piątek, 30 października 2015

Epilog "Szukając sensu życia"

Dulce:
Od trzech lat jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Mam wspaniałego męża i trójkę dzieci. Tak trójkę, bo urodziłam bliźniaki- Biancę i Pabla. Myślę, że teraz nauczyłam się być dobrą matką i nie popełniam takich błędów jak przy Mii. Na szczęście moja zerwana więź z córką została odbudowana i nie mamy żadnych, że tak powiem, braków. Mam do niej szczególny sentyment i jest moją ukochaną córeczką, przez to ile ze mną przeszła. Teraz znów spodziewam się dziecka, jestem w piątym miesiącu. Możnaby pomyśleć, że z Uckerem nie mamy granic i ciągle się tylko kochamy, no bo czwórka dzieci w takim czasie to dość dużo... Jednak tak wcale nie jest, bo w zasadzie rzadko mamy czas tylko dla siebie. Naszym jedynym ratunkiem jest Anahi, która chętnie bierze do siebie nasze dzieci. A właśnie co do mojej kuzynki: Dalej jest sama z Lupitą. Poncho bardzo jej pomaga, ale ich relacje są czysto przyjacielskie. To znaczy my wiemy, że on nigdy nie przestał jej kochać, ale musiał się z tym pogodzić. Smutne, ale prawdziwe... Oboje nie raz przyznali, że zazdroszczą nam tej wszechobecnej miłości. No dobra, żeby nie było tak kolorowo, to podkreślę, że Mia ciągle dokucza maluchom, a w domu jest wieczna wojna. Ale jak to zwykle z rodzeństwem bywa, kiedy naprawdę trzeba to jest wielka, bezwarunkowa miłość. I tak powinno być!  Codziennie zadaję sobie to samo pytanie: Czy moje dzieci nie mogłyby być troszkę spokojniejsze? Wszędzie ich pełno i średnio raz na dwa miesiące odwiedzamy szpital, bo któreś z nich coś sobie zrobi. Także nigdy nie jest nudno... Jednak postanowiliśmy z Uckerem, że jeszcze jedno dziecko i koniec, zainwestujemy w antykoncepcje. Co za dużo, to niezdrowo... Gdyby nie Ucker, to już dawno wylądowałabym w psychiatryku. W sumie to bez niego nie potrafiłam sobie poradzić nawet z jednym dzieckiem, a co dopiero z trójką... On ma świetne podejście do Bianci, która jest największym urwisem. Mój maleńki Pablito to straszny mamisynek i słucha się bardziej mnie, bo z Uckerem ciągle się o mnie kłócą. No a Mia od zawsze jest tak po środku, choć jest już oficjalnie NASZYM wspólnym dzieckiem i nie mamy z tym problemu. Wzięliśmy z Uckerem ślub kościelny i już mam normalnie jego nazwisko, dzieci oczywiście też. Generalnie rodzina Uckermann na pół miasta słynie z wielkiej miłości, szczęścia i pięknych, niesfornych dzieci. 

Tak kończy się historia z natury głupiej i naiwnej dziewczyny, która dawno, dawno temu zaufała i pokochała niewłaściwego mężczyznę, a później płaciła za to latami... Dziś, patrząc wstecz, nie mogę uwierzyć, że dawniej byłam tak nieszczęśliwa i chciałam popełnić samobójstwo. Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby mi się udało... Nie poznałabym miłości mojego życia, ani moich dzieci. Jakby mi wtedy ktoś opowiedział moją przyszłość, nie uwierzyłabym. Moje życie teraz jest idealne, przepełnione miłością. Mam przy sobie moją cudowną rodzinę- spełnienie moich marzeń i sens życia. Jeśli dziś miałabym umrzeć, to tylko za nich. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i koniec moje drogie ;) Kurde, czy ja zawsze muszę tak strasznie pozytywnie kończyć, że oni zostają cudowną rodziną?... No cóż, chyba już taki urok moich opowiadań xD No dobra, po prostu jakoś nie mam serca, żeby źle zakończyć :) Za bardzo kocham Vondy <3 Żeby nie było: historię Anahi i Poncho zakończyłam niezbyt dobrze, właśnie żeby nie było tak kolorowo. Po za tym inaczej ich losy byłyby zbyt podobne, a to bez sensu. I jak zwykle się rozpisałam xD Teraz już krótko i rzeczowo: Niedługo dodam obsadę następnego opowiadania i mam nadzieję, że ono też przypadnie Wam do gustu. 
P.S. Według mnie jest lepsze niż to ;)
Do kiedyś tam :**

