czwartek, 25 sierpnia 2016

9. "Bo jestem beznadziejny!"

Dulce:
Bardzo długo siedziałam z Pablem w sypialni. Rozmawialiśmy i jak zwykle świetnie się przy nim czułam. Przy okazji wyjaśniliśmy sobie, co nas łączy. Wyznał mi miłość, co w sumie zbytnio mnie nie zdziwiło, bo czułam to już wcześniej. Odpłaciłam mu tym samym i także powiedziałam, że coś do niego czuję i jest dla mnie ważny. Finalnie postanowiliśmy być razem i niczego nie ukrywać. Uważam, że ukrywanie związku, to najgorsze, co może być. Zresztą w naszym przypadku byłoby to po prostu zbędne, bo przecież nie zdradzam męża, jeśli z nim nawet nie jestem, prawda? No właśnie, mój mąż... Wpadł wściekły do pokoju, kiedy całowałam się z chłopakiem.
-Co to ma znaczyć?!- krzyknął, odciągając Pabla ode mnie.
-Ucker, co Ty wyprawiasz?! Nie masz prawa wtrącać się w moje życie!- stanęłam przed nim i odpowiedziałam już lekko wzburzona.
-Nie życzę sobie schadzek żony z kochankiem w mojej sypialni!- był strasznie zły, ale dlaczego?... -Złaź z mojego łóżka i się wynoś!- dodał, a Pablo posłusznie zszedł z łóżka i stanął koło mnie.
-Uspokój się do cholery!- podeszłam do Uckera i spojrzałam mu w oczy.
-To niech on wyjdzie!
-Okej, ale za chwilę do Ciebie przyjdę i pogadamy.- wyszłam z pokoju razem z Pablem.
-Mam pomysł.- zaczął, kiedy byliśmy już na przedpokoju. -Zostaw tego histeryka samego w domu i chodźmy do mnie.- już chciałam się zgodzić, ale szybko to przemyślałam.
-Wiesz co? Chciałabym, ale muszę z nim zostać.- odpowiedziałam ze smutkiem.
-Nie wydaje mi się, aby to było bezpieczne. On jest niepoczytalny i może Ci zrobić krzywdę.- oj kochany, martwi się o mnie.
-Nie bój się, potrafię przejąć nad nim kontrolę. Znam go i wiem, jak z nim gadać. Muszę go trochę pocieszyć, bo się chłopak całkiem załamie. Zresztą pewnie rano nawiedzą nas rodzice i powinnam przy tym być. Przepraszam, nie zostawię tego kretyna samego.- uspokajałam go i tłumaczyłam.
-No okej, ale uważaj na siebie.- zgodził się, dał mi buziaka i wyszedł.
Czekała mnie najtrudniejsza misja tego dnia, oj przepraszam tej nocy. W sumie nie wiem, jak to określić, bo była 6 rano. Wróciłam do sypialni, gdzie na łóżku leżał załamany Ucker. Weszłam po cichu na łóżko i powoli się do niego zbliżyłam. Położyłam rękę na jego boku, jakbym chciała go od tyłu przytulić.
-Odejdź, zostaw mnie!- burknął, odpychając mnie, ale nawet się nie odwrócił i na mnie nie spojrzał.
-Ucker, przestań...- powiedziałam słodkim i czułym głosem, już serio go przytulając. -Czemu się wkurzasz?- zapytałam cicho.
-Chcesz wiedzieć czemu?!- bomba wybuchła... krzyknął, odwracając się i odpychając mnie bardzo niedelikatnie.
-Nie krzycz, pogadajmy.- byłam nadal spokojna, co było aż dziwne.
-Mam dość mojego życia! Mam dość Ciebie i tego, że zawsze byłaś lepsza i potrafiłaś mnie  zniszczyć, a mi nic nie pozostawało. A wiesz czemu? Bo jestem beznadziejny! Mamy taką samą sytuację w życiu, ale Ty masz silny charakter i radzisz sobie lepiej ode mnie. Zawsze tak było, zawsze kurwa!- krzyczał i żywo gestykulował, jakby chciał mnie uderzyć, ale się powstrzymywał.
-I dlatego będziesz teraz uprzykrzał mi życie i wyganiał mojego chłopaka z domu?! Czy to moja wina, że jesteś ciotą i nic Ci w życiu nie idzie? Nie wyżywaj się na mnie, bo nie jestem niczemu winna. Powiem więcej... Dzięki mnie chociaż bić się potrafisz. Czemu tak na mnie naskakujesz, co?- próbowałam z nim spokojnie porozmawiać, ale nie mogłam zrozumieć jego logiki i też już podniosłam głos.
-Czemu? Bo po raz kolejny okazuje się, że w chorej sytuacji to ja mam bardziej przejebane, a Ty masz zawsze z górki!
-Co Ty pieprzysz?! Przecież oboje siedzimy w tym zjebanym świecie, którym żądzą nasi starzy. Nie wiem, czy widzisz, ale ja też wyszłam za kogoś, kogo nie lubię.
-Tak, ale jak zwykle sobie radzisz i nie jesteś w takim stanie jak ja.
-Nie, w ogóle... To nie Ty wypiłeś litr alkoholu na własnym weselu i to nie Ty masz teraz mega kaca.- chciałam jakoś poprawić mu humor, ale nic z tego.
-Nie chodzi mi o to, do cholery... Po prostu nie sądziłem, że ktokolwiek Cię zechce z takim wrednym charakterem.
-Jesteś zazdrosny?
-Nie jestem. Pojebało, Cię? Naprawdę myślisz, że jesteś taka zajebista, że nawet ja muszę się o Ciebie martwić i być zazdrosny? Nie, Dul Ty nie obchodzisz nikogo tak samo jak ja.
-Nieprawda, ja mam chłopaka, któremu na mnie zależy!
-Mhm... Dziś go masz, jutro Cię przeleci i zniknie.- zaśmiał się chamsko, a ja miałam ochotę walnąć mu w ryj i wyjść.
-Wiesz co, Ucker? Jesteś okropny i nie dziwię się, że jesteś sam i nie masz nikogo. Wszystkich, którzy chcą Ci pomóc i Cię wesprzeć, traktujesz tak jak mnie? Jeśli tak, to powodzenia w dalszym, samotnym życiu. Mam cierpliwość do takich dzieciaków jak Ty, ale pokazałeś, że nie jesteś warty mojej uwagi i chociażby słów.
-Jasne, obraź się! Mieliśmy żyć w zgodzie, a Ty już fochasz się o byle gówno!
-Nie focham się, tylko próbuję uświadomić Ci, co robisz źle. Zrozum, ja już nie chcę Cię niszczyć, chcę pomóc! Czas dorosnąć i wziąć się za naprawę swojego postępowania. Przestań krzyczeć i obwiniać wszystkich wkoło, bo to do niczego nie prowadzi! Nigdy Cię nie lubiłam, ale teraz rozmawiam z Tobą jak z przyjacielem, żebyś coś wreszcie ogarnął i zmienił, bo nikt z Tobą nie wytrzyma, a już na pewno nie ja.
-Czyli Ty też nadal uważasz, że jestem żałosny?
-Tak, bo nic do Ciebie nie trafia. Pomyśl pozytywnie, choć w tej sytuacji to trudne. Mamy okazję dużo zmienić w swoim życiu przez to małżeństwo. Przebywanie razem też czegoś nas nauczy, zobaczysz. Pablo chciał zabrać mnie teraz do siebie, ale zostałam z Tobą, bo chcę Ci pomóc. Rozmawiaj ze mną normalnie, póki jeszcze mam ochotę z Tobą w ogóle siedzieć w jednym pomieszczeniu.
-A po chuj tu ze mną siedzisz? Możesz iść, droga wolna.
-I właśnie dlatego jesteś sam, kretynie. Jesteś pusty, nieczuły i nierozumny. Masz rację, jesteśmy podobni. Z tą różnicą, że ja jestem wredna, bo mam taki charakter, a Ty jesteś podły z wyboru, bo po prostu masz taką ochotę i boisz się pokazać prawdziwego siebie. Jesteś tchórzem i ciotą, i nie zmienię tego, choćbym miała codziennie Ci tak marudzić. Nawet moje gadki umoralniające nic nie pomogą, jeśli nie będziesz tego chciał. Jasne, lepiej zamknij się w sobie i swoim bólu, a przy pierwszej lepszej okazji wybuchaj i wpadaj w dziwną furię.
-Zamkniesz się w końcu?- miał dość, bo wiedział, że mam rację.
-Oczywiście, już nic nie mówię. Rób, jak chcesz i mnie nie słuchaj, ale wiedz, że długo tak nie pociągniesz. Albo zwariujesz, albo całkiem się zniszczysz i skończysz jak nasi starzy. Serio, jak tak dalej pójdzie, to będziesz taki jak oni. No trudno, to nie mój problem.- skończyłam i położyłam się do niego plecami. -A i jeszcze jedno... Nie wtrącaj się w moje życie i zostaw Pabla w spokoju. Jest moim chłopakiem i ma prawo tu przychodzić. Znajdź sobie kogoś, to może odczepisz się ode mnie.- dodałam, co było już ostatecznym końcem tej żałosnej rozmowy.
Było mi smutno i przykro, bo nie udało mi się z nim normalnie pogadać. No ale nie będę się przecież jakoś strasznie przejmować, bo to nie ma sensu. Szkoda mi Uckera, bo wiem, jak się czuje. Chciałam mu pomóc, a wtedy nam obu byłoby trochę lepiej, ale skoro nie to trudno... Ja nie będę się narzucać po to, żeby on mnie zwyzywał. Próbowałam coś zrobić, ale jeśli on tego nie docenia, to ma problem.

