wtorek, 8 listopada 2016

25. "Gdzie ona miała oczy i mózg?"

Dulce:
Ucker prawie ze mną nie gadał i był bardzo dziwny przez kilka dni. W sumie ja też nie byłam w stanie z nim rozmawiać, ale jak nigdy potrzebowałam jego miłości i bliskości. Po chyba tygodniu nie wytrzymałam i zapytałam, tuląc się do niego:
-Ucker, co się dzieje?
-Dul... Musimy poważnie porozmawiać.- powiedział cicho i niepewnie.
-O czym?
-O nas.- to już mocno mnie zaniepokoiło. -Dulce, ja coś zrozumiałem...- ewidentnie najzwyczajniej w świecie owijał w bawełnę.
-Co? Ucker, mów wreszcie i przestań kręcić!- nerwowo podniosłam głos.
-Zrozumiałem, że Cię nie kocham i chyba nigdy nie kochałem. To było tylko pożądanie i pragnienie opieki nad Tobą. Wymusiłem na sobie miłość do Ciebie, ale ona nigdy nie istniała.
-Ucker, co Ty pieprzysz?! Wiesz, to kiepski żart...- byłam oburzona, ale wtuliłam się w niego z powrotem jak gdyby nigdy nic.
-To żaden żart, Dul. Naprawdę, nie kocham Cię. Przepraszam, ale taka jest prawda. Nasze małżeństwo jest i zawsze było tylko na papierku, nic więcej.- mówił śmiertelnie poważnie, a ja już całkiem zgłupiałam.
-Co to znaczy?! Okłamywałeś mnie i mówiłeś, że mnie kochasz?- w oczach już miałam łzy.
-Nie, to nie było oszustwo. Naprawdę myślałem, że coś do Ciebie czuję, ale się zwyczajnie pomyliłem. Ale to koniec, bo nie zamierzam trwać w związku bez sensu i przyszłości.- zakończył stanowczo i wstał.
-Ale Ucker... Ja...- byłam w szoku i już nie mogłam nic powiedzieć.
-Tak, wiem... Kochasz mnie, ale niestety musisz przestać.- powiedział obojętnie i poszedł do łazienki.
Wyszłam, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Chciałam sobie to wszystko poukładać w głowie i dojść do ładu. Nie mogłam pojąć, jak Ucker mógł tak nagle przestać mnie kochać... I dlaczego teraz, kiedy najbardziej potrzebowałam jego miłości? Nie pomyliłam się co do niego parę lat temu... Jest zwykłą świnią, która potrafi zniszczyć wszystko. Przez niego straciłam wartościowego chłopaka, jakim był Pablo, miałam problemy, zostałam zgwałcona, a on mi teraz wyskakuje z tekstem, że jednak mnie nie kocha! To już szczyt chamstwa i bezczelności... Tak nie można, do cholery! Myślałam, że to nie będzie możliwe, ale ja naprawdę się w nim zakochałam przez ten czas. Kocham go nad życie i mam, a raczej miałam tylko jego! Idąc cała we łzach ze spuszczoną głowa, wpadłam na kogoś... Kiedy go ujrzałam, wpadłam w jego ramionami, a on jak zwykle pozwolił mi się wypłakać i starał się pomóc. Usiedliśmy na ławce i wszystko mu opowiedziałam.

Ucker:
Serce mi pękło na miliony kawałków w momencie, gdy zerwałem z Dul. Nie spodziewała się tego i mocno to nią wstrząsnęło. Nie dziwię się, bo to co zrobiłem, to najgorsze świństwo z możliwych. Wierzyłem jednak, że to najlepsze wyjście i tego się trzymajmy. Dobro Dulce jest moim życiowym priorytetem, a to właśnie ono było przeze mnie zagrożone. Nie mogłem pozwolić na to, żeby Amador po raz drugi wykorzystał moją żonę do zemsty na mnie. Dużo lepiej było dać jej wolność i odsunąć od siebie. Martwiłem się tylko, czy ona się nie załamie, bo ostatnie zdarzenia mocno ją podłamały, a teraz jeszcze została z tym sama. Ale przecież moja Dulcia jest silną, praktycznie niezniszczalną kobietą i da sobie radę w każdej sytuacji, prawda? Byleby tylko była daleko od źródła niebezpieczeństwa... Czyli pośrednio ode mnie. Siedziałem w domu i martwiłem się o nią, bo nagle gdzieś wyszła po rozmowie. Na szczęście po jakimś czasie wróciła. Niepozornie podszedłem do niej, by sprawdzić, czy nic jej nie jest. Ku mojemu zaskoczeniu nie przyszła sama... Stała w przedpokoju z Pablem, który patrzył na mnie z nienawiścią i złością. Mhm, czyli Dulisia mu się zwierzyła...
-Spokojnie, my już wychodzimy i będziesz miał spokój. Pójdę się tylko spakować.- powiedziała i ruszyła w stronę pokoju.
Odprowadziłem ją wzrokiem, a potem odwróciłem się i ujrzałem srogie spojrzenie Pabla. Nagle poczułem ból i złapałem się za piekący policzek. Tak, dostałem w twarz od byłego mojej żony.
-Ty pierdolona świnio! Przez Ciebie Dulce teraz jest nieszczęśliwa, zniszczyłeś jej życie! Od początku czułem, że jesteś nikim i narobisz tylko problemów Duli! Ale gdybym wiedział, że aż taki z Ciebie śmieć, to dałbym Ci wtedy zdechnąć na ulicy...-  wyzwał mnie bardzo dobitnie, a ja nie miałem siły się bronić, zresztą po co? Przecież miał rację. -Nawet się nie odezwiesz, tchórzu?! Nie wierzę, że tak wspaniała dziewczyna jak Dul, mogła zakochać się w kimś takim jak Ty... Gdzie ona miała oczy i mózg?
-Nie pierdol i ogarnij to, że nigdy nie chciałem jej skrzywdzić! Nie zamierzam się przed Tobą tłumaczyć, ale powiem tylko, że tak chyba musiało się stać i szczerze żałuję, że zacząłem ten związek. Za to Ty na szczęście dostałeś od losu drugą szansę i możesz ponownie brać się za moją żonę. Do dzieła, spraw, by zapomniała o mnie!
-A żebyś wiedział, że zapomni... Nim się obejrzysz, nie będzie już pamiętała, że istniał w jej życiu jakiś bałwan, który ją skrzywdził.
-Dobra... Rób, co chcesz! Nie muszę o tym wiedzieć, bo guwno mnie to obchodzi.
-Jutro pójdę do adwokata i już niedługo ujrzysz pozew rozwodowy.- powiedziała moja jeszcze żona, mijając mnie obojętnie.
-Okej, tylko rodzice nie mogą się o tym na razie dowiedzieć.- zastrzegłem od razu.
-Spoko, nie zamierzam z nimi o tym gadać. Zresztą załatwimy to szybko i bez zbędnych ceregieli. Nikt się póki co nie dowie.
-Dobra, to daj znać jak coś.- starałem się z nią rozmawiać normalnie, ale z każdą sekundą bardziej bolało mnie serce, gdy widziałem jej żal i łzy w oczach.
-Jasne, pa.- odwróciła się na pięcie i wyszła, a za nią Pablo z jej walizką.
I wtedy widziałem ją po raz ostatni, kiedy była jeszcze moja i miałem szanse to odkręcić...
Od tamtej pory nie wiedziałem, co dzieje się z moją żoną. W sumie cieszę się, że Pablo wrócił, bo inaczej Dul byłaby całkiem sama. Jednak tak strasznie drażnił mnie fakt, że on teraz ciągle z nią jest i może nawet są znów razem. Przecież kiedyś byli parą, więc mogą to tylko odnowić... Tak po prostu bez większego wysiłku ten kretyn może być z moją księżniczką! Kiedy o tym pomyślę, mam ochotę w coś uderzyć. Ale dobra, czas wziąć się w garść. Możliwe, że Amador da mi póki co spokój, a może na zawsze... Muszę uporządkować trochę swoje życie i przede wszystkim znaleźć Anahi. Jest moją przyjaciółką, a strasznie ją zaniedbałem. Ona tak samo jak Dula padła ofiarą mojej głupoty, a potem ją zostawiłem. Byłem u niej w domu, ale jej nie zastałem. Sąsiadka powiedziała, że nie widać jej tu już jakiś czas. To bardzo mnie zaniepokoiło. Ann od jakiegoś czasu mieszkała tu sama, więc musiałem wybrać się do jej rodziców. Udało mi się od nich wyciągnąć informacje, że Anahi pojechała na wieś do dziadków. Wsiadłem w samochód i od razu tam pojechałem. Any jest dla mnie tak samo ważna jak Dulce, naprawdę. Kocham ją bardzo mocno, choć jedynie jak przyjaciółkę. Nawet udało mi się tam bez większego problemu trafić. Drzwi otworzyła mi babcia Anysi, przemiła kobieta. Wpuściła mnie na górę do pokoju Blondyny. Siedziała na łóżku i czytała książkę! Tak, moja przyjaciółka umie czytać, haha.
-Hej.- powiedziałem cicho, stojąc w drzwiach.
-Ucker, co tu robisz?- odwróciła się i spojrzała na mnie nerwowo.
-Postanowiłem Cię odwiedzić, kochanie.- powiedziałem wesoło i byłem pewien, że wstanie i się do mnie przytuli jak zwykle na powitanie.- Nie przytulisz przyjaciela, małpo?- zapytałem, przyglądając się jej uważnie, była podłamana i wyraźnie schudła.
-Hej...- wstała i niechętnie do mnie podeszła i się przytuliła.
-Nie jesteś zadowolona z mojej wizyty, co?
-Nie o to chodzi... Po prostu nie spodziewałam się, że mam jeszcze przyjaciela.- powiedziała z dziwnym wyrzutem.
-Czemu tak mówisz, przecież nigdy nie przestałem być twoim przyjacielem?...
-Wiesz, Ucker... Dobry przyjaciel trochę częściej interesuje się swoimi przyjaciółmi. Czemu tu jesteś? Nagle znalazłeś dla mnie czas, żona wypuściła Cię na chwilę z domu?!- w jej oczach były łzy, ale w sumie miała rację... Stanowczo zbyt mało czasu jej ostatnio poświęcałem.
-Nie jestem już z Dul. Zresztą to wszystko jest bardziej skomplikowane niż sobie wyobrażasz.
-Kurwa, następny geniusz... Zmówiliście się, czy co?!- chodziło jej o Poncha, ale przecież nie miała pojęcia o Amadorze, więc dlaczego mówi do mnie w ten sposób?...
-Ann, wiem o wszystkim. Poncho nie mógł, ale ja mam już wyjebane i o wszystkim Ci powiem.
-Aha, czyli Ty też miałeś z tym coś wspólnego? Nie no super... Żyłam wśród idiotów, którzy planowali mnie zgwałcić.
-Nie, to nie tak... Posłuchaj, bo Poncho musiał to zrobić...
Opowiedziałem jej całą historię z Amadorem od początku do końca. Tak, wspomniałem o powodzie zerwania z Dul. Anahi była w szoku i chyba na początku niezbyt to do niej dotarło. Nie była w stanie nic powiedzieć, tylko wybuchła płaczem.
-Przepraszam skarbie, nie mieliśmy innego wyjścia. Przepraszam, że przeze mnie Ty też ucierpiałaś. Skrzywdziłem wszystkich, których kocham. Jestem beznadziejny, wiem... Ale błagam, zostań w moim życiu, bo nie wytrzymam bez Was obu.- wtuliłem się w nią jak dziecko i normalnie płakałem, brakowało mi ramion przyjaciółki.
-Ucker, nie płacz mi tu i nie błagaj. Zachowujesz się jak dzieciak i nie zapominaj, że Ty też zostawiłeś mnie samą, kiedy potrzebowałam twojej obecności. Nie zasługujesz na moją litość, a nasza przyjaźń pewnie nigdy nie będzie taka sama jak dawniej.- ej, ona nie mówi jak moja Anysia! Dlaczego wszyscy tak bardzo się zmienili? Nawet moja kochana przyjaciółka...
-Spróbujmy to uratować i bądź przy mnie ciągle. Wróć do Meksyku, a najlepiej zamieszkaj ze mną.
-Z Tobą?!
-Tak, oboje potrzebujemy swojej obecności i wsparcia. Tylko Ty możesz uratować moje nędzne życie, Ann.
-Nie, bo nie chcę się spotkać z Poncho.
-Spokojnie, on do mnie nie przychodzi, zawsze to ja idę do niego.
-Na pewno?
-Mhm. A po za tym i tak powinnaś z nim porozmawiać, bo on też się martwi i chciałby Cię osobiście przeprosić.
-Nie będę z nim gadać, na pewno nie! Mogę z Tobą mieszkać, ale jego nie chcę nawet widzieć. I nie wspominajmy już o tym, co się stało, okej?
-Dobrze, myszko.- powiedziałem z uśmiechem, który wreszcie odwzajemniła i trąciłem ją palcem w nosek.
-Kocham Cię, Ucker.- wyznała, przytulając się do mnie mocno.
-Ja Ciebie też, Anyś.
-Ale ja nie kocham Cię jak przyjaciela...- powiedziała, patrząc mi w oczy.
-Wiem. Dulcia ma dość długi jęzor i jakiś czas temu się wygadała.
-Czułam, że tak będzie. Ale może to i lepiej... Dobrze, że wiesz. Ale nie dobrze, że nic z tym nie robisz. Chciałabym, żebyś kiedyś spojrzał na mnie tak jak na Dulę, żebyś kochał mnie jak kobietę, nie jak kumpla. Marzę o tym od przedszkola, ale na marzeniach się pewnie skończy.- mówiła ze smutkiem, ale była spokojna, czyli po prostu jest do tego już przyzwyczajona...
-Chciałbym kochać Cię tak, jak tego chcesz. Moje życie byłoby dużo łatwiejsze, a nasz związek wręcz idealny, bo rozumiemy się jak nikt inny. W sumie to nawet chciałbym spróbować z Tobą być. Przecież kocham Cię, więc co za problem pokochać po prostu w inny sposób, nie? Oczywiście jeśli jeszcze chcesz, możesz zostać moją dziewczyną.- nie wiem, co mi do głowy uderzyło, ale w sumie czemu nie?...
-Naprawdę? No jasne, że chcę!- znowu rzuciła mi się na szyję, po czym zaczęła mnie namiętnie całować.
-Ann, dzikusie...- wydukałem, śmiejąc się cicho.
-Chcę z Tobą być, chociaż jestem świadoma tego, że jestem twoją drugą opcją... Gdyby ten cały Amador skrzywdził tylko mnie, zamiast Dul, to by Cię tu teraz nie było i byłbyś szczęśliwy z miłością swojego życia, a ja nadal mogłabym tylko marzyć o Tobie. Skorzystałam na tym, że jesteś samotny i nieszczęśliwy po rozstaniu z Dul, bo inaczej to byłoby niemożliwe. Jesteś strasznym egoistą, wiesz? Cholernie myślisz tylko o sobie, zupełnie jak ta ruda małpa. Ale w tym momencie jestem skłonna pominąć ten fakt i tylko cieszyć się z szansy, którą w końcu dostałam od życia.- nagadała się i miała rację, ale dobrze, że nie zmieniła zdania.

