czwartek, 15 września 2016

12."Jesteś zwykłym śmieciem"

Dulce:
Zaskoczyło mnie to, że Ucker zainteresował się mną i zapytał, co się stało. Byłam w szoku, bo był całkiem miły i spokojny, i w ogóle. Ale teraz wyszedł i za pewne robi coś dziwnego... Jak zwykle nurtowało mnie jedno pytanie: Gdzie on poszedł? Tym razem jednak uzyskałam odpowiedź. Okazało się, że zostawił telefon i to jeszcze na kanapie koło mnie. Nie mogłam się powstrzymać i wzięłam go do ręki, by znaleźć coś ciekawego. Nigdy wcześniej nie miałam takiej okazji, bo on zawsze trzyma komórkę przy sobie. Miał hasło, ale dość szybko je rozszyfrowałam: data jego urodzin, wielka mi trudność... Weszłam w wiadomości i zobaczyłam SMS-a od niejakiego Amadora. Trochę mi głupio było, ale mimo to otworzyłam i przeczytałam: "Ważna narada w sali konferencyjnej w hotelu przy pałacu kultury. Czekam o 16, nie spóźnij się." Nie było w tym nic nadzwyczajnego, wiadomość o spotkaniu. Najważniejsze, że zdradzało jego aktualne miejsce pobytu. Zresztą miałam jakieś dziwne przeczucie, że muszę to sprawdzić. Zamówiłam więc taksówkę i pojechałam w to miejsce. Zapytałam się pani w recepcji, gdzie jest sala konferencyjna. Była 16:30, a więc spotkanie już trwało. Zapukałam cicho do drzwi, po czym weszłam do środka. Rozejrzałam się szybko po sali. Siedziało tu z dziesięciu facetów, a wśród nich Ucker i co ciekawe Poncho.
-Co tu robisz?- zapytał zdenerowany Ucker.
-Zapomniałeś telefonu, kochanie.- powiedziałam, kładąc przed nim telefon, obejmując go i całując w policzek.
-Kim Pani jest?- zapytał wielki mięśniak, siedzący u szczytu stołu.
-Żoną Christophera.- odpowiedziałam z beztroskim uśmiechem na twarzy.
-Mhm... A to ciekawe. A nie zechciałabyś go rzucić i być ze mną?- no to mnie zaskoczył... Przy innych wyskakuje z taką propozycją.
-Nie, raczej nie.- odpowiedziałam grzecznie.
-To masz pecha, bo już nie masz wyjścia.- podszedł do mnie i szarpnął mnie za rękę. -Mąż Cię nie pilnował i się tu znalazłaś, a w dodatku mnie okłamał mówiąc, że nie ma żony i jest całkiem sam. A wiesz co teraz ten frajer musi zrobić?- nic z tego nie rozumiałam... Wyzywa Uckera i pieprzy bzdury przy nim.
-Amador, odczep się od niej!- krzyknął Ucker, wyrywając moją rękę z dłoni tego spaślaka.
-O nie, ja już powiedziałem... Oszukałeś mnie, więc teraz zrobię dziwkę z twojej żony. Oddajesz mi ją, albo Cię zwolnię.
-Nie pozwolę Ci na takie coś. Odejdę, ale zostaw moją żonę w spokoju.- powiedział mocno wkurzony i szarpnął mnie za rękę w kierunku wyjścia.
Ciągnął mnie za rękę do samochodu. Był strasznie wkurzony i ściskał mnie tak, że już nie czułam ręki. Otworzył mi drzwi i aż wepchnął mnie do auta. Trzasnął drzwiami i sam wsiadł. Grzecznie zapięłam pasy, żeby już go nie denerwować. Rozcierałam mój obolały nadgarstek, na którym za pewne będzie siniak. Ucker rzucił mi kilka razy ponure spojrzenie i w ogóle się nie odzywał. Jechał cholernie szybko, a ja byłam aż sztywna ze strachu. W sumie dziwiło mnie to, że na mnie nie krzyczy, ale czułam, że to tylko cisza przed burzą... Kiedy zatrzymaliśmy się pod domem, szybko wysiadł z auta i otworzył mi drzwi.
-Może byś tak wyszła księżniczko?- zapytał chamsko i zimno, po czym sam wyciągnął mnie z auta za rękę, która i tak już wystarczająco bolała.
-Idę przecież... Puść mnie, bo to boli!- krzyknęłam, wyrywając mu się, a on pchnął mnie do przodu.
Chciał jechać windą, ale ja wybrałam schody. Dlaczego? To proste, bo nie chciałam być z nim sama w zamkniętym pomieszczeniu. Bałam się go, ale tym razem to chyba całkiem normalne. Po wejściu na 5 piętro byłam wykończona, a więc schody nie były dobrym pomysłem. W ogóle było to trochę bez sensu, bo w domu i tak będziemy sami... Otworzył drzwi i znów pchnął mnie do przodu. Zamknął za nami drzwi i szybko ściągnął buty i kurtkę, rzucając wszystko na podłogę. Ja nawet nie zdążyłam się rozebrać, ściągnęłam tylko buty. Szarpnął mnie znów za tą biedną rękę i powiedział przez zaciśnięte zęby:
-Czy Ty wiesz, co narobiłaś?
-Przecież nic nie zrobiłam... Już dawno mówiłam Ci, że dowiem się, co robisz. A jedyne, czego się dowiedziałam, to fakt, że jesteś głupszy niż myślałam i w dodatku masz zjebane towarzystwo. Ten, który się do mnie przyjebał to twój szef? Co dla niego robisz? Szukasz mu dziwek?- rozgadałam się i nie przestawałam mimo narastającego gniewu Uckera.
-Zamknij się w końcu!- wydarł się na mnie przeraźliwie głośno i wymierzył mi siarczysty policzek.
W jednej chwili moje oczy zalały się łzami i odruchowo złapałam się za ten policzek. Patrzyłam na niego ze strachem i wyrzutem, a jego spojrzenie jakby złagodniało i powoli puścił moją rękę.
-Jesteś zwykłym śmieciem, czaisz? Nienawidzę Cię!- krzyknęłam i popchnęłam go z całej siły na ścianę tak, że uderzył się w plecy o róg.
Z płaczem pobiegłam do sypialni i trzasnęłam za sobą drzwiami, po czym zamknęłam się tam na klucz. Usiadłam na podłodze przy łóżku i wpadłam w dziki, niekontrolowany płacz. Nie mogłam uwierzyć, że Ucker podniósł na mnie rękę! To znaczy wiedziałam, że coś z nim nie tak i stał się agresywny, ale nie do tego stopnia... Byłam pewna, że na szarpaniu i ostrej wymianie zdań się skończy, a tu takie coś. Chciałam tylko wiedzieć, czym on się zajmuje... Czy ta informacja naprawdę jest warta dostania w mordę? Najgorsze jest to, że niczego się właściwie nie dowiedziałam, a zostałam tak poniżona i teraz mam siniaka pod okiem i na nadgarstku. To strasznie bolało i to nie tylko fizycznie... Czułam się okropnie także psychicznie. Gdyby jeszcze był tu Pablo... Poszłabym do niego i więcej bym tu nie wróciła. A tak? Nadal muszę siedzieć w tym domu z jakimś psycholem, który nie potrafi panować nad emocjami i własnym ciałem. Ale postanowiłam, że po prostu nie wyjdę z pokoju, żeby się z nim w ogóle nie widywać. Będę opuszczać sypialnie tylko, kiedy nie będzie go w domu, albo w nocy, jak będzie spał.

