sobota, 31 grudnia 2016

34. "Wypijmy za błędy"

Dulce:
Dni mijały nam we wspaniałej atmosferze, a do niedzieli było coraz bliżej... Z każdym dniem, z każdą chwilą trudniej mi było wyobrazić sobie podjęcie tej decyzji. Ten tydzień był jednym z lepszych w moim życiu, byłam szczęśliwa z Uckerem i naszą córeczką. Chwilami czułam się, jakbyśmy naprawdę byli rodziną i to od dawna. Pabla mocno zaniedbywałam, ale na szczęście on dużo pracował i nie czepiał się aż tak bardzo. Wiedział, że Ucker tu jest, bo musiałam mu powiedzieć. Zresztą raz się nawet widzieli, ale było to spokojne spotkanie i nawet trochę pogadali o bzdurach. Pablo nie raz sprawiał wrażenie zazdrosnego, ale zapewniał mnie, że wszystko jest okej i rozumie moją sytuację. To znaczy wiedział tylko, że Ucker tu jest i chce się widywać z córką, ale dla dobra nas wszystkich nie powiedziałam mu o naszym "wspólnym tygodniu" i decyzji do niedzieli. Im mniej wie, tym dłużej żyje... Po co ma się niepotrzebnie denerwować? Zapewniłam go, że Ucker to przeszłość i zależy mu tylko na dziecku. Na szczęście uwierzył, a ja mogłam spokojnie spędzać czas z moim byłym mężem. Nie było to do końca w porządku wobec Pabla, ale tak było lepiej, bo to mniej o jeden czynnik, mogący wpłynąć na moją decyzję. Chciałam zadecydować sama, tak zresztą też podpowiadał mi Ucker. Kazał mi kierować się sercem i swoim własnym szczęściem. Piękna perspektywa, ale niezbyt prosta do wykonania. Miałam duży dylemat, bo chwilami czułam, że chcę mieć Uckera blisko siebie i stworzyć z nim rodzinę, bo go kocham. W innych momenatach miałam wrażenie, że jest mi już obojętny i Pablo mi go skutecznie zastępuje. Jednak za każdym razem, kiedy pomyślałam o tym, że miałabym go już nigdy nie zobaczyć, do oczu podchodziły mi łzy i czułam się strasznie bezbronna i malutka wobec tak wielkich uczuć. Była to cholernie trudna decyzja, bo właściwie miała dwie strony... Z jednej było serce, a z drugiej rozsądek. Doskonale wiedziałam, że to czego chcę, może kłócić się z tym, co powinnam. To chyba najtrudniejsza sytuacja, w jakiej się znalazłam i zdecydowanie wymaga dojrzałości, rozwagi ale i precyzji. Zdecydowanie się na którąś z opcji nie jest aż takim wyczynem, ale trudniej wybrać coś, czego później nie będę żałować. Mam dosyć złych decyzji i życiowych błędów, bo one niszczą, co najlepiej widać po Uckerze. Bardzo się zmienił i stał się porządnym, inteligentnym człowiekiem, który potrafi wypowiedzieć się na ważne tematy i ma pojęcie o wielu sprawach. Kiedyś był dzieciakiem, który żałował swoich błędów i nieudolnie starał się je naprawić. Teraz jest ideałem mężczyzny, który marzy o założeniu rodziny i jest gotowy walczyć o ukochane osoby. Jest naprawdę kochany i szczery w tym co mówi i robi. Aż miło się go słucha, wiedząc, że jest przykładem osoby, która była na dnie, a podniosła się i dziś nie widać ani śladu po załamaniach nerwowych. Jest cudownym człowiekiem i wspaniałym facetem, który zasługuje na bardzo wiele dobrego. I mam nadzieję, że te dobro go jeszcze spotka, i znajdzie w końcu szczęście. Ale wracając do naszego magicznego tygodnia... Nadszedł piątek, a więc to już prawie koniec. Wszystkie te dni spędziliśmy razem tak jak było to planowane, a ja miałam coraz większy dylemat. Ucker był naprawdę w porządku, bo nigdy nie próbował na mnie naciskać i się "reklamować". Wiedział, że to nie miałoby sensu, bo nie byłaby to wtedy naturalna decyzja i mogłoby się za jakiś czas okazać, że się pomyliłam. Z każdym dniem oboje byliśmy bardziej niespokojni, a Esperanza coraz bardziej przywiązywała się do Christophera.

