Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ponad wszystko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ponad wszystko. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 czerwca 2016

Epilog "Ponad wszystko"

Zaraz po wyjściu ze szpitala z naszą córką, leżeliśmy razem na łóżku, tak jak kiedyś z Chrisem, który teraz już spał w swoim łóżeczku.
-Jest prześliczna jak Ty.- powiedział Ucker, patrząc na naszą maleńką córeczkę o imieniu Alma.
-Masz rację, jest piękna jak jej mamusia.- przyznałam, śmiejąc się.
-Oj, oby była tak samo skromna.- zaśmiał się, całując mnie w policzek.
-Tak, wtedy będzie kobietą idealną.- zażartowałam, wystawiając język Uckerowi.
-Aj Dul, mój słodki kwiatuszku... Kiedyś byłaś moją księżniczką.
-Jak to kiedyś?! Już nią nie jestem?...
-Pff, jasne, że nie... Mam tutaj swoją księżniczkę, Ty trochę tracisz na wartości.
-O Ty świnio!- wyzwałam go, kopiąc w kostkę. -W takim razie Ty nie jesteś moim księciem i to już od dawna.
-Trudno, jakoś to przeżyję.
-Weź idź, wredny jesteś...- udałam obrażoną, wychodząc z pokoju.
Poszłam do łazienki się wykąpać. Weszłam do gorącej wody z pianką i delektowałam się spokojem i samotnością, którą czasami lubię. Usłyszałam, że Christian się obudził i oboje  płakali. Ucker nie dawał sobie z nimi rady, a więc koniec tego dobrego Dul... Musiałam wyjść z łazienki i iść mu pomóc. Ubrałam na siebie tylko szlafrok i poszłam do pokoju.
-Oj kochanie, chyba sobie nie radzisz...- powiedziałam lekko rozbawiona na widok Uckera usypiającego dwoje dzieci na raz.
-No co Ty?... Jest świetnie.- odpowiedział z ironią
-Dobra, zajmij się Chrisem, a ja nakarmię małą.
Po jakimś czasie oboje zasnęli. Jednak zanim to się stało, zdążyli nas już nieźle wymęczyć, no bo trochę to trwało. Położyliśmy dzieci do łóżeczek. Chrisa w pokoiku, a Almę w naszej sypialni, bo jej łóżeczko na razie jest tutaj. Sami położyliśmy się do naszego łóżka wtuleni w siebie.
-Aj, tak trudno jest być rodzicem...- stwierdził Ucker, wzdychając głośno.
-Poczekaj... To dopiero początek, skarbie. Później zaczną się kłócić, będą wymyślać z jedzeniem, chorować, chodzić do szkoły, albo wagarować... Jeszcze tyle nas czeka, że usypianie to pikuś.
-Weź mnie nie strasz, bo ucieknę.
-Nie zrobisz tego. Przede mną też chciałeś uciekać, kiedy powiedziałam, że po ślubie Ty mi gotujesz, sprzątasz i mnie rozpieszczasz.- zaśmiałam się, całując go w kącik ust.
-Tak, to też weź za powód mojej ucieczki.
-Oj tam, Uckerku... Takiej żony każdy by Ci pozazdrościł.
-Żony... Cholera, nadal nie mogę się do tego przyzwyczaić, a od ślubu minęło już tyle czasu.
-No w sumie mi też ciężko przyzwyczaić się do tego, że mam męża. Wiesz co? Nasze życie to marzenie, którego spełnienie było tylko snem. Od najmłodszych lat wyobrażałam sobie mojego męża, dzieci i tak bardzo chciałam założyć cudowną rodzinę. Z czasem jednak przestałam wierzyć, że to w ogóle możliwe. A teraz mam tak przystojnego męża i wspaniałe dzieci, i jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.
-Ja też jestem niewyobrażalnie szczęśliwy od paru lat, a od dnia naszego ślubu jeszcze bardziej.
-Ah, co to był za dzień... Nigdy nie zapomnę twojej miny podczas oczekiwania na moje "tak". Byłeś taki spięty, niepewny, patrzyłeś na mnie tak słodko. Miałam ochotę zrobić Ci na złość i powiedzieć "nie". To by było takie śmieszne.- zaczęłam się śmiać, a on patrzył na mnie z uśmiechem.
-Jesteś okropna... Śmiejesz się ze mnie, a sama miałaś tak drżące ręce, że ledwo udało Ci się się założyć mi obrączkę.
- To fakt... Serce biło mi jak szalone i tylko czekałam aż ksiądz powie "jesteście mężem i żoną".
-Tak, to było piękne i zacząłem normalnie oddychać na te słowa. Dopiero kiedy Cię całowałem, poczułam się całkowicie pewnie i swobodnie.
-Ja podobnie, kochanie. Nasz ślub był cudowny, a wesele zajebiste, tak jak i noc poślubna.
-Mhm, wszystko było po prostu wspaniałe. I na dokładkę Ann z informacją, że jest w ciąży...
-A no tak, powiedziała to na naszym weselu, bo pytaliśmy, czemu nie pije. Bardzo mnie wtedy zaskoczyła.
-Tak, mnie też. My staraliśmy się o dziecko, a jej pierwszej się to udało.
-My dowiedzieliśmy się jakieś dwa tygodnie później o naszym dziecku, nie?
-Mhm... Tym razem moja reakcja na dwie kreski na teście ciążowym była zupełnie inna, pełna optymizmu. Nie zapomnę jak zaczęłam się cieszyć i dzwonić do wszystkich.- zaśmiałam się na samo wspomnienie tej radości.
-Wiesz co? Na miejscu naszego syna byłbym na Ciebie zły, że z niego się tak nie cieszyłaś.
-Aj, masz rację... Ale czuję, że właśnie przez to będę miała do niego słabość i zawsze będzie moim syneczkiem.
-Tylko obyś nie przesadziła, bo go rozpieścisz...
-Nie, spokojnie. Dobra, chodźmy spać dopóki dzieci się nie budzą.
-Okej, dobranoc misiaku.
Wtuliłam się w ukochanego i zasnęłam w jego ramionach. Na mojej twarzy ciągle gościł uśmiech. W objęciach Uckera czułam się tak dobrze i bezpiecznie... A najlepsze jest to, że jest tak od zawsze i nic tego nie zmieni. Nasza miłość jest wieczna, choć nie zaczęła się kolorowo. To śmieszne, że tak to się potoczyło, a całe nasze życie uległo tak diametralnym zmianom. Mój świat jest prawie idealny, chociaż bardzo mi brakuje Juanita... Tęsknię za bratem, ale jedyne czego teraz chcę, to żeby moje dzieci były zdrowe i szczęśliwe zawsze, żeby miały wspaniałą rodzinę, bo o to na pewno się postaramy. Nie pozwolę, by kiedykolwiek były tak nieszczęśliwe jak ja lub tak puste jak mój mąż na początku naszej znajomości. No cóż... Wiele przeszliśmy i jesteśmy zupełnie inni niż te sześć lat temu... Wszystko w życiu się zmienia. Czasem na lepsze, a czasem na gorsze, ale ważne jest, żeby uparcie szukać swojego szczęścia i do niego dążyć. No i podejmować ryzyko, bo to też jest czasem niezbędne i nieuniknione. I na zawsze zapamiętam słowa mojej mamy:
"Rodzina ponad wszystko. To, co kochasz, ma największą wartość i o to musisz walczyć."



Tak jak obiecałam, dodaję dziś :) Jak tam początek wakacji? U Was też jest tak gorąco?? Jestem wgl normalnie szczęśliwa, bo byłam w mojej starej szkole i widziałam, że nie zmazali naszych pamiątkowych podpisów w szatni od wfu :D Pisałyśmy to równo rok temu, aż mi się łezka w oku zakręciła (chociaż o to nie trudno w tym temacie xD) Zaczęłam się jarać i zrobiłam zdjęcie, a ludzie się patrzyli jak na idiotkę, haha :D Nie po to tu jestem, wiem, ale musiałam się z Wami tym podzielić :*
No ale koniec moich opowieści cudownych jak zawsze... Teraz muszę Was opieprzyć kochane moje :* Tydzień temu dodałam ostatni rozdział, a są dopiero 2 komentarze! Epilog dzisiaj jest tylko dlatego, że już to wcześniej zapowiedziałam no i ogólnie chciałam na zakończenie. Ale teraz tak... Dziś jest ten epilog, ale nwm kiedy zacznę dodawać nowe opowiadanie. Mam napisane do 22 rozdziału, ale tu nie o to chodzi xD Nwm kiedy z Moniką ogarniemy wygląd bloga, a wcześniej na pewno nic nie dodam. A tak wgl to są wakacje i nie macie wymówki pt. Brak czasu i będę czekać na dużo komentarzy pod epilogiem (oczywiście mile widziane też pod ostatnim rozdziałem, bo jestem zawiedziona troszkę...) Gorzej jak się nie wyrobimy (ja z wyglądem albo wy z komentowaniem) do 5 lipca, bo jadę nad morze i tam na pewno wyglądu nie zrobimy i wtedy sobie trochę poczekacie niestety xD
Koniec części pt. Zjebka xD Czas przejść do tego co Pelasia lubi najbardziej, czyli przemowa:
No więc dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia :* Uwielbiam Was i nie potrafiłabym skończyć z pisaniem (tak wiem, powtarzam się xD). Wenę ogólnie mam i wątpię, żeby się skończyła w najbliższym czasie. Jedyne co mnie pozbawia inwencji twórczej i zniechęca do pisania, to właśnie brak komentarzy lub ich mała ilość. Pisanie to dla mnie żaden wysiłek, bo to sama przyjemność, bardzo to lubię... Ale podczas pisania tego opka (i jak zaczynałam następne) miałam kilka takich właśnie kryzysów, że nikt tego nie czyta i to nie ma sensu... Dołowało mnie to strasznie, ale za każdym razem jakoś z tego wychodziłam i piszę dalej ;) Staram się odchodzić od myślenia o ilości komentarzy, a bardziej o ich zawartości, jakości... Każdy komentarz cieszy i motywuje (ci co piszą, to wiedzą). Ale ja jestem na tyle uczuciowa i wrażliwa (czy nwm jak to w sumie nazwać), że niektóre przeczytane komentarze pamiętam na długo, bo mnie bardziej urzekły (nawet takie z początku mojej "kariery"). Do czego zmierzam? Do tego, że ten blog stał się dużą częścią mojego życia i bardzo mi na tym zależy. Kocham Was za to, że czytacie, komentujecie, jesteście tu ze mną i mam nadzieję, że przywiązaliście się do mnie tak jak ja do Was :* Ogólnie mam nadzieję, że opowiadanie Wam się podobało i czytało się je równie fajnie jak pisało :) Zdradzę Wam jedno: W następnym opku będzie zdecydowanie mniej scen erotycznych, bo tutaj troszkę przesadziłam z ich ilością xD No ale cóż... Tutaj musiało tak być ;) 
No to co? Chyba już zakończę moją przemowę (jak nazwać przemowę na piśmie haha?) Wgl mam nadzieję, że Wam nie przeszkadza takie pieprzenie o niczym pod prawie każdym rozdziałem. Jestem gadułą, nie umiem się nie rozpisywać i czasem muszę pomarudzić i zasypać innych moimi filozofjami (dziwne słowo xD), ale mogłabym to ograniczyć. Lubię tak sobie tu pisać, bo mam wrażenie, że wtedy mam z Wami taki lepszy kontakt i nie pozostaje autorem anonimowym ;) Ale macie okazję wpłynąć trochę na tego bloga... Proste pytanie: Lubicie to, że piszę tu o bzdurach, czy raczej lepiej by było sam rozdział i cześć?
A wgl to zwracam Wam kawałek honoru, bo pod 40 rozdziałem są już 3 komy xD Pisałam to na raty i wcześniej były 2 :) Wgl jak ten czas szybko leci... Pamiętam jak dziś, jak rozpisałam się pod epilogiem mojego pierwszego opowiadania, a to już jest 5 (licząc części osobno). No to do nwm kiedy :* Póki co pewnie będę ciągle pisać rozdziały, bo mam mega wenę i ochotę na pisanie :)

czwartek, 16 czerwca 2016

40. "Zróbmy sobie córeczkę"

