niedziela, 9 października 2016

18. "Nowy etap"

Ucker:
Wstałem dość wcześnie, kiedy Dulce jeszcze spała. Na twarzy miała taki cudowny, delikatny uśmiech. Wyglądała tak słodko i niewinnie. Przykryłem ją dokładnie kocem, pogłaskałem po policzku i wyszedłem z pokoju. Udałem się do kuchni i zrobiłem sobie kawę. Myślałem nad wczorajszym zachowaniem Duli i coraz mniej rozumiałem. Czyżby w końcu zdołała pojąć, co do niej czuję? Nie no, nie wierzę... Moja gwiazdeczka zaczyna myśleć! A w dodatku mi się upiekło i nawet nie musiałem jej nic wyznawać. Wczoraj, ale dziś też jest dzień... Dulcia pewnie się zaraz obudzi i będzie mnie męczyć pytaniami, a to bywa wyczerpujące, bo ona jest cholernie uparta i upierdliwa. Trochę się wyłączyłem, kiedy pogrążyłem się w myślach i w pierwszej chwili nie zauważyłem, że moja żona pojawiła się w kuchni, a nawet usiadła na przeciwko mnie.
-Jadłeś już śniadanie?- zapytała, wpatrując się we mnie.
-Co? Nie, nie jadłem.- odpowiedziałem lekko skołowany, jakby mnie dopiero obudziła.
-To super, bo możesz mi też zrobić.
-Co mam Ci zrobić?- na te słowa wybuchła śmiechem.
-Śniadanie, głupku!- podniosła głos i wstała, opierając się rękami o stół. -A co myślałeś?- zapytała, a dla odmiany ja zacząłem się śmiać, kiedy dotarło do mnie jak dziwne myśli miałem przed chwilą.
-Aa okej. Jasne, że Ci zrobię to śniadanie. Co byś zjadła?- wstałem i podszedłem do parapetu, na którym była większość jedzenia. -Co powiesz na kanapkę z serem?
-Nic innego nie ma, prawda?
-Zgadłaś! Znaczy są zupki chińskie, ale to na obiad i kiełbaski, ale ognisko zrobimy wieczorem.
-Okej, niech będzie... Ufam Ci i mam nadzieję, że zrobisz mi dobre kanapki.- powiedziała z czarującym uśmiechem, po czym wtuliła się we mnie słodko.
-No to chyba się dla Ciebie postaram...- dałem jej buziaka w policzek i wziąłem się za kanapki.
Niestety w sumie nie miała co liczyć na dobre kanapki... Sam chleb i ser, bo przecież zapomniałem kupić masła. Za to zrobiłem jej do tego pyszną kawę, więc miałem nadzieję, że aż tak bardzo nie będzie narzekać, choć w jej przypadku to raczej nieuniknione. Cierpliwie czekała, siedząc na krześle przy stole. Czułem jej wzrok na sobie, no ale nic dziwnego... Byłem w samych bokserkach, a na niej robi to duże wrażenie, wiem o tym. Kiedy skończyłem robić śniadanie, podałem jej i usiadłem na krześle po drugiej stronie stołu, a właściwie małego stolika.
-Kanapki bez masła... Serio, Uckerku? No dobra, chociaż tą kawą mnie przekupiłeś i nie będę się czepiać.- uśmiechnęła się słodko.
-A myślisz, że czemu zrobiłem Ci tą kawę? Gdyby nie brak masła, to byś jej pewnie nie dostała.
-Miło, miło... A nawet bardzo. Dobra, jedzmy szybko, bo musimy pogadać i Ty dobrze o tym wiesz.- o nie... Zaraz się zacznie i jeśli się nie odważę na wyznania, to pewnie się pokłócimy.

