czwartek, 24 grudnia 2015

15. "Na dobranoc"

Przez kolejne dni moje relacje z Uckerem były bardzo różne. Codziennie nachodził mnie i marudził, żebym z nim była, a ja nie miałam zbytnio ochoty z nim na ten temat dyskutować. Był cholernie natrętny i nie dawał mi spokoju. Jednak chwilami byliśmy naprawdę bardzo blisko, jakbyśmy byli kochającą się parą i to już od paru lat. Tak było w zasadzie ciągle, dopóki nie wchodziliśmy na tematy związane z przyszłością, lub też strefę intymną. Zawsze mieliśmy o czym gadać, ale za żadne skarby nie pozwalałam mu się dotykać. Wyjątek stanowiły momenty, kiedy to na przykład doprowadził mnie do łez, a potem przytulał. Nie miałam nic przeciwko niewinnym uściskom, lubiłam je. Wszystko szlag trafił, jak dostałam pismo z uczelni, że mogę wrócić na studia, wyjątkowo bezpłatnie ze względu na moją trudną sytuację. Na początku byłam bardzo szczęśliwa, bo poczułam, jak otwierają się przede mną drzwi do przyszłości z dala od dawnych problemów. Pobiegłam od razu pochwalić się Anahi. Cieszyła się wraz ze mną, tym bardziej że nigdy nie popierała mojego związku z Uckerem i pragnęła mojego dobra. Dopiero właśnie moja kochana blondyneczka uświadomiła mi, co mnie czeka. Poprosiłam ją, żeby o niczym nie mówiła Uckerowi. Tym sposobem miałam tydzień na przygotowanie go psychicznie do tego rozstania. Mój plan był podły, choć początkowo uważałam go za idealny... 

