Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blanco y Negro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blanco y Negro. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lipca 2018

Epilog "Blanco y Negro"

Piękna, dojrzała kobieta o ciemnych, smutnych oczach spaceruje samotnie ulicami Paryża. Głowę ma pełną myśli, w sercu pustkę, a wspomnienia niosą ją wprost na pewien most. Podchodząc bliżej dostrzega tam mężczyznę, opierającego się o barierkę. Po jakimś czasie już wie, kogo widzi i dlaczego przyszła tutaj akurat teraz. Staje tuż obok niego i kładzie swoją dłoń na jego. Ich smutne spojrzenia się spotykają, a palce splatają. Oboje spoglądają na swoje ręce i uśmiechają się delikatnie, widząc jak dwa serduszka na nadgarstkach znów są przy sobie, a tuż obok znajduje się zamknięta kłódka z ich inicjałami.
-Czy Ty też próbujesz znaleźć nasz kluczyk, by móc wreszcie całkiem zakończyć tą miłość?- pyta kobieta, której oczy lekko lśnią od łez.
W tej chwili przestaje czuć dotyk dłoni ukochanego mężczyzny, a on powoli znika w ciemności. Odchodzi bez słowa, spoglądając na nią po raz ostatni, a ona zalewa się łzami i próbuje go wołać, ale nie może wydobyć z siebie głosu, więc szepta tylko ciche "Nadal Cię kocham"

Obudziłam się w środku nocy zapłakana i przestraszona. Śnił mi się Christopher! Cichutko wyswobodziłam się z objęć mojego męża, zarzuciłam na siebie szlafrok i wyszłam na taras. Noc była ciepła, więc usiadłam na schodkach i patrzyłam na gwiaździste niebo. Po moich policzkach spływały łzy, bo ten jeden sen uświadomił mi tak ważną rzecz... Nigdy nie przestałam kochać Uckera. Był moją pierwszą miłością, ale miłością tak wielką, że nigdy nie zgasła. Ten sen był tak autentyczny, że aż bolesny. A najgorsze jest to, że zdecydowanie nie powinnam już nic do niego czuć! Nie jestem już nastolatką, mam 28 lat, męża i 5-letnią córkę. Żyję tak, jak chcieli tego moi rodzice, chociaż z nimi nadal mam nie najlepsze relacje. Po relaksującej podróży z Joaquinem wróciłam do Meksyku i zamieszkałam sama. Z nim nic mnie nie łączyło, był cały czas jedynie moim przyjacielem. Odcięłam się od rodziców i w żadnej sprawie nie chciałam ich pomocy. O wszystko zawsze prosiłam sąsiada i przypadkiem staliśmy się sobie bliscy. Zbudowaliśmy związek na wspaniałej przyjaźni, wiedział o mnie wszystko. Wkrótce zamieszkaliśmy razem, wzięliśmy ślub i urodziła nam się córeczka. Nigdy nie pokochałam Alvaro tak mocno jak Christophera. Nie jest to tak szalona miłość, ale kocham go, a moja rodzina jest dla mnie najważniejsza. Od dziesięciu lat nie widziałam Uckera, aż do wczoraj... Zupełnie przypadkiem spotkałam go w kinie, był tam ze swoją żoną i synkiem. Oboje nie wiedzieliśmy, jak się zachować. W końcu to ja odezwałam się pierwsza:
-Hej, co tam?
-Cześć. Jejku, ile my się nie widzieliśmy...- odpowiedział z delikatnym uśmiechem, patrząc mi w oczy.
-Dziesięć lat?- podpowiedziałam.
-No tak, dokładnie. Co u Ciebie? Wyglądasz pięknie, kwitnąco.- stwierdził, przyglądając mi się.
-Dziękuję, u mnie świetnie. To jest mój mąż Alvaro, a to moja córka Diana. Widzę, że Tobie też się jakoś ułożyło, jednak się dało...- musiałam wtrącić zgryźliwy komentarz, a on lekko przewrócił oczami.
-Tak, super nam się układa. Od dwóch lat jesteśmy małżeństwem, a nasz synek ma już trzy latka i nie chciał odpuścić sobie tej bajki i musieliśmy iść z nim do kina.- totalnie zignorował moją uwagę, mówiąc z miłością o swoim dziecku, które trzymał za ręce wraz z żoną.
-Kochanie, chodźmy już.- Alvaro złapał mnie za rękę i chciał już iść do kas.
-A faktycznie, musimy już iść.- przyznałam mu rację. -Pa, miło było Cię spotkać.- rzuciłam do Uckera z ciepłym uśmiechem.
-Może umówimy się kiedyś na kawę? Pogadalibyśmy i w ogóle...- zaproponował.
-Tak, może tak... Na pewno, kiedyś...- zbyłam go zmieszana i poszliśmy.

Po tym spotkaniu do teraz nie mogę dojść do siebie. Można powiedzieć, że ucieszyłam się na jego widok, bo od 10 lat nic o nim nie wiedziałam i nie raz zastanawiałam się, czy jakkolwiek ułożył sobie życie. Z jednej strony kamień spadł mi z serca, jak go zobaczyłam szczęśliwego z rodziną. Jednak z drugiej strony serce mnie zabolało... On ma żonę, dziecko i za pewne bardzo ich kocha! Rozmawiał ze mną tak, jakbym była tylko jego starą znajomą, a nie wielką miłością. To było przykre, a nawet bardzo... Nie raz wyobrażałam sobie nasze ponowne spotkanie, ale nigdy w ten sposób. Liczyłam na niekończącą się rozmowę, wspólne wspomnienia... Ale nie myślałam, że zakończy się na przedstawieniu swoich małżonków i dzieci. Alvaro to przerwał nie z żadnej zazdrości czy coś w tym stylu... Wyjaśnił mi później, że zauważył moje zakłopotanie i chciał mnie jedynie ocalić. Dobrze zrobił, bo czułam się coraz bardziej niezręcznie i w każdej chwili mogłam powiedzieć coś głupiego. 

Teraz siedząc na schodach i łykając swoje łzy, czułam się tak cholernie źle... Kocham Alvaro, ale Ucker nagle powrócił niczym widmo przeszłości i namieszał w moim sercu. Już dawno zrozumiałam, że miał rację, gdy się rozstawaliśmy... Nigdy nie byłam na niego o to zła, a on na zawsze pozostał moim najpiękniejszym wspomnieniem, pierwszą miłością... Miłością, o której się nie zapomina, choć w sercu nie ma już dla niej miejsca. Nie wiem, jak wyglądałoby moje życie z Christopherem i często się nad tym zastanawiam, ale dziś spokojnie mogę stwierdzić, że niczego nie żałuję... Nie żałuję tego, że go kochałam, ani tego że odważyłam się zakochać ponownie i jestem z Alvaro. To dwa różne światy, różne miłości, ale każda wyjątkowa na swój sposób i tak niezbędna w moim życiu. Dzięki Uckerowi mam najpiękniejsze wspomnienia, ale Alvaro dał mi stabilizację, spokój i przede wszystkim moją córcię, która teraz jest moim największym skarbem. Pewne rzeczy bolą, zalegają w sercu i pamięci, ale trzeba je po prostu zaakceptować. Muszę pogodzić się z tym, że nigdy nie przestanę kochać Christophera, ta miłość nie umrze, chociaż w rzeczywistości już od dawna jest martwa.

💔💔💔💔💔💔💔💔💔💔💔💔

No i mamy epilog mojego ostatniego opowiadania. Mam nadzieję, że wam się spodoba, bo w sumie happy end jest, ale nieco inny xD Ogólnie to jestem zakochana w tym co napisałam, podoba mi się cholernie :) 
Chciałam z tego miejsca podziękować wam za te cudowne 5(?) lat na tym blogu. Swego czasu było to dla mnie najważniejsze, kocham was ❤️ Pisanie tych opowiadań zawsze było dla mnie hobby, czymś co robiłam w zupełnie każdej wolnej chwili i ciągle czekałam na komentarze, cieszyłam się, że komuś tam się to podoba. Będzie mi tego brakować, ale niestety magia tego miejsca zniknęła już dawno... Dziękuję wam za czytanie, komentowanie, za to że miałam gdzie napisać też coś prywatnego, bo w sumie dużo o mnie wiecie z tego xD
Będę naprawdę za tym tęsknić i smutno mi jakoś, ale w sumie zamykam pewien etap w życiu i idę dalej. Gdyby nawet było was tu nadal dużo, to i tak za pewne bym skończyła z pisaniem, bo nie miałabym czasu... Najwięcej czasu pochłania zdecydowanie mój chłopak najkochańszy na świecie, praca, a od października studia zaocznie (psychologia, może pamiętacie, że zawsze o tym marzyłam). Tak więc niestety żegnamy się, ale jeśli chcecie, żebym tu zaglądała, pisała cokolwiek nawet o sobie, to dajcie znać w komentarzach tutaj, też zresztą odpiszę wam oczywiście.
I pytanie do was: Które opowiadanie było waszym ulubionym i zapamiętacie je szczególnie? 
Papa, skarby 😘

sobota, 23 czerwca 2018

24. "Mój świat to Ty"

Jacht Joaquina to jedno z najbardziej eleganckich miejsc, w jakich byłam. Lokaje na wejściu podający szampana, delikatny wystrój, muzyka klasyczna w tle... No cóż, muszę przyznać, że w tym miejscu nastrój był wspaniały i nawet mi bardzo się tu spodobało. Na pokładzie czekał na nas wykwintny obiad, który niezbyt smakował Christopherowi. Znowu był taki spięty i milczący, a ja wręcz przeciwnie. Tak bardzo się cieszyłam ze zgody rodziców na nasz związek, że cały czas byłam wesoła i rozgadana. Ostatnio nie miałam ochoty słuchać bzdur Joaquina, teraz było inaczej. W sumie nawet miałam o czym z nim gadać, nie był aż takim nudziarzem. Opowiedział mi o ciekawych podróżach, ten człowiek zwiedził prawie cały świat. Zrozumiałam, że fakt, iż gra na skrzypcach i uwielbia muzykę klasyczną, nie skreśla go całkiem i automatycznie nie sprawia, że jest cholernie nudny. Daleko mu do Uckera, ale nie jest zły. Po dłuższej rozmowie było mi trochę szkoda, że muszę mu kategorycznie odmówić. Rodzice nadal byli nim zafascynowani i poprosili, by zagrał na skrzypcach. Ochoczo wziął swój instrument i triumfalnie powiedział:
-Będzie to utwór specjalnie dla mojej przyszłej żony.
-Dziękuję, ale ja...- nie zdążyłam nic powiedzieć, bo zaczął grać pierwsze nuty "My heart will go on" z Titanica.

To było naprawdę przepiękne i mimo, że nie przepadam za dźwiękiem skrzypiec, rozpływałam się, słuchając tego z szerokim uśmiechem na twarzy. Gdy skończył, wszyscy głośno klaskaliśmy, byłam wręcz oczarowana tym brzmieniem. Napiłam się troszkę wina, po czym Joaquin poprosił mnie do tańca. Zgodziłam się, bo przecież to chyba nic złego. Moja mama puściła jakąś spokojną muzykę instrumentalną i zaczęliśmy tańczyć. Muszę przyznać, że Joaquin jest wspaniałym tancerzem... Prowadził mnie z gracją i delikatnością, naprawdę dobrze mi się z nim tańczyło. Ściemniało się już trochę, więc na jachcie panował jeszcze lepszy nastrój. Podczas gdy my tańczyliśmy, moi rodzice, Sofia i Christopher stali i się przyglądali. Mój chłopak nie wyglądał na zadowolonego, ale na szczęście nie był też jakoś strasznie zły. Później zaczął rozmawiać z moim tatą, nie wiem o czym. Joaquin mnie zagadał, więc ich nie obserwowałam. W pewnym momencie Ucker zniknął mi z oczu. Nie wypadało przerwać tańca i lecieć go szukać, więc czekałam do końca. Gdy skończyliśmy, udałam, że muszę iść do toalety. W rzeczywistości ruszyłam na poszukiwania Christophera. Obeszłam cały jacht dokoła i w końcu go znalazłam. Stał przy barierce i patrzył w morze. Na początku mnie nie zauważył, był ewidentnie pogrążony w myślach. Podeszłam do niego od tyłu i go objęłam.
-Czemu tu tak stoisz, kochanie?- zapytałam cicho tuż przy jego uchu.
-Wolałem nie patrzeć, jak Cię tracę.- odpowiedział beznamiętnie, nadal patrząc w bliżej nieokreślony punkt na horyzoncie.
-Dlaczego tak mówisz? Przecież...- zrobiło mi się smutno i źle przez jego słowa i chciałam się tłumaczyć
-Przestań, Dul.- powiedział chłodnym tonem, ściągając moje ręce ze swojego ciała.
-Co?- zapytałam zdezorientowana, ciągnąc go, by się do mnie odwrócił.
-Coraz bardziej uświadamiam sobie, że ta miłość to błąd.- powiedział, a mnie aż zatkało, w moich oczach pojawiły się łzy.
-Czemu? Nie mów tak, przecież bardzo Cię kocham.- to mój jedyny sensowny argument...
-Teraz tak. Ale twój tata ma rację... Jesteś księżniczką i szybko możesz się znudzić życiem u mojego boku. Ja niczego nie mogę Ci zaoferować i prędzej czy później tego pożałujesz i zatęsknisz za luksusami. Dul, ja też Cię kocham, ale ten związek nie ma przyszłości, więc lepiej to zakończyć pokojowo.- mówił spokojnie, ciągle patrząc w moje oczy mokre od łez.
-Nie, przestań... Po cholerę słuchasz się moich rodziców?! Gadają tak celowo, żeby nas rozdzielić. Tata na pewno chciał Cię zmanipulować, żebyś miał wątpliwości.
-Być może, ale tak czy siak miał rację. Powiedz mi, jak wyglądałaby nasza wspólna przyszłość? Nie byłabyś szczęśliwa, a ja za bardzo Cię kocham, żeby na to pozwolić. Wolę zniknąć z twojego życia i dać Ci szansę na prawdziwe szczęście, nie mogę Cię ograniczać.- nie podoba mi się to...
-Nie będę szczęśliwa bez Ciebie! Nie możesz mnie zostawić, jesteś całym moim światem.- zaczęłam go praktycznie błagać, bo już nic mi nie pozostało.
-Dulce, proszę Cię... To naprawdę dla twojego dobra. Spójrz na to wszystko jasnym umysłem, nie sercem... Sama dobrze wiesz, że nie czeka Cię ze mną świetlana przyszłość. Kocham Cię i nie wiem, jak to przeżyję, ale chcę zwrócić Ci wolność, pozwolić wybrać kogoś, kto będzie Ciebie wart. Jesteśmy z różnych światów, skarbie.- przytulił mnie czule, ale ciągle gadał te bzdury.
-Mój świat to Ty.- wydukałam zapłakana.
-A moim jesteś Ty, ale zrozum... Jesteś jeszcze młoda, a ja byłem twoją pierwszą miłością. To co nas łączy, to bardzo wyjątkowe uczucie... Szalona miłość bez zasad i oglądania się na innych. Bałem się tego uczucia, bo wiedziałem, że prędzej czy później się to skończy i dopadnie nas rzeczywistość. Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie, kocham Cię i jestem z Tobą szczęśliwy, ale jednocześnie czuję się tak beznadziejnie jak nigdy.
-Dlaczego?- zapytałam, spoglądając na jego smutną twarz.
-Z jednej strony czuję twoją wielką miłość, a z drugiej jest świadomość, że tu nie pasuję. Wiem, że nie jesteś dla mnie i nie powinienem się w ogóle za Ciebie brać. Kiedy jestem tylko z Tobą, jestem szczęśliwy. Jednak nie możemy przecież zamknąć się w klatce przed światem... Przytłacza mnie twoje otoczenie, dystyngowana rodzina. To mnie ogranicza, nie mogę być sobą i chwilami jestem po prostu niepotrzebny nawet Tobie. I nie zaprzeczysz, że na przykład przed chwilą liczyłem się dla Ciebie dużo mniej niż ten lovelas. Podobno miałaś go odrzucić, a Ty nie potrafisz tego zrobić...
-Bo ja...- chciałam się wtrącić, ale położył palca na moich ustach.
-Bo Tobie po prostu się dobrze z nim gada... Nie oszukujmy się, że masz z nim dużo więcej wspólnych tematów niż ze mną. Duluś, nasz związek opiera się na fizyczności i wygłupach, gadkach o niczym i jedynie zapewnianiu siebie nawzajem o miłości, która i tak zginie.
-Kurwa mać, z takim podejściem na pewno!- krzyknęłam, odsuwając się od niego i stając w stronę morza tak jak on przed chwilą.
-Chciałbym, żeby było inaczej...- powiedział cicho, pocierając dłońmi moje nagie ramiona.
-Chcieć to nie wszystko... Dopiero teraz widzę, jaki z Ciebie tchórz... Po cholerę gadasz, że Ci na mnie zależy? Gdyby tak było, to byś się postarał o ten związek, a nie rezygnował przy pierwszej trudności. Zrobiłabym dla Ciebie naprawdę wszystko, ale widzę, że jednak nie warto... Nie będę się starać sama o coś, czego Ty nadal się boisz.- zrzuciłam jego dłonie z moich ramion i mówiłam, patrząc w jego oczy.
-Przepraszam, Dul, przepraszam...- wydukał, opierając swoje czoło o moje.
-Przepraszasz za co?
-Za to, że nie jestem taki, jakiego byś chciała.
-Przestań, jesteś wspaniały, kocham Cię.- powiedziałam i pocałowałam go delikatnie, czule, z pasją i miłością.
-Dulce, proszę... Bo będzie jeszcze trudniej.- wyszeptał między pocałunkami.
-Chcesz tak po prostu to zakończyć, skreślić tą miłość?!- wzburzyłam się i podniosłam głos, rozklejając się całkowicie.
-Kochanie, to najlepsze wyjście... Nie mogę więzić Cię w związku, który do niczego nie prowadzi.- był spokojny, chociaż jego oczy też były pełne łez.
-Ale Ucker, ja...- nie pozwolił mi zaprotestować, bo złożył na moich ustach słodki pocałunek.
-Też Cię kocham. Ale zobaczysz, że tak będzie lepiej. Niedługo do końca życia będziemy wspominać to jako pierwszą miłość, wspaniałą przygodę, najszczęśliwszy czas w naszym życiu. To wspomnienie nie umrze, zawsze będzie tu.- ujął moją dłoń i położył ją na swoim sercu.
-I tu.- dodałam, robiąc to samo i kładąc jego dłoń na moim serduszku. -Choć nie wiem, czy z mojego serca coś jeszcze zostanie po tym rozstaniu...
-Jesteś silna, pamiętaj. Nie znam dzielniejszej i odważniejszej dziewczyny od Ciebie, naprawdę. Daję Ci szansę na lepsze życie. Nie zmarnuj jej, bądź szczęśliwa i pamiętaj, że nic nie dzieje się bez powodu. Nasza miłość, w ogóle znajomość była bardzo ważna i nauczyła Cię prawdziwego życia. Zmieniłaś się, stałaś się dużo dojrzalsza, mimo że wciąż jesteś jak dziecko i nic do Ciebie nie dociera.
-Chcesz, żeby ta miłość pozostała w naszej pamięci jako piękna przygoda i jedynie pierwsza miłość? Tak chcesz to zakończyć? Boję się, że nie dam rady się pozbierać i żyć bez Ciebie...- mówiłam tuląc się do niego, a moje serce powoli pękało.
-Zobaczysz, że niedługo będę tylko twoim pięknym wspomnieniem. Mnie też to bardzo boli i pęka mi serce... Ale naprawdę tak będzie lepiej. Nie płacz, skarbie.- otarł moje łzy i przytulił mnie po raz ostatni.
Tulił mnie tak mocno, czule i delikatnie jak nigdy. Tym razem czułam nie tylko jego miłość, ale przede wszystkim troskę, oddanie, poświęcenie i wiele innych nienazwanych uczuć. Płakałam rozpaczliwie, wtulając się w niego coraz mocniej, żeby zatrzymać magię jak najdłużej.

