jego ramionach.
W rzeczywistości tylko czekałam, aż zaśnie. Wreszcie się to stało. Wzięłam do ręki mój telefon i zrobiłam sobie selfie ze śpiącym nagim Uckerem. Siebie oczywiście odpowiednio zakryłam kołdrą, żeby nie było. Miałam parę zdjęć jako dowód zdrady, więc mogłam już spokojnie zasnąć w objęciach ukochanego.
Rano wstałam tak wypoczęta i szczęśliwa jak już od dawna nie byłam. Tak właśnie działa na mnie Ucker. On jeszcze spał, czyli wszystko według planu. Pogrzebałam trochę po kieszeniach jego jeansów i znalazłam telefon. Napisałam do Carmen smsa:
"Kochanie, spotkajmy się w restauracji koło szpitala."
Oczywiście napisałam to jako Ucker, a ta głupia idiotka na pewno od razu tam poleci. Za niecałe dwie minuty odpisała:
"Dobrze, mam sobie z Tobą do pogadania."
Powiało grozą, haha. Na pewno chodzi o nieobecność Uckera w nocy. Już jest zła, a po tym co zobaczy, to chyba zabije tego biednego Uckera. Oczywiście usunęłam te smsy, żeby nie było podejrzeń.

Ucker:
Było mi tak strasznie głupio wracać do Carmen po nocy spędzonej z Dulce. Miałem jednak nadzieję, że jakoś się wywinę, a ona nigdy się o tej zdradzie nie dowie. Poszedłem do hotelu, gdzie za pewne była moja narzeczona. Kiedy tam wszedłem, na środku pokoju leżała otwarta walizka, a wkoło niej były porozrzucane ubrania. Obok siedziała zapłakana Carmen.
-Kochanie, co się stało?- zapytałem, podchodząc do niej. Jako odpowiedź dała mi w twarz. 

⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡

No to mamy rozdział tak na dobre zakończenie tygodnia xD Kiedyś na pewno będzie następny, tralala ;)

wtorek, 8 września 2015

12. "Żona Uckera"

Dulce:
Nie miałam pojęcia co to za kobieta, a ona patrzyła na mnie podejrzanie.
-Ucker, czy możesz mi to wyjaśnić?!- była zdenerwowana.
-No właśnie.- wtrąciłam, wstając z ławki i stając naprzeciw niego. -Kto to jest?- zapytałam, krzyżując ręce na piersi.
-Dul, to moja narzeczona Carmen.- i tu mnie zamurowało. Narzeczona?!
-Jestem Dulce, żona Uckerka.- przedstawiłam się po chamsku.
-Wiem, dużo o Tobie słyszałam. To przez Ciebie nie mogłam wziąć ślubu z Uckerem. Przyjechałam tu, żeby sprawdzić jak mu idzie sprawa z rozwodem. Tymczasem dowiaduję się, że macie razem dziecko.- a więc po to mu rozwód?... Nie dam mu go na pewno.
-Nie zdążyłem powiedzieć Ci o moim dziecku, wybacz. Pogadamy jeszcze później na spokojnie, dobrze?- próbował załagodzić  sytuację, ale nie Uckerku, nie ma tak łatwo.
-Nie no zostań i wytłumacz dziewczynie skąd się biorą dzieci i tak dalej, a ja się ulotnię.- moje teksty są tak bez sensu, że aż mi się głupio zrobiło, no ale nic nie poradzę, że jestem zazdrosna i nie myślę racjonalnie.
-Poczekaj, miałem przecież iść jeszcze do Mii.
-Ale nie pójdziesz.- rzuciłam na odchodne i trzasnęłam drzwiami od klatki.
Wbiegłam zła do domu i udałam się od razu do Anahi do kuchni, i usiadłam wkurzona na krześle.
-Co jest?- zapytała wyraźnie zdezorientowana i zaskoczona moim zachowaniem.
-Ucker ma narzeczoną, ona tu jest.- odpowiedziałam, kipiąc ze złości.
-Oo, Dula jest zazdrosna.- stwierdziła Any.
-Zazdrosna?! Proszę Cię... O takie coś? Ona jest tak brzydka, że mi się śniadanie cofa na jej widok. I w ogóle do niego nie pasuje, no masakra...
-Czyli jednak zazdrość.- podsumowała, śmiejąc się cicho. -Dobra, zawołaj dzieci na obiad.
-Mia, Lupita!- krzyknęłam, zupełnie zapominając, że Mia ma złamaną nogę i sama nie przyjdzie.
-Gdzie Ucker?- zapytała moja córcia, kiedy już siedziałyśmy przy stole.
-Poszedł do domu.- odpowiedziałam i sama zaczęłam zastanawiać się, co on teraz robi. Stwierdziłam jednak, że nie warto nad tym myśleć, bo moja wyobraźnia już zabrnęła za daleko.
-Obiecał, że wróci.- stwierdziła zawiedziona.
-No widzisz, zapomniał o Tobie, albo wcale nie chciał wracać.- chciałam go zniszczyć w jej oczach, ale właściwie po co?
-Dlaczego? Obiecał przecież.
-Widocznie nie umie dotrzymać słowa.
-Ciocia, ale przecież Ucker wcale nie powiedział, że obiecuje.- wtrąciła się Lupita. Cholera, musiała?
-Ale ja na niego czekałam.- powiedziała Mia, smutniejąc.
No fakt, było mi jej szkoda, bo zdawałam sobie sprawę z tego, że ona może wyczuwać, że to jej ojciec i już go polubiła. Z drugiej strony byłam tak zła i zazdrosna, że nie mogłam pozwolić, by miał jakiekolwiek kontakty z moim dzieckiem. To głupie, ale niestety prawdziwe.
Minęło już parę dni od mojego spotkania z tą całą Carmen. Ucker ciągle nalegał na spotkania z córką, ale mu tego zabraniałam. W pewnym momencie wpadłam na świetny pomysł. To znaczy wtedy wydawał mi się tak doskonały. W rzeczywistości to podły, podstępny plan i porządne matki takich rzeczy nie robią, no ale cóż. Stwierdziłam, że jeśli on mógł zniszczyć mój związek, to ja zniszczę jego.

Anahi:
Wiedziałam, że Dulce coś kombinuje. Była dziwna, jakby nieobecna. Nie chciała mi nic powiedzieć, ale byłam pewna, że chodzi o Uckera. Pewnego wieczoru przestałam tak bardzo przejmować się problemami Duli, bo zaczęły się moje własne. Usłyszałam pukanie do drzwi. Wstałam, żeby otworzyć, a byłam pewna, że to Christopher. Ani trochę nie spodziewałam się osoby, którą tam zobaczyłam.
-Cześć, Any.- powiedział Poncho z delikatnym uśmiechem.
-Mamo, kto przyszedł?- Lupita oczywiście musiała wybiec do drzwi.
-Nieważne misiu, wracaj do pokoju. Nie masz kapci, a kafelki są zimne.- wygoniłam ją do pokoju pod byle jakim pretekstem. -Co tu robisz, Poncho?- zapytałam zaskoczona jego wizytą.
-Chciałbym poznać moją córkę.- o kurwa, skąd on o niej wie?
-Co? Skąd Ci to przyszło do głowy?
-Nie udawaj, Any. Wiem, że mamy razem dziecko.
-Skąd o tym wiesz?!- zapytałam zdenerwowana.
-Od Uckera. Nawet nie próbuj zaprzeczać.- zabiję szmaciarza! A ja go jeszcze broniłam przed Dulą...
-Nie zamierzam. Tak Poncho, Lupita jest Twoją córką.
-To mój tata?- z pokoju wychyliła się Lupita.
-Tak kochanie, to Twój tata.- potwierdziłam, no bo po co mam kłamać?
-A gdzie był wcześniej? Mówiłaś przecież, że nie mam taty.
-Bo ja musiałem wyjechać na bardzo długo, ale teraz jestem i będę z Tobą często. Jeśli oczywiście chcesz.- uff, coś wymyślił.
-Chcę, chcę! Zawsze chciałam mieć tatę, a mama mówiła, że Ty nie istniejesz.- podbiegła do niego i rzuciła mu się na szyję. Muszę przyznać, że to bardzo słodki widok i nie sądziłam, że kiedyś to się w ogóle zdarzy. 

⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

No więc dodaję w końcu ten rozdział dla tych, którzy nie mają na niego kary (tak Moniko, to o Tobie, haha xD). No i następny kiedyś tam, bo niestety powoli kończy mi się zapas, a nie mam chwilowo weny ani czasu na pisanie ;)

wtorek, 1 września 2015

11. "Nie jestem Twoim wrogiem"

Dulce:
Siedziałam sama w kuchni, podczas gdy Any jeszcze oglądała rysunki dziewczynek. Usłyszałam pukanie do drzwi i od razu byłam prawie pewna, że to Ucker. Nie myliłam się, w drzwiach stał Christopher. Na mój widok zapytał:
-Mogę wejść? A w ogóle to Duluś jak Ty ślicznie wyglądasz!
-Nie podlizuj się, wchodź.- odpowiedziałam ponuro.
-Ciągle masz taką kwaśną minę, czy jest ona zarezerwowana tylko dla mnie?
-Przestań, nie jest mi do śmiechu.
-Czemu? Ma to związek ze mną, z naszą rodziną, prawda?
-Naszą rodziną?! Ucker, koloryzujesz. Ale tak, to generalnie przez Ciebie, bo mieszasz w moim życiu.
-Wiem, że to nie jest łatwe, zwłaszcza dla Ciebie. Tylko Dul, myśl z perspektywy każdej strony, nie tylko swojej.
-Nie robię tego. Ja myślę przede wszystkim o naszym dziecku w przeciwieństwie do Ciebie.
-Dobra skończ, bo widzę, że nie umiesz normalnie rozmawiać. Przyszedłem do mojej córki, nie do Ciebie.
-Ja nie umiem normalnie rozmawiać?!
-Tak, właśnie. Dlaczego zawsze szukasz winnego? Zrozum, że nie chodzi tu o to, żeby oskarżać siebie na wzajem, tylko żeby dojść do porozumienia. Musimy się jakoś dogadać, bo nie wyobrażam sobie takiego życia na dłuższą metę.
-Masz rację, przepraszam. Dobra, leć szybko do Mii, a później wyjdziemy gdzieś, żeby pogadać. Okej?- to najlepsze rozwiązanie, koniec niejasnych sytuacji.
-Dobrze.

Ucker:
Byłem zdziwiony, że Dulce chcę w końcu o tym wszystkim pogadać. To dla niej trudny temat, a mimo to sama wyskoczyła z propozycją. Tak więc poszedłem do pokoju, w którym była Mia.
-Ucker!- krzyknęła radośnie na mój widok.
-Cześć mała!- przytuliłem ją i ucałowałem.
-Mam coś dla Ciebie. Zobacz, narysowałam Cię.- powiedziała i pokazała mi rysunek, na którym ponoć jestem ja.
-Oo, jaki ja tu jestem przystojny...- stwierdziłem z szerokim uśmiechem. -Widzisz, Dul? Zapewne nawet sobie mnie takiego pięknego nie wyobrażałaś, co?- powiedziałem do Duli, a ona patrzyła na mnie z delikatnym uśmiechem, mieszającym się z jakby politowaniem.
-Tak, takiej cudownej wersji Ciebie w życiu nie widziałam.- odpowiedziała niby złośliwie.
-A dużo ich widziałaś?- zapytała Mia, a w mojej głowie od razu pojawiły się brudne myśli. Zresztą Dula chyba pomyślała o tym samym, bo posłała mi porozumiewawcze spojrzenie.
-Oj bardzo dużo.- odpowiedziała wyraźnie rozbawiona, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Zdecydowanie za dużo, Dul.- sprostowałem, a jej się to najwyraźniej nie spodobało. -Mia, na chwilkę Cię zostawię, bo muszę porozmawiać z Twoją mamą na osobności, dobrze?- wolałem już mieć to za sobą.
-Możecie gadać tu.
-Nie, wyjdziemy przed blok.
-Ale wrócisz jeszcze?
-Tak, chyba tak.- odpowiedziałem, pocałowałem ją w policzek i wyszliśmy. Wolałem dodać to "chyba", w razie jakbym jakoś strasznie pokłócił się z Dulce i nie mógł tu wrócić.

Dulce:
Usiedliśmy na ławce przed blokiem. Nie wiedziałam, jak zacząć rozmowę. Jedyne co wiedziałam to, że nie chcę się z nim pokłócić.
-Ucker, trzeba coś z tym zrobić, nie chcę tak żyć. Mia codziennie pyta gdzie Rodrigo, a mi już brakuje wymówek. Odszedł przez Ciebie, więc teraz musisz mi pomóc.- jakoś w końcu zaczęłam, jestem z siebie dumna.
-Już mówiłem, że trzeba jej po prostu powiedzieć całą prawdę.
-Czego Wy wszyscy nie rozumiecie? To małe dziecko, nie poradzi sobie z taką dawką informacji.
-Zdaję sobie sprawę z tego, że to będzie dla niej trudne, ale spójrz na to pozytywnie.
-W tej chorej sytuacji nie ma pozytywów.- poza tym, że znów jest blisko mnie.
-Duluś, przecież doskonale wiemy, że byłaś w trudniejszych sytuacjach. Poradziłaś sobie, więc teraz też tak będzie. Pomogę Ci, znowu. Pamiętaj, że nie jestem Twoim wrogiem.- jego słowa dały mi do myślenia i w pewnym sensie pomogły właśnie zmienić nastawienie do tego wszystkiego.
-Dziękuję, nie myślałam o tym w ten sposób. Od początku bałam się, że zabierzesz mi dziecko czy coś w tym stylu.
-Nie, ja chcę tylko mieć z nią kontakt, żeby wiedziała, że ma ojca. Nie odbiorę Ci jej, bo widzę, jak ona Cię kocha. Zresztą nie zrobiłbym Ci takiego świństwa. Nigdy nic nas nie łączyło, ale jednak zdążyłem dobrze Cię poznać, wiem jak bardzo jesteś wrażliwa i nie wiem, czy przeżyłabyś rozłąkę z córką.
-Tak, nie wyobrażam sobie tego. Ale to i tak nie rozwiązuje problemu. Jestem spokojniejsza, ale nadal nie wiem co robić.
-Mia mnie lubi, więc raczej z tym nie będzie problemu.
-Tak, ale... Mam pomysł! Pójdziemy z nią do psychologa dziecięcego, żeby pomógł nam zapoznać ją z nową sytuacją i w ogóle. Tam powoli powiemy jej prawdę. Co Ty na to?
-No tak byłoby chyba najlepiej. Wtedy prędzej to wszystko zrozumie i mnie zaakceptuje jako ojca.
-Mhm, będzie trzeba umówić się na wizytę.
-Wszystko będzie dobrze, Dul. Nie denerwuj się już tak, bo ona to w końcu zauważy i zacznie przesłuchanie.
-Kiedy ja nie umiem być spokojna, jeśli chodzi o Ciebie i naszą córkę.
-Jak to Waszą córkę?- usłyszałam za sobą kobiecy głos.

☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀

O matko, już tęsknię za wakacjami xD Na tym kończymy wielodniowy układ z Moniką, więc następny kiedyś tam ;) Przepraszam, że tak późno, ale niestety przeprowadzka 1 września okazała się kiepskim pomysłem i dopiero teraz znalazłam czas :)

sobota, 29 sierpnia 2015

10. "Oni są Twoim życiem"

Dulce:
Weszliśmy razem do Mii. Już nie spała.
-Hej kochanie.- powiedziałam, całując ją i przytulając mocno.
-Cześć mamusiu!- krzyknęła i objęła moją szyję swoimi malutkimi rączkami. -Cześć Ucker.- powiedziała, przybijając piątkę z Uckerem.
-Siema mała. Jak się czujesz?- zapytał z ciepłym uśmiechem.
-Dobrze, już mnie nic nie boli. Kiedy będę mogła iść do domu?
-Zaraz pójdę zapytać o to lekarza.- powiedział Ucker, głaszcząc Mię po głowie.
-Okej, a mama w tym czasie ze mną zostanie.
-Tak skarbie, zostanę. Idź już, Ucker.- według mojej prośby poszedł.

Trzy dni później Mia mogła już wyjść do domu. Poszłyśmy do Anahi, bo jakby nie patrzeć, tamto mieszkanie jest Rodriga, zresztą nie chciałam się z nim spotkać. Moja kochana kuzynka oczywiście uszykowała dla nas pyszny obiad. Mia zjadła z apetytem. Nie dziwię jej się, skoro przez parę dni jadła tylko te wstrętne szpitalne jedzenie. Bardzo ubolewała nad tym, że musi mieć nogę w gipsie, bo przecież to takie ruchliwe dziecko. Na szczęście Lupita potrafiła znaleźć dla niej idealne zajęcie. Wspólnie ułożyłyśmy duże puzzle, składające się z 500 elementów. Byłam w szoku, że mojemu nadpobudliwemu dziecku się to jeszcze nie znudziło. To znaczy oczywiście puzzle nie były zabawą na jeden dzień. Zajęło nam to prawie całe dwa dni. Wzięłam sobie zwolnienie na chore dziecko na miesiąc. Oczywiście i tak będę musiała co jakiś czas zaglądać do firmy, ale generalnie mam mnóstwo czasu dla córki. Tylko najgorsze jest to, że ona ciągle pyta gdzie Rodrigo i dlaczego mieszkamy u Any. Zaczyna brakować mi wymówek. W dodatku jest jeszcze Ucker, który wciąż nalega na kontakty z dzieckiem i w ogóle chce, żebym powiedziała jej prawdę. Ale ja jakoś nie mogę się do tego przekonać. Zwyczajnie się boję i Ucker to doskonale wie. Już nawet stara się być milszy, gadać ze mną jakoś delikatniej i w ogóle. Czuję, że jemu naprawdę zależy na Mii i nie chcę mu całkiem odbierać szansy na lepsze poznanie córki. Tylko może jeszcze nie teraz, ona jest taka mała i tak mało wie o życiu. Jest bystrym dzieckiem, ale jednak wiadomość, że Twój ojciec nie jest Twoim ojcem i jest nim ktoś zupełnie inny, każdego przytłoczy, a co dopiero czteroletnią dziewczynkę. Po ułożeniu całych puzzli Mia i Lupita wzięły się za malowanie. Ja z Anahi poszłyśmy robić obiad.
-Any, ja nie wiem, co robić...- powiedziałam, obierając ziemniaki.
-No jak to co? Obiad, Dul, obiad.- Boże, co za tępak.
-Nie o tym mówię. Chodzi mi o Uckera, Mię i w ogóle o całe moje życie.
-Oni są Twoim życiem.- zaśmiała się Any.
-To prawda. Dopiero teraz zrozumiałam, jak mocno kocham Mię. A Ucker? No cóż... Jego też nigdy nie przestałam kochać. I widząc go, czuję węzeł w gardle, mam tak wielką ochotę wyznać mu miłość, ale nie mogę.
-Dlaczego? To byłoby mega słodkie...- o nie Any romantyczka, jak ja tego nie lubię.
-Jasne, dla Ciebie wszystko jest słodkie... Ciekawe co byś zrobiła na moim miejscu.
-Nie wiem, ale na szczęście na nim nie jestem.
-Proszę Cię, rozmawiamy poważnie.- ona czasem zachowuje się jak dziecko, a przecież już dawno nim nie jest.
-Dul, co mam Ci powiedzieć? To trudna sytuacja, ale pamiętaj, że Ucker też ma prawa do własnego dziecka i nie możesz mu niczego zabronić. On nie chce skrzywdzić Ciebie, ani już na pewno nie Mię. Powinnaś się cieszyć, że interesuje się dzieckiem i chce Ci pomagać.
-Tak, ale... Boję się.- do oczu napływały mi łzy.
-Czego?
-Tego, że kiedyś on może odebrać mi córkę.
-Na pewno nie, nie zrobiłby Ci tego.
-Może nie celowo, ale Mia go polubiła i może chcieć być z nim, a mnie odtrącić, bo nie jestem dobrą matką.
-Nie, Duluś, nawet tak nie myśl.- przytuliła mnie czule.
-Mamo!- usłyszałam głos mojej córeczki i poszłam do pokoju.
-Co jest?- zapytałam, podchodząc do niej.
-Zobacz narysowałam Cię.- pokazała mi rysunek, na którym rzekomo jestem ja.
-Pięknie, kochanie. A to kto?- zapytałam, wskazując na drugi obrazek.
-To jest Ucker. Dam mu to, kiedy przyjdzie. Spodoba mu się?
-Jasne, z pewnością.- odpowiedziałam, wymuszając delikatny uśmiech. -Widzisz?- zwróciłam się do Anahi i wyszłam z pokoju.

Ucker:
Dzwoniłem przed chwilą do Poncha, długo gadaliśmy. Okazało się, że on nie wie o swojej córce. Kiedy mu o tym powiedziałem, był w szoku i stwierdził, że teraz ma pretekst do spotkania z Anahi i wróci do Meksyku. Rozłączył się, mówiąc, że musi się spakować. Doszedłem do wniosku, że ukrywanie córki przed jej ojcem to u nich rodzinne. Dula i Any zrobiły to samo, obie. Ciekawe co zrobi Poncho... 

⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡

Dodaję oczywiście według grafiku układu z Monisią :D Następny o ile dobrze pamiętam we wtorek :* Boże, czy tylko ja tak bardzo nie chcę kończyć wakacji?... :(

środa, 26 sierpnia 2015

9. "Zniszczyłeś moją rodzinę!"