No więc piątek... Koło 15 odebraliśmy Espi z przedszkola i chcieliśmy jej zrobić niespodziankę. Już od dawna chciała jechać do kina na "Smerfy", więc od razu się tam udaliśmy. Wyjątkowo zjedliśmy na mieście, choć jako matka mocno tego nie pochwalam, a moje dziecko jada fast foody średnio raz na pół roku w wyjątkowych sytuacjach. Na ogół wolę sama zrobić dziecku pizzę i wiedzieć, co je i jej nie truć złą dietą. Ja z Uckerem zjedliśmy po kebabie, a nasza córcia wciągnęła trzy porcje frytek. Kupiliśmy sobie pop corn i colę, którą pijemy w sumie tylko w kinie. Esperanza była bardzo podekscytowana filmem i bardzo jej się podobał. W dodatku efekt 3D robił na niej ogromne wrażenie i cały czas się tym zachwycała. Ucker też był bardzo zainteresowany bajką, tylko ja myślami byłam gdzieś w swoim odległym świecie. Przez większość tego czasu zastanawiałam się, co zrobić z naszym dalszym życiem. I co wymyśliłam? Uwaga, uwaga... NIC! Zostały mi dwa dni, a ja nadal nic nie wiem i już nie mam pojęcia, gdzie szukać odpowiedzi. Patrzę na Uckera tak idealnego w swojej nieidealności i coraz bardziej nie mogę wyobrazić sobie rozstania z nim. Esperanza chyba też... Podczas filmu większość komentarzy kierowała do Christophera i to z nim później recenzowała cały film. W drodze do domu ciągle nawijała, buzia jej się prawie nie zamykała. Powoli się ściemniało, więc Ucker nas odprowadził do domu. Kiedy dotarliśmy na miejsce, Esperanza zapytała:
-Mamo, a tata jest już w domu?
-Nie, bo ma nocny dyżur.- odpowiedziałam, a uśmiech z twarzy mojej córki w jednej chwili zniknął.
-A może Ucker z nami zostać na noc?
-Po co? Przecież często zostajemy same.
-Tak, ale ja się teraz boję Gargamela i nie chcę być w domu tylko z Tobą. Ktoś nas powinien chronić...- teraz to sobie wymyśliła...
-Gargamel nam nic nie zrobi, przecież nie jesteśmy smerfami.- próbowałam coś na to zaradzić, ale szanse były marne, bo ona już miała łzy w oczach.
-Ale ja się boję, proszę Uckerku... Zostań z nami, mama zrobi Ci kolację.- wymieniliśmy z Uckerem porozumiewawcze spojrzenia.
-No dobrze...- zgodził się Ucker i wziął małą na ręce.
-No to co chcecie na kolację?- zapytałam, kiedy na dobre weszliśmy do domu.
-Tosty. Pomóc Ci?- wow, jakie mam kochane dziecko, chce mi pomóc!
-Nie, skarbie, poradzę sobie. Ty pójdziesz się wykąpać, a Ucker mi pomoże, okej?- zarządziłam i zaprowadziłam córkę za rękę do łazienki.
Przygotowałam jej kąpiel i wróciłam do kuchni. Nadal był tam Ucker i smarował już kanapki na tosty.
-Ile jesz?- zapytał, widząc mnie.
-Ja nie chcę.- odpowiedziałam beznamiętnie.
-Dwa? Okej, już się robi moja księżniczko.- spojrzał na mnie z cudnym uśmiechem, na który nie odpowiedziałam.
-No dobra, jednego...- zgodziłam się dla świętego spokoju.
-Co się dzieje?- zapytał z troską, odkładając nóż i łapiąc mnie za rękę.
-Nic takiego, mam po prostu nie najlepszy humor.- odpowiedziałam, unikając jego przeszywającego, wszystko wiedzącego wzroku.
-Wiesz doskonale, że Ci nie wierzę, bo unikasz mojego wzroku.- kurde, Ucker, zgłupiej!
-Czy mógłbyś przestać czytać mi w myślach? Nienawidzę tego i czuję się niekomfortowo, kiedy wszystko o mnie wiesz.
-Jeśli się zdecydujesz na życie ze mną, będę Cię rozumiał bez słów i rozpieszczał.- zaśmiał się słodko, przytulając mnie nagle. -Tak jak teraz... Wiedziałem, czego potrzebujesz.- to prawda, potrzebowałam bliskości i już od dawna chciałam się do niego przytulić.
-Wiesz, że po tych pięciu dniach mam jeszcze większy mętlik w głowie niż wcześniej? Ucker, ja nie wiem, co robić! Jestem gdzieś pomiędzy tym, czego chcę, a tym co powinnam. Nie radzę sobie z własnymi myślami i wiem, że każdej decyzji mogę żałować. Pomóż mi...- wtuliłam się w niego tak mocno, że cała do niego przylegałam i już nie było między nami ani milimetra przerwy.
-Nie mogę Ci w tym pomóc, skarbie. Sama musisz sobie z tym poradzić, już Ci mówiłem. Przepraszam za wyrażenie, ale cieszy mnie twój stan, bo oznacza to, że nie jestem Ci obojętny. Ale pamiętaj, co Ci powiedziałem... Miłość albo jest, albo jej w ogóle nie było.
-Czyli według Ciebie nie można tak po prostu przestać kogoś kochać, tak?
-Dokładnie... Wiesz, naczytałem się bardzo różnych książek przez te trzy lata.
-Czytałeś romanse?- zaśmiałam się zdziwiona i odsunęłam się od niego na krok, by móc spojrzeć mu w oczy.
-Czasami...
-A powiedz mi, pytam z czystej ciekawości... Byłeś z kimś przez ten czas? Nie licząc Anahi oczywiście.
-Byłem, ale mój najdłuższy związek trwał trzy tygodnie. Nie byłem w stanie być dłużej z kimś innym niż Ty. To głupie, ale czułem się tak, jakbym Cię zdradzał i zamiast zająć się kimś innym i przestać myśleć o Tobie, czułem się jeszcze gorzej i bardziej za Tobą tęskniłem.
-Czasami mam wrażenie, że masz obsesję na moim punkcie i nigdy Ci nie przejdzie.
-Mogłabyś w bardzo łatwy sposób sprawdzić, czy mi przejdzie.- na jego twarzy pojawił się taki cudowny, słodki i seksowny uśmiech.
-W jaki?
-Spędzić ze mną resztę życia, po jakimś czasie uzyskałabyś odpowiedź.
-Aj, Ucker... Nie pomagasz. Teraz jednocześnie wzbudziłeś moją ciekawość i jakieś wątpliwości. Jesteś okropny, wiesz?
-Wybacz, tak sobie gadam. Jesteś świadoma tego, że zostały Ci dwa dni na podjęcie decyzji?
-Tak, wiem i dlatego wewnętrznie już wpadłam w panikę.- mocno posmutniałam i wzięłam się za skończenie tostów.
-Stąd ten kiepski nastrój, prawda?- wziął mnie za podbródek, bym spojrzała mu w oczy.
-Tak, bo czuję się taka bezbronna i mała wobec tych wszystkich problemów, wielkich decyzji, zdarzeń i czasu... Mam silny charakter, ale to czasami nie wystarcza, bo mogłabym Cię teraz zwyzywać, albo zacząć robić głupoty, bo odwagi mi nie brakuje, ale to nic by nie dało.
-Masz rację, dlatego oczekuję od Ciebie dojrzałej, dobrze przemyślanej decyzji. Nie sztuką jest zrobić głupotę pod wpływem chwili i emocji. Chcę jak najlepiej dla Ciebie i naszej córki, Ty musisz tylko zajrzeć w głąb swojego serca, a potem zdecydować, czy warto się nim kierować. Ja nie będę na Ciebie zły, cokolwiek postanowisz.
-W ilu procentach wierzysz, że dam Ci szansę?- przerwałam na chwilę robienie tostów i patrzyłam mu w oczy.
-Szczerze nie wiem. Czytam Ci w myślach, ale nie przewiduję przyszłości.
-A szkoda, już znałbyś błędy, które popełnię...
-A może już koniec błędów i w końcu będziemy postępować słusznie?
-Chciałabym...
-Moje tosty już zrobione?- usłyszałam za sobą wesoły głos mojej córeczki.
-Już prawie, siadaj.- powiedział Ucker, wyciągając z szafki toster i podłączając go do prądu.
-A długo jeszcze? Głodna jestem.- stwierdziła, siadając do stołu.
-Ałć!- krzyknęłam z bólu, kiedy przecięłam sobie palca, krojąc pieczarki.
-Dul, ciamajdo... Pokaż to.- Uckerek od razu wpadł w panikę i zaczął oglądać moje skaleczenie, które wcale nie było takie małe. -Gdzie masz plasterki?- zaczął szukać po szafkach, znalazł i delikatnie przykleił mi na skaleczonego paluszka.
-Mogłabym zrobić sobie to sama, ale dziękuję.- uśmiechnęłam się do niego czule i wzięłam się z powrotem za nóż.
-Zostaw to i idź usiądź, bo to stanowczo nie jest twój dzień na pracę z nożem. Jesteś roztrzęsiona i zakazuję Ci używania ostrych przedmiotów do niedzieli.- pocałował mojego palca i pchnął mnie delikatnie w stronę stołu.
