wtorek, 12 lipca 2016

1. "Ile chcesz?"

Dulce:
Właśnie zaczął się kolejny rok szkolny, czyli kolejne dziesięć miesięcy z tym kretynem o imieniu Christopher. Ale ten rok będzie wyjątkowy. Dlaczego? To proste, bo ostatni. Tak, jeszcze tylko rok i kończę szkołę, a wtedy... Ojej, tak wiele mogę zrobić i już nie będę musiała znosić tego idioty i jego durnej przyjaciółekeczki. Hmm... W sumie tak samo mówiłam po zakończeniu gimnazjum, a znów ich spotkałam. No ale po liceum to już nie ma opcji... Zniknie z mojego życia, to będzie piękne. Zresztą postanowiłam, że zacznę go unikać zamiast się kłócić. Przez niego tylko wychodzę na dzieciaka, bo zawsze mnie prowokuje, a ja rzucam się na niego z pięściami i go wyzywam. To takie irytujące...
Ale dość o Uckerze. Nie jest przecież aż taki ważny, prawda? Byłam bardzo zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że mamy w klasie nowego kolegę. To dziwne, że tak na jeden rok przyszedł, ale mniejsza z tym. To też nie było dla mnie jakoś szczególnie ważne. A co jest najważniejsze? No cóż, rodzice twierdzą, że nauka, ale to przecież bzdura. Grunt, żebym zdała, a reszta mnie nie obchodzi. Dla mnie w szkole najbardziej liczy się mój wizerunek. Brzmi głupio, co? No ale tak niestety jest, że muszę o to dbać. Kiedyś mnie to nie obchodziło, ale stwierdziłam, że to fajne kiedy wszyscy chcą do Ciebie zagadać, bo jesteś tak popularna. Ale wracając do najbardziej zbędnych i głupich rzeczy w szkole... Czas na matematykę. Tego jakże cudownego przedmiotu mamy już chyba piątą lekcje w tym roku, a więc powinnam mieć odrobione zadanie domowe. No właśnie powinnam, ale niestety nie miałam na to czasu. Co więc genialna Dulcia musi zrobić? Spóźnić się na lekcję, wywołać wielki zamęt, a wtedy ta głupia baba zapomni o zadaniu. Siedziałam przez 15 minut na korytarzu i grałam na telefonie, czekając na SMS-a od koleżanki, że nauczycielka zebrała już zadania. Teoretycznie mogłabym w tym czasie to odrobić, żeby cokolwiek było, ale po co? Lepiej odwalić jakiś teatrzyk. Kiedy odczytałam wiadomość od kumpeli, wbiegłam niby zdyszana do klasy.
-Przepraszam za spóźnienie.- powiedziałam, stając tuż przed Matematyczką.
-Jak zwykle Dulce...- westchnęła i wstawiła mi spóźnienie do dziennika. -Co tym razem? Wytłumacz się, ja wprost uwielbiam twoje historie.
-Dobrze, ja Pani wyjaśnię. No, bo rano mojemu tacie przydarzyła się bardzo przykra sytuacja... Załapał jelitówkę, no wie Pani... Cały poranek spędził w toalecie...
-A Ty musiałaś mu towarzyszyć?- wtrącił się Ucker, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Nie, kochany... Mój tatuś potrafi takie sprawy załatwiać sam, za pewne w przeciwieństwie do Ciebie. Ale mniejsza z Tobą, rozmawiam z Panią. No więc kiedy już opuścił toaletę, nie dało się tam wejść przez te zapachy. A tam były moje kosmetyki... No i musiałam poczekać, aż to się wywietrzy. No, bo w życiu bym tam nie weszła, kiedy tak cuchnęło, no a przecież nie pójdę do szkoły bez makijażu, prawda?
-Oj jakaś Ty biedna... No dobrze, siadaj.- powiedziała, przewracając oczami.
Jak zwykle moje historie wymyślone na poczekaniu się sprawdzają. Czasami myślę, czy nauczyciele są tak głupi, żeby w to wierzyć, czy po prostu mają dość mojego gadania i mi odpuszczają. Nie wiem, ale w każdym razie jest mi to bardzo na rękę. A co teraz powinnam zrobić? Zemścić się na Uckerku za ten głupi tekst. To jest myśl! Tylko szkoda, że on już nie jest taki jak w podstawówce, wtedy nasze kłótnie miały taką magię i były cholernie zabawne. Teraz on udaje wielkiego pana i od razu się na mnie drze. Jednak to nie zmienia faktu, że muszę mu dopierdzielić. I chyba nawet miałam ku temu świetną okazję... Zobaczyłam, jak ten frajer podrywa jakąś dziewczynę w stołówce. Co Dulcia musi zrobić? Wtrącić się i zniszczyć ten słodki flirt. Chowałam się za ścianą i podsłuchiwałam.
-Jesteś naprawdę prześliczna.- mhm, Uckerkowi się zachciało wiadomo czego i teraz będzie jej wciskał kity.
-Dziękuję. Ty też jesteś zabójczo przystojny.- odpowiedziała, a na ryju była już cała czerwona, tzn. no okej, miała rumieńce.
-No widzisz... Pasujemy do siebie.- stwierdził, uśmiechając się do niej, a ona mało co nie dochodziła.
-Hej, jesteś z mojej klasy, prawda?- usłyszałam tuż za sobą jakiś męski głos i się odwróciłam.
-Wiesz, nie kojarzę Cię. No chyba, że to Ty jesteś ten nowy?- odpowiedziałam, przyglądając się chłopakowi.
-Tak, jestem nowy. Pablo Navarro, miło mi.- podał mi rękę i uśmiechnął się szczerze.
-Jestem Dulce. Masz jakąś sprawę, czy tak po prostu chciałeś się zapoznać?
-No w sumie chciałem po prostu z kimś pogadać, a z tego co widzę, to tylko Ty z tej klasy się do czegoś nadajesz.
-Miło, że tak uważasz. Masz rację, nasza klasa jest pełna nadętych idiotów, z którymi nie warto w ogóle gadać.
-Zauważyłem. Mogę Cię o coś spytać?
-Jasne, pytaj.
-Zainteresowała mnie twoja historia, która jak mniemam była totalną bajką...
-Tak, zawsze wciskam jej takie kity, żeby się odczepiła. A co?
-A tak serio to pewnie spóźniłaś się, bo nie lubisz matmy, albo nie miałaś zadania, zgadłem?
-Tak, zgadłeś. Nienawidzę matmy i w ogóle jej nie ogarniam. To tak durne i niepotrzebne, że ojeju... Nie rozumiem nic i pewnie nigdy nie zrozumiem.
-A jakbym Cię tak pouczył?
-W sensie chcesz dać mi korki z matmy? Przydałoby mi się, ale nie obiecuję, że będę dzielnie słuchać i się angażować, bo nie znoszę liczb.
-Okej, czyli będę miał niezłe wyzwanie. Lubię wyzwania, a to będzie ciekawe doświadczenie. To co, spotkamy się po lekcjach w bibliotece?
-Okej, może być.
W sumie średnio mnie interesowały te korki z matmy, ale Pablo był dużo ciekawszy. Co prawda widać, że nie ma kasy i w ogóle chyba niczego, ale za to jaki jest przystojny... Cholera, spodobał mi się biedak. Słabo Dul, słabo... Ale za to jak bardzo rozzłoszczę tym moich rodziców, co za zwyczaj jest dość zabawne. Dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że przez niego straciłam z oczu Uckera z tą lalką i musiałam ich znaleźć.