Ucker:
Było mi strasznie głupio po tym, co zrobiłem. Wkurzyłem się na Dul, ale zdecydowanie przesadziłem. Nie powinienem jej tak ostro traktować, a już tym bardziej podnosić na nią ręki. Zawsze była wścipska, no ale cholera jasna, prosiłem ją, żeby się nie wtrącała... Prosiłem, groziłem, a ona i tak zrobiła swoje! Jest okropnie uparta i nieposłuszna, a ja zbyt wybuchowy... No dobra, nic mnie nie usprawiedliwia, bo pod żadnym pozorem nie mogłem jej uderzyć. Miała rację, jestem śmieciem! Wiadomo jednak, że bez powodu nie zachowywałbym się w ten sposób... Amador nie wiedział, że mam żonę, bo on nienawidzi pracowników, którzy mają rodziny. Jego ludzie nie mogą mieć nikogo i być tylko do jego dyspozycji. A ja go okłamałem. Nie powiedziałem mu wcześniej, że mam żonę, bo przecież wcale nie traktuję Duli w ten sposób. Jest moją żoną tylko na papierku, a w rzeczywistości jest mi obca, więc uznałem, że ta informacja jest zbędna. Szkoda tylko, że Dulce niczego nigdy nie rozumie i musiała się wtrącić... Teraz będę miał przejebane! Nie dość, że okłamałem szefa, to jeszcze podniosłem mu ciśnienie, broniąc Dul. Co on w ogóle odwalił?... Chciał zrobić z Duli swoją dziwkę?! Okej, nie lubię jej i jest zjebana, ale nie zrobiłbym jej czegoś takiego. Po pierwsze to dzieciak i nie wytrzymałaby z Amadorem, a po drugie on zazwyczaj niszczy stare, zużyte zabawki. Czyli jakby mu się Dula znudziła, to po prostu by ją zabił, jak wszystkich innych wokół siebie. Przeciwstawiłem mu się, więc powinienem się teraz bać o swoje życie. Amador jak nic będzie chciał się mnie pozbyć, bo wiem o jego gangu i o nim wszystko, a teraz już nie jestem po jego stronie. Już niejednego zdrajcę kazał nam zabić. A Dulce swoją bezmyślnością naraziła mnie, siebie, Poncha, Anahi i całe nasze rodziny, a nawet sąsiadów. Amador to okropny typ i zniszczy każdego, kto w jakikolwiek sposób może go wydać policji. Siedziałem na kanapie w salonie i myślałem o tym wszystkim. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić i jak przeprosić Dulce. W mojej głowie ciągle rozbrzmiewały jej słowa "Jesteś zwykłym śmieciem, czaisz? Nienawidzę Cię!" To w sumie dziwne, że tak mocno to mną wstrząsnęło i nie mam nawet ochoty iść odreagować. Co jakiś czas czułem takie dziwne ukłucie w sercu, jakbym co najmniej zranił ważną dla mnie osobę, a to była przecież tylko Dul. Tylko Dul... Przez myśl przeszło mi, że może mi na niej zależy, bo jakby nie było, broniłem ją i martwię się o nią czasami. Nie, to pewnie tylko dlatego, że z natury mam dosyć miękkie serce. Ale teraz musiałem coś zrobić i chociaż sprawdzić, czy ona w ogóle żyje. Podszedłem do drzwi od sypialni i mówiłem tuż przy nich:
-Dul, mogę wejść?- nacisnąłem na klamkę, ale drzwi były zamknięte na klucz -Otwórz, proszę.- dodałem delikatnym głosem, żeby jej już nie straszyć.
-Odejdź, kretynie!- krzyknęła i rzuciła w drzwi poduszką.
-Dulisiu, przepraszam Cię...- powiedziałem błagalnym głosem.
-Nie chcę twoich przeprosin! Co mi po nich?! Jesteś dziwnym, agresywnym psycholem i nie chcę mieć z Tobą nic do czynienia.- powiedziała, ciągając nosem co chwilę, a więc płakała.
-Wyłaź stamtąd, to powiem Ci wszystko. Wytłumaczę Ci, kim jestem i co robię, tylko błagam wyjdź z tego pokoju.- chciałem wyciągnąć ją stamtąd sposobem, żeby chociaż ze mną pogadała.
-Teraz już nie chcę nic o Tobie wiedzieć. Mam wyjebane na Ciebie i to, że marnujesz sobie życie i się staczasz. Rób sobie kurwa, co chcesz, ale mnie zostaw w spokoju!
Jej ostatnie słowa bardzo mnie zaskoczyły. Jak to możliwe, że Dulce nie będzie się już wtrącać? Nie mogłem w to uwierzyć, ale w sumie nie dziwię się, że tak zareagowała i nie chce ze mną gadać. Postanowiłem więc dać jej spokój i liczyć na cud, że kiedyś się do mnie odezwie.
Minęło kilka dni, a ja się z nią w ogóle nie widziałem. Unikała mnie, bo dobrze wiem, że musiała wychodzić z pokoju i nawet nie raz słyszałem, jak w nocy idzie do toalety albo do kuchni. Tak więc pewnie kiedy nie było mnie w domu na luzie chodziła po domu i być może nawet sprzątała w pokoju, bo przecież ma obsesje na punkcie czystości i porządku. Ja oczywiście przez ten czas spałem w salonie. Nie raz miałem ochotę wstać w nocy i zgarnąć ją z kuchni, żeby porozmawiać i ponownie ją przeprosić. Nigdy jednak się nie odważyłem z prostego powodu: było mi tak wstyd, że nie mógłbym spojrzeć jej w oczy. Chciałem dać jej trochę czasu i poczekać, aż zacznie chociaż normalnie funkcjonować i wychodzić.