Skończył robić tosty, a ja czekałam na nie przy stole z Espe. Szybko mu to poszło i już po chwili wszyscy jedliśmy pyszne, wspólnie przygotowane tosty. Oczywiście mój uparty i przesadnie troskliwy były mąż musiał postawić na swoim i zrobił mi dwa tosty. Aj, gdyby on wiedział, ile ja jem na co dzień, jak nie jestem w trudnej sytuacji... W sumie po rozmowie z nim zrobiło mi się trochę lepiej i wrócił apetyt, więc nie miałam wielkiego problemu, żeby to zjeść. Po kolacji Esperanza próbowała nas zagadywać, wygłupiać się i w ogóle, ale wygoniłam ją do łóżka, bo było już dosyć późno. Zażyczyła sobie, żeby Ucker ją uspał, przeczytał bajeczkę i dał buziaka na dobranoc. Jejku, on tak się cieszył, kiedy ona pokazywała, jak bardzo go lubi. To trochę tak, jakby wyczuwała gdzieś w sercu, że to jej ojciec. Poszli do jej pokoiku, a ja wsadziłam naczynia do zmywarki, po czym poszłam się kąpać. Moja córcia jest geniuszem, bo dzięki jej pomysłowi Ucker się nią zajmie, a ja pójdę wcześniej spać. Miłość miłością, ale usypianie mojego małego szoguna to czasem dramat i bardzo nie lubię tego robić, niech Ucker się trochę pomęczy, choć on akurat jest bardzo z tego zadowolony, bo może spędzić czas ze swoją córeczką, którą coraz bardziej kocha, to widać. Rozkoszowałam się spokojem i ciszą, siedząc w wannie gorącej wody- najlepszy relaks dla ciała i umysłu. Odkąd Ucker tu jest cały czas jestem poddenerwowana i nie mogę się na niczym skupić, stąd za pewne to skaleczenie nożem przed chwilą. W sumie moje życie nigdy nie było w pełni spokojne, stonowane i ułożone tak jak bym tego chciała. Mam wielką ochotę całkiem zaburzyć porządek w moim życiu i zrobić totalną głupotę, ale mam nadzieję, że rozsądek mi na to nie pozwoli... Chociaż może wtedy łatwiej by mi było podjąć decyzję, nie wiem. Lepiej nie kusić losu, bo konsekwencje mogą być bardzo różne. Po prawie godzinnej kąpieli opuściłam łazienkę, ubierając na piżamę szlafrok, bo było dość zimno. Zajrzałam do pokoju Esperanzy. Byłam prawie pewna, że Ucker dalej się z nią użera i czyta jej setną bajkę. Ku mojemu zaskoczeniu moja córcia już słodko spała, a Ucker siedział koło niej i głaskał ją po policzku, przyglądając się jej z fascynacją, z miłością. Ten widok mnie urzekł, a do oczu podchodziły mi łzy wzruszenia. Kiedy mnie zobaczył, pocałował małą czule w czółko i wyszedł. Zamknęłam po cichu drzwi od pokoju Espi, zostawiając jej oczywiście zapaloną lampkę.
-Chodź, usiądźmy w salonie, może będzie jakiś ciekawy film w telewizji.- powiedziałam, tak jakoś w ogóle nie biorąc pod uwagę opcji, że chciałby iść do siebie.
-Wiesz, że uwielbiam siedzieć z Tobą w salonie przed telewizorem, ale jest trochę późno. No chyba, że Ty też się boisz Gargamela?...- posłał mi ciepły, słodki uśmiech taki typowy dla niego.
-Nie, Gargamela nie...- zaśmiałam się, kiedy usiedliśmy w salonie na kanapie.
-A więc czego?
-Tego, że jeśli zdecyduję się na zakończenie naszej znajomości, to za jakiś czas za Tobą zatęsknię, a będzie już za późno... Nie chcę kończyć tej znajomości, tej chociażby przyjaźni, która chcąc nie chcąc nas łączy i to od dawna. Między nami jest jakaś więź, której nie chcę przerywać, bo strasznie dobrze się przy Tobie czuję i mogę być sobą jak przy nikim innym. Po prostu cholernie mi z Tobą dobrze i nie zrozum mnie w tym momencie źle. Chciałabym, abyś pozostał częścią mnie i nie był tylko przeszłością.
-Dul, do czego zmierzasz? Podjęłaś decyzję, czy próbujesz mnie przekonywać do zmiany planów i zostania twoim przyjacielem? Wiedz, że to Ci się nie uda.
-Boże, Ucker... Nie chcę Cię stracić, tylko tyle wiem! I chcę, żeby moja córka miała ojca! Ale na tą chwilę nie potrafię określić moich uczuć i przez dwa dni nic się nie zmieni! Stawiasz mnie pod ścianą i w tydzień karzesz zdecydować o dalszym życiu w sumie czterech osób, nie radzę sobie z tym!- rozpłakałam się całkowicie, co nie zdarza mi się zbyt często.
-Przestań ryczeć i panikować, bo to Ci nic nie da!- przygarnął mnie do siebie i przytulił mocno i czule.
-To powiedz mi, co mam zrobić, jak postąpić słusznie?!
-Przede wszystkim uspokój się.- głaskał mnie delikatnie i mówił cicho, żeby mnie uspokoić. -Ja Ci już mówiłem... Kieruj się sercem, bo ono na pewno zna odpowiedź.
-No dobra, ale to wymaga odwagi, więc muszę jej sobie dostarczyć.- wstałam i wzięłam z półki butelkę wina i dwa kieliszki. -Proszę.- podałam Uckerowi jeden z nich.
-Co Ty kombinujesz?- zapytał podejrzliwie, przyglądając mi się.
-Która godzina? Dobra, okej jeszcze nie czas na Pabla.- pomyślałam na głos, a Ucker patrzył na mnie coraz dziwniej.
-Dobrze się czujesz, Dulisiu?- zapytał, kładąc rękę na moje czoło, jakby sprawdzał, czy nie mam gorączki.
-Obecnie tak.- posłałam mu szeroki uśmiech, choć w moich oczach nadal połyskiwały łzy i napełniłam kieliszki winem.
-Chcesz mnie upić?
-Nie, Ciebie nie... Tylko siebie trochę. No to Uckerku, wypijmy za błędy! Także za te, które popełnimy za chwilę czy za dwa dni, przecież błędy to nasza specjalność.- wzniosłam toast, a Ucker niepewnie stuknął się ze mną kieliszkiem.
-Na pewno wszystko w porządku?
-Tak, teraz w porządku. Za chwilę będzie idealnie, ale musi mnie lekko chwycić, żeby serce miało być może głos decydujący. Muszę Ci udowodnić, zresztą sobie też, że nie zmieniłam się aż tak i nadal potrafię być szalona i spontaniczna.
-Okej, to ja się już nie wtrącam... Pij, tylko nie za dużo i szalej maleńka. Potrzebujesz tego, cokolwiek się pod tym kryje.- na jego twarzy ciągle był taki cudny uśmiech, a on co chwilę mnie przytulał i głaskał, słodziak mój kochany.
Wypiłam chyba ze dwa kieliszki wina, a Ucker w tym czasie sączył powoli jednego i przyglądał mi się. Nie to, żebym ja piła to tak zachłannie jednym duszkiem, bez przesady. W między czasie ciągle gadaliśmy o bzdurach, a atmosfera robiła się coraz luźniejsza pewnie dzięki tym procentom. Wchodziliśmy na coraz ciekawsze i odważniejsze tematy, co zazwyczaj zaczynałam ja, bo Ucker był nieco ostrożniejszy w słowach. Wreszcie udało mi się poruszyć temat kluczowy i perfekcyjnie rozegrać dalszy bieg akcji:
-To mówisz, że żadna inna nie potrafiła Ci mnie zastąpić?
-Żadna, Dulisiu, żadna... Ty jesteś moją jedyną i tylko o Tobie cały czas myślałem.- odpowiedział jak zwykle bardzo szczerze i bezpośrednio.
-Kochając się z inną też myślałeś o mnie i nie mogłeś o mnie zapomnieć?
-W sumie nie raz jakoś mimowolnie wyobrażałem sobie, że moja dziewczyna to Ty, ale to zawsze na wstępie niszczyło mój związek.- oo, czego ja się tu dowiaduję... A chodziło mi tylko o drobną manipulację.
-To może ja Ci to przypomnę? Wtedy żadna inna nie zagrzeje na długo miejsca przy Tobie...- powiedziałam, odstawiając kieliszki na stolik.
-Co?- był już mocno zdezorientowany.
-Nieważne, zemszczę się za kiedyś i teraz ja Ci nic więcej nie powiem i Cię zmanipuluję.
Po tych słowach wpiłam się w jego usta i zaczęłam go namiętnie, agresywnie całować. Odwzajemniał pocałunki, ale nadawał temu delikatności, był trochę niepewny i ostrożny. Ja nie zamierzałam się hamować, bo miałam na niego wielką ochotę i odwagi już też mi nie brakowało. Tak, wiem... Jestem głupia i lekkomyślna, ale czasem warto.