I stało się... Zaraz po tym, jak Christopher wypuścił mnie ze swoich objęć, jacht przybił do brzegu, a on wysiadł. Nie podchodził już do mnie, nie przytulał mnie, nie całował, żebym nie mogła go zatrzymać. Płakałam jak chyba jeszcze nigdy w życiu, chciałam biec za nim, krzyczeć, ale rodzice skutecznie mnie zatrzymywali. Wpadłam w istną rozpacz, rzuciłam się na kolana na pokładzie, gdy Ucker odszedł już kawałek od statku. Przez chwilę machał do mnie także cały we łzach, ale później odwrócił się i po prostu poszedł. Widziałam jego ból, smutek... Dla niego to też było trudne i wcale nie chciał ze mnie rezygnować i tego kończyć. Dla niego jednak liczyło się moje dobro, które przedkładał nawet nad nasze szczęście. W tym momencie nie dostrzegałam w tym żadnej słuszności i miałam żal do całego świata. Siedziałam na podłodze i płakałam rozpaczliwie. Po jakimś czasie, gdy już znowu płynęliśmy, podeszła do mnie mama i ukucnęła przy mnie.
-Córeczko, czas leczy rany i ból mija... Zobaczysz.- powiedziała, co aż mnie ożywiło, wstałam i byłam tak rozdrażniona jak nigdy.
-Ty hipokrytko! Zniszczyliście mi życie, a teraz będziesz pieprzyć do mnie takie tanie teksty. Weź się w ogóle pierdol!- krzyczałam, aż podszedł tata i chciał mnie uspokoić. -Oboje się pierdolcie! Zróbcie se nową córkę, bo mnie właśnie straciliście. Nienawidzę Was!- kilka razy pchnęłam rodziców ze złości, byłam wręcz w obłędzie.
-Dulce!- ojciec krzyknął, złapał mnie za ramiona i mocno mną potrząsnął.
-Zostaw mnie i nigdy więcej nie decyduj o moim życiu! Kiedyś kochałam Was nad życie, mieliśmy świetne relacje. Ale teraz... Skrzywdziliście mnie jak nikt inny i zniszczyliście wszystko. Nie wiem, co zrobię, ale zapomnijcie, że będzie jak kiedyś... Chcę się wyprowadzić i żyć sama!- spuściłam z tonu, ale moje nerwy nie przeszły i ciągle płakałam.
-Skarbie, nie możesz...- zaczęła mama, ale tata jej przerwał.
-Dobrze, więc ustalmy coś.
-Nie będę z Wami niczego ustalać! Nie pozwolę, żebyście rządzili moim życiem.- od razu znowu się uniosłam.
-Uspokój się i posłuchaj! Jeśli chcesz od nas odpocząć, to wyjedź w podróż z Joaquinem. Nie jest idiotą i zrozumiał, że go nie chcesz, ale może się Tobą zająć. Damy Ci pieniądze i zrobisz, co zechcesz. Chodzi tylko o twoje bezpieczeństwo.
-Aj, mam Was dość... Dobra, zgadzam się dla świętego spokoju.- zakończyłam i ruszyłam w miejsce, gdzie pożegnałam się z Uckerem.

Stałam i patrzyłam na wodę jak on jakiś czas temu. Mogę się założyć, że połowa objętości morza to teraz moje łzy. Bolało mnie to rozstanie i czułam wielką pustkę w sercu i w życiu. Od jakiegoś czasu Christopher stanowił centrum mojego wszechświata, a teraz nagle zniknął. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, nie mogłam się odnaleźć. Ten ból był zbyt wielki i ani trochę nie wierzyłam w teorię o tym, że czas leczy rany.

💔💔💔💔💔💔💔💔💔💔

No to macie ostatni rozdział, pewnie nie tego się spodziewałyście, ale cóż... Jakiś czas temu za takie zakończenie pewne osoby by mnie tu zjadły, ale na szczęście prawie nikogo tu już nie ma i jestem bezpieczna xD No to jeszcze epilog i żegnamy się na zawsze jak Dulce i Ucker 😜 

niedziela, 20 maja 2018

23. "Chcesz kochać...?

Po cholernie trudnych chwilach wieczorny spacer z ukochaną osobą to najlepsze lekarstwo. Przemierzaliśmy Paryż za rękę w milczeniu. Christopher lekko mnie pociągnął, bym zatrzymała się na moście. Spojrzałam mu w oczy pytająco. Złożył na moich ustach delikatny pocałunek, po czym powiedział głosem cichym i pozornie bez wyrazu, choć wiem że było w tym wiele emocji i uczuć:
-Odkąd tu jesteśmy, chciałem to zrobić i ciągle noszę to w kieszeni.- z kieszeni kurtki wyciągnął dużą metalową kłódkę i kluczyk. -Teraz to już chyba nie ma sensu, ale... Powieśmy to tutaj.- poprosił, podając mi do ręki ciężką kłódkę.
-Dlaczego mówisz, że nie ma sensu? Kocham Cię i to się nie zmieni.- znów byłam cała we łzach, patrząc w jego smutne oczy.
-Nie? To dlaczego płaczesz?... Nie jesteś głupia i też wiesz, że prędzej czy później nasza miłość się skończy.- stwierdził wzburzony.
-Nieprawda... Kochanie, to my o tym zdecydujemy. Będziemy walczyć i damy radę. Nie boję się o naszą miłość, ona przetrwa. Płaczę przez rodziców. Nawet nie wiesz, jak zabolało mnie ich postępowanie! Jak mogli zrobić mi coś takiego?! Cały czas udawali, że akceptują nasz związek, w rzeczywistości nie liczą się z moimi uczuciami.- całkiem się rozkleiłam, drąc się coraz głośniej.
-Ćśś... Wiem, że to cię cholernie boli. Ale bądź silna i pamiętaj, że choć to głupie, to za pewne robią to dla twojego dobra.- przytulał mnie i głaskał, próbując uspokoić.
-Nie bądź głupi i naiwny... Robią to dla siebie, żebym im nie zniszczyła reputacji. Jebani egoiści! Miałeś rację na samym początku, nawet rodzina mnie nie kocha i ma gdzieś moje uczucia. Nie próbuj ich teraz usprawiedliwiać, to niczego nie zmieni!- byłam tak zła, że nawet czuły dotyk i pocałunki Uckera nie pomagały ani trochę.
-Ejej, uspokój się. Skarbie, masz gorsze nerwy niż ja... Już, cichutko.- przycisnął mnie do siebie tak, że ledwo mogłam oddychać, a więc także mówić i ruszać się, przez co przymusowo się uspokoiłam.
-Nie chcę Cię stracić.- szepnęłam wprost do jego ucha, ciągając nosem.
-Nie stracisz, zawsze będę przy Tobie.- powiedział, odsuwając mnie troszkę, byśmy mogli patrzeć w swoje oczy. -Pamiętaj, że cokolwiek by się nie działo, to ja cię samej nie zostawię. Kojarzysz, jak jakiś czas temu powiedziałem Ci, że mam potrzebę opieki nad tobą? Z czasem przerodziło się to w obsesję, która nie minie od tak... Jesteś sensem mojego życia i nie mógłbym o tobie zapomnieć. Jesteś jedyną osobą na świecie, którą kocham. A wiesz, jak bardzo szanuję głębokie uczucia i to do tego stopnia, że się ich boję...- wyznał, a ja patrzyłam na niego z delikatnym uśmiechem przez smutek i łzy.
-Wiem. A Ty powinieneś wiedzieć, że ja nigdy nie rezygnuję i walczę do końca o to, czego pragnę.- nawiązałam oczywiście do początków naszej znajomości i mojego marudzenia, by ze mną był.
-Do końca? W twoim słowniku jest to moment, w którym ktoś Ci po prostu ulega, bo ma dość twojego marudzenia...- zaśmiał się lekko, a ja przytaknęłam.
-Mniej więcej o to właśnie chodzi. W najgorszym wypadku ucieknę od rodziców i będę tylko z tobą.- podsumowałam już spokojniejsza, a on kciukami otarł moje wielkie łzy.
-Wolałbym tego uniknąć.- uśmiechnął się ciepło i czule mnie pocałował.
-Dobra, powieśmy tą kłódkę. Ja uważam, że to nawet idealny moment...- powiedziałam, z powrotem dając mu kłódkę, a ja trzymałam kluczyk.
-Okej. Tutaj?- zapytał, spoglądając na mnie.
-Mhm, może być. To trochę śmieszne... Niby tylko symbol, ale ma swój urok i wierzę w to, że dzięki temu nasza miłość zostanie na zawsze tak jak ta kłódka na moście.- powiedziałam, patrząc jak zamyka kłódkę.
-Ja też.- uśmiechnął się, gdy usłyszeliśmy ciche strzyknięcie zamka.
-Jeszcze możemy to otworzyć... Jesteś pewny, że do końca życia chcesz kochać taką wariatkę?- zapytałam z szerokim uśmiechem, stojąc blisko niego i obejmując go za szyję.
-Ja nie mam żadnych wątpliwości. A ty jesteś pewna, że do końca życia, i jeszcze dłużej, chcesz kochać takiego narwanego idiotę, który niczego po za szaloną miłością nie może ci zaoferować?- zapytał podobnie, patrząc mi w oczy.
-Tak, chcę.- odpowiedziałam z pełną powagą trochę jak na ślubie.
-To rzucaj, maleńka.- na chwilę ujął moje dłonie, w których znajdował się kluczyk i posłaliśmy sobie słodkie uśmiechy.
-Okej. Pamiętaj, że nie ma odwrotu.- dodałam, po czym rzuciłam kluczyk i oboje patrzyliśmy, jak spada i znika w toni wody.
-I stało się...- powiedział rozkładając ręce w geście bezsilności, a ja rzuciłam się na jego usta.

Całowaliśmy się czule i namiętnie, wkładając w to całą naszą miłość.
Wróciliśmy do hotelu dość okrężną drogą. Na dole spotkaliśmy moją mamę. Złapała mnie za rękę, mówiąc zapłakana:
-Dul, porozmawiaj ze mną i nie zachowuj się tak wobec nas.
-Ty najpierw, kurwa, pomyśl, jak wy traktujecie mnie! Nie mam już dzisiaj siły z wami gadać, zostaw mnie.- burknęłam i wyszarpnęłam rękę z jej uścisku, nie dając się sprowokować.
-Dulce, kochanie, proszę...- usłyszałam za sobą, ale nawet się nie odwróciłam, mimo że bolał mnie taki ton głosu mamy.
-Naprawdę z nią nie porozmawiasz?- zapytał przejęty Ucker.
-Nie, to nie ma sensu.- odpowiedziałam z rezygnacją i przyspieszyłam.
-Mogę cię o coś poprosić?- zapytałam, gdy wchodziliśmy do pokoju.
-Jasne, o co tylko chcesz.- powiedział, zamykając drzwi i dając mi słodkiego buziaka w policzek.
-Wykąp się ze mną i nie zostawiaj mnie ani na chwilę, bo się rozpłaczę.- poprosiłam, wtulając się w niego.
-Słoneczko... Od kiedy ty jesteś taka delikatna i nadwrażliwa?- objął mnie i głaskał czule po plecach.
-Odkąd zawodzą mnie ludzie, których kocham nad życie.- odpowiedziałam ze smutkiem.
-Już dobrze, nie rozmawiajmy o tym. Dobry pomysł, chodźmy się wykąpać. Potrzebujesz porządnego relaksu.- stwierdził, po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki.
-Rozbierz mnie i wsadź do wanny.- poprosiłam, stojąc na środku łazienki, gdy on napuszczał wody do wanny.
-Jak sobie pani życzy.- powiedział z czarującym uśmiechem i zaczął mnie powoli rozbierać, czułam się jak mała dziewczynka, zwłaszcza w momencie, kiedy podniósł mnie delikatnie i wsadził do wanny jak dziecko.
-Dziękuję bardzo.- szepnęłam, zanurzając się po szyję w wodzie z pianką.
-Zrobisz mi miejsce?- zapytał, stojąc tuż koło wanny w samych bokserkach, przytaknęłam i przesunęłam się trochę do przodu.
-Ach, idealnie...- westchnęłam cicho, leżąc w gorącej wodzie na moim ukochanym. -Umyjesz mnie?- poprosiłam po jakimś czasie, odchylając głowę do tyłu, by dać mu buziaka.
-Z przyjemnością, skarbie.- powiedział, biorąc żel pod prysznic.
Nalał trochę na swoje ręce i delikatnymi, okrężnymi ruchami mył całe moje ciało. Jego ruchy były takie precyzyjne i przyjemne, kiedy dotykał mojej wrażliwej skóry... To było wspaniałe i postanowiłam się zrewanżować. Usiadłam na niego okrakiem i także zaczęłam go myć. Ta niewinna wspólna kąpiel zakończyła się oczywiście bardzo barwnie. Kochaliśmy się czule i namiętnie, co udało nam się po raz drugi, mimo że tym razem było w tym nieco więcej pikanterii. O takim właśnie relaksie marzyłam po ciężkim dniu, poczułam się dużo lepiej.

Po kąpieli wytarł mnie w ręczniczek i ubrał w piżamkę, tak słodko... Z mojej twarzy już nie schodził uśmiech, czułam się przy nim jak księżniczka. Wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka, przykrył kołdrą i pocałował słodko w czoło. Poszedł szybko wypuścić wodę z wanny i powiesić ręczniki, po czym wrócił i położył się koło mnie. Wtuliłam się w niego mocno, jakbym bała się, że ktoś mi go zabierze. Objął mnie czule i głaskał po plecach. Zasnęłam zaskakująco szybko.