Ucker:
Po rozmowie z Dul byłem całkiem zdołowany. Dlaczego ona zawsze tak idealnie dobiera słowa i wie o mnie wszystko? Wiem, że chciała pomóc, ale jej po prostu nie wyszło. Nie miałem ochoty z nią gadać, a ona i tak swoje... Choćbym chciał być miły, to nie mogłem, bo miałem jej dość. Drażni mnie jej pewność siebie i to, że zawsze ma coś do powiedzenia. Jest okropna, a mimo to ktoś ją chciał... Nie no kurde, zdziwił mnie ich związek, bo Pablo wydawał się być jedynie zauroczony tą idiotką, a nie od razu zakochany. Ona zawsze tylko bawiła się facetami, a to wygląda na poważny związek. Jejku, co tu się dzieje? Nie mam pojęcia, ale nie mogłem być gorszy. Miałem dość siedzenia z nią, a właściwie to nawet leżenia w jednym łóżku, więc postanowiłem wyjść. Wstałem i kierowałem się do drzwi.
-Gdzie idziesz?- zapytała zaspana, bo chyba ją obudziłem.
-Do klubu, zamknę drzwi na klucz, spoko.- odpowiedziałem cicho i wyszedłem.
Tego mi było trzeba... Klub, piwo, kumple i dziwki. W końcu mogłem odreagować, patrząc na ponętny taniec na rurze. A co zrobiła jedna laska po pokazie? No jasne, wzięła mnie na górę do pokoju i zafundowała mi najlepszy relaks na świecie. Po skończonym stosunku zapłaciłem jej i wróciłem na imprezę. Jeszcze kilka razy trafiłem tam na górę z jakąś dziwką. Udało mi się odpocząć i poczułem się dużo lepiej. Bawiłem się i na jakiś czas zapomniałem o tym cyrku, który mnie otacza.