Dulce:
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Na szczęście wyręczył mnie Ucker, mówiąc:
-Ups... myślałem, że wiesz... Jestem właściwie Duli mężem. Pomogłem jej z Carlosem i mamy razem dziecko.- mam ochotę go zabić!
-Dziecko? Jakie dziecko?
-Mia jest moją córką, właśnie się dowiedziałem. Całowałem Dulce ze szczęścia.
-Dulce, czy on mówi prawdę? Wiedziałaś o tym?
-To prawda, zobacz.- pokazał mu te cholerne wyniki.
-Rodrigo to nie tak, wyjaśnię Ci.
-Więc czekam.
-Skończ z kłamstwami Dul, to dobra okazja.
-Wiedziałam o tym od początku. Zmyśliłam tą historię z gwałtem. Niczego takiego nie było. Mia jest córką Uckera. Skłamałam tylko dlatego, że tęskniłam wtedy za Uckerem i nie chciałam rozdrapywać tych bolesnych ran. Przepraszam za te wszystkie kłamstwa.- rozpłakałam się z bezsilności. Czułam się jak ostatnia idiotka.
-Zawiodłem się na Tobie. Szkoda mi tylko Mii, że ma taką matkę. Nie dość, że masz na nią wyjebane, nie potrafisz się nią zająć, to jeszcze okłamujesz wszystkich wkoło. Żal mi Cię, jesteś żałosna.- po słowach Rodriga płakałam jeszcze mocniej.
-Nie mów tak. Kocham moją córkę i nigdy nie miałam na nią wyjebane. Nic nie robiłam bez powodu, te wszystkie kłamstwa... Myślałam, że tak będzie lepiej.
-Nie tłumacz się, cześć.- chciał iść, ale mu nie pozwoliłam.
-A co ze mną, z Mią?
-Radź sobie sama. Zresztą masz Uckera, to z nim powinnaś tworzyć rodzinę.- teraz już na dobre wyszedł.
Byłam załamana. Opadłam bezsilnie na krzesło i schowałam twarz w dłonie, płacząc.
-Tego właśnie tyczyło się moje ostrzeżenie.- powiedział Ucker tuż nad moim uchem, a we mnie aż się gotowało ze złości.
-Nienawidzę Cię, gnoju! Zniszczyłeś moją rodzinę, jednocześnie zniszczyłeś życie swojej własnej córce! Zadowolony?! Tego właśnie chciałeś?
-Chciałem Ci tylko dać nauczkę tak na przyszłość. Przynajmniej wyszły na jaw wszystkie kłamstwa.
-Zatkaj się już, kretynie!
-Spokojnie, nie denerwuj się.
-Dlaczego mi to robisz?! Myślałam, że jesteś inny, że masz choć odrobinę serca... A Ty co? Jesteś podłą świnią! Nie chcę Cię znać!- krzyczałam, patrząc na niego z żalem, a moje łzy ciekły ciurkiem, że aż czułam je w dekolcie.

Ucker:
Cholera, chyba przesadziłem. Nie potrzebnie kombinowałem, żeby wsypać ją do Rodriga. Ona ma rację, to było podłe! Co ja sobie myślałem? Potraktowałem to jak jakiegoś psikusa, czy zwyczajne zrobienie na złość. A prawda jest taka, że okropnie ją skrzywdziłem. Zresztą z tego wszystkiego zapomniałem o samej zainteresowanej... Przecież Rodrigo był dla Mii jak ojciec, a ja jej go po prostu odebrałem.
-Przepraszam, Dul. Nie miałem pojęcia, że on tak ostro zareaguje. Jeśli chcesz, pogadam z nim, spróbuję to odkręcić.
-Ty niczego nie rozumiesz... Nie chodzi o mnie, tylko o Mię! Nie jestem dobrą matką i nie dam sobie z nią rady bez Rodriga. Nigdy go naprawdę nie kochałam, ale był wspaniałym ojcem dla mojej córki. Ale nie... Musiałeś się wpierdolić i pozbawić nasze dziecko normalnej rodziny. Gratuluję inteligencji!- ona jest tak strasznie na mnie zła, a jej rozpacz tak rani moje serce, ale zasłużyłem na to.
-Przestań, przecież ona ma ojca. Szczęśliwej rodziny to może jej nie stworzymy, ale nigdy nie będzie sama. Dam mojemu dziecku dużo miłości, na jaką zasługuje.
-O nie, nawet nie próbuj. Ona nie może poznać prawdy, że jesteś jej ojcem!
-Musi wiedzieć, tak nie może być. Skończ te wszystkie kłamstwa, Dul!
-Ucker, do cholery, to jeszcze dziecko! Myślisz, że to zrozumie?... Co mam jej powiedzieć? Wiesz, bo to jednak Ucker prosił bociana, żeby Cię przyniósł... To bez sensu, nie chcę mieszać jej w głowie.
-I tak będziesz musiała z nią porozmawiać. Jak wytłumaczysz jej, że nie ma teraz taty, bo Rodrigo odszedł, a mnie nie akceptujesz?
-To nie Twoja sprawa, Ucker.
-Tak się składa, że moja, bo Mia jest też moją córką. Nie zapominaj o tym, Dul.
-O tym nie da się zapomnieć, jest do Ciebie zbyt podobna.
-A jednak?...- zapytałem z uśmiechem.
-Skończ to już, bo chcę iść do Mii.
-Idę z Tobą.
-Musisz?
-Tak muszę, bo jest moją córką, przypominam.
-Nie odczepisz się już nigdy ode mnie?...
-Nie sądzę...- powiedziałem i delikatnie musnąłem jej usta swoimi, była w lekkim szoku.
⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

Układ z Moniką uważam za udany :D Następny, o ile dobrze pamiętam, w sobotę :*

wtorek, 25 sierpnia 2015

8. "Nie przeszkadzam?"

Dulce:
W końcu Mia pozwoliła mi iść. Obiecałam jej, że przyjdę jutro z samego rana. No więc weszłam do domu pewna i zadowolona z tego, że mam czas tylko dla siebie, żeby przemyśleć to wszystko i w ogóle. Rodrigo z pracy wraca dopiero za parę godzin. Poszłam od razu do kuchni, bo byłam cholernie głodna. Zupełnie nie spodziewałam się tego, co tam zobaczyłam. Przy stole siedział sobie Ucker i jadł płatki!
-Co Ty tu, do cholery, robisz?!- zapytałam wzburzona.
-Twój narzeczony zaprosił mnie wczoraj do Was, żebym zaoszczędził na hotelu.- odpowiedział z miną niewiniątka.
-Zrobiłeś to specjalnie! Od niego wyciągnąłeś pewnie jakieś informacje, zgadłam?- teraz wszystko jest jasne... Przecież Ucker od razu pokapował, że Rodrigo nie zna prawdy i się wszystkiego domyślił. 
-Carlos Cię zgwałcił? Proszę Cię, gorszej bzdury nie słyszałem.
-A skąd wiesz, że to nieprawda?- pogrążam się, czuję to.
-Dul, wiedziałbym o tym...
-Nie, przecież nie byłeś ze mną non stop. Nie masz pewności, co się działo.
-Możliwe... Jednak to nie zmienia faktu, że jestem pewien, że Mia jest moją córką.
-Ciekawe skąd ta pewność...
-Bo jest do mnie podobna.
-Teraz to sobie wymyśliłeś.
-A co może do Carlosa?...
-Nie, do mnie.- powiedziałam zbyt pewnym głosem jak na takie bzdury.
-Dulce, kogo Ty oszukujesz? Siebie? Bo mnie jakoś to nie przekonuje... 
-Nie musisz mi wierzyć. Ja znam prawdę, to wystarczy.
-Dobrze, więc pytam wprost po raz ostatni: Czy Mia jest moją córką?
-Mówię, że nie!
-Okej, w takim razie pamiętaj, że jak dowiem się prawdy sam, to źle się to dla Ciebie skończy.- i znowu ta sama groźba... O co mu chodzi? 
-A teraz dobranoc, kochanie.- powiedział złośliwie i musnął delikatnie ustami mój policzek.
Przez niego mi się nawet jeść odechciało i poszłam się kąpać. Zastanawiałam się jak to możliwe, że kiedyś tylko on potrafił poprawić mi humor, a teraz tak skutecznie mi go ciągle psuje? Co się zmieniło? A może to po prostu zmiany zachodzące w nas pod wpływem czasu? Chyba, że to wszystko przez moje liczne kłamstwa... Na początku jak tu wrócił, nie był dla mnie taki. Próbował mi nawet pomóc, wesprzeć mnie, a teraz mi grozi. To na bank przez to, że dowiedział się, jaką jestem kłamczuchą. A ja brnęłam w to dalej i dalej... Byłam bezradna, z każdą chwilą miałam mniej pomysłów na rozwiązanie tej idiotycznej sytuacji. Pewnie zastanawiałabym się nad tym wszystkim do rana, ale byłam zbyt zmęczona i szybko zasnęłam.

