piątek, 26 czerwca 2015

12. Teraz jesteś mój"

-Co to za miejsce?- zapytał Ucker, rozglądając się po okolicy. Nie było tu nic poza niewielkim, drewnianym domkiem i drzewami.
-To klub mojego kolegi z poprzedniej pracy. Kiedyś ciągle tu bywałam, ale tak dawno już tu nie byłam.- odpowiedziałam, idąc z chłopakiem za rękę w stronę drzwi.
-Mhm, okej.- mruknął, całując mnie delikatnie w policzek.

W środku jak zwykle nie było dużo ludzi. Prawie wszystkich kojarzę, bo jest to rodzina, albo przyjaciele Jose- właściciela. No nie jest to zbyt popularne miejsce. Wszyscy ucieszyli się na mój widok, ale najbardziej Jose. Podszedł i się przywitał, obejmując mnie. Ucker zmierzył go groźnym wzrokiem. Czyżby zazdrość?
-Dawno Cię tu nie było.- stwierdził Jose.
-Tak, bo zmieniłam pracę i nie bardzo mam czas.- wytłumaczyłam.
-A gdzie pracujesz?
-Jestem sekretarką w firmie Christophera.- wskazałam ręką na Uckera.
-Jose, stary przyjaciel Duli.- powiedział, podając mu rękę.
-Christopher, jej chłopak.- wow, w końcu się do mnie gdzieś przyznał, w znaczący sposób podkreślając ostatnie słowo. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-Tworzycie bardzo ładną parę. Napijecie się czegoś?
-Ja prowadzę.- odpowiedział od razu Ucker.
-A ja nie lubię, wiesz przecież.- powiedziałam, krzywiąc się.
-To dzisiaj polubisz.- powiedział stanowczo Christopher, obejmując mnie i składając słodki pocałunek w kąciku moich ust. -Macie jakieś dobre wina?- zwrócił się do Jose.
-Jasne, bardzo duży wybór.- odpowiedział z uśmiechem.
Poszliśmy za nim do baru.
-Ucker, Ty chyba nie myślisz, że będę sama piła wino?...
-No dobra, pomogę Ci troszkę.
Wybrał najdroższe czerwone wino w ładnej, ozdobnej butelce i usiedliśmy przy stoliku w rogu. Nalał nam wina do kieliszków.
-Twoje zdrowie, kochanie.- powiedział i upił łyk wina. -Pij.- polecił z czarującym uśmiechem.
Napiłam się i muszę przyznać, że było bardzo dobre. Słodkie i musujące.
-Widzę, że Ci smakuje.
-Mhm, pyszne.- przyznałam, patrząc mu w oczy.
-To masz więcej.- dolał mi znowu do pełna.
-Czy Ty próbujesz mnie upić?- zapytałam, smyrając go nogą pod stołem.
-Nie. A czy Ty próbujesz mnie uwieść?
-Może.- odpowiedziałam ponętnie.
-To co może mała gra? Kto pierwszy: Ja Cię upiję, czy Ty mnie uwiedziesz.- o kurde... Trochę niebezpieczna ta gra. Co jeśli mi się to uda i...? A jak on wygra i mnie upije? Różne rzeczy mogą się wtedy dziać, a ja nie będę tego świadoma. Ale nie zamierzam zrezygnować, a jedynie ustalę zasady.
-Ok.- powiedziałam z udawaną pewnością siebie. -Ale jak wygram, to robię, co chcę, a Ty nie masz nic do gadania.- trochę dziwna ta zasada, jak na taką wygraną, no ale cóż... bez skojarzeń.
