środa, 27 kwietnia 2016

35. "Za miłość się nie dziękuje"

Kiedy skończyliśmy jeść, Ucker wziął mnie za rękę i poprowadził na kanapę. Czułam, że to będzie długa i wyczerpująca rozmowa. Chyba nie byłam na nią gotowa, więc opracowałam sobie plan idealny.
-Kochanie, teraz się nie wykręcisz od rozmowy...- powiedział, siadając blisko mnie trochę na przeciwko.
-Znam lepsze zajęcie niż rozmowa.- rzuciłam się na niego i zaczęłam namiętnie, a nawet agresywnie całować.
Oczywiście aktywnie oddawał moje pocałunki, a ja już w duchu cieszyłam się, że udało mi się odciągnąć go od rozmowy i zajmie się moim ciałem. Zaczęłam szybko ściągać jego koszulkę. Nagle złapał mnie za ręce, by mi je unieruchomić i powiedział, śmiejąc się:
-O nie, skarbie... Nie tym razem.
-Nie chcesz się ze mną kochać?- zapytałam zawiedziona słodkim głosem.
-To nieważne. Ważne jest to, że jesteś podłą i przebiegłą kusicielką, a ja nie dam się złapać na twoje gierki. Jeśli ze mną pogadasz i się nie pokłócimy, to obiecuję Ci upojną noc. Ale teraz już siadasz i słuchasz tego, co mam Ci do powiedzenia.- kurde, nie udało się...
-Od kiedy Ty taki stanowczy?- zapytałam obrażona.
-Odkąd chcesz pozbyć się mojego dziecka.- odpowiedział, a te słowa odbiły się echem w mojej głowie.
-Nie pozbyć...- zaprotestowałam ze łzami w oczach.
-A jak to nazwiesz? Jeśli kogoś nie chcesz, to jest to jednoznaczne z pozbyciem się go. Wychodzi na to samo.
-Ty nic nie rozumiesz... To nie jest tak, że ja nie chcę tego dziecka, bo ja bym chciała je z Tobą mieć.
-No to ja już nic nie rozumiem... Chcesz pozbyć się dziecka, które w rzeczywistości już kochasz i Ci na nim zależy?
-Nie chcę się go pozbyć! Źle dobierasz słowa.
-A jak inaczej nazwiesz wykonanie aborcji?
-Aj, Ucker... Moja sytuacja jest inna niż innych matek, które to robią.
-Tak, zupełnie inna. Zazwyczaj dziecka pozbywają się osoby, które go nie chcą. I raczej nie płaczą tyle z tego powodu. Ty wcale nie chcesz tego zrobić, tylko sobie to wmawiasz. Wbiłaś se do głowy jakieś bzdury i nie dajesz sobie nic przetłumaczyć. Nie możesz zabić własnego dziecka tylko dlatego, że jesteś tchórzem i masz jakąś paranoję.
-Nie bzdury i nie paranoja! Boję się o siebie i nasze dziecko, i stąd to wszystko. Czemu nie możesz tego zrozumieć?!- już podniosłam głos i płakałam jak opętana.
-Uspokój się, rozmawiajmy normalnie. Kochanie... Ja to naprawdę rozumiem. Ja też się cholernie boję o Ciebie i nie mogę wyobrazić sobie, co by było, gdyby nasze dziecko rzeczywiście było chore.
-A mimo to karzesz mi urodzić to dziecko...
-A wiesz dlaczego? Posłuchaj... Pozwoliłbym Ci na to, gdybym miał pewność, że życie dziecka lub twoje jest zagrożone. Wtedy nie miałbym żadnych wątpliwości i bym się zgodził.
-Ale przecież to zagrożenie istnieje.- utrzymywałam dale swoje.
-W twojej głowie, Dul. Zrozum, że możesz zrobić największą głupotę w swoim życiu. Okej... załóżmy, że teraz się na to zgodzę. Dokonasz aborcji i co dalej? Nigdy już nie będzie tak jak dawniej, wiesz o tym?
-Dlaczego niby? Po prostu będziemy żyć sobie spokojnie i bez strachu.
-Nadal nie ogarniasz?... Zabijesz nasze dziecko, co będzie już nieodwracalne. Oboje będziemy cholernie cierpieć z tego powodu i pewnie ciągle zadawać sobie pytania typu "Co by było gdyby...?" Wiesz jakie będziesz miała wyrzuty sumienia? Non stop będziemy myśleć o tym, czy słusznie to zrobiliśmy. Co jeśli pozbędziesz się zdrowego dziecka, które mogłoby być naszym najdroższym skarbem? Teraz żyjesz w ciągłym strachu, więc nie myślisz o tym w ten sposób. Ja widzę to zupełnie obiektywnie, więc jestem w stanie z Tobą o tym gadać w miarę spokojnie. Odrzuć na chwilę wszystkie obawy i spróbuj po prostu pomyśleć o tym, jak piękne będzie nasze życie z dzieckiem, jak będziemy szczęśliwi. Pamiętaj, że usunięcie tej ciąży nie będzie oznaczało pozbycia się kłopotu. Jesteś zbyt wrażliwa i uczuciowa, żeby o tym zapomnieć. Naprawdę nie możesz tego zrobić.- rozgadał się, a ja słuchałam go, płacząc coraz mocniej. Czułam, że ma 100% racji, ale jednak nadal nie byłam co do tego przekonana. -Nie płacz już, błagam...- powiedział także ze łzami w oczach, przytulając mnie czule.