Dulce:
Jadłam jak najszybciej, żeby móc pogadać z Uckerem. Postanowiłam, że tym razem to z niego wyciągnę, choć w sumie i tak znam już prawdę. Chciałam po prostu usłyszeć to z jego ust, żeby nie mieć już żadnych wątpliwości. No więc kiedy skończyliśmy śniadanie, pierwsza wstałam i odstawiłam talerze do zlewu. Podeszłam do siedzącego Uckera i złapałam go za rękę, by się podniósł.
-Chodźmy do pokoju, bo tu jest niewygodnie.- powiedziałam, a on wykonał moją prośbę i poszliśmy do pokoju usiąść na łóżko.
-Co byś chciała?- zapytał, patrząc mi głęboko w oczy, czym pewnie próbował mnie zmylić.
-Żebyś wyjaśnił mi, co próbowałeś mi powiedzieć, kiedy nic nie mówiłeś.
-Mhm... Masło maślane.- zaśmiał się cicho.
-Daj spokój, Uckerku... Jestem gotowa, by to usłyszeć. Zresztą wczoraj wszystko przemyślałam i dałam Ci do zrozumienia, że właściwie wiem, o co chodzi.
-Wiesz? To czemu dalej pytasz?
-Bo bardzo chcę to usłyszeć od Ciebie. Wiem, że masz pewien problem i nie jesteś zbyt wylewny, co nie jest twoją winą. Ja też nie lubię mówić o uczuciach i wiem, że jest to wina naszych starych. Rozumiem, że to dla Ciebie trudne, ale musisz się odważyć i po prostu ze mną szczerze porozmawiać. Jeśli chcesz, żeby coś z tego było, to niestety musisz wyznać mi, co czujesz.- gadałam i gadałam, a Ucker przyglądał mi się uważnie i trzymał mnie za rękę, delikatnie głaszcząc zewnętrzną cześć mojej dłoni.
-Wytłumacz mi, jakie to ma znaczenie... Do czego potrzebne Ci są jakieś słowa?
-Aj, to nie są jakieś słowa... Każdy człowiek powinien czasami je usłyszeć, bo są bardzo ważne. Zresztą od rodziców nigdy tego nie słyszałam, to mam okazję usłyszeć od Ciebie. Nie bój się, rozmawiasz tylko ze mną i wiedz, że nie użyję tego przeciwko Tobie. Jeśli nie zauważyłeś, zmieniłam się i staram się być dobra, wyrozumiała i słuchać Cię nawet jak pierdolisz bzdury. A teraz to mega ważne i liczę, że w końcu to z siebie wykrztusisz. Ale w sumie okej, jestem cierpliwa i daję Ci czas do wieczora. Jak się zdecydujesz na szczerość, to po prostu powiedz.
-Okej, dzięki.- uśmiechnął się do mnie słodko, po czym przytulił mnie mocno. -Jednak jesteś kochana i słodka, Dulisiu.- powiedział, całując mnie czule w skroń.
-Jasne, że jestem, ale nie zawsze mi się chce to pokazywać.- stwierdziłam, śmiejąc się.
-Wiem, wiem... Ej, chodźmy na spacer.- powiedział z uśmiechem i entuzjazmem, odrywając się ode mnie, ale nadal był bardzo blisko.
-Dobra! Wtedy jak uciekłam, byłam w pięknym miejscu. Pokażę Ci je, jeśli uda mi się tam trafić, okej?- wstałam zadowolona z pomysłu na spacer.
-Okej, chodźmy maleńka.- także wstał i wyszliśmy z pokoju.
Ubraliśmy się, to znaczy ja ubrałam kurtkę Uckera, a on miał tylko ciepłą bluzę. Opuściliśmy dom z szerokimi uśmiechami, bo oboje byliśmy w dobrych humorach. Miałam nadzieję, że na tym spacerze albo ewentualnie wieczorem przy ognisku Ucker zdobędzie się na szczerość. Byłam pewna, że mnie kocha, ale potrzebowałam usłyszeć to od niego wprost, nie znakami i wskazówkami, tylko słowami. Mój mąż ma lekkie zaburzenia emocjonalne, bo miał ciężkie życie i w sumie nadal nie jest ono łatwe. Wiem, co on czuje, bo mamy właściwie taką samą przeszłość, ale jakoś na jego psychice bardziej się to wszystko odbiło. No okej, on w pewnym sensie miał gorzej... Jego rodzice zawsze byli bardziej okrutni niż moi, bo on nie raz dostał w mordę od ojca i ogólnie używali gorszych określeń na swojego syna. W dodatku te problemy w szkole, narkotyki, teraz ta historia z Amadorem i zabijanie na polecenie... A do tego wszystkiego ja- najcudowniejsza dziewczynka na świecie, która zawsze dodatkowo utrudniała życie niewinnego, słodkiego chłopczyka. Nie ma co się więc dziwić, że Uckerek ma problemy z wyznawaniem uczuć i nie lubi tego robić. No w sumie ja też nie jestem zbyt wylewna, ale czasem mam wrażenie, że pod pewnymi względami jestem od niego odważniejsza. Ten głupek się pewnie będzie teraz trzy dni zastanawiał, czy wyznać mi swoje uczucia. No dobra, spróbuję o tym teraz zapomnieć i cieszyć się porannym spacerem z mężem po pięknej, dzikiej okolicy.
-Jak mi się tu podoba...- powiedziałam, kiedy dotarliśmy do miejsca, o którym wcześniej wspominałam.
-Tak, cudnie tu. Zostańmy chwilę w tym miejscu, usiądźmy.- trzymając mnie za rękę, usiadł nad urwiskiem, więc ja także.
Mieliśmy stąd przepiękny widok... Dolina pełna bujnej roślinności, kwiatów, drzew, na obrzeżach kamienie, a gdzieniegdzie trochę śniegu. Wyglądało to jak obrazek zdjęty z widokówki. Usiadłam bardzo blisko Uckera i oparłam głowę na jego ramieniu, nie puszczając jego dłoni.
-Boję się.- powiedziałam cicho, patrząc wprost przed siebie.
-Czego?
-Przyszłości. Nasze życie jest tak niepewne i możemy już nigdy nie wrócić do Meksyku. Tu jest świetnie, ale nie na tak długo, zwłaszcza kiedy w naszym kraju może dziać się coś złego. Jak myślisz, ten cały Amador ciągle nas szuka?- spojrzałam na Uckera, a on na mnie wyraźnie zatroskanym wzrokiem.
-Nie wiem, Duluś. Amador nie jest idiotą i ogarnął, że wyjechaliśmy. Wie doskonale, że uciekliśmy z kraju, bo już dawno to na pewno sprawdził. Tyle, że nie dowie się, gdzie jesteśmy, ale jest świadomy tego, że kiedyś musimy wrócić. Także myślę, że w tym momencie tylko na nas czeka.
-A co jeśli nigdy nie będziemy mogli wrócić do domu? Ucker, nie chcę całego życia spędzić w buszu!- miałam łzy w oczach na samą myśl o tym, że całe moje życie będzie tak wyglądać.
-Ej, gwiazdeczko, będzie dobrze... Nic Ci się tu nie stanie, przecież jesteś ze mną. Dobrze wiesz, że nie dam Cię skrzywdzić i wiesz także dlaczego.- przytulił mnie mocno i pocałował kilka razy w policzek.
-Wiem, wiem... Ale co jeśli wrócimy do domu, a on nas znajdzie i skrzywdzi? W pewnych sytuacjach nie zdołasz mnie ochronić.
-Duleczko, mogłabyś już skończyć te gadanie? Nie bój się i nie martw się tym teraz. Co będzie, to będzie... Każdy kiedyś musi umrzeć.
-Jasne, ależ Ty zabawny, kochanie...
-Czy Ty właśnie powiedziałaś do mnie "kochanie"?
-A co, nie mogę?! Masz z tym jakiś problem? Będę mówić, jak zechcę w danej chwili!- jakoś się tak nagle zbulwersowałam.
-I za to Cię kocham, Duluś...- i tu mnie zatkało, on w pewnym sensie właśnie wyznał mi miłość!
-Że co robisz?
-No za te twoje humorki i darcie się na mnie o byle co...
-Nie pytałam za co, tylko co robisz.
-Co? No powiedziałem, że kocham Cię...- przerwałam mu i wpiłam się w jego usta.
-Tyle mi wystarczy.- wydukałam cicho między słodkimi pocałunkami, a on oderwał się ode mnie i patrzył pytająco.- Głąbie... Nie musisz już nic mówić. Padły już te słowa, które chciałam usłyszeć, dziękuję.- wróciłam do całowania go i to już dużo namiętniej niż przed chwilą.
-Czekaj, czekaj... Czy to znaczy, że dasz mi już spokój i nie karzesz mi więcej powtarzać, że Cię kocham?- zapytał z uśmiechem, odsuwając się ode mnie.
-Nie, nie będę kazać Ci tego mówić, ale nie ukrywam, że chciałabym słyszeć to średnio codziennie i może trochę bardziej bezpośrednio, no ale okej... Nie wymagam tego od Ciebie. Powiedz tylko, czy to jest szczere, jak to się w ogóle stało i od kiedy coś do mnie czujesz? Mam do Ciebie tyle pytań, bo wielu rzeczy nie rozumiem...
-Ty zawsze wszystko musisz wiedzieć? Uczysz się na pamięć każdego zdania, które od kogoś wyłudzisz, czy piszesz o tym książkę?- zaśmiał się słodko.
-Nic z tych rzeczy. Ja po prostu lubię jasne sytuacje i wolę wiedzieć na czym stoję. Zresztą lubię rozmawiać z ludźmi, więc inni muszą rozmawiać ze mną, kiedy tego chcę.- powiedziałam z wielką pewnością siebie, a Ucker rzucił mi dziwne spojrzenie. -No co?- zapytałam, nie rozumiejąc jego wzroku.
-I weź takiej nie nazywaj księżniczką... Gwiazdorzysz na każdym kroku, maleńka, i nie da się nie zwrócić na to uwagi.- objął mnie czule, śmiejąc się ze mnie delikatnie.