No dobra dodam Wam dziś, ale tylko dlatego, że następny chcę dodać już 1 września na dobry początek szkoły xD Czy tylko mi tak cholernie szybko zleciały te wakacje i nie chcę iść do szkoły?? Tragedia jakaś... Przecież dopiero co wyszłam ze szkoły i jarałam się wakacjami, a tu już ostatni tydzień... Masakra, aż mi już smutno :/ A teraz postanowiłam, że do końca wakacji skończę oglądać rebelde, bo już dwa lata oglądam i obejrzeć nie mogę ;) Zostało mi ok. 70 odcinków, więc jak będę oglądać po 10 dziennie, to dam radę :D Całkiem krótko dziś tu napisałam, haha :) Do następnego :*

niedziela, 21 sierpnia 2016

8. "Bardzo kocham Dulce"

Dulce:
Bardzo spodobał mi się pomysł Uckera, żeby zrobić przypał naszym starym. Nie będą nami rządzić, musimy pokazać, że my też mamy coś do gadania i jesteśmy w stanie ich pogrążyć. Okej, wzięliśmy ten ślub, ale nie pozwolę im się dłużej szantażować. Wygrali bitwę, ale nie wojnę. Brzmi poważnie, co? Spokojnie, zamierzam tylko dobrze się bawić na własnym weselu. Nie będę stronić od alkoholu, a więc niech się dzieje, co chce. Chociażbym miała wypić wszystkie weselne sama, a potem wylądować w szpitalu, to narobię im takiej wiochy, że zapamiętają to do końca życia. Ucker obiecał, że w razie co się mną zajmie i odstawi mnie do domu. A no właśnie, bo rodzice kupili nam nawet mieszkanie i to ponoć parę lat temu. Super, wolę mieszkać z Christopherem niż z nimi. To znaczy wtedy myślałam, że wolę...
Ale wracając do zemsty i dobrej zabawy na weselu. Wszyscy świetnie się bawili i były oczywiście te różne dziwne zabawy jak to na każdym weselu. I tańce i wszystko... No cóż, nawet ja całkiem dobrze się bawiłam. Zaprosiłam Pabla, bo potrzebowałam bliskości przyjaciela. To z nim ciągle tańczyłam, a Uckera prawie nie widziałam. Wiem tylko, że ciągle był z Ann i Poncho, którzy oczywiście też tu byli. Połowa gości była już wstawiona, a więc musiałam się pospieszyć, żeby jeszcze w ogóle ktoś pamiętał teatrzyk, jaki odstawię. Stwierdziłam, że na wszelki wypadek ściągnę tu prasę. Wzięłam butelkę wódki i usiadłam przy stole w kącie. Nalałam sobie cały kieliszek i wypiłam. Cholera, jakie to niedobre. Myślałam, że zwymiotuję i już chciałam zrezygnować, kiedy jak to na mój genialny umysł przystało, wpadłam na świetny pomysł. Wypiłam całą butelkę za jednym łykiem, żeby nie czuć smaku tego świństwa. Zaczęło mnie palić w gardle, więc szybko zjadłam kawałek ciastka. Nie był to zbyt dobry pomysł, ale skąd mogłam wiedzieć, jeśli nigdy wcześniej nie miałam styczności z wódką? Nie żebym nigdy nie piła alkoholu, ale po prostu zawsze piłam piwo, ewentualnie wino czy inny napój na poziomie, ale nigdy wódkę. Po chwili zaczęło mi się kręcić w głowie, ale mimo to pobiegłam na parkiet. Tańczyłam ze wszystkimi po kolei. Ach, ale co to był za taniec... Powiem tak: mój mąż powinien być zazdrosny. Kleiłam się do wszystkich mężczyzn, ba nawet do kobiet. Jednak najwięcej mojej szanownej, pijanej uwagi poświęciłam Pablowi. Szalałam i już sama nie wiem, co odwalałam. Właściwie to nie bardzo pamiętam, co potem robiła, bo źle się czułam i trochę urwał mi się film.