A buuu xD Trochę mnie tu nie było, ale jestem dzisiaj tak na koniec roku :) Oczywiście sylwestra spędzam z kuzynką w domu, bo typem imprezowicza to ja nie jestem xD Także szczęśliwego nowego roku i dziękuję za kolejny rok, w którym byliście ze mną ❤ Kocham was i życzę wam przede wszystkim, żeby następny rok był lepszy od tego. Dla mnie ten był przede wszystkim trudny i bardzo liczę na lepszy 2017. Do następnego skarby i pamiętajcie, że w poniedziałek do szkoły ;P

środa, 21 grudnia 2016

33. "Ukłoń się królowej i spadaj"

Dulce:
Pojechaliśmy na tą bawialnię. Esperanza od razu wbiegła w kolorowe piłki, a nas zatrudniła jako fotografów. Napstrykaliśmy jej mnóstwo zdjęć, a potem poszliśmy usiąść przy stoliku w kawiarni, będącej zaraz za szybą, skąd dobrze widzieliśmy naszą córkę. Zamówiliśmy kawę mrożoną z bitą śmietaną, pyszna.
-O czym chciałaś jeszcze rozmawiać? Myślałem, że wszystko sobie już wyjaśniliśmy...- zaczął swobodnie, popijając łyk kawy.
-Nie, właściwie nic jeszcze sobie nie wyjaśniliśmy. Wiesz, że jestem z natury niecierpliwa i nie lubię niejasnych sytuacji. Powiedz mi, jak chcesz to rozwiązać, bo nie wytrzymam.- mówiłam trochę nerwowo, mocno zniecierpliwiona.
-Złość piękności szkodzi, a stres jest niezdrowy, Dulisiu.-uśmiechnął się słodko, a ja spojrzałam na niego z politowaniem.
-Jak widzisz nadal jestem zdrowa i piękna, nawet po tylu latach z Tobą.- odgryzłam się sarkastycznie.
-Nawet nie wiesz, jak ja to w Tobie lubię...
-To, że jestem piękna, czy wredna?
-Jedno i drugie, ale chodziło mi teraz o charakter.
-Dobra, nie zagaduj mnie i powiedz konkretnie, co chciałbyś w tej sytuacji zrobić.
-Okej, znalazłem chyba najlepsze wyjście. Jestem zbyt dobry, ale chcę Ci oszczędzić zmartwień. Posłuchaj uważnie i nie zrozum mnie źle...
-No dobra, mów.
-No więc ta sytuacja wymaga kompromisów, ale żadne z nas nie może się przeprowadzić, choć nie ukrywam, że uważam, że Tobie nic by nie stało na przeszkodzie, no ale okej. Tak jak mówiłaś latanie w kółko stąd do Meksyku i odwrotnie nie ma sensu, więc trudno... Wiele nam nie pozostało. Jestem gotów się poświęcić, bo za dużo stresu Cię to wszystko kosztuje. Zawrzyjmy pewien układ... Spędzę z Wami ten tydzień. Będzie on decydujący, bo od nas, od Ciebie zwłaszcza będzie zależało, czy jeszcze się spotkamy.
-Ale jak? O co Ci chodzi? Nie bardzo rozumiem...
-Spędzimy ten tydzień razem jak rodzina, okej? Pablo mnie szczerze nie obchodzi, jak chcesz to mu powiedz, nie to nie.
-No dobra, ten tydzień... A dalej co?
-Wyjeżdżam w poniedziałek rano, więc w niedzielę wieczorem zdecydujesz, czy chcesz mnie jeszcze zobaczyć. To znaczy zasady są takie... Spędzamy czas jak rodzina, ale pozostajemy w stosunkach czysto przyjacielskich, okej? W takim sensie, że postaram się nie wyznawać Ci miłości i ogólnie nie robić nic, na co mi nie pozwolisz. Najpierw zapytam: czy jesteś pewna swoich uczuć? Chodzi mi teraz o te dwie opcje, o których Ci wczoraj mówiłem. Czy jesteś czegoś pewna? Jeśli tak, nie musisz mówić czego. Zastanów się.
-Boże, Ucker... W co Ty grasz? Ale okej, powiem Ci... Nie jestem niczego pewna. Nie wiem, co czuję, bo jak zwykle zrobiłeś mi wodę z mózgu. Ale cokolwiek by to nie było, to nic się w moim życiu nie zmieni, zrozum to.
-Dobrze, rozumiem... Księżniczka woli wygodę i spokój, i boi się ryzyka. Przecież to nic złego i ja to w pełni akceptuję, bo to normalne, że z wiekiem traci się nastoletnią odwagę i szaleństwo.
-Nie pozwalaj sobie, jeszcze nic mi się z wiekiem nie zmieniło!- wtrąciłam zbulwersowana.
-Nie denerwuj się, nie chciałem Cię obrazić. Mówię tylko prawdę, bo niestety nie jesteś taka jak dawniej, ale nie chodzi mi o to, że się starzejesz. Mam na myśli raczej to, że stałaś się dojrzałą kobietą i kierujesz się rozsądkiem chyba aż za bardzo, bo straciłaś siebie.
-Dobra koniec, bo się zaraz pokłócimy... Co zamierzasz? Mów konkretniej.
-Okej, no więc chcę po prostu mieć pewność, że nic do mnie nie czujesz i nie mamy żadnych szans na wspólną przyszłość. Obiecuję, że nie będę nachalny, a Ty w niedzielę po prostu powiesz mi jasno, czy myślimy nad stworzeniem prawdziwej rodziny i wrócisz ze mną kiedyś do Meksyku, czy mam o Tobie zapomnieć. Jeśli tak, to zniknę i więcej mnie nie zobaczysz. Wybór należy do Ciebie i to Ty podejmiesz decyzję. Obiecuję, że nie będę jej kwestionować, bo nie mam przecież prawa do niczego Cię zmusić. Jeśli powiesz, że mam zniknąć, zrobię to.
-Wyrzekniesz się swojej córki przez nieszczęśliwą miłość do mnie? To bez sensu i nie mogę się na to zgodzić. Jak Ty to sobie wyobrażasz? Poznałeś swoje dziecko, a teraz co? Chcesz o niej zapomnieć i wrócić do Meksyku?
-O córce nie zapomnę, Dul. Ale muszę uwolnić się od przeszłości i zapomnieć o Tobie raz na zawsze. Z każdą chwilą kocham Esperanzę coraz bardziej i naprawdę nie chcę z niej rezygnować, z Ciebie też nie. I właśnie o to w tym wszystkim chodzi... Przez ten tydzień podejmiesz ostatnią decyzję i postaraj się podjąć ją tak, żebyś jej nie żałowała, okej?
-No dobra... Ale co jeśli stwierdzę, że nie chcę Cię więcej widzieć? Dopiero co byłeś na mnie zły, bo nie dałam Ci poznać naszego dziecka, a teraz z własnej woli...
-Nie, to nie do końca tak... Teraz Esperanza jest jeszcze mała, ale proszę Cię, żebyś za jakiś czas powiedziała jej prawdę i dała możliwość wyjazdu do Meksyku, żeby mogła mnie poznać. Zaufam Ci i wiem, że mnie nie zawiedziesz, bo zależy Ci na naszym dziecku.- byłam w szoku, słysząc takie ustępstwa z jego strony.
-Dobrze, ale nadal czegoś nie rozumiem... Nie mógłbyś po prostu chociażby dwa razy do roku nas tu odwiedzać, żeby spotykać się z córką?
-Aj, Duluś... Jasne, że bym mógł i bardzo bym chciał się z nią widywać, ale nie byłbym w stanie patrzeć jak tworzycie piękną rodzinkę z Pablem. A ja pojawiałbym się czasami, mieszał dziecku w głowie, zawracał Ci dupę i toczył cichą wojnę z Pablem... Nie, dziękuję, wolę się całkiem usunąć i poczekać, aż Esperanza będzie naprawdę gotowa, żeby się ze mną spotkać. Do tego czasu może ułożę sobie życie z kimś innym i...- wiedziałam już do czego znów zmierzał.
-I zapomnisz o mnie, tak wiem. Ucker to nie jest dobre rozwiązanie... Gadasz na mnie, a sam jesteś strasznym egoistą. Myślisz, że Esperanza będzie chciała ojca, który ją zostawił, bo nie jest na tyle silny, by pogodzić się z tym, że jego ukochana jest z kimś innym, bo kiedyś był idiotą i sam z niej zrezygnował. Wybacz, ale taka prawda... Nie potrafisz pogodzić się z przegraną i wolisz po prostu na to nie patrzeć.
-Dulce, tu nie chodzi o przegraną! A powiedz mi, dlaczego jesteś tutaj? Ty też uciekłaś, by zapomnieć o przeszłości, mądralo. Też pewnie nie mogłaś na mnie patrzeć po tym, co się stało...
-To co innego, ale mówimy teraz o obecnej sytuacji, nie o przeszłości.
-No dobrze, jasne... Dobra, nie będę z Tobą dyskutować. Sprawa wygląda tak: Po wspólnym tygodniu podejmiesz ostateczną decyzję co do naszego życia. Jeśli odkryjesz, że nasza miłość istnieje i będziesz chciała o nią walczyć, to stworzymy rodzinę i nigdy więcej nie spotka Cię w życiu żadna krzywda i będziecie szczęśliwe. Ale jeśli upewnisz się, że nic do mnie nie czujesz, to nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Wtedy ja zacznę życie od nowa, a Ty powoli będziesz przyzwyczajać Esperanzę do tego, że jej ojciec gdzieś jest i na nią czeka. Z wiekiem opowiesz jej więcej, tak żeby do żadnego z nas nie miała pretensji. Nie skontaktuję się z Tobą i Ty też tego nie rób. Jedyne, o co Cię proszę, to wysyłanie mi co jakiś czas zdjęć naszej córki, żebym mógł zobaczyć, jak rośnie. Uważam, że to dobry pomysł, bo w ten sposób oboje odpoczniemy od siebie i nie będziemy musieli bawić się w podwójne życie. Nie przyjmuję odmowy i musisz ten plan zaakceptować, ale resztę szczegółów dogramy w niedziele na początek naszego wspólnego życia lub koniec znajomości.- nie pochwalałam tego planu, ale niczego lepszego nie wymyślę, więc muszę się zgodzić.
-No dobrze, chociaż to trochę chore i jakby masochistyczne. Czyli że przez tydzień mamy spędzić razem dużo czasu, tak? Mała o niczym nie wie, a Pablo nawet nie ma pojęcia, że tu jesteś. Co Ty chcesz przez ten tydzień robić? Wiesz, trochę sobie tego nie wyobrażam...
-Coś wymyślimy, a teraz już chodź do Esperanzy, chcę się nią nacieszyć.- wstał i zasunął za sobą krzesło, po czym podał mi rękę, bym z nim poszła.
-Mamo, ten mały szmaciarz mnie wyzywa!- krzyknęła moja słodka córcia, gdy tylko weszliśmy na sale, a wszyscy rodzice tak głupio się na nas popatrzyli.
-Kochanie, nie wolno tak mówić o innych dzieciach.- ukucnęłam przy niej i próbowałam do niej dotrzeć, ale w głębi serca czułam, że to dopiero początek.
-Dzieciach? Pff, to nie dziecko tylko pokemon.- ledwo powstrzymywałam śmiech, a Ucker aż się dusił.
-Przestań już i idź się ładnie bawić, dobrze?
-Ale mamo, okrzycz tego...- nie chciałam słyszeć kolejnego wyzwiska.
-Tego chłopca?
-Mniej więcej.- powiedziała, śmiejąc się.
-Ty mały!- mina matki tego gówniarza, kiedy ściągnęłam buty, weszłam do kolorowych kulek i podeszłam do niego, była bezcenna, haha. -Odczep się od mojej córki, bo następnym razem porozmawia z Tobą ten pan, a wtedy nie będzie przyjemnie.- oczywiście wskazałam na Uckera. -Zrozumiano?- zapytałam, udając groźną i na siłę poważną.
-Tak.- wydukał i spuścił głowę.
-A teraz przeproś tą księżniczkę i zmykaj się dalej bawić.- powiedział Ucker i podszedł do nas, trzymając Esperanzę za rękę.
-No dawaj, ukłoń się królowej i spadaj.- dodała moja córeczka z typową miną zwycięzcy.
-No dobra wredoto... Przepraszam.- powiedział i pobiegł dalej, a Espe zaczęła się śmiać.
-Dziękuję za pomoc, możecie się oddalić.- dostaliśmy po buziaku od naszego dziecka, co Uckera strasznie ucieszyło. -Albo nie, poproszę kolejną sesję zdjęciową.- zmieniła zdanie po chwili i zaczęła pozować do zdjęć, które do znudzenia musieliśmy robić.