Według planów Anahi zamieszkała ze mną. Nasz związek jest naprawdę piękny i dogaduję się z nią dużo lepiej niż z Dul. Ann nie ma o tym pojęcia, ale mimo wszystko nie jestem do końca szczęśliwy, bo i tak tęsknię za moją żoną. Cokolwiek by się działo, nigdy nie przestanę kochać Dulce. To była prawdziwa miłość, która nigdy nie zgaśnie. Ostatnio moi rodzice wytoczyli sprawę sądową przeciwko mnie za pobicie matki. I tak już nie mam za wiele do stracenia, więc powiedziałem prawdę. I wtedy w sądzie wreszcie spotkałem Dul po prawie miesiącu przerwy. Moje serce pękło na kolejne miliony kawałków, bo okazało się, że MOJA Księżniczka jest z Pablem! Tak, ja wiem... Ma prawo ułożyć sobie życie, zresztą ja zrobiłem to samo, ale to mocno zabolało. Zupełnie jakby podeszła i wbiła mi nóż w plecy. Ale nie ma sensu tego roztrząsać, wszystko i tak już skończone. Wracając do tematu... Po zeznaniach Poncha, Duli, Ann i moich, Amador trafił do więzienia. No dobra, nie tylko on... Ja i Poncho także i jeszcze kilka innych osób, które udało się znaleźć. Miałem jednak szczęście, bo ojciec zaproponował mi układ. Dał w łapę sędziemu, żebym wyszedł. W zamian za to mam pracować w firmie. Niestety Dulcia też, czyli tak łatwo o niej nie zapomnę. A najgorsze jest to, że niepotrzebnie z nią zerwałem, bo Amador i tak jest w więzieniu. Zaczęliśmy pracę w firmie i codziennie ją widywałem. Miałem wielką ochotę to wszystko odkręcić, ale nie zrobiłem tego ze względu na Anahi. I nie tylko... okazało się, że będę ojcem. Tak, moja dziewczyna jest w ciąży! A no tak, nie pochwaliłem się... Spędziliśmy razem noc, kiedy nasz związek miał trzy dni. No cóż, trochę szybko i bez zabezpieczeń. Miałem mętlik w głowie i bałem się, co będzie. Miałem wrażenie, że w ogóle nie nadaję się na ojca, ale Ann ciągle mnie uspokajała i zapewniała, że damy radę. Średnio się cieszyłem z dziecka, bo pojawienie się go całkiem skreśla mnie i Dulę. No ale przecież nic już na to nie poradzę... Muszę wziąć własne  życie w swoje ręce i ponieść wszelką odpowiedzialność za swoje czyny. Niestety w konsekwencji tracę Dulce już na zawsze, ale nic już nie mogę zrobić... Pozostaje mi jedynie czekać na moje dziecko i brać ślub z Ann. To znaczy najpierw rozwód z Dul, a to jeszcze trochę może potrwać.