-Kochanie, tak bardzo się boję...- wydukałam cichutko mocno drżącym głosem.
-Wiem, misiu, wiem... Proszę Cię tylko, żebyś spróbowała się już tak nie denerwować i nie panikować. Zacznij myśleć racjonalnie i odpowiedz sobie na pytanie: Czy jesteś w stanie zabić swoje dziecko?- przytulał mnie, głaskał i całował, żeby mnie uspokoić.
Zamilkłam na około dwie minuty i tylko płakałam. Nie wiedziałam już, co o tym myśleć. Tak jak Ucker mówił, odrzuciłam na chwilę strach i myślałam zupełnie pozytywnie. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie nasze dziecko i naszą szczęśliwą rodzinę. To był najpiękniejszy obraz, jaki kiedykolwiek widziałam. Uspokoiłam się i teraz już po moich policzkach ciekły łzy wzruszenia. Na moich ustach pojawił się lekki uśmiech.
-Jesteś w stanie to zrobić?- zapytał ponownie, wyrywając mnie tym z głębokiego zamyślenia.
-Nie! Nie mogę zrobić czegoś takiego, nie!- krzyknęłam, wtulając się w ukochanego.
-No już myszko, spokojnie...- uspokajał mnie, głaskając po plecach i ramionach, i całując czule.
-Jestem idiotką, prawda?
-Nie przesadzaj... Najważniejsze, że masz tego świadomość.- chciał mi dokuczyć, żebym odpyskowała i zaśmiał się słodko.
-Normalnie już dostałbyś w łeb, ale nie mam na to siły.- powiedziałam, uśmiechając się przez łzy.
-To szkoda, że nie masz siły, bo o dziwo nawet się nie pokłóciliśmy. Ale w takiej sytuacji upojna noc raczej odpada.
-Przykro mi, ale raczej tak. Zaniesiesz mnie do łóżka?- poprosiłam słodko.
-Jak to do łóżka? Nie jesz już nic, nie kąpiesz się nawet?
-Nie jestem głodna, bo dopiero zjedliśmy obiad, a wykąpię się rano. Jestem cholernie zmęczona i bolą mnie oczy od płaczu. Zresztą jakoś nie najlepiej się czuję.- wyjaśniłam naprawdę słabym głosem.
-No dobrze, chodź księżniczko.- wziął mnie na ręce i tak jak chciałam, zaniósł do sypialni. -Przebieraj się w piżamkę, a ja Ci przyniosę lekarstwa, które musisz wziąć.- powiedział i wyszedł do kuchni. Szybko przebrałam się w piżamę i od razu położyłam się do łóżka. Po chwili wrócił Ucker ze szklanką wody i trzema tabletkami.
-Proszę, weź to.- powiedział, podając mi szklankę i tabletki.
-Dziękuję, że jesteś przy mnie.- przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam.
-Nie dziękuj, bo za miłość się nie dziękuje.
-Kocham Cię najbardziej na świecie.- wyznałam, po czym położyłam się, a on wstał i podszedł do drzwi.
-Dobranoc, perełko.- powiedział, powoli zamykając drzwi od pokoju.
-A Ty gdzie się wybierasz? Tu powinieneś być.
-Ogarnę tylko w kuchni, wykąpie się i przyjdę, ale pewnie będziesz już spała.- no i gdzie znajdziesz takiego drugiego? Kochany mój nawet posprząta z własnej woli.
-Okej, więc dobranoc.
Przytuliłam się do poduszki i szybko zasnęłam. Byłam po prostu strasznie zmęczona tym płaczem i całymi tymi dwoma dniami.

Obudziłam się, a Uckera nie było ze mną w łóżku. Wstałam i poszłam do kuchni. Byłam pewna, że tam go znajdę, ale nie. Na stole był talerz z kanapkami, a obok leżała karteczka z napisem "Kochanie, ja musiałem iść na trochę do pracy. Masz tu śniadanko i pamiętaj wziąć tabletki :* " Ach ten mój Uckerek... Nawet mnie teraz nie zostawi samej w domu bez gotowego jedzenia. I musiał przypomnieć mi o tabletkach... Ja to się z nim mam i to pewnie zbyt prędko się nie skończy. To takie słodkie, że on chce się mną opiekować, robi mi śniadanko i tak pilnuje tych lekarstw. Z nim to kurde nawet umierać można.
Poszłam najpierw do łazienki się wykąpać. Dość długo leżałam w wannie i głaskałam się po brzuchu, myśląc o moim dziecku. Zastanawiałam się, jakie będzie, jak będzie wyglądać i w ogóle. Nadal cholernie się bałam i na samą myśl o tym, że moje dziecko mogłoby powtórzyć los Juanita, do oczu podchodziły mi łzy. To strasznie bolało, ale starałam się o tym nie myśleć i skupić na tym, co dobre i pozytywne. W sumie już cieszyłam się, że Ucker wybił mi z głowy tą aborcję. Uświadomił mi, jaką głupotę mogłam zrobić. Pewnie do końca życia płakałabym z tego powodu, a tak za około osiem miesiący najprawdopodobniej będę już szczęśliwą matką.