Amador jednak zdecydował za mnie... Pewnego dnia zadzwonił do mnie Poncho. Był spanikowany i powiedział mi, że mam dwie godziny, żeby uciec, odciąć się od cywilizacji, bo inaczej Amador mnie zabije. Dał im taką misję, a w tej sytuacji jedynym sensownym wyjściem z sytuacji będzie ucieczka. Poradził mi, żebym uciekł do starego domku jego ojca. Znajduje się on w Chile, w Andach, i to ponoć w najbardziej odludnym zakątku gór. Zapewnił mnie, że nikt nas tam nie znajdzie, bo nikt po prostu tego miejsca nie zna. Wysłał mi mapę narysowaną przez jego tatę, gdyż chciał on, aby jego syn, kiedyś tam pojechał. Poncho nigdy tam nie był, ale przynajmniej na coś się to przyda. Rozłączyłem się z nim i poleciałem do Duli. To znaczy oczywiście stanąłem pod drzwiami i niespokojnie zacząłem do niej mówić:
-Dul, wychodź stamtąd!
-Nie zamierzam. Po co? Chcesz się na mnie znów wyżyć?!- krzyknęła agresywnie.
-Nie, mam ważną sprawę. Otwórz te jebane drzwi, bo nie mamy czasu!- sam już podniosłem głos z nerwów.
-O nie, teraz tym bardziej Ci nie otworzę... Znów na mnie krzyczysz i się boję. Jesteś agresywny i nie będę z Tobą nawet gadać.
-Aj, Dul przestań się wygłupiać...
-Wygłupiać? Haha, śmieszne... Już od dawna się nie wygłupiam, bo nie jest mi do śmiechu, mając męża psychopatę.
-Przestań! Dobra, nie będę z Tobą dyskutować... Liczę do trzech i sam tam wejdę, ale z drzwiami.- zagroziłem, nie mając już innego wyjścia, bo samolot do Chile odlatuje za pół godziny. -Raz... Dwa... Trzy... Dobra, odsuń się od drzwi.- liczyłem powoli, a potem chciałem już wyważyć drzwi, ale ukazała się w nich Dulce.
Otworzyła je szeroko i stała w nich z beznamiętnym, ponurym wyrazem twarzy. Zmierzyłem ją wzrokiem z góry na dół i od razu rzuciło mi się w oczy, jak bardzo schudła i zbladła, ale w sumie nic dziwnego, jeśli tak rzadko jadła i pewnie nic konkretnego. Coś we mnie pękło i podbiegłem do niej, by ją przytulić. Objąłem ją i przycisnąłem do siebie mocno, aż wyginając jej plecy w łuk. Ona tylko stała wyraźnie mocno zaskoczona moim nagłym wybuchem czułości.
-Przepraszam, Duliś, przepraszam.- wydukałem ze łzami w oczach, które w sumie nie wiem, skąd się wzięły i z czego wynikały.
-Dobra, czego chciałeś?- zapytała i odsunęła się ode mnie z delikatniusim uśmiechem, ale mimo to nadal była zła.
-Musimy stąd uciekać, bo jesteśmy w niebezpieczeństwie i nie ukrywam oczywiście, że przez twoją głupotę.- odpowiedziałem z lekkim, słodkim uśmiechem.
-Ale co się stało i co ja takiego zrobiłam?- dopytywała dalej, a więc już jej przeszło i obudziła się w niej ciekawość.
-Wszystko wyjaśnię Ci, jak będziemy na miejscu, teraz nie ma czasu.
-Nie, ja z Tobą nigdzie nie pojadę, jeśli nie powiesz mi, o co tu chodzi. W ogóle Ci nie ufam i nie chcę z Tobą nigdzie uciekać.
-Jak Ty mnie drażnisz... Posłuchaj, do cholery, przez twoją nieodpowiedzialność mój szef chce nas zabić. Musimy stąd uciekać, rozumiesz?! Wiem, że mi nie ufasz, ale chyba lepiej zaufać mi niż tu zostać i wpaść w łapy tego gnoja, prawda?- potrząsałem nią za ramiona, żeby wreszcie ogarnęła, że ma się mnie słuchać.
-Nie chcę z Tobą jechać!- krzyknęła i mnie odepchnęła.
-Wiesz co? Gówno mnie to obchodzi! Nie pozwolę, żeby Amador zrobił Ci krzywdę, więc zabiorę Cię stąd chociażby siłą.- podniosłem ją i przełożyłem sobie przez ramię, kierując się w kierunku wyjścia.
-A jakieś bagaże to co?- zapytała, bijąc mnie po plecach.
-Żartujesz sobie? Nie jedziemy na wakacje, tylko uciekamy, więc nie możemy nic brać. Masz neta w telefonie?
-Mam.
-Okej, to weźmiemy tylko twój telefon, bo może się internet przydać.

Po jakimś czasie byliśmy już na lotnisku. Jednak spokojnie, nie jestem idiotą... Nie wsiedliśmy normalnie do samolotu pełnego ludzi. Przed samym startem podbiegliśmy do samolotu. Dula już na szczęście zaczęła w miarę współpracować. Wyjęliśmy kilka bagaży ze schowka i sami tam weszliśmy. Ukryliśmy się z tyłu tak, żeby nas nikt nie zauważył. Dulce strasznie się bała, bo było tu ciemno, zimno i ciasno. W dodatku wymyślała, że są tu pająki albo, że ta część samolotu odpadnie i spadniemy. Panikowała od samego początku. Najgorzej jednak było za jakiś czas, kiedy samolot wpadł w turbulencje. Ja sam się bałem, a co dopiero ona... Trzęsła się, płakała, piszczała i siedziała wtulona we mnie. Wygadywała różne bzdury typu "Chciałam umrzeć z moim mężem, ale ze starości i miał być zajebisty, a nie zjebany." Dzięki niej czas szybciej mi minął i już po chwili było po wszystkim, a lot znów był w sumie całkiem przyjemny. Ona jednak już do końca podróży siedziała tak sztywno i kurczowo się mnie trzymała.


Dobra dodaję wam na długiej przerwie, bo mi się trochę nudzi xD To chyba rekordowo długi rozdział ;) Ale może będą jeszcze dłuższe :P Nwm w sumie, ale z tym to aż przesadziłam, haha xD Ale to jest właśnie ten rozdział, który wszystko zmieni :) Dobra, ja się dzisiaj aż tak nie rozpisuję, bo mi już się przerwa skończyła. Do następnego :*

piątek, 9 września 2016

11. "Czy to moja wina?"