Ucker:
Mam cudowną córeczkę! Jest taka słodka i zabawna, nawet chyba bardziej niż jej mamusia. Już ją kocham i ciężko mi będzie się z nią rozstać w niedzielę, co pewnie mnie czeka, bo wątpię, żeby coś się zmieniło. Ale to teraz nieważne, martwić będę się za tydzień, póki co mogę korzystać z czasu spędzonego z ukochaną kobietą i naszym dzieckiem. Nie mogłem przestać się śmiać po naszej wspaniałej akcji obronnej i w ogóle nie mogłem z Esperanzy i jej typowo Dulowych tekstów. Robiła pięćset min na minutę, a my staliśmy z telefonami i pstrykaliśmy jej zdjęcia.
-Boże, ona mnie kiedyś wykończy takimi akcjami...- westchnęła Dul, śmiejąc się delikatnie.
-Jesteś z niej dumna w takich chwilach i nie udawaj, że jest inaczej. Pewnie sama miałaś ochotę wyśmiać i nawyzywać tego chłopca.- zaczęła się śmiać i spojrzała na mnie z takim szerokim i ciepłym uśmiechem, jaki ma tylko moja Dulcia.
-Skąd wiesz? Nie no... Bycie matką zobowiązuje i muszę jej dać dobry przykład i trochę ją utemperować, ale masz rację miałam ochotę przyłączyć się do niej i wyzwać te dziecko. A wiesz czemu tego nie zrobiłam?
-Bo nie chciałaś robić afery i dawać dziecku złego przykładu...
-Tak, to też... Ale głównie dlatego, że mam świadomość tego, że moja córeczka święta nie jest i pewnie sama zaczęła go wyzywać, więc byłby trochę przypał, gdybym jeszcze ja rzuciła się na tego biednego chłopca.- aj, tak bardzo ją kocham... W głębi duszy nadal jest tą moją szaloną Dulisią i niewiele się zmieniło.
-No tak, ale już sobie to wyobrażam... Szczerze nie wiem, jak Ty to robisz, że zachowujesz powagę, kiedy ona gada tak śmieszne rzeczy.
-Też nie wiem, ale uwierz mi, że tego da się po prostu nauczyć. Często leżąc wieczorem w łóżku, przypominam sobie jej teksty z całego dnia i dopiero wtedy wybucham niekontrolowanym śmiechem. Czasami nawet to zapisuję, żeby za kilka lat jej to pokazać. Moich tekstów nikt nie zapisał, a szkoda, bo też były niezłe.
-A no były, zwłaszcza jak mnie wyzywałaś. Kilka z nich mam zapisane w pamięci i w sercu, więc nie zostaną tak szybko zapomniane.
-To się okaże w niedzielę. Mam jeszcze jedno pytanko dotyczące tego układu.
-Co jeszcze?
-Naprawdę nie ma opcji, że zostaniemy przyjaciółmi i zostawimy resztki kontaktu. Nie chcę znów na długie lata być całkowicie odseparowana od przeszłości.
-Nie, Dul już Ci mówiłem... Albo wszystko albo nic, tu nie ma kompromisów, bo ich po prostu nie zniosę. Coś Ci zaraz powiem, tylko usiądźmy.- Esperanzie już znudziła się sesja zdjęciowa i poszła się dalej bawić, a my usiedliśmy na wygodnej, niebieskiej kanapie z dala od innych rodziców.
-Co chcesz mi powiedzieć? Zaciekawiłeś mnie.- a to ciekawska małpa, jak zwykle...
-Kiedy Ty porządkowałaś swoje życie i tworzyłaś rodzinę z Pablem i naszą córką, ja jak wiesz na początku byłem z Ann. Potem dowiedziałem się o jej kłamstwie i zostałem praktycznie sam... O tym już trochę gadaliśmy, ale pewnej rzeczy Ci nie powiedziałem. Nie mogłem wytrzymać we własnym życiu i miałem już wszystkiego dosyć. Byłem w głębokiej depresji, ale przecież nikt się tym nawet nie przejmował. Po pracy dla Amadora nadal miałem dziwne stany lękowe, które zresztą sama poznałaś. Nadal pracowałem w firmie, ale byłem cieniem człowieka. Dramatyczne sceny w pamięci, tęsknota za Tobą, poczucie winy, beznadziejności, brak motywacji i samotność... To wszystko razem tak mnie przytłoczyło, że kilka razy próbowałem popełnić samobójstwo.- po tych słowach oczy Duli stały się dwa razy większe ze zdumienia.
-Ucker... Boże, trzeba było do mnie dzwonić. Wróciłabym, gdybym wiedziała, że jesteś w tak złym stanie.- ona tak strasznie się przejęła, a ja uśmiechnąłem się do niej delikatnie, bo cieszyła mnie jej troska.
-Przestań, nie myśl sobie, że mówię to po to, żeby wzbudzić w Tobie litość. Chcę, żebyś po prostu o tym wiedziała. Ale wracając do rzeczy... Wiesz co zawsze mnie powstrzymywało przed zrobieniem sobie krzywdy?
-Co?
-Myślałem wtedy o Tobie i o tym, co dobre w moim życiu. Później następował taki moment, że wyciągałem nasze zdjęcia i list od Ciebie. To mnie uspokajało, choć zawsze wtedy płakałem jak dzieciak. Pierwsze półtora roku po twoim wyjeździe było dla mnie piekłem i ledwo wytrzymywałem psychicznie. W końcu nastał taki moment, kiedy uświadomiłem sobie, że jestem tchórzem i nigdy nie odważę się ze sobą skończyć. Musiałem więc wymyślić coś innego, bo miałem naprawdę dosyć takiego życia. Stwierdziłem w końcu, że muszę iść na jakąś terapię. Okazało się właśnie, że mam głęboką depresję. Po wielu spotkaniach z psychologiem, a nawet z psychiatrą i przyjmowaniu mnóstwa leków, pozbyłem się tego ciężaru. Kilka miesięcy temu odstawiłem leki, bo mój lekarz stwierdził, że wszystko już ze mną w porządku. Poczułem wtedy wielką ulgę i w pełni odzyskałem chęci do życia. W dodatku akurat dowiedziałem się wtedy, że Amadora zabili w więzieniu, więc w ogóle stałem się człowiekiem wolnym od strachu. Mój psycholog, który później już był dla mnie jak przyjaciel, poradził mi wyjazd w nowe miejsce, by odpocząć i wyrwać się z rutyny.
-A tu spotkałeś mnie, co na nowo Cię przybije, jeśli w niedzielę usłyszysz NIE... Jeśli mówisz mi to, żeby wpłynąć na moją decyzję, to wiedz, że Ci się nie uda, a tylko sprawisz, że będę się dręczyć.
-Nie, nie, nie... To nie jest próba manipulacji, już mówiłem. Chcę po prostu, żebyś mnie lepiej zrozumiała, bo nadal masz problem z pojęciem tego, czemu nie wytrzymam przy Tobie, nie mając Cię i wiedząc, że jesteś z Pablem. Znam już siebie i wiem, że jeśli postanowimy się więcej nie widywać, to tak będzie i z czasem to zaakceptuję. Od nowa będę musiał przezwyciężyć tą tęsknotę, ale teraz już nie będzie tak źle, bo mam sens życia, Esperanzę. Zresztą zamierzam po powrocie odnowić znajomość z Ann i Poncho niezależnie od twojej decyzji.
-Teraz już bardziej rozumiem... Chcesz zamknąć stary rozdział w życiu, włożyć wszystko do szufladek STRACONE i ODZYSKANE i zacząć od nowa, prawie od zera?...
-Tak, dokładnie. Mam jeszcze szansę na normalne życie, tylko muszę tego chcieć. Nie mogę zapomnieć o przeszłości i odciąć się od niej, ale muszę właśnie sobie ją pogrupować. W tym tygodniu zacznę od Ciebie i naszej miłości, a później pójdę dalej i zobaczymy jak się to wszystko ułoży. Bez względu na wszystko, w moim życiu i sercu zostawię miejsce dla Esperanzy, choć dla Ciebie być może nie. Dobrze to ujęłaś, muszę posegregować poszczególne elementy mojego życia na stracone i odzyskane i to od Ciebie zależy, gdzie się znajdziesz. Cała reszta zależy już ode mnie i ja tym pokieruję.
-Na pewno nie załamiesz się, jeśli Cię odrzucę?- zapytała troskliwym głosem.
-Nie i Ty się tym już nie martw. Podejmij decyzję, którą uważasz za słuszną i najlepszą dla siebie, ale przede wszystkim kieruj się sercem nie rozsądkiem. Marzę o tym, żeby było tak jak dawniej, a nawet lepiej, ale zależy mi na szczęściu osób, które kocham, czyli twoim i naszej córki. W tym momencie wy jesteście moim priorytetem i chciałbym, żeby tak zostało...- oboje już mieliśmy w oczach łzy, a Dul nagle wtuliła się we mnie słodko.
-Nie wiem, jak to będzie, ale proszę bądź silny i nie daj się zniszczyć i pamiętaj, że masz dla kogo żyć.- powiedziała mi cicho na ucho, kochana jak zwykle.
-Dziękuję, skarbie.- ścisnąłem ją mocniej, tak bardzo tego potrzebowałem... Wyżyć się na kimś w przyjemny, spokojny sposób, pozwolić opaść emocjom bez potrzeby zrobienia dziury w ścianie.
-Nie żebyś mnie zgniatał...- powiedziała ironicznie, ale śmiała się wesoło.
-Oj, przepraszam.- poluźniłem uścisk, a po chwili całkiem ją puściłem.
-Dobrze, że Espe nie widziała, bo zaraz by było tysiąc pytań na minutę.- zaśmiała się, patrząc w stronę naszej córki, która akurat bawiła się w najlepsze.
-No pewnie tak... Boże, jak ja Cię kocham.- powiedziałem po chwili wpatrywania się w Dul, nie odpowiedziała, a tylko uśmiechnęła się delikatnie i szczerze.


No cześć skarby moje!! ❤Jeeej, jaka ja dzisiaj kochana xD Ale wiecie, święta idą ;) Wiecie co dzisiaj jest? Światowy dzień Vondy ❤❤❤ Jakoś w tym roku cicho nawet na tt, ale to pewnie przez Uckera... :/ No i jest jeszcze ta smutna strona dnia dzisiejszego, czyli 8 lat bez RBD :( Nmg tego pojąć... 8 lat temu oficjalnie zakończył się zespół RBD, ale magia została na zawsze, a fani nadal pamiętają i jeszcze długo nie zapomną ❤ Tyle zawdzięczam RBD i zbuntowanym, mimo że poznałam ich na długo po rozpadzie zespołu, to zostaną na zawsze ze mną ❤ Piszę to co roku, ale cóż xD 
Coraz bliżej święta!! :D Mam jutro wigilię klasową, będzie impreza, haha :D Jest zimno, a ja idę w sukience, nwm co mnie podkusiło, ale ok :) 
No to prawdopodobnie rozdział wam dodam w święta jako prezent, ale gdyby się nie udało do Wigilii, to już dziś: 
WESOŁYCH ŚWIĄT!! 😘❤

środa, 14 grudnia 2016

32. "Są dwie opcje"

Ucker:
Nie mogłem uwierzyć, w to co się stało... Jak Dulce mogła ukryć przede mną, że mamy córkę? Naprawdę jestem wyrozumiały i wiele potrafię zrozumieć, ale to już przegięcie. Jak można wychowywać dziecko z dala od ojca, który nawet nie wie o jego istnieniu?! Jakoś do mnie nie docierało, że moja Dul mogła zrobić coś takiego, ale niestety nawet ona jest zdolna do największych podłości. Nie no ja rozumiem, gdybym naprawdę sobie na coś takiego zasłużył, był ostatnim gnojem i mógł zrobić krzywdę jej lub Espe... Ale przecież ona zna mnie bardzo dobrze i sama nieraz mówiła, że jestem kochany i choć nie święty, to dla bliskich zrobię wszystko. Mówiła tak, wierzyła we mnie... A co zrobiła? No właśnie, coś zupełnie sprzecznego. A więc nic się nie zmieniło od czasów szkoły... Dulce jest typem osoby, która mówi jedno, a robi drugie. Zawsze uważałem ją za kobietę mądrą, odważną i uczciwą, bo co do jej nierozwagi wątpliwości nie miałem, bo już nie raz ją pokazała. Miałem jednak nadzieję, że po pewnych przeżyciach wreszcie wydoroślała i nauczy się dokonywać słusznych wyborów, a Pablo jej w tym pomoże. No ale cóż... Jedno okazało się głupsze od drugiego, a więc dobrali się idealnie. Byłem cholernie zły na Dulę, ale nie chciałem się z nią kłócić, bo to do niczego nie prowadzi. Generalnie rozmowa pod wpływem emocji, tym bardziej z nią, nie ma sensu i może się źle skończyć. Postanowiłem więc porozmawiać z nią, jak się uspokoję i ułożę to sobie w głowie. Myślałem, że to będzie kwestia kilku dni, ale los (lub gdyby w to wierzyć przeznaczenie) trochę mnie zaskoczył... 