poniedziałek, 26 października 2015

20. "Masz świra"

Dulce:
Kiedy staliśmy już razem w zamkniętej kabinie, odkręcił ciepłą wodę, która rozkosznie spływała po naszych nagich ciałach. Zaczęły się słodkie, niewinne pocałunki, czyli to co kocham najbardziej.
-Ty się tak kochanie nie rozkręcaj. Twoja przyjemność była wcześniej, teraz moja kolej.
-Ucker, Ty świnio...
-Spokojnie... Wiesz co mi sprawia największą przyjemność?
-Co?
-Jak mogę dotykać Twojego ciała, które teraz jest tylko dla mnie. A więc pozwól, że pomogę Ci się umyć.
-Masz świra, skarbie.- stwierdziłam, pociągając zębami za jego dolną wargę.
-Mam. Od czterech lat. Na Twoim punkcie.- przyznał, całując mnie czule w skroń.
-Kocham Cię tak bardzo mocno, że nie wiem, jak wytrzymałam bez Ciebie tyle czasu.- wycałowałam mu praktycznie całą twarz i szyję.
-Rozumiem Cię, czuję dokładnie to samo.- nalał  żelu do kąpieli o przecudnym zapachu na swoją dłoń.
Odsunął mnie spod strumienia wody, bo w tym momencie trochę by to przeszkadzało i zaczął mydlić moje ciało. Rozpoczął kulturalnie od pleców, robiąc mi przy tym delikatny i bardzo przyjemny masaż.
-Zdążyłam zapomnieć, jak magiczne są Twoje ręce.- powiedziałam cicho, przymykając oczy.
-Już nigdy nie zapomnisz. Będę robił Ci masaż codziennie.- obiecał, całując mnie w kącik ust.
-No zobaczymy... Znudzi Ci się.
-Pewnie kiedyś tak, ale nie musisz od razu tego mówić. Jak zwykle wszystko psujesz...
-Oj, wybacz...-przewróciłam oczami, a on i tak tego nie widział, stojąc do mnie tyłem.
-Mogę też Cię umyć?- zapytałam, odwracając się w jego stronę.
-Nie, skarbie. Mówiłem Ci przecież, że teraz ma być przyjemność dla mnie.
-Jesteś wredny, nie kocham Cię!- udałam obrażoną, krzyżując ręce na piersi.
-No dobra, chodź tu.- przyciągnął mnie do siebie i soczyście pocałował.
Po cudownym pocałunku znów nalał żelu do kąpieli na swoje dłonie i tym razem namydlił moje piersi. Ach, to było przecudowne... Jego magiczne ręce dawały mi wiele przyjemności, prześlizgując się po mojej skórze. Jego dotyk działał na moje piersi tak, jak ta cała sytuacja na Uckera przyrodzenie. Oparłam się o ścianę, bo bałam się, że upadnę na podłogę z rozkoszy. Stwierdziłam, że muszę mu się jakoś odpłacić, więc wzięłam w rękę jego członka. Moja dłoń ślizgała się po nim w tą i z powrotem. Po pewnym czasie Ucker zaczął głośno dyszeć.
-Dulce, przestań.- poprosił, a ja jedynie zwolniłam.
Robiłam to celowo, bo chciałam sprawdzić jego wytrzymałość. -Jeśli za moment nie skończysz, to zrobię się niedelikatny.- haha, jaka groźba.
-A może ja tego właśnie chcę?- uwielbiam go prowokować.
Skutki poczułam od razu na piersiach, które zaczął mocniej ugniatać. Myślał, że mnie to powstrzyma? O nie, w takich sprawach mój poziom bólu jest obniżony przez najgorszy czas w moim życiu... Wiadomo, o co chodzi.
-Dobra, koniec zabawy!- i na to tylko czekałam...
Złapał mnie za pośladki i uniósł do góry, bym oplotła się nogami wokół jego bioder. Wszedł we mnie mocnym pchnięciem, wbijając mnie całkiem w ścianę. Przesuwał mnie szybko w górę i w dół, dodatkowo jeszcze szczypiąc mnie lekko w pośladki. Jęczałam coraz głośniej, wbijając paznokcie w jego kark. Kiedy koniec się zbliżał, zwolnił i stał się bardziej delikatny. Nie trudno się domyślić, że nie chciał jeszcze dochodzić, żeby dłużej to trwało. Jednak nie udało mu się tego aż tak przedłużyć i już po chwili oboje osiągnęliśmy szczyt. Usiedliśmy na podłodze w swoich objęciach. W tym momencie przypomniało mi się nasze pożegnanie. Miało to być naszym ostatnim bliskim kontaktem, a dziś po tylu latach znów kochamy się pod prysznicem...
-Wtedy już mnie kochałeś?- zapytałam nagle.
-Widzę, że Ty też teraz myślisz o tym, co było kiedyś...- myślał, o tym samym, telepatia. -Tak, misiu, już wtedy Cię kochałem.- wyznał, całując mnie słodko w ramię.
-Wierzysz w przeznaczenie?
-Nie wiem, musiałbym się zastanowić. A Ty?
-Oczywiście, że tak. No, bo zobacz... Po pierwsze dlaczego to akurat Ty pracowałeś u Carlosa? Nie sądzę, aby był to przypadek. Zakochaliśmy się w sobie z wzajemnością. Po drugie te pożegnanie... To miał być koniec, a zaszłam w ciążę. I w zasadzie właśnie dzięki temu, że wymyśliłam tak cudowne pożegnanie, dziś znów jesteśmy razem. Gdyby nie Mia to prawdopodobnie dałabym Ci ten cholerny rozwód i byłbyś z tą małpą. Nie mielibyśmy się o co kłócić i w ogóle... To musi być przeznaczenie.- wytłumaczyłam, a on patrzył na mnie z uśmiechem.
-No dobrze, wierzę w Twoją teorię.