Ucker:
Byłem w szoku, widząc Dulce w takim stanie. Zachowywała się jak wariatka, a była po prostu pijana. Nie sądziłem, że tak weźmie sobie do serca to, że musimy zrobić starym na złość. W sumie cieszyłem się, że to robiła, bo ja już nie musiałem robić z siebie idioty. Zarówno jej jak i moi rodzice byli mocno... Zniesmaczeni, no dobra wkurzeni. Tyle że niestety mi też się zrobiło głupio, bo ludzie zaczęli gadać, że żona przyprawi mi rogi w noc poślubną. W sumie fakt, wyglądało to, jakby ona była po prostu głupią dziwką. Musiałem też coś zrobić, bo to ja w sumie wymyśliłem tą całą zemstę. Co więc Uckerek zrobił? Usiadł z przyjaciółmi przy stoliku. Zrobiliśmy konkurs, kto najwięcej wypije. Anahi powiedziała, że się w to nie bawi, więc zostałem sam z Poncho, a ona miała nas pilnować, żebyśmy nie oszukiwali. Piliśmy i piliśmy jeden za drugim. Kto wygrał? Oczywiście ja! Najlepsze jest to, że wypiłem o wiele więcej niż on, a dużo lepiej się trzymałem. Mój kochany przyjaciel praktycznie padł twarzą na stół. W pewnym momencie odwróciłem się i zobaczyłem moją żonę nadal szalejącą na parkiecie. Tańczyła już bez butów no i cóż... Zachowywała się jak idiotka, dużo gorzej niż zawsze. Był przy niej Pablo. I tak wpadłem na świetny pomysł... Zgarnąłem ją na bok, co nie było takie proste, bo nie chciała przerywać zabawy.
-Dul, wiem jak upokorzyć naszych starych.- powiedziałem, trzymając ją za rękę, żeby mi nie uciekła.
-No co Ty nie powiesz?... Ja już to zrobiłam.- wybełkotała niezbyt wyraźnie.
-Widzę, ale chcę to dopełnić. Posłuchaj, wyjdziemy na środek i przyprawimy sobie rogi.
-O czym Ty pieprzysz? Dziecko, nie pij więcej...- chciała odejść, ale ją zatrzymałem.
-Przyliżesz się z Pablem tam na scenie, a ja z Anahi. Ogłosimy, że jesteśmy w otwartym związku tak jak nasi rodzice. Ja przejmę mikrofon, bo Ciebie nikt nie zrozumie.
-Okej. Ale będzie śmiesznie...- zaczęła chichotać i tulić się do mnie. -Chcesz jeszcze winka, kochanie?- wzięła butelkę i zaczęła się dziwnie śmiać, jak taki typowy żul.
-Dobra, chodź już. I odstaw ten alkohol, starczy Ci na dziś.- zabrałem jej butelkę i poszliśmy dalej.
Już po chwili stałem na scenie w objęciach żony. Oboje chwialiśmy się na boki, jakby wiał jakiś mocny wiatr. Spojrzałem na rodziców, którzy byli już wyraźnie załamani naszym postępowaniem. Przy scenie stała Ann z Pablem, bo tak im kazałem, chociaż i tak nie wiedzieli po co.
-Chcę Wam coś wyznać, drodzy goście.- zacząłem w podniosłym stylu. -Bardzo kocham Dulce.- aj, ledwo przeszło mi to przez gardło.
-A ja Uckera, ale jest ktoś jeszcze. Nie wiem po cholerę mi ta biała suknia, jeśli taka święta nie jestem.
-Oj zdecydowanie, skarbie... Oboje jesteśmy zdemoralizowani przez naszych rodziców.
-Nie zdemoralizowani... My po prostu bierzemy z nich przykład, bo są tak wspaniałymi ludźmi. Podobnie jak oni żyjemy w otwartym związku.- Dulce świetnie to szło, mogłaby być aktorką.
-Kocham moją żonę, ale poznajcie moją obecną partnerkę numer dwa. Chodź, Ann.- podałem rękę przyjaciółce, a ta weszła na scenę, a zaraz za nią Pablo.
-Chodź kochany, daj buziaka.- powiedziała Dul i przyciągnęła Pabla do siebie, wpijając się w jego usta.
-Anyś, misiaczku... Teraz kolej na nas.
Zacząłem całować Anahi. Ona jak i Pablo byli w wielkim szoku, bo nie mieli pojęcia, co się święci. Nie śmieli jednak tego zepsuć i oddawali nasze czułości. Wszyscy byli zaskoczeni, a na sali aż szumiało od szeptów z każdej strony. Wreszcie oderwałem się od Ann i znów przemówiłem:
-Tak, tego nauczyli nas rodzice. Zawsze mówili, że trzeba się dzielić. Za ich radą zawarliśmy otwarty związek. Oni są w takim samym, cała czwórka. Mieli rację, to super. A po co ten ślub? Dla pieniędzy, bo nasze życie będzie wciąż takie samo.
Super, ja gadałem, a Dula dalej lizała się z Pablem. Robiła to, bo chciała, wiem to. W sumie od dawna wiedziałem, że coś ich łączy, albo by chcieli, żeby tak było.
Wracając do naszego skandalu: Wziąłem Ann za rękę i zeszliśmy ze sceny, a zaraz za nami Dul z Pablem. Kiedy szliśmy w czwórkę przez salę, zaczepili nas rodzice.
-Co Wy sobie wyobrażacie, głupie dzieciaki?!- krzyknął mój ojciec, szarpiąc mnie za rękę.
-Nic takiego. Pokazujemy tylko, jak wielkim jesteście dla nas autorytetem.- odpowiedziała trochę niewyraźnie Dulce i zachichotała.
-Jeszcze się z Wami rozmówimy. Zabierz ją stąd, bo nie mogę na nią patrzeć!- powiedziała moja żałosna teściowa.

Tak jak chcieli zabrałem Dulce do naszego nowego mieszkania. Już po drodze w taksówce zasnęła. Położyliśmy ją do łóżka, a dokładnie do naszej sypialni. Zdążyłem wziąć jeszcze trochę wódki z wesela. Usiedliśmy w salonie z Anahi, Ponchem i Pablem i postanowiliśmy dokończyć ten alkohol. Moja biedna przyjaciółka jak zwykle była sama wśród samych facetów, ale chyba nie miała nic przeciwko. W pewnym momencie jednak zawołała mnie do kuchni, żeby porozmawiać.
-O co chodzi, Anyś?- zapytałem, odpalając papierosa.
-Dlaczego mnie pocałowałeś?- jej pytanie bardzo mnie zaskoczyło, bo byłem pewny, że wszystko zrozumiała.
-No jak to po co? Chciałem zrobić na złość rodzicom. Nie słyszałaś, co mówiłem? To było celowe, żeby ich upokorzyć, to wszystko było zmyślone.- wyjaśniłem dumny z siebie.
-I tylko dlatego mnie pocałowałeś?
-No a co Ty myślałaś?...
-Nie no, nic.- wyszła i zostawiła mnie samego w kuchni.

Dulce:
Obudziłam się i poszłam do kuchni. Tak się złożyło, że przez przypadek usłyszałam rozmowę Uckera z Blondi. Czy on jest naprawdę aż takim idiotą? To ja ledwo żywa wstałam na kacu, a od razu ogarnęła, że Ann liczyła na wyznanie miłości... Już dawno podejrzewałam, że ona nie traktuje go tylko jak przyjaciela, ale teraz wiem to na pewno. I co Dulcia powinna teraz zrobić? Porozmawiać o tym z Uckerem. A co Dulcia zrobi? Otóż to! Nie zrobię nic, a dlaczego? Bo jestem wredna, nie lubię ich i nie będę im pomagać. Zresztą ten kretyn jest moim mężem i nie zamierzam namawiać go do zdrady. Any wróciła do salonu, a ja stałam w drzwiach od kuchni i przyglądałam się Uckerkowi. Siedział w oknie i palił. Znów był cholernie smutny i zatroskany. Patrząc na niego, przypomniałam sobie jak zryte mam życie. Ledwo powstrzymywałam łzy, które znów cisnęły się na zewnątrz. Dobrze, że jednak żadna z nich nie wyleciała, bo po jakimś czasie Ucker spalił i się odwrócił, chcąc wyjść z pomieszczenia. Widząc mnie, lekko się przestraszył i zapytał:
-Co tu robisz? Już się wyspałaś?
-Tak, już nie chcę spać. Łeb mnie boli, muszę wziąć tabletkę.- odpowiedziałam cichym i smutnym głosem.
-Nie dziwię się w sumie. Kobieto, ile Ty w ogóle wypiłaś?!
-Oj, w chuj dużo... Całą wódkę na raz i później chyba coś jeszcze.
-Całą na raz? Dul, oszalałaś?! Ty nie pijesz, mogłaś sobie zaszkodzić.
-Nie martw się o mnie, jestem dużą dziewczynką.- posłałam mu delikatny uśmiech, który odwzajemnił.
-Nie martwię się, wiesz przecież. Dobra, weź tą tabletkę i idź do łazienki się trochę ogarnij, bo wyglądasz okropnie.
-I co z tego? Średnio mnie obchodzi, w jakim stanie mnie widzisz.- wzruszyłam ramionami i zaczęłam szukać tabletek.
-Wiem, że na mnie masz wyjebane, ale obecność Pabla pewnie bardziej Cię obchodzi.
-On tu jest?- zapytałam z radością i przejęciem.
-Mhm, siedzi w salonie z Ponchem.
-Czemu nie mówiłeś wcześniej?!