Dulce:
Rozstanie z Uckerem strasznie mną wstrząsnęło i przez jakiś czas byłam totalnie załamana. Cały czas był przy mnie Pablo i wspierał mnie we wszystkim. W końcu zaczęliśmy ważną rozmowę i postanowiliśmy dać sobie drugą szansę. A więc znowu jestem z Pablem i jesteśmy naprawdę szczęśliwi. To znaczy oczywiście nie jest on moją wielką miłością jak Ucker, bo do tego dużo brakuje, ale dogadujemy się, a nasz związek jest wręcz perfekcyjny. A zapomniałam dodać... Pablo jest na studiach medycznych, kontynuuje w Meksyku, bo chciał po prostu wrócić do kraju. Zresztą póki co tutaj ma praktyki w szpitalu. Idzie mu świetnie, a wszyscy mówią, że przed nim wielka przyszłość. W dodatku Pablito dostał spadek po jakimś wujku i ma teraz sporo kasy. Mieszkamy więc w wypasionym domu i niczego nam nie brakuje. Na szczęście Pablo nie jest jak Ucker i nie głupieje od przybytku gotówki. Jest rozważnym człowiekiem i większość spadku wpłacił do banku, a teraz jeszcze pracuje. Jak widać, mam teraz wspaniałe życie i nie muszę się niczym martwić. No prawie niczym... Czekam na rozwód z Uckerem i boję się reakcji rodziców. W dodatku kazali nam pracować w tej zjebanej firmie! To straszne, bo muszę codziennie widywać tego kretyna i jego głupią dziewczynę. Tak, jestem zazdrosna i nie zamierzam się tego wypierać. Kocham Uckera i to się nie zmieni... Serce mi pęka, gdy patrzę na ich piękną, kwitnącą miłość. Myślałam, że oszaleję ze złości i rozpaczy, kiedy okazało się, że ta głupia, łatwa żmija jest w ciąży. W ogóle to aż nie wierzę, że tak się wkręciła i skorzystała z okazji, żeby być z Christopherem. A on szmaciarz zawsze gadał, że to tylko jego najlepsza przyjaciółka, a teraz oczekuje jej dziecka. To chore, jak oni oboje razem wzięci! Jakby tego było mało ostatnio ich przyłapałam. Pieprzyli się w gabinecie Uckera, kiedy weszłam, by zostawić mu pozew rozwodowy, który właśnie przyszedł. Doznałam szoku i chamsko im przerwałam. Halo, jestem Dulce i nigdy nie miałam skrupułów jeśli chodzi o szybkie numerki Uckera! Z przyjemnością zepsułam im jakże romantyczną chwilę, mówiąc z ironią:
-Nie przeszkadzajcie sobie, przecież firma to miejsce na seks po kątach.
-Wyjdź i się odczep!- krzyknęła ta jędza, odrywając się od Uckera i zakrywając się swoją sukienką.
-Zamknij mordę, dziwko! Nie przyszłam do Ciebie, tylko do MOJEGO męża.- oczywiście perfekcyjnie zaakcentowałam przynależność Uckera do mnie, haha.
-Co chciałaś?- zapytał, także się zakrywając.
-Przyniosłam Ci pozew rozwodowy, podpisz i będzie prawie z głowy. Będziesz mógł się legalnie pieprzyć z kim tylko zechcesz.
-Okej, dzięki.- wziął dokumenty i od razu podpisał, zignorował moje wredne uwagi. -Kiedy mamy sprawę?- zapytał, czytając pozew.
-Za miesiąc.- odpowiedziałam i wyszłam.
Będąc w środku, starałam się nie pokazywać smutku, złości i cholernie wielkiej zazdrości. Jak tylko stanęłam za drzwiami, łzy podeszły mi do oczu i pobiegłam do łazienki. Usiadłam przy ścianie i płakałam, co już dawno nie miało miejsca. Przestałam już płakać po Uckerze, ale tej sytuacji już nie wytrzymałam. Dałam upust emocjom i wypłakałam chyba wszystkie łzy. Usłyszałam, że przyszedł Pablo, zawsze odbierał mnie z pracy. Szybko się ogarnęłam, wytarłam zapłakane oczy, odczekałam chwilę, żeby przestały być tak mocno czerwone i wyszłam z łazienki. To znaczy wyszłam to za dużo powiedziane... Wychyliłam się tylko i wciągnęłam Pabla do środka. Oparłam go o ścianę przy zlewie i zaczęłam namiętnie całować. Był mocno zdezorientowany, a ja zupełnie wyłączyłam myślenie. Chciałam zapomnieć o tym, co widziałam przed chwilą. Zapomnieć o Uckerze i w pełni zaangażować się w ten związek. Ten frajer nie może być jedynym mężczyzną w moim życiu, bo zwyczajnie na to nie zasługuje, a ja zasługuję na kogoś lepszego niż on. Tak, chciałam kochać się z Pablem w toalecie w firmie! Pragnę dodać, że drzwi nie zamykają się na klucz, a my wcale nie weszliśmy do kabiny. Miałam ochotę na ryzyko i niebezpieczeństwo. I tak mam gdzieś tą całą firmę, a tak chociaż się zabawię i odprężę.
-Dul, co Ty wyprawiasz?- zapytał Pablo między pocałunkami.
-Całuję Cię, rozpalam i rozbieram. A co?- odpowiedziałam z uśmiechem, dysząc mu wprost do ust.
-Kochanie, nie możemy tu...- nie dałam mu skończyć i ugryzłam go w wargę.
-Jasne, że możemy. Zamknij się, skarbie!
Nie usłyszałam już żadnego słowa sprzeciwu i od teraz oboje braliśmy w tym czynny udział. Całowaliśmy się namiętnie i zachłannie. Wkładałam w to całą swoją energię, chcąc się po prostu wyżyć. Z uwagi na to, że byliśmy w miejscu publicznym, nie rozebraliśmy się w razie jakby ktoś tu wszedł. On tylko rozpiął rozporek, a mi ściągnął majtki i podciągnął spódniczkę. Oparł mnie o zlew i wszedł we mnie mocnym pchnięciem. Poruszał się dość szybko, ale był przy tym bardzo delikatny. Było mi cholernie dobrze i jęczałam pewnie dosyć głośno. A najciekawsze jest to, że Pablo ani trochę nie był w tym gorszy od Uckera. Dawał mi taką samą rozkosz i brakowało jedynie prawdziwej miłości, która by to napędzała, ale mimo to było zajebiście. I te emocje, czy przypadkiem nikt tu nie wejdzie...
I stało się! Zdążyłam właśnie intensywnie dojść, kiedy zobaczyłam mojego męża, który odciągnął ode mnie Pabla i uderzył go w twarz. Wcale nie lekko... Było słychać, zresztą odrzuciło go w drugą stronę. Ucker stał jak wryty i gapił się na nas ze straszną złością w oczach. Bałam się, że za chwilę ja też dostanę w ryj. Stałam dalej wbita w zlew, oczywiście już poprawiłam sobie spódniczkę. Po chwili Pablo się odwinął i teraz to Uckerek dostał po mordzie równie mocno.
-Nie wpierdalaj się, kretynie!- krzyknął Pablo, a Ucker trzymał się za piekący policzek.
-To jest firma, a nie burdel!- odpowiedział nieźle wkurwiony Ucker.
-I kto to mówi? Czy to nie Ty jakąś chwilę temu pieprzyłeś się  na swoim biurku? Oj, pewnie z kimś Cię pomyliłam...- byłam na wygranej pozycji. Odegrałam się na nim jego własną bronią i zrobiłam to jako druga, a więc on wkurzył się jako ostatni. Ale właściwie dlaczego?...
-To co innego... Dul, to jest kibel publiczny, do cholery! Gdyby wszedł tu ktoś inny, to już wszyscy by gadali, że jestem rogaczem, bo przypominam Ci, że nadal jesteśmy małżeństwem.- aha, więc księcia obchodzi zdanie innych...
-Już prawie nie jesteśmy małżeństwem! Zresztą nie pierdol bzdur... Wszyscy od dawna wiedzą, że jesteś z Anahi, więc żona nie powinna Cię obchodzić. Nie chce mi się już z Tobą dyskutować, bo jeszcze zarażę się głupotą...- ach, te teksty sprzed lat, to wszystko wraca i rozejm z Uckerem to najgorsze, co mogłam kiedyś wymyślić.
-To co innego...- mhm, najlepszy argument na świecie.
-No ciekawe... Zresztą odwal się ode mnie i nie wpierdalaj mi się w życie, bo już Cię w nim nie ma! Twoje miejsce w moim życiu zajął ktoś, kto jest tego dużo bardziej warty, choć myślałam, że to niemożliwe. Jesteś dla mnie nikim i jakakolwiek rozmowa z Tobą nie ma dla mnie sensu. A teraz wybacz... Idę do domu skończyć to, co przerwałeś.- z dumą i miną zwycięzcy wyszłam z toalety, trzaskając za sobą drzwiami.


No dobrze moje marudy macie już ten rozdział :* Siedzę sobie w domu, bo trochę mi się rozchorowało xD Niestety nie oznacza to, że piszę non stop rozdziały dla Was, bo muszę pisać opowiadanie na ten konkurs, a szczerze straciłam na to już trochę wenę i nie chce mi się wgl, no ale cóż... :/ Coś Wam miałam tu pisać, a już nwm teraz co, haha xD A, już wiem! Widziałyście, że ktoś puścił info o tym, że 20 listopada ma być film dokumentalny o RBD i 4 nowe piosenki? Tak się cieszyłam, jak to zobaczyłam <3 Ale niestety okazało się, że ktoś sobie zażartował i nadal nie ma daty pojawienia się tego filmu i coraz bardziej wątpię, że on wgl będzie... :(
Oglądam od nowa rebelde, ale o tym chyba już wiecie ;) Dobra, do następnego :*

piątek, 4 listopada 2016

24. "Ucker, zamknij się wreszcie!"