Ucker:
Wyszliśmy z łazienki i stwierdziliśmy, że pójdziemy położyć się do pokoju, w którym śpi Mia, żeby już serio iść spać, a nie od nowa zaczynać swoje igraszki. Dulce była taka szczęśliwa... Nareszcie. Jej radość aż chwytała za serce. W jej oczach pojawiły się łzy, kiedy położyła się koło Mii i pocałowała ją czule w czoło.
-Ona całe życie przeze mnie cierpi.- powiedziała szeptem ze smutkiem.
-Nie mów tak. Wcale tak nie jest.- próbowałem ją pocieszyć, żeby mi się znowu nie rozpłakała.
-A co Ty tam wiesz?... Nie było Cię przy mnie przez te lata. Ojca jej zastępował Rodrigo i naprawdę więcej się nią zajmował niż ja.
-Wiem, Mia mi wszystko opowiedziała. Nie rozumiem tylko dlaczego się tak zachowywałaś, przecież ją kochasz.
-Tęskniłam za Tobą, a ona jest do Ciebie tak podobna... Zawsze kiedy próbowałam się do niej zbliżyć, przypomniałam sobie o Tobie. Robiłam się wtedy straszna dla Rodriga i się z nim kłóciłam. Wtedy on mniej pomagał mi z córką. Nie dawałam sobie sama rady, bo zwyczajnie męczyło mnie częste przebywanie z nią i jeszcze bardziej tęskniłam za Tobą. Jak już miałam dość, to do akcji wkraczał Rodrigo. Godziliśmy się, a on przejmował opiekę nad małą. I tak było w kółko. Do tego jest jeszcze Any, która przy każdej okazji przypominała mi, że jestem złą matką i wyliczała mi ciągle, ile to ja osób okłamuję. Moje życie było pozbawione sensu, a ja coraz bardziej się w tym gubiłam. A kto za to wszystko niesłusznie płacił? Nasza córka.- oczywiście moja ukochana rozkleiła się przy tej opowieści, ale okej, nie dziwię jej się.
-Kochanie, nie płacz... Teraz wszystko się zmieni, obiecuję. Stworzymy Mii piękną rodzinę, w której wszyscy będziemy szczęśliwi. Niczego jej nie zabraknie, a już na pewno nie miłości.- przytulałem ją i głaskałem, żeby ją choć trochę uspokoić.
-Odbudowanie moich relacji z córką nie będzie łatwe. Tym bardziej po tym, co działo się ostatnio. Na pewno coś jej na mnie gadałeś i będzie jeszcze gorzej.
-Nie, myszko. Ja nie jestem Tobą i nie buntuje dziecka.
-Dziękuję.
-Nie masz za co. Wystarczająco złe z mojej strony było zabranie Ci Mii, nie mogłem robić nic więcej. Po za tym chciałem się tylko z nią bardziej zaprzyjaźnić, a Ty mi na to nie pozwalałaś.
-To mi się należało, więc nie mam prawa być na Ciebie o to zła.- wtuliła się we mnie, była śpiąca.
-Zaśnij sobie już, skarbie.
-Boję się.
-Ale czego?
-Tego, że znikniesz.- powiedziała, ciągając nosem jak dziecko.
-Nigdy.- odpowiedziałem trochę rozbawiony jej niedojrzałością.
-Przysięgnij, że to się dzieję naprawdę i obudzę się w Twoich ramionach.
-Przysięgam, kochanie.- powiedziałem, całując ją w skroń.
-Przytul mnie bardzo mocno, bo inaczej nie zasnę.
-Oj Ty moja marudo...- powiedziałem, przytulając ją mocno, by przylgnęła do mnie całym ciałem.
-O, tak jest idealnie... Dobranoc.- mruknęła.
-Śpij dobrze, słońce.- odpowiedziałem i zacząłem smyrać ją po plecach.
Już po chwili spała słodziutko jak NASZA córeczka.