-Nieprawda... Ale dobra, nie mydl mi oczu takim gadaniem i nie śmiej się ze mnie, bo Ty też nigdy nie byłeś lepszy, tylko ostatnio lekko spoważniałeś. Ale do tego jeszcze wrócimy, bo najpierw chcę poznać odpowiedzi na moje pytania i dowiedzieć się, co z nami dalej będzie.
-Aj, marudo... Co Ty chcesz umowę spisać?
-Nie, dosyć już związków na papierku.- miałam oczywiście na myśli nasze małżeństwo.
-No dobrze, miejmy to już za sobą... Chciałaś wiedzieć, czy to jest szczere uczucie, tak?- spojrzał na mnie, a ja skinęłam głową. -Powiem Ci, że ciężko to określić. To znaczy moja troska o Ciebie i pewnego rodzaju fascynacja twoją osobą jest jak najbardziej prawdziwa, bo to czuję na pewno. Tyle, że nie jestem zbyt doświadczony, jeśli chodzi o głębsze uczucia, więc nie mam póki co pewności, czy jest to taka prawdziwa, szczera miłość, czy może jakieś przyzwyczajenie, przyjaźń, wyrzuty sumienia, czy jedynie ta troska. Nie chcę na siłę wpajać Ci, że darzę Cię ogromną miłością, bo najzwyczajniej w świecie nie jestem tego pewny. Rozumiesz?
-Tak, ale nie wiem, co o tym myśleć. Z jednej strony trochę mnie to zasmuciło, bo znaczy to, że nie jesteś pewny, czy mnie kochasz i w każdej chwili mogę usłyszeć "sorry, jednak nie". Ale z drugiej strony podoba mi się to, co powiedziałeś, bo widzę, że naprawdę jesteś ze mną szczery i nie chcesz mnie oszukiwać. Ponadto twoje zagubienie w uczuciach świadczy o tym, że jesteś wrażliwy, słodki i dużo o tym myślałeś. Okej, trochę mnie to zbiło z tropu, ale wcale nie oczekuję, że związek zaczęty wymuszonym ślubem będzie prosty i idealnie poukładany.
-Cieszę się, że to rozumiesz. Kochana jesteś, wiesz?- przytulił mnie znowu mocno i pocałował czule w skroń.
-Wiem. Ale powiedz mi, co teraz z nami będzie. Już wiem, że mnie kochasz, ale właściwie to jeszcze nic nie znaczy. Chodzi mi o to, czy to jest równoznaczne z tym, że chcesz ze mną być tak na poważnie? No bo wiesz... Nigdy się nie lubiliśmy i jestem teraz w dużym szoku. W sumie też bym chciała z Tobą być, ale jakoś sobie tego nie wyobrażam. Nigdy Cię nie lubiłam, a teraz powoli się to zmienia. Jednak dla mnie... Jakby Ci to powiedzieć... Poza tamtą nocą nic nas nie łączy. To był jedyny czas, kiedy byłeś mi bliski i w tym momencie... Przepraszam, że Ci to mówię w ten sposób, ale też chcę być z Tobą szczera. W tym momencie mam ochotę z Tobą być i spróbować, ale tylko dlatego, żeby powtórzyć tamtą noc. Bo w zasadzie to ja nie powinnam, bo jestem z Pablem i go kocham, ale z Tobą było mi tak dobrze, że już sama nie wiem, czy chcę dalej być z nim. Wiem tylko tyle, że nie chcę się z Tobą już więcej kłócić i chcę, żeby było tak jak teraz. Nie jestem tylko pewna, czy chcę z Tobą być. Nie wiem, czy dam radę Cię pokochać, a nie chcę, nie mogę Cię zawieść i skrzywdzić. Znam Cię i teraz bardziej niż kiedykolwiek czuję twoją prawdziwą, wrażliwą naturę.- trochę plątałam się w słowach, bo nie widziałam, jak to wszystko ująć.
-Dulisiu, nie bój się niczego i daj się ponieść. Dla nas obojga jest to nowa sytuacja i wiemy, że nie ma nic pewnego. Nie przejmuj się mną i nie martw niczym. Po prostu spróbujmy i postarajmy się o ten związek. I tak jesteśmy tu sami, i jeśli chcesz, nikt się nie dowie, co się między nami wydarzyło. Ja się naprawdę nakręciłem i mam wielką ochotę spróbować być z Tobą i kochać Cię, znowu udało mi się to powiedzieć. Masz na tyle odwagi, żeby być ze mną, właściwie zdradzając Pabla?
-Pff, ja nie mam odwagi, ja? Ty chyba masz coś z głową...- celowo to powiedziałam, śmiejąc się.
-Tak, to była czysta prowokacja, Duleczko.- przysunął się do mnie i skradł mi szybkiego buziaka tym razem już w usta.
-Nieładnie tak, Uckerku...- skarciłam go delikatnie, po czym powoli i czule zaczęłam go całować.
Cały dzień spędziliśmy razem w cudownej atmosferze, a wieczorem znowu zrobiliśmy ognisko. Ucker oczywiście się nade mną zlitował i sam piekł mi kiełbaskę. A co ja robiłam w tym czasie? To co w życiu wychodzi mi najlepiej, czyli denerwowałam mojego męża. W sumie to mu po prostu przeszkadzałam i ciągle na niego właziłam. W końcu się zdenerwował i oparł kijek z kiełbaskami o kamień, by mieć wolne ręce. Zaczął mnie łaskotać, co wychodziło mu świetnie, bo aż się dusiłam ze śmiechu. Tak się wierciłam, kiedy mnie dotykał, że aż spadliśmy z ławki do tyłu. Miałam jednak szczęście, bo jak to na księżniczkę przystało, nie spadłam na ziemię tylko na księcia idiotę. Nie no nie mogę przestać go wyzywać...
-Wstawaj ze mnie.- powiedział, śmiejąc się.
-A co jeśli nie zechcę?- zapytałam ponętnie i uwodzicielsko ze słodkim uśmiechem, po czym wręcz rzuciłam się na jego usta.
-Ejejej, napaleńcu... Uspokój się, bo mnie w ziemię wgnieciesz.- mówił między pocałunkami, śmiejąc się ze mnie.
-Trudno, to będziesz wgnieciony.- zaśmiałam się szyderczo i oczywiście nie przestałam wręcz miażdżyć jego ust. -Masz problem, bo mam straszną ochotę na te namiętne pocałunki i chyba nigdy nie będę miała dość.
-Okej, zobaczymy później... Ale teraz musisz ze mnie zejść, bo znowu będziemy musieli się dzielić kiełbasą, jak nam któraś wpadnie do ogniska.
-Aj, Ucker... Wszystko psujesz, idioto.- podniosłam się i usiadłam z powrotem na ławce niby obrażona.
-Nie obrażaj się, wariatko.- usiadł obok i smyrał mnie nosem po policzku.
-No przecież się nie obrażam, wygłupiam się tylko.- zaśmiałam się i skradłam mu szybkiego buziaka. -Dobra, nie gadaj tyle... Głodna jestem.
-Czekaj, już prawie gotowe. Co będziemy robić po kolacji?- zapytał, spoglądając na mnie dosyć dziwnie, ale głupia ja nie ogarnęłam, o co chodzi.
-Hmm... Pójdę wziąć prysznic, a potem spać. A co?
-Aha, nie no nic... Tak tylko pytałem. Podaj chleb, bo kiełbaski już gotowe.
Wykonałam jego polecenie i już po chwili jedliśmy pyszne, przypieczone kiełbaski. Po jedzeniu Uckerek trochę pokrzyżował mi plany i nie pozwolił mi iść jeszcze do domu. Poprosił, żebym została z nim na dworze, bo chciał posiedzieć przy ognisku. Posadził mnie na swoje kolana i przytulił tak, że miałam głowę na jego klatce piersiowej. Siedzieliśmy tak w ciszy przez około 5 minut, kiedy mój mąż powiedział prawie szeptem:
-Spójrz do góry.
-Wow, jak pięknie.- powiedziałam na widok tysiąca gwiazd na niebie. -Te gwiazdy mają taką magię, są niesamowite! Stąd widać je idealnie, z Meksyku nigdy nie było tak pięknych widoków.
-Uroki miasta, Dulisiu. Tutaj jest całkiem ciemno, więc lepiej widać niebo. Wiesz co? Mógłbym tak z Tobą tu siedzieć i patrzeć w niebo do końca życia.- pocałował mnie słodko w czubek głowy.
-Tak, też mogłabym spędzić tak całe życie. Gwiazdki, ciepło ogniska i mój zajebisty mąż... Perfekcyjnie.
-Naprawdę chcesz ze mną spędzić tutaj całe życie? Mówisz całkiem serio?
-No a czemu nie? Przecież jest bardzo miło.
-Tak, ale jestem zaskoczony twoją nagłą zmianą. Jeszcze wczoraj mnie wyzywałaś, przecież się nie lubimy.
-Od wczoraj dużo się zmieniło. Długo myślałam o naszych relacjach, próbując rozkminić twoje zachowanie. Kiedy doszłam do wniosku, że coś do mnie czujesz, zaczęłam się głębiej nad tym zastanawiać. Zrozumiałam, że tak strasznie do siebie pasujemy i jesteśmy właściwie tacy sami. Już nie raz okazało się, że potrafimy się dogadać i współpracować. Wszystko zależy od mojego nastawienia do sprawy. Teraz jestem pozytywnie nastawiona do tego związku i bardzo chcę, żeby się udało. Jestem w stanie spróbować i ponieść wszelkie konsekwencje, jak na przykład kłótnia z Pablem, czy zepsute nerwy przez Ciebie.
-Dziękuję, to dla mnie naprawdę bardzo ważne, Dul. Czuję, że zaczynam nowy etap w życiu i tego już nie zamierzam zepsuć.- zaczął mnie delikatnie całować od skroni przez policzek powoli aż po szyję.
-Pomogę Ci w tym nowym etapie i postaram się wspierać Cię, nawet jak nam nie wyjdzie.- zdążyłam jeszcze powiedzieć, zanim zaatakował moje usta swoimi, od razu wpychając mi jęzor do gęby.