Nie minęło dużo czasu, a siedzieliśmy w piątkę w salonie. Na szczęście wypili już całą tą wódkę, bo chyba nie mogłabym na nią patrzeć. Pablo był tutaj jedyną osobą, której potrzebowałam. Siedziałam mu na kolanach i co jakiś czas trochę przysypiałam. Było mi dobrze i miło, no i czułam się bezpiecznie, co zdarza się w sumie rzadko. Opowiedzieli mi, co działo się na weselu, kiedy byłam już ostro wcięta. Pogratulowałam Uckerowi inwencji twórczej na zemstę. Muszę przyznać, że była na moim poziomie i bardzo mi się podobała. Aż zaczęłam żałować, że tego nie pamiętam. Nie no w sumie to i tak dobrze się trzymałam, bo Poncho już spał na kanapie. Mi już w sumie prawie przeszło i wszyscy byli w szoku. Spojrzałam na Ann i zrobiło mi się jej trochę szkoda. Jejku, przez tą aferę z rodzicami zrobiłam się jakoś za bardzo wrażliwa... Rusza mnie smutek Uckera i blondyny! Siedziała taka przygaszona i tylko przyglądała się Uckerowi. Kurde, ona zna go tyle czasu co ja. On ją bardzo kocha od zawsze, ale tylko jak przyjaciółkę i w sumie nie wiem, skąd jej nadzieja na coś więcej. Zresztą nieważne, to nie moja sprawa. Po jakimś czasie moja ulubiona koleżanka z przedszkola nas opuściła, bo jej mama wydzwaniała. Zostałam w domu tylko z Pablem i moim mężem, który poszedł do łazienki się wykąpać. Nie no sorki, był jeszcze Poncho, ale tak trochę spał i nie zamierzał się raczej budzić. Co więc zrobiłam, będąc chwilowo sama z chłopakiem? Zaciągnęłam go do sypialni, by zaspokoić swoje potrzeby. Oczywiście nie było mowy o seksie z uwagi na obecność Uckera w domu. Po prostu wzięłam Pabla na łóżko, by się poprzytulać, całować i w ogóle. Trochę to dziwne, bo w sumie nie powiedzieliśmy jasno, co jest między nami. Ale to chyba jest zbędne, skoro dogadujemy się bez słów i bierzemy od siebie tyle, ile chcemy. Pablo był mi naprawdę bliski, a być może nawet się w nim zakochałam. Zresztą czułam, że też nie jestem mu obojętna. A była to moja noc poślubna... Aj, głupia sytuacja, ale co zrobić? Stwierdziłam, że nie będę w ogóle zwracać uwagi na to, że Ucker jest moim mężem i najzwyczajniej w świecie będę spotykać się z Pablem. Z Christopherem łączy mnie tylko ten cholerny papier, nic więcej.



Dodaję Wam dzisiaj dopiero, bo wcześniej nie miałam czasu, ale mam nadzieję, że nie tęskniłyście jakoś bardzo mocno ;) Wgl to byłam wczoraj na castingu do tako media, czyli możliwe, że zobaczycie mnie w trudnych sprawach czy czymś takim xD Jak coś to dam wam znać, żebyście telewizory włączały na odcinek ze mną :D Powiem wam, że to było mega przeżycie i mnóstwo śmiechu było, super naprawdę :) Stres był duży, ale ogólnie myślę, że dobrze mi poszło. I wgl jestem z siebie dumna, bo trafiłam na miejsce (prawie centrum Szczecina), nie zgubiłam się bez nawigacji, bo nie działał mi net w telefonie i padał zresztą deszcz. Po raz pierwszy pojechałam gdzieś z kuzynką i nie narobiłam afery ani żadnych kłopotów, więc brawa proszę :D 
Czy wy też tak bardzo już ubolewacie nad tym, że wakacje się kończą? Bo ja bardzo i nie chce mi się wracać do szkoły... 
Ok, mam nadzieje, że rozdział się podoba, a teraz lecę na drugi koniec miasta pod górkę do babci na obiad ;) Do następnego :* 

niedziela, 14 sierpnia 2016

7. "Ocknij się i bądź twarda!"