Od tego dnia prawie w ogóle nie gadałam z rodzicami. Tylko naprawdę w ostateczności... Przebywanie z nimi sprawiało mi zbyt wiele bólu, rozczarowań. Spędzałam całe dnie na mieście z Uckerem, a wieczorem po prostu ich unikałam. Jednak udało mi się to tylko dwa dni... W końcu siłą zmusili mnie do rozmowy, zamykając drzwi, bym nie uciekła.
-Nie mam ochoty z Wami rozmawiać!- powiedziałam kapryśnie.
-A my mamy to gdzieś. Siadaj i nas posłuchaj.- powiedział tata i wręcz posadził mnie na kanapie.
-Nie, to Wy mnie posłuchajcie... Nie będziecie rządzić moim życiem! Nie macie prawa decydować z kim będę się spotykać, kogo kochać! Jestem prawie dorosła i mam swój rozum, do cholery!!- od razu się uniosłam.
-Dul, uspokój się. Czemu jesteś ostatnio taka nerwowa? Bardzo się przez niego zmieniłaś, nie podoba nam się to.- głos zabrała mama, starając się załatwić to spokojnie, ale to graniczyło z cudem, bo już byłam wkurzona.
-Weźcie skończcie tą głupią gadkę...- burknęłam, przewracając oczami.
-Gdzie się podziały nasze dobre relacje? Co się z tobą dzieje, córciu?! Całe życie świetnie się rozumieliśmy, a teraz się buntujesz, nie chcesz z nami gadać...- widziałam, że ich to bolało, ale cóż... To na własne życzenie.
-Nie, tato... Zrozumcie, że to nie jest moja wina, a już tym bardziej nie Christophera! Kocham go, jest dla mnie cholernie ważny. To wy macie jakieś głupie problemy i wymyślacie niestworzone rzeczy. Co się dla Was bardziej liczy: szczęście córki, czy opinia publiczna?- próbowałam mówić spokojnie, ale było to zbyt trudne i co chwilę podnosiłam głos.
-Dziecko, tu nie chodzi tylko o opinie... Twój chłopak jest synem Bruna!
-I co z tego?! Przepraszam, czy wy jesteście tak głupi, by myśleć, że Ucker pomaga mu się na was zemścić, czy coś w tym stylu? Sądzicie, że jest ze mną, żeby nas skrzywdzić?! Pojebani jesteście!- i koniec... Byłam już tak zdenerwowana, że zaczęłam ich wyzywać.
-Wyrażaj się! Nie chodzi o żadną zmowę, ale o sam fakt... Christopher jest synem Bruna i ma jego cechy! Jest nieobliczalny i wybuchowy jak on, może być zdolny do wszystkiego.- tata jak zwykle dramatyzuje i wymyśla...
-Nie, do cholery! On się zmienił dla mnie i coraz lepiej panuje nad emocjami, naprawdę. Nauczyłam go delikatności nawet w łóżku, jakby was to obchodziło. Nie mam już żadnych śladów na ciele, bo zawsze jest dla mnie czuły i uważa, by nie zrobić mi choćby najmniejszej krzywdy. On mnie kocha tak samo jak ja jego!- tłumaczyłam zdenerwowana, ale w miarę opanowana.
-Do czasu, kochanie, do czasu... Zrozum, on ma ewidentnie charakter Bruna.- udzieliła się znowu mama.
-No dobrze, Dulisiu... Joaquin zaprosił nas na rejs swoim statkiem, żebyście mogli lepiej się poznać. Widzę, że żadne argumenty do ciebie nie trafiają, więc wypłyniemy z nim wszyscy i mu odmówisz. Jeśli już, to musisz to zrobić grzecznie z gracją jak na damę przystało.- powiedział tata, a do mnie to dopiero po chwili dotarło i rzuciłam mu się na szyję.
-Naprawdę? Dziękuję! Udowodnię wam, że ten związek jest czymś wspaniałym i trwałym, a Christopher wartościowym facetem.- mówiłam z entuzjazmem, przytulając się do rodziców.
-Dobrze, już się uspokój... Zastanów się lepiej, jak zakończysz sprawę z Joaquinem.- powiedział tata, nieco gasząc moją radość.
-O matko... I musimy płynąć z nim jakimś jachtem?
-Tak, kochanie, bo nas zaprosił.
-No okej, zrobię wszystko dla dobra mojego związku.- zgodziłam się z uśmiechem.

Od razu opowiedziałam Uckerowi o rozmowie z rodzicami. Ucieszył się tak samo jak ja i zaczął mnie tulić, kręcić mną dokoła i śmiać się z radości. Zgodził się wypłynąć razem z nami w ten rejs i już następnego dnia rano wchodziliśmy na pokład pięknego, dużego jachtu.

😱😱😱😱😱😱😱😱😱

No dobra mordeczki, macie ten rozdział... Przedostatni swoją drogą, no i bardziej pozytywny, z czego pewnie się ucieszycie :) To do następnego, pewnie niezbyt szybko xD

niedziela, 15 kwietnia 2018

22. "Jesteś ideałem"

To było dokładnie to, o czym marzyłam... Romantyczny wieczór z ukochanym, dobrą muzyką, świeczkami, winem, płatkami róż i mnóstwem miłości wiszącej w powietrzu. Rozmawialiśmy o głupotach, śmialiśmy się i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, powoli sącząc pyszne wino. Byłam tak bardzo szczęśliwa, a czas wtedy dla nas nie istniał. I mimo, że oboje wiedzieliśmy do czego to wszystko zmierza, to nie spieszyliśmy się, a nawet można powiedzieć, że to przedłużaliśmy. Dopiero kiedy skończyliśmy całą butelkę wina, a zegar wskazywał drugą w nocy, nasze czułości poszły we właściwą stronę i powoli zatraciliśmy się w sobie. Christopher położył mnie na jeszcze idealnie zaścielonej pościeli i zaczął składać czułe pocałunki na moich ustach i szyi. Miałam na sobie krótką, czerwoną i bardzo seksowną koszulę nocną, którą powolutku podwijał, opuszkami palców pieszcząc moją wrażliwą skórę. Zaczął od ud, przez biodra, talię do piersi. W tym czasie jego usta prawie w ogóle nie schodziły z moich. Kiedy jego zwinne dłonie skończyły delikatną zabawę moimi piersiami, tą samą ścieżkę powtórzył ustami. Zostawiał mokre pocałunki z każdej strony moich ud, na biodrach, talii, brzuchu... To było tak przyjemne i podniecające, że całe moje rozpalone ciało pokryło się gęsią skórką, wyginałam się i lekko drżałam co jakiś czas. Podobało mu się to, jak wielką mi sprawia przyjemność, a z jego twarzy nie znikał uśmiech, z mojej zresztą tak samo, ale to raczej oczywiste. Kiedy dotarł pocałunkami do moich piersi, na długo się tam zatrzymał i całkiem zdjął ze mnie cienki materiał koszuli. Jęczałam i wzdychałam cichutko pod wpływem rozkoszy, jaką mi dawał. Byłam już zupełnie naga i taka gotowa... Nie chciałam niczego przyśpieszać, ale chciałam jego tak samo rozpalić. Sprytnie się spod niego wywinęłam i teraz to ja leżałam na nim, składając pocałunki na jego klatce piersiowej. Zrobiłam mu lekką malinkę na szyi, mimo że on mi nie zrobił ani jednej, bo się po prostu odzwyczaił, żebym nie miała żadnych śladów. Powoli zdjęłam jego bokserki, a on od razu szarpnął mnie delikatnie, bym to ja z powrotem była na dole. Leżałam prawie bez ruchu, a on nadal czule mnie głaskał i całował. W końcu zakończył te słodkie tortury, splotliśmy nasze dłonie i ułożył je nad moją głową, po czym zaczął powoli we mnie wchodzić. Od jakiegoś czasu nie używamy prezerwatyw, mogłam zacząć brać tabletki, bo dla pewności zrobiliśmy badania krwi i okazało się na szczęście, że Ucker niczym nie jest zarażony przez swoje byłe "partnerki", więc nie mamy się czego obawiać. Nawet moja mama pogratulowała nam wtedy rozwagi, jak dowiedziała się o tych badaniach. Ale wracając do obecnej przecudnej sytuacji... Ani na chwilę nie traciliśmy kontaktu wzrokowego, wciąż uśmiechając się szeroko. Ucker poruszał się we mnie powoli, a nasze usta były prawie cały czas złączone. Co jakiś czas zjeżdżał niżej, składając pocałunki na mojej szyi, co dodawało temu wyjątkowego uroku i jeszcze bardziej mnie wręcz uskrzydlało. Oboje wydawaliśmy z siebie niezbyt głośne jęki, a nasze oddechy i bicie serca miały przyspieszony rytm. Tak było cały czas, a trwało to naprawdę długo. Zazwyczaj nasze numerki kończą się trzy razy szybciej, a tym razem cieszylismy się sobą tak długo, a przyjemność wciąż wzrastała. W końcu oboje osiągnęliśmy szczyt i zatraciliśmy się w swoich objęciach. Byliśmy szczęśliwi, ale tym razem prawie niezmęczeni. Jednak było bardzo późno, więc byliśmy już bardzo śpiący. Schowaliśmy się pod kołdrę, na której wcześniej leżeliśmy i powoli zasypialiśmy, wciąż dotykając siebie nawzajem i szeptając miłe słówka pełne miłości.
-Właśnie zdałeś ostatni egzamin.- stwierdziłam z uznaniem, patrząc mu w oczy.
-Ostatni? To były jakieś wcześniej?- zdziwił się.
-No tak, mnóstwo... Przestałeś być taki narwany, nie mam siniaków od twoich uścisków, prawie na mnie nie krzyczysz, potrafisz być czuły i romantyczny, robisz dla mnie wszystko. No cóż, wszystkie zdałeś i to nawet nie wiesz kiedy.- wytłumaczyłam, a on miał wręcz zszokowaną minę. -Jesteś ideałem, kochanie.- powiedziałam, dając mu słodkiego buziaka w kącik ust.
-Nie mów tak, Dul. Oboje wiemy, że to nieprawda.- stwierdził, lekko poważniejąc.
-No nie bądź taki skromny... Okej, więc jesteś moim ideałem, szczęściem, życiem, natchnieniem i nie wiem, czym jeszcze.- dopowiedziałam z uśmiechem.
-Idź Ty już spać, szogunie...- pocałował mnie czule w czółko.
-Czemu tak na mnie mówisz?- zaśmiałam się wesoło.
-Bo to najładniejsze i najsłodsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy, gdy mówisz i robisz głupoty.- odpowiedział ze szczerym uśmiechem.
-Mhm, no okej... Więc dobranoc, mój ideale.- celowo na złość go tak nazwałam, wiedząc że mu się to nie spodobało.
-Weź wyjdź złośliwa małpo... Śpij w końcu!- klepnął mnie niezbyt mocno w tyłek, a ja cicho pisnęłam.
-Zostaw mnie głupku, śpij i nie psuj nastroju.- powiedziałam oburzona, wtulając się w niego bardziej. -Dobranoc, kocham Cię.- dodałam już spokojnym tonem.
-Ja Ciebie też. Słodkich snów, skarbie.

Były to ostatnie słowa, jakie dziś padły. Przytulił mnie mocniej i zaczął czule głaskać po biodrze i ramieniu, gdzie akurat trzymał ręce. Zasnęłam z uśmiechem na twarzy, byłam tak cholernie szczęśliwa jak chyba jeszcze nigdy. Miałam przy sobie najlepszego faceta na świecie, który kocha mnie bezwarunkową, wielką, bezgraniczną i wbrew pozorom czystą miłością. Za nic w świecie nie zamieniłabym go na nikogo innego.

Wszystko było idealnie, perfekcyjnie, bosko i wspaniale dopóki jedne z najbliższych mi osób nie zapragnęły tego zniszczyć... Rodzice strasznie się wkurzyli, gdy zobaczyli nasze tatuaże i przez dwa dni mi truli, jak bardzo to jest głupie, niebezpieczne i w ogóle. Po za tym ich stosunek do mojego związku z Uckerem niby się nie zmienił i nadal byli dla niego mili i nie komentowali naszych czułości. Jednak tak mi się tylko wydawało, to były pozory... Po kilku dniach zrobili nam przykrą niespodziankę. Jak gdyby nigdy nic zaprosili nas na kolację, zostawiając Sofię w hotelu z opiekunką, co było jakby w cenie pokoju. W restauracji przy zarezerwowanym stoliku czekał na nas jakiś mężczyzna kilka lat starszy ode mnie. Wstał i szarmancko się z nami przywitał. Muszę przyznać, że był bardzo przystojny, uśmiechnęłam się do niego niepewnie, bo miał w sobie coś, co nawet mnie bardzo onieśmielało. Na pierwszy rzut oka widać było, że pochodzi z wyższych sfer i potrafi się zachować przy damie, za którą w tym środowisku mnie bezwzględnie uważano, co strasznie mnie denerwowało i ograniczało, nienawidziłam tego. Nieznajomy, który jak się po chwili dowiedziałam, miał na imię Joaquin, dużo rozmawiał z moim tatą o interesach i polityce. Mama co jakiś czas udzielała się w rozmowie, ale przez większość czasu milczała, będąc czymś wyraźnie zmartwiona. Kilka razy ją o to pytałam, ale za każdym razem mnie zbywała. Dla mnie była to jedna z obojętnych mi kolacji biznesowych ojca, na której się nudziłam i objadałam. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, jak bardzo nieswojo czuje się tu Christopher. Był bardzo spięty, a jego dłonie zimne i coraz bardziej wilgotne. Po jednym spojrzeniu w jego oczy, poczułam, jak bardzo jest zdenerowany i nie wie, jak się zachować w zupełnie nowej, niewygodnej sytuacji. No cóż... Nie oszukujmy się, że nie pasował w ogóle do takiej restauracji, nie mówiąc już o towarzystwie moich rodziców i jakiegoś ważniaka. Było mi go strasznie szkoda i postanowiłam umiejętnie wziąć go na stronę, by go uspokoić.
-Kurde, odpięło mi się ramiączka od stanika.- powiedziałam bardziej w stronę mamy. -Chodź, pomożesz mi.- złapałam Uckera za rękę i powoli wstawałam, jeszcze zanim mama zdążyła cokolwiek powiedzieć. -Przepraszam na chwilę, zaraz wracamy.- przeprosiłam grzecznie, by wszyscy słyszeli i poszliśmy w stronę toalety.
-Czuję, że to pretekst.- słusznie zauważył Christopher, gdy byliśmy już daleko od stolika.
-Tak, masz rację. Chciałam Cię trochę odprężyć i na chwilę stamtąd zabrać, bo widzę, jaki jesteś zestresowany w tak sztywnym towarzystwie.- odpowiedziałam, gdy wchodziliśmy do damskiej toalety.
-Przestań, nie przejmuj się.- złapał mnie za rękę, uśmiechając się delikatnie.
-To się, cholera, uspokój...- poprosiłam, zarzucając ręce na jego szyję. -Wyluzuj, miej na nich wyjebane tak jak ja. Nie tylko Ty tu nie pasujesz, ja także i nie znoszę takich spotkań. Po za tym nawet nie mam pojęcia, co to za facet i po chuj tu jesteśmy.- mówiłam jak najbardziej swobodnie, by go choć trochę rozluźnić.
-Aj przestań... Ty jesteś z tego środowiska i nie masz pojęcia, jak bardzo źle się tu czuję, będąc zupełnie obcy i inny.- wyznał zrezygnowany i smutny.
-Kochanie, daj spokój... Posiedzimy tu jeszcze chwilę, wytrzymasz. Jak będziesz grzeczny i mniej spięty, to w nocy dostaniesz nagrodę.- obiecałam i złożyłam delikatny, zmysłowy pocałunek na jego ustach.
-Okej, przekonałaś mnie... Postaram się trochę uspokoić.- powiedział cicho, na chwilę przerywając pocałunek, do którego jeszcze na chwilę wróciliśmy, po czym poszliśmy do stolika, gdzie cały czas trwała rozmowa.
-Kochanie, opowiedz Joaquinowi o swojej grze na fortepianie.- wypalił mój tata, gdy tylko usiedliśmy.
-Co?- zapytałam zdziwiona, że wspomina o czymś tak mało istotnym. -Mhm, okej... No więc rodzice zapisali mnie kiedyś na lekcje gry na fortepianie. Jak byłam młodsza, to nawet to lubiłam, ale później mi się znudziło i zakończyłam karierę.- streściłam nadal zdziwiona tym, że w ogóle kogoś mogłoby to interesować.
-Joaquin gra na skrzypcach i ma na koncie mnóstwo sukcesów.- powiedziała mama z uznaniem.
-To świetnie, super.- udałam zainteresowaną z grzecznym uśmiechem.
-Uwielbiam muzykę klasyczną, jest w niej tyle emocji i uczuć... A Ty?- zwrócił się do mnie, ale szczerze niezbyt go słuchałam i musiałam się przez chwilę zastanowić nad odpowiedzią.
-Yyy, szczerze mówiąc niezbyt.
-To jakiej muzyki słuchasz?
-Jak to jakiej? No normalnej, każdej.- odpowiedziałam luźno, nie rozumiejąc jego nagłego zainteresowania moją osobą.
-To też ciekawie. A lubisz podróżować?- jejku, czemu on do mnie mówi i po co pyta o takie rzeczy?...
-Chyba jak każdy lubię zwiedzać nowe, ciekawe miejsca... Ale bardzo lubię też spędzać czas w domu.
-Jakie miejsce aktualnie chciałabyś zwiedzić?- po co mu ta informacja do cholery?
-No nie wiem... Może Włochy?- powiedziałam w sumie pierwsze, co przyszło mi do głowy.
-Dawno nie byłem, w sumie możemy się tam wybrać.- co mnie to obchodzi... Jak to "możemy"?
-Przepraszam... My? Że kiedy?- dopytałam, a na te słowa moi rodzice dziwnie się spięli, a on zamilkł. -O co chodzi? Co to za dziwny wywiad i czemu nagle milczycie?- pytałam, próbując coś wyczytać z ich twarzy.
-Sądziłem, że powinniśmy wcześniej wybrać miejsce na podróż poślubną.- czy ja się przesłyszałam?
-Co, proszę?!- podniosłam głos zbulwersowana, spoglądając na Uckera równie zdezorientowanego jak ja.
-Pomyśleliśmy, że Joaquin będzie idealnym mężem dla Ciebie.- powiedział tata, ale w jego głosie słychać było nutkę niepewności.
-Myślenie nigdy nie było waszą mocną stroną...- odezwałam się spokojnie, zanim do końca dotarły do mnie jego słowa. -Chwila... Czy Was pojebało?!- wstałam, opierając się o stół.
-Uspokój się i siadaj, kochanie.- lekko pociągnęła mnie mama, a ja bezsilnie opadłam na krzesło, po czym nastąpiła chwila ciszy.
-Spokojnie, dam Ci czas do namysłu.- powiedział grzecznie, chcąc złapać mmi za rękę.
-Nie będę się nad niczym zastanawiać!- burknęłam oburzona i nadal w szoku, zabierając jak najdalej swoją dłoń. -Jakim prawem próbujecie mnie swatać za moimi plecam? Nie znam go, nie szukam męża i przede wszystkim mam już, kurwa, chłopaka!- mówiłam podniesionym głosem, przepraszam, darłam się na rodziców.
-Który nie jest dla Ciebie odpowiedni.- powiedział ojciec, czym nas oboje zupełnie wyprowadził z równowagi.
-Wybacz, kochanie... Lepiej wyjdę, bo nie wytrzymam.- wtrącił wkurwiony Ucker i wyszedł z restauracji, szturchając ludzi po drodze, jakby ich tam nie było.
-Jesteście żałośni... Możecie pomarzyć, że za niego wyjdę, zapomnijcie.- powiedziałam przez łzy, patrząc z żalem na rodziców.
-Dulce, proszę, nie rób tutaj awantury. Chodźmy już i porozmawiamy w hotelu.- mama próbowała mnie uspokoić, ale nic z tego.
-Zamknij się, Ty i tak nie masz zdania i prawa głosu w tej rodzinie.- rzuciłam bez większego zastanowienia, co bez wątpienia bardzo ją uraziło, ale w sumie taka prawda... Cokolwiek by nie myślała, to i tak zostanie stłumiona.
-Nie mów tak do mamy!- burknął tata, wyraźnie zszokowany moimi ostrymi słowami.
-A jak mam mówić?! Nie zasługujecie na to, żebym oszczędzała w słowach, bo to Wy wbiliście mi teraz nóż w plecy i uraziliście najbardziej jak się tylko dało mnie i Christophera.- wrzeszczałam i płakałam, nadal nie mogąc uwierzyć w ich podłość.
-Daj spokój... Teraz może boli, ale z czasem zapomnisz i nam za to podziękujesz.- stwierdził tata, a ja już miałam dość tych bzdur i stamtąd wybiegłam.