Dulce:
To wspaniałe uczucie, budzić się przy swojej kochanej rodzinie. Co prawda czułam się trochę osaczona... Z jednej strony przytulała się do mnie Mia, a z drugiej Ucker, wręcz mnie przygniatając. Było już późno, a ja byłam już trochę głodna. No ale niestety musiałam leżeć i czekać aż oni się obudzą. Spojrzałam na telefon. Miałam kilka nieodebranych połączeń i smsy od Anahi typu "Gdzie jesteś?". Odpisałam jej od razu "U Uckera :D <3 " Na szczęście nie musiałam długo czekać, aż Ucker się obudzi.
-Dzień dobry, moja księżniczko.- powiedział, całując mnie słodko.
-Witaj, mój książę.- odpowiedziałam z szerokim uśmiechem. -Głodna jestem, zrób mi śniadanie.- poprosiłam z jak najsłodszą minką, no dobra, to nie była prośba.
-A co będę z tego miał?- zapytał ponętnym głosem.
-Buziaka.
-No dobra, ale żądam najpierw zaliczki.
-Masz za duże wymagania, kochany...- stwierdziłam, dając mu soczystego buziaka. -No, a teraz leć.- pogoniłam go z szerokim uśmiechem.
Leżałam sobie dalej, głaszcząc Mię po głowie. W pewnym momencie otworzyła oczy i od razu usiadła, jakby przestraszona:
-Co tu robisz mamusiu? Przepraszam, ja nie uciekłam daleko, byłam tylko za blokiem na placu zabaw. Nie krzycz na mnie, tata już i tak mnie okrzyczał. Ja już wiem, że nie wolno tak sobie wychodzić.- biedna zaczęła się tłumaczyć, a ja patrzyłam na nią, śmiejąc się bezgłośnie.
-Chodź tu do mnie, królewno.- przytuliłam ją mocno i wycałowałam.
-Kochasz mnie?
-Najbardziej na świecie. A Ty mnie kochasz?
-Tak, mimo wszystko i tak Cię kocham, bo jesteś moją mamą. A jeśli Ty kochasz mnie, to ja Cię podwójnie.- moje kochane, słodkie dziecko...
-Przytulanki?... Beze mnie?!- do pokoju wpadł Ucker, wskoczył na łóżko i objął nas obie.
-A Ty mnie kochasz?- zapytałam słodkim i niewinnym głosem.
-Jasne, kocham Was obie.- odpowiedział, całując w głowę najpierw mnie, potem Mię.
-Naprawdę? Kiedyś mówiliście, że się nie kochacie...
-Ale prawda jest taka, że już od dawna jesteśmy w sobie zakochani, wiesz? I nie możemy bez siebie dłużej żyć.- wytłumaczył Ucker.
-Czy to znaczy, że nie będziecie się więcej kłócić i będziemy prawdziwą rodziną?- Mia była przeszczęśliwa, w końcu.
-Tak, rybko, stworzymy Ci tak cudowną rodzinę, o jakiej nawet nie marzyłaś.
-I nie będziesz już nigdy wkurzona, ani zła?
-Nie będzie, już ja tego dopilnuję.- zapewnił Ucker, puszczając mi oczko.
-A zrobicie mi siostrzyczkę albo braciszka, żebym miała się z kim bawić?- ehh, teraz będzie wymyślać.
-Postaramy się.- powiedział za nas oboje Ucker. -Może nie będziemy musieli.- szepnął mi do ucha, a ja od razu domyśliłam się, o co chodzi... Wczoraj jak zwykle się nie zabezpieczyliśmy, bo po co.
Po śniadaniu poszliśmy na spacer. Szliśmy ciągle za ręce. Mała po środku podskakiwała radośnie. Był to chyba najszczęśliwszy dzień w życiu nas wszystkich.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Z tego szczęścia aż rozdział dobrowolnie dodaję <3 Ludzie, bilety są, zobaczę się z Dulą!!! Ale mi odwala, cieszę się do monitora jak głupia :D 