Dulce:
Kiedy byłam sama w domu, otworzyłam drzwi, mając pewność, że to mój mąż. Okazało się jednak, że byli to ludzie Amadora, który najwyraźniej zapragnął się zemścić na Uckerze. Zatkali mi buzie i oczy, i wyciągnęli mnie z mieszkania, po czym wrzucili do auta. Było ich bodajże trzech, a ze mną z tyłu siedziało dwóch. Próbowałam krzyczeć, wyrywać się, ale wszystko na nic... Byłam uwięziona i pozostało mi tylko modlić się o cud, czyli o to, że dadzą mi spokój. Dostałam parę razy w twarz i zresztą nie tylko. Odkryli mi buzię i oczy, a dwóch napakowanych gości ciągle mnie trzymało bardzo niedelikatnie. Weszli ze mną do jakiejś szopy, gdzie zobaczyłam... Uckera! Stał przywiązany do słupka i krzyczał nieźle wkurwiony:
-Zostaw ją frajerze! Jeśli coś jej zrobisz, to nie daruję Ci tego!
-Spokojnie kochany... Powiedziałem przecież, że będzie żyła.- odpowiedział mu ten cały Amador z głupim uśmieszkiem.
-Puść ją do cholery! Przecież to sprawa między nami, nie mieszaj w to mojej żony!- darł się, próbując się wyrwać, był cały we łzach i aż czerwony ze złości.
-Dobrze wiesz, że cały czas mszczę się na Tobie. Teraz sobie popatrzysz na scenki, które całkiem zniszczą twoją psychikę, a ja przy okazji zaspokoję swoją wielką potrzebę.- podszedł do mnie, a ja aż zadrżałam ze strachu i zrobiło mi się słabo.
-A tylko ją tkniesz...!- krzyczał Ucker, ale przerwał mu Amador swoim dzikim śmiechem.
-To co? No co mi zrobisz? Dawaj, chodź tu śmieciu!- wrócił do Uckera i zaczął go napieprzać pięściami po twarzy, a on jęczał i krzyczał z bólu.
Nie wiem skąd wzięłam tyle siły, ale wyrwałam się tym kretynom i podbiegłam do Amadora. Dostał ode mnie w ryj z pięści z całej siły. Aż go odrzuciło, a ja podeszłam do Uckera, by sprawdzić, czy nic mu nie jest. Niestety ledwo zdążyłam dotknąć jego twarzy, a zostałam od niego odciągnięta. Amador sam się za mnie wziął i rzucił mnie na podłogę. Usiadł na mnie i zwrócił się do Uckera:
-Jaka waleczna ta twoja żonka... Coraz bardziej mi się podoba.- złożył wstrętny pocałunek na moich ustach, za co dostał ode mnie kopniaka w jaja. -Za dużo sobie pozwalasz, suko!- krzyknął i wymierzył mi siarczysty policzek.
-Kurwa mać, odpierdol się od niej!- znowu wrzeszczał Ucker, ciągnąc za sznurki, a wtedy dostałam po raz drugi tym razem w drugi policzek.
-Wiecie co moje zakochańce? Ustalmy coś... Za wszystko co zrobicie, każdy ruch, krzyk i bunt ze strony tej dziweczki, Uckerek dostanie po mordzie.- powiedział, a ja spojrzałam na męża smutnym, przerażonym wzrokiem, a przy Uckerze już stanął jakiś typ z kijem w dłoni. -Zrozumiano? A teraz zaczniemy zabawę na dobre.
Siedząc na mnie, zaczął mnie rozbierać. Płakałam, krzyczałam i wyrywałam mu się, ale za to wszystko obrywał Ucker. On zresztą robił to samo co ja... Darł się, wyzywał tego kretyna i próbował poluzować liny. W szybkim tempie zostałam pozbawiona wszystkich ubrań łącznie z bielizną. Amador wziął nóż i lekko nacinał moją skórę na udach i brzuchu. Piszczałam z bólu, a łzy leciały mi ciurkiem. Ucker non stop krzyczał, był strasznie wkurzony. Po wykonaniu kilku ran na moim ciele, rzucił nóż w Uckera. Wbił mu się w nogę, a on zaczął dosłownie wyć z bólu, za co dostał kijem po żebrach. Ten psychol oczywiście patrzył na niego i się cieszył. Jak tak można?
-No dobrze maleńka, teraz wezmę się za Ciebie tak, jak chciałem już od dawna.- zapowiedział Amador, a ja doskonale wiedziałam, o co mu chodzi, Ucker zresztą też.
-Zostaw ją Ty pierdolony śmieciu!- krzyczał dalej Christopher, który już opadał z sił, za co usunięto mu nóż z nogi.
Znów zawył z bólu i prawie mdlał. Dla niego byłoby to w sumie najlepsze wyjście... Jednak Amador na to nie mógł pozwolić, bo nie miałby zabawy. Wszedł we mnie brutalnie i szybko swoim nienaturalnie wielkim członkiem. Pisnęłam z bólu i generalnie z powodu samego faktu, że to gwałt. Mój krzyk zadziałał na Uckera pobudzająco i już po chwili znów jakby pełen sił darł się na cały głos. Oczywiście co chwilę za to dostawał kijem lub nożem. Amador gwałcił mnie brutalnie i obrzydliwie, a ja płakałam i ciągle się wyrywałam. Po jakimś czasie starałam się to jakoś stłumić, żeby Uckerkowi się nie dostawało. Ale co z tego, że ja się przymknęłam, jak on dalej musiał swoje robić. Ciągle leciały z jego ust wyzwiska i ogólnie krzyki z przekleństwami. Widziałam, że on już ledwo żyje, bo oni go za chwilę wykończą. Nie mogłam na to pozwolić i krzyknęłam do niego głośno i stanowczo mimo sytuacji, w jakiej się znajdowałam:
-Ucker, zamknij się wreszcie! Nie dawaj mu tej satysfakcji!
Za te moje dwa zdania dostało się nam obojgu. Ucker ponownie dostał kijem po klacie od tego gościa, a ja pięścią w twarz od Amadora. Na szczęście jednak to trochę podziałało i Ucker trochę się uspokoił, to znaczy powierzchownie, bo wiadomo, że i tak kipił złością. Patrzyłam wciąż na ukochanego błagalnym wzrokiem, a ten idiota posuwał mnie mocno i tak cholernie ohydnie. Odbijał dłonie na całym moim ciele i już wszystko mnie bolało. Doszedł, ładując wszystko we mnie, a ja prawie zwymiotowałam na samą myśl. Wyszedł ze mnie i wstał, mówiąc:
-Jesteś świetna i taka ciasna...- płakałam, ledwo widząc na oczy, ale nagle jak przez mgłę ujrzałam jak Amador przewraca się do tyłu. Usiadłam obolała i próbowałam ogarnąć, co się dzieje. Zanim mi się to udało, Ucker okładał go pięściami i zadawał rany nożem. On już ledwo żył, a ja mimo wszystko nie chciałam, żeby zabił go na moich oczach.
-Ucker, zostaw go! Wystarczy już, błagam!- krzyczałam, a potem podeszłam do niego i położyłam dłoń na jego plecy. -Kochanie, proszę... Nie każ mi patrzeć jeszcze na to.
Po tych słowach rzucił nóż i wstał. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił mocno, a ja w jego ramionach wpadłam w dziką rozpacz. Drżałam i ryczałam, a on ściskał mnie z całej siły pod wpływem złości i emocji, co chwilami aż mnie bolało, ale to już się nie liczyło. Zupełnie zatraciliśmy się w swoich objęciach i zupełnie zapomnieliśmy o Amadorze. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, nikogo tu już nie było. Na podłodze leżała jedynie kartka z napisem:
"Dostałem, co chciałem frajerze! Dotrzymałem obietnicy i CHYBA dam Ci już spokój... Powodzenia w drodze powrotnej, bo zajmie wam dużo czasu. Twoja żona jest świetna w tych sprawach, dzięki za pożyczkę."
Ucker ponownie wpadł w furię i zaczął drzeć kartkę na kawałeczki, a potem napieprzał we wszystko dookoła. Ubrałam się szybko w swoje ubrania i czekałam aż mu przejdzie. Znam dobrze jego wybuchy i wiem, że on po prostu musi się wyżyć. Tak było i tym razem, całkowicie opadł z sił i upadł na podłogę. Podbiegłam do niego i przytuliłam, ale on ledwo co mnie dotknął. Nie chciał mnie przytulać po tym, co się stało? To dziwne, bo raczej powinien... No ale okej, jest bardzo niestabilny emocjonalnie i nadal nie może wyjść z szoku, albo najzwyczajniej w świecie nie ma już siły, żeby mnie nawet objąć. Oboje przeżyliśmy koszmar i starałam się być jak najbliżej niego, żebyśmy doszli do siebie po tym wszystkim.

Ucker:
Siedziałem na ziemi, a Dul obok i mnie przytulała. Oboje byliśmy wręcz zdruzgotani po tym, co się stało. Wszystko mnie bolało, ale to się teraz mało liczyło... Prawie nie czułem bólu, bo najgorsze było poczucie winy i wyrzuty sumienia. Amador zgwałcił Dulce, żeby się na mnie zemścić! I to bolało najbardziej... Moja ukochana żona przeżyła koszmar przeze mnie! To najgorsze uczucie na świecie... Być odpowiedzialnym za krzywdę kogoś, kogo kocha się nad życie. Nie mogłem sobie poradzić z myślami i pękało mi serce, kiedy patrzyłem na skrzywdzoną, zapłakaną i posiniaczoną Dulcię. Wtuliła się we mnie, ale ja jakoś nie potrafiłem objąć jej tak porządnie i czule jak zwykle. Pojawiła się u mnie jakaś bariera, a mianowicie pewnego rodzaju strach przed tym, że mógłbym w jakiś sposób znów ją skrzywdzić. Starałem się jednak o tym nie myśleć i pójść o krok do przodu, w tym celu powoli wstałem, mówiąc:
-Chodź, musimy się stąd wydostać i znaleźć drogę do domu.
-A wiesz w ogóle gdzie jesteśmy?- zapytała i także wstała, wspomagając się moją dłonią, którą jej podałem.
-Nie mam pojęcia, ale poczekaj... Zaraz się dowiem.
Chciałem wyjść na zewnątrz, ale zrobiło mi się tak strasznie słabo. Podparłem się na Duli, bo inaczej bym upadł. No tak, głębokie rany dają się we znaki i chyba się wykrwawiam...
-Boże święty, Ucker!- spojrzała na moją nogę, w którą jeszcze niedawno był wbity nóż, krew leciała ciurkiem.
-Daj spokój, nic mi nie będzie... Musimy jak najszybciej wyjść z tego lasu i wrócić do domu.- usiadłem na krześle, które akurat stało obok.
-Kochanie, nie wygłupiaj się... Wykrwawiasz się i w takim stanie i tak nie dasz rady dojść do domu. Pokaż to.- pomogła mi zdjąć spodnie, bo rana była na udzie. Przeraziła się na widok mojej nogi, ale według mnie nie było aż tak źle.
-Samym wzrokiem mnie nie wyleczysz, skarbie.- wydukałem, bo teraz kiedy emocje trochę opadły, strasznie mnie to bolało.
-Wiem, wiem... Ale co mam Ci z tym zrobić? To przydałoby się zaszyć.
-Dul, weź po prostu jakieś szmaty, chusteczki, cokolwiek i mi to mocno owiń.
Posłuchała się mnie i znalazła jakieś szmaty, a nawet taśmę, którą na koniec usztywniła ten przecudowny opatrunek. Oczywiście najpierw delikatnie zmyła krew z mojej nogi i z innych części ciała, gdzie dostawałem kijem. Na koniec wycałowała mi posiniaczoną twarz, a z moich oczu wciąż leciały łzy, bo moja księżniczka nie zasłużyła na to, co ją spotkało. Może inaczej... To ja nie zasługuję na nią, na jej miłość.
-Nie becz już, wszystko będzie dobrze. Boli mocno?- przytulała mnie i oczywiście miała na myśli moją nogę.
-No nie powiem, że nie, bo twardziel ze mnie żaden... A jak z Tobą?- wsadziłem rękę pod jej koszulkę i dotknąłem jej ran na brzuchu zadanych nożem, a ona aż podskoczyła. -Boli?- zapytałem, odkrywając jej brzuch z mnóstwem czerwonych kresek.
-Wiesz, nie o to chodzi...- powiedziała cicho i niepewnie, opuszczając koszulkę z powrotem. -Nie obraź się, ale ja... Nie chcę, żebyś mnie dotykał. Czuję teraz taki wstręt i wstyd przez to, że mojego ciała wbrew mojej woli dotknął ten frajer. Wybacz, ale nie chcę, żebyś nawet na mnie patrzył. To straszne i głupie, ale naprawdę nie mogę znieść myśli, że Ty zobaczysz i dotkniesz moje ciało, które zostało... No wiesz.- spuściła wzrok, a jej słowa całkiem mnie załamały... Nie dlatego, że nie będę mógł jej dotykać, ale dlatego że ten gwałt odbije się na jej psychice.
Przeze mnie czekają ją pewnie wizyty u psychologa i będzie się męczyć, po prostu podupadnie na zdrowiu psychicznym i emocjonalnym, a wiem, co to znaczy... Mnie też to wszystko powoli niszczy i nie daję rady z własnymi myślami. Takie sytuacje niszczą psychikę, charakter, a nawet osobowość, czy samoocenę. To po prostu niezdrowe, a ja naraziłem na coś takiego Dulce. Teraz latami będzie to wszystko przeżywała i prawdopodobnie już nigdy nie będzie taka sama. I teraz pytanie: Bardziej przyda jej się moje wsparcie, czy spokój? Gdybym trzeźwo myślał, pewnie podjąłbym właściwą decyzję, ale w tej sytuacji, w moim stanie... Postanowiłem, że zrezygnuję z własnego szczęścia dla niej. Nie będzie płacić za moje błędy własnym ciałem (dosłownie). Koniec ze stresem, jaki przeze mnie przeżywała! Kocham ją i trudno mi będzie się z nią rozstać, ale tak będzie dla niej lepiej. Będzie bezpieczniejsza, jak nie będzie ze mną. Tylko co mam zrobić, żeby z nią zerwać? Przecież jak powiem, że chcę to zrobić dla jej dobra, to mnie wyśmieje i stwierdzi, że oszalałem. Muszę znaleźć na to inny sposób. I chyba nawet już wiem jaki... Zawsze uważała mnie za zakłamanego frajera, więc sprawię, żeby znów tak mnie postrzegała. Nie jest głupią ani łatwą dziewczyną, ale akurat pewne rzeczy dosyć łatwo jej wmówić, bo nie ma zdolności obiektywnego oceniania sytuacji i wystarczy jej coś powiedzieć kilka razy i już staje się to dla niej prawdą. Najgorsze jest to, że nie wiem, czy dam radę to zrobić. Jak przeżyję bez niej? Jak bardzo się wszystko zmieniło... Kiedyś pragnąłem mieć od niej spokój, teraz wręcz odwrotnie. Kocham ją całym sercem i uzależniłem się od niej, naprawdę. Jest kochana i słodka, tylko trzeba to dostrzec i umieć docenić. Ma trudny charakter i czasem ciężko z nią wytrzymać, ale jest cudowną kobietą, która potrafi kochać z całych swoich sił, mimo różnych przeciwności losu. Wiedziała, że coś może jej grozić, ale nigdy nie zapragnęła uciec i mnie z tym zostawić. No cóż... Moja żona ma więcej odwagi niż ja. Jestem tchórzem i zdaję sobie z tego sprawę, ale tu chodzi o życie mojej księżniczki, więc nie mogę inaczej! Odwaga mi w niczym nie pomoże, a Duli tym bardziej. Szkoda mi tylko tego, że oboje się dla siebie poświęcaliśmy, a i tak nic z tego nie wyszło i wszystko szlag trafił. Jeśli z nią zerwę, to będę bardzo nieszczęśliwy, ale w pewnym sensie na to zasłużyłem i to będzie dobra kara. A Dulce jest młoda, piękna i jeszcze sobie życie ułoży, a mnie będzie wspominać jako durnego kolegę ze szkoły i sprawcę jej największych szkód.