Od dnia, w którym przyjęto mnie na uczelnie, wszystko się zmieniło, to znaczy... Oczywiście między mną a Uckerem. On nie był niczego świadomy, ale ja byłam zagubiona gdzieś pomiędzy tym, co zrobić muszę, a tym, co podpowiada mi serce. Okrutna prawda była taka, że w głębi duszy chciałam zostać tu przy nim i właśnie ta myśl tak mnie przytłaczała... Nie rozumiałam tego i na siłę odganiałam od siebie te myśli, oczywiście mało skutecznie. Ucker wiele razy pytał, co mi jest i dlaczego jestem inna niż ostatnio, ale konkretnej odpowiedzi nigdy nie otrzymał. Miałam wielką ochotę złamać zasadę naszego "związku", choć do końca nie wiem, czy można to tak nazwać. Pragnęłam jeszcze ten ostatni raz poczuć ciepło jego nagiego ciała i zaznać tej cudownej intymnej relacji jak wtedy, po naszym pierwszym pocałunku. Wiedziałam jednak, że jest to niemożliwe, bo w ten sposób okazałabym swoją słabość i znów się mu poddała, a przecież nie mogłam do tego dopuścić. Dzień przed moim wyjazdem spakowałam się i schowałam walizkę do szafy, żeby się nie zorientował. Chodziłam wciąż rozdrażniona i przejęta perspektywą wymykania się z domu. Wieczorem, kiedy kładłam się spać, w pokoju nawiedził mnie Ucker. Miałam nadzieję, że tego nie zrobi, a tu taka niespodzianka... Z jednej strony miła, ale z drugiej dość uciążliwa.
-Co Cię do mnie sprowadza, Uckerku?- zapytałam poważnym tonem, starając się nie okazywać emocji nagromadzonych w moim ciele i umyśle.
-Po prostu miałem taką dziwną potrzebę bycia z Tobą. To naprawdę silniejsze ode mnie.- zachowuje się zupełnie jakby coś wyczuwał, a przecież nie ma mowy, aby był tak inteligentny i domyślny.
-Proszę, idź sobie, bo zrobię coś, czego bardzo nie chcę zrobić.- miałam na myśli dziki seks z nim, miałam na to wielką ochotę.
-O czym mówisz?
-Nieważne, ale proszę idź już.- trzymałam go na dystans, żeby tylko nie pobudzić moich zmysłów jego obecnością.
-A nie mogę położyć się z Tobą do łóżka? Obiecuję, że będę grzeczny, tylko się koło Ciebie położę. Błagam...- nie powinnam się na to zgodzić, ale to mogła być forma naszego pożegnania, to znaczy może raczej moje pożegnanie z Uckerem, bo to przecież działa tylko w jedną stronę.
-No dobra, niech Ci będzie.- przewróciłam oczami z rezygnacją, po czym weszliśmy razem pod kołdrę.
Spojrzałam mu głęboko w oczy, tak inne od tych jakie poznałam jakiś czas temu. Teraz naprawdę wyrażały one uczucia, może nie do końca nazwane, ale zawsze jakieś. W tej chwili rozpływałam się pod jego czułym, a jednocześnie nadal tak pożądliwym wzrokiem. Nie mogąc już trzymać na wodzy swojego dzikiego pożądania, odwróciłam się do niego tyłem, by nie musieć na niego patrzeć. W moich oczach wezbrały łzy, bo uświadomiłam sobie, że wcale nie chcę go opuszczać.
-Zachowujesz się dziwnie. Co Ci jest?- zapytał, obejmując mnie.
-Nic mi nie jest. Ogarnął mnie po prostu taki smutek, bo jutro mijają dwa miesiące od śmierci Juanita.- skłamałam, bo już jakiś czas temu zrozumiałam, że mój brat ma teraz lepsze życie i nie mogę w nieskończoność za nim płakać.
-A no tak, wszystko już jasne. Tylko mi tutaj znowu nie popadaj w rozpacz.- uśmiechnął się ciepło i pocałował mnie w policzek.
-Nie martw się, możesz być spokojny. Raczej nie zamierzam płakać jutro cały dzień, tak mnie tylko przez chwilę to przybiło. Ale już jest okej.
Rozmawiałam z nim o czymś poważnym i cholernie dla mnie ważnym, ale mimo to bez przerwy walczyłam ze sobą, żeby się na niego nie rzucić. To było nawet trudniejsze niż podjęcie decyzji o "pracy dla niego". Musiałam go w ogóle jakoś wygonić z pokoju, bo rano wyjeżdżam i będzie ciężko. Jedynym sposobem była chyba kłótnia.
-Uckerku, możesz mnie tak nie przytulać?- zapytałam, próbując zdjąć jego rękę z mojej talii.
-Dlaczego? Przecież lubisz, jak Cię przytulam.
-Tak, ale nie w ten sposób i nie w łóżku, bo przypominają mi się dawne czasy, o których pamiętać nie chcę.- kiedy ja gadam te bzdury, moje serce głośno krzyczy: "Idiotko, kochasz go, zostań z nim i nie kombinuj!", ale przecież ja muszę być tą rozważną dziewczyną, która sama odbiera sobie sens istnienia...
-Dul, proszę Cię... Wiesz, jak wielką ochotę zawsze na Ciebie miałem. A wyobraź sobie, że ciągle dość skutecznie to w sobie tłumie na Twoje życzenie. Dostosowałem się do twoich zasad, a Ty nie pozwalasz się nawet przytulić, to wredne.- on ma rację, ale przecież nie o to tutaj chodzi.
Czułam, że nie odpuści, więc musiałam uciec się do innych środków. Nagle usiadłam na brzegu łóżka i zaczęłam zakładać kapcie.
-Gdzie idziesz?- zapytał zdezorientowany.
-Idę spać gdzieś, gdzie Cię nie ma.
-No dobra, już sobie idę, śpij.- i o to chodziło, kochany... Wstał i bardzo zawiedziony kierował się do wyjścia.
Nie chciałam, żeby tak wyglądało nasze pożegnanie, musiałam coś zrobić.
-A buziaka na dobranoc nie dostanę?- zapytałam słodziutko, patrząc na niego z uśmiechem.
-No jeśli chcesz...
Cofnął się i pochylił nade mną, żeby tylko mnie cmoknąć. Był taki niepewny, tego co robi... Myślę, że rozważał, czy może w ogóle dotknąć moich warg, czy może tylko policzka. To było dosyć zabawne. Zdecydował się jednak na ryzyko, a ja niewiele myśląc, przytrzymałam jego głowę przy sobie, by pogłębić pocałunek. Z wrażenia aż opadł na mnie całym ciałem. Kiedy on był w szoku, ja korzystałam z okazji. Objęłam rękami jego szyję i bawiłam się jego włosami, całując go coraz zachłanniej. Dopiero po jakimś czasie Ucker aktywnie się w to włączył. Nasze języki rozpoczęły cudowny taniec namiętności. Dosłownie miażdżył moje usta swoimi, jak i zresztą mnie całą ciężarem swojego ciała. To  wspaniałe uczucie, tym bardziej że zdałam sobie sprawę z moich uczuć do niego. W tym momencie byłam naprawdę szczęśliwa. No dopóki nie przypomniałam sobie idei tego pocałunku... Przecież w ten sposób się z nim żegnam, a on biedny myśli, że to buziak na dobranoc. To brzmi zabawnie, a w rzeczywistości jest bardzo bolesne i trudne do zaakceptowania. Wracając do fizycznej strony tej chwili: W pewnym momencie zaczęłam się obawiać tego, co może się zaraz stać. Miałam nad sobą pełną kontrolę, ale wszystko do czasu... Przez czułe pieszczoty Uckera trafiłam panowanie nad swoim ciałem i chciałam wciąż więcej jego dotyku, pocałunków i pewnie nie tylko. On był bardzo delikatny i wciąż niepewny, ale to chyba tylko strategia działania. Robił coraz śmielsze ruchy, gładząc dłonią coraz większy obszar mojej skóry. Jego chłodne ręce dotarły już na mój rozgrzany pożądaniem do granic możliwości brzuch. I to był jego błąd, bo przeszedł mnie dreszcz, który orzeźwił mój umysł. Ze łzami w oczach, odepchnęłam go delikatnie i wydukałam cicho między pocałunkami:
-Już, wystarczy.- nie zareagował, był zbyt zajęty. -Ucker, przestań już.
Tym razem dotarły do niego moje słowa i oderwał się od moich ust ze zdziwioną miną.
-Tylko nie krzycz, sama zaczęłaś.- rozbawiło mnie to strasznie i zaczęłam się śmiać.
-Dobra, złaź ze mnie.
-Cholera, nie rozumiem Cię...- wstał z łóżka, przyglądając mi się uważnie.
-I nie zrozumiesz, kochanie.- odpowiedziałam, przykrywając się kołdrą, żeby się już na mnie nie gapił. -A teraz dobranoc, już bez buziaka.
-Dobranoc.- odpowiedział, znów kierując się do drzwi.
-Ucker... Przytulisz mnie mocno tak na dobranoc?- nie mogłam się powstrzymać, wcale nie chciałam, żeby wyszedł.
-Oj, marudo moja... Jasne, chodź tu.- usiadł koło mnie na łóżku, a ja wtuliłam się w niego słodko.
Delikatnie kołysał mnie w swoich ramionach, jednocześnie głaszcząc po plecach.
-Ja naprawdę muszę Cię kochać, bo normalnie to już bym się wkurwił na te Twoje zwodzenie mnie i albo stąd wyszedł, albo się na Ciebie rzucił.- stwierdził tak radosnym głosem, że aż mi go żal, bo mu tą radość jutro odbiorę.
-Ty nie umiesz się na mnie złościć, kochany.- powiedziałam, odsuwając się od niego, by móc patrzeć mu w oczy.
-Właśnie dlatego, że jestem ewidentnie w Tobie zakochany.
Zmieszałam się i już się nie odezwałam. Wyszedł, a ja wreszcie położyłam się spać. Miałam niecałe cztery godziny snu, bo na 3:30 ustawiłam sobie budzik.
Nie opłacało mi się nawet zasypiać, bo już "po chwili" zadzwonił budzik. 