Ucker:
Słyszałem, jak w nocy wrócił Rodrigo. Wyszedłem wtedy z pokoju i zapytałem się go:
-Jedziesz rano do szpitala?
-Tak, a co?
-Nie nic. A o której? Ja jadę z Dulą koło ósmej na pewno.
-No to pojedziemy razem, a ja skoczę jeszcze przy okazji na badania, bo są od ósmej właśnie.
-No dobra, to pojedziemy wszyscy.- idealnie, Ucker Ty to masz łeb.
Według mojego jakże doskonałego planu z samego rana pojechaliśmy do szpitala. Dulce pobiegła od razu do małej, a Rodrigo na te swoje badania. To był mój czas. Poszedłem do recepcji po odbiór wyników. Otworzyłem kopertę drżącymi rękoma i przeczytałem, że istnieje pokrewieństwo między mną, a Mią. A to znaczy, że naprawdę jestem jej ojcem! Mam córkę! Byłem taki szczęśliwy. Wszedłem cichutko do sali i zawołałem Dulę. Nie było problemu, bo Mia jeszcze spała.
-Dalej będziesz się upierać?- zapytałem chłodno, pokazując jej wyniki.
-Kiedy to zrobiłeś?
-Wczoraj.
-Jak mogłeś?!
-Jak mogłeś?... Chciałem się tylko upewnić, że jestem ojcem Mii. Nie myliłem się, a Ty jesteś podłą, zakłamaną szmatą!- krzyczałem na nią, idąc w jej kierunku, a ona wbiła się w ścianę. I o to chodziło... Wziąłem ją za nadgarstki i pociągnąłem jej ręce nad jej głowę, opierając je o ścianę. Oczywiście to wszystko dlatego, że nadchodził Rodrigo.

Dulce:
Co w niego wstąpiło?! Rozumiem, że się wkurzył, ale żeby aż blokować mnie pod ścianą?... Ale nie to zdziwiło mnie najbardziej. Po chwili Ucker zaczął mnie agresywnie całować i wbił się jęzorem do mojej buzi. Ręce ciągle trzymał mi u góry, mocno przyciskając je do ściany. Bolało.
-Nie przeszkadzam?- usłyszałam bardzo dobrze znajomy mi głos i w trybie natychmiastowym odepchnęłam od siebie tego kretyna.
Rodrigo stał i się nam przyglądał, a ja nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Było mi tak cholernie głupio, więc spuściłam głowę bez słowa.
-Przepraszam, to moja wina.- powiedział Ucker skruszony. -Po prostu dawne uczucia nagle powróciły i...
-Dawne uczucia?! Dul, co Cię z nim łączyło?- nie byłam w stanie mu odpowiedzieć, sparaliżowało mnie.
⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡⚡

Ostatkiem sił dodaję ten rozdział i stwierdzam, że w sumie mi się on podoba xD Mam nadzieję, że Wam też :*

niedziela, 23 sierpnia 2015

7. "Pomyliły mi się kolory"

Dulce:
Nad ranem Anahi wróciła do domu, bo zostawiła Lupitę z sąsiadką i musiała uszykować ją do przedszkola. W ten sposób zostałam sama, co wcale mi się nie podobało. Jednak to lepsze niż towarzystwo tego Pana, który odwiedził mnie później... Tak, chodzi o Uckera. Wpadł do szpitala jak burza, pytając:
-Co z Mią?
-Nie wiem jeszcze. A zresztą co Cię to tak interesuje?- miałam złe przeczucia, jak się okazało nie bezpodstawne...
-No wybacz Duluś, ale chyba mam prawo martwić się o swoje dziecko...- nie, tylko nie to, zamurowało mnie kompletnie.
-Jakie Twoje?! Ty chyba chory jesteś...- nie mogę powiedzieć mu prawdy, boję się.
-Dul, nie kłam choć raz. Nie jestem jak Rodrigo czy Mia, mnie nie oszukasz.
-Kiedy ja mówię prawdę...
-Daruj se... Poznam prawdę, czy tego chcesz czy nie. Masz ostatnią szansę, żeby sama się przyznać. Jeśli dowiem się sam, nie skończy się to dla Ciebie najlepiej.
-Nie groź mi, kretynie!- krzyknęłam zdenerwowana.
-Nie grożę Ci, słońce. Ja Cię tylko ostrzegam.- powiedział z ironią w głosie, całując mnie w policzek.
-Odejdź z mojego życia, tylko wszystko psujesz! Po chuj wróciłeś?! Żeby mnie na nowo zniszczyć?! Nie pozwolę Ci na to!!
-Nie krzycz, jesteś w szpitalu!
-Wyjdź, to będę cicho!
-Nie wyjdę, bo chcę dowiedzieć się co z moim dzieckiem.
-Kurwa mać, to nie jest Twoje dziecko!
-Czy mogą Państwo być ciszej? Jeszcze jeden krzyk i więcej tu nie wejdziecie.- powiedziała pielęgniarka, wychodząc z pokoju.
-Przepraszamy, już będziemy cicho.- odpowiedział Christopher z grzecznym uśmiechem. -Słyszałaś? Masz się zamknąć.- zwrócił się do mnie i usiadł spokojnie na krześle.
-Jak długo będziesz tu siedzieć?
-Aż Mia się obudzi.
-Ale to ponoć dopiero wieczorem.
-Wiem, poczekam.
-Mam tyle czasu z Tobą wytrzymać? Chyba prędzej zwariuję.
-Już Ci to chyba nie grozi.- odpowiedział złośliwie, robiąc przy tym durną minę.
Więcej się do niego nie odezwałam i poszłam usiąść po drugiej stronie korytarza. Trochę to śmieszne i dziecinne, no ale cóż... Nie zamierzam go znosić, a już tym bardziej z nim gadać. Doskonale wiedziałam, że on i tak dopnie swego i dowie się, że Mia jest jego dzieckiem. Miałam jednak te resztki nadziei, że mu się nie uda, albo zwyczajnie odpuści. Znam go dość dobrze i wiem, że on raczej nie odpuszcza. Najgorsza była świadomość, że nie znam jego planów co do Mii. Co zrobi, jak pozna prawdę? A jeśli zechce odebrać mi dziecko?! Wiem, że nie jestem dobrą matką i być może nie zasługuje na tak wspaniałą córeczkę jak Mia, ale kocham ją całym sercem. Choć na to nie wygląda, to dziecko jest moim życiem. Zrozumiałam to dopiero w chwili, kiedy jej życie było zagrożone. I teraz kiedy ktoś być może chce mi ją odebrać...