Długo szliśmy przez ten cholerny las, a przez większą część tego czasu nie odzywaliśmy się do siebie. Ona dlatego, że po prostu nie była w stanie ani za pewne nie miała ochoty gadać, a ja... Powoli realizowałem swój plan, bo jako kochający mąż powinienem ją przytulać i uspokajać. Nie robiłem tego, bo rzekomo jej wcale nie kocham. Owszem, objąłem ją, kiedy się do mnie tuliła, bo było jej zimno, ale starałem się nie okazywać jej zbyt wiele czułości, bo to wpływa negatywnie na mój plan. Kilka razy spojrzała na mnie tak dziwnie, jakby podejrzliwie, a potem przytulała się do mnie. Widziała jak bardzo jestem przygnębiony i chciała mnie wspierać. I za to uwielbiam nasz związek! Opiera się na miłości i wsparciu, i tego mi będzie najbardziej brakowało. Będąc z Dul, zawsze miałem te cudowne poczucie, że ktoś mnie kocha i jestem potrzebny. Nawet teraz... To ona za pewne czuje się gorzej ode mnie, bo ten frajer zgwałcił ją na oczach innych ludzi w tym jej męża. A i tak ciągle patrzy na mnie i chce się mną zająć. Kiedyś uważałem ją za straszną egoistkę, ale nic bardziej mylnego... Jakby mogła, to by mnie teraz zagłaskała i zacałowała na śmierć, bylebym się tylko lepiej poczuł.
-W dobrą stronę idziemy?- zapytała, podnosząc wzrok na moją twarz.
-Chyba tak, bo jechaliśmy długo leśną drogą na pewno w tą stronę, a przed nią była główna ulica, do której chyba niedługo dotrzemy.- odpowiedziałem beznamiętnie.
-A wtedy co? Poczekamy na stopa?
-No tak. Chyba, że wolisz iść wzdłuż drogi nie wiadomo gdzie?...
-Nie masz tyle siły, żeby iść tak długo...- moja kochana jak zwykle martwi się o mnie.
-A Ty masz?- nie mogłem się powstrzymać od czułego głosu i delikatnego uśmiechu.
-Nie wiem, ale dam radę. Gorzej z Tobą, kochanie...- wtuliła się we mnie, co działało na mnie tak bardzo, że automatycznie pocałowałem ją w czubek głowy.
-Nie trać siły na gadanie i przytulanie, po prostu idź.- delikatnie zdjąłem jej ręce z mojego ciała, żeby szła kawałek dalej ode mnie.
-Okej, idę przecież...- zrobiło jej się trochę przykro i dalej szła w ciszy ze spuszczoną głową.
Po jakimś czasie wyszliśmy z tego lasu i szliśmy powoli wzdłuż drogi, machając do każdego samochodu. W końcu ktoś się zatrzymał i nas zabrał. Siedzieliśmy na tylnym siedzeniu samochodu, a Dulce jak zwykle wkleiła się we mnie i leżała na mojej klacie. Niestety musiałem jej przeszkodzić w sumie z dwóch powodów... Po pierwsze mój plan, a po drugie byłem cały obolały, a ona choć bardzo się starała być delikatna, to jednak sprawiała mi trochę bólu.
-Nie leż tak, bo mnie żebra bolą.- odsunąłem ją delikatnie, a ona usiadła kawałek dalej już prosto.
-Oj, przepraszam.- powiedziała cicho lekko zmieszana, bo chyba nie spodziewała się, że ją wygonię.
-Tutaj się proszę zatrzymać.- zwróciłem się do kierowcy, a on zatrzymał się na przystanku.
Podziękowaliśmy mu za transport i poszliśmy do domu. Na szczęście nie zgubiłem kluczy, bo zapasowe ma tylko matka Dulce, do której oczywiście nie mielibyśmy ochoty się wybierać. Byliśmy cholernie głodni, a lodówka jak zwykle była prawie pusta. Znalazłem w niej jednak gotowe hamburgery z supermarketu i włożyłem do mikrofalówki. Podałem Duli i sam usiadłem na przeciwko niej przy stole. Szybko skończyliśmy jeść nasz przecudny obiadek i postanowiłem iść się wykąpać. Byłem cały poobijany, a ślady krwi miałem niemal na całym ciele. W pewnym momencie drzwi od łazienki się otworzyły i stanęła w nich moja żona.
-Pomogę Ci się umyć, bo jesteś cały we krwi i pewnie wszystko Cię boli.- powiedziała, podchodząc do wanny.
-Dam sobie radę. Idź się położyć, bo pewnie padasz.- odpowiedziałem, starając się udać obojętność.
-Chcę Ci pomóc, przecież dam radę. Zresztą też chcę się umyć.
-Dobra, to ja szybko skończę i już wychodzę. A Ty poczekaj na zewnątrz.
-No okej...- spuściła głowę i wyszła, aż przykro patrzeć.


No dobrze, macie ten rozdział w piątek :) Aż bałam się tego dodawać, bo to masakra jakaś jest, wiem... Nie dziwcie się, że miałam na tym poważny zastój twórczy. Już sobie wyobrażam te komentarze pełne pogardy i złości :/ Ale pamiętajcie, że to nie ja, tylko Amador, więc wszelkie skargi to nie do mnie ;P 
Wgl to zaczęłam znowu oglądać rebelde, bo chyba nie mogę bez tego żyć xD Muszę być ciągle w trakcie oglądania, mimo że i tak nie mam na to czasu ;) Wiecie co? Rok temu o tej porze już wiedziałam, że zobaczę się z Dulą i odliczałam dni <3 Chciałabym do tego wrócić tak bardzo <3 Dobra, do następnego :* Ale jeszcze Wam się pożalę: muszę czytać lekturę! :'( I pisać opowiadania na ten konkurs, tak bardzo nie mam na to już weny... :/

wtorek, 1 listopada 2016

23. "Wciąż niszczę Ci życie"