Zachowanie Uckera mną wstrząsnęło! Co w niego w ogóle wstąpiło? Zachowywał się jak jakiś opętany i był tak strasznie agresywny! Naprawdę mnie przerażał i myślałam, że zrobi mi krzywdę. Po prostu się go bałam! Dziwne, nie? Ja bałam się tego żałosnego chłopaka! Zmienił się bardzo i już nawet ja go nie ogarniam i nie potrafię przewidzieć jego zachowania. Nie wiem, co się z nim stało, ale mimo wszystko nie chciałabym, żeby się tak bardzo staczał, bo nie jest ogólnie jakoś strasznie złym człowiekiem i mi go szkoda. No ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Jeśli on jest tak wredny i generalnie nie chce pomocy, to trudno. Nie zamierzam się już narzucać i najlepiej w ogóle nie będę się do niego odzywać. Co nie znaczy, że odpuściłam sobie poznanie prawdy o jego pracy... Tego i tak się dowiem, chociażby miał wpaść w szał. Ja nigdy nie odpuszczam i tak będzie także tym razem. Póki co jednak chciałam odreagować i udałam się do Pabla, który zawsze potrafi poprawić mi humor. Nie wspomniałam mu o kłótni z Uckerem, zresztą jak zwykle. Taka już jestem, że nie lubię się zwierzać z prywatnych problemów i nie chcę obarczać chłopaka moimi smutkami. Okazało się jednak, że wcale nie musiałam... Pablito miał swój problem, a właściwie to nasz wspólny. Od początku widziałam, że coś jest nie tak, bo był jakiś dziwny i nieobecny. 
-Kochanie, co się dzieje?- zapytałam, siedząc mu na kolanach wtulona w niego. 
-Musimy porozmawiać o czymś bardzo ważnym.- powiedział śmiertelnie poważnym głosem, a ja zwróciłam wzrok prosto w jego oczy.
-Okej, mów. Wiesz, że nie lubię takiej powagi.
-Wyjeżdżam na jakiś czas. 
-Jak to? Dlaczego? Gdzie?- zadawałam mnóstwo pytań ze łzami w oczach na myśl o tym, że zostanę sama.
-Wiesz, normalni ludzie w naszym wieku kończą teraz liceum...- "normalni ludzie" no tak, bo przecież ja rzuciłam szkołę -Nasz nauczyciel od biologii dał mi propozycję wyjazdu do USA w ramach jakiegoś projektu. Zgodziłem się, bo dużo na tym zarobię i będę w stanie Cię kiedyś utrzymać.- wytłumaczył, a ja wstałam i patrzyłam na niego błagalnie, już prawie płacząc.
-Dlaczego chcesz mnie zostawić? Pablo, proszę Cię, nie wyjeżdżaj!- prosiłam, tuląc się do niego, kiedy już stał koło mnie. 
-Wybacz Dul, ale muszę tam jechać. To moja wielka szansa, żeby wyjść z biedy i realizować się zawodowo. To nie potrwa długo, góra pół roku. Kiedy wrócę będę miał pieniądze, a po tych kursach będzie mi łatwiej spełnić marzenia. Dobrze wiesz, że chcę zostać lekarzem, a to jest moja szansa.- tłumaczył mi, przytulając mnie i głaskając. 
-Wiem, rozumiem... Ale ja tak bardzo Cię potrzebuję i już nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Nigdy tego nie mówię, ale kocham Cię i będę tęsknić.- płakałam, patrząc w jego oczy, w których też był smutek i ból. 
-Ja też bardzo Cię kocham i robię to też dla Ciebie. Chcę być z Tobą, ale muszę zapewnić Ci dobrą przyszłość.

Okazało się, że musiał wyjechać już dzisiaj, a więc pożegnaliśmy się z płaczem i czułością. Bał się zostawiać mnie z Uckerem, bo uparcie twierdzi, że jest on nieobliczalny i agresywny. Ja oczywiście wiem, że to prawda, ale nie chciałam mu tego uświadamiać, żeby się już bardziej nie martwił. Wróciłam do domu zapłakana, a ten bałwan patrzył na mnie z uwagą i wyraźną litością, a ja poszłam od razu do sypialni, żeby z nim nie przebywać. To niestety nie wyszło mi najlepiej, bo po jakimś czasie mój mąż też się tam pojawił, bo szedł spać, gdyż było już dosyć późno. Co więc zrobiłam? Wzięłam moją kołdrę i poduszkę, i wyszłam z pokoju. Poszłam do salonu i włączyłam sobie radio. Czemu nie telewizor? Po pierwsze nie miałam ochoty nic oglądać, bo bolały mnie oczy od płaczu, a po drugie chciałam po prostu posłuchać sobie smutnej muzyki. Wyciągnęłam z kredensu butelkę wytrawnego wina i kieliszek. Usiadłam na kanapie i powoli piłam, myśląc nad swoim życiem. Nie piłam po to, żeby się wstawić, tylko tak dla przyjemności i odstresowania. Ta cudowna logika... Kiedy jest Ci smutno, włączasz smutne ballady i jest Ci jeszcze bardziej smutno. Do tego te wino, półmrok w pokoju i paczka chusteczek. Finalnie tak się zmuliłam, że wylałam morze łez i wypiłam pół butelki smacznego trunku. A to wszystko przez samotność... Czułam, że po wyjeździe Pabla zostanę całkiem sama i nie będę miała się nawet do kogo odezwać, a wiadomo przecież, że ja muszę mówić, dużo mówić. Nie miałam Pablowi za złe tego wyjazdu, bo nie mogę przecież go ograniczać. Chodziło mi teraz bardziej o całokształt mojego życia. Prawda jest taka, że nikogo nie obchodzę i wszyscy mają mnie gdzieś. W sumie nie dziwię się... Przecież jestem tylko wredną, podłą dziewczynką, której zawsze wszyscy mają dosyć. A jak już znajdzie się ktoś, komu na mnie zależy, to i tak znika. Dlaczego tak jest? Nie potrafię tego zrozumieć... Czy naprawdę jestem aż tak nieznośna? Od tego myślenia zrobiłam się śpiąca. Odłożyłam butelkę na miejsce i umyłam kieliszek, po czym położyłam się na kanapie. Wtedy przypomniało mi się, że nie wyłączyłam muzyki, ale nie chciało mi się już wstawać i ją zostawiłam.