Hejoo xD Tak, ja też uważam, że czas na rozdział :D Szalejecie ostatnio z tymi komentarzami, ale powiem Wam, że to się mocno przekłada na moją wenę, bo mogłabym ciągle pisać i pisać do późna nawet prawie po dwa dziennie (a wiecie jak długie są moją rozdziały xD) Strasznie Wam dziękuję, że jesteście ze mną i piszecie tu tyle miłych słów, że uśmiecham się do telefonu ;) Dzięki Wam czuję się doceniona, daje mi to naprawdę dużo szczęścia❤ Tak mnie wzięło na sentymenty dzisiaj :) A wgl to wiecie, że teraz jakoś mamy drugie urodziny mojego bloga (nwm dokładnie kiedy, ale październik na pewno). Nwm czy ktoś tu jest ze mną tak długo, bo wtedy komentarze miałam prawie tylko od Moniki, która teraz trochę zaginęła w akcji xD Ale brawa dla niej, bo ostatnio nadrobiła u mnie 3 komy, haha :) Ciekawe kiedy dotrze tutaj xD Ej wgl to słyszałyście, że Ucker ponoć nie jest już z Natalią? Gdzie jak gdzie, ale tutaj mogę otwarcie powiedzieć (napisać), że bardzo się z tego cieszę i mam nadzieję, że to prawda :D Ok, koniec jak zwykle mega mądrego i wszystkim potrzebnego do szczęścia przemówienia Pelasi ;) Do następnego :* 

środa, 5 października 2016

17. "Oboje tego potrzebujemy"

Ucker:
Wstałem tak wypoczęty jak chyba jeszcze nigdy. Co prawda mało spałem, bo przez pół nocy walczyłem z Dul, ale tak dobrze mi się spało, że w ogóle tego nie odczuwam. W nocy tak dobrze mi było z Dulce mimo jej kompletnego braku doświadczenia i generalnie sporych oporów. To było świetne i chciało mi się z niej śmiać, bo była taka zdezorientowana, a przy tym słodziutka i niewinna. Szkoda tylko, że teraz jest pewnie obrażona, bo się do niej wczoraj nie odzywałem i nieźle ją zmanipulowałem, żeby w ogóle do czegoś doszło. Właśnie... ja nią manipulowałem, rozpalając do czerwoności, ale do niczego jej nie zmuszałem. Tak, to będzie moim pierwszym argumentem. Zorientowałem się, że nie ma koło mnie Duli, ani jej ubrań, które wcześniej były rozrzucone po całym pokoju. A co to znaczy? Ta opętana wariatka znowu gdzieś polazła! Niechętnie wstałem i się ubrałem. Rzeczywiście w domu jej nie było, więc wyszedłem na dwór. Była tam, siedziała na swojej "ulubionej" ławce przed domem.
-Dzień dobry, Duleczko!- krzyknąłem z entuzjazmem, a ona aż podskoczyła, bo nie widziała mnie wcześniej.
-Kretyn...- rzuciła w moją stronę to jedno słowo i wyminęła mnie chamsko, wchodząc do domu.
Oczywiście poszedłem za nią. Wzięła jogurt z parapetu, gdzie było najzimniej i ogólnie mieliśmy tam lodówkę. Usiadła na blacie kuchennym i jadła, patrząc na mnie obojętnym wzrokiem.
-Ty zjadłabyś coś konkretnego na śniadanie, a nie jogurcik. Nie najesz się tym, gwiazdeczko. Zrobić Ci kanapkę i herbatkę?- zaproponowałem i stanąłem przy niej, opierając ręce po obu stronach jej ud.
-Odczep się, nie chcę z Tobą jeść.- odepchnęła mnie i wyszła z powrotem na dwór.
-Będziesz teraz przede mną uciekać?- zapytałem, wychylając się przez okno.
-Zostaw mnie w spokoju, jeb się.- burknęła, siedząc na ławce z rękami założonymi na piersi.
-No wiesz... Sam nie mogę.- zaśmiałem się, a ona rzuciła mi groźne spojrzenie. -Okej, już się nie odzywam. Ale masz czas do 14:00, żeby ze mną pogadać. Jeśli nie, to sam Cię zmuszę do rozmowy, ale będzie mniej przyjemnie. Tylko nigdzie nie idź.- to była groźba, wiem o tym, ale do niej czasami inaczej się nie da.
Tak więc poszedłem do pokoju i wziąłem z półki jakąś książkę, żeby się czymś zająć. Czytanie oczywiście trochę mi nie szło, bo myśli miałem zajęte moją Dulą. Zamierzałem jej wyznać, co czuję, ale tak się bałem. Wiedziałem, że z nią to nigdy nic nie wiadomo i może mnie wyśmiać, albo na mnie nakrzyczeć. Jednego byłem prawie pewny: nie odwzajemni moich uczuć, bo mnie nawet nie lubi, a po wczorajszym dodatkowo jest jeszcze na mnie cholernie zła. W sumie nie wiem o co... Dzięki mnie zaznała takiej przyjemności, o jakiej pewnie nawet nie śniła. Do niczego jej nie zmusiłem i nie użyłem ani grama przemocy, ja jedynie działałem tak, żeby mi uległa. Zmanipulowałem wszystkie jej zmysły, ale ona sama się właściwie zgodziła. Chciała tego od początku i ja to czułem. W ogóle to strasznie mnie zaskoczyła z tym, że to był jej pierwszy raz. Taka Dulcia, której wszędzie pełno, nie ma skrupułów praktycznie przed niczym, miała już niejednego chłopaka, nigdy wcześniej tego nie robiła! Byłem naprawdę w szoku tym bardziej, że była, aj sorry, jest z Pablem, którego rzekomo kocha. To dziwne, że między nimi do niczego nie doszło. Chociaż fakt, kilka razy im przerwałem, ale byłem pewien, że w końcu im się udało. Pff, słaby jest... Być z taką dziewczyną jak Dula i nie skorzystać, to trzeba być idiotą. Ale w sumie lepiej dla mnie, bo wychodzi na to, że zrobiliśmy to kulturalnie po ślubie. No właśnie... Wczoraj minął rok od naszego ślubu! To nie mógł być przypadek... Spędziliśmy razem noc poślubną rok później! Tak się świętuje pierwszą rocznicę ślubu, haha.