piątek, 23 października 2015

19. "Jesteśmy idiotami"

Ucker:
Po cudownych chwilach uniesienia nastała grobowa cisza. Zwyczajnie nie mieliśmy odwagi się odezwać, a jedyne słyszalne w powietrzu odgłosy to nasze wciąż nierówne i niespokojne oddechy. Nagle Dulce wstała jak poparzona i zaczęła się ubierać.
-Co Ty robisz?- zapytałem znudzony jej głupim postępowaniem. -Wszystko psujesz wariatko...- dodałem żartobliwie, ale ona chyba tego w ten sposób nie odebrała, bo rzuciła mi tylko beznamiętnie spojrzenie.
-Zabieram dziecko i więcej się nie zobaczymy.- powiedziała z powagą, a ja zacząłem się zastanawiać, czy ona ma wszystko dobrze z głową. Rozumiem, że kobieta jest zmienna, ale to już przesada...
-Nie możesz! Wracaj mi tu i pogadajmy wreszcie jak cywilizowani ludzie!- rozkazałem, ciągnąc ją za rękę w moją stronę, automatycznie usiadła na kanapę.
-Nie krzycz na mnie!- Boże, przysięgam, że za moment zrobię jej krzywdę...
-Przestań się, do cholery, zachowywać jak dziecko! Jesteśmy dorośli i już dawno powinniśmy rozwiązać ten problem jak należy, a nie kolejnymi zemstami i robieniem sobie na złość. Proszę Cię, uspokój się już. Tu chodzi o przyszłość całej naszej rodziny.- próbowałem załagodzić sytuację, żeby móc w końcu szczerze pogadać.
-Naszej rodziny?- mówiąc to, lekko się uśmiechnęła, ale nie bardzo wiem, co miało to oznaczać.
-Tak, kochanie, jesteśmy rodziną.
-Kochanie?...
-Dlaczego ciągle powtarzasz moje słowa?- zapytałem lekko rozbawiony.
-Nie powtarzam, po prostu na pewne słowa zwracam szczególną uwagę i przetrawiam je na głos.
-Oj Duluś, Duluś... Pomogę Ci przetrawić te informacje, bo sama sobie z tym chyba nie radzisz.- zażartowałem, obejmując ją.
-Nie kpij ze mnie...- udała obrażoną, coś w stylu Mii.
-Kochanie... Tak właśnie Cię wcześniej nazwałem, jakbyś zapomniała. Być może nie zrozumiałaś moich słów, bo byłaś już zbyt napalona i to do Ciebie nie dotarło, więc Ci to wytłumaczę... Powiedziałaś, że nienawidzisz mnie z miłości i podałaś mi tego bardzo piękną definicję. Wtedy stwierdziłem, że skoro tak rozumiesz nienawiść, to ja też Cię nienawidzę.
-I właśnie tego nie rozumiem...
-Nie rozumiesz, udajesz, że nie rozumiesz, czy po prostu chcesz usłyszeć to wprost?
-Powiedzmy, że wszystko po trochu.
-Co ja się z Tobą mam?... No dobrze skarbie, a więc KOCHAM CIĘ.