Ucker:
Tak strasznie mi się nudziło na tym korytarzu, że najchętniej bym stąd poszedł. Nie zrobiłem tego, żeby nie dać Duli satysfakcji. No bo przecież równie dobrze mógłbym sobie stąd teraz iść i wrócić za parę godzin. Ale nie, jej niezadowolona, obrażona mina była tego warta. Wreszcie przyszedł jakiś lekarz i powiedział, że możemy wejść do Mii, bo ją już wybudzą ze śpiączki. Weszliśmy oboje, rzucając sobie ponure spojrzenia. Kiedy się obudziła, zaczęła płakać i narzekać, że boli ją głowa. Dulce od razu do niej podeszła, złapała ją za rączkę i przytuliła.
-Mamo, dlaczego płaczesz?- zapytała Mia, ocierając łezkę z policzka Duli.
-Bo tak bardzo się o Ciebie martwiłam, kochanie.- odpowiedziała, tuląc ją jeszcze mocniej.
-Przepraszam, że wyszłam sama. Nie chciałam słuchać tych kłótni. Poszłam tylko do sklepu po coś słodkiego, ale pomyliły mi się kolory i przeszłam na czerwonym świetle. Bo ja... Ja wiem, że przechodzi się na zielonym, ale myślałam, że czerwony to zielony, bo mi się pomieszało.
-No dobrze, cicho już. Najważniejsze, że nic takiego się nie stało. Od dzisiaj będę Cię codziennie odpytywać z kolorów.- uśmiechnęła się ciepło do córeczki i pociągnęła nosem.
-A co ten Pan tu robi?- zapytała, wskazując na mnie.
-Chciałem sprawdzić, jak się czujesz.- odpowiedziałem, podchodząc bliżej.
-Dobrze, dziękuję.- uśmiechnęła się do mnie słodko.
-A wiesz, co ja znalazłem?- zapytałem, wyciągając z plecaka jej misia.
-Mój misio!- krzyknęła radośnie. -Dziękuję Panu.
-Mów mi Ucker, przecież jestem kolegą Twojej mamy.
-Dobrze Ucker, będę pamiętać.
-A w ogóle to jak się czujesz?- celowo przedłużałem rozmowę z małą, bo widziałem, jak Dula się denerwuje.
-Dobrze, tylko głowa trochę mnie boli. Ale na pewno zaraz przestanie.- powiedziała na luzie.
-Wiesz co? To ja może wpadnę do Ciebie jeszcze jutro, bo mam parę spraw do załatwienia. Dobrze?
-Okej, będę na Ciebie czekać. Papa.
-Pa! A Ty Duluś jeszcze nie jedziesz do domu?- zapytałem.
-Nie, jeszcze trochę zostanę.- odpowiedziała, nawet na mnie nie spoglądając.
-Ok, to cześć.
Wychodząc, wstąpiłem do recepcji, żeby prosić o badanie DNA i sam poszedłem pobrać krew. Wreszcie po całym dniu spędzonym w szpitalu, pojechałem taksówką do domu, to znaczy... Do domu Duli, gdzie sam jej narzeczony mnie zaprosił. Postanowiłem na nią zaczekać w kuchni, by z nią pogadać.
⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

Dziś pozostawiam rozdział bez komentarza, bo już nwm, co tu pisać, nawet durnych rymów nie mogę znaleźć ;) Kiedyś tam następny :*

czwartek, 20 sierpnia 2015

6. "To takie słodkie dziecko"

Dulce:
Musiałam zadać mu to pytanie, bo byłam cholernie ciekawa jego odpowiedzi. Szczerze mówiąc, chyba miałam nadzieję, że coś do mnie czuje i teraz mi to wyzna, ale się przeliczyłam. Wiem, że może to nie czas i miejsce na tego typu rozmowy, ale nie mogłam się powstrzymać.
-Odpowiesz mi?- ponaglałam go, patrząc głęboko w jego piękne, czekoladowe oczy.
-Zadajesz trudne pytania.- stwierdził z czarującym uśmiechem.
-I oczekuję na nie odpowiedzi.- dokończyłam delikatnym i słodkim głosem.
-Naprawdę chcesz wiedzieć dlaczego Ci pomagam? Powody są dwa.
-No więc słucham.- robi się groźnie, ale najgorsze jeszcze przede mną.
-Po pierwsze mam dobre serce i chcę pomóc, wesprzeć Cię i w ogóle, bo zresztą sam też czuję się winy, bez Twoich krzyków. Po drugie wciąż mam w głowie Twoje słowa "Ucker, nasza córka..." Co miały one znaczyć?- o kurwa, no to mam przejebane... Ręce zaczęły mi się pocić, serce waliło jak opętane. Co teraz, co teraz? Powtarzałam w kółko w myślach, licząc na cud, jakieś wybawienie.
-Kochanie, już jestem.- usłyszałam głos Rodriga i rzuciłam mu się w ramiona, wiedząc, że póki co jestem uratowana. -Co z małą?- zapytał niespokojnie, a ja opowiedziałam mu całą historię i to, co mówił lekarz.
-Tak się o nią boję.- dodałam na koniec, wtulając się w niego mocno i znów płacząc.
-Idź odpocznij, skarbie. Ja tu zostanę.- prosił czułym głosem.
-Nie, ja chcę tu być. Ty jedź do domu, jutro masz na rano do pracy. Przy okazji odwieziesz Uckera, okej?- chciałam się pozbyć ich obu, zwłaszcza Uckera, ale czegoś nie przemyślałam...
-Mam Cię tu zostawić samą?
-Tak, spokojnie nic mi nie będzie. Jedźcie już.
Wreszcie udało mi się ich wygonić. Kiedy tylko wyszli zadzwoniłam do Any. Opowiedziałam jej o wypadku Mii i poprosiłam, żeby przyjechała do szpitala.
Ucker:
Ale ta Dula jest głupia... Sama zadbała o wspaniałe okoliczności, bym poznał prawdę. Teraz wszystko wyciągnę od Rodriga i dowiem się, czy Mia jest moim dzieckiem. Wsiedliśmy do samochodu, panowała wciąż cisza. Nie wiedziałem, jak zacząć rozmowę.
-Nie wiesz może, gdzie tu jest jakiś najtańszy hotel?- zapytałem w końcu.
-Chcesz spać w hotelu? Możesz przecież zostać u nas, to żaden problem.
-Naprawdę? Dziękuję.- wszystko idzie po mojej myśli, teraz trzeba go trochę wypytać. -Pojadę jutro rano do szpitala, martwię się o Mię, to takie słodkie dziecko.
-Tak, jest cudowna. Kocham ją, jakby naprawdę była moją córką.- to było łatwiejsze niż myślałem.
-A nie jest? Dulce mówiła...
-Nie wiedziałeś?
-Nie, nawet mi do głowy nie przyszło, że to dziecko kogoś innego. W takim razie kto jest jej ojcem?
-Jej mąż, Carlos.- nieźle to sobie wymyśliła, teraz nie mam wątpliwości, że Mia jest moim dzieckiem.
-Carlos? Z tego co wiem, to oni nie żyli razem i nic ich już nie łączyło.
-Dula mówiła, że on ją zgwałcił.- wiem, że to nieprawda, ale udam głupa, żeby nie narobić Duli kłopotów z chłopakiem.
-Och, nie miałem pojęcia. Biedna Dulce, ile ona przeszła...- ach, moja gra autorska na poziomie zaawansowanym.
-Tak, ale na szczęście teraz jest szczęśliwa ze mną i naszą córką.- kurde, on rzeczywiście bardzo kocha moją córkę i Dulę. Nie chcę niszczyć ich związku, ani życia Dulce, ale nie wiem, czy znajdę jakiś delikatniejszy sposób, żeby udowodnić swoje ojcostwo. Muszę z nią poważnie pogadać i zrobię to już jutro.
-Dobrze się Wam układa?- zapytałem z czystej ciekawości.
-Tak, chociaż Dula ma bardzo trudny charakter i często jest chłodna w stosunku do mnie i Mii. Ale wiem, jak dużo w życiu przeszła i staram się ją zrozumieć. Ona i Mia są najważniejszymi kobietami w moim życiu i chyba bym umarł bez nich.
-Cieszę się z jej szczęścia, bo jest dla mnie naprawdę ważna, to wspaniała kobieta. Ja poznałem ją, kiedy miała załamanie nerwowe i zdecydowanie nie była sobą, ale później powoli wyszła z tego i mogłem poznać jej prawdziwą słodką naturę. Widzę, że teraz bardzo się zmieniła, jest bardziej pewna siebie i w ogóle.- kurwa mać, Ucker Ty masz Carmen, przestań zachwycać się Dulą!
-Jak to możliwe, że znasz ją tak dobrze, a nie wiedziałeś o tym, że ma dziecko z Carlosem?- teraz to dojebał...
-Wyjechałem i urwał nam się kontakt. Widocznie w nieodpowiednim momencie...
-No chyba, że tak. Fajny z Ciebie gość.- oj Rodrigo, gdybyś Ty wiedział, co mnie łączyło z Dulą...
-Dzięki, Ty też jesteś spoko. Dulce dobrze trafiła, w końcu.- jestem tak cholernie zazdrosny, ale w głębi duszy naprawdę cieszę się z jej szczęścia.
Dulce:
Całą noc przesiedziałyśmy z Anahi na korytarzu. Odpowiedziałam jej o Uckerze i jego podejrzeniach co do Mii. Any twierdzi, że powinnam powiedzieć mu prawdę, ale nie mogę tego zrobić. Co jeśli będzie chciał odebrać mi dziecko? A zresztą co powiem Mii? Słuchaj kochanie, Rodrigo jednak nie jest Twoim tatą, jest nim Ucker?! Przecież to bez sensu... Kurwa, co teraz? Z drugiej strony wiem, że Christopher nie odpuści, dopóki nie pozna prawdy. Nie wiem, co wtedy będzie. To zniszczy mój związek, całe moje dotychczasowe, w miarę spokojne życie! Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, ta cała sytuacja była nie do zniesienia. Moje dziecko w szpitalu, a mój mąż, który nagle powrócił zza światów, pewnie teraz kombinuje, jak poznać prawdę i co wtedy zrobić. Chyba muszę z nim pogadać, ale wiem, że nie będzie to łatwa rozmowa.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to mamy ten rozdział na mocy układu z Moniką :* Do następnego ;)