Wpadłam wprost w ramiona Uckera, który stał na zewnątrz tak wkurwiony jak chyba jeszcze nigdy. Płakałam, a on przytulił mnie mocno, ale nie tak czule jak robił to w ostatnim czasie. To było inne... Jego silne ramiona mocno przyciągały moje małe, prawie bezsilne ciało, ale nie był w tym tak delikatny. Miałam wrażenie, że ze złości dosłownie wbija mi palce pod łopatki. Nie otulał mnie całą swoją miłością, jedynie umięśnionym ciałem. Liczyłam na coś innego, po raz pierwszy mnie zawiódł, choć nieświadomie. Podniosłam głowę, by spojrzeć w jego oczy, które też były całe we łzach. W tym momencie moje serce zaczęło pękać... Ponownie się w niego wtuliłam, ale ulżyło mi, bo tym razem w jego objęciach poczułam się tak, jak powinnam... Bezpieczna, spokojniejsza i kochana.

🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Hej, dawno mnie tu nie było, ponad miesiąc w sumie. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest i  czekał na ten nieszczęsny rozdział... Powiem wam, że trochę mi smutno, bo według mnie to moje najlepsze opowiadanie, które nawet mi się bardzo podoba i pisałam je z sercem, a jest ostatnim dlatego, że nikt go prawie nie czyta... No ale cóż, życie :( Zostało kilka rozdziałów, niedługo koniec. Pewnie nic nie dodam do tego czasu, więc już teraz proszę trzymajcie za mnie kciuki, bo będę pisać maturkę w tym roku, boję się. No dobra, do następnego :*

niedziela, 11 marca 2018

21. "Serduszko"

Od pewnego czasu moje życie to jedno wielkie szaleństwo. Ostatni miesiąc szkoły, wielka miłość, nauka do egzaminów, plany na wakacje, kłótnie z rodzicami... Ciągle coś się dzieje, a ja zaczynam lekko wariować, nie mogąc się w tym wszystkim ogarnąć. Byłam strasznie zabiegana i jedyne, co potrafiło mnie zrelaksować to bliskość Uckera. Wbrew moim rodzicom spędzałam z nim mnóstwo czasu, będącego najlepszym czasem w moim życiu. Po za miłością i czułością, jaką mi dawał w każdym momencie, średnio raz na tydzień izolowaliśmy się od świata, by móc być tylko we dwoje. Może głupio to zabrzmi, ale generalnie pieprzyliśmy się wszędzie, gdzie się tylko da, zaczynając od mojego pokoju, a kończąc na szkolnych toaletach, nie omijając oczywiście łąk, jezior, a nawet wind. To było wspaniałe, tak podniecające i wręcz dzikie. Wciąż miałam ochotę na więcej, zresztą nie tylko ja. A niestety zbliżały się wakacje, na które moi rodzice chcieli wyjechać do Francji. Ogólnie super, kocham Paryż, ale oznacza to rozłąkę z chłopakiem, co będzie trudne. Co więc zrobiłam? Poprosiłam rodziców, by Ucker mógł jechać z nami. Tacie bardzo się ten pomysł nie spodobał, ale z niewielką pomocą mamy, ustaliliśmy, że jeśli ze wszystkich egzaminów będę miała powyżej 50% pojedziemy na wakacje w piątkę. Ucieszyłam się bardzo i jeszcze więcej się uczyłam. Ucker niestety nie cieszył się aż tak bardzo jak ja... Nie, żeby nie chciał ze mną jechać, chodziło o to, że nie chce korzystać z naszych pieniędzy i w ogóle. Udało mi się jednak go przekonać i zgodził się na ten wyjazd, warunkując tym, że kiedyś zwróci dług za tą wycieczkę mojemu tacie. Nawet on z dobroci serca i grzeczności zapowiedział, że nie weźmie od niego pieniędzy, ale Christopher i tak mu je wciśnie.

Wszystko pięknie się udało. Egzaminy zdałam śpiewająco, Ucker zresztą też. Tuż po zakończeniu roku szkolnego, który jednocześnie oznaczał pożegnanie ze szkołą i przyjaciółmi, co było dość smutne, zaczęliśmy się pakować na wakacje. Bardzo się cieszyłam na ten wyjazd, bo sama perspektywa spędzenia mnóstwa czasu z ukochanym chłopakiem i rodziną była cudowna. Była to Uckera pierwsza podróż samolotem. Nie mogłam ze śmiechu, kiedy wpadał w panikę przy starcie. Miałam wrażenie, że za chwilę się rozpłacze, ale na szczęście udało mi się go uspokoić i niedługo potem z uśmiechem na twarzy siedział i mnie głaskał, kiedy powoli zasypiałam. Obudził mnie słodkim buziakiem pod samym Paryżem. Otworzyłam oczy mocno zaspana, ale dość szybko ogarnęłam, co się dzieje i już po chwili byłam gotowa do lądowania.

Aj, Paryż to najpiękniejsze miejsce na Ziemi! Jestem zakochana w tym mieście już od pierwszej wizyty tutaj, kiedy jako mała dziewczynka wyciągnęłam rodziców do Disneylandu. Od tamtej pory byłam tu jeszcze dwa razy, ostatnio trzy lata temu. Moja siostra była bardzo podekscytowana jak zresztą każdą dalszą podróżą. Jednak największą atrakcją było to dla Christophera, który w ogóle pierwszy raz jest w Europie, nie wspominając już o czymś tak niesamowitym jak Paryż. Kiedy jechaliśmy taksówką przez miasto, podziwiał stare budowle i uliczki, a ja wraz z rodzicami mu o nich co nieco opowiadaliśmy. Jak zwykle zamieszkaliśmy w luksusowym, cudownym hotelu w pięknym miejscu. Rodzice mieli pokój ze smarkulą, a ja z Uckerem. Muszę przyznać, że był naprawdę boski. Wyglądał jak sypialnia małżeńska na podróż poślubną... Wielkie łóżko, okno na pół ściany, generalnie ładne, nowoczesne meble, choć bez przepychu, a temu wszystkiemu uroku dodawała czerwień na ścianach, dając romantyczny nastrój. Łazienka też była cudna i chyba oboje mieliśmy już w głowie pewne plany co do dużej wanny z hydromasażem... Mieliśmy też oczywiście duży balkon z widokiem na przepiękny Paryż. Aj, to był po prostu raj, nie mogło być lepiej. Szybko się rozpakowaliśmy, chwilę odpoczęliśmy i poszliśmy na obiad. 

Popołudniu wyszliśmy na spacer. Na początku byliśmy wszyscy razem, ale później odłączyliśmy się od rodziny i chodziliśmy sami. Marzyłam o tym, by zwiedzić "miasto miłości" z ukochanym mężczyzną za rękę. Robiłam tysiące selfie, a Ucker się wkurzał, bo niezbyt to lubi. I oczywiście musiało doprowadzić to do kłótni...
-Możesz sobie trochę darować te zdjęcia?- zapytał lekko zirytowany.
-Nie mogę, muszę mieć z Tobą dużo zdjęć z Paryża. No weź, przecież to takie romantyczne...- odpowiedziałam, przytulając się do niego i robiąc kolejne selfie.
-Dulce!- krzyknął na mnie, zdenerwowany tym, że go zignorowałam i dalej robię zdjęcia.
-Czego się wkurzasz?! Nie potrafisz być romantyczny, to chociaż zdjęcia będą na takie wyglądały.- zarzuciłam już też lekko na niego wkurzona.
-Dul, weź się zdecyduj! Zawsze mówisz, że lubisz, jak jestem taki ostry i w ogóle, a teraz zarzucasz mi, że nie jestem romantyczny. O chuj Ci chodzi?- nieźle się już zdenerwował, podnosząc głos.
-Po pierwsze zamknij się, jesteśmy w miejscu publicznym.- powiedziałam, kładąc palca na jego usta. -A po drugie... Kochanie, Ty bardzo niczego nie rozumiesz. Co z tego, że lubię tą twoją perwersję? Jestem kobietą i czasami potrzebuję czegoś romantycznego. Nie mówię o kwiatkach, czekoladkach, bo na to chyba w ogóle za późno i z Tobą już mnie to ominęło. Chodzi mi chociażby o romantyczny wieczór we dwoje... Chciałabym kochać się z Tobą w blasku świec, a nie tylko pieprzyć po kątach.- wyjaśniłam spokojnie, a on się już naprawdę wkurzył, lub może bardziej zasmucił, ale na siłę się uspokoił.
-Mhm... Duluś, skarbie, ja Ci mówiłem na samym początku, że nie będę takim chłopakiem, jakiego byś chciała. Od razu Cię ostrzegłem, że nie będę romantyczny tylko ostry, że nie będziemy się kochać, tylko pieprzyć, że mogę przez przypadek zrobić Ci krzywdę... Wszystko Ci jasno i otwarcie przedstawiłem, a Ty się zgodziłaś z entuzjazmem, bo rzekomo to lubisz.- mówił, patrząc mi głęboko w oczy i głaskając mnie po ramionach.
-Tak, przecież ja nie narzekam... Kocham Cię, a nasz związek jest idealny, wspaniały. Ja tylko mówię, że czasami mógłbyś postarać się bardziej i dać coś od siebie, żebym poczuła się jak księżniczka.- przewrócił oczami na te słowa.
-Kochanie, przestań zachowywać się jak dziecko! Uważasz, że ja się nie staram, tak? Że bycie z Tobą przychodzi mi z łatwością i nie muszę nic dawać od siebie? To się, kurwa, grubo mylisz, królewno! Zmieniłem całe swoje życie, odkąd Ty w nim jesteś! Ja też się zmieniłem, ale Ty tego nie widzisz! Super, Duluś, dziękuję!- zdenerwowałam go i uraziłam, bo krzyczał na mnie, a w oczach aż miał łzy.
-Boże, przepraszam, kochanie...- przytuliłam się do niego, a on przez chwilę nadal był nieugięty. -Przecież wiem, że dla mnie wiele robisz i to doceniam. Przestań zarzucać mi, że jestem niewdzięczna, bo tak nie jest. Nie kłóćmy się o to, proszę... Nie chciałam Cię urazić, kocham Cię z całego serca. Tak tylko wspomniałam, że mi się marzy romantyczny wieczór i chciałabym spróbować się z Tobą kochać. Jeśli nie to trudno, zapomnij o tym.- mówiłam, patrząc mu w oczy, w których po chwili już widziałam samą miłość bez smutku.
-Kochanie, ja też bym bardzo chciał spróbować się z Tobą kochać i od dawna wiem, że to by Cię uszczęśliwiło, ale daj mi trochę czasu. Przypominam Ci, że jesteś moją pierwszą dziewczyną. Przed Tobą były tylko tanie kochanki na jedną noc, do których nie miałem w ogóle nawet szacunku, nie mówiąc o jakichkolwiek uczuciach. Dla mnie to nadal jest nowa sytuacja, nie wymagaj zbyt wiele.
-Wiem, wybacz... Jestem idiotką.- wtuliłam się w niego, a on zaczął się śmiać.
-To wybaczyłem Ci na samym początku znajomości.- powiedział, a ja udałam obrażoną i co zrobiłam? Selfie!
-Tak jak ja Tobie wszystko. Czasami się zastanawiam, co ja w ogóle w Tobie widzę.- stwierdziłam i zaczęłam się śmiać, a teraz on udał obrażonego.
-Kocham Cię, słońce.- wyznał nagle i wpił się w moje usta.
-Ja Ciebie też.- odpowiedziałam między pocałunkami, po czym zrobiłam selfie, a on za karę przegryzł lekko moją dolną wargę. -Brutal.- wyzwałam go, uderzając z pięści w plecy.

Pierwszego dnia byliśmy zbyt zmęczeni po podróży i nie spędziliśmy aż tyle czasu na mieście. Postanowiliśmy zacząć zwiedzanie od jutra.