Dulce:
Na te słowa z ust Uckera czekałam od kilku lat i nie sądziłam, że kiedyś je w ogóle usłyszę. Do oczu napływały mi łzy, których nie mogłam powstrzymać.
-Ej, misiu mój najsłodszy, nie płacz.- przygarnął mnie do siebie, przytulając mocno i czule głaszcząc moje nagie plecy.
Spędziliśmy ponad pięć minut w swoich objęciach, zapominając o bożym świecie i wszystkich dotychczasowych problemach. To prawda, że nic nie ma tak wielkiej mocy, jak przytulenie przez ukochaną osobę. W jego ramionach rozpłakałam się całkiem. Potrzebowałam wylać wszystkie łzy, które nagromadziły się przez te wszystkie lata tęsknoty za nim. On już nawet mnie nie uspokajał, pozwolił mi się wypłakać. Doskonale wiedział, że nic to nie da, bo akurat moją strefę emocjonalną zdążył poznać już dość dobrze. Kiedy się już powoli uspokajałam, zaczął składać słodkie, delikatne pocałunki na moim policzku i szyi, opuszkami palców wciąż gładząc moją wrażliwą na dotyk skórę. Oderwałam się od niego na chwilę, dałam mu szybkiego buziaka w kącik ust, po czym z powrotem się w niego wtuliłam.
-Przepraszam.- szepnęłam mu do ucha, jeszcze ciągając nosem od płaczu.
-Za co?
-Za te wszystkie złośliwości, niewdzięczność i za to, że zamiast się cieszyć z Twojego wyznania miłości, rozryczałam się jak głupia.
-No, straszna jesteś, nigdy Ci tego nie wybaczę.- zażartowałem z udawaną powagą, a ona zrobiła minkę zbitego psa. -Żartuję, skarbie... Ja też nie zawsze byłem fair w stosunku do Ciebie, za co bardzo przepraszam. A co do Twojego płaczu, to nie mogę być o to zły. Reagujesz bardzo emocjonalnie, wiem to, przecież Cię znam. Zresztą domyślam się, że to łzy szczęścia.
-Wiesz co? Jesteśmy idiotami.
-Dlaczego?
-Bo już od dawna moglibyśmy być razem, gdybyśmy tylko byli ze sobą szczerzy. Później te kłótnie, głupie problemy... Jesteśmy straszni.- zaśmiałam się, kręcąc głową z niedowierzaniem.
-Przynajmniej będziemy mieli co wspominać.
-Ja chyba dziękuję za takie wspomnienia...
-Nie przesadzaj, niektóre Twoje intrygi mi się nawet podobały i były bardzo przyjemne.
-Nie przypominaj mi, na samą myśl mi głupio. Zachowałam się jak ostatnia dziwka, w pewnym sensie sprzedając swoje dziecko.- wtuliłam się w niego ze wstydu, by na mnie nie patrzył.
-No fakt, to nie było normalne... Ale zrobiłaś to z miłości, bo byłaś zazdrosna.
-Jak dobrze, że potrafisz wszystko wytłumaczyć miłością. Tylko uważaj, żebym kiedyś nie użyła tego przeciwko Tobie...
-A tylko spróbujesz, skarbie...
-Śmieszy mnie to.- zaczęłam się śmiać, a biedny Ucker patrzył na mnie zdezorientowany.