wtorek, 18 sierpnia 2015

5. "Nasza córka"

Ucker:
No dobra, może trochę przesadziłem i być może zasłużyłem sobie na to, że mnie uderzyła.
-Mam Cię odprowadzić do drzwi?- zapytała chłodnym, chamskim tonem głosu.
-Nie, przecież mieliśmy podpisać ten pozew.- nie rozumiałem, czemu ona mnie wygania do czasu, gdy wzięła te papiery i je podarła. -Co Ty robisz?!- krzyknąłem zdziwiony.
-Postanowiłam, że nie ułatwię Ci sprawy z rozwodem. Nie dam Ci go tak łatwo, bo jakoś za bardzo Ci na nim zależy.- niee, czy ona musi robić mi na przekór?... Nie chcę na razie mówić jej o Carmen, bo po co?
-Dlaczego taka jesteś? Dul, nie poznaję Cię. Co się z Tobą stało? Gdzie moja słodka, kochana, bezbronna Dulce, za którą byłem w stanie oddać życie?
-Oddać życie?! Haha, dobre sobie. Gdyby tak było, to nie zniknąłbyś w takim momencie! Potrzebowałam Cię, ale Ty miałeś na to jak widać wyjebane...- w jej pięknych oczkach pojawiły się łzy, kiedy patrzyła na mnie z żalem, a może wręcz z pogardą.
-Dul, czemu tak mówisz? Przecież nie zniknąłem nagle. Poinformowałem Cię o tym, a Ty nie miałaś nic przeciwko. Wystarczyłoby jedno Twoje słowo, a zostałbym z Tobą nawet na zawsze.- powiedziałem jej samą prawdę, dla niej zrobiłbym niemal wszystko.
-Co miałam Ci powiedzieć? Nie wyjeżdżaj, bez Ciebie sobie nie poradzę?... Nie Ucker, dałam sobie radę bez Ciebie. Na początku tęskniłam, bo zostawianie mnie samej w takiej sytuacji, po takich przejściach, było po prostu głupotą. Miałam ochotę znów się załamać, ale uświadomiłam sobie, że przez Ciebie nie warto. Teraz jestem naprawdę szczęśliwa, a bynajmniej byłam zanim się nie pojawiłeś.- skąd w niej tyle żalu do mnie, przecież nigdy jej nie skrzywdziłem, nawet nie powiedziałem złego słowa.
-Dul, do cholery jasnej, przestań tak na mnie naskakiwać, bo nie masz powodu być na mnie zła. Skoro tak ciężko Ci było się ze mną rozstawać, to trzeba było po prostu powiedzieć. Uznałem, że nic nas nie łączyło, poza bezmyślnie spędzonymi razem nocami. Wiedziałem, że popełniamy błąd, ale Ty mnie sprowokowałaś... To znacznie pogorszyło Twój stan, wiem o tym, ale Ty tego nie rozumiałaś...
-Ucker, skończ te brednie! Dlaczego wszystko obracasz przeciwko mnie?! Nie byłam wtedy w pełni sobą i to Ty powinieneś temu zapobiec. Ale nie, lepiej było wykorzystać nie w pełni władz umysłowych kobietę...
-Nie rób z siebie takiej ofiary, bo święta nie jesteś! A Twój obecny narzeczony wie, że masz męża, który uratował Cię od bycia dziwką? No słucham... Wie?!- o kurwa, przesadziłem... W oczach Duli pojawiły się łzy i odwróciła się na pięcie, by na mnie nie patrzeć. Wstydziła się?...
-Wyjdź! I po pierwsze nie mów takich rzeczy przy dziecku!!- krzyczała na mnie, szlochając.
-Nie żeby coś, ale Twojego dziecka tu już dawno nie ma...- odezwałem się cicho, rozglądając się.
-Jak to nie ma?!- zapytała przerażona, odwracając się.