Leżałem na łóżku i czytałem tą dość nudną książkę. Może i nie była nudna, ale książki to raczej nie dla mnie, więc nie było to najciekawsze zajęcie. Tak nastała 14:00. Poszedłem do kuchni, by zobaczyć, czy Dula wybiera się do mnie, żeby pogadać. Oczywiście wcale jej się nie spieszyło, bo siedziała dalej na ławce obrażona. Patrzyłem na nią przez okno i widać było, że zamarzała na tym dworze, bo się aż trzęsła. Ale Dula jak to Dula jest zbyt dumna, żeby chociażby wejść do domu, gdzie ja jestem. To głupie, ale niestety chyba nic na to nie poradzę, bo jej nie da się zmienić. Ale póki co muszę odbyć z nią decydującą rozmowę, pewnie najtrudniejszą w moim życiu, bo będę musiał mówić o uczuciach, a tego nie lubię i nie potrafię. Czas leciał i była już 14:15, a Dulce ewidentnie nie zamierzała ruszyć się z miejsca. Wyszedłem z domu i usiadłem koło niej na ławce. Spojrzała na mnie pustym wzrokiem, a oczy miała zaszklone, jakby przed chwilą płakała, albo zbierało jej się do płaczu.
-Jest już po 14, księżniczko.- powiedziałem czułym głosem, patrząc na nią z delikatnym uśmiechem.
-Daj mi spokój.- odburknęła, odwracając się do mnie plecami.
-Duluś, pogadajmy na spokojnie, bo mam Ci do powiedzenia coś ważnego.- próbowałem ją odwrócić, by na mnie spojrzała.
-W czym masz problem? Mów do moich pleców.- odpowiedziała niedbale, czyli powraca stara Dulcia.
-Nie Dul, tak nie będziemy gadać! Odwróć się i patrz na mnie, kiedy do Ciebie mówię!- na siłę ją odwróciłem i ujrzałem coś, co mocno mnie zabolało- Dulce płakała!
-Nie mam ochoty z Tobą gadać, ani na Ciebie nawet patrzeć!- wstała i wpadła w histerię, żywo gestykulując.
-Uspokój się, mała.- stanąłem tuż przed nią, ale po chwili poczułem jak jej dłoń ostro spada na mój policzek, dostałem od Duli w twarz i to porządnie.
-Już Ci to kiedyś mówiłam, ale powtórzę. Jesteś zwykłym śmieciem! Wykorzystałeś mnie, a teraz żądasz spokojnej rozmowy?! Nie znoszę Cię, kretynie! Nie masz za grosz wstydu.- darła się i okładała mnie malutkimi piąstkami.
-Zamknij się już, wariatko!- krzyknąłem na nią, ale jakoś z uśmiechem, bo mimo wszystko ona chyba na mnie tak działa. -Trzymaj te łapki przy sobie i teraz Ty mnie wysłuchaj.- złapałem jej ręce delikatnie, żeby zaraz nie piszczała, że ją to boli.
-Nie będę niczego słuchać! Wczoraj chciałam Cię słuchać, to milczałeś, a teraz to się pierdol.- z jej oczu leciały łzy, miała do mnie wielki żal i próbowała mi się wyrywać.
-Okej, to pogadamy w ten sposób...- podhaczyłem jej nogi, by się przewróciła. Leżała na ziemi, a ja na niej.
-Zejdź ze mnie, mam już tego dosyć!- krzyczała i biła mnie po plecach. -Znowu chcesz mnie wykorzystać?!
-Nie, misiu nie wykorzystam i nigdy tego nie zrobiłem.- mówiłem do niej spokojnie, ocierając jej łzy kciukami.
-Daruj se i nie pierdol głupot. Jak wytłumaczysz to, co wczoraj zrobiłeś? Dla mnie to było wykorzystanie seksualne i tyle. Chciałeś się na mnie wyżyć, co?- gadała i gadała, a ja już miałem tego dosyć i musiałem jej przerwać.
-Naucz się brać pod uwagę nie tylko swoje przypuszczenia, księżniczko!- krzyknąłem na nią już lekko zdenerwowany. -Tym razem nazwałem Cię księżniczką złośliwie, ale nie zawsze tak jest. Czasami jestem dla Ciebie dobry i czuły, ale Ty tego nie zauważasz, bo jesteś zapatrzoną w siebie, nierozumną i samolubną paniusią. Otwórz oczy i upewnij się, czy dobrze interpretujesz życiowe sytuacje. Martwię się o Ciebie, kiedy znikasz na cały dzień, a potem mówię, że wyjaśnię Ci to bez słów i kocham się z Tobą. Wczoraj wcale się nie obraziłem, po prostu o pewnych rzeczach nie umiem rozmawiać, bo być może mam jakieś problemy emocjonalne. Miałem nadzieję, że sama ogarniesz moje intencje, ale nie... Nawet nie próbujesz tego zrobić. Nie jesteś głupia i gdybyś chciała, szybko byś to pojęła. Jeszcze kilka minut temu byłem gotowy wszystko Ci wyznać, ale straciłem na to ochotę. I wiesz co? Brniemy w błędne koło, ale trudno... Teraz to ja nie chcę z Tobą rozmawiać, dopóki sama nie zrozumiesz pewnych rzeczy. Przestań już płakać, bo naprawdę nie masz ku temu powodów.- kiedy to mówiłem, błądziła wzrokiem po mojej twarzy z dziwnym smutkiem w oczach, a ja miałem ochotę się rozpłakać, bo nic mi znów nie wyszło.
Widziałem, że chciała coś powiedzieć, ale kilka razy otwierała buzie i natychmiast ją zamykała, bo pewnie brakowało jej słów. Po raz ostatni otarłem malutką łezkę, spływającą po jej policzku i wstałem. Szybko wstała z ziemi i patrzyła jak wchodzę do domu. Obejrzałem się za siebie, ale już nie zamierzałem się do niej wracać. Zrozumiałem, że póki co rozmowa z nią nie ma sensu, bo nic to nie da i pewnie tylko mnie wyśmieje, albo uda, że nie słyszy. Muszę dać jej czas na przemyślenie tego wszystkiego, żeby zechciała w ogóle spróbować mnie zrozumieć. 

Cholernie zgłodniałem, więc postanowiłem zrobić sobie zupkę chińską. Byłem jakby nieobecny i nawet nie zauważyłem, kiedy Dulce weszła do pomieszczenia. Nagle usłyszałem za sobą jej cichy głos:
-Wstaw więcej wody, bo ja też chcę zupkę.
Nie odpowiedziałem jej, tylko dolałem wody do czajnika. Po chwili już siedzieliśmy przy stole i jedliśmy. Co jakiś czas zerkała na mnie i widać było, że czuje się nieswojo w moim towarzystwie. Oboje męczyliśmy te zupki chyba z 20 minut. Jak zjadłem, postanowiłem iść na spacer. O dziwo szanowna królewna zapytała:
-Gdzie idziesz?- wydaje mi się, że zapytała się tylko po to, żeby przełamać ciszę, bo liczyła, że to coś zmieni.
-Na spacer.- odpowiedziałem krótko.
-A mogę iść z Tobą?- zapytała, stając w drzwiach.
-Nie, bo chcę od Ciebie odpocząć.
-Ej, to nie było miłe...- oburzyła się lekko.
-Jak wszystko z twojej strony.
-Proszę, mogę iść? Nie odezwę się nawet. Po prostu nie chcę siedzieć tu sama.
-Idę sam, czaisz?! Masz tu zostać i nic nie odjebać.- krzyknąłem na nią i wyszedłem, a ona za mną.
-Ale o co Ci chodzi? Co ja Ci takiego zrobiłam? Powinieneś się cieszyć, że w ogóle z Tobą gadam po tym, co mi zrobiłeś. Proszę, powiedz mi wszystko.
-Nie jesteś jeszcze na to gotowa, przykro mi.- i po tych słowach zostawiłem ją stojącą w drzwiach wejściowych. - Przemyśl to, masz kolejną wskazówkę.- wróciłem do niej na chwilę, ująłem jej twarz w dłonie i pocałowałem ją w czółko.
Była mocno zdezorientowana, ale trudno... Poszedłem wgłąb lasu, żeby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza i odświeżyć umysł.