Ucker:
Kiedy patrzyłem na Dul i jej smutek, zrobiło mi się cholernie głupio. Byłem pewien, że to przeze mnie. Przecież wcześniej się ostro pokłóciliśmy, nagadałem jej nieźle i przestraszyłem... Ona najwyraźniej naprawdę się mnie boi i wzięła sobie do serca to wszystko. Ale, żeby aż przez to płakać? Myślałem, że pójdzie do Pabla, humor jej się poprawi i wszystko będzie okej, a ona aż tak to przeżyła. Cholera, ona mnie w ogóle unika i wyszła z pokoju, kiedy ja tu wszedłem... Od początku spaliśmy razem w jednym łóżku, nie zwracając na siebie najmniejszej uwagi, a teraz nagle zacząłem jej aż tak przeszkadzać. No trochę mi jej szkoda, bo jest podłamana i przerażona, ale to nawet lepiej dla nas obojga. Mam nadzieję, że to początek mojego spokojnego życia i teraz już nie będę musiał martwić się, że Dulce się wtrąci w moje interesy i coś odkryje. Za pewne ma mnie już strasznie dosyć i woli mnie po prostu unikać.

W sumie to byłem pewny, że nic się jakoś bardzo nie zmieni i za jakiś czas Dul i tak dalej będzie się awanturować, wtrącać i czepiać. Jednak pomyliłem się. Minął tydzień, dwa, minął miesiąc... Ona praktycznie wcale ze mną nie gadała, nie siedziała ze mną w jednym pomieszczeniu, a co najdziwniejsze nie wyzywała mnie! Czułem, że coś z nią nie tak, ale wolałem nie zaczynać rozmowy, żeby nie zaczęła na nowo się wpierdzielać w moje sprawy. W końcu mogłem normalnie pracować i robić, co mi się podoba. Dulce w sumie ciągle siedziała i oglądała jakieś dramaty albo seriale i już na wszystko miała najzwyczajniej wyjebane. To znaczy sprzątała tylko z grubsza, naczynia myła tylko po sobie i prała tylko swoje ubrania. Zupełnie, jakbym ja nie istniał... Nie no okej, kilka razy napisała mi kartkę typu "Jak nie umyjesz swoich naczyń, to nie będziesz miał w czym jeść". Trzeba zaznaczyć, że gotować też musiałem sobie sam, co robiłem w sumie rzadko, bo najczęściej jadłem na mieście albo nie jadłem wcale. Muszę przyznać, że kiedy już pisała mi takie kartki, to zawsze się jej słuchałem, żeby jej nie wkurwiać i nie dołować. W ogóle ona zrobiła się strasznie dziwna i zacząłem nawet podejrzewać, że zaciążyła. Rozwiała jednak moje wątpliwości, kupując podpaski. Jakoś przestawałem wierzyć, że ona aż tak się zmieniła przez głupią kłótnie ze mną. Postanowiłem z nią trochę pogadać. A jak najlepiej zacząć rozmowę z Dulisią? Rozwścieczyć ją! Siedziała w salonie na kanapie i w skupieniu oglądała jakiś durny serial. Wziąłem pilota, który leżał obok i przełączyłem na sport. Spojrzała na mnie oburzona, ale i jak zwykle smutna. Rzuciła mi ponure, a zarazem błagalne czy litościwe spojrzenie, ale o dziwo się nie odezwała. No to chuj, nie udało się... Myślałem, że teraz wyjdzie wkurzona. Ona jednak się tylko odsunęła na brzeg kanapy i schowała głowę w kolana. Obserwując ją uważnie, zauważyłem, że płacze. A ja przecież nie chciałem doprowadzić ją do łez... Przełączyłem z powrotem na jej serial i podałem jej pilota, mówiąc z delikatnym uśmiechem:
-No już , masz i nie becz.
-Nie płaczę z powodu jakiejś jebanej telewizji.- odpowiedziała, podnosząc wzrok na mnie.
-A więc czemu? Dul, co się z Tobą znowu dzieje?- pytałem, lekko podniesionym głosem.
-Nieważne, i tak Cię to nie obchodzi.- odpowiedziała, wstając, a ja za nią.
-A może jednak obchodzi?- starałem się być jak najbardziej spokojny i użyć swojego uroku osobistego.
-Wiem, że nie! Nie obchodzę nikogo, a już tym bardziej Ciebie. Wiem, że wyglądam jak totalna ofiara, ale nie potrzebuję litości. Proszę, zostaw mnie samą i uszanuj to, że się od Ciebie odczepiłam, a najlepiej zrób to samo.- mówiła spokojnym głosem, ale pełnym smutku, żalu i pretensji.
-Przepraszam, że się wtrącam, ale chciałem po prostu wiedzieć. No wiesz... Zachowujesz się ostatnio bardzo dziwnie. Chcę wiedzieć tylko jedno: Czy to moja wina?
-Serio nie wiesz? Tak po części twoja, bo jesteś zjebany, agresywny i nie do życia. Ale chodzi bardziej o wyjazd Pabla. Tęsknię za nim i jestem teraz zupełnie sama na świecie.
-Pablo wyjechał? Gdzie?- nie miałem o tym pojęcia.
-Do Stanów na jakieś kursy z projektu.- odpowiedziała krótko, a ja poczułem coś dziwnego... Gdzieś tam w środku zacząłem się cieszyć, że on wyjechał. Ale w sumie czemu? Przecież nic do niego nie mam i niby mi nie przeszkadzał?
-Więc to nie przede mnie wyglądasz tak chujowo?- celowo tak powiedziałem, żeby nie było ponuro i udało się, bo nawet się lekko uśmiechnęła.
-Nie, nie tylko przez Ciebie.
-To dobrze. Dobra, już mi lepiej. Oglądaj to gówno, a ja lecę.- rzuciłem jej jeszcze słodki uśmiech i wyszedłem. 



Witam Was po ponad tygodniu przerwy :)
Trochę słabiej tu jakoś z komentarzami, ale wybaczam i się nie czepiam... Rozumiem, początek roku szkolnego i wgl, ok ;) Jaka ja wyrozumiała xD Ja tu się chyba zbytnio dzisiaj rozpisywać nie będę, bo zaraz kuzynka do mnie przyjdzie i nie mam tak czasu. Ale o czymś miałam wspomnieć... A już wiem! Tydzień temu w niedziele skończyłam oglądać rebelde i ryczałam jak szalona na dwóch ostatnich odcinkach, że aż cały misiek, na którym leżałam, był mokry od łez :'( ❤ Tym razem wywołało to u mnie dużo więcej emocji niż za pierwszym razem jak oglądałam dwa lata temu. Ale masakra, nie mogłam się uspokoić po tym finale, ale może to dlatego, że sama to już przeżyłam i po prostu przypomniało mi się moje pożegnanie z klasą, choć tak cudnie jak w rebelde nie było ;) Ale pisałam wtedy na grupie na fb coś w stylu Roberty "Powiem teraz kilka słów o każdym z Was" i wyszło całkiem fajnie ❤ Haha, co właśnie zrobiłam? Rozpisałam się xD Ale to wszystko przez ten finał rebelde, bo mnie na wspomnienia wzięło :D Ale ja to mam tak zawsze... Wczoraj pisaliśmy rozprawkę na polskim. Standardowo musi być 250 słów, a ja od razu mówiłam, że więcej nie będzie, bo mi się nie chce pisać i chcę iść wcześniej do domu. Ile napisałam? Około 400 jak zwykle (chociaż rekord to i tak 650). Także to już chyba jakiś talent wrodzony i muszę z tym żyć xD Ale już, koniec. Do następnego, pewnie gdzieś znowu za tydzień :* A wgl to piszę już 30 rozdział, bo ostatnio wena wróciła, ale i tak muszę zrobić sobie porządny zapas ;) 
ADIOS :*

czwartek, 1 września 2016

10. "Posłuchaj księżniczko..."