Kilka dni zwlekałam z rozmową o drugim dziecku. Mówiłam o tym Anahi i teściowej, ale jakoś z Uckerem ciężko mi było podjąć ten temat. Moja kochana przyjaciółka stwierdziła, że musi mi trochę pomoc. Wymyśliła, że weźmie Christiana do siebie, żebyśmy mogli pobyć sami i pogadać. Ucker oczywiście źle to zinterpretował i od razu ciągnął mnie do sypialni.
-Nie, skarbie, nie chodziło mi o to. Uspokój się, bo chcę pogadać.
-Pogadać o czym? Coś się stało?
-Nic takiego. Po prostu...- nie wiedziałam, jak zacząć. -Usiądź i posłuchaj.
-No dobrze, mów.- złapał mnie za rękę z uśmiechem i poprowadził na kanapę, byśmy usiedli.
-Okej... Byłam ostatnio u lekarza.- zaczęłam, ale Ucker oczywiście musiał mi przerwać.
-Masz dalej anemię?
-Trochę, ale nie o to chodzi. Słuchaj uważnie i nie przerywaj. Jak szybko podejmiemy pewną decyzję, to pójdziemy do łóżka. Okej?
-No dobrze, mów.- uśmiechnął się jak zwykle tak uroczo i pocieszająco.
-No, bo... Może inaczej: Chciałbyś mieć córeczkę?- zaczęłam od tej strony, żeby było łatwiej.
-Czemu o to pytasz? Dul, to trudne pytanie... Jasne, że bym chciał, ale nie wiem, czy to dobry pomysł.
-Dlaczego?
-To dziwne, ale teraz to ja mam takie obawy jak Ty wcześniej. Wiesz? Po prostu, kiedy pomyślę, że w trakcie porodu byłaś praktycznie bliska śmierci, to ogarnia mnie strach i chyba wolę dbać o Ciebie i twoje życie niż Cię stracić. Z drugiej strony... Chciałbym mieć jeszcze jedno dziecko, ale no nie wiem...  A czemu pytasz? Zastanawiałaś się nad tym?
-Tak. I wiesz co? Bardzo bym chciała jeszcze jedno dziecko, córeczkę tak do pary. Wtedy się bałam, ale kiedy poznałam naszego cudownego synka, trochę zmieniłam sposób postrzegania świata.
-Dlaczego Cię nagle wzięło na rozmowę o tym i czemu od razu mówisz o decyzjach?
-No bo lekarz powiedział, że jeśli chcemy kolejne dziecko, to tylko teraz, bo za jakiś czas będzie z tym problem. Dlatego musimy szybko zadecydować i najlepiej już się wziąć do roboty.- uśmiechnęłam się znacząco, ale Ucker był zbyt skołowany, żeby na to zareagować.
-Czyli... Chcesz teraz zajść w drugą ciążę, bo później nie będziesz mogła?
-Tak, właśnie. Dlatego twoja kochana siostra wzięła na noc Chrisa, byśmy mogli pogadać i jak się zgodzisz, postarać się o dziecko.
-Mhm... Czyli Ty chcesz zaryzykować po raz drugi?
-Zaryzykować po raz drugi, to chyba złe określenie, bo przecież w sumie wtedy to była wpadka.
-No nie do końca... Dobra, teraz mogę Ci się przyznać. Wtedy, kiedy kochaliśmy się w wannie, wcale nie zapomniałem o gumce. Zrobiłem to celowo, bo miałem nadzieję, że to Ty zapomnisz i zajdziesz w ciążę. Chciałem mieć dziecko, teraz drugie też chcę, ale się o Ciebie boję.
-Kochanie... Przecież nic mi się nie stało. Zresztą teraz w ogóle nie będę próbować rodzić naturalnie i będzie git. Mówię Ci, że będzie dobrze. Proszę, zróbmy sobie córeczkę.- mówiłam już bardziej pewna swojej decyzji, tuląc się do niego ponętnie, w sumie aż na niego właziłam.
-Aj, Dul... I nie jesteś na mnie zła, że Cię wtedy właściwie oszukałem?
-No cóż, to było oszustwo, więc powinnam być zła. Ale w tej chwili Ci za to dziękuję, bo chodzi tu o nasze dziecko i gdyby nie Ty, nie byłabym teraz aż tak szczęśliwa. Mam tylko nadzieję, że w innych sprawach mnie nie oszukujesz i to był wyjątek.- zaśmiałam się słodko, przytulając się do niego.
-Nie, po za tym jednym razem nigdy Cię nie oszukałem. I bardzo się cieszę, że to zrobiłem. Wiesz co? Kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży i wpadłaś w taką panikę, byłem rozdarty. Przy Tobie chciało mi się płakać, martwiłem się i byłem bezradny, ale kiedy nie było Cię obok, cieszyłem się bardzo, że będę tatą. Nie mogłem się doczekać, a jednocześnie tak się bałem. Czułem to samo co Ty, ale po prostu aż tak tego nie okazywałem. Mimo wszystko to było wspaniałe i okej... Zgadzam się na drugie dziecko.- na te słowa do oczu podeszły mi łzy i tak po prostu zatopiliśmy się w swoich objęciach, tak słodko i czule.
-Kocham Cię bardzo mocno. Wiesz?- wyszeptał mi wprost do ucha, łaskocząc mnie przy tym delikatnie po szyi.
-Wiem, ja Ciebie też.- także szepnęłam cichutko. -To jak, idziemy do łóżka starać się o córeczkę?- zapytałam z szerokim uśmiechem.
-Mogę Cię nawet zanieść.- zaśmiał się i wziął mnie na ręce.
Już po chwili byliśmy w sypialni. Staliśmy na środku i się całowaliśmy, a nasze ubrania po kolei spadały na podłogę. Przypominało to scenę z jakiegoś romansidła albo telenoweli. Kiedy byliśmy już tylko w majtkach, podeszliśmy do łóżka, na które po chwili delikatnie mnie położył. Jak zwykle umieścił moje ręce nad głową i je tak trzymał. To takie fajne... Uczucie, że ma nade mną kontrolę, a ja to w pełni akceptuję i nawet tego chcę. W ogóle nie przestawał mnie całować, a w połączeniu z czułym głaskaniem po rękach, było to niesamowicie przyjemne i słodkie. Po jakimś czasie takiej zabawy zjechał rękami w dół po moim ciele, docierając do majtek, których powoli się pozbył. Ja zrobiłam to samo z nim. Wsunął ręce pod moje plecy, by podsunąć mnie wyżej, żebym cała leżała na łóżku, bo póki co nogi mi zwisały i było niewygodnie. Całując moją szyję i dekolt, powolutku we mnie wchodził, dając mi tym pełną rozkosz. Mruczałam cichutko, a moja głowa automatycznie odchylała się bardziej do tyłu. Poruszał się we mnie powoli, a czułe i namiętne pocałunki oraz inne pieszczoty nie miały końca. Kochaliśmy się dość długo, upajając się swoją bliskością, miłością i przede wszystkim tą boską przyjemnością fizyczną, która doprowadzała mnie do zawrotów głowy. Po jakimś czasie doszliśmy oboje prawie równocześnie, po czym wtuliłam się mocno w ukochanego. Nie miałam ochoty jeszcze spać, tylko po prostu poleżeć w milczeniu, słuchając głośnego bicia naszych zjednoczonych serc.
-Uwielbiam to...- wyznałam po jakichś dziesięciu minutach ciszy.
-Ale co uwielbiasz?- zapytał, odgarniając moje włosy i całując mnie słodko w czoło.
-Ciebie przede wszystkim. Nie no chodziło mi o to, że uwielbiam takie sytuacje. Uwielbiam nasze relacje intymne, które od zawsze były magiczne. Uwielbiam się z Tobą kochać. Uwielbiam, kiedy jesteś taki czuły i delikatny. Kocham Cię całym sercem, aż mi słów brakuje.- powiedziałam, patrząc mu w oczy.
-Aj, skarbie... Ja też bardzo Cię kocham i nie potrafię tego wyrazić słowami, zresztą chyba w żaden inny sposób. Masz rację, ja też dostrzegam tą magię, wiem o czym mówisz. Boże... Jak sobie przypomnę, co działo się między nami pięć lat temu, to nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać. No kurde, byłem żałosny, a Ty mimo to już byłaś we mnie zakochana, prawda?
-Nie. Ja Cię wtedy szczerze nienawidziłam, naprawdę. O to mi właśnie chodzi, że ta nasza intymność zawsze była magią. Tylko w czterech ścianach twojego pokoju następował rozejm i potrafiliśmy się dogadać. Byłeś wtedy strasznie perwersyjny, nieobliczalny i miałeś durne pomysły, a mimo to byłam w stanie Ci zaufać. Nawet wtedy, kiedy mnie porwałeś... Moja nienawiść do Ciebie sięgnęła zenitu, miałam Cię dość, chwilami się Ciebie bałam. Jednak mimo to nadal Ci ufałam, już nie tak bezgranicznie i mocno, ale ufałam.
-Nie wiem, jak mogłem być takim idiotą. Wiesz co? Czasami, kiedy Ty sobie słodko śpisz, ja budzę się i mam przed oczami tamtą scenę, kiedy Cię uderzyłem. To do mnie wraca i choć wiem, że Ty już dawno o tym nie pamiętasz, to mam wyrzuty sumienia i mam ochotę obudzić Cię i przepraszać.- w jego oczach pojawił się smutek, czyli to czego w nich widzieć nie lubię.
-Misiu mój najprzystojniejszy... To było dawno i już nieważne. Ale wiesz co? Ja też często wracam do tego myślami. Bardzo często myślę o tym, co było kiedyś, o początkach naszej znajomości, o moim braciszku, za którym cholernie tęsknię... Często zadaję sobie pytania "A co by było gdyby...?". Przywołuję to we wspomnieniach, bo wszystko co przeżyliśmy jest naszą historią, częścią nas. Gdyby nasza historia nie była tak burzliwa, nie odczulibyśmy tak bardzo tego, jak jesteśmy teraz szczęśliwi. To wszystko dzieje się jakby na zasadzie kontrastu. Zobacz... Teraz wszystko jest inaczej niż kiedyś, bo zmieniło się na lepsze. Wszystko... Nawet Ty.- na koniec pocałowałam go w nos z uśmiechem.
-Ty też bardzo się zmieniłaś, też na lepsze oczywiście. Najbardziej cieszy mnie to, że na twojej twarzy zamiast wiecznego smutku, maluje się wieczna radość. Już nie jesteś tak poważna i nie masz w nawyku bycia dorosłą za wszelką cenę. Teraz jesteś sobą, a ja znam Cię na wylot, choć kiedyś myślałem, że to niemożliwe. Wiem, że tęsknisz za Juanitem i powiem Ci, że ja też. Milion razy zastanawiam się, co by było, gdyby on nie umarł... Gdyby operacja się udała i był teraz z nami. Nie żyje od pięciu lat, a ja wciąż mam w głowie jego ostatnie słowa skierowane do mnie: "Zaopiekuj się nią". Czasami myślę, że twój brat miał jakieś układy z Bogiem i razem zaplanowali, żebyśmy się spotkali. On wiedział, że umrze i chciał załatwić Ci opiekę i szczęście.- przez te wspomnienia byłam już bliska płaczu, a Ucker mnie mocno tulił.
-Też ciągle o nim myślę. Tak, to dzięki niemu jestem teraz szczęśliwa. Nie ma go ze mną, ale to dla niego tak się poświęcałam i dawałam sobą pomiatać. To było okropne, ale było warto. Nigdy nie zapomnę jak poszliśmy do niego do szpitala, kiedy to wziął Cię za mojego chłopaka. I kto by pomyślał, że to stanie się kiedyś rzeczywistością... Nie mogę sobie wyobrazić, co by było, gdybym Cię nie poznała.
-No ja bez Ciebie pewnie nadal byłbym nikim i zapewne robiłbym się coraz gorszy. A Ty? No cóż... Na pewno miałabyś smutne życie i właściwie nie wiem, czy byś się do końca pozbierała po śmierci brata. To niesamowite, jak jedna osoba może zmienić całe życie.
-Tak Cię kocham i naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Przy Tobie stałam się kobietą, na twoich dziwnych zasadach, ale na szczęście z czasem wszystko się zmieniło. A wiesz co teraz lubię najbardziej w naszym związku?
-Co, perełko?
-To, że jesteśmy razem już tak długo, nasz związek jest idealny, a miłość przepiękna. Przez to jesteś jednocześnie moim ukochanym i przyjacielem, w ogóle całym moim światem. Uwielbiam nasze relacje. Kocham te rozmowy o nas, o przeszłości, przyszłości, naszej rodzinie... Z Tobą mogę gadać o wszystkim i robić z Tobą wszystko.- mówiłam, całując go słodko co chwilę i ponętnie się do niego tuląc.
-I lubisz to, że robimy razem różne dziwne rzeczy?- zapytał, lekko się ze mnie śmiejąc.
-Mhm, bardzo. Każda chwila z Tobą jest cudowna. Kocham to, że jesteś czuły i słodki, albo prawie brutalny i porywczy podczas stosunku. Najlepsze jest to, że zawsze jesteś taki jak ja chcę i robisz to na co mam ochotę. Dopełniamy się i rozumiemy bez słów. Nie wiem, jak to jest, ale tak czuję. Naprawdę mam wrażenie, że czytasz w moich myślach i to zabójczo umiejętnie. To jakiś twój dar wrodzony?
-Nie, to doświadczenie przez nasze wspólne lata. Kiedyś tego nie potrafiłem. Zresztą prawdę mówiąc, nie obchodziło mnie kiedyś, co czujesz. Teraz częściej czule się kochamy, niż pieprzymy jak kiedyś...
-Tęsknisz za tym?
-Nie. Uwielbiam z Tobą każdy rodzaj seksu i w ogóle każdy sposób spędzania czasu wolnego.
-Mam tak samo. Nie no bardziej lubię Ciebie jako romantyka, ale ta dawna wersja też mi się podoba, to znaczy jeśli jest tak na niby. Każdy ostrzejszy stosunek przypomina mi nasz pierwszy raz.
-Ojej, to było coś...- zaśmiał się i pocałował mnie słodko w kącik ust.
-Jasne, śmiej się... Dla mnie nie było to nic fajnego, naprawdę. Ale teraz kocham Cię tak mocno, że zgodziłabym się na wszystko dla Ciebie.
-Na wszystko?- zapytał z czarującym uśmiechem.
-Nie kombinuj nic...- zastrzegłam.
-Przecież nic nie kombinuję. Idziemy spać?
-Dobra, bo oczy mi się już zamykają. Wyczerpała mnie ta rozmowa i zresztą nie tylko. Cieszę się, że mamy naszą opętaną blondyneczkę, która zawsze chętnie zajmie się Christianem. Dzięki niej spędziliśmy cudowny wieczór... Zaczęło się od starań o drugie dziecko, a skończyło na pięknej, słodkiej rozmowie.
-Oby było tak częściej. Mam nadzieję, że udało nam się zrobić córeczkę.- powiedział, przytulając mnie mocno.
-Tak, ja też. Bardzo chcę mieć córeczkę. Okej, idźmy już spać.- wtuliłam się w niego, a on delikatnie głaskał mnie po plecach.
-Dobranoc, księżniczko.



Przybywam do Was z ostatnim rozdziałem tego opowiadania, skarby moje ;* Nie będę się tu tak rozpisywać, bo mam zwyczaj wygłaszać przemowy w epilogu, więc to podtrzymajmy xD No więc mam nadzieję, że Wam się podobało :) Myślę, że epilog dodam za tydzień w piątek tak na dobry początek wakacji :D Czy tylko ja jestem tak bardzo zmęczona tym rokiem szkolnym, że wakacje będę dla mnie zbawieniem? Jeszcze tylko tydzień <3 :) 

poniedziałek, 6 czerwca 2016

39. "Buziaka od mamusi i uciekamy"

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, czyli pierwsze święta z dzieckiem i już czwarte z Uckerem. Jak zwykle szliśmy do rodziców. W Wigilię już od rana tam byliśmy i pomagaliśmy w kuchni. To znaczy... No nie wszyscy pomagali, niektórzy wręcz przeciwnie. Tak, mam na myśli mojego kochanego Uckerka. Jak zwykle tylko podjadał. Mało tego... Kiedy mały nie spał, brał go na ręce i przychodził z nim do kuchni, całkowicie mnie rozpraszając. Podobnie na niego reagowała babcia i ciocia, które też od razu go całowały, zamiast coś robić. Ucker wykorzystał okazję i w tym czasie podjadał, mówiąc że może wszystko, bo ma dziecko na rękach. I weź tu się na niego złość... Finalnie się z niego śmiałyśmy, a on mówił z dumą do Chrisa:
-Widzisz kochany? Z kobietami wygram każdą walkę, zwłaszcza tą o jedzenie.
-Nie bądź taki mądry, misiaczku.- odpowiedziałam z uśmiechem, całując go w policzek.
-Buziaka od mamusi i uciekamy.- powiedział do małego, przysuwając go w moją stronę, bym go pocałowała.
Tak jak mówił, buziak i poszli. Robiłam sałatkę z szerokim uśmiechem na twarzy, a Any patrzyła na mnie lekko rozbawiona.
-Kurde... Gdybym wiedziała, że będziesz z tym idiotą taka szczęśliwa, to zamiast się z Wami kłócić, od razu bym organizowała wasz ślub.- stwierdziła moja kochana blondyneczka, śmiejąc się wesoło.
-No to fakt, jestem teraz bardzo szczęśliwa i nie wyobrażam sobie mojego życia, gdybym wtedy nie zaryzykowała i nie była z Uckerem. Teraz tylko ślub i będzie już w ogóle idealnie.
-No właśnie, kiedy ślub?- zapytała moja teściowa.
-Jak najszybciej, bo przecież nie jest nam potrzebne niewiadomo jak wielkie przyjęcie, tylko takie dla rodziny i bliższych znajomych. Tak więc z organizacją nie będzie jakiegoś dużego problemu i nie potrzebne nam jakoś dużo czasu.
-To może za tydzień, kochanie?- usłyszałam za sobą głos mojego ukochanego, który już obejmował mnie w talii.
-Po pierwsze nie podsłuchuj, wieśniaku!- krzyknęłam i obsypałam go mąką.
-Ej, nie! Przepraszam, akurat przypadkiem słyszałem.
-A po drugie, za tydzień?! Żartujesz, prawda?
-Tak sobie powiedziałem, spokojnie.
-Okej, o tym jeszcze pogadamy i coś ustalimy. A mały śpi?
-Zasnął wreszcie w salonie w kołysce.
-To dobrze, bo teraz nie masz już argumentów i nic nam stąd nie wyżresz.- zaśmiałam się pewna swoich słów.
-Jeszcze zobaczymy...- odpowiedział poważnym tonem.