Wstałam i pierwsze co to wzięłam kartkę, długopis i postanowiłam napisać do Uckera list pożegnalny z wyjaśnieniami. Oczywiście wszyscy po za nim wiedzieli o moim wyjeździe.

"Kochany Uckerku!
Nie wiem od czego zacząć... Pewnie dziwi Cię to, że leży koło Ciebie jakaś kartka i wyobrażam sobie Twoją minę xD Przejdę może do rzeczy: wyjeżdżam (a właściwie wyjechałam, bo pewnie długo spałeś i dość późno to czytasz) na studia, tak jak wcześniej już zapowiedziałam. Już dawno wysłałam podanie, ale tydzień temu dostałam odpowiedź. Przepraszam z całego serca, że o niczym Ci nie powiedziałam. Uznałam po prostu, że tak będzie lepiej. Oboje wiemy, że gdybyś wiedział, to byś mnie zatrzymał. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Jak wiesz, chciałam wyjechać, żeby zacząć nowe życie, być szczęśliwa i takie tam. Wczoraj jednak ogarnął mnie smutek, bo zrozumiałam, że będę za Tobą tęsknić. Stąd te moje dziwne zachowanie. Buziaki i uściski "na dobranoc" były naszymi ostatnimi. W ten sposób się z Tobą żegnałam, a Ty nawet nie zdawałeś sobie z tego sprawy. Nie masz pojęcia, jak bardzo chciałabym zostać z Tobą i zacząć wszystko od nowa. Jednak prawda jest taka, że nasze wspólne szczęście jest abstrakcją, czymś zupełnie niemożliwym. Jakby się tak zastanowić to był taki moment, kiedy byłam przy Tobie naprawdę szczęśliwa. W ten pamiętny wieczór przed operacją Juanita, kiedy pierwszy raz się kochaliśmy <3 Wtedy nagle wszystko wydało mi się idealne. Wcześniej Cię nienawidziłam, bo byłeś zbyt perwersyjny, a nasza relacja tylko cielesna. A teraz? No cóż... Teraz naprawdę dobrze, się przy Tobie czułam, ale brakowało mi tej fizycznej relacji, która była na początku, choć sama z tego zrezygnowałam. Wszystko po to, żeby się w to nie wciągać, bo nie chciałam być Twoją własnością. Wczoraj powiedziałeś, że mnie kochasz... Jeśli tak jest naprawdę, to proszę nie szukaj mnie. Choć teraz łamie mi się serce na myśl o rozstaniu z Tobą, to wiem, że tak musi być. Chcę cieszyć się wolnością z dala od miejsca, w którym wylałam tyle łez. Wiedz, że nigdy o Tobie nie zapomnę, bo w jakimś sensie też Cię pokochałam. Bardzo się zmieniłeś (na lepsze oczywiście) i na pewno znajdziesz sobie kogoś, kogo pokochasz mocniej niż mnie. Może kiedyś Cię odwiedzę, ale raczej nie prędko, bo to zbyt boli.
P.S. Choćby wbrew Tobie, oddam Ci pieniądze, jak tylko będę miała.
                              Dulce"

Ledwo widziałam przez zaszklone oczy i strasznie brzydko to napisałam. W dodatku na kartce było kilka mokrych plam od moich łez. Zakradłam się cichutko do pokoju Christophera i położyłam kartkę na komodzie przy łóżku tuż obok jego telefonu. Delikatnie pocałowałam go w policzek i wyszłam. Ogarnęłam się i razem z Anahi pojechałyśmy z szoferem do centrum Meksyku, gdzie stoi wielki budynek najlepszej uczelni w kraju. W sumie określenie "wyjechałam", którego ciągle używam jest chyba trochę za mocne, bo stąd do domu Uckermannów wcale nie jest tak daleko. Obiecałyśmy sobie z Ann, że będziemy utrzymywać ze sobą kontakt. Kazałam jej też przysiądz, że nie powie bratu, gdzie jestem.

❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄

No dobra... Zamierzałam jednak nie dodawać, bo jakoś słabo z komentarzami ostatnio było, no ale okej... Wiecie te święta xD Siedzę u babci po kolacji i czekam na pasterkę, więc stwierdziłam, że dodam ten rozdział. No więc kochane moje... Wesołych świąt, spełnienia marzeń i wgl wszystkiego co najlepsze :* I co ja Wam mogę dzisiaj jeszcze powiedzieć? Mam ważną sprawę, ale to po świętach, bo nie chcę nikomu psuć humoru :P No to żegnam wszystkich i zapraszam na rozdział kiedyś tam xD 

poniedziałek, 21 grudnia 2015

14. "Zero kontaktu fizycznego"

Dopiero rano zorientowałam się, że zasnęłam na trawie. Byłam strasznie przemarznięta, mimo że promienie słoneczne już ogrzewały moją skórę. Źle się czułam, bo znając mój mało odporny organizm, już się przeziębiłam. Miałam wrażenie, że mam gorączkę. Wstałam i chciałam znaleźć drogę do domu. Szłam i szłam po prostu przed siebie. Chciałam tylko wyjść z tego lasu, później będzie łatwiej. Nie wiedziałam nawet która godzina. Byłam cholernie głodna i słaba. Wydawało mi się, że słyszę piskliwy głos Anahi. Po chwili okazało się, że wcale mi się nie wydaje.
-Dulce!- Any mnie wołała, zobaczyłam ją w oddali.
-Any!- krzyknęłam, rzucając się z płaczem w jej ramiona.
-Dul, co Ty tu robisz? Szukamy Cię z Uckerem od rana... Martwiliśmy się, a Ty się włóczysz po lesie!- no tak, na wstępie dostałam zjebkę od Any.
-Martwiliście się? Jasne... Ty to może tak, ale Ucker... jakoś w to nie wierzę.
-Dlaczego? Wspominał mi, że się pokłóciliście, ale nie chciał powiedzieć nic więcej.
-A wiesz dlaczego? Bo mu wstyd, że jest takim frajerem!
-Czemu tak mówisz? Z tego co słyszałam, to dużo Ci pomagał.- oo, Uckerek uświęcił się w oczach siostrzyczki...
-Tak, ale za jaką cenę... Dobra, powiem Ci. Muszę się wygadać, bo inaczej zwariuję, przysięgam. Tylko nikomu o tym ani słowa.
-Spokojnie, nie powiem nic.
-To prawda, Ucker mi pomagał. Zapłacił za operację Juanita. Wierzyłam, że robi to z dobrego serca, ale się myliłam. Wcześniej też dawał mi pieniądze... Za seks.- Anahi była w szoku, nie dziwię jej się.
-Płacił Ci za seks?! To chore! Nie podejrzewałam Cię o to.- powiedziała z wyrzutem.
-Poczekaj, nie masz prawa mnie oceniać. Nie miałam innego wyjścia, potrzebowałam tych pieniędzy dla brata. To była jedyna okazja, żeby szybko zarobić. Tak, byłam prywatną dziwką Twojego brata i strasznie się z tym czuję. A wiesz co jest najgorsze? Poświęciłam wszystko, swoją niewinność, godność, a mój braciszek i tak nie żyje!
-A o co pokłóciłaś się z Uckerem?
-No, bo kiedy z moim bratem było tak strasznie źle, to zapłacił za tą operację od razu. No i jak on zmarł, to był taki niby kochany, opiekuńczy. Aż do wczoraj... Wyjechał mi z tekstem, kiedy zacznę spłacać dług, w naturze oczywiście. Wkurzyłam się, bo to było cholernie chamskie z jego strony. No i teraz nie wiem, co mam robić... Mam ochotę zniknąć, bo nie zamierzam już nigdy się z nim pieprzyć. A on nie chce, żebym oddała mu kiedyś w gotówce, chce tylko w ten durny, zboczony sposób.
-Co za świnia! Zawsze wiedziałam, że mój brat jest popierdolony, ale żeby aż tak?... Zjebię go i to ostro!
-Nie! To sprawa między nim, a mną. Nie chcę, żebyś przeze mnie kłóciła się z bratem. Ciebie proszę tylko o dyskrecję. Jesteś moją przyjaciółką i naprawdę Ci ufam.
-Co zamierzasz?
-Nie wiem jeszcze. Przerwałam studia i chciałabym na nie wrócić, ale nie wiem, czy mnie jeszcze tam przyjmą.
-Coś wymyślimy, pomogę Ci. Musisz stąd szybko uciekać, zanim Ucker całkiem uzna Cię za swoją własność i zacznie trzymać  pod kluczem.
-Wiem. On chyba już oszalał i chce mną rządzić.- stwierdziłam.

Kiedy poszłyśmy do domu, ogarnęłam się, wykąpałam i poszłam na śniadanie. Zmierzyłam gorączkę, a Anahi nafaszerowała mnie tabletkami na grypę. Do kuchni wszedł Ucker.
-Gdzie byłaś?- zapytał, podchodząc do mnie.
-Nie Twoja sprawa.- odpowiedziałam, nawet na niego nie spoglądając.
-Dul...
-Nie widzisz, że ona nie chce z Tobą gadać?!- wtrąciła się Ann. -Daj jej spokojnie zjeść i się odpierdol!
Po tych słowach Christopher wyszedł wkurwiony, a ja wiedziałam, że mi nie odpuści i będzie awantura. Do końca dnia już się z nim nie widziałam, bo chyba gdzieś poszedł.