Dulce:
Byłam strasznie zła na siebie, bo tak pochłonęła mnie kłótnia z Uckerem, że nawet nie zauważyłam, kiedy zniknęła moja córka. Boże, gdzie ona się podziała?? Wybiegłam z gabinetu, a za mną Christopher. Pytałam wszystkich napotkanych ludzi z fundacji, czy nie widzieli mojego dziecka. Niczego konkretnego się nie dowiedziałam. Wybiegłam z budynku, kiedy usłyszałam dźwięk nadjeżdżającej karetki. Pogotowie podjechało bardzo blisko, w zasadzie widoczność zasłaniał mi tylko nieduży bus, stojący tuż przede mną. Poczułam dziwne ukłucie w sercu, jakieś złe przeczucie. Jak się po chwili okazało, nie bez powodu. Wyjżałam zza samochodu, by przyjrzeć się bliżej zaistniałej sytuacji. Na drodze leżało małe dziecko, a wokół niego krzątali się ratownicy. Po chwili dotarło do mnie, że to moje dziecko. Moja córeczka miała wypadek!
-Mia!- krzyknęłam, biegnąc w tamtym kierunku.
Kiedy zobaczyłam ją leżącą nieprzytomną na ulicy z mnóstwem ran na  maleńkim ciałku, wpadłam w dziką rozpacz i rzuciłam się na kolana tuż przy niej.
-Moje dziecko! Zabili mi dziecko!- chyba nie byłam do końca świadoma swoich słów, plotłam bzdury, nie mogąc się uspokoić.
-Proszę się uspokoić i odsunąć. Ona żyje, ale musimy jak najszybciej przewieźć ją do szpitala.- lekarz starał się opanować moją rozpacz, ale nie przynosiło to żadnego skutku. -Pani jest matką, tak?
-Tak, to moje dziecko, do cholery!!
-Jeśli chce Pani jechać z nami, to proszę się uspokoić, choć trochę.- mówił dalej spokojnym, delikatnym tonem głosu.
-Duluś... - w pewnym momencie poczułam, że ktoś obejmuje mnie od tyłu i usłyszałam tak dobrze znajomy, męski głos.
Odwróciłam się szybkim ruchem i wtuliłam się w Uckera, a on objął mnie bardzo mocno.
-Ćśś... Wszystko będzie dobrze, spróbuj się uspokoić.- szeptał mi do ucha, czule głaszcząc moje włosy.

Ucker:
-Ale nasza córka, Ucker, ona umiera...- te słowa odbiły się echem w mojej głowie, NASZA!!
-Jak to nasza?...- zapytałem niepewnie.
-Jedzie Pani?- jeden z lekarzy zwrócił się do Duli, a ona czym prędzej dobiegła do karetki.
Odjechali na sygnale. Zostałem sam na ulicy, a obok mnie leżał brązowy, puchaty misio, należący zapewne do córeczki Dulce, a może nawet i mojej. Podniosłem przytulankę i przytuliłem ją do serca, mówiąc z głową uniesioną ku górze:
-Boże, nie pozwól, by coś jej się stało. To tylko niewinne dziecko...- do oczu napływały mi łzy przez świadomość tego, że być może moje dziecko walczy teraz o życie.
Bez chwili namysłu ruszyłem w stronę szpitala, trzymając w ręce lekko brudnego misia, na którym zauważyłem kilka kropli krwi. Swoją drogą musiało to dosyć zabawnie wyglądać... Dorosły facet z zapłakanymi oczami i misiem. Po jakimś czasie dotarłem do szpitala. Szybko znalazłem oddział dziecięcy i tam wręcz pobiegłem. Po korytarzu w kółko krzątała się Dula. Była bardzo zdenerwowana i nie dziwię jej się. W ręce trzymała chusteczkę, którą co chwilę wycierała zapłakane oczy. Kiedy mnie zobaczyła na jej twarzy pojawiła się złość, według mnie niewytłumaczalna i bezpodstawna.
-To wszystko przez Ciebie!- krzyknęła, podnosząc na mnie rękę, którą w porę chwyciłem, żeby nie dostać w twarz.
-Dulce, uspokój się!- podniosłem na nią głos, widząc złość, wręcz nienawiść w jej oczach. Trzymałem ją mocno za nadgarstki, czekając aż się uspokoi. Nie było to łatwe zadanie, bo ona wciąż się wyrywała i chciała mnie bić. Tylko za co? Minęło chyba z 15 minut, zanim jej emocje trochę opadły i wyczerpana spoczęła na krześle. Schowała twarz w dłonie, popadając w istną rozpacz. Usiadłem powoli koło niej, kładąc dłoń na jej kolano.
-Po co tu przylazłeś?! Żeby mnie wkurwić?! Udało Ci się, a teraz wyjdź!- nie rozumiałem jej zachowania, choć ona chyba także go nie rozumiała.
-Nie Dul, ja się po prostu martwię. Nigdy nie chciałem zrobić Ci żadnej krzywdy, chcę pomóc. Nie rozumiem, na jakiej podstawie twierdzisz, że to moja wina...- mówiłem bardzo spokojnym, czułym tonem.
-Pojawiłeś się nagle w moim życiu, zagadałeś mnie, a ja nawet nie zauważyłam, kiedy moje dziecko wyszło. Co ze mnie za matka! Wszystko przez Ciebie, kretynie!- wydzierała się na mnie z tym groźnym wzrokiem pełnym nienawiści.
-Dul, przestań...- prosiłem, przyciągając ją do siebie, by ją przytulić.
-Zostaw, nie dotykaj mnie!- krzyknęła po raz kolejny, próbując mi się wyrwać. Po chwili jednak odpuściła i przylgnęła do mnie całym swoim drobniutkim ciałem.
-Spokojnie, jestem przy Tobie i nie zostawię Cię samej. Nie płacz już, proszę.- powoli kołysałem ją w swoich ramionach, słysząc jej już cichy szloch.
Nagle z jednej z sali wyszedł lekarz. Dulce od razu poderwała się z miejsca, a ja razem z nią, trzymając za rękę, by jakoś dodać jej otuchy.
-Co z moją córką?- gorączkowała się.
-Jej stan jest ciężki- na tych parę słów Dula zareagowała od razu płaczem. -Jej życiu nic nie zagraża, ale póki co utrzymujemy ją w śpiączce, bo ma poważny wstrząs mózgu i złamaną nogę. Zaraz przewieziemy ją na salę operacyjną, żeby zszyć ranę otwartą. Wszystko będzie dobrze, proszę się nie martwić i iść do domu.
-Nie, ja tu muszę zostać.- powiedziała stanowczo Dulce.
-Nie jest to potrzebne, bo wybudzi się co najmniej jutro wieczorem.
-Ja i tak tu zostaję, muszę być przy dziecku.
-No dobrze, skoro tak...- lekarz nie miał wyjścia, bo sam dobrze wiem, że kłótnia z Dulą nie ma sensu.
-Widzisz? Mówiłem, że wszystko będzie dobrze. Ona wyjdzie z tego, na pewno.- zapewniałem ją, pocierając dłonią jej plecy, kiedy znów siedzieliśmy na krzesłach.
-A jeśli nie?
-Dul, nie wolno Ci tak mówić. Nic poważnego się tak naprawdę nie stało, zawsze mogło być gorzej. Zresztą to jeszcze dziecko, jej organizm łatwo sobie z tym poradzi. Powinnaś iść do domu odpocząć.- widziałem, że była wręcz wycieńczona, a jej oczy zmęczone ciągłym płaczem, ten widok łamał mi serce.
-Nie, Ucker, ja tu zostaję. Nawet nie próbuj mnie namawiać, bo i tak nie ulegnę.
-W takim razie zostanę z Tobą, żebyś się nie czuła samotna.- nie wiem, czemu to robiłem i skąd ta troska, ale po prostu nie potrafiłem inaczej, nie mogłem zostawić jej tu samej.
-Znów mi pomagasz. Dlaczego?- o cholera, teraz to mi zadała pytanie.
☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀

No dobrze, według "namyślonego" układu dodaję ten rozdział ;) Do następnego :*