Leżąc w wannie, poczułam się nagle głodna. Umyłam jeszcze szybko głowę i wyszłam. Założyłam na siebie tylko szlafrok i poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Zrobiłam sobie jeszcze cieplutką herbatkę, o czym nie pomyślał Christopher. Dość szybko zjadłam śniadanie i wzięłam te leki. Poszłam się ubrać, żeby iść do sklepu kupić coś na obiad. Postanowiłam, że zrobię spaghetti. Szybko kupiłam wszystkie potrzebne rzeczy i wróciłam do domu. Położyłam wszystko na stole i udałam się do salonu, żeby pooglądać coś w telewizji. Zrobiłam sobie kawę, wzięłam ciastka i usiadłam na kanapie. Oglądałam powtórkę mojego serialu i ciągle jadłam. Wtedy dotarło do mnie, że Ucker będzie miał ze mną ciężkie życie przez parę następnych miesięcy, bo zaczynają mi się zachcianki. Najgorsze było to, że te ciastka to jedyne słodycze jakie znalazłam i musiałam je oszczędzać. Stwierdziłam, że później będę musiała poprosić Uckera, żebyśmy pojechali do sklepu po duuużo słodyczy. Kiedy serial się skończył wraz z moją kawą i ciastkami, wzięłam się za obiad. Wtedy pojawił się mój książę z torbami pełnymi zakupów.
-Oo, jesteś w końcu.- powiedziałam, dając mu słodkiego buziaka.
-Cześć, skarbie.
-Masz dla mnie coś słodkiego?- zapytałam i zabrałam mu torby, by w nich poszperać. -Nutella! Kochanie, czytasz mi w myślach.- powiedziałam, biorąc słoik.
-Dobrze Ty się czujesz, misiu?- zaśmiał się, patrząc na mnie dziwnym wzrokiem.
-Mam lekkie zawroty głowy, ale ogólnie czuję się świetnie.- odpowiedziałam, mieszając mięso na patelni.
-Obiad robisz? Kochanie, przecież ja mogłem się tym zająć. I nie mów mi jeszcze, że byłaś w sklepie...
-Tak, byłam w sklepie po coś na obiad tylko i wyłącznie, więc spokojnie nie przepracowałam się. Nie rób ze mnie kaleki, dobrze? Ciąża to nie choroba, nawet w moim przypadku.- uśmiechnęłam się do niego ciepło, żeby go uspokoić.
-Oj Duluś, Duluś... No dobrze, niech Ci będzie, postaram się być spokojniejszy.
-Dziękuję.- powiedziałam słodko.
-Wprosiłem się dzisiaj na kolację do rodziców. Musimy im powiedzieć, że jesteś w ciąży.
-O Jezu... Ucker, trzeba było najpierw o tym ze mną pogadać. Muszę pomyśleć jak ich o tym poinformować.
-Ej, spoko... Ja im powiem.
-No dobra... Tylko proszę Cię nie mów nikomu o tym, że chciałam usunąć ciążę, okej?
-Dobrze, spokojnie... Nie jestem idiotą. I wiesz co? Proszę, wyglądaj cudownie i zrób mocny makijaż.
-Wyglądaj cudownie?! Przepraszam, a czy z lekkim makijażem tak nie wyglądam?- zapytałam oburzona.
-Nie to miałem na myśli... Jesteś zawsze piękna, tylko że od tego płaczu i w ogóle masz strasznie podkrążone oczy, a chyba nie chcemy, żeby mama domyśliła się, że płakałaś z powodu ciąży, prawda? Dlatego lepiej będzie, jeśli się mocno pomalujesz.
-No okej, masz w sumie rację. To co naprawdę się działo przez ostatnie dwa dni pozostaje między nami, tak?
-Jasne, księżniczko moja.- powiedział i przytulił mnie mocno, aż przyciskając do kuchennego blatu.
-Tak bardzo się boję i to się chyba nie zmieni.- szepnęłam ze łzami w oczach.
-Wiem misiaczku, wiem... Rozumiem Cię, bo ja czuję to samo. Ale już tysiąc razy to przerabialiśmy i oboje wiemy, że wszystko będzie dobrze. Nie zaczynaj płakać, błagam Cię.- pocałował mnie czule w usta, ale to był tylko taki słodki buziak.
-Dobrze, koniec użalania się nad sobą. Leć umyć łapki, nakładam obiad.- klepnęłam go w tyłek, żeby poszedł od razu.
-Pamiętasz, co Ci wczoraj obiecałem?
-Pamiętam... Wiesz co? Będziesz mógł spełnić obietnicę dzisiaj, jeśli nie będę zbyt zmęczona.- posłałam mu czarujący uśmiech.
Zjedliśmy obiad w miłej atmosferze, ciągle rozmawiając o jakichś mało ważnych głupotach, typu co zrobimy jutro na obiad.