Wieczorem, kiedy już zasypiałam w swoim łóżku, usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Od razu byłam prawie pewna, że to Ucker. Postanowiłam udawać, że śpię. Usiadł koło mnie na łóżku i pogłaskał czule po policzku.
-Dul, śpisz?- zapytał cicho.
-A jak myślisz?- odpowiedziałam zirytowana pytaniem na pytanie.
-Jesteś na mnie zła za wczoraj, prawda?
-Nie Ucker, zła to zbyt delikatne słowo.- stwierdziłam beznamiętnie.
-A więc wkurwiona... No okej, przepraszam- powiedział to od niechcenia, równie dobrze mógłby ująć to w ten sposób: "Dobra, przeproszę Cię, a Ty dasz mi dupy".
-Nie chcę od Ciebie przeprosin. I nie jestem ani zła, ani wkurwiona! Jestem po prostu rozżalona i wręcz przerażona tym, jak bardzo brzydzę się Tobą i twoim postępowaniem. Jestem też wykończona psychicznie, a przez Ciebie także przeziębiona. Coś jeszcze?
-Nie, to wystarczy.- w jego głosie usłyszałam smutek i jakby rezygnację, to było dziwne.
-Świetnie, a więc wyjdź.- spojrzałam mu w oczy, które mimo fałszywego spojrzenia, hipnotyzowały pięknem.
-Chcę z Tobą pogadać. Mam propozycję.
-O nie, tylko nie twoje propozycje... Nienawidzę ich.
-Wysłuchasz mnie, czy nie?
-Mów. Tylko szybko, bo chcę spać.
-Zacznijmy wszystko od nowa.
-Nie rozumiem.
-No, bo... Chciałbym, żeby łączyło nas coś więcej niż seks.
-Możesz trochę jaśniej, do cholery?!
-Okej... Nie chcę już dziwki, chcę dziewczynę. Potrzebuję prawdziwego związku, potrzebuję w ogóle Ciebie. Uwielbiam, kiedy jesteś przy mnie i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie.
-Oj, chyba będziesz musiał, bo odchodzę.- powiedziałam tak lekko, że aż trudno uwierzyć.
-Co? Jak to, dlaczego odchodzisz? Aż tak masz mnie dość?
-Tak, ale nie o to chodzi. Chcę wrócić na studia, zacząć nowe życie. Tutaj nie przesunę się w przód ani o krok, bo wiele rzeczy mnie ogranicza, chociażby Ty i ten jebany dług.
-No właśnie... Co Ty sobie myślisz, że wyjedziesz gdzieś, zapomnisz i nigdy mi tego nie oddasz? O nie, kochanie, na to Ci nie pozwolę.
-Już mówiłam, że oddam Ci to w gotówce.
-Nie chcę kasy, chcę tylko Ciebie.
-Nie, Ucker, nie będę twoją zabawką. Nie licz już na nic, żaden bliski kontakt, czy relację.
-Dulce, proszę...- mówił słodkim głosem, przytulając mnie od tyłu.
-O co Ty mnie prosisz, bo już nie rozumiem?- oczywiście starałam się uciec, żeby mnie nie tulił, nie dotykał w ogóle.
-Chcę tylko, żebyś była ze mną. Nieważne jak i co, bylebyś była blisko.
-Czemu tak bardzo Ci na tym zależy?...
-Bo ja Cię chyba kocham. Dulce, ja się od Ciebie uzależniłem.- i tu mnie zatkało, ale nie pozwolę na jakiekolwiek głębsze uczucia.
-Nie, to nie miłość. Co najwyżej mogłeś przyzwyczaić się do wspólnych nocy, ale nie ma mowy o niczym innym. Nasza relacja była tylko fizyczna, wbij to sobie do głowy.- odwróciłam głowę jego stronę, a nasze spojrzenia się spotkały.
-Pozwól mi Cię kochać. Chociaż spróbujmy...- przytulił mnie znowu mocno, nie chciałam tego. Przypomniały mi się słowa Anahi "Musisz stąd szybko uciekać, zanim Ucker całkiem uzna Cię za swoją własność". Czas na opracowanie strategii...
-Dobra, niech Ci będzie, ale tym razem ja ustalam zasady.- powiedziałam konkretnie i chłodno.
-No dobra, mów.
-Nie, zasady wyjdą w praniu.
-Tak nie można, to oszustwo.
-Dobra, to powiem Ci o tej najważniejszej... Zero kontaktu fizycznego.- i tu go zagięłam, ciekawe co na to powie. -A więc odsuń się ode mnie, zachowaj bezpieczną odległość i mnie nie przytulaj.- wyrwałam się z jego objęć i o mało nie spadłam z łóżka.
-Jak mamy być razem, jeśli nie mogę Cię nawet dotykać?!
-Nie wiem, ale mało mnie to obchodzi. To Ty tak nalegałeś, mi na tym nie zależy.
Myślę, że postawiłam sprawę jasno. Ucker był wyraźnie zdezorientowany, ale o to mi w sumie chodziło. Teraz to ja owinę go sobie wokół palca i nie dam sobą pomiatać. Wcześniej mógł mną rządzić, ale teraz już nie mam dla kogo dać się poniżać. Koniec z bezbronną Dulą, czas by świat poznał prawdziwą mnie! Od dziś żadnych uczuć i martwię się tylko o siebie, nie o resztę. Uśpię jego czujność i wyjadę, kiedy najmniej się będzie tego spodziewał.
Mimo, że zakazałam mu bliskiego kontaktu, to i tak został ze mną i wpakował mi się do łóżka pod kołdrę. Nie zareagowałam, bo byłam zbyt zmęczona i chciałam już iść spać. Szybko zasnęłam, zapominając w ogóle o jego obecności.