-Co?
-To, że przed chwilą skakaliśmy sobie do gardeł, a wystarczyły dwa słowa i już "idioto" zamieniło się na "skarbie".
-A Twoja wściekłość w cudowny uśmiech.- dodał, trącając nosem mój nos.
-Skończ już słodzić, bo się robi nudno.- zgasiłam go, śmiejąc się szyderczo.
-Nudno?! O Ty wredna małpo, już ja Ci pokażę...- rzucił mnie, oczywiście delikatnie, na kanapę, wlazł na mnie i zaczął całować.
-Puszczaj idioto!- krzyczałam, to znaczy oczywiście były to wygłupy.
-Oj Duluś... widzę, że wyzywanie mnie sprawia Ci więcej radości.
-A żebyś wiedział. Ale wiesz, koteczku... to z miłości.- wytknęłam mu język, śmiejąc się.
-Ty sobie za dużo nie pozwalaj.
-Bo co? Pobijesz mnie?!
-Nie, wariatko, przeciwnie.
W jednej chwili jedną ręką odpiął mój stanik, a drugą wsunął mi w majtki, które wcześniej zdążyłam założyć. Mój stanik wylądował na podłodze, podczas gdy jego palce poszły w ruch, dając mi mnóstwo rozkoszy. Mruczałam i jęczałam cichutko, przymykając oczy.
-Lubisz to, co?- szepnął mi do ucha.
-Mhmm.- odpowiedziałam, dochodząc już tak szybko.
Ściągnął całkiem moje majtki i usiadł przy mnie, patrząc na moje nagie ciało. W ciszy cierpliwie czekałam na jego kolejny ruch.
-Co byś teraz chciała?- czy to pytanie retoryczne?
-Żebyś się ze mną kochał, na to czekam.
-Wiedziałem, jak zwykle napalona... Zawsze Ci mało, kochanie.- wziął mnie na ręce.
-Ucker, co Ty robisz?- zapytałam zdezorientowana.
-Nic takiego. Pójdziemy się umyć, a później lulu, księżniczko.- postawił mnie na dywaniku w łazience.
-Nie chcę spać!
-I znów robisz się jak dziecko... Ty nic nie rozumiesz.- aha, teraz już wszystko jasne...
-Wiesz co? Seks w łazience źle mi się kojarzy.
-No tak, nasze cudowne pożegnanie...- pocałował mnie czule w kącik ust. -A w ogóle to skąd wiesz, że do czegoś dojdzie?- ach te dość nietypowe poczucie humoru Uckerka.
-Haha, bardzo śmieszne... Zamierzasz przejść w końcu do rzeczy, czy będziesz tak stał i się na mnie gapił?
-Spokojnie, przecież mamy czas...- przejechał dłonią po mojej talii, wywołując u mnie ciarki.
-Denerwujesz mnie, kochanie.
-Ale czym Cię denerwuję, myszko?- zapytał z ironicznym uśmiechem, przyciągając mnie mocno do siebie, bym przylgnęła do niego całym ciałem.
-Przestań mnie już dręczyć, bo za moment oszaleję.
-Chętnie sprawię, byś oszalała.- powiedział seksownie, dosłownie wstawiając mnie pod prysznic.

❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤

No dobrze masz Monisiu ten rozdział, a twój ma być w niedzielę!! Nie denerwuj się już :*