Ustawiłam wczoraj, żeby się dodało z automatu ;) A dlaczego? Kochane moje, dziś 27, czyli mija dokładnie 5 miesięcy od spotkania z Dul <3 :( Jejku, tak bardzo za nią tęsknię i chcę ją zobaczyć jeszcze raz, żeby tym razem tego nie skopać i z nią porozmawiać  <3 Nawet nie wiecie, jak bardzo mają mnie dosyć ludzie, którzy co miesiąc muszą ze mną siedzieć np. w szkole i słuchać mojego " X miesięcy temu o tej porze...". A mnie to tak śmieszy, bo mają po prostu pecha i muszą to jakoś znieść :) Zresztą w sumie im współczuję, bo nie mają tej przyjemności w życiu i nie mogą powtarzać ile czasu temu widzieli idola xD Ale no... Dość, bo co miesiąc się powtarzam i tutaj :D To chyba uzależnienie :P I nawet ustawiłam, żeby się dodało o 7:00, czyli jak pierwszy raz widziałam Dulcię na stacji <3 No to rozdział jakoś pewnie za tydzień, bo zauważyłam, że ostatnio tak dodaje mniej- więcej. 

środa, 20 kwietnia 2016

34. "Próbuję uniknąć tragedii"

Wstaliśmy dość wcześnie, by iść do lekarza. Od rana nie najlepiej się czułam i ciągle miałam mdłości. Prawie nic nie zjadłam, mimo że Ucker już nawet zaczął mnie karmić. Wreszcie jednak odpuścił, bo nie chciał mnie już męczyć. Pojechaliśmy do lekarza. Oczywiście spędziliśmy godzinę na korytarzu, czekając na swoją kolej. Było mi strasznie smutno, kiedy patrzyłam na kobiety z wielkim brzuchem, które lada dzień wydadzą na świat swoje maleństwa. Muszą być bardzo szczęśliwe, pomyślałam. Chciałabym móc z niecierpliwością czekać na swoje dziecko, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Położyłam rękę na brzuch i zaczęłam zastanawiać się, czy serduszko mojego dzidziusia już bije. Przymknęłam oczy, by nie wydostała się z nich ani jedna łza. To jednak nic nie dało i już po chwili wtulałam się w Uckera z nadzieją, że wtedy nikt nie zobaczy moich łez.
-Ej mała, nie płacz.- powiedział Christopher, obejmując mnie czule.
-Przepraszam, to chyba ze strachu i nerwów. Nie przejmuj się, zaraz mi przejdzie.- chciałam go uspokoić, żeby nie dopytywał.
-Nie przejmuj się? Słońce, ja tu wariacji dostaję przez to czekanie.
-Ja też, to okropne.
Zdołałam się uspokoić i po jakimś czasie wreszcie wywołali moje nazwisko i mogłam wejść do gabinetu. Z emocji nie byłam w stanie mówić, więc to zajęcie przypadło Uckerowi.
-Moja narzeczona jest w ciąży. Wczoraj robiła test i wyszedł pozytywny.- wyjaśnił na wstępie.
-Wspaniale, a więc zrobimy dokładne badanie, by to potwierdzić i zaraz pogadamy. To pierwsza ciąża, tak?- zapytał, a ja przytaknęłam niemym skinieniem głowy. -Póki co wszystko jest w jak najlepszym porządku. To piąty tydzień, a więc serduszko dziecka już bije i to całkiem nieźle. Zapraszam na wizytę za miesiąc...- nie dałam mu skończyć zdania, przerywając.
-Obawiam się, że nie będzie to możliwe.- powiedziałam, a w oczach już miałam łzy.
-Ale dlaczego? Kontrole są bardzo ważne.
-Tylko, że ja chcę usunąć ciążę.- rozpłakałam się, a Uckera i lekarza zamurowało.
-Jak to usunąć? Wszystko jest w porządku, więc nie mogę wykonać Pani aborcji. Wyjątkowa sytuacja to gwałt lub zagrożenie życia...
-No właśnie... Moja ciąża jest zagrożona.
-Nie jest. Skąd takie informacje?
Ucker wszystko wyjaśnił, był na mnie bardzo zły za ten pomysł.
-No widzi Pan? Nie mogę urodzić tego dziecka, bo może umrzeć. Będzie wtedy bardzo cierpieć, nie chcę tego.- podsumowałam zapłakana, a Ucker mimo złości, obejmował mnie ciągle i uspokajał.
-Pani czegoś nie rozumie... Ryzyko wystąpienia tej choroby u Pani dziecka wynosi 10%, a Pani życiu nic nie grozi, więc aborcja jest wykluczona.
-Ale...
-Jeśli Pani chce to zrobić, proszę bardzo, na własną odpowiedzialność. Tylko proszę pamiętać, że najprawdopodobniej pozbędzie się Pani zdrowego, cudownego dziecka.- doktor też był już mocno poirytowany. -Zresztą widzę, że jest Pani dobrą osobą i prawdziwą matką, i już pokochała swoje dziecko. Zdradza to ten napad płaczu.- stwierdził poważnym, ale ciepłym tonem głosu.
-No dobrze, skoro takie jest Pani podejście, to porozmawiam z Panem.- zwrócił się do Uckera z delikatnym, wymuszonym uśmiechem.
-Wybiję jej to z głowy.- zapowiedział od razu.
-Mam nadzieję. Jeśli nie, to dziewczyna wykończy się psychicznie. Proponuję konsultacje z psychologiem. Okej, więc wypiszę receptę. Te leki ma przyjmować przez całą ciążę, proszę tego pilnować. Nawet jak postanowi pozbyć się tej niewinnej istotki, to i tak powinna to brać dla wzmocnienia organizmu.
-Dobrze, wszystkiego przypilnuję.
-Mam nadzieję. Do zobaczenia, mam nadzieję, za miesiąc.