Dulce:
Ucker poszedł, a ja jeszcze przez chwilę stałam w tym miejscu i próbowałam ogarnąć, co się stało i dlaczego. Coraz mniej rozumiałam zachowanie Christophera. Nie wiedziałam już nawet, czy był na mnie obrażony, czy nie... No, bo niby był wobec mnie jakby obojętny i zimny, ale z drugiej strony było w nim coś innego, coś czułego i słodkiego. Przede wszystkim osoba jakoś strasznie obrażona nie pocałowałaby mnie w czoło na odchodne. I to niby ja mam trudny charakter... A weź tu zrozum mojego męża. Zaczęłam nawet rozważać to, że on może mieć coś z głową, psychiką, czy nie wiem z czym. Ale tak na poważnie, to poszłam do pokoju, usiadłam na łóżku i intensywnie zastanawiałam się, co miał wcześniej na myśli. Moment... Martwił się, a powód wyjaśnił bez słów, kochając się ze mną. Wiem! Chciał skorzystać z tego, że tu jesteśmy i mnie przelecieć, a gdybym zginęła w tym lesie, to nie mógłby tego zrobić. Dlatego był na mnie zły i nie miał ochoty gadać, więc wołał przejść od razu do rzeczy, żebym mu przypadkiem nie uciekła. Jeśli tak było, to go zabiję! Ale pomyślmy dalej... Powiedział, że nie chciał mnie wykorzystać, ale w sumie mógł kłamać. Nie no, miał szczery głos. Zresztą powiedział, że wolał wyjaśnić mi to czynem niż słowami, bo nie potrafi mówić o pewnych rzeczach. Chwila, Ucker jest kretynem i zawsze gadał na prawo i lewo, kogo zaliczył, na kogo ma ochotę i tak dalej, więc temat seksu nie jest mu obcy. O czym Ucker nie lubi i nie umie rozmawiać? Tak, on nie znosi ckliwych gadek o uczuciach! Ale czy to znaczy, że chciał mi wyznać jakieś uczucia? To, że mnie nie lubi?... Nie, wtedy nie całowałby mnie tak słodko w czoło jak prawdziwy mąż kochaną żonę. I jeszcze powiedział, że to wskazówka... Czy on chce mi w ten sposób wyznać miłości? Patrząc na ostatnie wydarzenia, jest to prawie oczywiste, ale biorąc pod uwagę resztę naszego życia, to raczej niemożliwe. Cholera, jeśli to prawda, to nie wiem, co zrobię. Do oczu podchodziły mi łzy na samą myśl o tym, jak bardzo jestem bezsilna w tej sprawie. Jeśli Ucker serio mnie kocha, to co z Pablem?... Ale głupia sytuacja. Miałabym rzucić chłopaka dla mojego męża? Zrobiłabym to w ogóle? Wczoraj w nocy czułam się jak w niebie i chętnie bym to powtórzyła, ale czy to jest powód, żeby być z Christopherem tak na poważnie? Nie wiem, czy on się nadaje do związku i czy ja potrafiłabym z nim być. Co prawda ostatnio układało nam się świetnie, ale było to trochę wymuszone, żeby tylko był spokój, a gdybym z nim była, to musiałabym szczerze go lubić, a nawet kochać. To byłoby trudne i wątpię, żeby coś takiego przetrwało. Zresztą o czym ja myślę, przecież nie mam pewności, czy on coś do mnie czuje.
Długo nie wracał i chyba zaczynałam się trochę martwić. Jednak ciężko stwierdzić, czy o niego, czy o siebie, bo zostałam tu sama. Aj, Ucker ma rację... Jestem straszną egoistką, ale co ja na to poradzę, że tak mnie wychowano? Albo nie wychowano... Pojęcie względne. Po jakimś czasie do domu wpadł mój mąż. Czemu wpadł? Już tłumaczę, po prostu padało i wleciał do domu cały przemoczony. Zaczął rozbierać się na wejściu, a ja od razu zgarnęłam jego mokre ubrania do łazienki. Tym sposobem został w samych bokserkach i trząsł się z zimna.
-Jak śmiesznie Ci usta drżą.- zaśmiałam się wesoło, przyglądając mu się.
-Nie no jasne... To takie zabawne, że zamarzam.- odburknął z głupią miną.
-Chodź, przykryjesz się kocykiem, a ja Ci zrobię herbatkę. Tylko najpierw podpal to, resztę już ogarnę.- powiedziałam z uśmiechem, a on szybko rozpalił ogień pod czajnikiem i poszedł do pokoju.
Zrobiłam tą herbatę i zaniosłam mu do pokoju. Siedział taki słodziak zawinięty w gruby kocyk, a na jego widok kąciki moich ust mimowolnie się uniosły.
-Proszę.- podałam mu od razu do ręki.
-Dzięki, maleńka.- posłał mi słodki uśmiech i puścił oczko.
-Nie jesteś na mnie już zły?- zapytałam, siadając koło niego na łóżku.
-Nie, ale nie znaczy to, że wszystko Ci wyśpiewam. A Ty nie jesteś na mnie zła?- dobre pytanie...
-Nie wiem. Ale pogadamy o tym później, bo idę wziąć prysznic.
Pobiegłam do łazienki się umyć. Chciałam odbyć szczerą rozmowę z Uckerem, ale nie wiedziałam jak to zacząć. Miałam nadzieję, że jakoś to pójdzie i zacznę rozmowę. Oczywiście trzęsłam się, kiedy wyszłam z łazienki przez tą zimną wodę. Schowałam się od razu pod kołdrę, a Uckerowi wręczyłam szczotkę i gumkę do włosów.
-Warkoczyka poproszę.- powiedziałam wesoło i na luzie, jakby w ogóle nic się nie stało.
-Aj Dul...- westchnął i zaczął delikatnie czesać moje włosy.
-Co tak wzdychasz? Ja wiem, że marudzę, ale taka już jestem. Nie załamuj się, bo czeka Cię całe życie z moim trudnym charakterem.- odchyliłam głowę do tyłu, by zobaczyć jego reakcje na moje słowa.
-Całe życie? Chyba Ci się coś...- nie dałam mu skończyć, bo mu przerwałam.
-No tak, całe życie będziesz się ze mną męczyć... Zamierzałam za jakiś czas Cię odciążyć i się rozwieść, ale chyba zmienię plany.
-Co Ty pieprzysz? Gorzej Ci?- był lekko rozbawiony, ale w jego głosie była nutka niepokoju.
-Ze mną wszystko w porządku, kochaniutki.- odwróciłam się do niego i zbliżyłam maksymalnie, prawie na niego włażąc. -Od wczoraj czuję się świetnie, a po takiej nocy już nie chcę się z Tobą rozstawać.- głaskałam go po twarzy, siedząc naprawdę bardzo blisko niego, a dziś miałam w pełni trzeźwy umysł.
-Dulisiu, czy Ty próbujesz mnie uwodzić?- zapytał z delikatnym i uroczym uśmiechem.
-Szczerze? Tak, ale nie po to, żeby się z Tobą kochać, chociaż serio mam ochotę to powtórzyć. Ja po prostu czuję, że jestem już gotowa na wyjaśnienia i chcę je usłyszeć.- powiedziałam, tuląc się do niego.
-Dul...  Nie uważam, aby coś się w Tobie zmieniło od czasu, kiedy stwierdziłem, że nie jesteś gotowa na prawdę.
-Aha, czyli chcesz mnie zmieniać, tak? Już naprawdę nic z tego nie rozumiem. Zastanawiałam się nad tym wszystkim i doszłam do wniosku, że Ci się podobam. Jednak teraz znów mam wątpliwości, bo gdyby tak było, to nie próbowałbyś mnie zmieniać.- myślałam, że tak pięknie go zmanipuluję, żeby się wygadał, ale kompletnie zbił mnie z tropu.
-Czasami gadając z Tobą, mam wrażenie, że jesteśmy nadal w gimnazjum.
-Czemu niby?
-Bo masz taki tok rozumowania. Po pierwsze jeśli mi się podobasz, to nie znaczy, że jesteś dla mnie ideałem.- ha, a więc jednak to prawda!
-Nie? Przecież tak to właśnie działa... Bo kiedy jesteś kimś zauroczony, to widzisz tylko zalety tej osoby. Ja mam prawidłowy tok rozumowania, a to Ty nie masz o niczym pojęcia i chyba nie odróżniasz pewnych rzeczy.- było już naprawdę blisko kłótni, ale w sumie wszystko mi jedno... Mam już pewność, że Ucker coś do mnie czuje i muszę z nim poważnie na ten temat pogadać.
-Mhm... Ciekawe jakich. Wiesz co? W sumie chyba masz trochę racji. Kiedyś gdzieś słyszałem powiedzenie, że zakochujemy się jedynie w zaletach drugiej osoby, bo zauroczenie nie pozwala widzieć wad.
-Bo tak jest, ale przekręciłeś cytat... "Zakochujemy się w zaletach, a kochamy wady". Słyszałam to w jakimś filmie.
-Myślisz, że coś w tym jest?- gadaliśmy tak szczerze i spokojnie, będąc coraz bliżej siebie.
-Myślę, że tak i w niektórych przypadkach bardzo łatwo odróżnić miłość od zakochania czy zauroczenia.- stwierdziłam, uśmiechając się do niego słodko i uroczo.
-Serio? W jakich przypadkach na przykład?- patrzył mi w oczy uważnie i chyba wręcz trochę nieufnie.
-W naszym, skarbie.- powiedziałam i wpiłam się w jego usta.
-O czym Ty?... O co Ci chodzi?- dukał między moimi namiętnymi, aż agresywnymi pocałunkami.
-Nic już nie mów, twój czas na to minął.- powiedziałam, po czym pociągnęłam zębami za jego dolną wargę, delikatnie ją przygryzając.
Całowałam go namiętnie, a on po chwili zaczął oddawać pocałunki, ale nieco spokojniej, tak niepewnie. Popchnęłam go do tyłu, w ten sposób kładąc się na nim. Wykonywałam tak intensywne ruchy językiem i ustami, że aż mi tchu brakowało. Dyszałam cicho, nie mając już siły. Pozwoliłam więc Uckerkowi zwolnić i uspokoić czułości, żeby były bardziej delikatne i po prostu słodkie. Po jakimś czasie przestaliśmy i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy z uśmiechem. Trwało to może z minutkę, bo potem zniżyłam się trochę i położyłam głowę na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w bicie serca mojego męża. Czułam, że nad moimi plecami unosiła się jego ręka, a więc pewnie wahał się, czy mnie objąć. Dotknął mnie delikatnie, a potem znów podniósł rękę, jakby się bał, że go okrzyczę.
-Ale Ty masz problem...- powiedziałam, spoglądając na niego, złapałam go za rękę i sama położyłam ją na moje plecy, żeby mnie objął. -Nie bój się, możesz mnie przytulić. Oboje tego potrzebujemy.- mówiłam do niego czułym i delikatnym głosem, żeby się trochę rozluźnił, bo ta rozmowa i pocałunek zupełnie go wykończyły i pewnie nie potrafił tego wszystkiego ogarnąć. -Dobranoc, pogadamy jutro.- zakończyłam i wtuliłam się w niego mocniej, a on w końcu porządnie mnie przytulił.
-Słodkich snów, Dul.- odpowiedział, głaskając mnie delikatnie po ramieniu.
-Słodkich?... Tak bardzo jak ja?- zaśmiałam się, a on ścisnął mnie jeszcze mocniej w swoich objęciach.
-Tak, a może nawet bardziej. Dobranoc.- pocałował mnie w czubek głowy, a ja ułożyłam się wygodnie i szybko zasnęłam.