-A jeśli ja wygram?- zapytał rozbawiony.
-To musisz mnie pilnować do rana, żeby nic mi się nie stało.- o ile sam mi czegoś nie zrobi.
-Ale mi to wygrana... Ty masz lepszą nagrodę. Zresztą myślisz, że bym zostawił Cię samą w takim stanie?- no nie powiedziałabym, że mam lepszą nagrodę. W sumie to boję się i swojej i jego nagrody, bo różnie się to może skończyć.
-Nie mam co do tego pewności.
-Oj Duluś, Duluś... Nie gadaj już, tylko chodź potańczyć.
-No okej. To przerwa w grze?
-Nie skarbie, w tej grze nie ma pauzy.- o cholera.
Wstał, pociągnął mnie za rękę i poszliśmy na parkiet tańczyć. Wygłupialiśmy się przy szybkich, dyskotekowych piosenkach. W życiu bym nie pomyślała, że Ucker tak świetnie tańczy. Zupełnie się wyluzował i wcale nie przypominał mojego nudnego, ponurego szefa. Postanowiłam się trochę postarać o wygraną i zaczęłam seksownie kręcić biodrami, delikatnie się o niego ocierając. Uśmiechnął się wyzywająco, mówiąc:
-Nie szalej tak, bo się zmęczysz i będziesz musiała się napić, a wody niestety nie ma.- powiedział drwiącym głosem. To nie fair, on ma przewagę! Ja muszę coś pić, a on może się opanować. Zresztą... Nie jestem na tyle seksowna, jak picie niezbędne.
-Oszukujesz!- krzyknęłam, nadeptując mu mocno na nogę.
-Nieprawda, ja po prostu dopełniam zasady.- powiedział, obejmując mnie i całując soczyście.
-One mi się nie podobają, bo masz przewagę.
-Bo Ty masz lepszą nagrodę. I w ogóle łatwiej jest uwieść chłopaka, który ma na Ciebie ochotę, niż upić dziewczynę, która nie lubi alkoholu.- no tak, te argumenty były słuszne.
-Lepszą nagrodę? Nieprawda. Wyjdzie na to samo, bo jak Ty wygrasz, to będziesz miał mnie bezbronną i zrobisz ze mną, co będziesz chciał. Ja tak nie mogę.
-Możesz, pozwolę Ci mnie związać.
Ucker leżący na łóżku z rękami i nogami przywiązanymi do ramy, a obok niego siedzę ja, upajając się tym pięknym widokiem. On czeka i błaga, żebym już coś robiła, dotykała go... Mimo to nie kończę tych słodkich tortur, a jedynie rozbieram się do naga i siadam mu na brzuchu. Zaczynam bardzo powolnymi, ponętnymi ruchami zsuwać się niżej, a on już jęczy. Wreszcie trafiam na właściwe miejsce...
-Dulce!!- usłyszałam jego głos, którym wyrwał mnie z cudownych, bardzo erotycznych myśli o nim.
-Co jest?- zapytałam zmieszana, a na moich policzkach znów pojawił się rumieniec. Czułam coś dziwnego. Zapewne było to pożądanie, ale poczułam to po raz pierwszy i nie było to tak oczywiste.
-Znów się zamyśliłas?- zapytał, przyciągając mnie do siebie.
-Powiedzmy.- odpowiedziałam zawstydzona, zupełnie jakby potrafił czytać w moich myślach.
-Chciałbym wiedzieć, o czym tak intensywnie myślałaś.