Ucker:
Zabrałem Sol, czyli rzekomo moją nową dziewczynę do najbardziej odludnego miejsca w szkole, czyli do starego magazynu. Nie oszukujmy się, że tutaj przeleciałem już połowę dziewczyn w tej szkole. No więc staliśmy na środku pomieszczenia, w którym było pełno starych ławek, krzeseł i sprzętów do ćwiczeń. Całowałem ją ciągle namiętnie... Nie, to zbyt słodko brzmi... Lizaliśmy się zachłannie i agresywnie, pozbywając się powoli swoich ubrań. Kiedy byliśmy w samej bieliźnie, położyłem ją na ławkę i wsadziłam rękę w jej majteczki. Robiłem jej dobrze, czyli to co potrafię najlepiej.
-Co tu się dzieje? Kochanie, jak mogłeś?!- nagle w drzwiach pojawiła się... No kto? Dulce, tylko ona mogła zrobić coś tak głupiego.
-Przestań się wygłupiać, wyjdź!- krzyknął, próbując wygonić mnie za drzwi.
-Ale skarbie... Jak mogłeś mnie z nią zdradzić?- odgrywała jakiś melodramat, kiedy moja zdobycz tak jakby mi zwiała, dając mi mocno w twarz.
-Zamknij się! Czemu Ty się wszędzie wpierdalasz?!- byłem cholernie wkurwiony, darłem się na nią i żywo gestykulowałem.
-Przypominam, że to Ty się wtrąciłeś w moje słowa na matmie, a to jest po prostu zemsta, słonko.- trąciła palcem mój nos z fałszywym uśmiechem.
-Jaka Ty jesteś zjebana, no nie mogę...-  złapałem się za głowę i chciałem wyjść.
-Poczekaj, stój! Chyba nie chcesz, żeby twoi starzy dowiedzieli się, że puszczasz się z kim popadnie?...
-Ile chcesz?- zapytałem beznamiętnie, bo już dobrze wiedziałem, że to podły szantaż tej wariatki.
-No tak z dwie stówy.- powiedziała z miną mówiącą "wygrałam, frajerze".
-Zbankrutuję przez Ciebie.- westchnąłem. -Okej, ale pójdziemy później do bankomatu, bo nie wziąłem portfela.- dodałem.
-Dobra, to pa. I tak wiem, że mnie uwielbiasz.- zażartowała i uciekła.
Szczerze jej nienawidzę, jest taka wkurwiająca. No i prześladuje mnie na każdym kroku. Od jakichś 15 lat muszę ją znosić i naprawdę mam już dość. Nie dość, że moi starzy są zryci, to jeszcze ta głupia małpa się ciągle przypierdala. Czasami mam ochotę uciec daleko stąd, pobiec gdzieś gdzie nikt mnie nie zna i zacząć nowe życie. Tak, żebym mógł być taki, jaki chcę, żeby być po prostu sobą. Nie no kogo ja oszukuję? Sobą... Przecież to właśnie ja jestem idiotą i nic na to nie poradzę. Chociażbym uciekł nie wiadomo gdzie, to i tak nie ucieknę przed samym sobą, a tego bym właśnie chciał.