Wigilia jak zwykle minęła wspaniale, a atmosfera przy stole była cudowna. Uświadomiłam sobie, że na lepszą rodzinę trafić nie mogłam. Nie ma tej sztuczności charakterystycznej dla świąt, jest po prostu miłość, a każdy jest taki jak zawsze, naturalny. No i nic się nie zmieniło od czterech lat... Ann ciągle wyzywa Uckera, on chowa się za mną, a wszyscy się z niego śmieją. I oczywiście są też dziewczynki Inez i Lolita. Non stop siedziały przy naszym maluszku i go zagadywały, a on tak słodziutko się do nich uśmiechał. Większość czasu przy nim spędziły, uważnie przyglądając się, jak postępować z dzieckiem. Jak go kąpałam, to oczywiście też przy mnie siedziały i patrzyły, zwłaszcza Lola. Było już dość późno i dziewczynki musiały iść spać. Poszłam jeszcze na chwilę do Ann, a Ucker został z dzieckiem. Miał go usypiać, co nie jest prostą sprawą. Zostawaliśmy na noc u rodziców, bo Ucker trochę wypił z tatą i chłopakiem Anahi. Zresztą to było planowane, żeby nie jeździć po nocy. Wracając od Ann, po cichutku uchyliłam drzwi od pokoju, w którym mój kochany rzekomo usypiał dziecko. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, kiedy zobaczyłam Christophera z małym na rękach. Mówił do niego cicho i czule:
-Wiesz co Ci skarbie powiem? Cztery lata temu o tej porze w tym pokoju twoja wredna i uparta mamusia zgodziła się ze mną być. Dałem jej naszyjnik, a ona płakała ze wzruszenia. Wiesz?... Była taka niewinna, bezbronna i słodka, prawie jak Ty teraz. Bała się zaufać takiemu dupkowi jak ja, bo wcześniej bardzo ją skrzywdziłem. Bardzo mnie kochała, choć sama tego do końca nie wiedziała. Byłem w niej naprawdę zakochany i nadal jestem. Jesteś jeszcze mały, ale kiedyś się przekonasz, jak wielka jest siła miłości. Zobaczysz, że dla swojej ukochanej też będziesz w stanie zrobić wszystko. Boże... Nie mogę uwierzyć, że minęło już tyle czasu od tamtych świąt.
-Ja też, kochanie.- powiedziałam, podchodząc do niego i obejmując go od tyłu.
-Oo, hej. Czyżbyś podsłuchiwała moją rozmowę z synem?- zapytał, śmiejąc się.
-Tak troszeczkę. Ale wiesz co? To takie słodkie, co mówiłeś. Ja też jestem w Tobie zakochana tak samo mocno jak wtedy, albo i nawet bardziej.
-Aj, skarbie... Nie sądziłem, że mogę kogoś tak mocno kochać i to już tyle czasu.
-Ja też. Ale pogadamy o tym później, bo ktoś tu powinien już spać.- powiedziałam pieszczotliwie, biorąc Christiana na ręce. -No dobra, kochanie, teraz zajmie się Tobą porządny człowiek, więc śpij już, proszę.- powiedziałam do synka, kładąc go na łóżku.
-Bardzo śmieszne...- oburzył się Uckerek.
-Oj, cicho... Musiałam jakoś go przekonać, bo mi nie zrobi na złość jak Tobie, bo mamusię kocha bardziej, prawda słoneczko?- głaskałam mojego malucha, leżąc koło niego na łóżku.
-Aj, Dul... Nie wierzę, że spędzamy święta z naszym dzieckiem, jestem taki szczęśliwy. Zresztą Ty pewnie też...
-Bardzo, bardzo! Mam przy sobie najwspanialszych i najprzystojniejszych mężczyzn na świecie, więc to chyba jasne.
-No tak, to oczywiste.- zaśmiał się słodko i położył się z drugiej strony koło dziecka. -Mama wspomniała o ślubie. Musimy nad tym zacząć myśleć, nie?- zaczął w ten sposób dłuższy temat...
Finalnie ustaliliśmy, że weźmiemy ślub za dwa miesiące, czyli pod koniec lutego.

Czas płynął szybko, co było widać po naszym dziecku. Rósł szybciutko i był coraz sprytniejszy. Do ślubu zostały dwa tygodnie, więc przygotowania szły pełną parą. Ostatnio jakoś gorzej się czułam i podejrzewałam nawrót anemii. Poszłam do lekarza, żeby to sprawdzić. Okazało się, że to niestety nie jest jedyny problem z moim zdrowiem... Mam jakieś powikłania po ciąży i chyba nie będę mogła mieć kolejnego dziecka. To znaczy jest to możliwe, ale tylko teraz. Po jakimś czasie już się to raczej nie uda. Na początku nie przejęłam się tym zbytnio. Później jednak zaczęłam myśleć, że Chris powinien mieć rodzeństwo. W sumie chciałabym mieć jeszcze córeczkę tak do pary. Stwierdziłam jednak, że to wymaga dłuższej dyskusji z Uckerem.



Dzień dobry wszystkim!!
Ale mam świetny humor, mimo że zasypiam xD Ale to wszystko dzięki Anysi i "Inesperado" <3 Wszystkie te piosenki są takie cudowne, że ojejku <3 Od kilku dni nie słucham nic poza tymi 12 piosenkami w kółko :) A rozdział tym razem trochę krótszy, bo to już powoli końcówka i musiałam jakoś to dobrze rozłożyć. Następny niedługo, bo tym razem ładnie wam poszło z komentarzami i mam nadzieję, że teraz też tak będzie ;) To ja lecę z powrotem do historii (66 pojęć na jutrzejszy sprawdzian). A i bądźcie ze mną psychicznie i emocjonalnie jutro, bo idę do dentysty i się boję :'(

wtorek, 31 maja 2016

38. "Cudowny, prześliczny i taki malutki"

Obudziłam się cała obolała w szpitalnej sali. Koło mnie siedziała Anahi. Chwilę mi zajęło ogarnianie tego, co się stało.
-Co z moim dzieckiem? Gdzie Ucker?- zadałam od razu dwa pytania, byłam przerażona.
-Twoje dziecko leży w inkubatorze w sali obok, a Ucker stoi przy szybie i się na nie gapi.- odpowiedziała moja blondyneczka, a mi od razu kamień spadł z serca.
-Zawołasz go tutaj?
-Jasne, poczekaj.- wyszła na korytarz.
-Hej, kochanie.- powiedział Christopher, wchodząc do sali.
-Cześć. Jak tam nasze maleństwo?- zapytałam od razu, kiedy usiadł koło mnie.
-Jest cudowny, prześliczny i taki malutki.- odpowiedział z entuzjazmem i szerokim uśmiechem.
-Chcę go zobaczyć.
-Nie możemy na razie tam wchodzić. Zresztą pewnie nie pozwolą Ci jeszcze wstawać.
-To idź po lekarza, bo ja chcę zobaczyć naszego synka.
-No dobrze, poczekaj.
Ucker poszedł po lekarza, który wykonał mi parę badań, typu mierzenie ciśnienia i zmienił mi opatrunek na brzuchu. Po tym wybłagałam, żebyśmy mogli wejść do naszego dziecka. Byłam słaba, więc musiałam jechać na wózku. Weszliśmy po cichutku na salę, gdzie było sporo dzieci. Prawie wszystkie płakały. Tylko nasz maleńki książę spał słodziutko w kąciku sali, jakby nic go nie obchodziło.
-Dobrze, możecie zostać na 10 minutek, za chwilę po Was wrócę.- powiedział doktor i poszedł.
Patrzyłam na nasze dziecko spojrzeniem pełnym miłości. Spojrzeniem, jakim dziecko może obdarzyć tylko matka. Do oczu napływały mi łzy i wtuliłam się w Uckera. On objął mnie jedną ręką, a drugą już trzymał naszego synka za rączkę.
-Nie płacz, kochanie. Już jest po wszystkim.- powiedział, całując mnie w głowę.
-Chce mi się płakać, bo przez własną głupotę mogłam nie dopuścić do tej chwili.
-Ale nic nie zrobiłaś i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zobacz, daj rękę.- złapał mnie za rękę i poprowadził ją do okrągłego otworku w inkubatorze.
Powoli zbliżył moją drżącą rękę do rączki maluszka. Dotknęłam jego delikatnej skóry najpierw tylko opuszkami palców, a potem już sama złapałam za jego malutką rączkę. Zaczęłam go głaskać bardzo delikatnie, bojąc się, żeby nie zrobić mu krzywdy. Po moich policzkach ciekły łzy wzruszenia, a Ucker patrzył na mnie ze szczerym, szerokim uśmiechem.
-Jest cudowny.- powiedziałam, ciągle głaskając rączkę naszego maleńkiego okruszka.
-Widać czyj to syn, nie?- zaśmiał się Ucker, całując mnie w skroń.
-Jasne, jasne... Ej, a w ogóle to jak go nazwiemy?- nagle przypomniało mi się, że naszemu dziecku przydałoby się imię.
-Też o tym myślałem, stojąc wcześniej tam przy szybie. Ale wiesz co? Ty wybierz, należy Ci się ten przywilej.
-Okej... To może Christian?- no cóż... To jakoś tak pierwsze co wpadło mi do głowy.
-Hmm... Christian, Chris... Może być.
-Dobrze, więc od teraz kochanie jesteś Chris.- zwróciłam się do dziecka, ciągle trzymając go za rączkę.

Nasz maleńki skarb rozwijał się dobrze i rusł w tempie błyskawicznym. Po dwóch tygodniach w inkubatorze mógł wreszcie opuścić szpital. Ku mojemu zaskoczeniu nie jechaliśmy w stronę domu, ale zupełnie gdzie indziej. Jak się później okazało trafiliśmy pod jakiś piękny, nowy dom z wielkim ogrodem.
-Ucker, gdzie Ty mnie przywiózłeś?- zapytałam zdezorientowana.
-Przeczytaj napis, który jest zawieszony na domu.- powiedział, otwierając kluczem furtkę.
-Witajcie w domu skarby.- przeczytałam na głos, co niewiele mi wyjaśniło.
-Aj, Dul... Tobie trzeba wszystko tłumaczyć. Jakieś dwa lata temu zacząłem przygotowywać dla Ciebie niespodziankę i dopiero teraz skończyli pracę. To nasz nowy dom, kochanie.- wyjaśnił, a ja nadal nie mogłam w to uwierzyć.
-Jak to? Będziemy mieszkać w tak zajebistym domu, tak tylko my?
-Jasne. Wejdźmy do środka, Chris nie powinien jeszcze tyle czasu spędzać na dworze.
W środku ten dom zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie. Wszystko było takie nowoczesne, z klasą. Muszę przyznać, że sama bym tego lepiej nie umeblowała. Sam salon bardzo mi się spodobał, a kiedy poszliśmy dalej... Pokoik naszego synka był cudowny, taki duży i przytulny. Były w nim drzwi do naszej sypialni, żebyśmy mieli blisko do dziecka. I wreszcie na końcu Ucker pokazał mi naszą sypialnię, czyli jak to nazwał, nasze ulubione miejsce w tym domu. Tutaj wyjątkowo się postarał, a wszystko było idealne. Położyłam małego na łóżku i sama usiadłam koło niego.
-Podoba Ci się dom?- zapytał Ucker, kładąc się na mnie bardzo delikatnie.
-Mhm, bardzo.- odpowiedziałam z szerokim uśmiechem i dałam mu słodkiego buziaka. -Czekaj, zejdź ze mnie, bo mi ciężko.- odepchnęłam go delikatnie, ale on po prostu zrobił tak, że to ja leżałam na nim.
-Tak może być?- zapytał, głaskając mnie po ramieniu.
-Mhm, tak jest bardzo wygodnie.- odpowiedziałam i odwróciłam się w stronę dziecka. -Jaki z niego aniołek...- pocałowałam Christiana w czółko z uśmiechem.
-Mhm... Ale wiesz co? Ten aniołek już sobie śpi, więc może połóżmy go do łóżeczka i zajmijmy się sobą.- zaproponował mój wiecznie napalony Uckerek.
-Nie, misiaczku... Po pierwsze jeszcze nie doszłam do siebie po porodzie, po drugie jestem głodna, a po trzecie wolałabym tak poleżeć z dwoma najważniejszymi mężczyznami w moim życiu.
-Okej, skoro tak wolisz...- zgodził się i pocałował mnie słodko w kącik ust.
To naprawdę cudowne... Leżałam wtulona w najwspanialszego mężczyznę na świecie tuż przy naszym maleńkim synku. Ucker głaskał mnie i delikatnie całował, a ja wpatrywałam się w nasze dziecko. Słowa były w tym momencie zbędne, wystarczała nam nasza miłość i wzajemna bliskość. Czułam, że od teraz nasze życie będzie wspaniałe. Obiecałam sobie, że uchronie nasze maleństwo od całego zła tego świata i będę najlepszą matką na świecie.
-Mówiłaś, że jesteś głodna. Poleż tu sobie, a ja pójdę zrobić coś na obiad, okej?- powiedział i lekko mnie podniósł, by móc wstać.
-Okej. Ale wiesz co? Zjadłabym sobie spaghetti.
-Dobra, lecę robić.- wstał i dał mi słodkiego buziaka.
Wyszedł, a ja dalej leżałam na łóżku z moim synkiem, patrząc na jego spokojny, beztroski sen.

Od tego czasu jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Moje życie ułożyło się idealnie, tak jak marzyłam. Mam cudownego synka i narzeczonego, z którym planujemy ślub. W dodatku mieszkamy w przepięknym domu, a niedawno kupiliśmy sobie psa. Ucker się uparł na labradora, bo przeczytał, że to dobre psy dla dziecka. Triana, bo tak ją nazwałam, to słodziutka malutka, czarna kuleczka. Wszystkich gryzie i jest niesamowicie złośliwa. Jednak kiedy jest w pobliżu Christian, nagle staje się spokojnym, potulnym pieskiem. Uwielbiam ją za to i mówimy, że jest naszym drugim dzieckiem.
 