-Nie powiem Ci.- wytknęłam mu język.
-Jeszcze zobaczymy.- powiedział pewnym głosem. -A teraz skończ już to gadanie, wracaj na ziemię i tańcz ze mną.- objął mnie mocno w talii, tak że przylegałam do niego całym ciałem i zaczęliśmy tańczyć do wolnej, romantycznej piosenki. Zawiesiłam mu ręce na szyję, wtulając się w niego i wdychając jego cudowny męski zapach.
-Mógłbym tak spędzić całe życie.- wyszeptał mi słodko do ucha.
-Ja też.- odpowiedziałam, muskając nosem jego szyję.
-Ale niestety gra woła, kochanie.- liczyłam, że zapomni i odpuści. No cóż... Chyba wolę dać się upić. Ufam mu i chyba nie zrobi niczego bez mojej wiedzy i zgody.
-Wiem. Do końca piosenki.
-Okej, to już końcówka.
Rzeczywiście piosenka szybko się skończyła, a tuż po niej usiedliśmy na swoje miejsca. Napiłam się wina. On znów mi dolał. Czy on próbuje ze mnie zrobić głupią? Myśli, że nie ogarnę, że co chwilę dolewa i tak naprawdę wypiłam już sporo?... Na początku miałam go pod kontrolą. Później jednak zagadaliśmy się i piłam coraz więcej, a on dolewał, i dolewał... Zaczęło mi się lekko kręcić w głowie, ale jeszcze kontaktowałam i dokładnie pamiętam nasze dziwne rozmowy:
-Co Ty sobie tak wcześniej wyobrażałaś?- zapytał z pociągającym uśmiechem.
-Ciebie, nas...- odpowiedziałam trochę niewyraźnie, jak to osoby pijane.
-No... I co dalej?- celowo się tak wypytywał, bo doskonale wiedział, że w tym stanie mu wszystko wyśpiewam.
-Byliśmy nadzy i...- zachichotałam. -Przywiązałam Cię do łóżka. I my...- nawet pijana tego nie dokończyłam, ale przecież on od razu wiedział, o co chodzi.
-Uuu, jaka wyobraźnia. A może to marzenia, co?
-Być może. A co? Chcesz się przekonać?- zapytałam i wstałam, ponętnie siadając mu na kolana.
-No jasne, ale nie tu. Chodźmy gdzieś.- powiedział i wstał. Wyszliśmy z klubu za rękę. Wsiedliśmy w samochód i gdzieś ruszyliśmy. W końcu trafiliśmy do jakiegoś hotelu, gdzie Ucker wynajął apartament. Otworzył drzwi, zapalił światło, po czym zamknął drzwi na klucz.
-Teraz jesteś mój.- powiedziałam, wskakując na niego, tak że musiał mnie trzymać za uda. Wpiłam się w jego usta. -Kochaj się ze mną.- wyszeptałam, by już po chwili zacząć mały, ale całkiem pikantny striptiz.
______________________
Jeszcze nie doszłam do siebie po zakończeniu roku szkolnego i mam nadal łzy w oczach, ale o Was pamiętałam, żeby dodać rozdział ;-) Tak więc życzę udanych wakacji i zazdroszczę tym, którzy po nich wracają do tej samej szkoły... Następny rozdział dodam chyba dopiero 3 lipca. A co? Ja będę żyć w niepewności, czy przyjmą mnie do szkoły, to Wy tak samo co do rozdziału :P Sprawiedliwość musi być xD Jejku, piszę od rzeczy, haha :D