Wstaliśmy rano i zaraz po śniadaniu wybraliśmy się wszyscy do Disneylandu. Miejsce, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie... Ja, Ucker i tata, co bardzo mnie zdziwiło, poszliśmy na najbardziej ekstremalną strefę, a mama z Sofią na jakieś bajkowe karuzele dla dzieci. Świetnie się bawiliśmy i aż mnie gardło bolało od krzyczenia ze strachu na jakichś diabelskich kolejkach górskich i karuzelach. Uwielbiam adrenalinę, jestem do tego stworzona i powinni mnie codziennie zabierać na takie atrakcje. A co najlepsze, tata tym razem był bardzo dobrze nastawiony do mojego chłopaka i nawet nie reagował na nasze ciągłe całowanie i przytulanie. Christopher stwierdził, że tak jak na tych karuzelach, to ja nie krzyczę nawet w łóżku. Wybuchłam śmiechem, a tata na szczęście tego nie usłyszał. Po kilku godzinach szaleństwa, poszliśmy na kolację już sami, znaczy tata dołączył do mamy i Sofii. Oczywiście na terenie parku rozrywki było pełno restauracji i innych tego typu rzeczy. Poszliśmy z Uckerem do jednej z pizzerii i gdy zajęliśmy stolik i wzięliśmy do rąk menu, od razu powiedział:
-Tym razem ja płacę, kochanie.
-Masz pieniądze?- zapytałam zdziwiona.
-Niewiele, ale pozwól mi raz zapłacić chociaż za pizzę. Głupio mi, że jestem na twoim utrzymaniu.- odpowiedział, a właściwie poprosił.
-No dobrze, skoro chcesz. Ale to nie jest tak, że jesteś na moim utrzymaniu, skarbie... Zostałeś po prostu zaproszony na wakacje.
-Wiem, wiem i jeszcze raz dziękuję. Dobra, wybieraj pizzę, bo umieram z głodu.- polecił, a ja zaczęłam przeglądać menu.
Wybrałam jedną z tańszych, żeby go aż tak nie obciążać kosztami. Od jakiegoś czasu miał pracę, więc jakieś tam grosze posiadał, ale i tak bardzo niewiele, i lepiej niech oszczędza choćby na normalne mieszkanie a nie na kolacje dla mnie. Po pysznym jedzeniu udaliśmy się na ostatnią atrakcję, a mianowicie diabelski młyn. No cóż, było to najromantyczniejsze, co do tej pory robiliśmy z Uckerem. Stamtąd Paryż wyglądał cudownie, a przez większość czasu moje usta spoczywały na ustach Christophera. Ciągle trzymaliśmy się za ręce, będąc bardzo blisko siebie. Tym razem nie narzekał na moje selfie i chętnie do nich pozował ze słodkim uśmiechem, który uwielbiam jak nic innego na świecie. I te dość częste momenty, gdy wyznawał mi miłość... Rozpływałam się, tak go kocham. 

Później poszliśmy jeszcze tylko na lody, za które też zapłacił mój chłopak i wróciliśmy do hotelu. Po drodze zatrzymaliśmy się przy straganie z grawerowaną biżuterią.
-Ej, mam pomysł!- powiedziałam z entuzjazmem, oglądając ładne naszyjniki.
-Co znowu wymyśliłaś?- zapytał Ucker, śmiejąc się lekko.
-Kupmy sobie takie same naszyjniki, proszę. Znaczy nie takie same, bo Ty z "D", a ja z "C". Tak na znak naszej miłości.- poprosiłam, patrząc mu w oczy z szerokim uśmiechem.
-Dul... Mam inny pomysł, chociaż twoi rodzice mnie uduszą.- od razu spodobały mi się te słowa.
-No więc słucham... Co Ty wymyśliłeś?
-Zróbmy sobie jakieś małe tatuaże.
-Kochanie... Nie, to trochę głupie. Przecież to zostaje na zawsze, takich rzeczy się nie robi.- zaprotestowałam niepewnie.
-Nie? Myślałem, że zgodzisz się z entuzjazmem i polecisz pierwsza, szogunie...
-Hmm... W sumie zawsze chciałam jakiś mały tatuaż.- powiedziałam cicho z zastanowieniem. -Okej, jestem za. Moi rodzice nas zabiją, ale trudno.- zaczęłam się śmiać.
-To co, idziemy teraz?
-Teraz? A skąd wiesz gdzie?- pokazał palcem na małą budkę po drugiej stronie ulicy. -Okej, a gdzie zrobimy te tatuaże i jakie?- zapytałam, gdy szliśmy w tamtą stronę.
-Proponuję coś małego na nadgarstku...
-Serduszko? Ale tak bardziej z boku, żeby było widać, jak będziemy trzymać się za ręce.
-Okej, niech będzie. Ale zakolorowane?
-Nie, lepiej puste.

Finalnie zrobiliśmy tak, że ja miałam puste serduszko, a on całe czarne. Tak było idealnie, bo moje nieco delikatniejsze. Pięknie to wyszło... Białe i czarne. I rzeczywiście cudnie wyglądało, gdy trzymaliśmy się za ręce. To uświadomiło mi, jak wiele swoich przekonań zmieniam przy nim. Nigdy nie pochwalałam takiego tatuowania par, a teraz jestem zakochana w tych tatuażach. Narobiłam mnóstwo zdjęć naszych rąk i się tym jarałam jak głupia. 

Gdy dotarliśmy do hotelu, moja rodzinka najprawdopodobniej już spała, więc postanowiliśmy wziąć z nich przykład. Christopher pierwszy poszedł się wykąpać, a od razu po nim ja. Oczywiście wołałam go do siebie do wanny, a on o dziwo odmówił. Byłam w szoku, a wyjaśnił mi to dopiero, jak wyszłam z łazienki. 

W pokoju panował półmrok, który oświetlał jedynie blask świec. One w połączeniu z czerwienią ścian tworzyły przecudny, romantyczny nastrój, o jakim marzyłam. Na łóżku rozsypane były płatki róż, a na stoliku obok stało czerwone wino i dwa kieliszki. Nie widziałam tutaj tylko mojego ukochanego... Podczas gdy stałam i z uśmiechem się temu przyglądałam, nagle poczułam delikatny dotyk na ramieniu i smyranie w dół po ręce. Odwróciłam głowę i w ręce Uckera zobaczyłam czerwoną różę, która to właśnie czule dotykała mojej skóry. Podał mi ją do ręki i zaczął całować mnie po szyi. Odchyliłam głowę, by miał do niej lepszy dostęp i aż się wzdrygnęłam, kiedy mnie delikatnie łaskotał ustami, nosem i w ogóle samym ciepłym oddechem.
-Spróbuję spełniać twoje pragnienia, ale pamiętaj, że nie jestem ekspertem w dziedzinie romantyzmu. Jednak dzisiaj zamierzam Cię porozpieszczać tak, jak na to zasługujesz, kochanie.- powiedział, całując mnie słodko w kącik ust, po czym doprowadził mnie za rękę do łóżka.
-Wierzę w Ciebie i wiem, że się dla mnie postarasz.- szepnęłam z uśmiechem, siadając na łóżku.
-Najpierw się napijemy.- zapowiedział, podając mi do ręki jeden z kieliszków i oba napełnił pysznym winem. -Za naszą miłość, skarbie!- wzniósł toast i oboje delikatnie sączyliśmy wino, a z naszych twarzy nie schodził uśmiech.
-Okej, to teraz ja... Za szaleństwo, za wszystkie zmiany w życiu, za nas, za przyszłość, za Ciebie i twój anielski spokój...- powiedziałam, mocno ironizując na końcu.
-Haha, śmieszne... W takim razie za Ciebie i twoją normalność.- odgryzł się złośliwie i zaczęliśmy się śmiać, po czym równocześnie zamoczyliśmy usta w winie.

❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️

Macie już ten rozdział noo... Po miesiącu wgl, wow xD Zbliżamy się do końca tego opowiadania, a jednocześnie do końca mojej kariery, co jest naprawdę przykre, ale frekwencja tutaj jest powiedziałabym, zabójcza, więc w zasadzie ten blog umiera śmiercią naturalną :/ No cóż, do następnego, jak będzie te kilka komentarzy i znajdę czas, to dodam :*

środa, 7 lutego 2018

20. "Ostrzegałem"

Głośny budzik z moją ulubioną piosenką obudził mnie o 6:00. Tak jak obiecał Ucker, nie mogłam się ruszyć. Miałam straszne zakwasy na udach i brzuchu. Sztywno zwlekłam się z wysokiego łóżka i udałam się do łazienki. Oczywiście wzięłam ze sobą telefon, by słuchać muzyki podczas kąpieli. Zanim weszłam do wanny, napisałam do Christophera SMS-a:

Do Skarbuś: Zginiesz marnie, brutalu... Wszystko mnie boli 😭😭

Na szczęście ciepła kąpiel trochę pomogła zrelaksować moje ciało. Kiedy wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i stanęłam przed lustrem, by wysuszyć włosy. Zajęło mi to prawie dwadzieścia minut, a potem wzięłam się za ubieranie. Trochę się przeraziłam, gdy zobaczyłam moje ciało w lusterku. Nie sądziłam, że mam aż tyle siniaków i malinek. Było tego naprawdę pełno... Na ramionach, biodrach, udach, pośladkach i szyi, choć tam tylko malinki. Nie czułam tego, nie bolało, bo generalnie nie były to jakieś mocne różnokolorowe sińce, tylko lekko fioletowo-brązowe. To nie zmienia faktu, że wyglądały okropnie jeszcze w połączeniu z malinkami. Podobał mi się taki ostry seks, ale następnym razem mógłby się powstrzymać od oznaczania mnie, że tak to ujmę. Muszę z nim o tym pogadać i niestety poprosić, żeby następnym razem był delikatniejszy. 

Ubrałam się tak, żeby to wszystko zakryć. Jedynie golfu nie założyłam, więc szyję było mi widać, ale to nic takiego w porównaniu z resztą. Schodząc po schodach odczytałam wiadomość od Uckera:

Od Skarbuś: Oj, przepraszam kochanie... Co Cię boli? Rozmasuję. Ale pamiętaj, że ostrzegałem😝😘

Do Skarbuś: Wiem, wiem... Będziesz mi wszystko masować, a szczególnie uda.

Od Skarbuś: Z przyjemnością, moja królowo❤

Usiadłam do śniadania z moją obrażoną rodzinką. Tylko moja siostra odzywała się do wszystkich, rodzice nawet na mnie nie patrzyli, zwłaszcza tata. Nie uważam, aby mieli ku temu powody po za tym jednym, że sama powiedziałam ojcu, żeby się do mnie nie odzywał. No cóż, trudno... Ich problem, ja będę miała chociaż spokój. Po jedzeniu poszłam umyć zęby i zrobić makijaż, po czym beztrosko wyszłam z domu, odcinając się od świata przy pomocy słuchawek z głośną muzyką. Szłam miastem dość szybko, bo nie miałam zbyt wiele czasu, co nie było takie proste, kiedy ledwo ruszałam nogami. Dotarłam do szkoły dwie minuty po dzwonku, ale na szczęście klasa nie weszła jeszcze do sali. Ucker stał jak zwykle trochę odosobniony od reszty, ewidentnie mnie wypatrując. Podeszłam od razu do niego i pocałowałam go czule, namiętnie.
-Hej, skarbie.- powiedział, obejmując mnie.
-Cześć, tęskniłam.- odpowiedziałam, przytulając się do niego.
-Ja też. Nie miałaś już później jazdy z rodzicami?- zapytał.
-Nie, kazałam im się ogarnąć i do mnie nie odzywać.- odpowiedziałam z obrażoną miną.
-Kochanie, nie kłóć się z rodzicami z mojego powodu.- poprosił, odgarniając mi z twarzy niesforny kosmyk włosów.
-Jak mam się nie kłócić? Pierdolą o Tobie bzdury i zakazują nam się spotykać! Nie będę tego tolerować i na pewno nie postawią na swoim, nie rozdzielą nas!- zbulwersowałam się.
-Duluś, ja Cię proszę... Tylko spokojnie, bo zrobiłaś się bardziej nerwowa ode mnie.- przytulił mnie, mówiąc do mnie spokojnie. -To twoi rodzice i martwią się o Ciebie. Przesadzają, ale mają takie prawo, w sumie się im nie dziwię. Mnie też wkurwia ich pierdolenie, ale nie ma sensu robić wojny. Skarbie, musimy z nimi na spokojnie pogadać, żeby jakoś zrozumieli, że Cię kocham i nie skrzywdzę.- jego głos był bardzo czuły i wyrozumiały.
-Kochany jesteś, oby udało nam się z nimi dogadać.- przytuliłam się do niego, gdy wchodziliśmy do sali.
-Oj, nasze gołąbeczki...- powiedziała pani od chemii z ciepłym uśmiechem, będąca bardzo miłą panią przed 50-tką.
-Przed rozmową z twoimi rodzicami, będę się musiał jakoś wyżyć, żeby przy nich nie wybuchnąć.- stwierdził, kiedy usiedliśmy w naszej ławce.
-Mhm, byle nie na mnie.- zastrzegłam, śmiejąc się.
-Nie, spoko... Ciebie na razie nie będę męczyć.- przyciągnął mnie do siebie delikatnie i pocałował słodko w skroń.
-Pamiętaj o moim masażu.- przypomniałam z szerokim uśmiechem, który odwzajemnił.

Po lekcjach poszliśmy do mnie, bo nikogo nie było. Tata miał jakieś posiedzenie, a mama przygotowywała ważny pokaz i obojga nie będzie pewnie do późna. Zjedliśmy obiad przygotowany przez naszą kochaną służącą i poszliśmy do mojego pokoju. To znaczy Christopher wniósł mnie po schodach, gdy narzekałam na straszne zakwasy. Położył mnie na łóżko i powiedział stanowczo:
-Rozbieraj się, kochanie.- spojrzałam na niego pytająco, a on zaczął się śmiać. -Chciałaś masaż.- wyjaśnił, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
-Pff, sam mnie rozbierz.- powiedziałam, oblizując dolną wargę.
-Jak sobie życzysz.- usiadł delikatnie na moich nogach i zaczął rozpinać rozporek moich jeansów.

Na naszych twarzach widniały słodkie uśmiechy, a ja byłam strasznie podniecona, mimo że nie zamierzaliśmy się pieprzyć. Powoli ściągał moje cholernie obcisłe spodnie, głaskając przy tym moje nogi. W tym czasie ja zdjęłam swoją i jego koszulkę.
-A po co to ściągasz, kotku?- zapytał seksownym głosem, śmiejąc się lekko.
-Tak sobie.- odpowiedziałam niewinnie, chichocząc słodko.
-Czy Ty musisz być taka urocza?- zapytał, pociągnął mnie za kostki, by założyć moje nogi na swoje biodra i pchnął mnie lekko do tyłu, żeby mnie położyć.
-Co Ty robisz?
-No jak to co? Będę masować Ci uda.- odpowiedział, kładąc dłonie na moich udach.
-Jejku, serio?...- zaczęłam się śmiać, a on przystąpił do masażu moich ud.
-Jest okej?- zapytał po jakimś czasie, patrząc ciągle na moją twarz tak samo rozbawioną i wpatrzoną w niego.
-Mhm, marzyłam o tym.- westchnęłam, bo naprawdę sprawiał mi tym dużo przyjemności, było mi po prostu dobrze. -Jak Ty mnie będziesz tak rozpieszczał po każdym ostrym seksie, to możesz mnie tak męczyć codziennie.- stwierdziłam, a on wybuchł śmiechem.
-Kusząca propozycja, skarbie.- powiedział i przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, a jego dłonie powędrowały na moją talię. -Boże, jak Ci powyłaziły te wszystkie ślady... Czemu Ty, do cholery, mi na to pozwoliłaś?- zauważył, głaszcząc delikatnie moją skórę w miejscu silników.
-No... To nie boli i tego wtedy nie czułam, ale nie możesz tego robić. Podobało mi się i ogólnie możemy się ciągle tak pieprzyć, ale musisz się nauczyć dotykać mnie delikatniej. Nie zrozum mnie źle, chodzi tylko o to, że okropnie to wygląda i...- chciałam ująć to jak najdelikatniej, żeby się nie zdenerwował.
-Wiem, Dul i przepraszam. Mówiłem, że jestem do tego po prostu przyzwyczajony i nie panuję nad sobą. Ale Ty, skarbie, nie możesz tego akceptować. Jeśli kiedykolwiek za mocno Cię ścisnę, czy zrobię cokolwiek, co może zostać na twoim ciele, to po prostu zwracaj mi uwagę. Dobrze? Ja nie panuję nad swoją siłą, ale Ty możesz. Po prostu mów, szczyp mnie po rękacha, albo pierdolnij porządnie w łeb, żebym się ogarnął.
-Okej, postaram się pamiętać. Ale wiesz co jest najgorsze? Że mi nie przeszkadza, kiedy to robisz. Dopiero później, kiedy na siebie patrzę. W pewnym sensie lubię to, że jesteś taki ostry, agresywny i w ogóle.- przyznałam niepewnie, a on był w wyraźnym szoku.
-Od początku wiem, że masz coś z głową. Ale żeby aż tak?...- zaśmiał się, kręcąc głową z niedowierzaniem.
-Na to wygląda.- stwierdziłam, wślizgując się na niego i całkiem oplątując się nogami wokół jego bioder. -To może zaczniemy naukę delikatności w ostrym seksie?- zaproponowałam i wpiłam się w jego usta.
-Teraz? Dul, Ty jesteś pierdolnięta.- stwierdził zdziwiony i rozbawiony moją odwagą.
-Być może, ale mam to gdzieś.- zaczęłam go namiętnie całować, wijąc się na nim ponętnie.
-Poczekaj chwilkę, bo nie wiem, czy mam gumki.- odsunął mnie troszkę i zaczął grzebać w kieszeniach swoich jeansów. -Mam!- powiedział triumfalnie, od razu otwierając paczuszkę.
-Tylko tym razem nie tak, żebym nie mogła się ruszyć. Już nie chcę mieć zakwasów, uważaj na moje uda.- poprosiłam, a on tylko skinął głową z ciepłym uśmiechem.