Hejo!
Pojawiam się tu z pozytywnym rozdziałem, mam nadzieję, że was uspokoiłam ;) W sumie i tak myślałam, że będziecie bardziej zbulwersowane, a nie było tak źle xD Do końca opowiadania zostało kilka rozdziałów, a ja mam napisane kolejne opko do 18. Dobrze mi szło, ale coś się zepsuło i teraz słabo mi idzie i nie mam czasu za bardzo na pisanie. Ale powiem Wam, że miałam ostatnio kryzys i chciałam skończyć z pisaniem, ale coś sobie uświadomiłam... Nie mogłabym żyć bez pisania opowiadań, to takie moje małe, niegroźne uzależnienie. I tylko to trzyma mnie tu jeszcze. Gdyby nie fakt, że tak się przywiązałam do pisania, to już dawno bym to skończyła. Strasznie słabo od jakiegoś czasu jest z komentarzami i nie mam motywacji do pisania. Więc w sumie wstawiam rozdziały tylko dlatego, że je piszę, a z pisania zrezygnować nie potrafię. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie i mimo wszystko cieszycie się, że prawdopodobnie nigdy was nie zostawię ;) Także no, kolejny dodam jak będzie konkretniejsza ilość komentarzy. 
Bajoo :*


sobota, 21 maja 2016

37. "Zajmij się naszym skarbem"

Kiedy byłam na kolejnej wizycie u lekarza, okazało się, że anemia postępuje, a ciąża może być zagrożona. To znaczy nie przez samą anemię, przez to byłam tylko trochę słabsza. Był jakiś inny powód, który nie bardzo rozumiałam i po prostu muszę o siebie szczególnie dbać i uważać, co jem. A Uckerowi tylko rzucić hasło, że musi o mnie dbać... Już mam zapewnioną kontrolę 24 godziny na dobę. On już nawet wolne w pracy wziął aż do mojego porodu. Lekarz chciał zostawić mnie na parę dni w szpitalu, ale Ucker stwierdził, że dla mnie lepsza będzie jego opieka w domu i obiecał, że dobrze się mną zajmie. Dobrze, że udało mu się to załatwić, bo szpitale naprawdę źle mi się kojarzą i nie chciałam tu zostawać.
Tak więc mój kochany troszczył się o mnie non stop, oczywiście aż z przesadą. No, bo jakby mogło być inaczej, przecież on po prostu nie zna granic... Ale po za tym, że trochę mnie ograniczał, to nie narzekam, bo był bardzo opiekuńczy i kochany. Moje maleństwo rosło coraz szybciej, a mój brzuszek był coraz większy. Potwierdziło się też moje przypuszczenie co do płci. USG jednoznacznie wykazało, że będziemy mieli synka. Przez jakieś trzy dni się później wymądrzałam, że miałam rację. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie te okropne bóle, które mnie nagle brały. Później dziecko już zaczynało kopać, co na początku bardzo mi się podobało, a Ucker wariował i dzwonił do wszystkich, chwaląc się tym, że nasze dziecko już bardzo chce go poznać. Po jakimś czasie jednak nie było to już tak przyjemne, a wręcz bolesne. Christopher oczywiście żartował, że nasz maluch już ćwiczy, żeby w przyszłości być piłkarzem. Śmiałam się z jego teorii i w ogóle, ale znowu strasznie się bałam. Teraz już nie miałam tych obaw, co na początku. To jakoś minęło, ale teraz przerażały mnie te bóle i bałam się o dziecko, już nie o siebie.

Na początku siódmego miesiąca lekarz powiedział nam, że dziecko prawdopodobnie będzie wcześniakiem, bo rośnie bardzo szybko. Przestraszyłam się, bo oznaczało to, że jego życie może być zagrożone. Ucker wciąż mnie uspokajał najlepiej jak tylko potrafił, choć sam się bał, że coś pójdzie nie tak. Udawał twardego i opanowanego, ale znam go zbyt dobrze, żeby się na to nabrać. Czułam, że w rzeczywistości mój kochany boi się i martwi tak samo jak ja. Tak więc było to takie nasze wzajemne wspieranie, ale on miał oczywiście dużo trudniejsze zadanie. Czułam się coraz gorzej i większość dni spędzałam w łóżku z narzeczonym, i jedzeniem. Oglądaliśmy chyba wszystkie możliwe filmy, po za horrorami. Ucker twierdzi, że jak będziemy oglądać horrory, to dziecko będzie miało później koszmary. Nie śmiałam się z nim kłócić, bo być może miał rację i wolałam nie ryzykować.
-Co teraz oglądamy?- zapytał, kiedy skończyliśmy oglądać jakąś komedię romantyczną.
-Nie mam już ochoty na filmy.- odpowiedziałam, wtulając się w niego.
-Nie masz ochoty na filmy? A na słodycze?
-Też nie.
-Mhm... Czyli źle się czujesz?- kurde, jaka ja jestem teraz przewidywalna.
-No nie najlepiej, ale nie martw się. Po prostu muszę się przespać.- powiedziałam, odwracając się na bok.
-No dobrze. Będę Cię głaskać, a Ty sobie śpij.
-Oo, idealnie...- mruknęłam, po czym dostałam słodkiego buziaka w policzek.
Ucker głaskał mnie delikatnie po plecach. Wzięłam jego drugą rękę i położyłam na swój brzuch. Dziecko akurat kopało i to w miarę spokojnie i lekko. Christopher głaskał mnie teraz po brzuszku, co jakiś czas całując w szyję lub w ramię. Byłam okropnie śpiąca, ale nie mogłam zasnąć przez jakiś dziwny ból i coraz bardziej gwałtowne ruchy dziecka. Nagle złapał mnie okropny ból na dole brzucha i zaczęłam się aż zwijać. Ucker od razu wpadł w panikę:
-Kochanie, co Ci jest?
-Boli...- powiedziałam cicho, a z moich oczu już ciekły łzy.
-Co Cię boli?- dopytywał, odwracając mnie na plecy i przytulając.
-Poczekaj... Już przechodzi...- wydukałam, oddychając głęboko.
-Na pewno już lepiej, czy jedziemy do szpitala?
-Spokojnie, naprawdę już lepiej.- złapałam go za rękę z lekkim uśmiechem.
-Boże, nie strasz mnie tak więcej...- powiedział, tuląc mnie mocno do siebie.
-To nie ja, tylko ten nasz mały, już wredny synek.- odpowiedziałam żartem, żeby go trochę uspokoić.
-To akurat ma po Tobie, skarbie.
-Mhm, na pewno... Ciekawe, kto tu jest taki wredny?
-No na pewno nie ja... No okej, może kiedyś byłem troszkę wredny, ale to było dawno.
-No właśnie, ale masz wredną naturę, a zmieniła Cię miłość do mnie. A wiesz dlaczego? Bo ja jestem kochanym aniołkiem i poskromiłam nawet twoją głupotę, więc co to dla mnie takie chamstwo.- i jak zwykle moje trafne argumenty, już mu słów zabrakło.
-Oj Duluś, kochanie... Odpowiedziałbym Ci chętnie, ale nie chcę się kłócić przy dziecku.
-Tak, tak się tłumacz...- wybuchłam śmiechem, przytulając się do mojego wariata.
-Czekaj, ale tak na poważnie... Dobrze się już czujesz?
-Dobrze, to trochę za dużo powiedziane, ale już tak nie boli.
-Okej. Nadal chcesz już iść spać?
-Tak, dobranoc.
-Miłych snów skarby.- powiedział i pocałował mnie najpierw w usta, a potem w brzuch jak codziennie wieczorem.
Przez kolejne dni coraz częściej zdarzały się takie bóle, ale nie zawsze były aż tak silne. Poszliśmy do lekarza, który powiedział, że nic z tym nie może zrobić i muszę po prostu wytrzymać i najlepiej cały czas leżeć. No to teraz Ucker w ogóle nie pozwalał mi się ruszyć i gdybym nie zaprotestowała, to pewnie nawet do toalety by ze mną chodził. 

Na początku ósmego miesiąca trafiłam do szpitala, była to połowa września. Bóle zdarzały się zbyt często i były nie do wytrzymania i lekarze stwierdzili, że lepiej będzie, jeśli zostanę w szpitalu. Zgodziłam się z myślą o Uckerze, żeby był troszkę spokojniejszy. Doktor powiedział, że niedługo urodzę i mogą być pewne komplikacje. To okropnie nas przestraszyło. Ciągle płakałam i panikowałam na samą myśl o porodzie. Wszyscy mnie uspokajali, bo nerwy szkodzą dziecku i w ogóle. Starałam się zachować spokój, ale jakoś nie mogłam, to wszystko strasznie mnie przerażało. Najlepsze było to, że przez mój ciągły płacz mieliśmy specjalne przywileje. Ucker nawet mógł zostawać na noc w szpitalu i spać ze mną w łóżku, co na ogół jest niedopuszczalne.
-Kochanie, tak się boję...- mówiłam, tuląc się do ukochanego na szpitalnym łóżku.
-Ja też, rybko, ja też... Ale musisz być dzielna, wiesz o tym?- jego głos jak zwykle był bardzo kojący, a do tego całował mnie po policzkach, ustach i szyi.
-Wiem i jestem. Staram się nie wpadać w panikę, żeby nie zaszkodzić maleństwu. Ale gdyby nie Ty, to już dawno bym zwariowała.
-Moja obecność też nie pomogła.- zaśmiał się, a ja rzuciłam mu spojrzenie pełne grozy. -Żartuję, skarbie.- sprostował.
-Wiesz co? Wcześniej też kochałam Cię z całego serca, ale mam wrażenie, że teraz przez ciążę nasza miłość jakby nabrała innego znaczenia i stała się jeszcze silniejsza niż przedtem.
-Też tak myślę. Na początku ciąży nasz związek podupadł przez kłótnie i krzyki. Ale później już wszystko się zmieniło, a teraz kocham Cię jeszcze bardziej niż kiedyś, naprawdę. Muszę Ci coś wyznać, ale to nie teraz, bo nie chcę Cię denerwować.
-Jak to? O co chodzi?
-Ejej, spokojnie... To nic takiego, po prostu powiem Ci to po porodzie, tak dla efektu.
-No okej, a więc szkrabie mój maleńki przychodź na świat szybciutko, bo jestem strasznie ciekawa, co on ma mi do powiedzenia.- mówiłam niby do dziecka, trzymając rękę na brzuchu.
-Aj, Dul... Nie mogę się już doczekać.
-Ja też, bardzo. Ale chciałabym, żeby już było po wszystkim.
-Niedługo będzie, zobaczysz.- pocałował mnie słodko w skroń.
Jak się okazało, nie musieliśmy czekać aż tak długo. Czwartego października o piątej rano złapały mnie straszne skurcze. Nie wiedziałam, co się dzieje. Ucker w panice poleciał od razu po lekarza. I co się okazało? Wody mi odeszły i będę rodzić. Moje oczy z przerażenia pewnie były wielkie jak pięć złotych. Skurcze były okropne, aż płakałam z bólu. Szybko przewieźli mnie na salę zabiegową, a Ucker cały czas trzymał mnie za rękę. Po odpowiednim przygotowaniu, poród na dobre się zaczął. Okropnie się bałam, a Christopher też już nie był w stanie mnie uspokajać. Ściskał moją dłoń mocniej niż ja jego. Płakałam z bólu i już opadałam z sił. W pewnym momencie czułam, że dłużej tego nie wytrzymam.
-Nie mogę już...- wydyszałam z płaczem.
-Kochanie, dasz radę.- mówił Ucker, całując mnie po czole i policzkach.
-Nie, ja naprawdę nie mam już siły...
-Nie może Pani teraz przerwać.- powiedział jeden z lekarzy.
-Nie dam rady już dłużej. Błagam, ratujcie moje maleństwo. Kochanie, przepraszam.- zwróciłam się na końcu do Uckera, patrząc na niego ze smutkiem. -Mówiłam, że to nie był dobry pomysł, ale wybaczam Ci. Zajmij się naszym skarbem w razie jakbym...- i nagle nie byłam w stanie już nic powiedzieć, zemdlałam...
-Zróbcie coś!- usłyszałam jeszcze tylko błagalny krzyk Uckera jakby przez mgłę i dalej nic, ciemność.



Hejo! Przybywam tu dziś z rozdziałem co prawda dość smutnym... A może nie smutnym, tylko raczej tragicznym? Pewnie mnie teraz znajdziecie i zniszczycie mi życie za to, co się tu stało. Chyba wyjadę z kraju, żeby uciec przed waszą zemstą xD Ale powiem wam, że to jeszcze nie koniec, bo przecież Ucker może jakoś żyć dalej... ;) Następny pewnie za tydzień w piątek 27 :D No chyba, że będzie bardzo mało komentarzy, to tym razem nie podzielę się z wami tą piękną rocznicą :) W dodatku  wtedy ma wyjść Amnesia Anahi, więc to będzie mega ważny dzień <3 
Czy tylko mi tak strasznie się podoba Siempre Tu? Jest piękne <3

niedziela, 8 maja 2016

36. "Wyglądasz inaczej"

Tak jak Ucker chciał, wyglądałam cudownie na kolację u jego rodziców. Miałam mocny makijaż, choć bez przesady. Wprost idealnie maskował moje jeszcze lekko podpuchnięte od płaczu oczy i nie było w ogóle widać, że kiedykolwiek płakałam. I o to chodziło, więc mój kochany był bardzo zadowolony. W sumie to trochę bez sensu, że tak zależało mu na tym, żeby nie było widać, że płakałam... Wytłumaczył się tym, że po prostu chce, aby ta chwila była radosna i nie potrzebne jest rozpamiętywanie mojej reakcji na ciążę. Ma rację, bo gdyby ktoś zapytał się mnie, czemu płakałam, to pewnie mówiąc o tym, znów cała zalałabym się łzami, a to jest zdecydowanie niepotrzebne.

W rodzinnym domu Uckera jak zwykle zostaliśmy ciepło powitani, już od progu Ann i Pani Laura nas wyściskały. Poszliśmy do kuchni, bo moja teściowa jeszcze coś gotowała i trochę jej pomogliśmy. Anahi kilka razy wypytywała, co mamy im do powiedzenia. Jednak ciągle zgodnie odpowiadaliśmy, że dowiedzą się dopiero przy kolacji. Na mojej twarzy ciągle gościł szczery uśmiech, kiedy patrzyłam na mojego kochanego Uckerka tak bardzo szczęśliwego. On naprawdę bardzo się cieszył z tego, że zostanie tatą, aż jego mama i siostra nie wiedziały, co się z nim dzieje. Zachowywał się trochę jak dziecko i ciągle podjadał z patelni. Mama go wyganiała, a on dalej swoje. Strasznie śmiesznie to wyglądało... Do tego była jeszcze Any, która wyzywała Christophera, a on uciekał do mnie.
Kiedy wszystko było już gotowe, usiedliśmy do stołu. Ucker ciągle kazał mi dużo jeść. Nie chciałam się z nim sprzeczać i posłusznie jadłam.
-Trochę tęsknię za czasami, kiedy codziennie jedliśmy razem kolację.- powiedziała Pani Laura.
-No co Ty mamo? Oni pewnie przyszli tu z zaproszeniem na ślub, a Ty z takimi wspomnieniami wyjeżdżasz...- zaśmiała się Anahi, a ja spojrzałam nerwowo na Uckera.
-Nie do końca o to chodzi...- zaczął mój kochany narzeczony.
-To o co? Mówcie wreszcie.
-No dobra...- złapał mnie za rękę, ściskając dość mocno. -Dulce jest w ciąży.- wydukał wreszcie, a wszyscy wlepili we mnie takie spojrzenie, jakby ducha zobaczyli.
-Serio? To wspaniale!- krzyknęła Ann, która od razu wstała i mnie przytuliła.
-Naprawdę? Przecież Dul kiedyś mówiła, że nie chce.- zauważyła moja teściowa.
-To prawda i wcale tego nie planowaliśmy. Powiedzmy, że to była... Wpadka.- zaśmiał się Ucker z cudownym uśmiechem. -Dulce na początku bardzo się bała i wpadła w panikę, ale już jest dobrze. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że zostaniemy rodzicami i już nie możemy się doczekać. Prawda, kochanie?- wyjaśnił, na końcu zwracając się do mnie, bym nawiązała kontakt z rzeczywistością.
-Tak, nie mogę się już doczekać, aż zobaczę nasze dziecko.- przyznałam ze szczerym uśmiechem.
-No chodźcie tu, musimy Was uściskać.
Wszyscy wstaliśmy, a ja zostałam wyściskana przez całą rodzinę. Gratulowali nam chyba z dziesięć razy i tak bardzo się cieszyli. Miałam wrażenie, że wszyscy wkoło cieszą się bardziej ode mnie...