sobota, 20 czerwca 2015

11. "Chcę Cię chronić"

Podniosłam się z kanapy i ze łzami w oczach stanęłam przed Uckerem.
-Jak to?- zapytałam, patrząc mu w oczy. -Zrywasz ze mną?
-Nie, nie, nie... Źle się wyraziłem. Jesteśmy razem, ale nieoficjalnie.- mówił spokojnie, pocierając dłońmi moje ramiona.
-Ja już nic nie rozumiem.
-Posłuchaj. Jesteśmy razem, ale nikt nie może się o tym dowiedzieć. W firmie jesteśmy sobie obcy, dobrze?
-Dlaczego?- zapytałam zawiedziona.
-Bo tak chcę.
-To nie jest odpowiedź.
-Kochanie, proszę zrozum...
-Mówisz do mnie "kochanie", a nie chcesz się do mnie nawet przyznać... Nie no, miło.
-To nie tak.
-A jak? Ucker, do cholery, nie owijaj w bawełnę, tylko powiedz wprost, że się mnie wstydzisz.
-Nie, ja... Chcę Cię chronić.- na siłę próbował mnie objąć, ale ciągle się wyrywałam.
-Chronić?!
-Tak, przed wrednymi plotkami, pytaniami z każdej strony itd. Po co tak trąbić o tym, że jesteśmy razem? To by tylko wszystko zepsuło, uwierz mi. Wierzysz?
-Teoretycznie wierzę, ale nadal nie wiem, skąd ta afera o malinkę.
-Dul...- westchnął głośno -Jestem osobą publiczną, to nie wypada.
-No dobrze, przepraszam.- powiedziałam skruszona, spuszczając głowę.
-No już, chodź tu.- objął mnie i przytulił bardzo mocno, z uczuciem.
-Jedźmy już lepiej do pracy.- powiedziałam, odrywając się od niego po kilku minutach.
-Dobrze, chodź.- złapał mnie za rękę i wyszliśmy z domu.
Po drodze w samochodzie panowała cisza. Jakoś nie miałam ochoty na rozmowę, on zresztą chyba też nie. W głowie wciąż miałam poranne wydarzenia. Kolejna dziwna sytuacja z Uckerem... Coraz bardziej mam wrażenie, że coś jest nie tak. To wszystko jest podejrzane, ale jestem w stanie mu zaufać, bo nie ma sensu doszukiwać się niewiadomo czego.
-Co tak milczysz?- zapytał już przy końcu drogi.
-Tak jakoś. A Ty?
-Zastanawiam się...
-Nad czym?
-Co będziemy robić dziś wieczorem. Bo wiesz, ja to bym poszedł gdzieś na dobrą kolację i w ogóle.- mówił, smyrając mnie po kolanie.
On na pewno nie miał na myśli jedynie kolacji, a ja nie jestem jeszcze gotowa, żeby iść z nim do łóżka. Zresztą nie chcę. No błagam... Po dwóch dniach bycia razem? O nie... Ale jak mam się wykręcić?
-Wiesz co? Ja to bym sobie najchętniej poszła na jakąś imprezę.- to jest myśl! Uniknę zbliżenia i przy okazji trochę rozruszam mojego chłopaka.
-No okej, jak sobie życzysz, skarbie.- uff, zgodził się.
-Nawet już wiem gdzie pójdziemy.
-Ale żeby nie było tam zbyt dużo ludzi.
-Dobrze, spokojnie. Teraz Ty mi zaufaj.
-Ufam.- odpowiedział, zaskakując mnie słodkim pocałunkiem, bo akurat staliśmy na światłach.
-Ej, jedź!- krzyknęłam, odrywając się od niego, kiedy na zielonym świetle zaczęli na nas trąbić jak idioci.
-Później skończymy to, co zaczęliśmy.- powiedział słodkim i miękkim głosem, wciskając padał gazu.
W szybkim tempie dotarliśmy do firmy. Mój świetny humor sprzed kilku minut zniknął, kiedy uświadomiłam sobie, że tutaj musimy udawać obcych sobie ludzi. Zanim wysiedliśmy, pocałowaliśmy się raz jeszcze i na tym koniec wszelkich czułości na ten ranek. Weszliśmy do budynku osobno. On poszedł od razu do swojego gabinetu, ja na swoje stanowisko.
Dzień jak zwykle okropnie mi się dłużył. Była 19:30, kiedy skończyłam wszystko i poszłam do gabinetu szefa zanieść mu stos papierków. Swoją drogą... Jak on się w tym odnajduje?
-Wszystko skończyłam, masz.- weszłam i położyłam mu wszystko na biurku. -O której jedziemy?- zapytałam, zamykając za sobą drzwi.
-Zaraz, tylko to ogarnę. Poczekasz tu?- odpowiedział, podchodząc i czule całując mnie w policzek.
-Jasne. Siadam i nie przeszkadzam.- powiedziałam, siadając na dużą, skórzaną kanapę.
-Grzeczna dziewczynka.- zaśmiał się, całując mnie w czoło.
Minęło prawie pół godziny zanim wyszliśmy. Ale wreszcie nam się to udało i udaliśmy się od razu do jego samochodu. Ja miałam robić za nawigację. Mówiłam mu co chwilę, gdzie ma skręcić i w ogóle. Wreszcie dojechaliśmy na miejsce.
____________________________

Masz Moniczko, marudo Ty moja kochana :* Wiem, że przyznawanie się do tego publicznie, nie jest zbyt dobrym pomysłem, ale kończę już pisać to opowiadanie, bądźcie ze mnie dumne ;) No to do następnego <3

środa, 17 czerwca 2015

10. "Niewinny ślad"

Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Wstałam z łóżka szybko jak nigdy. Po prostu tak bardzo chciałam się już spotkać z Uckerem. Robiąc makijaż w łazience, usłyszałam dźwięk smsa. Wiadomo kto do mnie napisał:
-Dzień dobry :* Bądź gotowa, zaraz po Ciebie będę.
-Po co? Przecież mogę sama...
-To nie podlega dyskusji, otwórz mi.- i w tym samym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Na szczęście wyglądałam już w miarę przyzwoicie, poza rozczochranymi włosami. Przeczesałam je palcami w drodze do drzwi. Otworzyłam, stał tam oczywiście on, mój chłopak.
-Cześć.- powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-O nie... Tak się witać nie będziemy.- przyciągnął mnie do siebie i pocałował bardzo czule i namiętnie. -Stęskniłem się, wiesz?- wyszeptał mi do ucha.
-Ja też. Wejdź, muszę się jeszcze ogarnąć.- zaprosiłam go do środka, zamykając za nim drzwi. -Zjesz coś?
-Ciebie.- odpowiedział, znów mnie przytulając.
-To nie wchodzi w grę, kochany.- cmoknęłam go w policzek i zniknęłam w łazience.
Po chwili wróciłam, bo byłam tylko po szczotkę do włosów. Stanęłam przed lusterkiem i zaczęłam czesać włosy. Ucker stał za mną i mi się przyglądał. Zmierzał mnie wzrokiem z góry do dołu. Chyba zapomniał, że przede mną jest lusterko i wszystko widzę. A sposób w jaki na mnie patrzył, był dość nietypowy, ale podobał mi się. Patrzył na mnie... Z pożądaniem, bo chyba tak to się nazywa. Przypomniały mi się słowa Anahi "Rób to, na co masz ochotę". Tak, mam ochotę rzucić się na niego. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam, to silniejsze ode mnie. Jego namiętny wzrok, moja niewinność...
-Czemu przestałaś się czesać?- wyrwał mnie z zamyślenia.
-Co? Aa, zamyśliłam się.- wróciłam do czesania niesfornych włosów.
-Rumienisz się. O czym Ty tak myślałaś?- zaśmiał się. O kurde, aż tak niedyskretnie myślałam o nieodpowiednich
rzeczach.
-O Tobie. Ucker ja... Chciałabym się na Ciebie rzucić.- po moich słowach on wybuchnął niekontrolowanym śmiechem.
-Więc zrób to.- odpowiedział, powstrzymując śmiech.
-Nie, bo się ze mnie śmiejesz.- udawałam obrażoną.
-Dobra, już nie będę. Zrób to, co chciałaś.
-Na pewno?
-No tak, proszę bardzo. Wiesz... Nie będę Cię ograniczać.
-Okej. A czy coś strasznego się stanie, jeśli spóźnimy się do pracy?
-Eh, no wiesz... Sam siebie nie zwolnię.
-No tak.
-To co robimy?- pytał o to celowo, prawda? Miał coś konkretnego na myśli?
-Możemy... Spełnić moje pragnienie?
-Rób, co chcesz. Możesz mnie nawet zgwałcić.- powiedział, patrząc na mnie ponętnym wzrokiem.
-Chciałbyś...- szłam powoli w stronę kanapy, pchając go delikatnie dwoma rękami.
Upadł na kanapę, a ja na niego. Przyciągnął mnie do siebie i opadłam wprost na jego usta. Zatraciliśmy się w cudownym, bardzo namiętnym pocałunku. W tej chwili wszelkie granice nie istniały. Jego ręce ześlizgiwały się coraz niżej wzdłuż mojego kręgosłupa aż na tyłek. Tam zaczął mnie czule głaskać, to było strasznie przyjemne. Nagle  mnie uszczypnął w lewy pośladek. Niezbyt mocno, ale automatycznie aż podskoczyłam, odrywając się od jego ust i pisknęłam.
-Głupku!- krzyknęłam na niego, pociągając dość mocno zębami za jego dolną wargę.
-Ał, to boli!- krzyknął, dając mi lekkiego klapsa w tyłek.
-Sam zacząłeś.
-Czyżby?...- zapytał, obracając mnie tak, że teraz on był na górze.
-Mhm. Pierwszy mnie uszczypnąłeś.
-Później Ty mnie ugryzłaś.
-A Ty mnie klepnąłeś, więc teraz moja kolej.- powiedziałam i wpiłam się w jego szyję, zostawiając na niej różową malinkę.
-Oszalałaś?!- wykrzyknął, podnosząc się i wstając. Zdezorientowana zostałam sama na kanapie.
-O co Ci chodzi? To tylko niewinny ślad moich ust.
-Który będzie bardzo widać. Kurwa mać, Dul myśl czasami!- był na mnie zły, bardzo zły. A było tak pięknie i słodko... Cholera.
-Przepraszam. Myślałam, że nie ma nic złego w malince, zrobionej przez dziewczynę.
-Nie jesteś moją dziewczyną.- i teraz już całkiem nic z tego nie rozumiem. Zerwał ze mną, czy jak?
_________________

No dobrze jest już ten rozdział ;-) Mam nadzieję, że się podoba, a następny... kiedyś tam na pewno xD