Dulce:
Byłam wykończona i miałam dosyć Uckera już po kilku dniach tego małżeństwa. Z dnia na dzień było gorzej, a my non stop się kłóciliśmy. Próbowałam się jakoś dogadać z tym idiotą, ale się nie da. Naprawdę się starałam, chciałam polepszyć nasze relacje, żeby się tak nie męczyć. A co w tym czasie robił Uckerek? Prawie nigdy nie było go w domu, a jak już był, to najczęściej pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Ciągle się awanturował i sprowadzał do domu połowę tałatajstwa z miasta. Nie miałam nic przeciwko Poncho i Ann, bo ich znam i jestem w stanie tolerować, ale reszta... No cóż, już nie raz wylecieli za drzwi. To zawsze tylko potęgowało kłótnie i Ucker się na mnie darł, bo on "też ma prawo mieć znajomych". On nie rozumiał tylko tego, że mnie niszczy. Wiem, że go nie obchodzę i to rozumiem, ale powinien choć trochę się ze mną liczyć. Ja nigdy nie zostawiam go samego jak na przykład przychodzą rodzice. Wszystko w domu robię sama, a on tylko bałagani. Jemu nawet ciężko umyć po sobie talerzyk. Zasrany książe się znalazł... Ja też jestem nauczona wygód, przez całe życie miałam służących i w ogóle, ale jakoś teraz potrafię się ogarnąć i zadbać sama o siebie. A on? Najzwyczajniej w świecie się stacza i udaje wielkiego macho, a w rzeczywistości jest nikim. Tak, nikim... Kiedyś miał chociaż pieniądze i mógł zaszaleć, a teraz nie ma nic. Rodzice dali nam szlaban za wyskoki na weselu. Przez pół roku mamy sobie sami radzić finansowo. Byłam załamana, bo nie mam ani grosza. No bo skąd? A mój mąż ledwo się przejął, ale oczywiście nie odzywa się do starych. Na początku nie zastanawiałam się nad jego reakcją. Po jakimś czasie zrobiło się to dla mnie podejrzane. Ucker teoretycznie nie miał kasy, bo na pewno nie pracował. Jednak coraz bardziej dziwiło mnie to, że miał na alkohol, a nawet kupował jedzenie do domu. Byłam pewna, że bawi się  w dilera i postanowiłam to sprawdzić.
Pół roku później:
W tym chorym małżeństwie było coraz gorzej. Te ciągłe kłótnie, awantury... To było po prostu straszne i już nie miałam siły do Uckera i jego odpałów. Oczywiście nadal byłam z Pablem, ale to też mu się nie podobało i ciągle robił mi o to jazdę. Tylko dlaczego? Tłumaczyłam mu miliony razy, że nie ma prawa wtrącać się w moje życie. A on co? Stwierdził, że on może robić, co chce, ale ja nie. Chodzi mu o jego męską dumę i po prostu nie pozwoli mi na zdrady. Całkiem mu się chyba we łbie poprzewracało od tego alkoholu. Nie dało się z nim już normalnie gadać... A co do jego tajemniczych interesów, to nie mam pojęcia, co on robi. Za każdym razem, kiedy próbuję się czegoś dowiedzieć, on mnie zbywa i na mnie krzyczy, żebym się nie wtrącała. No ale jak to? Ja miałabym odpuścić i nie być wścipska?... Nigdy! Moje życie od dnia ślubu było totalnym dnem, ale rodzice jak zwykle musieli dolać oliwy do ognia... Pewnego dnia ściągnęli mnie do firmy, gdzie miałam być z Uckerem, ale się wymigał. Co tam usłyszałam? Nic nowego, czyli podły szantaż skorumpowanych ludzi. Wymyślili, że mamy pracować w firmie, bo tylko wtedy dostaniemy od nich jakiekolwiek pieniądze. Odbiło im, czy jak? Nie dość, że poświęciłam swoje życie dla tej durnej firmy, to jeszcze mam tam pracować?! Wybiegłam z budynku strasznie wkurzona i oczywiście trzasnęłam drzwiami. Musiałam obgadać to z Uckerem i miałam szczęście, bo był w domu i to nawet trzeźwy.
-Musimy pogadać, kretynie.- powiedziałam, wchodząc do domu.
-Może grzeczniej?- zapytał z ironią.
-Okej, no więc... Uckerku, mężu mój kochany musimy iść do pracy.- powiedziałam z głupim uśmiechem i czekałam na jego reakcję.
-O co Ci chodzi, kobieto? Nie muszę iść do żadnej pracy. O czym Ty w ogóle mówisz?- wyśmiał mnie i wyciągnął piwo z lodówki.
-O nie, nie będziesz teraz pił!- wyrwałam mu puszkę z ręki. - Teraz mnie posłuchasz. Mamy pracować w firmie, bo inaczej nie dostaniemy żadnej kasy od starych.- wyjaśniłam, a on wybuchnał śmiechem.
-Niczego od nich nie chcę! Mam kasę.
-Jasne... Ciekawe, kurwa, skąd?
-To już nie twoja sprawa, księżniczko.- wytknął mi język, wyrwał piwo z mojej ręki i poszedł do salonu na kanapę, czyli jego ulubione miejsce w tym domu.
-Jesteś dilerem, co?- zapytałam, stając przed nim tak, by zasłonić telewizor.
-Nie wtrącaj się w moje sprawy, rozumiesz?- wstał i z agresją przycisnął mnie do ściany, mówiąc do mnie przez zaciśnięte zęby.
-Puść mnie.- wydukałam lekko przerażona. -Nie powstrzymasz mnie i i tak się tego dowiem. A Ty mi w tym tylko pomagasz... Dzięki twojej reakcji wiem, że to nic dobrego i powinnam o tym wiedzieć.
-Nie interesuj się tym, Dul.- powiedział spokojnie i mnie puścił. -Naprawdę, lepiej zostaw to w spokoju dla dobra nas wszystkich.
-Aj Ucker, w co Ty się wplątałeś?...- rzuciłam już właściwie w powietrze, bo on wyszedł.