Tadam!! Mega długi rozdział, ale myślę, że Wam się spodoba :D Wgl to spóźnione życzenia z okazji 4 października: Feliz Dia Mundial RBD!! ❤ :* Jak zwykle wszyscy pięknie napisali o tym świecie, po za Poncho i Uckerem, książęta już wgl nie wspominają o tych czasach, no ale trudno... Najważniejsze, że większość pamiętała 4/6 RBD napisało coś pięknego od siebie jak należy ❤ Dobra, ja lecę z mamą robić sałatkę, do następnego :* 

niedziela, 2 października 2016

16. "Zinterpretujesz to po swojemu"

Ucker:
Z każdym dniem lepiej układało mi się z Dul. Nie kłóciliśmy się, rozmawialiśmy na wszystkie tematy i razem się wygłupialiśmy. Choć niby znam ją od tylu lat, to dopiero teraz dała się poznać z prawdziwej strony. Zrobiła się taka szczera, słodka, zabawna i przestała być złośliwa. Mógłbym spokojnie stwierdzić, że bardzo ją polubiłem i naprawdę cieszę się, że tu ze mną jest. W dodatku widok jej w "piżamce" (tej białej koszulce) cholernie cieszył moje oczy. Jakoś coraz trudniej mi było się powstrzymać, żeby jej chociaż nie dotknąć, bo wyglądała tak seksownie. W sumie dziwne, że do niczego między nami nie doszło, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności naszych wieczorów... Świeczki jako źródło światła, skąpy ubiór Duli, moja nagość, wspólne łóżko, kołdra i poduszka... Że już nie wspomnę o tym, że jesteśmy małżeństwem. Wszystko idealnie, wystarczyłoby się do siebie lekko zbliżyć i się po prostu kochać. Kilka razy mi się to nawet śniło, ale Dulce nie miała o tym pojęcia. Pewnie gdybym jej powiedział, to znów zrobiłaby awanturę, a tego nie chcę. Także wszystko było prawie idealnie, ale oczywiście do czasu...
Pewnego dnia Dula wstała w dziwnie złym humorze. No dobra, w sumie nie do końca bez powodu... Tak jak zwykle bez konfliktów spaliśmy tak blisko siebie, tak dziś obudziliśmy się w dość nietypowym momencie. A mianowicie Dul spała do mnie tyłem, a ja przytulałem ją od tyłu. Nie dość, że trzymałem ręce centralnie na jej piersiach, to jeszcze zarzuciłem sobie na nią nogę. Spałem, więc przecież nie mogłem kontrolować, co robię, jak leżę i czy przypadkiem jej nie przytulam. Nie wiem, jak to się stało i według mnie nie powinna się wkurzać. A co Dulcia zrobiła z samego rana? Mega awanturę, czyli to co niestety wychodzi jej najlepiej. Na wstępie zjebała mnie z łóżka i zaczęła się drzeć:
-Co Ty robisz?! Nie masz prawa mnie dotykać! W mordę dawno nie dostałeś, erotomanie?!
-Dul, przecież ja tylko spałem!- krzyknąłem, wstając z podłogi, na której wylądowałem.
-Mhm, jasne... Zrobiłeś to specjalnie!- i tak została przy swoim i dalej na mnie krzyczała. -Gdybym się nie obudziła w porę, to pewnie byś mi coś zrobił.
-Przestań się drzeć i nie wymyślaj, wariatko! Widzę, że długo bez kłótni wytrzymać nie potrafisz.- rzuciłem na koniec, ubrałem się i wyszedłem z domu, trzaskając drzwiami.
Nie chciałem się z nią kłócić, a już tym bardziej znów podnieść na nią ręki. Poszedłem na spacer po lesie, żeby się uspokoić. Nie było mnie chyba kilka godzin, bo trochę zabłądziłem. Byłem pewien, że w tym czasie Dul siedzi w domu i też ogarnia swoje nerwy. Jednak kiedy okazało się to nieprawdą, wpadłem w panikę... Dlaczego? Na stole w kuchni leżała kartka z napisem:
"Mam dość bycia tutaj z Tobą i udawania milutkiej. Co będzie, to będzie... Ogólnie poszłam na spacer, ale jeśli uda mi się trafić w bardziej cywilizowane miejsce, to spróbuję wrócić do domu. Wkurzyłeś mnie ostro, więc żegnam."
A co to znaczy? Dulce jest sama w środku lasu, w którym tak łatwo zginąć! Już pomijając fakt, że jeśli serio wróci do domu, to znajdzie ją Amador... Ona chyba naprawdę ma coś z głową. Skazała się na pewną śmierć!! A teraz stanie się coś tak oczywistego od pewnego czasu... Dulce robi głupoty, a Uckerek musi to naprawić. Wziąłem tylko latarkę na wypadek, jakby zdążyło zrobić się ciemno. Ależ oczywiście, poszedłem szukać tej wariatki. Miałem tylko nadzieję, że nie poszła zbyt dawno i uda mi się ją znaleźć.
Chodziłem po lesie właściwie bez celu i wołałem Dul. Niestety wokoło nikogo nie było, a już tym bardziej ani śladu mojej żony. Po jakimś czasie wpadłem w panikę i zacząłem się o nią poważnie martwić. Było późne popołudnie i robiło się już szaro. Zrezygnowany szedłem już w stronę domu i dalej krzyczałem jej imię. Byłem już zmęczony i wpadłem w śnieg, prawie spadając z góry. Później siedząc w domu uświadomiłem sobie jedną bardzo ważną rzecz... Tak bardzo martwiłem się o Dulcie i miałem już łzy w oczach na samą myśl, że może jej się coś stać. A skąd ta rozpacz? No właśnie... Ja ją chyba kocham. Tak, doszedłem do takiego wniosku, biorąc pod uwagę wszystkie ostatnie wydarzenia. Broniłem ją przed Amadorem, tutaj też ciągle się o nią troszczę i teraz to... Odchodzę od zmysłów, myśląc o niej i o tym, co się z nią dzieje. Zrozumiałem, że ją kocham, ale co z tego? Po pierwsze ona nigdy nie odwzajemni moich uczuć, bo mnie nawet nie lubi, a po drugie nawet nie wiem, czy w ogóle jeszcze ją zobaczę... I to jest najgorsze- ta niepewność.