Czas szybko leciał, a mój brzuszek z dnia na dzień był coraz większy. Ucker bardzo się cieszył i ciągle z entuzjazmem powtarzał, że nasze maleństwo szybko rośnie. Dla niego to oznaczało, że szybko poznamy nasze dziecko i w ogóle. Ja to oczywiście odbierałam nieco inaczej... Czułam coraz większy strach przed samym porodem, jak i przed tym, że dziecko jednak może być chore. To nadal mnie przerażało, a Ucker już nie dawał sobie ze mną rady. Oczywiście pocieszał mnie dość skutecznie, ale tylko na chwilę. Codziennie od rana było to samo... No to mój kochany stwierdził, że potrzebny mi psycholog. Zgodziłam się, bo sama miałam dosyć swoich obaw i ciągłego zamartwiania się. To trochę pomogło, bo ogólnie byłam już spokojniejsza. Wizyty miałam raz w tygodniu, lub czasami częściej w zależności od potrzeb. Zbliżała się kolejna, już trzecia wizyta u lekarza. Był to początek czwartego miesiąca, a więc już naprawdę było widać, że jestem w ciąży. Doktor przywitał nas szczerym uśmiechem, mówiąc:
-Oo, jak miło Państwa widzieć. Jak samopoczucie?
-Ogólnie okej, ale ostatnio jakoś gorzej się czuję i ciągle mi słabo.- odpowiedziałam z powagą.
-Oj, to niedobrze... Zrobimy badania, bo może trzeba zwiększyć dawki leków. Pobiorę Pani krew, dobrze?
-Mhm, chociaż mój narzeczony pewnie za chwilę ucieknie.- jak zwykle śmiałam się z Uckera, który panicznie boi się widoku krwi.
-Nieprawda, po prostu nie będę patrzeć.- zaprotestował Ucker z delikatnym uśmiechem.
-Naprawdę nie powinna się Pani śmiać z narzeczonego, bo to i tak cud, że za każdym razem tu z Panią przychodzi.- stwierdził lekarz, podchodząc do mnie, by pobrać mi krew.
-On po prostu wie, że nie ma wyjścia i ma obsesję na moim punkcie, więc nie puści mnie samej.
Pobieranie krwi trochę bolało, a Uckerek jak zwykle nie mógł na to patrzeć. Po jakimś czasie doktor powiedział mi, że mam anemię.
-Często ją miałam odkąd byłam mała, więc to dla mnie nawet nie dziwne.- stwierdziłam beztrosko.
-Normalnie anemia nie jest niczym strasznym, ale w ciąży to bardzo niebezpieczne. Nie chcę Pani straszyć, ale to niestety naprawdę nie wróży nic dobrego. Na razie to lekka anemia, ale jeśli się rozwinie, ciąża może być zagrożona.- te słowa odbiły się echem w mojej głowie, a do oczu napłynęły łzy.
-Czyli mogę stracić dziecko?- zapytałam przerażona.
-Nie, na razie proszę o tym nie myśleć. Przepiszę dodatkowe leki i witaminy. Przede wszystkim musi Pani uważać, żeby się nie przeziębić, bo to naprawdę zagrażałoby dziecku. Tak więc zapraszam tym razem za tydzień, bo musi Pani być pod stałym nadzorem lekarza, żeby stan się nie pogorszył. No dobrze, na dzisiaj dziękuję. Proszę jej pilnować, żeby dobrze się odżywiała i brała witaminy.- powiedział na końcu do Uckera i wyszliśmy. 
Po raz drugi opuściłam ten gabinet ze łzami w oczach. Z tą różnicą, że teraz Ucker mnie obejmował, a nie obrażał się i na mnie krzyczał. Poszliśmy od razu do apteki po lekarstwa, a potem do sklepu po owoce i soczki. Wtedy już czułam, że mój kochany nie da mi spokojnie żyć do końca ciąży.

Wróciliśmy do domu i wzięliśmy się za obiad. To znaczy... Robiłabym obiad, gdyby nie to, że Christopher mnie ograniczał i nie pozwalał nic robić.
-Ucker, proszę Cię... Nie rozczulaj się tak nade mną, bo mnie to wkurza. Naprawdę nie poronię od obierania ziemniaków.- powiedziałam pół żartem lekko zirytowana.
-Oj, Duluś... Co ja się z Tobą mam?...- objął mnie mocno i chwilę staliśmy tak przytuleni.
-Boję się o nasze maleństwo.- powiedziałam cichutko, byłam już bliska płaczu.
-Ja też i to bardzo... Boję się o Ciebie i nasze dziecko. Dlatego muszę o Ciebie tak dbać i się Tobą opiekować. Bardzo Cię kocham, wiesz?- głaskał mnie delikatnie po brzuchu i całował słodko w policzek.
-Wiem, misiu, wiem... Ja też Cię bardzo mocno kocham i na pewno Cię nie zawiodę. Będę znosić twoją natrętną troskę, żeby tylko mi się nic nie stało. Robię to przede wszystkim dla Ciebie, bo jesteś taki szczęśliwy, kiedy rozmawiamy o dziecku. Naprawdę będę o siebie dbać, żeby nic mi się nie stało, a już za niecałe pięć miesięcy na świat przyjdzie nasz mały skarbek.
-Ty też się cieszysz, prawda?
-Cieszę... Hmm, nie wiem, czy to właściwe określenie... Nie mogę się doczekać naszego dziecka i chyba już je kocham. Ale wiesz dobrze, że moim głównym uczuciem w tej sytuacji jest strach i nie zmienię tego.
-Ja wiem, kochanie... Ale ważniejsze jest to, że niedługo urodzi się nasze dziecko, które będziemy kochać nad życie, a ono nas. Wtedy pojawią się kolejne problemy i strach o dziecko, kiedy na przykład będzie przeziębione. Zawsze czymś będziemy się martwić, tak już jest. Proszę Cię, nie płacz tylko.- przytulił mnie znowu mocno i kołysał delikatnie w swoich ramionach. -Chcesz pogadać z Panią psycholog? Zadzwonić do niej?- zapytał po chwili.
-Nie trzeba. Chcę być dzisiaj tylko z Tobą. Po obiedzie pójdziemy na spacer, okej?- odsunęłam się od niego troszkę, tak żeby mnie tylko obejmował.
-Dobry pomysł, spędzimy razem czas, pogadamy i w ogóle.
-Właśnie o to mi chodzi. Tylko proszę Cię... Chcę, żeby było całkowicie pozytywnie, bez durnego gadania i płaczu. Dobrze?
-Dla Ciebie wszystko, księżniczko.- powiedział i pocałował mnie czule w nosek.

Kiedy zjedliśmy obiad, wyszliśmy na spacer. Co prawda wolałam spacery po łąkach, kiedy mieszkaliśmy u rodziców Uckera, bo tutaj w centrum to nie ma tej magii, jak są wkoło nas tłumy ludzi i nie jesteśmy sami. Dobrze, że chociaż park mamy blisko, to mamy gdzie chodzić. No więc szliśmy za rękę na początku w ciszy. Po jakimś czasie Ucker zapytał:
-Czemu milczysz?
-Bo się po prostu zamyśliłam.- odpowiedziałam, wtulając się w niego.
-A o czym Ty tak myślisz?
-O nas tak ogólnie. O naszej przyszłości, ale i o przeszłości.
-O przeszłości? Czyli wzięło Cię na wspomnienia?
-Tak jakby... Wiesz co? Teraz chce mi się śmiać, kiedy pomyślę, jak rozwijała się nasza znajomość. Nawet by mi wtedy do głowy nie wpadło, że za parę lat będę twoją narzeczoną. Jejku, nasza relacja była tak dziwna... Szczerze Cię nienawidziłam, ale było mi z Tobą cholernie dobrze i mimo wszystko lubiłam noce z Tobą.
-Tak, nasz początek był dość nietypowy. Nie wiem, jak mogłem Cię tak traktować... W ogóle byłem takim dzieciakiem, ale w sumie opłacało mi się. Gdybym był zawsze normalny, to nie wyszedłbym z tak chorą propozycją i być może nigdy byśmy się do siebie nie zbliżyli. Wtedy nawet nie myślałem, że mogę żyć trzy lata z jedną kobietą, kochać ją i czekać na nasze dziecko.- to się Uckerek rozgadał...
-Ja zawsze marzyłam o takiej miłości, ale nigdy nie myślałam, że zaznam jej przy Tobie. W zasadzie to byłeś ostatnim mężczyzną, z którym chciałabym ułożyć sobie życie. A zobacz jak skończyłam... Jestem Twoją narzeczoną i czekamy na nasze dziecko. Czasami nie mogę w to wszystko uwierzyć i mam wrażenie, że nadal jestem tylko twoją zabawką na samotne noce. Jednak kiedy czuję twoją czułość, miłość i kiedy słodko, i delikatnie kochamy się w naszym wspólnym łóżku, wiem, że to wszystko jest prawdą i moje miejsce jest przy Tobie.- po tych słowach Ucker wpił się w moje usta i zaczął namiętnie całować.
-Jak to się stało, że tak się w Tobie zakochałem? Dlaczego tak mocno Cię kocham?- mówił między pocałunkami.
-Bo jestem zajebista i nie da się mnie nie kochać.- odpowiedziałam, śmiejąc się i przerywając pocałunek.
-Tak, to prawda. Jesteś taka zajebista i taka moja...- przytulił mnie mocno, tak że przylegałam do niego idealnie.
-Ał, dusisz mnie...- wyrywałam mu się po chwili, bo aż wyginał mi kręgosłup tym uściskiem.
-Oj, wybacz...- puścił mnie i złapał tylko za rękę, byśmy mogli iść dalej.
-Jak wyobrażasz sobie nasze dziecko? A w ogóle to chciałbyś córeczkę czy synka?- zapytałam zaciekawiona.
-Hmm... Córeczkę. A wiesz, jak sobie ją wyobrażam?
-No jak?
-To będzie najpiękniejsza istotka na świecie, oczywiście podobna do Ciebie. Taki mój drugi maleńki okruszek z ciemnymi oczkami i włoskami. Tak cudownie miła, słodka i grzeczna jak jej mamusia...- kiedy o tym mówił, na mojej twarzy automatycznie pojawiał się szeroki uśmiech.
-Jeśli to będzie dziewczynka, to pewnie właśnie taka jak mówisz. Tyle, że mam dziwne przeczucie, że to będzie jednak chłopczyk. Taki słodki, kochany i zabójczo przystojny jak jego tatuś. I pewnie przez całe życie będziesz go bronił przede mną jak ostatnio... Mówię Ci, będzie istną kopią Ciebie.
-No zobaczymy... W każdym razie nasze maleństwo na pewno będzie najcudowniejszym dzieckiem na świecie i oboje będziemy kochać je nad życie.
-No to na pewno. Wiesz co? Dopiero teraz, kiedy wreszcie rozmawiamy o dziecku na spokojnie, dotarło do mnie, jak bardzo jestem szczęśliwa, że zostanę mamą.- wyznałam, znów się w niego wtulając.
-Mamy naprawdę wielki powód do szczęścia, skarbie. Od dzisiaj zawsze będziemy myśleć tylko pozytywnie, okej?
-Okej, postaram się.- powiedziałam, całując go w policzek. -Muszę Ci coś wyznać.
-Co takiego?
-Kochanie, potrzebuję porządnego relaksu.- szepnęłam mu do ucha.
-Serio? A w twoim stanie możemy?...
-Jasne, że możemy. Dobry seks nigdy nie zaszkodzi, tylko bez szaleństw. Jeśli będziesz delikatny, to na 100% nic mi się nie stanie.
-Więc chodźmy już do domu.- powiedział z entuzjazmem.
Zaczęłam się z niego śmiać, ale w sumie to go rozumiem. W końcu nie kochaliśmy się od dwóch miesięcy. Właściwie nie wiem dlaczego, ale po prostu jakoś nie było ku temu okazji. Zawsze kończyło się na pocałunkach, a potem przytulaniu. Finalnie zawsze zasypiałam w jego ramionach. Dzisiejszy dzień nie należał do najweselszych przez tą cholerną wizytę u lekarza, dlatego potrzebowałam wyciszenia i relaksu. Kiedyś seks z Uckerem dawał mi tylko przyjemność, teraz czerpię z niego to, czego mi akurat potrzeba. Mój kochany po prostu nauczył się spełniać moje życzenia, czasami nawet te niewypowiedziane.