Kiedy się obudziłam, Uckera przy mnie nie było. Ubrałam się i zeszłam do kuchni, gdzie wszyscy kończyli już śniadanie. Była tam też Pani Laura, więc wypadało się usprawiedliwić.
-Przepraszam za spóźnienie, ale zapomniałam nastawić budzik.- powiedziałam z grzecznym uśmiechem.
-Nic się nie stało, skarbie. Ucker mówił, że jeszcze śpisz. Chodź tu do nas, siadaj.- cholera, dlaczego mama Uckera zaprosiła mnie do stołu? Od razu wiedziałam, że on ma z tym coś wspólnego, bo dziwnie się uśmiechał, a Anahi przewracała oczami, jakby była o coś zła.
-Ale przecież mam mnóstwo obowiązków...
-Nieważne, zjedz z nami.
Usiadłam na krześle między Uckerem, a Panią Laurą. Czułam się dziwnie, siedząc przy stole z moją pracodawczynią, będąc tylko zwykłą służącą. W dodatku miałam miejsce koło Uckera, który samą swoją obecnością mnie onieśmiela i przyprawia o dreszcze. Zrobiłam sobie kanapkę z przygotowanych na stole składników i zaczęłam jeść.
-Słyszałam, że jesteś dziewczyną mojego syna.- i tu mnie zatkało... Dosłownie, bo zaksztusiłam się kanapką.
-Nie wierzysz mi i musisz się upewnić, czy jak?- zapytał żartobliwie Ucker.
-Coś w tym stylu.
-Powiedz kochanie swojej przyszłej teściowej, że jesteśmy razem.- za tą głupią gadkę kopnęłam go pod stołem z całej siły w kostkę.
-Pani syn ma wspaniałą wyobraźnię... Nie jesteśmy razem, tylko się przyjaźnimy.- zaprzeczyłam, skrycie rzucając mu wredny uśmiech. Był na mnie zły, widziałam to w jego oczach.
-Szkoda... Już miałam nadzieję, że mój synek znalazł sobie przyzwoitą dziewczynę, ale tego się chyba jednak nie doczekam.- stwierdziła Pani Laura, wyraźnie kpiąc sobie z syna, a Any wybuchła śmiechem.
-No co Ty mamo... On nie bawi się w związki, woli wykorzystywać co noc inną.- oczywiście nasza kochana blondyneczka musiała dodać zgryźliwy komentarz o braciszku, kocham ją za to.
Miałyśmy niezły ubaw, ale samemu zainteresowanemu raczej do śmiechu nie było. No cóż... Tym razem wygrałam. 

☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀☀

No dobrze, jest już po 00:00, a więc jest poniedziałek 21 grudnia ;) Wiecie co to znaczy? Dzisiaj jest światowy dzień Vondy, czyli dwóch zajebistych ludzi, dzięki którym jesteśmy tu na tym wspaniałym blogu xD Jak zwykle po północy Pelasia łapie fazę :D 21 grudnia to piękny dzień, choć z drugiej strony bardzo smutny i chce mi się płakać na myśl o tym, przez co przeszli członkowie RBD tego dnia parę lat temu (za późno na matmę, dlatego napisałam parę xD). I współczuję, a jednocześnie zazdroszczę ludziom, którzy żegnali ich na tym koncercie :'( Nie wiem, czy bym chciała tam być, bo chyba by mi serce pękło. 
No dobra, dość, bo jak zwykle poematy tu wypisuję xD Następny rozdział dodam w Wigilię, choć być może późnym wieczorem, bo pewnie mama będzie jak zwykle ganiać mnie, żebym coś robiła i po prostu nie będę miała czasu. Ok, w takim razie wesołych świąt jeszcze nie piszę, później :* 
A wgl to brawa dla mnie, bo rozdział ciut bardziej pozytywny (gdyby nie rozpamiętywać śmierci Juanita) 
Dobra, to dzisiaj zakończymy takim Vondaskowym akcentem: 

piątek, 18 grudnia 2015

13. "Kiedy Ty dorośniesz?"