Ucker:
Dulce miała rację, wplątałem się w niezłe bagno... Zaczęło się od niewinnej imprazy, a skończyło na całkowitym podleganiu mafii. No okej po kolei: Podczas jednej z ostrych imprez zgodziłem się pracować dla Amadora. Byłem trochę wstawiony i po prostu podpisałem dokumenty. Po jakimś czasie wciągnęli mnie do swojej mafii i zacząłem dostawać jakieś misje do wykonania. Na czym więc polega moja praca? No cóż, robię wszystko, co karze Amador- szef "gangu łamiących kości". Mnie też ta nazwa na początku bardzo rozbawiła, ale potem zrozumiałem jej sens. Amador to straszny człowiek i niszczy wszystkich i wszystko, co stanie mu na drodze. To znaczy sam nie robi nic, bo ma od tego ludzi, a ja jestem jednym z nich. Co więc robię? Wszystko, dosłownie! Porwania, gwałty, a nawet zabójstwa! Tak, sceny są okropnie drastyczne, a to wszystko na przykład za zdradę. Dla Amadora każdy powód jest dobry, żeby kogoś zabić. Praca dla niego jest tragiczna, ale już nie mogę się wycofać. Rozwiązanie umowy oznacza śmierć. Wolałbym jednak tego uniknąć z uwagi na to, że wiem, jak wygląda śmierć pod nadzorem Amadora. Gdybym chciał zakończyć z nim współpracę, to rozsądniej by było popełnić samobójstwo. Z tym, że wtedy zagrożona by była Dul. I dlatego właśnie nie pozwalam jej w żaden sposób ignorować w moje sprawy. Mój szef nie wie, że mam żonę i lepiej, żeby nie wiedział, bo wtedy zacznie nas obserwować. Nie mogę jej o niczym powiedzieć, bo jest zbyt wścipska. Jakby znała choć ułamek prawdy, to uparcie chciałaby więcej. Nie mogę jej narażać, ale ona sama się o to prosi. Jestem agresywny i na nią ciągle krzyczę, bo mam nadzieję, że to ją powstrzyma i nie będzie się wtrącać. Probem w tym, że jest cholernie uparta i zawzięta, i właściwie nie ma na nią sposobu. Aż boję się wyobrażać sobie jej reakcji na moją pracę. Przecież ona nie dałaby mi spokoju do końca życia! Albo zrobiłbym jej w końcu krzywdę, albo coś by odwaiła i wyręczyłby mnie Amador. Aż nie wiem, co gorsze... Nie lubię jej i zrobiłbym prezent całej ludzkości, gdyby coś jej się stało, ale nigdy bym sobie nie wybaczył, że przeze mnie ona ma kłopoty. Jest jaka jest, ale aż tak mi nie zależy na jej zniknięciu z mojego życia. O mojej pracy wie tylko jedna osoba- Poncho. On też należy do tego żałosnego gangu i to w sumie przeze mnie, bo to ze mną wtedy pił i ja go namówiłem. On jedyny mnie w tym momencie rozumie i tylko z nim mogę gadać na luzie o wszystkim. Nawet z Anahi straciłem ten świetny kontakt, bo ona tak jak Dulce jest zbyt wścipska i wszystko musi wiedzieć. A wiadomo przecież, że jej o niczym nie powiem, bo chcę ją chronić. One obie zarzucają mi, że jestem wredny, nieczuły i wybuchowy. Mają rację, ale to akurat nie moja wina. Te misje ryją mi psychikę i już całkiem nie radzę sobie z emocjami i najlepiej wszystko załatwiłbym siłą. W sumie już nie raz o mały włos nie uderzyłem Duli, kiedy mnie wkurzała. Właściwie to nie wiem w czym problem. W "pracy" ciągle muszę bić kobiety i się nad nimi znęcać, ale prywatnie jestem inny i w życiu nie uderzyłbym kobiety. Ann to wiadomo, bo jest moją przyjaciółką. A Dulce? No cóż, chyba zdążyłem się przyzwyczaić do jej głupoty i aż tak mnie nie irytuje, albo mam po prostu anielską cierpliwość.
Tak więc żyłem w ciągłym strachu i stresie. Dul przesadza, że jestem aż taki zły. To, że pójdę się najebać, to jeszcze nic złego w porównaniu z tym, co robię. A ona powinna się cieszyć, bo chociaż mamy kasę. No cóż, Amador bardzo dużo mi płaci. Ale nie, Dulisia zawsze musi mieć jakiś problem i robić o wszystko aferę. I nie wiem po co ona w ogóle chce pracować w tej jebanej firmie, jeśli ja daję jej pieniądze, no ale dobra ja się nie mieszam. To małżeństwo to w ogóle jakaś porażka... Non stop siedzi u nas Pablo i mizia się z moją żoną. Nie jestem o nią zazdrosny, ale wkurza mnie to. Ona ma męża, co z tego, że tylko na papierku! Powinna się trochę ogarnąć, a nie pokazywać wszystkim, jaka jest zakochana w swoim kochanku. Okej, ja też sprowadzam do domu panienki i robię z nimi różne rzeczy, ale nigdy nie wyznaję nikomu miłości. To, co robi Dula jest według mnie gorsze, bo jawnie mnie zdradza i ma po prostu chłopaka. Traktuje mnie jak powietrze i ciągle powtarza, że łączy nas tylko papier. Tak jest, ale jednak chyba tęsknię za tym, co było kiedyś. Te kłótnie, zabawne wyzwiska i to wszystko... Tęsknię za starą Dulce, dla której priorytetem było zdenerwowanie mnie. Teraz liczy się dla niej tylko Pablo- miłość jej życia.
Minął jakiś czas, odkąd Dulce powiedziała mi o pracy w firmie. Byłem pewien, że tylko tak gadała, a i tak nic sobie z tego nie zrobi. Całymi dniami nie było mnie w domu i nie miałem pojęcia, że ona jednak postanowiła tam pracować. Pewnego dnia prosto z misji pojechałem do domu, co zdarza się w sumie rzadko. Miałem trudny dzień i byłem trochę nieobecny myślami, bo miałem okropne zlecenie. Porwaliśmy siostrę jednego z wrogów Amadora. Musiałem ją zgwałcić, torturować, a potem zastrzelić. Jak zawsze bardzo to mną wstrząsnęło, bo miałem na sumieniu kolejną osobę. Było mi tak głupio, bo po czymś takim wracam sobie do domu, gdzie czeka na mnie niczego nieświadoma Dul. Aj, gdyby ona o tym wiedziała... Kiedy wszedłem do domu, siedziała w salonie i oglądała jakiś serial. Nawet mnie nie zauważyła, dopiero później.
-Oo, księciuniu się pojawił.- powiedziała takim strasznie irytującym tonem.
-Odczep się, nie mam ochoty na dyskusję o naszym idealnym życiu.- olałem ją i usiadłem koło niej na kanapie, przełączając na sport.
-Musisz być taki złośliwy?! Nie dość, że Ci gotuję, piorę, sprzątam i użeram się z rodzicami w firmie, to jeszcze nie mogę w spokoju obejrzeć mojego serialu! Mam tego dosyć!- krzyczała jak opętana, po czym rzuciła się na mnie i zaczęła mnie bić.
W pewnym momencie miałem jej dość, bo naprawdę mocno mnie napierdalała i złapałem ją z całej siły za ramiona, żeby nie miała jak mnie bić. Przez chwilę tylko trzymałem ją przy sobie, za pewne odbijając ślady dłoni na jej skórze. Po jakimś czasie jednak odrzuciłem ją z całej siły na kanapę, że aż się odbiła. Z przerażoną miną wbiła się w skórzane oparcie i patrzyła na mnie uważnie i nieufnie. Stojąc przed nią powiedziałem, a właściwie bardziej wykrzyczałem:
-Nie narzekaj mi tu, bo nikt Ci nie karze tego wszystkiego robić. Proszę Cię, żebyś cokolwiek dla mnie zrobiła? Nie. A mówiłem, że praca na tym zadupiu nie jest nam do niczego potrzebna. Ale nie, Ty i tak musisz zrobić swoje. Nie miej do mnie pretensji, bo sama sobie dokładasz zmartwień i roboty, a potem piszczysz, że jesteś zmęczona, a ja niewdzięczny. Nie musisz dla nich pracować, bo ja zarabiam! Ale jeśli wolisz być szantażowana i wykorzystywana to proszę, droga wolna.
-Nie mogę uwierzyć, że jesteś takim idiotą...- powiedziała z lekkim strachem w głosie. -Co Ty w ogóle pieprzysz, człowieku?! Ty zarabiasz... I co z tego? Po pierwsze nie jesteśmy razem i nie mam prawa prosić Cię o pieniądze, a mi też są potrzebne. Po drugie nie mam pojęcia, skąd masz tą kasę i wolę nie ryzykować, i nawet nie chcę nic od Ciebie. Zresztą wolę posłusznie pracować w tej firmie, bo jak Cię zamkną za nielegalne interesy, to zostanę z niczym.- i teraz całkiem wytrąciła mnie z równowagi... 
Podszedłem bliżej, jednym kolanem wchodząc na kanapę i złapałem ją mocno za brodę, by patrzyła mi w oczy. Zablokowałem ją tym kolanem, żeby nie mogła się ruszyć. 
-Posłuchaj księżniczko...- zacząłem, a ona już była wyraźnie przerażona. -Sama powiedziałaś, że nie możesz prosić mnie o pieniądze, które ja zarabiam, bo nie jesteśmy razem. A więc nie możesz także wnikać w to, skąd je w ogóle mam. Przestań narzekać i skończ to durne śledztwo, bo zapewniam Cię, że jeśli mnie zdenerwujesz, albo odkryjesz prawdę, to źle się to dla Ciebie skończy. Mam nadzieję, że wreszcie to pojęłaś, bo nie zamierzam się już powtarzać!- mówiłem to wszystko podniesionym głosem, w razie jakby jej na słuch padło. -Po prostu się odczep i najlepiej się unikajmy, okej?- dodałem już ciszej tuż przy jej twarzy. 
Musnąłem nosem jej policzek, a przez jej ciało przeszedł taki dziwny dreszcz, że aż tak strasznie intensywnie to poczułem. Patrzyłem na nią z kamienną powagą wyrysowaną na twarzy, żeby nie miała wątpliwości, że mówię całkiem serio i żarty się skończyły. 
-Zrozumiano?- zapytałem po chwili wpatrywania się w jej oczy.
-Mhm.- mruknęła już mocno zdenerwowana i zdezorientowana. 
-No to się cieszę.- zakończyłem z triumfalnym uśmiechem. 
Puściłem jej głowę, jak na mnie przystało, mało delikatnie, po czym wstałem i wyszedłem z salonu. Po chwili usłyszałem, jak trzasnęła drzwiami wejściowymi, a więc wyszła z domu. Nie trudno się domyślić, że pobiegła na skargę do swojego kochanka, oj przepraszam chłopaka.