Ucker:
Jeździłem przez jakiś czas po mieście bez celu, a potem poszedłem do parku. Siedziałem na ławce, bo chciałem pobyć sam i pomyśleć nad swoim życiem. To wszystko mnie przerosło i nie potrafiłem już nawet gadać z Dulce. A to, że poznała prawdę tylko pogorszyło sytuację... Niby wszystko jej wyjaśniłem, ale to nie koniec. Czułem, że po powrocie do domu wrócimy do tego tematu i będzie mnie dalej męczyć, albo przede mną uciekać, w sumie nie wiem jak to przyjęła. Najbardziej boję się, że moja kochana Dulisia powie kilka słów za dużo, a ja wybuchnę i nie daj Boże zrobię jej krzywdę. Nie jest to moja wina, że nie panuję nad emocjami, ale przy niej naprawdę się staram. Ucieszył mnie jej SMS, który dostałem zaraz po wyjeździe, żebym tak nie pędził. Rzeczywiście wtedy zwolniłem, bo pomyślałem, co by było z Dulce, gdyby coś mi się stało. Jej ciągłe dzwonienie trochę mnie drażniło, bo zakłócała tym mój spokój. Mimo wszystko jednak za każdym razem na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, bo moja żona się o mnie martwiła. Kocha mnie! Nie mogłem być taki okrutny i nie dawać znaku życia... Musiałem chociaż napisać tego SMS-a. Miałem nadzieję, że serio poszła spać, ale kiedy wszedłem do domu, trochę się przeraziłem. Moja kochana żona owszem spała, ale na parapecie w kuchni. W pomieszczeniu panował półmrok przez zapaloną lampkę. Dulce siedziała na parapecie z podkulonymi nogami pod brodę i spała. Od razu domyśliłem się, że na mnie czekała i dlatego nie poszła nawet do łóżka. Była 3 w nocy i nie chciałem jej budzić, bo pewnie znowu by mnie męczyła pytaniami. A zresztą spała tak słodziutko, że nie miałem serca jej obudzić. Poszedłem do pokoju pościelić łóżko i wróciłem po nią, by ją tam położyć. Przeniosłem ją delikatnie, by się nie obudziła. Zarzuciła ręce na moją szyję i mruknęła cichutko, wtulając się w moją klatę. Ułożyłem ją wygodnie w łóżku, po czym dałem jej słodkiego buziaka w policzek. Była trochę zmarznięta przez to siedzenie przy uchylonym oknie, więc przykryłem ją szczelnie kołdrą. Spała spokojnie, a ja wyszedłem z pokoju, zamykając po cichu drzwi. Nie położyłem się z nią, bo przecież "zakończyliśmy" ten związek, chociaż myślę, że to i tak nieaktualne. Nie chciałem jej denerwować, bo zbyt słodko i spokojnie spała. Postanowiłem odbyć z nią jutro poważną rozmowę, ale teraz poszedłem spać w salonie. O dziwo całkiem szybko zasnąłem, byłem zmęczony tym "spacerem" i chyba zresztą całym życiem.

Dulce:
Obudziłam się koło 10 lekko skołowana. No dobra... Lekko to mało powiedziane... Byłam mocno zdezorientowana, bo przecież nie kładłam się do łóżka. Siedziałam na parapecie w kuchni i pewnie tam zasnęłam. Co więc się stało później? Odpowiedź uzyskałam, patrząc na stolik przy łóżku. Był na nim talerz z kanapkami i herbatka. Obok leżała kartka z liścikiem od mojego męża:
"Mam nadzieję, że dobrze spałaś. Zjedz sobie spokojnie śniadanko, a potem przyjdź do salonu. Chcę z Tobą porozmawiać, ale proszę Cię o spokój. Pamiętaj, że kocham Cię nad życie <3"
Całkiem ładnie to było napisane, a więc Ucker naprawdę się już uspokoił i prawdopodobnie uda nam się normalnie porozmawiać. Wczorajszy dzień był totalną porażką... Nie dość, że widziałam okropne sceny z udziałem mojego męża, to jeszcze później ta kłótnia... Był strasznie zły, nie lubię go takiego. Widziałam, że cudem mnie nie uderzył. Powstrzymywał się i na szczęście mu się udało. Nie dostałam od niego w mordę i mimo mega złości nie nakrzyczał na mnie aż tak, jak myślałam. Miał na to ochotę, ale nie wybuchł tylko i wyłącznie z miłości do mnie, wiem o tym. Według jego prośby zjadłam śniadanko i wyszłam z pokoju, by z nim pogadać. Nawet nie spojrzałam w lustro, ale pewnie wyglądałam strasznie- wczorajsze ciuchy, włosy nawet palcami nieprzeczesane i niezmazany makijaż... Aż się dziwię, że ten Uckerek jeszcze ze mną jest, kiedy tak się przed nim prezentuję czasami. Czekał na mnie w salonie, siedząc przy stoliku i kolorując kolorowankę antystresową. Ostatnio dosyć często go na tym łapałam, ale już chociaż znam  źródło tego jego wielkiego stresu. Był tak pochłonięty malowaniem, że nawet nie zauważył, że stałam tuż za nim. Przyglądałam się chwilę, jak piękne kwiaty (tak, mój mąż kolorował kwiatki, haha) zdawały się ożywać, kiedy dodawał im kolorów.
-Jestem.- powiedziałam niepewnie po jakimś czasie, siadając na brzegu kanapy. Fakt, znałam prawdę, ale mimo to wciąż miałam przed oczami wczorajsze drastyczne sceny i czułam dziwny respekt do Uckera, przez co nie mogłam usiąść tuż przy nim.
-No to świetnie. Jestem w pełni spokojny i możemy porozmawiać bez wrzasków. O ile w ogóle chcesz ze mną gadać...- przesunął się bliżej i patrzył mi w oczy, unosząc lekko mój podbródek, bym też na niego spojrzała.
-Chcę.- skinęłam twierdząco głową, ale nie miałam mojej standardowej pewności siebie, zupełnie jakby wyparowała.
-Skarbie, bądź sobą. Nie bój się, to przecież tylko ja... Kocham Cię i nie skrzywdzę, o to się nie martw. Rozluźnij się, ja też naprawdę jestem spokojny i przysięgam, że cokolwiek powiesz, to się nie wkurzę. Tylko proszę zaufaj mi i popatrz na mnie tak jak zawsze, nie jak na mordercę.
-Postaram się.- znów moja wypowiedź była krótka i pewnie mało satysfakcjonująca, ale Ucker tylko pokręcił głową i przewrócił oczami lekko zniesmaczony, a ja siedziałam i patrzyłam na niego tak niepewnie, jakbym dopiero go poznała, a w moich oczach pojawiły się łzy.
-Skarbuś... Chodź tu do mnie.- przyciągnął mnie do siebie i czekał, aż też go obejmę. Nie wyrwałam mu się, bo potrzebowałam jego bliskości i miłości. -Kocham Cię, Duluś.- powiedział, kołysząc mnie w swoich ramionach i tuląc mnie mocno do siebie.
-Ja Ciebie też, przepraszam za wczorajszą akcje.- wydukałam, zostawiając mu swoje łzy na karku.
-Nie przepraszaj, skarbie i nie płacz.- głaskał mnie po włosach i pocałował słodko w ramię. -To ja przepraszam, bo wciąż niszczę Ci życie. Popełniłem błędy, za które płacisz Ty, przeze mnie nigdy nie uwolnimy się od Amadora i przeszłości...- mówił zatroskany, głos mu się łamał.
-Naprawdę musisz dla niego pracować? To chore, pójdźmy na policję.- mówiłam, odrywając się od niego, ale nadal byłam dość blisko.
-Nie mogę, skarbie. Muszę robić, co mi ten kretyn karze. Nie mogę Cię przecież narazić na niebezpieczeństwo. Gdybym coś odwalił, pierwsze co to by zemścił się na mojej ukochanej żonie. To oczywiste samo w sobie, a on mi to nawet zapowiedział. Muszę to wytrzymać i wykonywać te psychiczne misje, bo tu chodzi o życie najważniejszej dla mnie osoby! Wiem, że to chore i jeśli tego nie wytrzymasz, to odejdziesz... Trudno, ale ja i tak nie dam Cię skrzywdzić i z tym nie skończę. Mam związane ręce. Ale ja nie Ty, więc wcale nie musisz...- wiedziałam, co chce powiedzieć i już nie musiałam dalej go słuchać, bo to nie miało sensu.
-Ucker, nie...- powiedziałam, ujmując jego twarz w dłonie. -Kocham Cię i nie zostawię Cię z tym samego. Jestem twoją żoną, będę przy Tobie zawsze i doceniam twoje poświęcenie... Ale wiedz, że już nic nie będzie takie samo jak przedtem. Po tym co widziałam, moje nastawienie do Ciebie niestety trochę się pewnie zmieni, choć miłość nie. Wybacz, ale nie mam na to wpływu... Widziałam, jak zgwałciłeś dziewczynę, więc pewnie teraz nie będę przez jakiś czas chciała się z Tobą kochać. To wiem na pewno, ale inne skutki tego też mogą być... Postaram się o tym zapomnieć, ale to będzie trudne i proszę Cię o wyrozumiałość. Nie złość się na mnie, jak będę się od Ciebie odsuwać, bo nie mam na to większego wpływu.- mówiłam, patrząc mu w oczy.
-To teraz nieważne... Wystarczy, że będziemy razem i będziesz mnie wspierać. Po prostu się nie kłóćmy i spędzajmy razem jak najwięcej czasu, dobrze? Gadaj ze mną i mnie przytulaj, tylko tyle od Ciebie oczekuję.- taki mój słodki misiaczek... Mówił jak mały, smutny chłopczyk, wtulając się we mnie.