Dulce:
Przez kolejne dni moje relacje z Uckerem były bardzo ciepłe, a przyjaźń z Pablem coraz bliższa. Te kilka dni, które z nimi spędziłam, były jak dotąd jedne z najlepszych w moim życiu. Odpoczęłam i na jakiś czas zapomniałam o rodzicach i ich głupich planach. Przy Pablu czułam się doceniana i kochana, a Ucker dodawał temu kolorów i miałam się z kim kłócić. Nie no dobra, wszystkie nasze kłótnie w tym czasie były raczej na żarty. Któregoś dnia stwierdziłam, że szkoda mi Pablita, że musi spać na podłodze i zaproponowałam, żeby spał ze mną na łóżku. Oczywiście się zgodził, a nawet był bardzo zadowolony. Ja też byłam z tego powodu szczęśliwa, bo podobał mi się coraz bardziej i lubiłam być blisko niego. Zresztą w nocy jest tu strasznie zimno, a tak chociaż mnie ogrzeje. Albo mi się zdawało, albo Ucker nie był z tego zadowolony i lekko się obraził. Niemożliwe, bo przecież znaczyłoby to, że jest zazdrosny, a tak na pewno nie jest. Ale wracając do Pabla, nawet się z nim całowałam. Był w szoku, kiedy rzuciłam się na niego i go całowałam, ale nie protestował i oddawał pocałunki. To był w sumie mój pierwszy taki prawdziwy pocałunek i zapamiętam go na długo. Wszystko było pięknie aż do pewnego ranka...
Spałam wtulona w Pabla. Obudził nas jakiś dziwny hałas, a po chwili do domu wparowało kilku uzbrojonych ludzi. Zanim zdążyłam się trochę rozbudzić, stał nade mną mój ojciec.
-Ty głupia dziwko... Wiesz jaki wstyd nam przynosisz?! Nie dość, że mieszkasz w jakiejś szopie na śmietniku, to jeszcze się puszczasz z dwoma naraz!- krzyczał na mnie, wyciągając mnie z łóżka za włosy.
-Zostaw mnie w spokoju i puść, bo to kurwa boli!- wydarłam się, płacząc i odepchnęłam go.
-Zamknij się i chodź!- pociągnął mnie za rękę i ściągnął z łóżka.
-Niech Pan ją zostawi!- krzyknął Pablo i już chciał się na niego rzucić, ale ochroniarze go trzymali.
-Nie wtrącaj się, a wy idziecie ze mną.- ciągnął mnie ciągle za rękę, odbijając siny ślad na moim nadgarstku.
-Puść ją śmieciu!- wtrącił się Ucker, któremu udało się wyrwać od innych ochroniarzy i uderzył mojego ojca w twarz. -Nigdzie z Wami nie pójdziemy!- krzyknął po chwili i sam szarpnął mnie za rękę w kierunku wyjścia, bo ja stałam jak osłupiała i płakałam.
Niestety nie udało nam się uciec i już po chwili siedzieliśmy w czarnym busie, pilnowani przez tych całych trezorów. Ciągle płakałam, krzyczałam i wyzywałam ich wszystkich, a Ucker mnie uspokajał, bo zapewne miał już dość moich wrzasków.
-Dul, nie histeryzuj!- krzyknął na mnie raz, a po chwili przygarnął mnie do siebie i przytulił mocno.
-Nienawidzę ich.- powiedziałam dość cicho.
-Ja też, ale uspokój się już. Nie płacz, coś wymyślimy.- mówił do mnie spokojnym, czułym głosem, pocierając dłonią moje plecy.
-Ogarnijcie się, bo ludzie będą na Was patrzeć.- powiedział mój kochany tatuś.
-Patrzeć się? Niby czemu?- zapytał Ucker głosem tak różnym od tego, którym przed chwilą mówił do mnie, teraz był taki agresywny i nieprzyjemny.
-Bo idziecie się przebrać, a potem bierzecie ślub.
-Że co, kurwa?! Nie, ja nie biorę żadnego ślubu!- zaczęłam znów krzyczeć.
-Zamknij się głupia szmato! Jeśli się nie uspokoicie, to odetniemy Wam dopływ gotówki i nie będziecie mieli nic z tego małżeństwa.
Wiedziałam, że znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia i muszę się poddać. Postanowiłam już nic nie mówić, nie robić. Stałam się jak roślinka, wszystko było mi już obojętne. Cokolwiek bym nie zrobiła, to i tak dojdzie do tego ślubu i będzie jeszcze gorzej. Ucker niestety nadal tego nie pojmował i się rzucał. Tak jak kazali, ubrałam się w suknię ślubną, a Ucker w garnitur. Wyglądałam bosko, ale zdecydowanie nie tak wyobrażałam sobie mój ślub. Miał być magiczny i z miłości, a nie z płaczem i pod przymusem. To okropne i nadal chciało mi się płakać. Ale muszę przyznać, że Ucker w tym garniaku też wyglądał niczego sobie i nawet przez chwilę się na niego patrzyłam.