Kiedy weszliśmy do domu, Ucker od razu ciągnął mnie do kuchni, żebym zjadła kolację.
-O nie, mieliśmy robić co innego...- zaprotestowałam, idąc w stronę pokoju.
-Musisz zjeść i wziąć tabletki, wiesz przecież.
-Aj, marudo... Proszę Cię, chodźmy najpierw do sypialni się kochać, a potem zjemy. Wiesz dobrze, że jak najpierw zjemy, to później Ci zasnę i nic z tego nie będzie. A tak nie pójdę spać, bo będę jeszcze głodna, tym bardziej po wysiłku.- nie ma to jak trafna argumentacja.
-No dobrze, chodź seksiaku mój.- zgodził się i sam pociągnął mnie do pokoju.
Stanęliśmy na środku, a ja od razu zaczęłam go rozbierać. Robiłam to powoli i wymownie, wręcz teatralnymi ruchami. On oczywiście robił to samo. Dopiero kiedy zostaliśmy w samej bieliźnie, zaczęliśmy zabawę na dobre. Całowaliśmy się słodko i delikatnie, obejmując się, i głaskając. Odpiął mi stanik, który zaraz spadł na podłogę i zaczął lekko bawić się moimi piersiami. Już dyszałam niespokojnie. Po jakimś czasie Ucker podszedł ze mną do łóżka, na które delikatnie mnie położył. To dobre, bo zazwyczaj prawie rzucał mnie na łóżko, a teraz zrobił to z taką ostrożnością, że aż trudno w to uwierzyć. Na chwilę zaprzestał wszelkich działań siadając na mnie okrakiem. Oczywiście nie siedział na brzuchu, tylko poniżej aż prawie na udach. Uważnie mi się przyglądał z czarującym uśmiechem.
-Wyglądasz inaczej.- powiedział i głaskał mnie opuszkami palców po brzuchu.
-Grubiej?- zaśmiałam się.
-Tak, ale nie o to mi chodzi. Miałem na myśli to, że jest w Tobie coś innego, nowego... Coś, czego nie miałaś nigdy wcześniej... Bije od Ciebie taki cudowny, wyjątkowy blask, a twoja skóra jest jeszcze bardziej delikatna. Ty zauważysz na pewno tylko to, że przytyłaś, ja dostrzegam też inne rzeczy, bo bardzo Cię kocham i znam każdy centymetr twojego ciała lepiej niż Ty sama.
-Skoro tak uważasz... Okej, wierzę Ci. A czy mógłbyś już przejść do rzeczy? Jeśli nasze zbliżenie ma polegać na głaskaniu mnie po brzuchu i gadaniu, to trzeba było mnie chociaż ostrzec.
-Nie no dobrze, już...- zszedł ze mnie i usiadł obok, po czym powoli zsunął moje majtki. -Myślę jak mamy to zrobić, żeby Ci się nic nie stało.- powiedział zamyślony.
-Misiu, spokojnie... Wiem, że nie zrobisz mi krzywdy, nie martw się już tak. Nie mam jeszcze tak wielkiego brzucha, więc moglibyśmy chyba nawet normalnie tylko po prostu delikatnie.
-Wiesz co? Mam inny pomysł, tak dziecko na pewno będzie bezpieczne.
-Aj, Ucker... Wiedziałam, że doczekam się twojej obsesji na moim punkcie.- zaśmiałam się, a on dał mi słodkiego buziaka w usta.
-Nie tylko na twoim punkcie.- dodał, całując mnie też w brzuch, na co zareagowałam słodkim uśmiechem.
Po chwili już leżałam na boku, a Ucker za mną. Na razie tylko delikatnie całował moją szyję i głaskał piersi. Miałam zamknięte oczy, by w pełni cieszyć się dotykiem jego ust i dłoni. Po jakimś czasie wszedł we mnie, nie przestając mnie całować. Powoli i delikatnie się poruszał, przytulając mnie mocno ale z wyczuciem od tyłu. Takie słodkie kochanie trwało dość długo. Wreszcie doszłam, ściskając jego dłoń, za którą go trzymałam. Kiedy on też doznał spełnienia, nadal trwaliśmy w tej pozycji w milczeniu. Ucker przytulał mnie czule i całował, a ja powoli zasypiałam.
-Ejejej, nie śpij... Kolacja i lekarstwa droga panno.- przerwał pieszczoty i usiadł.
-Wszystko psujesz. Nie jestem głodna, chcę spać.
-Musisz zjeść, żeby wziąć leki. No dobra... Jak chcesz, to mogę przynieść Ci do łóżka kanapki i sok. Ale czekasz tą chwilkę na kolację i nie śpisz jeszcze, okej?
-No dobrze. Poczekam, leć szybko.
Po jakimś czasie przyszedł Ucker z kolacją, którą szybko zjadłam. Wzięłam jeszcze te tabletki i poszłam spać.



Pojawiam się tu dziś, byście łączyły się ze mną w smutku, bo mój wolny tydzień dobiegł końca i trzeba jutro iść do szkoły :( Tak mi się nie chce... Dobra, rozdział w miarę pozytywny, także nie mam się co bać, ani spodziewać zbyt wielu komentarzy (zawsze jest ich więcej, jak dzieje się coś złego xD) 
Także ten... Do następnego kochane :*
Wow, początek maja, a tak cieplutko ❤ U Was też? 

środa, 27 kwietnia 2016

35. "Za miłość się nie dziękuje"

Kiedy skończyliśmy jeść, Ucker wziął mnie za rękę i poprowadził na kanapę. Czułam, że to będzie długa i wyczerpująca rozmowa. Chyba nie byłam na nią gotowa, więc opracowałam sobie plan idealny.
-Kochanie, teraz się nie wykręcisz od rozmowy...- powiedział, siadając blisko mnie trochę na przeciwko.
-Znam lepsze zajęcie niż rozmowa.- rzuciłam się na niego i zaczęłam namiętnie, a nawet agresywnie całować.
Oczywiście aktywnie oddawał moje pocałunki, a ja już w duchu cieszyłam się, że udało mi się odciągnąć go od rozmowy i zajmie się moim ciałem. Zaczęłam szybko ściągać jego koszulkę. Nagle złapał mnie za ręce, by mi je unieruchomić i powiedział, śmiejąc się:
-O nie, skarbie... Nie tym razem.
-Nie chcesz się ze mną kochać?- zapytałam zawiedziona słodkim głosem.
-To nieważne. Ważne jest to, że jesteś podłą i przebiegłą kusicielką, a ja nie dam się złapać na twoje gierki. Jeśli ze mną pogadasz i się nie pokłócimy, to obiecuję Ci upojną noc. Ale teraz już siadasz i słuchasz tego, co mam Ci do powiedzenia.- kurde, nie udało się...
-Od kiedy Ty taki stanowczy?- zapytałam obrażona.
-Odkąd chcesz pozbyć się mojego dziecka.- odpowiedział, a te słowa odbiły się echem w mojej głowie.
-Nie pozbyć...- zaprotestowałam ze łzami w oczach.
-A jak to nazwiesz? Jeśli kogoś nie chcesz, to jest to jednoznaczne z pozbyciem się go. Wychodzi na to samo.
-Ty nic nie rozumiesz... To nie jest tak, że ja nie chcę tego dziecka, bo ja bym chciała je z Tobą mieć.
-No to ja już nic nie rozumiem... Chcesz pozbyć się dziecka, które w rzeczywistości już kochasz i Ci na nim zależy?
-Nie chcę się go pozbyć! Źle dobierasz słowa.
-A jak inaczej nazwiesz wykonanie aborcji?
-Aj, Ucker... Moja sytuacja jest inna niż innych matek, które to robią.
-Tak, zupełnie inna. Zazwyczaj dziecka pozbywają się osoby, które go nie chcą. I raczej nie płaczą tyle z tego powodu. Ty wcale nie chcesz tego zrobić, tylko sobie to wmawiasz. Wbiłaś se do głowy jakieś bzdury i nie dajesz sobie nic przetłumaczyć. Nie możesz zabić własnego dziecka tylko dlatego, że jesteś tchórzem i masz jakąś paranoję.
-Nie bzdury i nie paranoja! Boję się o siebie i nasze dziecko, i stąd to wszystko. Czemu nie możesz tego zrozumieć?!- już podniosłam głos i płakałam jak opętana.
-Uspokój się, rozmawiajmy normalnie. Kochanie... Ja to naprawdę rozumiem. Ja też się cholernie boję o Ciebie i nie mogę wyobrazić sobie, co by było, gdyby nasze dziecko rzeczywiście było chore.
-A mimo to karzesz mi urodzić to dziecko...
-A wiesz dlaczego? Posłuchaj... Pozwoliłbym Ci na to, gdybym miał pewność, że życie dziecka lub twoje jest zagrożone. Wtedy nie miałbym żadnych wątpliwości i bym się zgodził.
-Ale przecież to zagrożenie istnieje.- utrzymywałam dale swoje.
-W twojej głowie, Dul. Zrozum, że możesz zrobić największą głupotę w swoim życiu. Okej... załóżmy, że teraz się na to zgodzę. Dokonasz aborcji i co dalej? Nigdy już nie będzie tak jak dawniej, wiesz o tym?
-Dlaczego niby? Po prostu będziemy żyć sobie spokojnie i bez strachu.
-Nadal nie ogarniasz?... Zabijesz nasze dziecko, co będzie już nieodwracalne. Oboje będziemy cholernie cierpieć z tego powodu i pewnie ciągle zadawać sobie pytania typu "Co by było gdyby...?" Wiesz jakie będziesz miała wyrzuty sumienia? Non stop będziemy myśleć o tym, czy słusznie to zrobiliśmy. Co jeśli pozbędziesz się zdrowego dziecka, które mogłoby być naszym najdroższym skarbem? Teraz żyjesz w ciągłym strachu, więc nie myślisz o tym w ten sposób. Ja widzę to zupełnie obiektywnie, więc jestem w stanie z Tobą o tym gadać w miarę spokojnie. Odrzuć na chwilę wszystkie obawy i spróbuj po prostu pomyśleć o tym, jak piękne będzie nasze życie z dzieckiem, jak będziemy szczęśliwi. Pamiętaj, że usunięcie tej ciąży nie będzie oznaczało pozbycia się kłopotu. Jesteś zbyt wrażliwa i uczuciowa, żeby o tym zapomnieć. Naprawdę nie możesz tego zrobić.- rozgadał się, a ja słuchałam go, płacząc coraz mocniej. Czułam, że ma 100% racji, ale jednak nadal nie byłam co do tego przekonana. -Nie płacz już, błagam...- powiedział także ze łzami w oczach, przytulając mnie czule.
-Kochanie, tak bardzo się boję...- wydukałam cichutko mocno drżącym głosem.
-Wiem, misiu, wiem... Proszę Cię tylko, żebyś spróbowała się już tak nie denerwować i nie panikować. Zacznij myśleć racjonalnie i odpowiedz sobie na pytanie: Czy jesteś w stanie zabić swoje dziecko?- przytulał mnie, głaskał i całował, żeby mnie uspokoić.
Zamilkłam na około dwie minuty i tylko płakałam. Nie wiedziałam już, co o tym myśleć. Tak jak Ucker mówił, odrzuciłam na chwilę strach i myślałam zupełnie pozytywnie. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie nasze dziecko i naszą szczęśliwą rodzinę. To był najpiękniejszy obraz, jaki kiedykolwiek widziałam. Uspokoiłam się i teraz już po moich policzkach ciekły łzy wzruszenia. Na moich ustach pojawił się lekki uśmiech.
-Jesteś w stanie to zrobić?- zapytał ponownie, wyrywając mnie tym z głębokiego zamyślenia.
-Nie! Nie mogę zrobić czegoś takiego, nie!- krzyknęłam, wtulając się w ukochanego.
-No już myszko, spokojnie...- uspokajał mnie, głaskając po plecach i ramionach, i całując czule.
-Jestem idiotką, prawda?
-Nie przesadzaj... Najważniejsze, że masz tego świadomość.- chciał mi dokuczyć, żebym odpyskowała i zaśmiał się słodko.
-Normalnie już dostałbyś w łeb, ale nie mam na to siły.- powiedziałam, uśmiechając się przez łzy.
-To szkoda, że nie masz siły, bo o dziwo nawet się nie pokłóciliśmy. Ale w takiej sytuacji upojna noc raczej odpada.
-Przykro mi, ale raczej tak. Zaniesiesz mnie do łóżka?- poprosiłam słodko.
-Jak to do łóżka? Nie jesz już nic, nie kąpiesz się nawet?
-Nie jestem głodna, bo dopiero zjedliśmy obiad, a wykąpię się rano. Jestem cholernie zmęczona i bolą mnie oczy od płaczu. Zresztą jakoś nie najlepiej się czuję.- wyjaśniłam naprawdę słabym głosem.
-No dobrze, chodź księżniczko.- wziął mnie na ręce i tak jak chciałam, zaniósł do sypialni. -Przebieraj się w piżamkę, a ja Ci przyniosę lekarstwa, które musisz wziąć.- powiedział i wyszedł do kuchni. Szybko przebrałam się w piżamę i od razu położyłam się do łóżka. Po chwili wrócił Ucker ze szklanką wody i trzema tabletkami.
-Proszę, weź to.- powiedział, podając mi szklankę i tabletki.
-Dziękuję, że jesteś przy mnie.- przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam.
-Nie dziękuj, bo za miłość się nie dziękuje.
-Kocham Cię najbardziej na świecie.- wyznałam, po czym położyłam się, a on wstał i podszedł do drzwi.
-Dobranoc, perełko.- powiedział, powoli zamykając drzwi od pokoju.
-A Ty gdzie się wybierasz? Tu powinieneś być.
-Ogarnę tylko w kuchni, wykąpie się i przyjdę, ale pewnie będziesz już spała.- no i gdzie znajdziesz takiego drugiego? Kochany mój nawet posprząta z własnej woli.
-Okej, więc dobranoc.
Przytuliłam się do poduszki i szybko zasnęłam. Byłam po prostu strasznie zmęczona tym płaczem i całymi tymi dwoma dniami.