-Dobrze, kochanie... Tylko proszę bądź silny i nie daj się zniszczyć psychicznie, bo pewnie o to mu chodzi.- głaskałam go po głowie, żeby się uspokoił, bo był naprawdę roztrzęsiony bardziej niż ja.
-Na bank tego właśnie chce... Ty widziałaś taką standardową misję, ale były takie, które do dziś mam ciągle przed oczami... Musiałem pobić własną matkę, zabić roczne dziecko, a Poncho zgwałcił Anahi!- podniósł głos i już naprawdę płakał, ciągle tuląc się do mnie. Przeraziły mnie jego słowa, ale co miałam zrobić? Odepchnąć go?!
-Boże... Roczne dziecko?!- to zrobiło na mnie największe wrażenie, nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
-Mhm... I po tej misji zrobiłem się taki dziwny i więcej się kłóciliśmy. Gdybyś Ty widziała tą słodką dziewczynkę, która na początku śmiała się do mnie, tuliła... Później płakała, takie maleńkie biedactwo. Aj, to było straszne... Do tej pory widzę jej małą, przestraszoną buźkę i słyszę jej płacz. Nie mogę sobie z tym poradzić, naprawdę. To mnie tak dręczy, że nigdy w życiu nie będę w stanie zajmować się własnym dzieckiem. Także Dulisiu... Nie próbuj zachodzić w ciążę, bo chyba nawet nie podejdę do naszego dziecka, a już na pewno go nie wychowam.- miałam łzy w oczach i miałam ochotę uciec, kiedy o tym mówił, ale musiałam go wysłuchać... Zwierzał mi się bardzo emocjonalnie i nie mogłam tego olać, muszę go wspierać w każdy możliwy sposób.
-Uckerku... Już, dość! Nie mogę o tym słuchać, wybacz.- przerwałam, bo nie mogłam już wytrzymać. -Mam zbyt bujną wyobraźnię, a chyba wolę nie widzieć Cię w takiej sytuacji, bo będzie jeszcze gorzej. Wyobrażam sobie, jakie piekło przeżyłeś, ale wiesz co? Źle do tego podchodzisz... Jeśli będziemy mieć swoje dziecko, to będziesz miał okazję odkupić winy. Zajmiesz się nim tak, żeby niczego mu nie zabrakło i zapewnisz mu sto procent bezpieczeństwa. Nie dałbyś skrzywdzić swojej córeczki tak samo jak teraz mnie. Ideałem nie jesteś i popełniłeś mnóstwo błędów, ale nauczyłam się już o Tobie pewnej bardzo ważnej rzeczy... Że jeśli kogoś kochasz, to jesteś gotowy oddać życie za tą osobę, byleby tylko była szczęśliwa i bezpieczna. Dziękuję Bogu za to, że mam przy sobie tak cudownego mężczyznę. Jesteś najlepszym, co mogło mi się w życiu przytrafić i nie zamieniłabym Cię na nic ani nikogo innego. Pamiętaj, nigdy nie zarzucaj sobie niczego, wszystko jest winą naszych rodziców, bo to oni zniszczyli nam charaktery. To przez nich ćpałeś, zacząłeś zadawać się z takimi typami jak Amador, a ja zrobiłam się straszną nietykalską księżniczką bez przyjaciół! Gdyby nie oni zawsze bylibyśmy dobrymi, porządnymi ludźmi. Niestety jest jak jest, ale wszystko da się naprawić...- gadałam już cokolwiek, byleby tylko go pocieszyć i wpłynąć pozytywnie na jego samoocenę.
-Nie mam pojęcia, jak będzie dalej wyglądało nasze życie, ale cokolwiek by się działo, dla mnie priorytetem jesteś Ty i twoje życie. Ale masz rację... Jeśli kiedyś doczekamy się naszych dzieci, to będę najlepszym, przez co najbardziej nadopiekuńczym ojcem na świecie. Nie pozwolę nikomu skrzywdzić mojej rodziny.- na jego twarzy pojawił się delikatny, słodki uśmiech, który aż rozświetlił atmosferę.
-Właśnie! Musisz bronić swojej księżniczki, mój dzielny rycerzu.- dałam mu soczystego buziaka, przyciągając go do siebie za głowę.
-Wolałbym już chyba z mieczem w ręku walczyć ze smokiem...- stwierdził już luźniej, co bardzo mnie ucieszyło.
Kryzys pokonany!
Dni mijały, a moje relacje z Uckerem powoli stawały się coraz lepsze, prawie takie jak dawniej. Dalej często go nie było w domu, ale to przecież nie powód do kłótni, bo znałam przyczynę jego nieobecności i już nie wymyślałam mu kochanek. Tak było dużo lepiej, chociaż często martwiłam się o niego i nie mogłam spać. Mój kochany mąż miał już tak zrytą psychikę przez te zbrodnie, że czasem robił dziwne rzeczy. Na przykład kiedyś wieczorem schował się pod kołdrę i zaczął płakać jak dziecko. Musiałam go tulić i całować, żeby się uspokoił. Zajęło to jakieś 15 minut, bo na początku mnie odpychał. Często w ogóle miał takie chwile, że nic do niego nie docierało, jakby obecny był tylko ciałem, a myślami był daleko stąd. Codziennie po kilka razy słyszałam od niego przeprosiny i wyznania miłości. On robił to wszystko dla mnie, kocha mnie nad życie, a ja jego. Ta sytuacja wzmocniła naszą miłość, bo ja już wiem, że Ucker jest mężczyzną, który poświęci dla mnie wszystko z miłości i mimo tego co się dzieje, mogę czuć się bezpieczna. Staraliśmy się nie gadać o jego "pracy", o ile można tak nazwać zabijanie ludzi. Skupiłam się na tym, by go wspierać, po prostu ciągle być dla niego. Tak jak mówił, dużo go przytulałam i z nim rozmawiałam jak z dzieckiem... Nasze wspólne chwile były urocze, przesłodzone i pełne miłości. W sumie wszystko było okej, gdyby nie jedna rzecz... Od dawna miałam wielką ochotę na seks i czułam, że Ucker też, ale kiedy o tym myślałam, przed oczami wciąż miałam tą dziewczynę, którą zgwałcił. Wiem, że ja to ja i mnie nigdy nie skrzywdzi, ale to było dla mnie jakąś barierą nie do pokonania. Jak mój mąż może brutalnie zmuszać inne kobiety do seksu, a ze mną tak po prostu się kochać? To nie mieściło mi się w głowie i szczerze, brzydziło mnie. Ale Ucker był coraz gorzej podłamany tą sytuacją i stwierdziłam, że zrobię mu niespodziankę w postaci wspólnej nocy nawet wbrew sobie. Wychodził rano na misję, a ja się obudziłam. Wstałam i poszłam za nim do kuchni. Stał przy blacie i robił sobie kanapki, a ja podeszłam od tyłu i go objęłam. Był jeszcze nieubrany, w samych bokserkach, bo dopiero wyszedł spod prysznica. Zaczęłam całować go po ramionach, karku i szyi, on tak to uwielbia.
-Skarbie...- mruknął seksownie.
-Hmm? Kocham Cię.- szepnęłam mu ponętnie do ucha.
-Czemu już nie śpisz?- zapytał, odwracając się w moją stronę.
-Bo chciałam dać Ci buziaka na dobry początek dnia, kochanie.- powiedziałam, stając na palcach, by wpić się w jego miękkie, słodkie usta.
Objął mnie przyciskając do siebie tak, bym cała idealnie przylegała do jego ciała. Całowaliśmy się z pasją, namiętnością i z całą naszą miłością. Moje usta jak i podniebienie były poddawane cudownej rozkoszy, rozpływałam się przy jego dotyku.
-Teraz... Skarbie... Zjedz... Sobie... Śniadanko... A wieczorem... Niespodzianka.- mówiłam wprost do jego ust tak centralnie między pocałunkami.
-Poczekaj chwilkę.- zatrzymał mnie, kiedy chciałam odejść. -Co Ty kombinujesz?- zapytał, obejmując mnie czule.
-No wiesz... Dawno się nie kochaliśmy, a ja mam na to wielką ochotę, więc... Trzeba coś z tym zrobić.
-A czy nie mówiłaś, że...?- nie dałam mu skończyć, bo z powrotem rzuciłam się na jego usta.
-Tak, mówiłam... Ale to już nieważne, kochanie.- znów mówiłam między pocałunkami, ale po tych słowach już długo się od siebie nie odrywaliśmy.
Całował mnie jak zwykle tak słodziutko i delikatnie, a to ja napędzałam te czułości moim temperamentem i dodawałam temu namiętności. W tym momencie Ucker znowu był tym kochanym, słodkim i niewinnym chłopcem jak w przedszkolu, a to ja spełniałam rolę tej nadpobudliwej dziewczynki, która szybko się nudzi i potrzebuje wrażeń. Nic się od tamtej pory nie zmieniło, my tylko urośliśmy, ale nadal pozostaliśmy tymi dziećmi. Nasze charaktery zmieniły się tylko powierzchownie, bo tego oczekiwali inni, ale teraz kiedy jesteśmy razem, możemy być naturalni, nie musimy przed sobą udawać, że jesteśmy kimś innym, jesteśmy po prostu sobą. Dotarło do mnie, że na tym polega miłość... Jesteśmy cholernie nieidealni, popełniliśmy, popełniamy i pewnie jeszcze popełnimy wiele błędów, ale jesteśmy razem i potrafimy z tym żyć, pokonywać przeciwności losu. Wierzę, że to kiedyś się skończy i nastanie taki moment, że nasze małżeństwo będzie piękne i spokojne bez tych dziwnych problemów. A nawet jeśli nigdy nie będzie w pełni dobrze, to i tak damy radę, bo w tym momencie ogólnie też czułam się dobrze w tym związku, brakowało tylko spokoju.