No hej ;) Tak wiem, że miał być koło 12, ale nie miałam czasu dodać. I nie, nie chodziło o 12 w nocy, haha xD Jak tam rozpoczęcie roku? Powiem Wam, że mój rok szkolny już stał się lepszy, bo nie będę miała 7 godzin angielskiego tygodniowo z wredną wiedźmą :) Tak się tego bałam, bo lekcje z nią to istny terror :/ Ale na szczęście poszli po rozum do głowy i zrobili podział na języki i Pelasia ma uwaga, uwaga... 7 godzin niemieckiego ;) To też średnio mi się podoba, bo wolałabym hiszpański, ale w tej szkole to mogę sobie jedynie pomarzyć :/ No ale cieszę się z tego angielskiego, że przeżyję ten rok szkolny :D A nieważne, że na niemieckim i angielskim będę w 4-osobowej grupie xD To może być ciekawe, haha ;) Ogólnie jestem pozytywnie nastawiona do tego roku szkolnego i nawet mam ambicje na czerwony pasek, postanowiłyśmy z koleżanką, że będziemy miały. Jednak znając mnie to będę miała średnią ok. 4.0, no ale pomarzyć zawsze można xD Muszę se jeszcze tylko korki z matmy załatwić i będzie git :)
No to życzę Wam miłego, możliwie jak najmniej stresującego, ZDANEGO, wesołego, piątkowego (i nwm jakiego jeszcze) roku szkolnego :* I powiem Wam na pocieszenie, że zostało bodajże 10 piątków do gwiazdki, haha :D 
A ja to jutro normalnie idę z buta do szkoły (choć z natury jestem strasznie leniwą osobą), bo Duli piosenka jest przecudna i będzie mi się z nią przyjemnie szło :D
Następny rozdział nwm kiedy, ale niestety tak często być nie mogą, bo muszę się wziąć do roboty, bo za rok matura :/ Mam na rozszerzeniu chemię, biologię i niemiecki, więc mam co robić niestety ;) Ale spokojnie, na pewno Was nie zostawię na długo bez rozdziału :* 
Dziękuję za uwagę, proszę o rozejście się po internetach, haha :D