-Dziękuję, do widzenia. Chodź Dul.- wyrwał mnie z głębokiego zamysłu, żebym wstała.
Wyszłam za nim z gabinetu jakby nieprzytomna. Ubraliśmy kurtki i opuściliśmy przychodnie. Ucker okropnie szybko szedł, a ja ledwo nadążałam.
-Możesz zwolnić?- poprosiłam słodkim głosem.
-Po co? Może tak szybciej Ci się uda osiągnąć swój cel i nie będziesz musiała zabijać naszego dziecka.- tak chłodnego głosu Uckera nie słyszałam od... No właśnie od bardzo dawna.
-Nie mów tak do mnie i idź wolniej, do cholery!- zatrzymałam się, mimo że byłam na pasach.
-Pojebana jesteś?! Chodź, rusz się.- pociągnął mnie za rękę, żebym szła.
-Co Ty wyprawiasz? Dlaczego nie jesteś taki jak zawsze?
-A Ty? Lepiej zajmij się najpierw sobą i zastanów się, co Ty wyprawiasz!- podniósł na mnie głos, ściskając moją rękę.
-Nie krzycz na mnie...
-Nie rób z siebie ofiary, bo mam tego dość. Poczekaj w aucie, idę do apteki.- powiedział, otwierając mi drzwi od samochodu, bym wsiadła.
-A dlaczego nie mogę iść z Tobą?
-Bo nie mam ochoty z Tobą przebywać.- wyjaśnił krótko strasznie zimnym głosem i trzasnął drzwiami, odchodząc.
Wpadłam w istną rozpacz. Teraz już naprawdę nie wiedziałam, co robić. Miałam mętlik w głowie, a w dodatku te obojętne zachowanie Uckera... To było chyba najgorsze. Byłam pewna, że nie będzie zadowolony z mojego pomysłu i będzie zły, ale nie aż tak. To całkiem mnie dobiło i już nie miałam siły na nic. Po jakimś czasie wrócił z apteki i bez słowa wsiadł do samochodu.
-A może byś tak zapięła pasy, księżniczko?- zwrócił mi uwagę z przekorą w głosie.
-Powiedzmy, że nie mam ochoty.- odpowiedziałam jeszcze bardziej złośliwie niż on.
-No nie mogę... Nie przypuszczałbym, że jesteś tak pusta.- westchnął ciężko i zapiął mi te jebane pasy.
Do końca drogi panowała cisza. Było słychać tylko miejski gwar i mój płacz. Kiedy weszliśmy do domu, Ucker nie odzywał się do mnie ani słowem. Załamana pobiegłam od razu do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Mojego płaczu nie było końca. Ciągle trzymałam ręce na brzuchu, mówiąc w myślach do mojego okruszka różne rzeczy.
-Uspokoisz Ty się kiedyś?- zapytał Ucker chłodnym tonem, stojąc w progu oparty o futrynę.
-Jeśli nie zmienisz tego tonu, to nigdy.- odpyskowałam, ciągając nosem.
-Najpierw zacznij od zmiany decyzji.
-Przestań mnie tak traktować. Miałeś mnie wspierać, a jak na razie tylko się drzesz i masz pretensje.
-Nie, Dul. Wspierać miałem Cię w trakcie ciąży, a nie kiedy chcesz ją zakończyć. Nie myśl sobie, że będę akceptował każdą głupotę, jaką se wymyślisz.
-A idź do diabła! Lecz się!- rzuciłam w niego poduszką już okropnie wkurzona.
-To Ty się lecz, bo chyba masz coś z głową!- także krzyknął, wychodząc.
Dalej leżałam i płakałam już przez to, jak traktuje mnie Ucker. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Kiedy się obudziłam, zobaczyłam Uckera. Siedział przy mnie i czule głaskał po włosach. Patrzyłam na niego smutnym wzrokiem i zapytałam:
-Czemu tu przy mnie siedzisz?
-A czemu mam nie siedzieć?- odpowiedział pytaniem na pytanie z delikatnym uśmiechem.
-Bo jesteś na mnie zły i nie zamierzasz mnie wspierać, kiedy chcę zrobić taką głupotę...- użyłam jego słów.
-To prawda, ale to nie zmienia faktu, że Cię kocham i się martwię o zdrowie twoje i naszego dziecka.- te słowa znów wywołały u mnie strumień łez.
-Jakbyś mnie kochał, to dbałbyś o to, żebym przeżyła.
-Nie zasłaniaj się miłością, bo sama dobrze wiesz, że to nie ma nic do rzeczy. Kochanie... Zawsze byłaś poważną, mądrą kobietą, a teraz zachowujesz się jak dzieciak. Proszę Cię, ogarnij się i zacznij myśleć racjonalnie.
-Właśnie to robię. Próbuję uniknąć tragedii.
-Nie, Ty sama chcesz do niej doprowadzić. Dobra, uspokój się, wycisz i chodź zjeść. Zrobiłem naleśniki na obiad. Co prawda już trochę późno, no ale chodź.
-No dobrze, bo jestem cholernie głodna.- wstałam i poszliśmy do kuchni.
-Nie myśl, że wszystko jest okej. Jeszcze wrócimy do tej rozmowy. Tylko zjedz, bo później będziesz zła i nie będziesz jadła.- puścił mi oczko z delikatnym, słodkim uśmiechem.