Dulce:
Chodziłam sobie po lesie bez celu. W sumie jakoś szczególnie nie zamierzałam szukać drogi do domu, ale potrzebowałam po prostu się dotlenić i pomyśleć w spokoju o swoim dziwnym życiu. Byłam zła na Uckera o to, że spał tak blisko i mnie przytulał, bo nie powinien tego robić. Wtedy przypomniało mi się o moim chłopaku, za którym coraz bardziej tęsknię i dlatego zrobiłam mu taką awanturę. Wiem, że Ucker jest moim mężem, ale to mu nie daje do mnie żadnego prawa, bo nie jesteśmy razem. Nie może mnie dotykać, kiedy sobie nie życzę i tam, gdzie sobie nie życzę! No więc ze złości wyszłam, ale nie dlatego, żeby stąd uciekać, tylko po to, żeby ochłonąć. Ale jak to na ludzi mega inteligentnych przystało, zgubiłam się. Mogłam się tylko domyślać, że jestem bardzo daleko od domu, bo szłam dość długo. Robiło się ciemno, a ja nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Postanowiłam, że pójdę z powrotem po moich śladach na śniegu. Wszystko było okej, dopóki nie trafiałam na odcinek trawy, albo piasku. Cholernie się bałam. Wyobraź sobie, że jesteś całkiem sama w lesie w zupełnie odludnych górach o zmroku, a w oddali słyszysz odgłosy dzikich zwierząt... To było straszne i do końca życia nie zapomnę tego poziomu strachu. Ale ja to jednak jestem genialna... Udało mi się trafić do domu! Byłam pewna, że Ucker ma wyjebane i poszedł spać. Cichutko otworzyłam drzwi, żeby go nie obudzić i weszłam do domu. W środku oczywiście panował półmrok, gdyż paliły się tylko świeczki. Nagle usłyszałam hałas i szybkie kroki w moją stronę, a po chwili ujrzałam przed sobą mojego męża. Miał podpuchnięte oczy i był... Trudno nazwać, ale raczej zły, albo nawet gorzej.
-Gdzie Ty byłaś?! Masz coś z głową?! Po cholerę wyszłaś z domu?! Nic Ci nie jest? Jesteś cała? Boże, czy Ty oszalałaś?!- zasypał mnie pytaniami, krzycząc głośno i oglądając mnie z każdej strony.
-Przestań, nie gadaj tyle! Na które pytanie mam odpowiedzieć?- zapytałam na luzie.
-Nie żartuj sobie! Czy Ty zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji?! Mogłaś zginąć, do cholery!!- potrząsnął mną za ramiona.
-Ale żyję, a Ty nie dramatyzuj. Zresztą czemu robisz tyle krzyku o to, że poszłam na spacer?- naprawdę nie rozumiałam jego zachowania.
-Bo się martwiłem. A wiesz czemu, no wiesz?- krzyczał prawie tak agresywnie jak wtedy, kiedy mnie uderzył, ale w dodatku tak dziwnie się do mnie zbliżał.
-Bo nie chcesz mieć mnie na sumieniu... Tak, już to słyszałam.
-Nie tylko o to chodzi... Zaraz Ci wyjaśnię.- powiedział, złapał mnie za uda i podniósł, sadzając sobie na biodra.
-Co Ty robisz? Puść mnie, idioto!- darłam się, ale to nic nie dało, bo on nie zwrócił na to uwagi i szedł ze mną powoli do pokoju.
-Teraz pokażę Ci, dlaczego się o Ciebie martwię.- powiedział chłodnym tonem, stawiając mnie na podłodze w pokoju. -Ale wiesz co? Nie mam ochoty z Tobą gadać, więc zinterpretujesz to po swojemu. Jak zechcę, to jutro Ci to wyjaśnię słowami.- i to były jego ostatnie słowa tego wieczoru...
Byłam zdezorientowana i nie wiedziałam, co się dzieje. Stał i wpatrywał się we mnie przez chwilę, po czym przyciągnął mnie mocno do siebie tak, że przylegałam do niego całym ciałem. Błądziłam wzrokiem po jego twarzy i szukałam wyjaśnień w jego oczach. Uśmiechnął się tak uroczo, delikatnie, pociągająco i tajemniczo, a ja nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, więc odpowiedziałam mimowolnym, niepewnym uśmiechem. I nagle stało się coś niespodziewanego... Coś, na co pewna część mnie czekała już od dawna, od dnia naszego ślubu... Tak, nasze usta połączyły się po raz drugi. Ucker przyciskał mnie do siebie, że aż byłam wygięta w łuk, co trochę bolało, bo czułam, jakby mi kręgi pękały. Okej, to nie było zbyt delikatne... Ale tylko to, bo cała reszta była wręcz cudowna, słodka i delikatna. Całował mnie z wyczuciem, ale mimo to bardzo namiętnie i intensywnie. Jego język aktywnie pieścił moje podniebienie, a jego miękkie, cieplutkie usta rozgrzewały moje zimne i lekko popękane od wiatru. Sprawiało mi to wielką przyjemność i pod żadnym pozorem nie chciałam tego kończyć. Przestałam się już nawet zastanawiać nad tym, czemu się tak o mnie martwił i co próbuję mi w ten sposób powiedzieć. Brałam od niego tyle, na ile miałam ochotę. To znaczy oczywiście nie pozostawałam bierna i też go całowałam najlepiej jak potrafiłam. Pocałunki z Pablem nigdy tak nie wyglądały i raczej były mniej namiętne. To muszę przyznać, że nie ma na świecie osoby, która całuje lepiej od Uckera, jestem tego pewna. Wszystko było pięknie i bardzo mi się podobało, ale do pewnego momentu... Nagle Ucker złapał za dół mojej bluzki i podciągnął ją do góry, chcąc zdjąć. Nie zamierzał przerywać pocałunku, ale ja niestety musiałam to zrobić, bo to zmierzało w nieodpowiednim kierunku. Powoli odsunęłam się od jego ust, które były jak magnes. Patrząc mu głęboko w oczy, wydukałam:
-Ucker, nie...- nie dał mi skończyć, bo ponownie wpakował jęzor do mojej buzi i zaczął mnie całować, wcześniej mówiąc tylko:
-Ćśśś...- w sumie nie była to mowa, bo nie jest to żadne słowo.
On ewidentnie nie chciał ze mną rozmawiać i skupiał się tylko i wyłącznie na moim ciele, którego mógł ujrzeć coraz więcej. Nie odrywając się od moich ust, pozbywał się kolejnych części mojej garderoby. Pocałunek bardzo mi się podobał, ale nie byłam gotowa na nic więcej. Chciałam protestować, przerwać to ale nie mogłam. To nie tak, że Ucker jakoś mocno mnie trzymał, szarpał i nie mogłam się ruszyć, więc nawet nie podchodziło to pod gwałt. Tu chodzi o coś poważniejszego, a mianowicie o pożądanie, bo ono dawało o sobie znać. Rozpalił mnie tak bardzo, że nie mogłam tego przerwać, nie potrafiłam. Chwilami próbowałam się wyrywać, ale przytrzymywał mnie mocniej i całował delikatniej. W ten sposób dawał mi taką rozkosz, że zapominałam o wszystkim. W pewnym sensie mną manipulował, żebym mu się poddała. Tak cholernie dobrze mu to wychodziło i nie miałam nic do powiedzenia, chcąc zatrzymać to jak najdłużej. Takie błędne koło... Najgorsze było to, że Ucker się do mnie nie odzywał. To było takie tajemnicze i trochę mroczne. Był na mnie zły i nie miał ochoty ze mną gadać, okej. Ale w takim razie czemu chce się ze mną kochać? Nic z tego nie rozumiałam i już sama nie wiedziałam, czy chcę usłyszeć odpowiedź. Przez myśl mi przeszło nawet, że może Uckerek chce być mega wredny i mnie rozpali, a potem odejdzie. Jednak na to się zbytnio nie zapowiadało... Dość szybko pozbył się moich ubrań i zostałam w samej bieliźnie. A on nadal był w pełni ubrany, bo nie wiedziałam, czy mogę go rozbierać. To dość dziwnie brzmi, ale po prostu bałam się, że zrobię coś nie tak i się wkurzy. W końcu dał mi na to pozwolenie, choć co prawda bezsłowne. Złapał mnie za rękę i poprowadził ją do zakończenia swojej koszulki. Zamknął moją dłoń tak, bym złapała za materiał jego koszulki i podniósł ją lekko do góry. Teraz już wiedziałam, co mam zrobić. Ściągnęłam jego koszulkę, używając do tego także drugiej ręki. Musiał na chwilę oderwać się od moich ust, bo inaczej bym tego nie zdjęła. Posłał mi słodki uśmiech i puścił do mnie oczko, na co kąciki moich ust także lekko się uniosły. Całował mnie dalej jeszcze bardziej namiętnie i głaskał moje plecy, wywołując tym gęsią skórkę na moim ciele. Po jakimś czasie znów złapał mnie za rękę i tym razem doprowadził ją do rozporka w swoich jeansach. Od razu wiedziałam, co mam zrobić. Odpięłam guzik, a potem zamek, po czym zdjęłam jego spodnie. Byłam jak w transie, bo tak bardzo pragnęłam mojego męża i już nie byłam w stanie jasno myśleć. Jednak do czasu... Kiedy oboje byliśmy już tylko w bieliźnie, przyszedł czas na kolejny krok. Co Uckerek zrobił? Położył mnie na łóżko, a sam ułożył się na mnie. Całował mnie tak cudownie delikatnie, a opuszkami palców głaskał mój brzuch, ręce i ramiona. W pewnym momencie jego ręka wylądowała na moich plecach, a dokładniej pod łopatkami. No jasne, Ucker chciał mi odpiąć stanik! I to zadziałało na mnie jak zimny prysznic. Odepchnęłam go od siebie w ciągu dosłownie sekundy, a on patrzył na mnie zdziwiony. Nie zszedł ze mnie, ale przestał mnie całować i zrezygnował z rozpinania stanika. Patrzył na mnie jak na ducha, ale nie zapytał, o co chodzi. Dlaczego? No tak, przecież mój szanowny mąż ma focha i nie zamierza się odzywać. Jedynie patrzył na mnie pytająco mocno zdezorientowany. Czuł, że mogę mu uciec i zacieśnił uścisk rąk wokół mojego ciała.
-Puść mnie!- próbowałam się wyrwać, ale nic z tego, trzymał mnie i chciał znów przejść do pocałunków. -Ucker, nie! Nie mogę tego z Tobą zrobić.- nie zwracał uwagi na moje słowa i próbował dalej mnie uwodzić, całując namiętnie. -Głuchy jesteś? Nie! Pewnie gdybyś nie był obrażony, zapytałbyś dlaczego... No więc ja Ci odpowiem. Jeszcze nigdy tego nie robiłam i nie zasługujesz na to, żeby być pierwszy. Mam chłopaka i to z nim już dawno bym to zrobiła, gdybyś nam nie przeszkadzał. Puść mnie, bo jesteś ostatnią osobą, z którą chcę stracić dziewictwo!- byłam już nieźle wkurzona i miałam ochotę go uderzyć, a on był wręcz zszokowany tym, co powiedziałam, bo jego oczy były wielkie jak pięć złotych.
-Ćśśś...- znowu szepnął, kładąc palec na moich ustach.
-Nie uciszaj mnie, tylko mnie puść! Choćbym chciała, nie mogę Ci na nic pozwolić, bo mam chłopaka. Zresztą nie chcę, żebyś był pierwszym mężczyzną w moim życiu. Tym bardziej, że robisz to z kaprysu i chcesz wyładować na mnie złość. Jeśli teraz mnie puścisz, zapominamy o tym i nie będę na Ciebie zła, okej?- mówiłam już spokojniej, żeby do niego jakoś dotrzeć, a on jedynie pokiwał głową na "nie" i przyciągnął mnie do siebie mocno, wpijając się z powrotem w moje usta. Oddawałam jego pocałunki, ale bardzo niepewnie i dużo delikatniej niż wcześniej. Chciałam tego, pragnęłam go, ale bałam się. Bałam się, że będzie bolało, ale też tego, że Ucker chce się mną tylko zabawić, a to zniszczy mój związek z Pablem, bo nie będę mogła spojrzeć mu w oczy. Jeśli zrobię to teraz z Uckerem, to moje życie znów będzie zniszczone, a to wszystko dla kilku chwil rozkoszy?... Nie mogłam na to pozwolić i próbowałam dalej się wyrwać i go odepchnąć.
-Ucker, zostaw mnie, proszę. Boję się i nie chcę tego robić z Tobą. Odezwij się do mnie, bo nie wiem nawet co siedzi teraz w twojej głowie. Już nigdy nie wyjdę sama, ale puść mnie.- gadałam i gadałam, a Ucker patrzył na mnie jakby znudzony, ale jednak miał na twarzy lekki uśmiech, taki słodki. -Nie zamierzasz zrezygnować?- znów pokręcił głową w prawo i w lewo, po czym jednym szybkim ruchem odpiął mi stanik. -Aj, Ucker... Jesteś okropny i nigdy więcej się do Ciebie nie odezwę.
Byłam przerażona, a on zaśmiał się słodko i pocałował mnie w czółko. Znowu puścił mi oczko i uśmiechał się tak cudnie pocieszająco, dodając mi tym odwagi. Położył palca na moich ustach i dał mi znak, żebym też się już nie odzywała. Skinęłam głową na znak zgody, chociaż w sumie nie wiem czemu... To znaczy, że odzyskał nade mną władzę i może mną znów manipulować, bo zgadzam się na jego warunki. Wrócił do czułych pocałunków, które były tak bardzo przyjemne i rozkoszne. Powoli ściągnął mój stanik, a ja jakby z nerwów dość mocno przygryzłam jego wargę, że aż syknął z bólu. Zaczął bardziej namiętnie mnie całować, a może już bardziej lizać, schodząc coraz niżej. Składał słodkie pocałunki na mojej szyi, co tak cudnie łaskotało. Potem zszedł na dekolt i piersi, które całował, lizał i delikatnie podgryzał. Doprowadzał mnie tym do szału i już zapomniałam, że tak naprawdę to zmierzamy do czegoś złego i zupełnie nie na miejscu. Nie przestając pieścić mojej skóry ustami, powoli ściągnął moje majtki, a w tym czasie zrobiło mi się tak gorąco. Czułam, że się rumienię i aż zamknęłam oczy, by trochę ochłonąć i przez chwilę chociaż nie patrzeć, co się dzieje. To jednak nic nie dało, bo wciąż czułam oddech i wzrok Uckera na moim ciele. W pewnym momencie złapał mnie za rękę i poprowadził ją do swoich bokserek, sugerując bym je zdjęła. Na początku nie chciałam tego zrobić, ale po chwili wykonałam jego prośbę i powoli usunęłam ostatni materiał, który nas dzielił. Serce biło mi jak szalone przez to oczekiwanie na to, co ma się stać. Cholernie się bałam tego, co poczuję za chwilę, ale i tego, co będzie jutro. Cała zadrżałam, kiedy dłonie Uckera wylądowały na moich udach. Głaskał mnie po wewnętrznej stronie ud, powoli i delikatnie rozchylając moje nogi. Nagle poczułam, jak dotyka mnie tam, gdzie zdecydowanie nie powinien. Mój umysł wiedział, że nie powinien tego robić, ale moje ciało o to wręcz błagało. I w końcu stało się to, na co czekałam tak długo. Ucker bardzo powolutku we mnie wchodził, a ja byłam naprawdę przerażona i miałam pewnie ogromne oczy ze strachu. Całował mnie przy tym bardzo delikatnie i czule, co trochę mnie uspokajało. Znów go ugryzłam w wargę, kiedy poczułam ból gdzieś tam w środku. Nie było to jakieś straszne i trwało chwilkę. Kiedy ból minął i poczułam jedynie przyjemność, uśmiechnęłam się szeroko i sama zaczęłam całować mojego męża. Wiedział doskonale, że zaczęło mi się to podobać, więc zaczął się we mnie poruszać. Ja na początku nie bardzo wiedziałam, co ze sobą zrobić i jedyne co, to starałam się ustabilizować oddech. Po chwili jednak postanowiłam przyczynić się do tworzenia tej przyjemności i ruszałam biodrami. Nie minęło dużo czasu, a nauczyłam się współgrać z ruchami Uckera i staliśmy się spójną jednością. Było mi bardzo dobrze i mimowolnie wydawałam z siebie cichutkie jęki. Trwało to dość długo, bo w takim tempie spełnienie nie przyszło szybko. Nie mogłam sobie poradzić z tymi doznaniami w momencie dochodzenia i ledwo łapałam oddech. Po chwili Christopher też doznał spełnienia. Mimo to dalej się całowaliśmy i jeszcze przez chwilę poruszaliśmy tym rytmem. Nagle przestałam, bo byłam już wyczerpana. Odepchnęłam go, by ze mnie zszedł. Zrobił to i położył się obok, przytulając mnie. Leżałam dalej tak samo i próbowałam dojść do siebie, bo wciąż drżałam i kręciło mi się w głowie.
-Wszystko w porządku, Dulisiu?- zapytał, patrząc na mnie uważnie.
-Jeej, książę raczył się odezwać!- wkurzyłam się, bo kiedy ja do niego gadałam, to milczał, a teraz nagle pyta, czy wszystko jest w porządku.
-Nie złość się już, idź spać.- zaśmiał się i pocałował mnie w skroń, po czym przykrył mnie kołdrą.
-Weź to, gorąco mi!- burknęłam, zrzucając z siebie kołdrę i odwracając się na bok.
-Aj, Dul... Kiedyś Ci przejdzie.- złożył czuły pocałunek na moim ramieniu. -Dobranoc.-dodał po chwili, ale odpowiedzi nie otrzymał, teraz ja się obrażę.



A buu xD
Przybyłam tu z nowym rozdziałem i to takim trochę przełomowym ;) Ale oczywiście to co się tu stało, niczego nie wyjaśni, więc nie spodziewajcie się cudów :P A ja jak zwykle spoileruję, haha xD No ale trochę muszę, żebyście nie myślały, że od następnego rozdziału będę tylko słodzić i będzie nudno :) No to ten... Ja dzisiaj się nie rozpisuję, bo nie mam zbytnio czasu. A co muszę robić? Uwaga, uwaga... Uczyć się na biologię! Uroki profilu medycznego ( raz chemia raz biologia non stop, haha) :D 
Do następnego moje kochane :*