Ucker:
Uwielbiam te chwile, kiedy Dulcia potrzebuje mojej miłości i ciągle się do mnie tuli, całuje mnie i w ogóle. Teraz dodatkowo jeszcze zapowiedziała mi barwny wieczór. Byłem szczęśliwy i czułem, że to może odmienić nasz związek, który ostatnio opiera się tylko na wzajemnej trosce i wsparciu. Nie jest źle i cieszę się, że Dulce już przeszło po tym, co zobaczyła, ale jednak czegoś tu brakowało... Tym czymś jest wzajemna bliskość, intymność, której nie mieliśmy już od jakiegoś czasu. No niestety sama miłość nie wystarczy... Od dawna mam na nią ochotę, ale bałem się ją prosić o wspólną noc, bo sama powiedziała, że póki co mogę zapomnieć. Byłem pewny, że jeszcze długo się na nią naczekam, ale na szczęście się zlitowała. To najlepsze, co może mi w tym momencie dać żona, kiedy jestem w tak chujowej sytuacji. Tego dnia nawet do pracy (dziwnie się czuję, nazywając zabijanie ludzi pracą...) szedłem z uśmiechem na twarzy. Na odchodne, stojąc na przedpokoju, dostałem od Dulisi soczystego buziaka, po czym szepnęła mi do ucha:
-Będę czekać, kochanie. Nie jedz na mieście, zrobię kolację.
-Dobrze, moja księżniczko.- odpowiedziałem i przytuliłem ją mocno z całą moją miłością. -Chociaż w tym momencie powinienem chyba powiedzieć "moja królowo"...- dodałem z uśmiechem i pocałowałem ją w policzek.
-Nieważne, bylebym miała koronę i władzę nad Tobą.- zaśmiała się słodko, opierając swoje czoło o moje.
-Masz władzę, masz i to dużą... Nawet sobie z tego nie zdajesz sprawy, skarbie. Ale w tym momencie centralnie mnie zagadujesz, a ja nie bardzo mogę sobie na to pozwolić.
-Ehh, no dobrze możesz się oddalić mój poddany...- śmiała się wesoło jak mała dziewczynka.
-Dziękuję za pozwolenie moja Pani. Ostatni buziak?- przyciągnąłem ją do siebie i ponownie pocałowałem.
-Poświęcisz mi jeszcze pięć minutek?- zapytała ponętnie, ciągnąc mnie do salonu. -Chcę Ci dać zaliczkę, skarbie.- dodała, rzucając mnie na kanapę.
-No dobra... Góra 10 minut, kochanie.
Tak napalonej jej nigdy nie widziałem! Zaczęła dosłownie zdzierać ze mnie ubrania, co poszło jej naprawdę szybko. Potem sprytnie i sprawnie pozbyła się swojej seksownej koszuli nocnej. No dobra, trochę jej pomogłem... Oboje byliśmy już tak podnieceni i gotowi, że bez zbędnych ceregieli od razu opadła na mnie we właściwe miejsce, a ja byłem w niej głęboko. Jej usta spoczęły na moich i utonęliśmy w namiętnym pocałunku. Wszystko powoli nabierało tempa i było coraz bardziej intensywne. Moja kochana żona jak zwykle była wspaniała, poruszając biodrami we właściwym, idealnym rytmie. Nieczęsto pozwalam jej dominować w łóżku, więc pewnie niesamowicie podniecał ją ten fakt. Miała nade mną całkowitą władzę i pięknie to wykorzystywała, sprawiając mi mnóstwo przyjemności. Już prawie dochodziła, kiedy przerzuciłem ją na dół, układając się na jej małym ciałku. Chciałem zakończyć to po swojemu, żeby ją też doprowadzić do obłędu. Przyspieszyłem, trzymając ręce pod jej plecami, żeby mieć ją maksymalnie blisko siebie. Była już blisko końca i jak zwykle wbijała swoje długie pazury w moje plecy i kark. To naprawdę bolało i w końcu złapałem jej dłonie swoimi i ułożyłem nad jej głową. Jeszcze kilka silnych pchnięć i wydobyła z siebie ten cudowny jęk, osiągając szczyt. Jeszcze chwilę to kontynuowałem, po czym sam doszedłem, ściskając mocniej jej dłonie. Złożyłem jeszcze kilka czułych pocałunków na jej ustach i szyi, i niestety musiałem wstać. Ubrałem się w pośpiechu, Dul także założyła z powrotem zwiewną piżamkę i odprowadziła mnie do drzwi.
-Jesteś świetna, kotku.- przytuliłem ją i pocałowałem za uchem.
-Pamiętaj, że to była tylko zaliczka. Świetna to ja będę wieczorem, bo mam ochotę zaszaleć.- odpowiedziała, a na jej policzkach pojawiły się urocze rumieńce.
-W to nie wątpię, bo w ogolę jesteś dzisiaj bardzo napalona. Takie dni?- zaśmiałem się, bo rzeczywiście chcicę to ta kobieta dzisiaj miała porządną, wręcz dziką.
-No można tak powiedzieć... W każdym razie wieczorem będziesz w niebie.- pocałowała mnie soczyście z uwodzicielskim uśmiechem.
-Z Tobą mogę być nawet w piekle, kochana. Ale teraz niestety muszę zostawić Cię samą taką rozpaloną.- przytuliłem ją ostatni raz i pocałowałem, po czym oddaliłem się w stronę auta.
-Tylko nie jedź tak szybko!- krzyknęła Dulcia.
-Dobrze, kochanie, będę uważał.- odpowiedziałem, posłałem jej buziaka, po czym wsiadłem i pojechałem.
Amador na wejściu powiedział mi, że mam jedną szybką misję, a potem będę miał spokój. Ucieszyłem się i dzień stał się jeszcze lepszy. Dodatkowo dzisiejsza robota nie była taka straszna. Miałem tylko pojechać z kilkoma innymi osobami (w tym oczywiście Poncho) w jakąś obskurną dzielnicę i brutalnie pobić pewną dziewczynę. Tym razem jednak nie musiałem nikogo zabijać, więc nic nie dało rady mnie przybić. Kiedy wracaliśmy do siedziby Amadora, napisałem SMS-a do Dulce:
"Skarbie, niedługo będę <3"
Niedługo potem usłyszałem od szefa, że mamy niespodziewaną misję i muszę się tym zająć. Próbowałem protestować, bo chciałem dotrzymać słowa i spędzić wieczór z żoną. Niestety Amador nie dał się przekonać i musiałem gdzieś pojechać. Poncho mógł iść do domu, tak jak było to planowane. Jadąc samochodem (Amadora, bo mój kazał zostawić pod halą), postanowiłem zadzwonić do Duli. Odebrała po dwóch sygnałach, mówiąc cała w skowronkach:
-Tak, słucham?- moje serce pękło na myśl o tym, że muszę zmyć tą radość z jej głosu.
-Kochanie, musimy odłożyć dzisiejsze plany na kiedy indziej.- powiedziałem smutnym głosem.
-Ale dlaczego?- jejku, była tak zawiedziona...
-Bo mam drugą misję. Amador mówi, że to potrwa długo, więc pewnie wrócę w nocy.- wyjaśniłem.
-To ja poczekam.- powiedziała, udając beztroską radość.
-Nie, misiu, idź spać. Następnym razem to odrobimy, okej?
-No dobrze... Więc dobranoc.- jej głos był zupełnie inny niż na początku rozmowy, taki smutny i załamany.
-Bardzo jesteś zła?- zapytałem słodkim i smutnym głosem.
-Nie, kochanie... Nie martw się, rozumiem przecież. Czekam na Ciebie do 23, później idę spać. Kocham Cię bardzo, papa.- była smutna i zawiedziona, ale starała się mnie pocieszyć, nie pokazując tego.
-Ok. Ja Ciebie bardziej, papa.- posłałem jej buziaka i zakończyłem rozmowę.
Nie mogłem znieść, że przeze mnie moja ukochana znowu jest smutna. Zawiodłem ją po raz kolejny, chyba już setny, a ona nadal ze mną nie zerwała... Jest ze mną, kocha mnie! Z jednej strony mimo wszystko byłem szczęśliwy, bo miałem przy sobie kobietę, która darzy mnie wielką, bezgraniczną miłością... I to tylko trzymało mnie przy życiu, bez tego naprawdę już bym zwariował. Jednak każdy kij ma dwa końce i z drugiej strony miałem żal do siebie o to, że wciągam Dulce w moje błędy z przeszłości. Fakt, ona też jest częścią tej mojej mrocznej i smutnej przeszłości i doskonale to wszystko rozumie. Jednak przecież nie mogę pozwolić, żeby to zniszczyło jej życie. I znów jestem w punkcie wyjścia... Co zrobię? Zostawię ją, żeby żyła w spokoju bez moich problemów?... Nie, tak nie można i zresztą się nawet chyba nie da. A co się będę tak bardzo przejmował i zastanawiał?... Jeśli potrwa to jeszcze długo, to za pewne kiedyś moja księżniczka się znudzi i najzwyczajniej w świecie pośle mnie do diabła i znajdzie sobie innego. Chociaż to byłoby najlepsze rozwiązanie dla niej, to nie wiem, czy bym to przeżył... Ktoś inny miałby być z Dulcią, kochać ją, rozpieszczać, przytulać, całować, spać z nią?! O nie, koniec tego! Dulisia jest moją żoną, kochamy się i to się nie zmieni. Musiałoby się stać coś naprawdę strasznego, żeby nas rozdzielić.
Na tym zakończyłem moje głębokie rozmyślania, bo akurat dotarłem na miejsce. Była to jedna z szop Amadora. Nie było tu nikogo przez jakąś godzinę. Dostałem SMS-a od szefa, że za chwilę będą. Podjechał swoim czarnym busem wraz z innymi pracownikami. Kiedy wysiadłem z auta, wszyscy do mnie podbiegli, krzycząc, żebym wsiadał z nimi do tamtego samochodu, bo musimy jechać gdzie indziej. Posłusznie wszedłem do tego pojazdu i jechaliśmy chwilę. Panowała tam dziwna atmosfera, to znaczy jeszcze dziwniejsza niż zwykle w gangu Amadora... W końcu nie mogłem już wytrzymać i zapytałem:
-Gdzie jedziemy i czemu nie znam żadnego planu?
-Zaraz wszystkiego się dowiesz. Moi ludzie niedługo przyprowadzą dziewczynę, to będzie poważna misja.- nie podobały mi się te tajemnice...
-Okej. A daleko jeszcze?
-Jeszcze jakieś pół godziny drogi. Koniec pytań.- zakończył Amador i do końca drogi w aucie panowała cisza.
Po 30 minutach rzeczywiście dotarliśmy na miejsce. Jeszcze nigdy tu nie byłem. Standardowo była to stara szopa w środku lasu. Weszliśmy do środka. Amador poustawiał wszystkich po kątach, mi kazał stanąć koło słupka, a za mną postawił dwóch innych pracowników.
-Pamiętasz nasz układzik, Uckerku?- zapytał mój szef z dziwnym, fałszywym uśmiechem.
-Pamiętam, a co?- zapytałem lekko zdezorientowany.
-Nic takiego. Po prostu wiedz, że ja danego słowa nie łamię, bo twój warunek brzmiał "Nie zabijesz Duli".- śmiał się głupio, a ja poczułem coś na rękach.
Cholera, przywiązali mnie do słupka! O co tu chodzi? Po chwili usłyszałem krzyki kobiety. Niestety już wiedziałem, kim ona jest. Bez problemu rozpoznałem jej głos, a po chwili ją ujrzałem zapłakaną i posiniaczoną.


No hej już spokojnie skarby moje, jestem :* Wy to już normalnie jak moja mama... 5 dni mnie tu nie ma, a już taki raban robicie xD Gdybyście miały do mnie numer, to podejrzewam, że miałabym już ponad 20 nieodebranych połączeń, haha :P Wgl to pobiłyście rekord komentarzy i wyświetleń prawie też xD Aż się boję, co będzie pod tym rozdziałem... No to nwm kiedy następny, bo pewnie szybko go wyłudzicie. Wytłumaczę Wam się, że po prostu byłam u babci na długi weekend i nie bardzo miałam jak dodać, a finalnie i tak teraz dodaję na telefonie, więc bez sensu wgl, haha xD Ale ja cały czas tu wchodziłam, nigdy nie znikam :* To do następnego ❤