Obudziłam się, a Uckera nie było ze mną w łóżku. Wstałam i poszłam do kuchni. Byłam pewna, że tam go znajdę, ale nie. Na stole był talerz z kanapkami, a obok leżała karteczka z napisem "Kochanie, ja musiałem iść na trochę do pracy. Masz tu śniadanko i pamiętaj wziąć tabletki :* " Ach ten mój Uckerek... Nawet mnie teraz nie zostawi samej w domu bez gotowego jedzenia. I musiał przypomnieć mi o tabletkach... Ja to się z nim mam i to pewnie zbyt prędko się nie skończy. To takie słodkie, że on chce się mną opiekować, robi mi śniadanko i tak pilnuje tych lekarstw. Z nim to kurde nawet umierać można.
Poszłam najpierw do łazienki się wykąpać. Dość długo leżałam w wannie i głaskałam się po brzuchu, myśląc o moim dziecku. Zastanawiałam się, jakie będzie, jak będzie wyglądać i w ogóle. Nadal cholernie się bałam i na samą myśl o tym, że moje dziecko mogłoby powtórzyć los Juanita, do oczu podchodziły mi łzy. To strasznie bolało, ale starałam się o tym nie myśleć i skupić na tym, co dobre i pozytywne. W sumie już cieszyłam się, że Ucker wybił mi z głowy tą aborcję. Uświadomił mi, jaką głupotę mogłam zrobić. Pewnie do końca życia płakałabym z tego powodu, a tak za około osiem miesiący najprawdopodobniej będę już szczęśliwą matką.
Leżąc w wannie, poczułam się nagle głodna. Umyłam jeszcze szybko głowę i wyszłam. Założyłam na siebie tylko szlafrok i poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Zrobiłam sobie jeszcze cieplutką herbatkę, o czym nie pomyślał Christopher. Dość szybko zjadłam śniadanie i wzięłam te leki. Poszłam się ubrać, żeby iść do sklepu kupić coś na obiad. Postanowiłam, że zrobię spaghetti. Szybko kupiłam wszystkie potrzebne rzeczy i wróciłam do domu. Położyłam wszystko na stole i udałam się do salonu, żeby pooglądać coś w telewizji. Zrobiłam sobie kawę, wzięłam ciastka i usiadłam na kanapie. Oglądałam powtórkę mojego serialu i ciągle jadłam. Wtedy dotarło do mnie, że Ucker będzie miał ze mną ciężkie życie przez parę następnych miesięcy, bo zaczynają mi się zachcianki. Najgorsze było to, że te ciastka to jedyne słodycze jakie znalazłam i musiałam je oszczędzać. Stwierdziłam, że później będę musiała poprosić Uckera, żebyśmy pojechali do sklepu po duuużo słodyczy. Kiedy serial się skończył wraz z moją kawą i ciastkami, wzięłam się za obiad. Wtedy pojawił się mój książę z torbami pełnymi zakupów.
-Oo, jesteś w końcu.- powiedziałam, dając mu słodkiego buziaka.
-Cześć, skarbie.
-Masz dla mnie coś słodkiego?- zapytałam i zabrałam mu torby, by w nich poszperać. -Nutella! Kochanie, czytasz mi w myślach.- powiedziałam, biorąc słoik.
-Dobrze Ty się czujesz, misiu?- zaśmiał się, patrząc na mnie dziwnym wzrokiem.
-Mam lekkie zawroty głowy, ale ogólnie czuję się świetnie.- odpowiedziałam, mieszając mięso na patelni.
-Obiad robisz? Kochanie, przecież ja mogłem się tym zająć. I nie mów mi jeszcze, że byłaś w sklepie...
-Tak, byłam w sklepie po coś na obiad tylko i wyłącznie, więc spokojnie nie przepracowałam się. Nie rób ze mnie kaleki, dobrze? Ciąża to nie choroba, nawet w moim przypadku.- uśmiechnęłam się do niego ciepło, żeby go uspokoić.
-Oj Duluś, Duluś... No dobrze, niech Ci będzie, postaram się być spokojniejszy.
-Dziękuję.- powiedziałam słodko.
-Wprosiłem się dzisiaj na kolację do rodziców. Musimy im powiedzieć, że jesteś w ciąży.
-O Jezu... Ucker, trzeba było najpierw o tym ze mną pogadać. Muszę pomyśleć jak ich o tym poinformować.
-Ej, spoko... Ja im powiem.
-No dobra... Tylko proszę Cię nie mów nikomu o tym, że chciałam usunąć ciążę, okej?
-Dobrze, spokojnie... Nie jestem idiotą. I wiesz co? Proszę, wyglądaj cudownie i zrób mocny makijaż.
-Wyglądaj cudownie?! Przepraszam, a czy z lekkim makijażem tak nie wyglądam?- zapytałam oburzona.
-Nie to miałem na myśli... Jesteś zawsze piękna, tylko że od tego płaczu i w ogóle masz strasznie podkrążone oczy, a chyba nie chcemy, żeby mama domyśliła się, że płakałaś z powodu ciąży, prawda? Dlatego lepiej będzie, jeśli się mocno pomalujesz.
-No okej, masz w sumie rację. To co naprawdę się działo przez ostatnie dwa dni pozostaje między nami, tak?
-Jasne, księżniczko moja.- powiedział i przytulił mnie mocno, aż przyciskając do kuchennego blatu.
-Tak bardzo się boję i to się chyba nie zmieni.- szepnęłam ze łzami w oczach.
-Wiem misiaczku, wiem... Rozumiem Cię, bo ja czuję to samo. Ale już tysiąc razy to przerabialiśmy i oboje wiemy, że wszystko będzie dobrze. Nie zaczynaj płakać, błagam Cię.- pocałował mnie czule w usta, ale to był tylko taki słodki buziak.
-Dobrze, koniec użalania się nad sobą. Leć umyć łapki, nakładam obiad.- klepnęłam go w tyłek, żeby poszedł od razu.
-Pamiętasz, co Ci wczoraj obiecałem?
-Pamiętam... Wiesz co? Będziesz mógł spełnić obietnicę dzisiaj, jeśli nie będę zbyt zmęczona.- posłałam mu czarujący uśmiech.
Zjedliśmy obiad w miłej atmosferze, ciągle rozmawiając o jakichś mało ważnych głupotach, typu co zrobimy jutro na obiad.


Ustawiłam wczoraj, żeby się dodało z automatu ;) A dlaczego? Kochane moje, dziś 27, czyli mija dokładnie 5 miesięcy od spotkania z Dul <3 :( Jejku, tak bardzo za nią tęsknię i chcę ją zobaczyć jeszcze raz, żeby tym razem tego nie skopać i z nią porozmawiać  <3 Nawet nie wiecie, jak bardzo mają mnie dosyć ludzie, którzy co miesiąc muszą ze mną siedzieć np. w szkole i słuchać mojego " X miesięcy temu o tej porze...". A mnie to tak śmieszy, bo mają po prostu pecha i muszą to jakoś znieść :) Zresztą w sumie im współczuję, bo nie mają tej przyjemności w życiu i nie mogą powtarzać ile czasu temu widzieli idola xD Ale no... Dość, bo co miesiąc się powtarzam i tutaj :D To chyba uzależnienie :P I nawet ustawiłam, żeby się dodało o 7:00, czyli jak pierwszy raz widziałam Dulcię na stacji <3 No to rozdział jakoś pewnie za tydzień, bo zauważyłam, że ostatnio tak dodaje mniej- więcej. 

środa, 20 kwietnia 2016

34. "Próbuję uniknąć tragedii"

Wstaliśmy dość wcześnie, by iść do lekarza. Od rana nie najlepiej się czułam i ciągle miałam mdłości. Prawie nic nie zjadłam, mimo że Ucker już nawet zaczął mnie karmić. Wreszcie jednak odpuścił, bo nie chciał mnie już męczyć. Pojechaliśmy do lekarza. Oczywiście spędziliśmy godzinę na korytarzu, czekając na swoją kolej. Było mi strasznie smutno, kiedy patrzyłam na kobiety z wielkim brzuchem, które lada dzień wydadzą na świat swoje maleństwa. Muszą być bardzo szczęśliwe, pomyślałam. Chciałabym móc z niecierpliwością czekać na swoje dziecko, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Położyłam rękę na brzuch i zaczęłam zastanawiać się, czy serduszko mojego dzidziusia już bije. Przymknęłam oczy, by nie wydostała się z nich ani jedna łza. To jednak nic nie dało i już po chwili wtulałam się w Uckera z nadzieją, że wtedy nikt nie zobaczy moich łez.
-Ej mała, nie płacz.- powiedział Christopher, obejmując mnie czule.
-Przepraszam, to chyba ze strachu i nerwów. Nie przejmuj się, zaraz mi przejdzie.- chciałam go uspokoić, żeby nie dopytywał.
-Nie przejmuj się? Słońce, ja tu wariacji dostaję przez to czekanie.
-Ja też, to okropne.
Zdołałam się uspokoić i po jakimś czasie wreszcie wywołali moje nazwisko i mogłam wejść do gabinetu. Z emocji nie byłam w stanie mówić, więc to zajęcie przypadło Uckerowi.
-Moja narzeczona jest w ciąży. Wczoraj robiła test i wyszedł pozytywny.- wyjaśnił na wstępie.
-Wspaniale, a więc zrobimy dokładne badanie, by to potwierdzić i zaraz pogadamy. To pierwsza ciąża, tak?- zapytał, a ja przytaknęłam niemym skinieniem głowy. -Póki co wszystko jest w jak najlepszym porządku. To piąty tydzień, a więc serduszko dziecka już bije i to całkiem nieźle. Zapraszam na wizytę za miesiąc...- nie dałam mu skończyć zdania, przerywając.
-Obawiam się, że nie będzie to możliwe.- powiedziałam, a w oczach już miałam łzy.
-Ale dlaczego? Kontrole są bardzo ważne.
-Tylko, że ja chcę usunąć ciążę.- rozpłakałam się, a Uckera i lekarza zamurowało.
-Jak to usunąć? Wszystko jest w porządku, więc nie mogę wykonać Pani aborcji. Wyjątkowa sytuacja to gwałt lub zagrożenie życia...
-No właśnie... Moja ciąża jest zagrożona.
-Nie jest. Skąd takie informacje?
Ucker wszystko wyjaśnił, był na mnie bardzo zły za ten pomysł.
-No widzi Pan? Nie mogę urodzić tego dziecka, bo może umrzeć. Będzie wtedy bardzo cierpieć, nie chcę tego.- podsumowałam zapłakana, a Ucker mimo złości, obejmował mnie ciągle i uspokajał.
-Pani czegoś nie rozumie... Ryzyko wystąpienia tej choroby u Pani dziecka wynosi 10%, a Pani życiu nic nie grozi, więc aborcja jest wykluczona.
-Ale...
-Jeśli Pani chce to zrobić, proszę bardzo, na własną odpowiedzialność. Tylko proszę pamiętać, że najprawdopodobniej pozbędzie się Pani zdrowego, cudownego dziecka.- doktor też był już mocno poirytowany. -Zresztą widzę, że jest Pani dobrą osobą i prawdziwą matką, i już pokochała swoje dziecko. Zdradza to ten napad płaczu.- stwierdził poważnym, ale ciepłym tonem głosu.
-No dobrze, skoro takie jest Pani podejście, to porozmawiam z Panem.- zwrócił się do Uckera z delikatnym, wymuszonym uśmiechem.
-Wybiję jej to z głowy.- zapowiedział od razu.
-Mam nadzieję. Jeśli nie, to dziewczyna wykończy się psychicznie. Proponuję konsultacje z psychologiem. Okej, więc wypiszę receptę. Te leki ma przyjmować przez całą ciążę, proszę tego pilnować. Nawet jak postanowi pozbyć się tej niewinnej istotki, to i tak powinna to brać dla wzmocnienia organizmu.
-Dobrze, wszystkiego przypilnuję.
-Mam nadzieję. Do zobaczenia, mam nadzieję, za miesiąc.
-Dziękuję, do widzenia. Chodź Dul.- wyrwał mnie z głębokiego zamysłu, żebym wstała.
Wyszłam za nim z gabinetu jakby nieprzytomna. Ubraliśmy kurtki i opuściliśmy przychodnie. Ucker okropnie szybko szedł, a ja ledwo nadążałam.
-Możesz zwolnić?- poprosiłam słodkim głosem.
-Po co? Może tak szybciej Ci się uda osiągnąć swój cel i nie będziesz musiała zabijać naszego dziecka.- tak chłodnego głosu Uckera nie słyszałam od... No właśnie od bardzo dawna.
-Nie mów tak do mnie i idź wolniej, do cholery!- zatrzymałam się, mimo że byłam na pasach.
-Pojebana jesteś?! Chodź, rusz się.- pociągnął mnie za rękę, żebym szła.
-Co Ty wyprawiasz? Dlaczego nie jesteś taki jak zawsze?
-A Ty? Lepiej zajmij się najpierw sobą i zastanów się, co Ty wyprawiasz!- podniósł na mnie głos, ściskając moją rękę.
-Nie krzycz na mnie...
-Nie rób z siebie ofiary, bo mam tego dość. Poczekaj w aucie, idę do apteki.- powiedział, otwierając mi drzwi od samochodu, bym wsiadła.
-A dlaczego nie mogę iść z Tobą?
-Bo nie mam ochoty z Tobą przebywać.- wyjaśnił krótko strasznie zimnym głosem i trzasnął drzwiami, odchodząc.
Wpadłam w istną rozpacz. Teraz już naprawdę nie wiedziałam, co robić. Miałam mętlik w głowie, a w dodatku te obojętne zachowanie Uckera... To było chyba najgorsze. Byłam pewna, że nie będzie zadowolony z mojego pomysłu i będzie zły, ale nie aż tak. To całkiem mnie dobiło i już nie miałam siły na nic. Po jakimś czasie wrócił z apteki i bez słowa wsiadł do samochodu.
-A może byś tak zapięła pasy, księżniczko?- zwrócił mi uwagę z przekorą w głosie.
-Powiedzmy, że nie mam ochoty.- odpowiedziałam jeszcze bardziej złośliwie niż on.
-No nie mogę... Nie przypuszczałbym, że jesteś tak pusta.- westchnął ciężko i zapiął mi te jebane pasy.
Do końca drogi panowała cisza. Było słychać tylko miejski gwar i mój płacz. Kiedy weszliśmy do domu, Ucker nie odzywał się do mnie ani słowem. Załamana pobiegłam od razu do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Mojego płaczu nie było końca. Ciągle trzymałam ręce na brzuchu, mówiąc w myślach do mojego okruszka różne rzeczy.
-Uspokoisz Ty się kiedyś?- zapytał Ucker chłodnym tonem, stojąc w progu oparty o futrynę.
-Jeśli nie zmienisz tego tonu, to nigdy.- odpyskowałam, ciągając nosem.
-Najpierw zacznij od zmiany decyzji.
-Przestań mnie tak traktować. Miałeś mnie wspierać, a jak na razie tylko się drzesz i masz pretensje.
-Nie, Dul. Wspierać miałem Cię w trakcie ciąży, a nie kiedy chcesz ją zakończyć. Nie myśl sobie, że będę akceptował każdą głupotę, jaką se wymyślisz.
-A idź do diabła! Lecz się!- rzuciłam w niego poduszką już okropnie wkurzona.
-To Ty się lecz, bo chyba masz coś z głową!- także krzyknął, wychodząc.
Dalej leżałam i płakałam już przez to, jak traktuje mnie Ucker. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Kiedy się obudziłam, zobaczyłam Uckera. Siedział przy mnie i czule głaskał po włosach. Patrzyłam na niego smutnym wzrokiem i zapytałam:
-Czemu tu przy mnie siedzisz?
-A czemu mam nie siedzieć?- odpowiedział pytaniem na pytanie z delikatnym uśmiechem.
-Bo jesteś na mnie zły i nie zamierzasz mnie wspierać, kiedy chcę zrobić taką głupotę...- użyłam jego słów.
-To prawda, ale to nie zmienia faktu, że Cię kocham i się martwię o zdrowie twoje i naszego dziecka.- te słowa znów wywołały u mnie strumień łez.
-Jakbyś mnie kochał, to dbałbyś o to, żebym przeżyła.
-Nie zasłaniaj się miłością, bo sama dobrze wiesz, że to nie ma nic do rzeczy. Kochanie... Zawsze byłaś poważną, mądrą kobietą, a teraz zachowujesz się jak dzieciak. Proszę Cię, ogarnij się i zacznij myśleć racjonalnie.
-Właśnie to robię. Próbuję uniknąć tragedii.
-Nie, Ty sama chcesz do niej doprowadzić. Dobra, uspokój się, wycisz i chodź zjeść. Zrobiłem naleśniki na obiad. Co prawda już trochę późno, no ale chodź.
-No dobrze, bo jestem cholernie głodna.- wstałam i poszliśmy do kuchni.
-Nie myśl, że wszystko jest okej. Jeszcze wrócimy do tej rozmowy. Tylko zjedz, bo później będziesz zła i nie będziesz jadła.- puścił mi oczko z delikatnym, słodkim uśmiechem.
-Jesteś kochany...- powiedziałam, łapiąc go za rękę. -Mimo, że jesteś na mnie cholernie zły, to zacząłeś się do mnie odzywać i starasz się traktować mnie normalnie. To dla mnie bardzo ważne, bo dzięki temu czuję, że naprawdę mnie kochasz i nie jestem sama.- dodałam z lekkim uśmiechem.
-Niestety tak zajebiście mocno Cię kocham, że chyba nie umiem długo się na Ciebie złościć. To znaczy nie tak jawnie, bo wkurwiony nadal jestem.
W sumie to podziwiam go, że ze mną wytrzymuje. Zdaję sobie sprawę z tego, że ma prawo być zły, ale cieszę się, że tak to przyjmuje i stara się zachować spokój.