Następnego ranka poszedłem pobiegać, bo wysiłek fizyczny to chyba jedyne co może mnie teraz odstresować. Postawiłem na bieg po plaży. Tak więc oczywiście na boso biegłem wzdłuż plaży przy samej wodzie. Było koło siódmej rano, wszędzie pusto. Dosyć mocne fale zimnej wody co jakiś czas obmywały moje nogi z piasku, co w tym przypadku było mega przyjemne. Nagle na mojej drodze zobaczyłem kobietę z głupimi włosami powiewającymi na wietrze i w długim ciepłym sweterku. Stała przy wodzie i pozwalała morzu moczyć swoje nagie stopy. Dopiero, kiedy byłem bliżej, zorientowałem się, że to Dulce. Zatrzymałem się przy niej, a ona nawet mnie nie zauważyła. Patrzyła w stronę morza w bliżej nieokreślony punkt, była głęboko zamyślona, a po jej policzkach spływało kilka dużych łez.
-Hej.- powiedziałem w końcu, stojąc tuż za nią.
-Ucker, co Ty tu?...- pytała mocno zszokowana moją obecnością, szybko wycierając rękawem łzy.
-Poranne bieganie po plaży na odstresowanie. To lepsze niż wypłakiwanie się w morze, powinnaś spróbować. Może by Ci trochę ulżyło, bo ewidentnie gryzą Cię wyrzuty sumienia.- uśmiechnąłem się delikatnie, nie umiem się na nią tak całkiem złościć, naprawdę.
-Co zamierzasz?- zapytała, spoglądając na mnie smutnym wzrokiem.
-Boisz się, co? I słusznie, bo gdybym chciał, to mógłbym Cię zniszczyć i zabrać Ci dziecko... Wiesz o tym?- stanąłem tuż za nią i mówiłem wprost do jej ucha, miziając nosem jej szyję.
-Ucker, błagam... Zrobię wszystko, tylko nie rozdzielaj mnie z moim dzieckiem.- wpadła w histerię, odwróciła się do mnie i błagała, płacząc rozpaczliwie.
-Ejej, uspokój się!- złapałem ją mocno za ramiona i potrząsnąłem gwałtownie.
-Jak mam się uspokoić?! Moje życie znowu staje się dnem, odkąd się pojawiłeś!! Nienawidzę przeszłości, Ciebie i wszystkiego co z Tobą związane! Nie dotyczy to Esperanzy, bo ona jest moją córką! Tylko moją, rozumiesz?!- wpadła w jeszcze większą panikę i zaczęła się na mnie drzeć, pewnie dostałbym nieraz po mordzie, gdybym jej nie trzymał.
-Zamknij się Duluś, wystarczy.- przyciągnąłem ją mocno do siebie, a ona dalej się rzucała i próbowała się wyrwać, ale po chwili odpuściła i stała wtulona w moje ramiona, zanosząc się płaczem. -Płacz maleńka, wypłacz te wszystkie złe emocje.- mówiłem cicho, przytulając ją mocno i głaskając po plecach.
-A co mi to da? Jak mam być spokojna, kiedy...- przerwałem jej, bo już nie mogłem słuchać jej rozżalonego głosu.
-Ej, co ja wcześniej powiedziałem? Nie słuchasz ze zrozumieniem, a później wielkie pretensje i bulwers... Powiedziałem, że gdybym chciał, to mógłbym Cię zniszczyć i zabrać Ci Małą. Powtarzam... Gdybym chciał!- wyjaśniłem, akcentując te dwa słowa, a ona dalej patrzyła na mnie jak na kosmitę. -Poziom twojej inteligencji zawsze powalał mnie na kolana, ale to już przesada... Mógłbym Ci zrobić teraz najgorsze świństwo i jako człowiek mam na to wielką ochotę, ale nie jako mężczyzna bez pamięci w Tobie zakochany. Dul, kocham Cię i choćby nie wiem co, nie pozwolę, żebyś cierpiała. Głupi jestem, nie?- po tych słowach Dulce znowu zalała się łzami, ale to były już inne łzy.
-Boże, dziękuję!- krzyknęła, wtulając się we mnie z powrotem, a ja objąłem ją z całej siły, to była dla mnie chwila, kiedy po prostu mogłem jej dotknąć, nacieszyć się jej bliskością, a jej w tym momencie kamień spadł z serca i się względnie uspokoiła. -Naprawdę nic nie zrobisz?- zapytała po chwili, odrywając się ode mnie na krok.
-Sam nie, ale nie licz, że wrócę do domu i o wszystkim zapomnę. Razem musimy podjąć jakąś decyzję, to NASZE dziecko.- mocno zaakcentowałem to słowo, żeby zwrócić na nie uwagę Dul.
-Co masz na myśli? Wybacz, ale jesteś tylko biologicznym ojcem Espi, ona Cię prawie nie zna, a za ojca uważa Pabla.- lepiej mnie nie wkurzaj Dulisiu...
-Ale to ja nim jestem i chcę mieć pełne prawa do mojego dziecka, do cholery!- lekko podniosłem głos, a ona odsunęła się do tyłu przestraszona.
-Wiem, nie krzycz na mnie... Ale co zamierzasz? Przylatywać po nią z Meksyku co weekend? Sorry, ale to nie ma sensu, a my tam nie wracamy.- gdyby to nie była Dul, to już bym ją tu chyba rozniósł.
-Nie, dlatego musimy coś wymyślić. Przede wszystkim ona musi się dowiedzieć prawdy i lepiej mnie poznać.
-Nie, na wyznania przyjdzie jeszcze czas, ale okej... Na razie możesz odwiedzać nas, kiedy zechcesz, żeby poznać lepiej Esperanzę. Nie mówmy jej nic, niech najpierw Cię bardziej polubi. A co do praw... Masz je tak samo jak ja i możesz decydować o życiu naszego dziecka. Teoretycznie, bo wiadomo, że więcej do gadania ma matka, która jest z dzieckiem od urodzenia i wie, co dla niego dobre.
-No dobrze, niech Ci będzie. Ale nic nie kombinuj i zrozum, że nie jestem twoim wrogiem. Oboje mamy ten sam cel, czyli dobro naszej córki, więc nigdy nie działaj przeciwko mnie, bo taryfa ulgowa nawet dla Ciebie może się skończyć.
-Grozisz mi?
-Nie, tylko ostrzegam i uświadamiam Ci, że nawet moja miłość do Ciebie ma jakieś granice.
-Wiesz co? Wątpię... Udowodniłeś teraz, że jesteś głupi i wybaczasz mi wszystko, a nawet już potrafisz na mnie nie krzyczeć tak bardzo i nie wybuchnąć. I wiesz co? W ogóle się Ciebie nie boję.- jaka odważna... Jeszcze przed chwilą płakała i błagała mnie o litość, a teraz gada na luzie ze słodziutkim uśmiechem, haha.
-Aj Duluś, Duluś... Ty całe życie wychodzisz ze wszystkiego bezkarnie, też bym tak chciał.
-No nie wiem, czy ze wszystkiego... Wydaje Ci się.
-No dobra, nieważne. Naprawdę mnie nienawidzisz?- zapytałem, patrząc jej w oczy, po czym usiedliśmy na piasku.
-Nie wiem... Nie. Byłam wkurzona, tak mi się powiedziało. Chciałabym Cię znienawidzić, ale nie mogę, nie da się.
-Znam to uczucie, masz rację... Nie da się znienawidzić ukochanej osoby, choćby nie wiem co... Choćby nawet się okazała straszną egoistką, kłamczuchą i idiotką, to nie można jej znienawidzić.
-Ucker, nie chodzi mi o to że... Po prostu jesteś za dobry, żeby Cię nienawidzić. Jesteś strasznie upierdliwy, wiesz? Odkąd tu jesteś, powtarzam Ci, że nasza miłość już nie istnieje, a Ty dalej swoje...- ona znowu sama do tego wraca, haha.
-To nie jest bycie upierdliwym, tylko raczej nieugiętym i konsekwentnym. Po za tym nauczyłem się być optymistą i wierzę, że gdzieś na dnie twojego serca została resztka dawnych uczuć.
-Nie, ta miłość wygasła, umarła i już jej nie ma.
-Dzięki Tobie zacząłem głęboko wierzyć w magię miłości. I wiesz co Ci powiem? Niemożliwe, żeby tak po prostu wygasła. Są dwie opcje: Albo w ogóle mnie nigdy nie kochałaś, a to wszystko w przeszłości było pomyłką. Albo to jest prawdziwa miłość, kochałaś mnie i kochasz nadal. Innej możliwości nie ma, bo prawdziwa miłość się nigdy nie kończy. Odpowiedz sobie więc teraz na pytanie, czy na pewno mnie nie kochasz, ale pamiętaj, że oznacza to, że nigdy nie było żadnej miłości. Wiesz, jak wygląda to z mojej strony, ale pewnie sama do końca nie wiesz, co czujesz i co czułaś. Nie musisz odpowiadać mi, odpowiedz tylko sobie. Nie będę na Ciebie naciskał i najlepiej nie wracajmy już do tematu, bo wyobraź sobie, że ja też mam uczucia i ranisz mnie powtarzaniem w kółko, jak bardzo masz na mnie wyjebane.
-Przepraszam, ale...- położyłem palec na jej ustach.
-Ćśś, koniec tematu... Nauczę się mieć na Ciebie tak samo wyjebane i pewnego dnia będzie mi zależeć już tylko na mojej córce, a Ty staniesz się zwykłym wspomnieniem bez większej wartości. Będziesz dla mnie jak obca kobieta, która przypadkiem została matką mojego dziecka. Czekam z niecierpliwością na ten moment, bo będzie to mój wielki sukces, rozpoczęcie nowego etapu w życiu.- to już nie była próba manipulacji, mówiłem w pełni poważnie.