-Jesteś kochany...- powiedziałam, łapiąc go za rękę. -Mimo, że jesteś na mnie cholernie zły, to zacząłeś się do mnie odzywać i starasz się traktować mnie normalnie. To dla mnie bardzo ważne, bo dzięki temu czuję, że naprawdę mnie kochasz i nie jestem sama.- dodałam z lekkim uśmiechem.
-Niestety tak zajebiście mocno Cię kocham, że chyba nie umiem długo się na Ciebie złościć. To znaczy nie tak jawnie, bo wkurwiony nadal jestem.
W sumie to podziwiam go, że ze mną wytrzymuje. Zdaję sobie sprawę z tego, że ma prawo być zły, ale cieszę się, że tak to przyjmuje i stara się zachować spokój.

A buu xD 
Co prawda Monisiu nie zasługujesz na rozdział, bo mnie obudziłaś 40 minut przed budzikiem, no ale dobra :P Ale w sumie rozdział jest krótki, więc okej. No to kiedyś na pewno będzie kolejny, a teraz adios :*

sobota, 16 kwietnia 2016

33. "Jesteś bardzo dzielna"

Długą chwilę leżeliśmy przytuleni w milczeniu na łóżku, a potem Ucker zapytał:
-Zostajesz tu, czy chcesz pomóc mi z kolacją?
-Wiesz co? Na razie zostanę, ale może zaraz do Ciebie przyjdę.- odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem.
-Okej, to odpocznij sobie chwilkę. Tylko nie próbuj płakać, bo i tak będę wiedział.
-Dobrze, będę grzeczna. Idź już.- prawie go wygoniłam, dając słodkiego buziaka w policzek.
-Tylko nie zaśnij.
-Spoko, wezmę sobie tableta i w coś pogram.- wzięłam tableta z półki, a Ucker wyszedł.
Oczywiście nie zamierzałam grać, miałam do zrobienia coś ważniejszego. Weszłam w internet i wpisałam w Google "Kiedy można wykonać aborcję". Na jakiejś stronie przeczytałam, że można to zrobić, kiedy jest zagrożenie życia matki lub dziecka. Stwierdziłam, że u mnie są oba te wypadki, więc lekarz mi na to pozwoli. Wyłączyłam tą stronę i usunęłam z historii, żeby Ucker za wcześnie się o tym nie dowiedział. Poszłam do kuchni jak gdyby nigdy nic i zapytałam:
-To w czym Ci mogę pomóc?
-Oo już jesteś... Możesz pokroić warzywa na sałatkę.- odpowiedział Ucker, stojąc przy zlewie.
-Okej, to daj mi nóż i deskę.- usiadłam na krześle przy stole i po chwili zaczęłam kroić warzywa.
-Wiesz co? Pójdziemy jutro do lekarza, żeby potwierdzić twoją ciążę i w ogóle.
-Też to właśnie chciałam mówić.- powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-No widzisz? Telepatia, słońce.- stwierdził, dając mi szybkiego buziaka.
-No na pewno.- zaśmiałam się cicho.
Po jakimś czasie nasza pyszna kolacja była gotowa i usiedliśmy do stołu w salonie. Mój kochany Uckerek zapalił świeczki, żeby dodać trochę romantycznego nastroju. Od razu zastrzegł, że nie ma na celu mnie uwodzić, tylko ma dla mnie zupełnie inną niespodziankę. Jadłam nawet chętnie, bo zresztą czułam się już trochę lepiej niż wcześniej.
-Smakuje Ci?- zapytał, przyglądając mi się ciągle.
-A nie widzisz, że jem ze smakiem?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie lekko podniesionym głosem.
-Spokojnie, upewniam się tylko. Po co te nerwy?
-Przepraszam, jestem po prostu poddenerwowana.
-Wiem, wybaczam. Będziesz jeszcze jadła?
-Nie, już jestem pełna.
-Okej, więc usiądź na kanapie.
-Co Ty kombinujesz?- zapytałam, spełniając jego prośbę.
-Nic takiego. Zamknij oczy i nie podglądaj.
-Jak ja tego nie lubię...
-Nie marudź. Ufam Ci, że nie otworzysz oczu i dlatego Ci ich nie zakryje. No już, zamykaj.- zamknęłam te oczy i siedziałam, próbując ustalić, co on robi.
Słyszałam kroki, a potem muzykę. Poczułam zapach gaszonych świeczek i byłam pewna, że zapalił światło.
-Możesz otworzyć oczy.- powiedział, a gdy otworzyłam oczy w pokoju było ciemno, a jedyne światło dawał księżyc przez odsłonięte rolety.
Przede mną klęczał, a właściwie kucał, bo tak było mu pewnie wygodniej, mój kochany chłopak, trzymając na wyciągniętej dłoni pudełeczko z pierścionkiem. Po raz pierwszy tego dnia na mojej twarzy pojawił się szczery, szeroki uśmiech.