Nastał ten nieszczęsny moment naszego ślubu. Rodzice zaprosili mnóstwo jakichś ważnych ludzi, których ja nawet nigdy na oczy nie widziałam. Ten ślub na pierwszy rzut oka wyglądał zapewne normalnie i pięknie, ale gdyby ktoś spojrzał w moje oczy... Byłam zapłakana i pewnie było to widać mimo dość mocnego makijażu. A Ucker? On też miał szklanki w oczach i ciągle zaciśnięte dłonie w pięści. Wiedziałam, że miał ochotę wybuchnąć i ledwo się powstrzymywał. Bałam się, że coś odwali i zrobi skandal, a rodzice się wkurzą. Kiedy stanęliśmy przed ołtarzem, ksiądz zaczął ckliwą mszę. Złapałam Uckera za rękę z nadzieją, że to go troszkę uspokoi. Po chwili jednak tego pożałowałam, bo ścisnął moją dłoń tak mocno, że aż cicho syknęłam z bólu. Nie chciał mnie skrzywdzić, zrobił to po prostu ze złości. Rzucił mi smutne spojrzenie i złapał moją rękę już w miarę normalnie, chociaż i tak włożył w to zbyt dużo siły. Ceremonia ślubna trwała zdecydowanie za długo, a ksiądz gadał w kółko o niczym. My wszystko robiliśmy i mówiliśmy tak od niechcenia, bez emocji. Oboje mieliśmy duży dylemat, czy powiedzieć "tak" Najlepszy był Ucker na przysiędze... Na słowo "wierność" wybuchnął śmiechem i powiedział chamsko:
-No chyba nie...
-Przestań, zachowuj się.- szepnęłam do niego, bo aż mi się głupio zrobiło.
-Wiesz przecież, że nie ma mowy o żadnej miłości czy wierności.- dodał pewnym głosem z dość dziwnym uśmiechem, a ja już wiedziałam, że od teraz każdego dnia będę przeżywać horror z takim mężem.
Jednak okazało się, że nie wszystko było tu beznadziejne... Jak to zawsze w filmach bywa, pocałunek był cudny i mimo wszystko miał w sobie trochę magii. Po słowach księdza "Możesz pocałować żonę", Ucker zmierzył mnie wzrokiem i się skrzywił, zresztą ja tak samo. Po chwili jednak przyciągnął mnie do siebie, po czym wpił się w moje usta. Byłam w wielkim szoku i na moment przestałam oddychać. Całym ciałem przylegałam do niego i właściwie nie mogłam się ruszyć. Kiedy odzyskałam zdolność oddechu, zaczęłam odczuwać wielką przyjemność z połączenia naszych warg. W końcu ja też zaczęłam się w to angażować i odwzajemniać czułości. Zarzuciłam ręce na jego szyję i delikatnie smyrałam go po włosach, ciągle całując go namiętnie. Właściwie w pewnym momencie stało się to chyba zbyt namiętne i aż jakby perwersyjne, co zdecydowanie nie wypada w kościele. Ale czy nas to obchodziło? Jasne, że nie! Brałam od niego to, na co miałam ochotę i całkowicie wyłączyłam myślenie. On chyba zrobił to samo... Nie zwracał uwagi nawet na to, że się nie lubimy i był dla mnie taki czuły i delikatny i w ogóle jak nie on. Cholernie mi się to podobało, ale miałam świadomość, że za chwilę to się skończy i już nigdy nie powtórzy. A więc co zrobiła super inteligentna Dula, kiedy Uckerek chciał to przerwać? No jasne, przyciągnęłam go i dalej całowałam. Teraz to on był w lekkim szoku, ale mimo to też mnie całował. Zamknęłam oczy, chcąc zatrzymać tą chwilę na dłużej i składałam na jego ustach delikatne pocałunki. On oczywiście ciągle pchał jęzor do mojej buzi, dając mi tym mnóstwo rozkoszy. Dodatkowo oboje błądziliśmy dłońmi po swoich plecach, obejmując się mocno i tak słodko. Nie wiem, ile to trwało, ale goście przez cały ten czas klaskali. Chwilami wyobrażałam sobie, że nie robię tego z przymusu lecz z miłości. Jednak kiedy otwierałam oczy i widziałam Uckera, wracała do mnie ta szara, smutna rzeczywistość.