A buu xD 
Co prawda Monisiu nie zasługujesz na rozdział, bo mnie obudziłaś 40 minut przed budzikiem, no ale dobra :P Ale w sumie rozdział jest krótki, więc okej. No to kiedyś na pewno będzie kolejny, a teraz adios :*

sobota, 16 kwietnia 2016

33. "Jesteś bardzo dzielna"

Długą chwilę leżeliśmy przytuleni w milczeniu na łóżku, a potem Ucker zapytał:
-Zostajesz tu, czy chcesz pomóc mi z kolacją?
-Wiesz co? Na razie zostanę, ale może zaraz do Ciebie przyjdę.- odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem.
-Okej, to odpocznij sobie chwilkę. Tylko nie próbuj płakać, bo i tak będę wiedział.
-Dobrze, będę grzeczna. Idź już.- prawie go wygoniłam, dając słodkiego buziaka w policzek.
-Tylko nie zaśnij.
-Spoko, wezmę sobie tableta i w coś pogram.- wzięłam tableta z półki, a Ucker wyszedł.
Oczywiście nie zamierzałam grać, miałam do zrobienia coś ważniejszego. Weszłam w internet i wpisałam w Google "Kiedy można wykonać aborcję". Na jakiejś stronie przeczytałam, że można to zrobić, kiedy jest zagrożenie życia matki lub dziecka. Stwierdziłam, że u mnie są oba te wypadki, więc lekarz mi na to pozwoli. Wyłączyłam tą stronę i usunęłam z historii, żeby Ucker za wcześnie się o tym nie dowiedział. Poszłam do kuchni jak gdyby nigdy nic i zapytałam:
-To w czym Ci mogę pomóc?
-Oo już jesteś... Możesz pokroić warzywa na sałatkę.- odpowiedział Ucker, stojąc przy zlewie.
-Okej, to daj mi nóż i deskę.- usiadłam na krześle przy stole i po chwili zaczęłam kroić warzywa.
-Wiesz co? Pójdziemy jutro do lekarza, żeby potwierdzić twoją ciążę i w ogóle.
-Też to właśnie chciałam mówić.- powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-No widzisz? Telepatia, słońce.- stwierdził, dając mi szybkiego buziaka.
-No na pewno.- zaśmiałam się cicho.
Po jakimś czasie nasza pyszna kolacja była gotowa i usiedliśmy do stołu w salonie. Mój kochany Uckerek zapalił świeczki, żeby dodać trochę romantycznego nastroju. Od razu zastrzegł, że nie ma na celu mnie uwodzić, tylko ma dla mnie zupełnie inną niespodziankę. Jadłam nawet chętnie, bo zresztą czułam się już trochę lepiej niż wcześniej.
-Smakuje Ci?- zapytał, przyglądając mi się ciągle.
-A nie widzisz, że jem ze smakiem?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie lekko podniesionym głosem.
-Spokojnie, upewniam się tylko. Po co te nerwy?
-Przepraszam, jestem po prostu poddenerwowana.
-Wiem, wybaczam. Będziesz jeszcze jadła?
-Nie, już jestem pełna.
-Okej, więc usiądź na kanapie.
-Co Ty kombinujesz?- zapytałam, spełniając jego prośbę.
-Nic takiego. Zamknij oczy i nie podglądaj.
-Jak ja tego nie lubię...
-Nie marudź. Ufam Ci, że nie otworzysz oczu i dlatego Ci ich nie zakryje. No już, zamykaj.- zamknęłam te oczy i siedziałam, próbując ustalić, co on robi.
Słyszałam kroki, a potem muzykę. Poczułam zapach gaszonych świeczek i byłam pewna, że zapalił światło.
-Możesz otworzyć oczy.- powiedział, a gdy otworzyłam oczy w pokoju było ciemno, a jedyne światło dawał księżyc przez odsłonięte rolety.
Przede mną klęczał, a właściwie kucał, bo tak było mu pewnie wygodniej, mój kochany chłopak, trzymając na wyciągniętej dłoni pudełeczko z pierścionkiem. Po raz pierwszy tego dnia na mojej twarzy pojawił się szczery, szeroki uśmiech.
-Kochanie moje najsłodsze... Wiesz co? Kupiłem dla Ciebie ten pierścionek prawie rok temu i jakoś nie mogłem się zebrać, żeby Cię o to zapytać. Na początku chciałem wymyślić coś nadzwyczajnego, żeby Cię zaskoczyć i sprawić, że będzie to niezapomniana chwila. Później już nawet poinformowałem moją rodzinę, żeby byli z nami w tym momencie. Finalnie stwierdziłem, że lepiej, żebyśmy byli wtedy sami. Dlatego zaprosiłem Cię na tą kolację i wcale nie zamierzałem iść do zwykłej restauracji. Miało to być coś bardzo wyjątkowego, ale mniejsza o to. Wiedziałem, że w tej sytuacji nigdzie ze mną nie pójdziesz. Chciałem to po prostu przełożyć, ale stwierdziłem, że muszę jakoś Cię dzisiaj pocieszyć i to będzie dobry sposób, i na pewno zapamiętasz ten dzień. Okoliczności może niezbyt dobre, no ale cóż... Od dawna nazywam Cię moją narzeczoną i są to takie słowa bez pokrycia. Aż do teraz... Skarbie, wyjdziesz za mnie?- mówił to wszystko drżącym głosem, był cholernie zestresowany.
-Już myślałam, że nigdy tego z siebie nie wykrztusisz...- zaśmiałam się słodko. -Jasne, że tak. Kocham Cię, kocham bardzo mocno!- krzyknęłam radośnie, a on drżącą ręką założył mi piękny srebrny pierścionek.
Rzuciłam mu się na szyję, aż poleciał do tyłu na podłogę. Zaczęłam go całować namiętnie i słodko. Nagle jakbym zapomniała o całym tym przeklętym dniu pełnym płaczu i byłam szczęśliwa w ramionach mojego księcia. Całował mnie czule, głaskając delikatnie po udzie.
-Chcesz?- wolał się upewnić pewnie ze względu na to, że ogólnie jestem dziś zła.
-Mhm... A wiesz, co jest najlepsze? Na razie nie musimy się zabezpieczać.- wydukałam między pocałunkami.
-No widzisz? W końcu myślisz pozytywnie.- zaśmiał się i odepchnął mnie na chwilkę, by przenieść się chociaż na kanapę. -Tu będzie wygodniej, bo jesteś za ciężka i wbijasz mnie w podłogę.- stwierdził, leżąc na mnie i dosłownie miażdżąc moje usta swoimi.
-Tak, już za ciężka...- przewróciłam oczami. -Wiesz co? Potrzebuję dobrego relaksu.- powiedziałam, oplatając go nogami w pasie.
-Ja Ci mogę go zapewnić, misiaczku.- od razu pozbył się mojej koszulki, a po chwili stanika.
-Szybki jesteś, skarbie... Dobrze, że chociaż w takich sprawach nigdy nie zastanawiasz się rok.- ewidentnie się z niego nabijałam, to takie fajne...
-Haha, bardzo śmieszne...- zrobił głupią minę. -Dobra, cicho już. Próbuję się skupić na Tobie.- ściągnął też moje spodnie i zostałam w samych majtkach.
-No okej, czyń swą powinność.
Tuż po tych słowach usta Uckera zaczęły wędrować po całym moim ciele. Tak czule, delikatnie, słodko... I właśnie relaksacyjnie, czyli tak jak chciałam. Tylko nie rozumiałam, dlaczego Ucker nadal był w pełni ubrany. Wzięłam się za ściąganie jego koszuli i oczywiście poszło mi to dość sprawnie. Ogólnie jakoś szczególnie mi się nie spieszyło, żeby przejść do rzeczy. Tym razem seks był dla mnie tylko jak dodatek do tego wszystkiego, tej naszej bliskości. Chciałam przede wszystkim relaksu, czułości i takiego słodkiego romantyzmu. No i oderwania się od rzeczywistości, od tych okropnych kłótni. Czułam, że mogę już być spokojna, bo znalazłam wyjście z sytuacji. Ale wracając do tego, co działo się między nami w tej chwili...
Na całym swoim ciele czułam ścieżkę pocałunków Uckera. I było to zupełnie inne, niż zwykle. Zazwyczaj skupia się na moich piersiach, a tym razem przyjemność dawał także innym partią mojej skóry. Dużo całował mój brzuch, szyję ramiona... Ja tylko leżałam i dyszałam na razie cichutko.
-Podoba Ci się to, prawda?- zapytał wprost do moich ust.
-Wiesz doskonale, że to uwielbiam.- odpowiedziałam, powoli ściągając jego spodnie.
-Też uwielbiam Ci to robić. Masz taką delikatną i słodką skórę.
-Nie gadaj tyle, tylko działaj.
-Oj kochanie, jaka Ty dzisiaj nerwowa...
-Lepiej mnie nie denerwuj, bo na całowaniu się skończy. Ja jestem już zrelaksowana, ale Ty pewnie niezaspokojony, więc lepiej się przymknij.
-Masz rację. To ja może się już za Ciebie wezmę, bo mi jeszcze uciekniesz.- szybkim ruchem zdjął moje majtki.
Głaskając mnie opuszkami palców, powoli dotarł między moje nogi, rozsuwając je delikatnie. Od razu znalazł się dwoma palcami w moim wnętrzu. Chyba już nie muszę tłumaczyć, co robił, żeby doprowadzić mnie do szału. Doszłam po raz pierwszy, wyginając się w łuk. Kiedy chwilkę odpoczęłam, będąc znów całowana przez Christophera, pozbyłam się jego bokserek. Stwierdziłam, że skoro dał mi tyle rozkoszy pocałunkami i nie tylko, to muszę mu się najpierw odpłacić. Wzięłam w rękę jego członka i zaczęłam się nim niewinnie bawić. Podobało mu się, bo dyszał ciężko, łaskocząc mnie w szyję swoim ciepłym oddechem.
-Wystarczy już, kochanie.- powiedział, łapiąc mnie za rękę, żebym przestała.
Posmyrał mnie delikatnie po udach, a po chwili delikatnie wszedł we mnie. Jak zwykle złapał moje ręce i umieścił mi nad głową. To jest jakiś jego dziwny nawyk od zawsze, ale nie zamierzam z tym walczyć, bo jest to bardzo fajne i jeszcze bardziej ekscytujące. Zaczął się powoli we mnie poruszać, ciągle całując moją szyję. Wiłam się pod nim jak opętana, nie mogąc złapać oddechu przez doznania, które porywały mnie w zupełnie inny świat. Świat idealny, gdzie jestem tylko ja i mój ukochany tak cudownie nagi i seksowny... Koniec się zbliżał, powoli dochodziłam, dysząc głośniej i jęcząc coraz częściej. Wreszcie doznałam spełnienia, a zaraz za mną Ucker. Jeszcze przez chwilę leżał na mnie, słodko całując moją szyję i dekolt.
-Zrelaksowana?- zapytał jeszcze drżącym głosem przez nadal nieumiarkowany oddech.
-Bardzo. Zaspokojony?
-Jeszcze bardziej.- zaśmiał się słodko i wstał. -Zmykaj do kąpieli, a ja pozmywam naczynia.
-Jak ja Cię za to kocham. Jaki inny mężczyzna dobrowolnie by mył naczynia? Jesteś aniołem, skarbie.
-Nie ciesz się tak, po ślubie się to skończy.- wystawił mi język, śmiejąc się szyderczo.
-Nie wiadomo jeszcze, czy w ogóle się ten ślub odbędzie.
-Dlaczego niby?
-Nie zapominaj, że moja przyszłość jest niepewna.
-Nie zaczynaj znowu, idź się już kąpać.
Tak jak kazał mi Ucker, poszłam się kąpać. Nalałam siebie wody, ale nie tak dużo jak to robi Christopher. Leżałam w wannie, zastanawiając się nad swoją decyzją. Zawsze byłam przeciwna aborcji, bo uważam to za morderstwo. Jednak nie widzę innego wyjścia z tej sytuacji. Mój przypadek jest jednym z wyjątków, kiedy można zrobić coś takiego. Robię to przede wszystkim dla mojego dziecka, żeby nie cierpiało. No, bo jeśli będzie chore, to przeżyje to samo co mój braciszek. A jeśli ja umrę... Nie będzie miało matki i też będzie nieszczęśliwe. To bardzo trudna decyzja, bo jakby nie patrzeć, chcę pozbyć się mojego dziecka i na pewno to też negatywnie odbije się na mojej psychice i nigdy tego sobie nie zapomnę... I Ucker także, bo przecież cieszył się na wieść o mojej ciąży. Nienawidzę podejmować decyzji. Chociaż mój związek z Uckerem w sumie zaczął się od trudnej decyzji i wyrzeczeń z mojej strony, to nie było to aż tak okrutne, jak to, co muszę zrobić teraz. Naprawdę tego nie chciałam, ale bałam się zaryzykować i nie widziałam innego wyjścia.
Kiedy oboje już byliśmy wykąpani, położyliśmy się razem do łóżka. Było mi jakoś zimno i nienaturalnie mocno wtuliłam się w Uckera.
-Co Ci jest?- zapytał tym swoim rozbrajająco słodkim i czułym głosem.
-A musi mi coś być, żeby mocno przytulić Cię na dobranoc? Po prostu jest mi zimno i smutno. A po za tym kocham Cię i uwielbiam twoją bliskość.- odpowiedziałam, całując go w ramię.
-Kochanie moje... Wiesz co? Podziwiam Cię, że znów starasz się jakoś sobie radzić i nie płakać bez przerwy. Jesteś bardzo dzielna, wiesz o tym?- także tulił mnie mocniej, a mi się aż zrobiło głupio na myśl o tym, co planuję zrobić.
-Nie przesadzaj, po prostu udało Ci się poprawić mi humor.- stwierdziłam, ziewając.
-Oj, wybacz... Jesteś zmęczona, a ja Cię zagaduje. Śpij, skarbie. Posmyrać Cię po pleckach?
-Mhm, dobranoc kochanie.
Po tych słowach Christopher zaczął głaskać mnie po plecach, a ja powoli zasypiałam.



Dodaję ten rozdział od rana i dodać nie mogę xD Ale na szczęście Monika mnie poratowała i zaproponowała układzik :D Wgl to przeraziły mnie troszkę Wasze komy ostatnio, bo tak strasznie najeżdżacie na Dul i jak się domyślam, pod tym rozdziałem będzie jeszcze gorzej xD Ale spokojnie, Dulcia ma swoje powody i nawet Uckerkowi ciężko to zmienić ;) Także proszę o wyrozumiałość dla Dulisi :* No to do następnego, skarby <3
Słyszałyście najnowsze wiadomości o naszym RBD?? Poncho będzie tatą!! Jejku, tak się cieszę i już się nie mogę doczekać <3 <3 Pewnie będzie miał śliczne dziecko :D