Dulce:
Chyba trochę mnie zabolały słowa Uckera... Dlaczego? Czyżbym nadal go jednak kochała? A może wstrząsnął mną sam fakt, że miałabym stracić na wartości?... On naprawdę bardzo mnie kocha, czuję to i po prostu wiem! Chce o mnie zapomnieć i uznaje to za sukces... Okej, dla niego to lepiej, bo przestanie cierpieć z mojego powodu. Zdaję sobie sprawę z tego, że krzywdzę go, odrzucając jego miłość i czasami gadając wredne rzeczy. On jest aniołem i chcę jego szczęścia, bo na nie zasłużył. Tylko teraz mam mały problem... Przez niego zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno przestałam go kochać. Sama już nie wiem, czy wierzę w prawdziwą miłość, ale gdybym wierzyła, to musiałabym mu przyznać rację, jeśli chodzi o tą teorię.
"Są dwie opcje: Albo w ogóle mnie nigdy nie kochałaś, a to wszystko w przeszłości było pomyłką. Albo to jest prawdziwa miłość, kochałaś mnie i kochasz nadal. Innej możliwości nie ma, bo prawdziwa miłość się nigdy nie kończy. Odpowiedz sobie więc teraz na pytanie, czy na pewno mnie nie kochasz, ale pamiętaj, że oznacza to, że nigdy nie było żadnej miłości."
Zapadło mi to w pamięci i długo próbowałam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Jak mocno go kiedyś kochałam? To była prawdziwa miłość? Jak to odróżnić?... Nie wiem, czy cokolwiek jeszcze do niego czuję... Trudno to określić, bo być może nie jest mi całkowicie obojętny, ale nie musi to od razu oznaczać, że go kocham... Może po prostu mam do niego jakiś sentyment, bo jest ojcem mojej córki? A może to jednak miłość, przecież kiedyś szalałam na jego punkcie i nie mogłam bez niego żyć, a nie byłoby tak, gdyby nie wielka miłość, prawda? Ja już nic nie wiem... Jedyne czego jestem pewna to, że moja córka ma cudownego ojca, który nie zniszczy jej życia jak matka, bo nie jest takim cholernym samolubem. Chciałabym poznać swoje uczucia, móc choć na chwilę wrócić do przeszłości i niezależnie od wyboru być w pełni szczęśliwa. Tak naprawdę to nigdy ani przez chwilę nie czułam tylko szczęścia, zawsze było coś jeszcze... Kiedyś strach, później zaniedbanie, niepokój a przez ostatnie trzy lata po prostu pustka, tęsknota. Nie znam pełnej definicji szczęścia, bo chyba nie jest mi ono dane. Nawet gdybym teraz stwierdziła, że kocham Uckera, to co miałabym zrobić? Spakować się, wziąć małą, zostawić list pożegnalny dla Pabla i wrócić do Meksyku? Jakoś sobie tego nie wyobrażam... Nie mogłabym mu tego zrobić i nie miałabym przecież pewności, że to dobra decyzja. Dobra, Ucker zna prawdę, za tydzień wyjeżdża, ale już nie zniknie z mojego życia, więc mam czas, żeby się przekonać, co czuję. Gorzej jeśli on pierwszy osiągnie swój sukces i wymarze mnie z serca... To byłby dla mnie duży cios i upokorzenie. Miejmy nadzieję, że za jakiś czas oboje potraktujemy nasz związek za krótki epizod i żadne z nas nie będzie chciało do tego wracać, a łączyć nas będzie tylko dziecko. Pozostaje jeszcze jedna kwestia... Jak to pogodzić? On mieszka w Meksyku, a my tu na Karaibach. Nie będzie problemu, jeśli Ucker stwierdzi, że będzie widywać się z Espe przykładowo trzy razy w roku. Gorzej jeśli będzie chciał widzieć ją często i brać czynny udział w jej wychowaniu. Wtedy któreś z nas będzie zmuszone zmienić miejsce zamieszkania... 