-Kochanie moje najsłodsze... Wiesz co? Kupiłem dla Ciebie ten pierścionek prawie rok temu i jakoś nie mogłem się zebrać, żeby Cię o to zapytać. Na początku chciałem wymyślić coś nadzwyczajnego, żeby Cię zaskoczyć i sprawić, że będzie to niezapomniana chwila. Później już nawet poinformowałem moją rodzinę, żeby byli z nami w tym momencie. Finalnie stwierdziłem, że lepiej, żebyśmy byli wtedy sami. Dlatego zaprosiłem Cię na tą kolację i wcale nie zamierzałem iść do zwykłej restauracji. Miało to być coś bardzo wyjątkowego, ale mniejsza o to. Wiedziałem, że w tej sytuacji nigdzie ze mną nie pójdziesz. Chciałem to po prostu przełożyć, ale stwierdziłem, że muszę jakoś Cię dzisiaj pocieszyć i to będzie dobry sposób, i na pewno zapamiętasz ten dzień. Okoliczności może niezbyt dobre, no ale cóż... Od dawna nazywam Cię moją narzeczoną i są to takie słowa bez pokrycia. Aż do teraz... Skarbie, wyjdziesz za mnie?- mówił to wszystko drżącym głosem, był cholernie zestresowany.
-Już myślałam, że nigdy tego z siebie nie wykrztusisz...- zaśmiałam się słodko. -Jasne, że tak. Kocham Cię, kocham bardzo mocno!- krzyknęłam radośnie, a on drżącą ręką założył mi piękny srebrny pierścionek.
Rzuciłam mu się na szyję, aż poleciał do tyłu na podłogę. Zaczęłam go całować namiętnie i słodko. Nagle jakbym zapomniała o całym tym przeklętym dniu pełnym płaczu i byłam szczęśliwa w ramionach mojego księcia. Całował mnie czule, głaskając delikatnie po udzie.
-Chcesz?- wolał się upewnić pewnie ze względu na to, że ogólnie jestem dziś zła.
-Mhm... A wiesz, co jest najlepsze? Na razie nie musimy się zabezpieczać.- wydukałam między pocałunkami.
-No widzisz? W końcu myślisz pozytywnie.- zaśmiał się i odepchnął mnie na chwilkę, by przenieść się chociaż na kanapę. -Tu będzie wygodniej, bo jesteś za ciężka i wbijasz mnie w podłogę.- stwierdził, leżąc na mnie i dosłownie miażdżąc moje usta swoimi.
-Tak, już za ciężka...- przewróciłam oczami. -Wiesz co? Potrzebuję dobrego relaksu.- powiedziałam, oplatając go nogami w pasie.
-Ja Ci mogę go zapewnić, misiaczku.- od razu pozbył się mojej koszulki, a po chwili stanika.
-Szybki jesteś, skarbie... Dobrze, że chociaż w takich sprawach nigdy nie zastanawiasz się rok.- ewidentnie się z niego nabijałam, to takie fajne...
-Haha, bardzo śmieszne...- zrobił głupią minę. -Dobra, cicho już. Próbuję się skupić na Tobie.- ściągnął też moje spodnie i zostałam w samych majtkach.
-No okej, czyń swą powinność.
Tuż po tych słowach usta Uckera zaczęły wędrować po całym moim ciele. Tak czule, delikatnie, słodko... I właśnie relaksacyjnie, czyli tak jak chciałam. Tylko nie rozumiałam, dlaczego Ucker nadal był w pełni ubrany. Wzięłam się za ściąganie jego koszuli i oczywiście poszło mi to dość sprawnie. Ogólnie jakoś szczególnie mi się nie spieszyło, żeby przejść do rzeczy. Tym razem seks był dla mnie tylko jak dodatek do tego wszystkiego, tej naszej bliskości. Chciałam przede wszystkim relaksu, czułości i takiego słodkiego romantyzmu. No i oderwania się od rzeczywistości, od tych okropnych kłótni. Czułam, że mogę już być spokojna, bo znalazłam wyjście z sytuacji. Ale wracając do tego, co działo się między nami w tej chwili...
Na całym swoim ciele czułam ścieżkę pocałunków Uckera. I było to zupełnie inne, niż zwykle. Zazwyczaj skupia się na moich piersiach, a tym razem przyjemność dawał także innym partią mojej skóry. Dużo całował mój brzuch, szyję ramiona... Ja tylko leżałam i dyszałam na razie cichutko.
-Podoba Ci się to, prawda?- zapytał wprost do moich ust.
-Wiesz doskonale, że to uwielbiam.- odpowiedziałam, powoli ściągając jego spodnie.
-Też uwielbiam Ci to robić. Masz taką delikatną i słodką skórę.
-Nie gadaj tyle, tylko działaj.
-Oj kochanie, jaka Ty dzisiaj nerwowa...
-Lepiej mnie nie denerwuj, bo na całowaniu się skończy. Ja jestem już zrelaksowana, ale Ty pewnie niezaspokojony, więc lepiej się przymknij.
-Masz rację. To ja może się już za Ciebie wezmę, bo mi jeszcze uciekniesz.- szybkim ruchem zdjął moje majtki.
Głaskając mnie opuszkami palców, powoli dotarł między moje nogi, rozsuwając je delikatnie. Od razu znalazł się dwoma palcami w moim wnętrzu. Chyba już nie muszę tłumaczyć, co robił, żeby doprowadzić mnie do szału. Doszłam po raz pierwszy, wyginając się w łuk. Kiedy chwilkę odpoczęłam, będąc znów całowana przez Christophera, pozbyłam się jego bokserek. Stwierdziłam, że skoro dał mi tyle rozkoszy pocałunkami i nie tylko, to muszę mu się najpierw odpłacić. Wzięłam w rękę jego członka i zaczęłam się nim niewinnie bawić. Podobało mu się, bo dyszał ciężko, łaskocząc mnie w szyję swoim ciepłym oddechem.