Ucker prawie siłą wyciągnął mnie ze szpitala. Chciałam tam jeszcze zostać z bratem, nie mogłam stamtąd wyjść tak po prostu. To sprawiało mi zbyt wiele bólu, bo przecież spędziłam z nim tutaj tyle czasu po to, by wyzdrowiał, a nie umarł. Finalnie w objęciach przyjaciela wyszłam. Wsiadłam do auta z przodu i płakałam dalej. Nawet nie zapięłam pasów.
-Co ja mam Ci jeszcze pasy zapinać?- powiedział z udawanym oburzeniem, nie odpowiedziałam.
Zapiął te pasy tak naprawdę pewnie z przyjemnością i ruszył. Po drodze oczywiście nie odezwałam się ani słowem. Kiedy weszliśmy do domu, Ucker zapytał czule:
-Zjemy coś, słońce? Chodź, zrobimy kolację.
-Nie mam ochoty.- wysiliłam się na tą krótką odpowiedź.
-Nie, Duluś, powinnaś coś zjeść.
-Nie jestem głodna, daj mi spokój.- odmówiłan ponownie i wyszłam z domu.
Usiadłam na schodach, chowając twarz w dłonie i znów zalałam się łzami. To już drugi raz, kiedy siedzę tu i płaczę. Tyle że tamten powód był prawie głupotą, a teraz... No gorzej już być nie może. Nagle zaczął padać deszcz, który udowodnił mi, że jednak zawsze może być gorzej. Zastanawiałam się, co jeszcze mnie w życiu spotka. Jestem na świecie zupełnie sama, otaczają mnie tak naprawdę obcy ludzie, którzy czasem pełnią rolę moich przyjaciół, mój najdroższy, jedyny brat umarł, a ja pieprzyłam się za pieniądze... Takiego życia to tylko pozazdrościć. Miałam już naprawdę wszystkiego dość! Czułam, że mój świat się rozpada, a ja utknęłam gdzieś w jego gruzach. Nagle poczułam coś na ramionach, to była kurtka. Od razu domyśliłam się, że jest tu Ucker.
-Długo zamierzasz tu sama siedzieć?- zapytał, siadając koło mnie.
-Właśnie, Ucker... Sama, więc możesz sobie już iść?- wiem, że to nie było miłe, ale nie myślałam nad tym zbytnio.
-Nie jesteś zbyt uprzejma, ale dziś Ci to wybaczę. Wiedz, że nie zostawię Cię samej.
-Ucker, proszę...
-Nie, bo mi tu zamarzniesz. Idziesz do domu i tyle w temacie.- on ewidentnie próbował mną rządzić, czego bardzo nie lubię.
-Chcę pobyć trochę sama, zrozum.- próbowałam dalej się go pozbyć.
-Nie skarbie, wcale nie chcesz, wiem to. Potrzebujesz czyjejś obecności, bo czujesz się jeszcze bardziej samotna niż zwykle. Mam rację?- kurde, on mnie tak dobrze zna...
-Przytul mnie mocno i nie puszczaj, bo się rozpadnę.- wtuliłam się w niego, znów wpadając w dziką rozpacz.
-No już... Wypłacz się, wyżal.- mówił czułym głosem, przytulając mnie mocno i głaskając delikatnie po głowie.
-Nie dam rady dłużej. Mój świat nie ma sensu... Straciłam jedyną bliską mi osobę, dla której tyle poświęciłam. To jest straszne i nie wiem już, co dalej robić. Dziękuję za pomoc i wsparcie, ale prawda jest taka, że nie masz pojęcia, co ja czuję i nie jesteś w stanie mnie pocieszyć.- wydukałam przez łzy, ciągając nosem.
-Wiem, ale ja się o Ciebie po prostu martwię. Przechodzisz trudne chwile i chcę się tylko Tobą zająć, to zwykła troska.
-Dziękuję Ci z całego serca.- strumień moich łez wezbrał na sile, a ja aż drżałam nie tylko z zimna, ale i z rozpaczy.
-Chodź do domu, bo zaraz mi się tu rozchorujesz.- powiedział, wstał i wyciągnął do mnie rękę, żebym też się podniosła.
Już bez żadnych protestów poszłam z nim do domu. Ciągnął mnie do swojego pokoju, a ja już nie miałam siły mu się opierać.
-Uszykuję Ci relaksacyjną kąpiel z bąbelkami, co Ty na to?- a Ucker jak zwykle ukazuje swoją duszę dziecka i sądzi, że będę się teraz jarać jakimiś bąbelkami. Boże, co za człowiek...
-Aj, Ucker... Kiedy Ty dorośniesz?- zapytałam cicho, kręcąc głową.
-Czemu o tym mówisz, przecież jestem od Ciebie starszy?
-Wiek to tylko liczba. Nie oszukujmy się, że jestem od Ciebie dużo dojrzalsza, bo życie mnie do tego zmusiło... Ty opływasz w luksusach i nigdy o nic nie musiałeś się martwić. A ja tak naprawdę nie miałam dzieciństwa i musiałam dorosnąć bardzo szybko, i jakoś przetrwać.
-Masz rację. Ja zachowuje się jak głupi dzieciak, a Ty jesteś poważną kobietą, która wiele przeszła. Ty nie potrafisz się w pełni wyluzować i wygłupiać, a mi z trudem przychodzi zachowanie powagi. Tak już jest i to nie bez powodu... Nawet nie wiesz, ile bym dał, żeby móc choć na chwilę zdjąć z Ciebie ten ciężar, byś mogła odpocząć od wiecznej męki. Chciałbym zobaczyć Twój uśmiech, nie tylko na ustach, ale i w oczach. Niestety Twoje oczy są wciąż smutne, odkąd Cię poznałem...