Wróciłam do domu po spotkaniu z Uckerem, a po kuchni już od rana kręcił się Pablo, szykując się do pracy. Wczoraj wrócił tak późno, że nawet się z nim nie widziałam, ale to w sumie dobrze, bo byłam w takiej rozsypce, że nie byłabym w stanie z nim rozmawiać i zaraz by się czegoś domyślił, a ja na razie nie chcę, żeby wiedział. Nawet moja kochana córeczka była wczoraj jakby niespokojna i mega troskliwa, jakby czuła, że coś się stało. Spała ze mną, bo stwierdziła, że po zjedzeniu takiej ilości pizzy będzie miała koszmary i przyjdzie do niej duch o imieniu Sto Kilo i ją zje. No cóż, na dziecięcą wyobraźnie nic nie poradzisz, możesz to co najwyżej zapisać... Kiedy weszłam do kuchni, Pablo przytulił mnie od tyłu i zaczął całować po szyi.
-Gdzie byłaś tak wcześnie, kochanie?- zapytał cicho i seksownie.
-Na spacerze. Nie najlepiej się czułam i musiałam się dotlenić.- naprawdę, ale to chyba niedziwne po nocy pełnej łez i zmartwień.
-Ale wszystko w porządku, czy mam Cię zbadać?- kochany Pablo od razu się mocno przejął.
-Spokojnie, jest okej. Po prostu bolała mnie głowa i trochę mi było słabo, ale już lepiej. Wiesz, że poranny spacer po plaży zawsze działa cuda.
-No okej, niech Ci będzie, ale mam wrażenie, że coś Ci jest.- aj, dlaczego on mnie tak dobrze zna?
-Nic mi nie jest, naprawdę.
-Idziesz się jeszcze położyć?
-Chyba tak. Myślę, że moja księżniczka jeszcze trochę pośpi, bo w sumie wczoraj położyła się dosyć późno.
-To leć jeszcze pod cieplutką kołderkę, bo trochę zmarzłaś. Ja dzisiaj znowu chyba mam dyżur do późna. A Wy macie jakieś plany na dziś?
-Ja to mam ochotę cały dzień spędzić w domu, ale ta mała wiedźma pewnie mi na to nie pozwoli i gdzieś mnie wyciągnie. Także nie wiem, jak coś to dam Ci znać.
-Okej. Dobra, słońce ja lecę, a Ty wracaj do łóżeczka, bo naprawdę trochę niewyraźnie wyglądasz.- dał mi soczystego, słodkiego buziaka, wziął kluczyki od samochodu i wyszedł, posyłając mi jeszcze buziaki z progu.
-Papa!- krzyknęłam za nim, zamknęłam drzwi na klucz i rzeczywiście poszłam jeszcze do sypialni.
Nawet nie musiałam się przebierać, bo na dworze byłam praktycznie w piżamie, więc od razu położyłam się koło mojej córki i szybko z powrotem zasnęłam.
Obudził mnie przemiły dźwięk, a mianowicie wesoły śmiech mojej córeczki. Zastanawiałam się, co ona się tak cieszy i byłam pewna, że włączyła sobie po prostu jakąś bajkę, która tak ją rozbawiła. Spojrzałam na zegarek, wskazywał 11, a ja najchętniej dalej bym spała. Nie no nie ma takich, jest sobota, muszę posprzątać w domu i w ogóle zrobić dziecku śniadanie, bo pewnie jest głodna. W sumie aż dziwne, że mnie nie obudziła z tekstem "Mamo, głodna jestem". Niechętnie zwlekłam się z łóżka i zaspana poszłam do pokoju mojej córki. Po drodze spojrzałam w lustro. Dobrze, że jestem u siebie w domu i nikt mnie nie widzi, bo wyglądałam tragicznie... Rozczochrane włosy, nie do końca otwarte oczy i moja piękna piżamka z różowym misiem. Idąc na dwór, trochę się ogarnęłam i założyłam sweterek, więc generalnie wyglądałam o niebo lepiej, bo teraz to po prostu porażka. Wchodząc do pokoju Esperanzy, doznałam szoku i aż mi się oczy otworzyły na całą szerokość. Na dywanie siedziała moja córcia z uwaga, uwaga... Z Uckerem!! Grali w "Zgadnij, kto to" i stąd ten śmiech.
-Mama!- krzyknęła Espe, rzucając mi się na szyję. -Grasz z nami?- zapytała wesoło.
-Wiesz co? Może ja się najpierw ubiorę i zrobię Ci śniadanko.- odmówiłam i już chciałam wychodzić.
-Nie musisz, wyglądasz jak zawsze pięknie. A śniadanie już jadłam, Ucker mi zrobił.- pięknie, haha ta to się zna...
-Aha, ok... To pójdę się tylko ubrać. Ucker, mogę Cię na słówko?- zapytałam z powagą.
-Mhm. Księżniczka poczeka?- zwrócił się do Esperanzy, a ona skinęła głową z uśmiechem.
-Okej, to chodź.- wstał i wyszliśmy z pokoju małej, po czym udaliśmy się do mojej sypialni.
-Co tu robisz i jak wszedłeś?- zapytałam, zamykając za sobą drzwi.
-Esperanza mi otworzyła. Ale spokojnie, nie otwiera obcym, zobaczyła mnie przez okno.- uśmiechnął się do mnie delikatnie.
-Okej, a po co tu jesteś?
-Pozwoliłaś mi przecież spotykać się z córką, więc przyszedłem. Nie sądziłem jednak, że będziesz jeszcze spać. Espe powiedziała, że byłaś wczoraj bardzo zmęczona i smutna, więc da Ci jeszcze pospać. Zamknąłem Ci drzwi od pokoju, żebyśmy Cię nie obudzili i zająłem się naszą córeczką. Zrobiłem jej śniadanie i poszliśmy się bawić do pokoju. Już wszystko wyjaśnione?- opowiedział, a z jego twarzy nie schodził uśmiech, był szczęśliwy przez czas spędzony z naszym dzieckiem.
-Tak, już wszystko jasne. Byłbyś bardzo dobrym ojcem, wiesz? Szkoda, że Ci to uniemożliwiłam... Przepraszam.- miałam w oczach łzy, bo coraz bardziej tego żałowałam i miałam straszny mętlik w głowie.
-Dul, skończ już... Wybaczyłem Ci, wszystko jest w porządku, naprawdę. Nie mam do Ciebie żalu i Esperanza też nie będzie go nigdy miała, zobaczysz. Ona bardzo Cię kocha, to widać i zresztą słychać. Jest mega kochaną i słodką dziewczynką, i mimo twojego wrednego charakterku, który odziedziczyła, jest od Ciebie dużo milsza i potrafi mówić miłe słowa.
-Te wszystkie dobre cechy to twoja zasługa, po mnie ma te gorsze. Ucker, nasza córka jest ewidentnie połączeniem naszych charakterów, taka trochę mieszanka wybuchowa. Przedszkolanki zawsze mówią, że Espi jest najbardziej problemowym dzieckiem w grupie i wszystkim dokucza, ale jednocześnie jest kochana i wrażliwa.
-Oj, nie przesadzaj, są na pewno jakieś dobre cechy, które ma po Tobie.
-Tak... Jest bardzo głośna, wesoła i wszędzie jej pełno. A po za tym to jeszcze ten wrodzony talent do denerwowania ludzi i zawsze wygrywania walki słownej. To tyle.
-Zawsze coś, z twoim charakterem przynajmniej sobie poradzi w życiu.
-A czy widzisz, żebym ja sobie radziła? Moja siła charakteru jest tylko powierzchowna, a w rzeczywistości czasem jestem zbyt delikatna i nadwrażliwa. Wiesz, że lubię udawać silną i niezniszczalną, ale to fikcja. Znasz chyba każde moje oblicze i sam nie raz mówiłeś, jak paskudny mam charakter i nie da się mnie lubić. Z Esperanzą byłoby tak samo, gdyby nie te kilka dobrych cech po Tobie i moje produkowanie się na temat tego, że jak będzie wredna, to jej nikt nie będzie lubił i w ogóle. Ale powiem Ci, że współczuję wszystkim, którzy musieli ze mną wytrzymać i próbowali mnie zmienić, bo teraz widzę, że to tak strasznie trudne i chyba niewykonalne.
-Oj tak, z Tobą zawsze było ciężko... Ale teraz jesteś wspaniałą matką i świetnie sobie radzisz z Espi, jest cudowną, dobrze wychowaną dziewczynką i znając Cię kiedyś w życiu bym nie powiedział, że to twoja córka.- lubię z nim tak normalnie, szczerze rozmawiać.
-Teraz tak mówisz, wczoraj słyszałam coś innego...
-Dul... Jesteś kłamczuchą i tchórzem, ale po za tym widzę, że bardzo się starasz i dbasz o nasze dziecko najlepiej jak potrafisz, a ona jest szczęśliwa i dobrze wychowana. Tak się dzisiaj temu lepiej przyjrzałem i spokojnie mogę Ci pogratulować, a to kłamstwo postaram się puścić w niepamięć.
-Jesteś kochany, dziękuję!- rzuciłam mu się na szyję z entuzjazmem. -I jeszcze raz przepraszam.- dodałam po chwili cichutko.
-Nie przepraszaj więcej i nie przytulaj się do mnie, bo przypominam, że staram się wyrzucić Cię ze swojego serca.- odsunął mnie delikatnie, ale nie spodziewałam się tego i chyba trochę mnie to zabolało gdzieś tam w środku.
-Aa ok, jasne. To... Idź jeszcze do Małej, a ja coś zjem, bo umieram z głodu.- trochę się pogubiłam przez niego, ale jakoś to wyszło i odnalazłam się w słowach choć w myślach nie do końca.
-Dobra. Wszystko w porządku?- spojrzał głęboko w moje oczy, a ja tylko skinęłam twierdząco głową.
Zeszłam na dół do kuchni i zrobiłam sobie śniadanie, to znaczy właściwie zagrzałam mój wczorajszy kawałek pizzy w mikrofali, bo wieczorem po rozmowie z Uckerem nie byłam w stanie nic przełknąć i jak najszybciej położyłam się spać. Siedziałam samotnie przy stole i zastanawiałam się nad tym, co się dzieje. Co czuję do Christophera i według jego teorii... Czy w ogóle go naprawdę kochałam? Co będzie dalej? Esperanza polubiła Uckera i świetnie się razem bawią. Na pewno chciałaby mieć kontakt z ojcem, jak już dowie się prawdy. Zresztą oboje na to zasługują... Tylko czy będę potrafiła tak żyć? Dzielić się z nim moim dzieckiem... A w dodatku nagle może się okazać, że go kocham. I co wtedy? Dla dobra nas wszystkich Ucker powinien zniknąć i on sam też dobrze to wie. Ale nie mam do niego żalu, rozumiem go i nie mogę go nawet o to prosić... Chce być ze swoim dzieckiem, to oczywiste. Ale dlaczego to mnie tak dużo kosztuje? Czuję, że w moim życiu nadciąga prawdziwa burza i boję się, czego mogę się spodziewać. Nie jestem gotowa na takie rewolucje, cholernie nie jestem na to gotowa! Nie chcę się dzielić dzieckiem, ale jednocześnie nie chcę kłócić się z Uckerem, bo zależy mi na zgodzie i spokoju. To trudna sytuacja, ale muszę się z nią zmierzyć dla dobra mojej córeczki, bo to ona jest tu najważniejsza. Nie ja, Ucker, czy Pablo... My się prawie nie liczymy, tylko ona! Muszę dojść do porozumienia z Christopherem, bo inaczej nie wytrzymam nerwowo. Potrzebuję jasnej decyzji z jego strony. Co dalej?... Stwierdziłam, że obowiązkowo muszę z nim konkretnie pogadać i nie pozwolić na odbieganie od tematu, jak to zwykle mamy w zwyczaju. W tym celu wymyśliłam coś przy okazji dla Esperanzy. Kiedy skończyłam śniadanie, poszłam do jej pokoju, gdzie wesoło bawiła się z Uckerem. Stanęłam w drzwiach, opierając się o ścianę i powiedziałam:
-Espi, mam pomysł. Może pójdziemy na bawialnię?
-Na kulki? Tak, tak, tak!- krzyczała uradowana i rzuciła mi się na szyję. -A Ucker pójdzie z nami?- zapytała po chwili, patrząc na mnie słodkimi oczkami.
-Tak, właśnie miałam to zaproponować. Jeśli masz czas, to chodź z nami, napijemy się kawy i POGADAMY.- zwróciłam się do Uckera, zaznaczając wyraźnie cel tej "wyprawy".
-Jasne, z chęcią z Wami pójdę.- zgodził się i spojrzał na mnie ze znaczącym uśmiechem.


Hejoo!! 
Oj ponad tydzień nic tu nie było, ale chyba rozumiecie... Czekałam na komy ;) Zresztą chyba nie muszę kolejny raz tłumaczyć, jak bardzo dużo mam nauki na medyku, a jak mało czasu xD Masakra, ta szkoła mnie wykończy... Doszłam do wniosku, że tęsknię za czasami gimnazjum, kiedy nigdy nie odrabiałam lekcji, nie uczyłam się, a i tak miałam prawie takie oceny jak teraz xD Jak niektórzy tutaj może pamiętają, wtedy dla mnie wieczór zaczynał się o 12 w nocy, chodziłam codziennie spać po 1 i jakoś funkcjonowałam :D To było piękne, ale tak sobie uświadomiłam, że już tak nie będzie, bo już nie mogę ciągle nic nie robić... Może być tylko gorzej :/ Masakra... Smutna rzeczywistość. Doceniaj gimnazjum, tak szybko odchodzi, haha xD Tak, mam dzisiaj dosyć dziwne myśli. Np taka sytuacja z dzisiaj: zaproponowałam psu wafelka, mówiąc "idź sobie weź, jest w szafce", bo zapomniałam, że jest psem hahaa xD Ale to chyba zmęczenie ;)
Ale dość bzdur (chociaż jak widzicie mam świetny humor i mogłabym tak bez końca xD), teraz coś ważniejszego: 
Skończyłam dzisiaj pisać to opowiadanie!! Zacznę kolejne, chociaż ostrzegam, że nie mam już 20- rozdziałowego zapasu, więc i tak muszę oszczędzać, dopóki nie napiszę sporo następnego. No to do kiedyś tam, kochane moje :*
Ej, wgl to jutro recytuję na polskim "Ode do młodości". Trzymajcie za mnie kciuki, nienawidzę recytacji przy klasie... :/
Jeeej, wszystko wraca do normy, rozpisałam się mooocno xD