-Wystarczy już, kochanie.- powiedział, łapiąc mnie za rękę, żebym przestała.
Posmyrał mnie delikatnie po udach, a po chwili delikatnie wszedł we mnie. Jak zwykle złapał moje ręce i umieścił mi nad głową. To jest jakiś jego dziwny nawyk od zawsze, ale nie zamierzam z tym walczyć, bo jest to bardzo fajne i jeszcze bardziej ekscytujące. Zaczął się powoli we mnie poruszać, ciągle całując moją szyję. Wiłam się pod nim jak opętana, nie mogąc złapać oddechu przez doznania, które porywały mnie w zupełnie inny świat. Świat idealny, gdzie jestem tylko ja i mój ukochany tak cudownie nagi i seksowny... Koniec się zbliżał, powoli dochodziłam, dysząc głośniej i jęcząc coraz częściej. Wreszcie doznałam spełnienia, a zaraz za mną Ucker. Jeszcze przez chwilę leżał na mnie, słodko całując moją szyję i dekolt.
-Zrelaksowana?- zapytał jeszcze drżącym głosem przez nadal nieumiarkowany oddech.
-Bardzo. Zaspokojony?
-Jeszcze bardziej.- zaśmiał się słodko i wstał. -Zmykaj do kąpieli, a ja pozmywam naczynia.
-Jak ja Cię za to kocham. Jaki inny mężczyzna dobrowolnie by mył naczynia? Jesteś aniołem, skarbie.
-Nie ciesz się tak, po ślubie się to skończy.- wystawił mi język, śmiejąc się szyderczo.
-Nie wiadomo jeszcze, czy w ogóle się ten ślub odbędzie.
-Dlaczego niby?
-Nie zapominaj, że moja przyszłość jest niepewna.
-Nie zaczynaj znowu, idź się już kąpać.
Tak jak kazał mi Ucker, poszłam się kąpać. Nalałam siebie wody, ale nie tak dużo jak to robi Christopher. Leżałam w wannie, zastanawiając się nad swoją decyzją. Zawsze byłam przeciwna aborcji, bo uważam to za morderstwo. Jednak nie widzę innego wyjścia z tej sytuacji. Mój przypadek jest jednym z wyjątków, kiedy można zrobić coś takiego. Robię to przede wszystkim dla mojego dziecka, żeby nie cierpiało. No, bo jeśli będzie chore, to przeżyje to samo co mój braciszek. A jeśli ja umrę... Nie będzie miało matki i też będzie nieszczęśliwe. To bardzo trudna decyzja, bo jakby nie patrzeć, chcę pozbyć się mojego dziecka i na pewno to też negatywnie odbije się na mojej psychice i nigdy tego sobie nie zapomnę... I Ucker także, bo przecież cieszył się na wieść o mojej ciąży. Nienawidzę podejmować decyzji. Chociaż mój związek z Uckerem w sumie zaczął się od trudnej decyzji i wyrzeczeń z mojej strony, to nie było to aż tak okrutne, jak to, co muszę zrobić teraz. Naprawdę tego nie chciałam, ale bałam się zaryzykować i nie widziałam innego wyjścia.
Kiedy oboje już byliśmy wykąpani, położyliśmy się razem do łóżka. Było mi jakoś zimno i nienaturalnie mocno wtuliłam się w Uckera.
-Co Ci jest?- zapytał tym swoim rozbrajająco słodkim i czułym głosem.
-A musi mi coś być, żeby mocno przytulić Cię na dobranoc? Po prostu jest mi zimno i smutno. A po za tym kocham Cię i uwielbiam twoją bliskość.- odpowiedziałam, całując go w ramię.
-Kochanie moje... Wiesz co? Podziwiam Cię, że znów starasz się jakoś sobie radzić i nie płakać bez przerwy. Jesteś bardzo dzielna, wiesz o tym?- także tulił mnie mocniej, a mi się aż zrobiło głupio na myśl o tym, co planuję zrobić.
-Nie przesadzaj, po prostu udało Ci się poprawić mi humor.- stwierdziłam, ziewając.
-Oj, wybacz... Jesteś zmęczona, a ja Cię zagaduje. Śpij, skarbie. Posmyrać Cię po pleckach?
-Mhm, dobranoc kochanie.
Po tych słowach Christopher zaczął głaskać mnie po plecach, a ja powoli zasypiałam.



Dodaję ten rozdział od rana i dodać nie mogę xD Ale na szczęście Monika mnie poratowała i zaproponowała układzik :D Wgl to przeraziły mnie troszkę Wasze komy ostatnio, bo tak strasznie najeżdżacie na Dul i jak się domyślam, pod tym rozdziałem będzie jeszcze gorzej xD Ale spokojnie, Dulcia ma swoje powody i nawet Uckerkowi ciężko to zmienić ;) Także proszę o wyrozumiałość dla Dulisi :* No to do następnego, skarby <3
Słyszałyście najnowsze wiadomości o naszym RBD?? Poncho będzie tatą!! Jejku, tak się cieszę i już się nie mogę doczekać <3 <3 Pewnie będzie miał śliczne dziecko :D