Nie ściągnął spodni, co w tym momencie było zbędne i zbyt czasochłonne, tylko rozpiął rozporek i szybko założył prezerwatywę. Tym razem sama niezbyt szybko nabiłam się na jego członek, siedząc na nim okrakiem. Przycisnął mnie jeszcze bardziej do siebie, chwytając mocno za pośladki. Ugryzłam go za to w wargę mocniej niż zwykle, szybko ogarnął dlaczego. Uśmiechnęłam się do niego ponętnie z miną zwycięzcy i zaczęłam się powoli poruszać. Wiłam się, raz unosząc wyżej raz opadając bardziej na niego. Jego dłonie cały czas znajdowały się na moich nagich pośladkach, ściskając je póki co z umiarem. Nasze usta ciągle były złączone w namiętnym pocałunku, a moje ręce wodziły po jego umięśnionym ciele. Na razie pozwalał mi na dominację, co bardzo mnie cieszyło, wspaniale się z tym czułam. Oboje czerpaliśmy wiele przyjemności z nieco spokojniejszego stosunku od wczorajszego, ale Uckerkowi już zaczynało się chyba lekko nudzić i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Złapał mocniej za mój tyłek i coraz mocniej przyciskał mnie do siebie, poruszając mną, jak tylko miał ochotę. Teraz to on ustalał tempo i rytm, w którym coraz ostrzej się pieprzyliśmy. Pocałunki były bardzo mokre i agresywne, nasze języki szalały, a z ust wydawaliśmy coraz głośniejsze dźwięki rozkoszy i podniecenia. Raczej nie ściskał mnie tak, by coś zostało na mojej skórze, ale dla odmiany dostałam kilka lekkich klapsów, które cholernie mi się podobały. To było takie ekscytujące i zupełnie mnie rozbrajało. Tym razem to on miał całą szyję w malinkach, ale cóż... Jego nikt się nie czepi i mogę ich robić, ile zechcę. Na sam koniec trochę zwolniliśmy, wracając bardziej do początkowej wersji, gdzie ja miałam większą władzę. Niestety już nie trwało to długo, bo szybko osiągnęliśmy szczyt i wtuliłam się w niego słodko, usiłując uspokoić swój organizm i zacząć oddychać.
-Jakim prawem dostałam od Ciebie klapsy?- zapytałam, udając zbulwersowaną.
-Ej, mogłaś mówić, żebym przestał...- powiedział, patrząc mi w oczy.
-Dlaczego? Podobało mi się, to lepsze niż zgniatanie moich kości.- stwierdziłam, całując go czule. -Tylko weź się, do cholery, licz ze swoją siłą. Tobie się wydaje, że robisz coś lekko, ale ja jestem delikatniejsza i bardzo wrażliwa, przez co to wszystko odczuwam dużo mocniej.
-Ale coś zrobiłem?- przysięgam, że on jest przewrażliwiony na moim punkcie.
-Nie, mówię tak ogólnie chociażby o tych klapsach. Po prostu czasami wszystko o połowę lżej.- mówiłam z delikatnym uśmiechem, rysując palcem różne wzorki na jego klacie.
-Staram się, skarbie.- zapewnił, całując mnie czule i intensywnie. -A teraz złaź ze mnie, ubierz się i weźmy się trochę za jakąś naukę.- zarządził zdejmując mnie z siebie.
-Okej, to co?... Może przypomnimy sobie lektury?- zaproponowałam, ubierając się.
-Świetny pomysł, a w międzyczasie mogę Ci dalej masować uda, to nie ubieraj spodni.
-Jesteś cudowny, kochanie.- wycałowałam go i były to na razie ostatnie namiętne czułości, bo wzięliśmy się za naukę. 

Siedzieliśmy na łóżku wśród sterty książek, zeszytów i notatek. Oczywiście w tle leciała spokojna playlista stworzona przez nas specjalnie na potrzeby nauki, a wiele informacji czerpaliśmy z internetu, więc koło nas był też laptop. Krótko mówiąc, dobrze, że mam duże łóżko, bo byliśmy wygodnie rozwaleni, jednocześnie cały czas będąc blisko, bo przecież Ucker musiał mieć dostęp do moich ud, które uparcie cały czas czule pieścił, lub bardziej profesjonalnie rzecz ujmując, masował. No nie oszukujmy się, że chciał sobie mnie po prostu pomacać, podotykać, a nie pomasować. Ale nieważne... To było wspaniałe, więc może tak całe życie. Nauka z nim to przyjemność, rozumiemy się idealnie i mamy generalnie podobny tok myślenia i tempo ogarniania, mimo że on ma duże braki, bo nie chodził długo do szkoły i w sumie i tak jest o dwa lata do tyłu. Dziwi mnie fakt, że naprawdę się razem uczymy, a nie tylko wygłupiamy i przytulamy. To wbrew pozorom bardzo efektywne.

Nagle usłyszałam głos mojej mamy, a chwilę później widziałam, że klamka się poruszyła, a więc próbowała wejść do pokoju. Założyłam szybko spodnie, żeby nie miała do czego się przyczepić i otworzyłam jej drzwi.
-Cześć, kochanie.- powiedziała serdecznie, nie widząc jeszcze Uckera.
-Cześć, mamo.- odpowiedziałam na luzie z uśmiechem, bo w sumie na nią nie byłam aż tak zła.
-Dzień dobry.- rzucił Christopher z ciepłym uśmiechem.
-Dzień dobry.- no cóż, mama nie była jakoś bardzo zadowolona z jego obecności, ale odwzajemniła lekki uśmiech. -Co robicie?- zapytała, rozglądając się po pokoju.
-Jak zwykle się uczymy... Tym razem lektury.- odpowiedziałam, siadając z powrotem na łóżko.
-Wow, Wy naprawdę się uczycie...- powiedziała z uznaniem, biorąc do ręki jedną z kartek z notatkami.
-No i świetnie nam idzie. Zapewniam Panią, że Dulce wspaniale napisze maturę.- odezwał się Ucker, obejmując mnie.
-Mam nadzieję, bo inaczej całkiem wyprowadzisz ojca z równowagi.- zaśmiała się, zwracając się bardziej do mnie.
-Trudno, i tak się do niego nie odzywam.- powiedziałam obrażona.
-Przestań, nie zachowuj się jak dziecko.- skarciła mnie mama, przewracając oczami. -Juan wczoraj przesadził, bo ogólnie jest chyba zbyt ostry w ocenie... Co nie zmienia faktu, że te siniaki to lekka przesada... Ja wszystko rozumiem, ale moja córka nie może chodzić z takimi śladami na całym ciele.- mówiła spokojnie, choć chwilami się lekko bulwersowała.
-Wiem, ja... Przepraszam.- powiedział skruszony Ucker. -Czasami nie jestem świadomy swojej siły i zapominam, że Dul jest tak bardzo delikatna. Staram się z tym walczyć i obiecuję, że jak to zniknie, to nie pojawi się nic nowego.- tłumaczył się i obiecywał, a wyraz twarzy mojej mamy był coraz łagodniejszy.
-Pracujemy nad tym. Nie pozwolę mu już mnie tak ściskać i nauczę go obchodzić się z księżniczką. Zresztą to też moja wina, bo sama chciałam na ostro i go prowokowałam. Mamo, naprawdę... Christopher potrafi być dla mnie bardzo czuły, kocha mnie i celowo na pewno nie skrzywdzi. Tylko proszę, nie niszczcie tego i pozwólcie mi samej o sobie decydować.- rozgadałam się spokojnie i sentymentalnie, a oni słuchali mnie uważnie, przyglądając mi się.
-Kochanie, ja się nie zamierzam wtrącać w twoje sprawy. To twoje życie, a ty jesteś już prawie dorosła. Mam pewne obawy, ale porozmawiam z Juanem, może uda mi się go przekonać.
-Naprawdę? Kocham Cię, mamo, dziękuję.- przytuliłam się do niej mocno.
-Też Cię kocham, skarbie i chcę, żebyś była szczęśliwa.- powiedziała, przytulając mnie.
-Będę, bo kocham Uckera i na pewno da mi szczęście. Prawda, kochanie?- odwróciłam się do Christophera, uśmiechając się szeroko.
-Tak, słońce.- potwierdził, śmiejąc się ze mnie lekko.
-Dobra, to uczcie się dalej. Ja już nie przeszkadzam i zaraz wracam do pracy, zjem tylko obiad.- powiedziała mama, kierując się do wyjścia.
-Okej, to pa.
-Pa, tylko grzecznie mi tu.- zakończyła z uśmiechem i wyszła, zamykając drzwi.
-Udało się!- krzyknęłam uradowana, wtulając się w Uckera. -Wiedziałam, że mogę liczyć na mamę.- dodałam, siadając okrakiem na ukochanym.
-Lubię twoją mamę i cieszę się, że mnie akceptuje, albo raczej toleruje.- powiedział ciepłym głosem.
-Lubi Cię trochę po prostu.- stwierdziłam, dając mu słodkiego buziaka, który później przerodził się w namiętny pocałunek trwający dość długo.

❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️ 

Ach tyle miłości ❤️ Macie już ten rozdział, jeszcze trochę zostało do końca :) Nie mam kompletnie na nic czasu, a już dawno miałam to dodać, ale tak wyszło... Ktoś tu jeszcze wgl jest? Do następnego ;*

poniedziałek, 1 stycznia 2018

19. "Nie zrobił mi krzywdy"