Ucker:
Byłem zszokowany rozwojem akcji w tym pocałunku. Planowałem tylko delikatnie ją pocałować, żeby nikt się nie czepiał, a wyszło jak wyszło. W sumie to ona to przedłużyła i nadała temu barw, wzbudzając namiętność. W ogóle zacznijmy od tego, że chciałem to zakończyć, a ona mi nie pozwoliła. A co to znaczy? Dobrze całuję i nawet Dul mi się nie oprze! Chciała tego i podobało jej się. No cóż... Mi zresztą też, bo moja "żona" świetnie całuje, ale nigdy w życiu jej tego nie przyznam, bo jakby nie patrzeć nadal się nie lubimy. Po jakimś czasie oderwała się od moich ust i odsunęła na krok. Spojrzała mi w oczy tak dziwnie głęboko, jakby chciała z nich coś wyczytać. Może mojej reakcji na ten pocałunek?... Nie wiem i nie miałem czasu się nad tym zastanawiać. Wyszliśmy z kościoła za rękę wraz z gośćmi. I zaczęły się wszystkie te bzdety po ślubie... A mianowicie życzenia, rzucanie grosikami. Tak strasznie irytowały mnie te teksty w stylu "powodzenia na nowej drodze życia". Jakiej nowej drodze, do cholery?! Moje życie będzie takie samo jak dotąd, inny tylko stan cywilny. Dulce zawsze będzie dla mnie nikim, nawet jakby kazali nam się codziennie całować. Nie obchodzi mnie to, że inni będą ją nazywać moją żoną. Dla mnie jest obca, mimo że znam ją 15 lat. Oboje mieliśmy już dosyć tego teatrzyku i mogliśmy odetchnąć z ulgą, wsiadając do auta. Oczywiście wszyscy trąbili, jadąc przez miasto.
-Mam tego dość...- westchnęła Dul.
-Teraz tak mówisz... Podczas pocałunku nie narzekałaś.- zaśmiałem się, przysuwając się do niej.
-Wyobraź sobie, że nie miałam jak, kiedy pchałeś mi jęzor do gęby!- krzyknęła zirytowana, ale jednak z uśmiechem.
-Chciałaś tego i nie próbuj się wypierać. Ale okej, nie będę się z Tobą kłócił. Dobrze wiem, że i tak się nie przyznasz.
-Czekaj... Sugerujesz, że podobał mi się ten pocałunek i celowo go nie przerwałam, tak?
-Mhm, bo tak było.
-Dobra, weź w ogóle wyjdź...- i się obraziła kilkanaście minut po ślubie, super.
-Nie wkurzaj się, kochanie. To przecież nic złego, że lubisz całować swojego męża... Możemy to powtórzyć, jeśli chcesz.- celowo tak gadałem, żeby ją zdenerwować, a przy okazji poprawić sobie humor.
-Zamknij się wreszcie, bo mam Cię już dość bałwanie!- znowu krzyknęła, a na dodatek mnie uderzyła.
-Spokojnie, chciałem tylko rozładować atmosferę.
-To Ci się, kurwa, nie udało!- krzyknęła, po czym schowała twarz w dłonie i się rozpłakała. -Nie chcę takiego życia, wolałabym umrzeć...- lamentowała, a mi aż się jej znowu żal zrobiło i ją przytuliłem.
-Nie płacz już, cholera jasna... Nie rycz, no...- prosiłem lekko wzburzonym głosem, głaskając ją po plecach, ale sam miałem szklanki w oczach.
-Kiedy ją nie potrafię...- wydukała i oczywiście płakała dalej.
-Dulce, ocknij się i bądź twarda!- krzyknąłem na nią niezbyt głośno i ująłem jej twarz w dłonie, żeby na mnie spojrzała. -Przestań beczeć i mnie posłuchaj. Po pierwsze nie jest jeszcze tak źle, bo myślę, że damy radę ze sobą wytrzymać. Powiedz mi, aż tak mnie nienawidzisz, że musisz płakać z powodu tego ślubu?
-Nie o to chodzi. Okej, nie jesteś taki zły, jak myślałam. Może i jakoś z Tobą wytrzymam. Rzecz w tym, że... Aj, Ty tego nie zrozumiesz... No cóż, jestem kobietą i trochę inaczej patrzę na kwestię ślubu. Zobacz, dla Ciebie to tylko męczenie się ze mną do końca życia. Dla mnie to coś więcej. Wzięłam ślub, z kimś kogo nie kocham. To małżeństwo jest nie tylko z przymusu i z moim wrogiem, ale przede wszystkim bez miłości! Znasz mnie od dawna i wiesz, jaka jestem na co dzień. Jednak nawet Ty nie masz pojęcia, co dzieje się w mojej głowie, moim sercu. Zawsze marzyłam o pięknym ślubie i wspaniałym mężu, o rodzinie i dzieciach. Nie wyglądam na taką, co? Ja po prostu świetnie udaję sukę bez uczuć i nikt nawet nie myśli nad tym, że mogę mieć marzenia, kiedy tak mocno stąpam po ziemi. Wszystkie moje sny się rozpłynęły i już nie wiem, co ze sobą zrobić. Co mi zostało, poza płaczem? Masz pomysł, jak inaczej mam sobie poradzić z bólem i smutkiem? Jestem bezbronna, ty zresztą też. Aż dziwne, że jeszcze masz ochotę udawać twardziela, kogoś kim nie jesteś i nigdy nie będziesz. Pora zdjąć maski, bal karnawałowy skończył się już dawno.- jej wyznanie bardzo mnie zaskoczyło, ale na końcu mnie nieźle wkurzyła.
-Nikogo nie udaję! Zmieniłem się, czy tak ciężko to pojąć?! Już nie jestem tą ciotą, co kiedyś.- wybuchłem, bo nie chciałem słuchać jej głupich uwag.
-To czemu się denerwujesz? Uckerku, przede mną naprawdę nie musisz udawać. Znam Cię aż za dobrze, a teraz mimo wszystko jestem Twoją żoną. Przede mną nic nie ukryjesz, choćbyś nie wiadomo jak się starał. Pamiętaj, że póki co nie jesteś moim wrogiem. Jeśli już musimy trwać w tym cyrku, to zróbmy to w zgodzie, z czasem może i przyjaźni. Nie chcę się już z Tobą kłócić, bo to nie ma już żadnego sensu.- ona miała rację, ale nie mogłem jej przecież tego przyznać, bo znaczyłoby to, że zgadzam się z jej opinią o mnie i tych durnych maskach.
-Okej, ja też nie chcę się kłócić. Ale myślę, że powinniśmy później ustalić pewne zasady tego, pożal się Boże, małżeństwa.
-Też tak myślę.- nie wiem, co ją wzięło, ale znów się do mnie przytuliła.
-Wiesz co? Na weselu pokażemy im, na co nas stać. Skompromitujemy naszych starych przed tymi wszystkimi ludźmi.
-Dobry pomysł, musimy coś zrobić.- na jej twarzy wreszcie pojawił się delikatny uśmiech.



No dobra, dodaję dziś xD Muszę dodać rozdział? Haha, ja nic nie muszę :P Co jak co, ale spamik zrobiłyście świetny, żebym dodała ;) I nagle 14 komentarzy, wow xD Ale spokojnie... Jak mówiłam, że dodam, to dodam :* Zaskakująco krótki rozdział, ale taki dość ważny i dlatego :)
Była u mnie Monisia ❤ 
Ale już pojechała :'( Widziałyśmy się czwarty raz i miałyśmy zarąbiste, mega dziwne fazy xD Kupiłyśmy sobie takie same bransoletki Dulowe z pacyfkami ŚWIECĄCE! Koszulki też mamy takie same :D Nwm czy kojarzycie, ale byłyśmy na Pyromagic w Szczecinie. Puszczali zajebiste fajerwerki, piękne no ❤ Jadłyśmy niebieskie waty cukrowe!! Pyszne :D Zaczęłyśmy oglądać 3 metry nad niebem i nie skończyłyśmy xD Byłyśmy w wesołym (KRZYWYM) lesie, a krzywego (WESOŁEGO) miasteczka w Szczecinie nie było. Tzn były dmuchane zjeżdżalnie, ale ta wredna małpa nie chciała ze mną iść :/ Ja nwm co w tym złego i chętnie bym poszła xD Dobra, to chyba tyle z tych normalnych rzeczy, haha :) Nie będę Monice psuć tu reputacji xD Albo nie, jeszcze jedno: Będziemy wydawać własną gazetę o nazwie PELMON (wiadomo kto wymyślał, prawa autorskie wysuwają się na pierwszy plan xD) Prawda, że nazwa idealna? Ona mówi, że nie, ale ja wiem swoje :P
A wgl to mam piękną antyrame ze spotkania z Dul, bo dodałam już do niej zdjęcia ❤ Tak jak obiecałam, muszę Wam ją pokazać ;) Jak widać, nawet ta jędza (czyt. Monika) się tu znalazła, na zdjęciu z pociągu do Krakowa.
Koniec przemowy, proszę o rozejście się po internetach, haha xD Tzn nie, najpierw komentarz :P Następny pewnie jakoś znowu za tydzień, a może trochę wcześniej :) Wgl to tak teraz patrzę, że ten rozdział napisałam równo 5 miesięcy temu 14 marca :D