-Teraz prawdopodobnie już nigdy nie ujrzysz uśmiechu na mojej twarzy, bo moje serce przepełnia żal i smutek z powodu utraty ukochanej osoby.
Ucker już nie odpowiedział, tylko po raz kolejny tego dnia przytulił mnie czule, bym znowu całkiem się nie rozpłakała. Tak jak zapowiedział, uszykował mi kąpiel. Chciał wejść ze mną, ale mu nie pozwoliłam, bo choć przez ten niedługi czas chciałam pobyć sama ze swoimi myślami. Po mnie do łazienki poszedł Ucker i wziął szybki prysznic, żeby jak najszybciej do mnie przyjść. Położyliśmy się do łóżka w swoich objęciach. W cudownych, bezpiecznych ramionach Christophera poczułam się tak dobrze i ciepło, że natychmiast zasnęłam.
Dwa dni później odbył się pogrzeb Juanita. Wszystko zorganizował Ucker z pomocą Anahi, bo ja nie miałam na to siły psychicznej, jak i tej fizycznej, bo prawie nic nie jadłam. Pogrzeb wywołał we mnie mnóstwo emocji do tego stopnia, że później byłam praktycznie nieobecna duchem i nikt nie mógł się ze mną dogadać. Usiadłam w salonie na kanapie i siedziałam cicho z wzrokiem wlepionym w bliżej nieokreślony punkt. Z moich oczu leciały drobne łzy, których nie zdołałam wypłakać wcześniej. W pewnym momencie podszedł do mnie Ucker i usiadł obok.
-Skarbie, nie płacz tak ciągle, bo się wykończysz.- powiedział czułym głosem, całując mnie delikatnie w skroń.
-Nie potrafię inaczej. Czuję, jakby moje serce obumierało połamane na miliony kawałeczków.- odpowiedziałam beznamiętnie, błądząc wzrokiem po pokoju.
-Aj, Dulce... Kiedy Ci to przejdzie?
-Kiedy mi przejdzie?! Ucker, mój brat umarł, więc nie oczekuj, że szybko mi przejdzie...
-Przepraszam, po prostu wiesz... Nie mogę się doczekać, kiedy zaczniesz spłacać u mnie swój dług.- i tu mnie zatkało...
Podniosłam się z kanapy i stanęłam przed nim jak wryta, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
-Ty idioto! Udajesz przyjaciela, niby mnie wspierasz, a tak naprawdę chodzi Ci tylko o jedno...
-Nie, to nie tak...- próbował się bronić, ale po co?
-A jak?! Zaufałam Ci, wierzyłam, że się zmieniłeś, myślałam, że robisz to wszystko dla mnie i mojego brata... Ale teraz już wiem, że Ty nie robisz niczego dla innych, tylko dla własnej przyjemności. Brzydzę się Tobą, nie chcę Cię znać!- skrzyczałam go i chciałam odejść, ale złapał mnie za rękę.
-Co Ty odpierdalasz?! Taka była umowa, że płacę za operację, a Ty oddajesz mi w naturze, więc teraz się na mnie nie drzyj!- krzyknął głosem typowym dla niego, takim jaki znałam od początku: władczym i szorskim.
-Ale ta jebana operacja się nie udała, a Juanito nie żyje!
-I co z tego?! To nie zmienia faktu, że masz u mnie dług. Czego jeszcze nie rozumiesz?
-Jesteś okropny... Wypchaj się tą swoją kasą i pseudo przyjaźnią!- uderzyłam go w twarz i wybiegłam z domu.
Tym razem nie siedziałam na schodach jak sierota. Biegłam przed siebie, żeby wyładować całą złą energię. W końcu opadłam z sił i stanęłam. Dopiero wtedy zorientowałam się, że jestem w lesie. No świetnie... Przez tego durnia się zgubiłam. Jednak nie dbałam zbytnio o to, gdzie się znalazłam, ani co ze mną będzie. Nie obchodziło mnie w tym momencie nic.
Kiedy emocje opadły i zaczęłam racjonalnie myśleć, chciałam wyjść z tego lasu. Okazało się, że naprawdę się zgubiłam. Robiło się ciemno, a ja byłam sama w środku lasu. Brawo, Dul, jesteś zajebista! Ku mojemu zaskoczeniu nie odczuwałam wielkiego strachu. Przeciwnie, czułam się wolna. Nie było przy mnie natrętnego Uckera i nie musiałam robić nic wbrew swojej woli, jedynie tu siedzieć. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że było mi cholernie zimno. Postanowiłam przeczekać noc i nie zamarznąć, a rano znaleźć jakieś wyjście.

☁☁☁☁☁☁☁☁☁☁☁☁☁☁☁☁

No dobrze, jak tak ładnie prosicie, to dodam teraz ;) W sumie to i tak jest już piątek, bo to te moje dodawanie "wieczorem" podczas choroby xD Niestety to kolejny mało pozytywny rozdział (ale jak twierdzi Monika jestem mordercą, więc czego się po mnie spodziewać). Mam już napisane 20 rozdziałów do przodu, więc raczej będę dodawać częściej, co nie zwalnia Was z pisania dużej ilości komentarzy :* 
Boże, nie mogę uwierzyć, że to już 3 tygodnie odkąd widziałam się z Dulą, tak za nią tęsknię :'( :'( ❤❤❤