Leżałam na trawie w samej bieliźnie, a Christopher obcałowywał moją wrażliwą skórę. Jego usta sprawiały mi mnóstwo rozkoszy, prześlizgując się przez moją szyję, dekolt, talię, a szczególnie brzuch i uda. Moje mięśnie mocno się spinały, kiedy jego ciepłe, miękkie wargi dotykały mojego brzucha tuż pod pępkiem. Zaczynałam się wiercić i lekko wyginać w łuk, kiedy mnie łaskotał. Na naszych twarzach cały czas widniał szeroki uśmiech. Najlepszy był ten moment, gdy nasze spojrzenia się spotykały. Dawało mi to dużo pewności siebie, bo czułam jego miłość, ale jednocześnie trochę mnie zawstydzało, bo jakby nie patrzeć za chwilę zobaczy całe moje nagie ciało. Ta świadomość chwilami mnie paraliżowała. Widział to i bardzo przedłużał grę wstępną, żeby mnie rozluźnić. Byłam już strasznie podniecona, a on chyba jeszcze bardziej... Materiał jego bokserek był już tak naciągnięty, a mnie to potwornie onieśmielało. Jego ciało tak reagowało na mnie! To bardzo budujące. Podczas gdy jego usta cały czas czule łaskotały mnie po brzuchu, jego ręce powędrowały pod moje plecy do zapięcia od stanika. Odpiął go sprytnie i, za pewne symbolicznie, patrząc mi w oczy, powoli go ściągnął, kładąc obok. Wpił się w moje usta i zaczęło się robić bardzo ciekawie i namiętnie. Zjeżdżał pocałunkami w dół mojej szyi, robiąc ścieżkę z lekkich malinek, a jego dłonie szły od bioder przez talię. Kiedy dotarł nimi do moich piersi, złapał je mocno i zaczął się nimi bawić, ugniatając je od dołu. Z moich ust kilkakrotnie wydobył się cichy jęk, co nasiliło się, gdy dołączył do tego jeszcze buzię. Nadal od dołu dotykał i ściskał moje piersi, a jego język wirował wokół moich sutków na zmianę przez chwilę u jednej i u drugiej piersi. Wszystko działo się tak szybko, robił to tak umiejętnie i płynnie, że już samo to doprowadzało mnie do szału i było niczym słodka tortura. Po jakimś czasie wróciła na moje usta, a między pocałunkami zapytał:
-W porządku?
-Mhm...- mruknęłam, bo nie było mnie stać na nic więcej.
-Jesteś taka piękna, cudowna i taka moja...- wydukał, składając mnóstwo pocałunków na moich ustach i policzkach.
Po tym krótkim dialogu przyszedł czas na kolejny krok... Wsadził dłonie pod materiał moich majtek i powoli je zsuwał. Moje oczy pewnie były wielkie jak pięć złotych, a na całym ciele miałam gęsią skórkę. Tak, teraz trochę się bałam, nie przeczę. Myślałam, że teraz przez kolejne dziesięć minut będzie mnie torturował i rozluźniał pocałunkami, jednak on postanowił od razu posunąć się dalej. Przez chwilę nie wiedziałam, co robi, gdy zaczął czegoś szukać w kieszeni swoich spodni. Po chwili wyciągnął z nich małą paczuszkę i pokazał mi, widząc moje zdziwienie. Dopiero teraz zorientowałam się, że to prezerwatywa.
-Pomożesz?- zapytał, a ja trochę nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, byłam już tak zestresowana i przestraszona, że nie byłam w stanie myśleć. -Aj, skarbie... Daj rękę.- złapał mnie za dwie ręce i doprowadził je na swoje biodra.
O dziwo tym razem zrozumiałam, o co mu chodzi i zaczęłam zsuwać jego bokserki. Serce biło mi jak szalone i zniknęła już cała moja pewność siebie, a ręce miałam zimne i drżące. Oddychając ciężko, patrzyłam w jego oczy, bo tylko w nich znalazłam jakieś oparcie, mimo że na twarzy miał wypisane lekkie rozbawienie. Kiedy już oboje byliśmy całkiem nadzy, mój wzrok mimowolnie zmierzał niżej, ale walczyłam z tym, bo wstydziłam się tam spojrzeć. On przez jakiś czas mnie nie dotykał, bo był zajęty zakładaniem prezerwatywy.
-Nie bój się, kochanie...- powiedział i przygarnął mnie do siebie, mocno przytulając.
W dosłownie dwie sekundy zarzucił moje nogi na swoje biodra, bym się wokół niego oplotła i położył mnie z powrotem na trawę, sam układając się na mnie. Sądziłam, że będzie wchodził we mnie powolutku, żeby mnie do tego przyzwyczaić. A co zrobił ten napalony idiota? Najpierw tylko nakierował swojego członka we właściwe miejsce i zanurzył się może dwa centymetry i się zatrzymał, by odnaleźć moje spojrzenie. Chwilę później poczułam przeszywający ból w okolicach podbrzusza, choć dokładne zlokalizowanie go byłoby niemożliwe. Syknęłam z bólu, po policzkach ciekły mi łzy, a wszystkie moje mięśnie się zacisnęły.
-Boże, Dul...- Ucker bardzo się przestraszył, zaczął ocierać moje łzy i już chciał się wycofać, ale z powrotem go przyciągnęłam.
-Nie!- krzyknęłam dość głośno, wbijając paznokcie w jego kark. -To najgorsze, co mógłbyś teraz zrobić. Umieram z bólu, ale wytrzymam, za chwilę przejdzie.- wydukałam zapłakana, próbując się uspokoić.
-Na pewno?- jejku, on był przerażony i taki niepewny.
-Tak, przecież nie będzie boleć wiecznie. Proszę, zapomnij o tym i spraw, żeby było przyjemnie. Miałeś się ze mną pieprzyć, a nie się nade mną rozczulać.
-No nie wierzę, co za kobieta...- zaśmiał się, wyraźnie uspokojony moimi słowami. -Jak coś, to mów.- dodał, a ja przytaknęłam z delikatnym uśmiechem.
Zaczął się delikatnie we mnie poruszać, a ból był coraz mniejszy. Zastępowała go wyjątkowa przyjemność, a Christopher uważnie mnie obserwował i od razu to zauważył. Czule scałował wszystkie łzy z moich policzków i nie było już po nich śladu. Po jakimś czasie poczułam się wspaniale i byłam w stanie odbierać pieszczoty Uckera z radością.
-Już okej?- zapytał, patrząc mi w oczy.
-Mhm, okej. Nie musisz się już hamować, kochanie. Przypominam, że przyszłam się z Tobą pieprzyć.- posłałam mu zadziorny, seksowny uśmiech.
-Zaskakujesz mnie, Duluś. Ale skoro bardzo chcesz, to mogę Cię wykończyć, że jutro nie wstaniesz z łóżka.
-Kusząca propozycja... Chcę!- odpowiedziałam pewna siebie z entuzjazmem, a on zrobił tak zdziwioną minę, że aż śmieszną.
-Okej, ale wszelkie pretensje nie do mnie...- zastrzegł, choć i tak wiedziałam, że gdyby rzeczywiście zrobił mi krzywdę, to sam miałby wyrzuty sumienia, ja nie musiałabym go obwiniać.
Szarpnął moje ręce i położył mi je nad głową, trzymając swoimi. Moje nogi nadal były oplecione wokół jego bioder, by był we mnie głęboko. Po wzrokowym porozumieniu zaczęła się ostrzejsza zabawa. Christopher posuwał mnie coraz szybciej, wchodząc głębiej i lekko się wycofując, i tak w kółko. Nie puszczał moich rąk, przez co miałam mocno ograniczone ruchy i nie miałam jak spożytkować energii. Wbijałam więc paznokcie w jego dłonie, a kiedy przesadzałam i go bolało, lekko wykręcał mi ręce, żebym przestała. Jego usta i język nadal wędrowały po mojej skórze, ale teraz nie było to już tak delikatne jak podczas gry wstępnej. Czułam, że na moim ciele powstaje mnóstwo malinek, których na szczęście nie robił aż tak mocno. Składał mokre pocałunki na mojej szyi, dekolcie i piersiach, co jakaś czas przygryzając kawałki mojej skóry. To w połączeniu z szybkim ruchem w moim wnętrzu dawało niesamowite efekty. Chwilami nie mogłam sobie poradzić z własnym oddechem, wręcz zapominałam o oddychaniu, jęcząc coraz głośniej. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie fakt, że w plecy tak cholernie wbijały mi się ostre źdźbła, wysokiej trawy. Po jakimś czasie stało się to nie do zniesienia, bo miałam już podrapane całe plecy.
-Kochanie, weź mnie z tej trawy, proszę.- mówiłam z każdym cudem zrobionym wydechem.
-Skoro prosisz...- odpowiedział tylko tyle i w mgnieniu oka podniósł mnie i pchnął na wielki kamień, leżący obok.
Był on idealnej wielkości, bo oparł mnie na nim pupą tak, że byłam na odpowiedniej wysokości. Jego dłonie dla odmiany spoczęły bardziej z tyłu na moich biodrach, gdy stał pomiędzy moimi rozłożonymi szeroko udami. Oboje byliśmy już bardzo zmęczeni, ale jeszcze nam nie było mało. Ponownie zanurzył się we mnie głęboko i posuwał mnie mocno i szybko. Jęczałam, a potem już nawet bardziej piszczałam, wbijając paznokcie w jego ramiona i plecy. On wcale nie był lepszy... Też jęczał mi wprost do ucha i ściskał mnie swoimi wielkimi dłońmi. Nie sądziłam, że mój pierwszy raz będzie tak dziki, agresywny i wyczerpujący. Zawsze myślałam, że powinno trwać to krótko i być jak najbardziej delikatne... Być może i pewnie by tak było, gdybym sama go nie sprowokowała. No cóż, sama chciałam się tak pieprzyć i w sumie nie narzekam. Szczytowałam bardzo intensywnie, wyginając się w łuk i krzycząc, próbując złapać oddech. Zaraz po mnie doszedł Christopher, wołając moje imię. Wyszedł ze mnie i ściągnął prezerwatywę, po czym ją zawiązał i rzucił za ten kamień. Ledwo stałam oszołomiona i zmęczona, więc musiał mnie ciągle lekko podtrzymywać.
Położyliśmy się z powrotem na trawę, ale tym razem ja leżałam na nim, żeby już mnie nic nie uwierało w plecki. Przez długi czas żadne z nas nie miało potrzeby się odzywać i dopiero on przerwał ciszę:
-Wszystko okej?- zapytał, patrząc mi w oczy.
-Mhm, jestem tylko zmęczona.- odpowiedziałam, całując go słodko.
-Ale było dobrze?- mój kochany... Najpierw mnie za przeproszeniem ostro zruchał, a teraz się martwi i wypytuje.
-Tak, podobało mi się. Jeśli o to pytasz, to bólu już później nie czułam w ogóle.- udzieliłam nieco bardziej konkretnej odpowiedzi.
-To świetnie, słońce. Wracamy? Chyba zaraz będzie padać.- powiedział, patrząc w zachmurzone niebo.
-Nie chce mi się... No ale dobra, chodźmy.- wstałam i zaczęłam się ubierać, a on nadal siedział na tej trawie.
-Jesteś idealna, kochanie.- powiedział, przyglądając mi się, a mnie to mimo wszystko lekko zawstydziło.
-Aj, zamknij się...- jęknęłam, patrząc w niebo, by nie patrzeć na jego nadal porządliwy wzrok.
-Liczyłem raczej na "Ty też"- zaśmiał się i wstał, także się ubierając.
-Chciałbyś...- uśmiechnęłam się słodko. -Weź mi zapnij stanik.- poprosiłam, trzymając dwa końce z tyłu.
-Duluś... Odpina się lepiej.- powiedział i powoli zapiął mi stanik, całując mnie w ramię i głaszcząc po plecach. -Wiesz, że masz wszędzie pełno śladów moich rąk?- powiedział, dotykając delikatnie za pewne jednego z nich.
-Domyślam się... A wiesz, że Ty masz całe plecy i ramiona w moich pazurach?- oznajmiłam mu tak samo.
-Wiem, czuję. I nie tylko tam je mam.- pokazał mi swoje dłonie, które całe były w długich, głębokich krechach od moich paznokci, a gdzieniegdzie było widać nawet krew.
-To dlatego złamał mi się paznokieć...- powiedziałam, oglądając swojego złamanego środkowego paznokcia u prawej ręki.
-Serio złamałaś na mnie paznokieć?- śmiał się ze mnie, patrząc z niedowierzaniem.
-No tak, zobacz.- pokazałam mu bliżej, a on pocałował mojego biednego paznokcia.
-Oj, kochany mój...- przytuliłam się do niego.
-Dobra, nie dyskutuj już tyle i ubieraj się szybciej, bo zaraz będzie lało.- pospieszał mnie, podając mi ubrania.
Po jakimś czasie się zebraliśmy i wracaliśmy. Rzeczywiście zaczęło kropić, a niedługo później zerwał się silny wiatr i lunął deszcz. Biegliśmy za rękę, choć nawet nie bardzo widzieliśmy drogę. Byliśmy cali zmoknięci i cholernie zmęczeni, ale praktycznie przez całą drogę się śmialiśmy. A to któreś z nas się potknęło, a to ochlapało błotem, dostało z gałęzi... Różne rzeczy się działy, mieliśmy naprawdę wesoło. W końcu dotarliśmy do mojego domu i wpadliśmy tam głośno rozbawieni i cali mokrzy. Na przedpokoju od razu pojawili się moi rodzice z grobowymi minami w stylu "szlaban na wszystko, gówniaro".
-Gdzie Ty byłaś, królewno?- zapytał tata nieźle wkurzony.
-Boże... Dziecko, jesteś cała przemoczona.- moja mama wykazała się nieustającą, bezwarunkową matczyną miłością.
-Byliśmy na spacerze.- powiedziałam niewinnie, nie mogąc powstrzymać śmiechu przez wspomnienie całej tej wyprawy, którą zbyt delikatnie nazwałam spacerkiem.
-Rozbierzcie się i najlepiej połóżcie pod koc, zrobię Wam gorącej herbaty, bo będziecie chorzy.- moja mama zainteresowała się też Uckerem, cud.
-Nie, ja wracam do domu.- powiedział od razu mój chłopak, pewnie jak zwykle nie chcąc robić problemu.
-Przestań, chodź. Przecież dalej pada.- namawiałam go, ale zostawał przy swoim, a ja zaczęłam ściągać mokre ubrania.
-Stój.- szepnął Christopher, dyskretnie ściskając moje ramię, żebym od razu ogarnęła, o co chodzi.
-Mamo, dasz mi od razu koc? Nie chcę już bardziej marznąć, stojąc rozebrana.- poprosiłam, by oczywiście zakryć ślady ostrego seksu, a mama od razu ruszyła do salonu po koc.
-Dulce, co Ty masz na szyi?- o kurwa... Zapomniałam o malinkach, a tata je zauważył.
-Aj, pewnie Christopher zrobił mi lekką malinkę, przecież to nic takiego.- odpowiedziałam swobodnie.
-To też nic?!- zsunął rękaw mojej kurtki, odsłaniając moje ramiona ze śladami dłoni i więcej malinek na szyi.
-To... Nic.- na nic więcej nie było mnie stać, spojrzałam z przerażeniem na Uckera, wyczuwałam niezłą jazdę.
-Gdzie Wy byliście?! Widać, że to świeże!- nie odpowiedzieliśmy. -Co zrobiłeś mojej córce?!- krzyknął na Uckera, o mało się na niego nie rzucając, ale na szczęście się powstrzymał.
-Tato, uspokój się!- podniosłam głos, żeby zwrócił na mnie uwagę. -Ucker jest moim chłopakiem i chyba nie powinno Was dziwić to, że my...- mówiłam nerwowo, ale ojciec oczywiście musiał mi przerwać.
-Ale tak?! Do cholery jasnej, brutalny seks chyba nie jest niezbędny w związku! To chore i nie powinno tak być! Czy Wy jesteście nienormalni?!- darł się na nas, żywo gestykulując. -W ogóle nie pochwalamy tego związku, ale tak naprawdę być nie może!
-Przestań, to tylko lekkie malinki. Nie dramatyzuj, za kilka dni nie będzie śladu.- próbowałam go uspokoić, lekceważąc jego słowa.
-Kochanie... Nie słyszałaś, że malinki są niebezpieczne?- odezwała się moja mama jak zwykle czułym głosem.
-Jezu, dajcie żyć... Od tego się nie umiera!- przewróciłam oczami znudzona ich pretensjami i wymyślaniem.
-Dul, tu nie o to chodzi!- swoje wywody dalej prowadził mój tatuś. -Za parę lat jak zmądrzejesz, będziesz żałować i patrzeć z niesmakiem na chwilę obecną. Twoja mama trzymała dziewictwo bardzo długo, dopiero grubo po dwudziestym roku życia się na to zdecydowaliśmy.- i po co on mi to mówi?
-I co z tego, że miała 25 lat?! A czy przypadkiem nie miałeś wtedy narzeczonej? I z tego co mi wiadomo, wasz pierwszy raz zakończył się wpadką! Rzeczywiście byliście tacy dojrzali i rozsądni... Nie czepiajcie się mnie, bo sami nie byliście lepsi!- byłam już nieźle wzburzona i gadałam co mi ślina na język przyniesie.
-Duluś, mówimy to z troski o Ciebie...- wtrąciła mama.
-Mhm... Sugerując, że jestem łatwa i bezmyślna? Czy może nazywając moją miłość błędem? Ogarnijcie się i przestańcie mnie pouczać i wtrącać się we wszystko!
-Nic takiego nie powiedziałem...
-Ale zasugerowałeś. Mam Was dość, jesteście strasznie przewrażliwieni! Okej, mam malinki i siniaki na całym ciele, ale jestem szczęśliwa, bo mam chłopaka, który mnie kocha i nie ogranicza. Dzięki niemu czuję się wolna i taka, jaka chcę być.
-Jaka chcesz być?... Wiecznie cała w siniakach przez agresywnego chłopaka? Skoro nie potrafi Cię nawet delikatnie złapać za rękę, to pewnego dnia dostaniesz od niego w łeb!- Ucker cały czas stał z tyłu i cierpliwie słuchał, ale już był nieźle wkurzony.
-Czy Ty nie rozumiesz, że on mnie do niczego nie zmusił?! Zgodziłam się, sama chciałam się z nim pieprzyć. Tak, właśnie takiego słowa użyłam! Nie wierzę, że Wam o tym mówię... To żadna tajemnica, że był to mój pierwszy raz, właśnie dzisiaj, na łące po za miastem. Christopher starał się być delikatny, ale to ja chciałam poszaleć. Nie zrobił mi krzywdy, do cholery! Zrozumcie, że my się kochamy, ufam mu, a on dba o mnie.- starałam się spuszczać z tonu, żeby to trochę załagodzić.
-Czy Ty, kurwa mać, nie rozumiesz, że to syn Bruna?! Jest tak samo porywczy i niezrównoważony jak on i nie będę tolerować go koło mojej córki!- i tu skończyła się cierpliwość Uckera...
-I co, do chuja, z tego?! Co z tego, że jestem jego synem?! Nie znam go i nie mam jego charakteru! Jestem agresywny, bo żyję w takim środowisku, nie dlatego, że miałem takie wzorce! Nie zna pan czegoś takiego jak druga szansa?! Ja od Was nie dostałem nawet pierwszej! Dlaczego? Tylko, kurwa, dlatego że nienawidzicie mojego ojca! Jebnie się pan w łeb raz a porządnie i przestanie pieprzyć bzdury! Czego się boicie? Że wasza córeczka za szybko dorośnie i Was zostawi? Dulce nie nadaje się na księżniczkę, którą można ustawiać z kąta w kąt, żeby dobrze to wyglądało. Ona ma zbyt silną osobowość i nie da sobą pomiatać. I albo to zrozumiecie, albo ją stracicie...- krzyczał rozdrażniony, ale i tak jeszcze zachowywał względny spokój.
-Nic bym do Ciebie nie miał, gdybyś wciąż nie udowadniał, że jesteś jak twój ojciec! Nie pozwolę, żebyś skrzywdził moją córkę!- aj, a tata dalej swoje...
-Kochanie... Wybacz, ja lepiej pójdę, bo nie wytrzymam.- powiedział do mnie na siłę spokojnie i przytulił mnie czule.
-Okej, do jutra.- dałam mu buziaka, co automatycznie zrobiło przerwę w tej jakże inteligentnej dyskusji. -Pa, kocham Cię.- powiedziałam, kiedy odchodził.
-Ja Ciebie też, papa.- odpowiedział, zupełnie olewając ostatnie słowa mojego taty, wolał się już do tego nie odnosić. -Do widzenia.- powiedział albo na siłę grzecznie albo specjalnie sztucznie miłym głosem i wyszedł.
-Żegnam i nie ukrywam, że wolę Cię więcej nie widzieć w pobliżu mojej córki.- odpowiedział tata, ale drzwi się zamknęły i Ucker chyba tego już nie słyszał.
-Wiesz co? Nie odzywaj się do mnie w ogóle. Jesteś okropny i niesprawiedliwy!- rzuciłam do ojca i pobiegłam na górę.
Trzasnęłam drzwiami od mojego pokoju i zamknęłam je na klucz. Nie płakałam, bo w sumie nie miałam powodu. Byłam tylko strasznie zła i miałam ochotę wszystko porozwalać, już rozumiem Uckera. Rzuciłam się plecami na łóżko i poczułam lekki ból w podbrzuszu, który paradoksalnie poprawił mi nastrój, przypominając piękne chwile z ukochanym. Na mojej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech, a po chwili aż zaczęłam się śmiać ze szczęścia. Znacie to uczucie, kiedy radość tak przepełnia serce, że śmiejecie się, jakby ktoś opowiadał Wam najlepszy dowcip? Właśnie tak się teraz czułam, to cudowny stan. Byłam tak bardzo zakochana, spełniona, rozemocjonowana, a jednocześnie zmęczona jak nigdy wcześniej. Nie chciało mi się już kąpać, nie miałam siły, więc tylko rozebrałam się do bielizny i położyłam do łóżka. Ustawiłam budzik o pół godziny wcześniej niż zwykle, żeby zdążyć się rano wykąpać. Obym się tylko nie rozchorowała przez to bieganie po deszczu...

❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤ 

Ach tyle miłości :D Wybaczcie, że na taki rozdział musialyscie tak długo czekać, ale kompletnie nie mam czasu... Tylko szkoła, praca i chłopak xD No to do kolejnego, mam nadzieję że się ten podoba :** 
A zapomniałabym... Szczęśliwego nowego roku skarby <3 :*

wtorek, 21 listopada 2017

18. "Zaznacz prawidłową odpowiedź"

Moi rodzice niestety wygonili Uckera z naszego domu, choć oczywiście nie wprost. Tata gadał różne chamskie bzdury, a on po prostu miał dość i wyszedł. To znaczy nie dałam mu tak zwyczajnie wyjść... Zaciągnęłam go jeszcze na chwilę do mojego pokoju pod pretekstem konieczności wzięcia swoich rzeczy i w ogóle przebrania się, bo przecież oboje byliśmy cali mokrzy przez ten basen. Jak tylko weszliśmy do środka, zamknęłam drzwi i rzuciłam się na mojego chłopaka. Pchnęłam go na łóżko i całowałam agresywnie. Nie, żebym chciała skończyć to, co zaczęliśmy w ogrodzie, ale po prostu nadal było mi mało, bo liczyłam na więcej.
-Zostań u mnie, schowam Cię w szafie i wyciągnę w nocy.- wydukałam między pocałunkami strasznie napalona.
-Wariatka...- westchnął z uśmiechem, po czym w jednej chwili sprawił, że to ja byłam wgniatana w łóżko pod ciężarem jego ciała.
-Przerwali nam...- jęknęłam z grymasem.
-To może nawet lepiej.- stwierdził, uspokajając się i składając tylko delikatne pocałunki w kącikach moich ust.
-Nie... Dlaczego? Ja naprawdę chcę, jestem gotowa.- powiedziałam, chcąc go znów przyciągnąć, żeby wrócić do pocałunków.
-Wiem, myszko. Widzę, słyszę i nawet czasami czuję.- uśmiechnął się głupio na wspomnienie porannego przypadkowego incydentu.
-Więc?
-Dobrze, że do niczego nie doszło. Duluś, musimy zainwestować w gumki, jeśli chcemy to zrobić.- na moich policzkach pojawił się rumieniec, to dla mnie nowa sytuacja i zawstydziła mnie ta rozmowa. -Tak dla bezpieczeństwa. I nie chodzi tylko o to, żebyś nie zaszła w ciążę, ale też o twoje zdrowie. Chyba nie muszę Ci zbyt wiele tłumaczyć, ale miałem dość dużo partnerek...- skrzywiłam się lekko na te słowa.
-No tak, okej... To kup, ja nie pójdę po to do sklepu.- zapowiedziałam, a na samą myśl, że miałabym poprosić w sklepie o prezerwatywy, wpadłam w panikę i zaczerwieniłam się pewnie jeszcze bardziej.
-Dobrze, skarbie, ja pójdę. Spokojnie już, Ty tylko zdecyduj, kiedy będziesz w pełni gotowa.
-Okej, jak znowu będę miała na Ciebie dziką ochotę, to Ci powiem i...- mimo wszystko ciężko mi było o tym mówić wprost.
-Tak, Duluś... I to zrobimy, ale zgadzasz się na własną odpowiedzialność. Nie gwarantuję, że będę delikatny, bo nie jestem do tego przyzwyczajony, więc poważnie się zastanów.- mówił do mnie wyjątkowo czułym głosem, ciągle patrząc mi w oczy.
-Mhm, ufam Ci i nic tego nie zmieni.
-Aj Duluś, Duluś... Mam do Ciebie taką słabość, że sobie nie wyobrażasz.- zaśmiał się i pocałował mnie, choć tym razem nie było to już tak dzikie, bardziej słodkie i niezbyt długie.
-Wracasz teraz do siebie?- zapytałam, kiedy już grzecznie siedzieliśmy na łóżku.
-No a jak myślisz, Dulisiu?...- nie znoszę jego pytań retorycznych...
-Ej, nie... Nie będę miała z Tobą kontaktu i będę się martwić.- powiedziałam ze smutkiem.
-Nie dramatyzuj, kochanie... Mieszkam tam od zawsze nic mi nie będzie.
-Okej, to poczekaj...- powiedziałam, wstając. -Masz, bo muszę mieć z Tobą kontakt. Jest tu trochę kasy na koncie, to możesz do mnie dzwonić.- dałam mu mój stary telefon.
-Dul, nie chcę od Ciebie niczego brać, będę się z tym źle czuł.- zaprotestował.
-A wiesz co Ci teraz powiem? Mam to gdzieś! To nie prezent, tylko rozkaz. Masz go mieć cały czas przy sobie, żebym mogła się z Tobą skontaktować.- postawiłam sprawę jasno, wkładając telefon do kieszeni jego jeansów.
-Okej, dla świętego spokoju... Ale Ty moja droga nie masz prawa mnie odwiedzać. Tam jest dla Ciebie cholernie niebezpiecznie i jak tylko będziesz coś chciała, to dzwoń, pod żadnym pozorem nie przychodź. Jasne?- machał palcem wskazującym, kiedy to mówił, a na końcu ścisnął moją rękę dość mocno, żeby mnie zmusić do posłuszeństwa i po to bym spojrzała mu w oczy.
-Mhm, nie ściskaj mnie tak, wredny sadysto...- powiedziałam i wpiłam się w jego usta, kiedy poluźnił uścisk na mojej ręce.
-Jesteś nierozważna i nieusłuchana... Ktoś Cię musi w końcu porządnie wychować, dzieciaku.- miał na myśli oczywiście siebie, jak zwykle dość mocno pociągnął za moją wargę i złapał za moje uda, bym usiadła na nim okrakiem.
Ponownie wpadliśmy w wir namiętności, całując się agresywnie. Było to bardzo intensywne, ale nie trwało zbyt długo, bo mama wołała i musieliśmy zejść na dół. Pożegnaliśmy się jeszcze przed drzwiami, a Ucker kulturalnie powiedział "do widzenia" moim rodzicom, po czym wyszedł.

Następnego dnia budzik obudził mnie standardowo o 6:30. O dziwo od razu wstałam i zaczęłam się szykować. Dlaczego? No cóż... Stęskniłam się za moim chłopakiem i miałam ochotę iść do szkoły, żeby się z nim zobaczyć. Tak wiem, nie widziałam go tylko przez noc, ale w miłości to jak wieczność... Jejku, jestem tak zakochana! Jak zwykle zrobiłam się na bóstwo, bo przecież trzeba trzymać poziom, w końcu jestem tam gwiazdą. Tata zawiózł mnie do szkoły, a po drodze musiał się oczywiście nagadać na temat mojego związku. Mama jakoś to przetrawiła, ale on strasznie to przeżywa i ciągle gada, że Ucker nie jest dla mnie, że popełniam błąd, że to nie ma przyszłości, że jest niebezpieczny jak jego ojciec i tak dalej... Denerwuje mnie to i tylko czekam na moment, kiedy wybuchnę i się poważnie pokłócimy. Generalnie rzadko kłócę się z rodzicami, nie lubię tego i zresztą oni są czasem bardziej dziecinni niż ja i bez problemu się dogadujemy. Ale czuję, że obecna sytuacja nie prowadzi do niczego dobrego między mną a rodzicami, zwłaszcza tatą. Trudno... Może kiedyś zrozumieją, że nie jestem już dzieckiem i przestaną się czepiać. W sumie to Christopher też często traktuje mnie jak dziecko i czuję się przy nim bardzo niedojrzała, bo się nade mną pieści i myśli, że nie mam pojęcia o niczym i jestem głupia. Jednak u niego zazwyczaj to lubię, bo robi to w uroczy sposób, nie taki nachalny jak moi rodzice. Tata podrzucił mnie pod szkołę, a ja od razu szukałam wzrokiem mojego chłopaka. Nie było go na szkolnym podwórku, więc podążałam w stronę drzwi wejściowych. Nagle aż podskoczyłam, kiedy ktoś złapał mnie od tyłu i odwrócił. Był to oczywiście Christopher. Od razu złączyliśmy nasze usta w słodkim, powitalnym pocałunku.
-Cześć, kochanie.- powiedział, patrząc mi w oczy z szerokim uśmiechem.
-Witam pana. Znamy się?- zażartowałam, śmiejąc się.
-Nie, coś Ty... Zawsze całujesz nieznajomych.
-Ej no bez takich, kotku...- udałam obrażoną, odpychając go od siebie delikatnie.
-Ślicznie wyglądasz.
-Nie podlizuj się, kłamco.- wytknęłam mu język, po czym rozejrzałam się wokoło i zobaczyłam zdziwienie na twarzach wszystkich ludzi.
Złapałam Uckera za rękę i poszliśmy na lekcje. Tak wiele się zmieniło... Przypominam, że na każdej lekcji musieliśmy siedzieć razem, z czego teraz już oboje byliśmy zadowoleni. Ciągle się wygłupialiśmy i całowaliśmy, jak nauczyciele nie patrzyli. Jedynie pani od fizyki się na nas wkurzyła i od połowy lekcji nie pozostało nam nic innego jak rozmawiać na kartce. Byłaby masakra, jakby ona to przejęła, bo były tam takie bzdury... Szkoda gadać.

Na długiej przerwie postanowiłam w końcu porozmawiać z przyjaciółkami. Do Christiana się nie odzywałam, bo totalnie mnie olał, kiedy potrzebowałam wsparcia bliskich osób. Zgarnęłam Ann i May i wyszłyśmy przed szkołę. Przeprosiłam Anahi, a ona obiecała mnie aż tak nie krytykować. Jednak musiała dodać, że nie lubi Uckera, a podwójne randki odpadają. Trudno, jej problem... On w sumie też jej nie lubi, zresztą jak całej reszty moich przyjaciół. Nie no do Maite nic nie ma, bo jest miła i się nie przypierdziela o wszystko. Cieszyłam się, że udało mi się pogodzić z przyjaciółką, ale cały czas miała do mnie dziwny dystans przez tą kłótnie. Cóż, oby kiedyś jej przeszło. W całej szkole aż huczało o związku księżniczki z żebrakiem, ale naprawdę miałam to gdzieś. Ludzie zawsze będą gadać... Grunt, że chociaż mówią prawdę i nie lata fałszywa plotka, jakich o mnie było już mnóstwo.

Znajomi mnie nie obchodzili, najgorszym problemem byli moi rodzice. Byli coraz bardziej przeciwni temu związkowi, jak widzieli, że to naprawdę poważne. Codziennie im powtarzałam, że jestem zakochana, a Ucker dość często bywał u nas w domu, zwłaszcza jak taty nie było, bo oboje działali na siebie jak płachta na byka. Zbliżał się koniec szkoły, więc mieliśmy generalnie bardzo dużo nauki na egzaminy końcowe. Uczyłam się czasami z dziewczynami, ale najczęściej z Uckerem, przy okazji mu pomagając, bo jakby nie patrzeć jak dotąd nie miał dobrego wykształcenia. Jednak uważam, że on jest ode mnie dużo mądrzejszy, bo bardzo łatwo wszystko łapie, zwłaszcza matematykę, z czego ja jestem beznadziejna. No tak, ma to po mamie... A właśnie, na prośbę syna Renatka w końcu się ode mnie odczepiła i tym razem nie będę miała zagrożenia z matmy. Nauki mieliśmy od cholery i ciągle siedzieliśmy nad książkami. Ustaliliśmy prosty system nagród, a mianowicie buziak za każde rozwiązane zadanie, a dłuuuższy, namiętny pocałunek i odpoczynek za cały skończony temat. To taka wspaniała motywacja, aż się uczyć chce.

Minęły trzy miesiące, odkąd jestem z Uckerem. Nasz związek jest dosyć burzliwy, bo jednak nasze charaktery to mieszanka wybuchowa. Nie dochodzi między nami do poważnych kłótni, ale o głupoty sprzeczamy się ciągle. Nie ukrywam, że mój chłopak ma spore problemy z emocjami i jak tylko się mocniej zdenerwuje, to jest agresywny. Dla mnie zazwyczaj jest delikatny i słodki ale zdarza mu się mnie za mocno ścisnąć czy pchnąć, czasem nabijając mi siniaki, ale później mnie za to przeprasza, dopóki nie znikną. Prawie nie zwracam na to uwagi, on dużo bardziej się tym przejmuje. I oczywiście moi rodzice... Ostatnio nie gadałam z tatą przez tydzień, bo za dużo dyskutował na temat mojego związku. Drażni mnie to coraz bardziej, a on nie daje za wygraną i czepia się coraz gorzej. Po szkole od razu odwozi mnie do domu i spędzam coraz mniej czasu z chłopakiem. A przecież już od dawna zamierzamy spędzić ze sobą noc... Nigdy nie było okazji, a zresztą potrzebowałam trochę czasu, żeby się do tego mentalnie przygotować. Teraz, kiedy jestem w pełni gotowa i tak cholernie napalona na Uckera, nie mamy jak tego zrobić, bo jestem ograniczona przez rodziców. Pewnego dnia w szkole już nie mogłam wytrzymać i tak bardzo miałam ochotę na Christophera i w ogóle chciałam zrobić coś spontanicznego. Siedząc na geografii, wyrwałam z zeszytu kartkę i napisałam:
-Zerwiemy się z lekcji i pójdziemy gdzieś razem? Chcę z Tobą spędzić czas i może coś więcej.
-Gdzie chcesz iść? Zresztą twoi rodzice się wkurzą...- odpisał, próbując coś wyczytać z moich oczu.
-Oni i tak ciągle się wkurzają XD A ja mam na Ciebie mega ochotę! Proszę, idźmy gdzieś, gdziekolwiek.- napisałam szybko i ledwo czytelnie.
-Okej, więc zaznacz prawidłową odpowiedź: Chcesz się ze mną PIEPRZYĆ? TAK NIE- roześmiałam się, patrząc w jego piękne oczy, a on zalotnie posłał mi buziaka. -Więc?- szepnął, ponaglając mnie.
Wzięłam mocno czerwony cienkopis i powoli podkreśliłam "TAK". Jego dłoń spoczęła na moim udzie, zaciskając się na nim dość mocno. Po chwili pogłaskał mnie w tym miejscu.
-Czyli zrywamy się po tej lekcji?- napisał po jakimś czasie.
-Tak- odpisałam krótko i fizycznie w końcu zajęłam się lekcją, zaczynając w ogóle pisać w zeszycie, choć duża część mnie była zupełnie gdzie indziej.

Po geografii jak najszybciej zmyliśmy się ze szkoły, unikając zbędnych pytań osób z klasy, albo co gorsze nauczycieli. Szliśmy za rękę przez miasto i wstąpiliśmy jeszcze na lody. Jak zwykle dobrze się bawiliśmy, gadając o głupotach. Ucker miał ze mnie niezły ubaw, kiedy ciągle kogoś obgadywałam, ale to silniejsze ode mnie, nie mogłam się powstrzymać, widząc kogoś wyglądającego beznadziejnie. Przemierzaliśmy za rękę cały park, automatycznie oddalając się od centrum. Na końcu parku była polna dróżka, a w dalszej jej części nie było już ani żywej duszy. Chodziliśmy i biegaliśmy po łące, wygłupiając się i śmiejąc na cały głos. Za pewne wyglądaliśmy zabawnie i uroczo, beztrosko. Czułam się wspaniale, taka wolna i szczęśliwa. Ta część łąki była piękna... Bardzo daleko od cywilizacji, a nawet od tej drogi. Trawa była wysoka, a gdzieniegdzie widniały kolorowe kwiatki. Kiedy zmęczyło nas to bieganie i robienie z siebie debili, rzuciliśmy się na ziemię, automatycznie ugniatając trawę naszymi ciałami. Podejrzewam, że nie byłoby nas widać nawet z odległości pięciu metrów przez tą wysoką trawę. Siedzieliśmy bardzo blisko siebie i całowaliśmy się czule, delikatnie. Ucker głaskał mnie po twarzy, a ja smyrałam go po karku dość długimi paznokciami. Drugie ręce mieliśmy złączone i bawiliśmy się swoimi palcami.
-Kochanie, czy Ty na pewno wiesz, co robisz?- zapytał i odsunął się ode mnie troszkę, by spojrzeć mi w oczy.
-Oczywiście, że wiem. Chcę tego, naprawdę.- odpowiedziałam zdecydowanie, ale z niepewnym uśmiechem.
-Będzie bolało, Dul. Tym bardziej, że ja...- nie dałam mu skończyć, bo przejrzałam jego słowa.
-Że nie umiesz być delikatny?... Ale nie zgadzam się z Tobą, bo jak chcesz, to potrafisz. Kochasz mnie i nie zrobisz mi większej krzywdy niż to nieuniknione. Ufam Ci i już się nie boję.- złapałam za obie jego ręce i mówiłam spokojnie i jakby ostrożnie.
-Okej, chodź tu do mnie.- przyciągnął mnie jeszcze bliżej i rzucił się na moje usta.
Siedziałam na nim okrakiem, nie zostawiając ani milimetra przerwy między naszymi ciałami. On siedział z nogami podkurczonymi pod tyłek, a ja idealnie oplatałam go udami w biodrach. Całowaliśmy się namiętnie i w pośpiechu się rozbieraliśmy, dotykając naszych rozgrzanych ciał. Nie żeby było jakoś super ciepło na dworzu, to tylko on na mnie tak działał.



Cześć, macie rozdział, nie wyrywajcie się już  tak xD Ogólnie to mam dla was propozycje. Jako że to opowiadanie jest moim ostatnim tutaj, to jeśli chcecie mogę zrobić mały "bonusik", a dokładnie jednorozdziałowe opowiadanie ale o mnie. Chcę się z wami podzielić moim szczęściem, a jednocześnie opowiedzieć o największej głupocie, jaką w życiu zrobiłam... To się nadaje ogólnie na dobry fanfik, ale opisze wam to skrótowo i wgl, tylko zarys historii. Co wy na to? Tylko piszcie czy chcecie, bo może wam się wgl nie podoba ten pomysł i wcale was to nie interesuje? A póki co, do następnego, będzie gorąco :* :P