Hejo! Przybyłam do Was z pierwszym rozdziałem :D Mam nadzieję, że się podoba i teraz jeszcze bardziej zainteresuje Was to opowiadanie ;) Cieszę się, że tak bardzo czekałyście na ten rozdział (i mam nadzieję, że rzeczywiście komentarze pochodziły od różnych osób xD).
Zostałam poproszona o opisanie wakacji, no to ok, tak w skrócie (haha, Pelasia i pisanie w skrócie- śmieszne :P):
Macie tutaj Wam dodam nawet taką sklejkę zdjęć znad morza :)
Przez większość tygodnia padał deszcz i było zimno, więc większość zdjęć mam w bluzie (w której wyglądam słodko, bo ma cudne uszka, haha). Generalnie to załapałyśmy się na sztorm (co widać na zdjęciu, gdzie moja siostra ma włosy na twarzy) i fale były gigantyczne, zabrało pół plaży, a jak robiłam zdjęcie, to mi prawie telefon zwiało ;) Ale dość narzekania, bo jednak mimo wszystko ładna pogoda też była i nawet się opaliłam (dodałam zdjęcie do sklejki). Piekło mnie wczoraj cholernie (mam głupią skórę i niestety nierówno, bo tylko dekolt, brzuch, ramiona i uda są ciemne, no ale zawsze coś) i smarowałam się śmietaną, haha xD Co jeszcze? Kupiłam sobie bransoletkę z napisem "Queen", czyli takie idealne dla mnie :D Mam kolorowego warkoczyka (który też jest tam na zdjęciu). Tylko proszę nie mówić, że to dla dzieci, haha :P Kąpałam się w morzu w takiej lodowatej wodzie :) Próbowałam zrobić fikołka pod wodą (jak moja 11-letnia siostra xD), ale coś mi nie pykło i stanęłam pod wodą na łokciu. Nie pytajcie jak ja to zrobiłam, bo nie mam pojęcia :P Zaznaczam, że na basenie takiego fikołka zrobić umiem normalnie xD Co jeszcze? Ciągle marudziłam mamie, żeby robiła grilla, bo niestety Pelasia uwielbia jeść :) Wyszło z tego, że moja biedna mama robiła grilla w ulewę pod daszkiem (w japonkach i skarpetkach pragnę dodać xD). A wgl to na plaży była taka rodzina z dwójką dzieci, gdzie pani mówiła po polsku, a pan mówił po hiszpańsku. Przez jakieś pół godziny nasłuchiwałam, czy to na pewno hiszpański, a potem podsłuchiwałam o czym mówili, ale niezbyt dużo zrozumiałam, bo gadał za szybko i fale mi zagłuszały ;) Wydaje mi się, że mógł to być Meksykanin, bo miał taką ciemniejszą skórę jak typowi Meksykanie, a te dzieci były takie śliczne, że ojeju :) Czy czymś jeszcze mogłabym się z Wami podzielić?... Hmm... No generalnie z wakacji mam 212 zdjęć, z czego większość to moje selfie, których wszyscy (łącznie z psem) już mieli dosyć ;) No to chyba wszystko, macie tutaj tą sklejkę :D A rozdział kiedyś na pewno, to zależy oczywiście od Was :* Powiem Wam, że mam napisane do 23 i ciągle po kawałku piszę, więc jak tylko się postaracie, to rozdziały możecie mieć nawet góra dwa razy w tygodniu, ale powtarzam, to zależy od Was ;) Ale się rozpisałam, adios :*

piątek, 8 lipca 2016

Opis postaci "Mi guerra y mi paz"

Dulce Maria Espinosa Saviñon- to 18-letnia dziewczyna z dobrej rodziny. To znaczy oczywiście "dobra rodzina" to pojęcie względne i w tym przypadku oznacza jedynie wysoki status materialny. W rzeczywistości Dulce dorasta w rodzinie pozbawionej miłości, bliskości, czy chociażby szacunku. Jej rodzice to skorumpowani ludzie bez żadnych zasad moralnych. Od zawsze liczą się dla nich pieniądze, interesy, prestiż, a córka schodzi na dalszy plan. Przez to z natury dobra i słodka Dulcia (choć wredna i humorzasta od małego) stała się płytką i powierzchowną księżniczką. Dziewczyna robi, co jej się podoba i nigdy nie liczy się ze zdaniem rodziców. Ona po prostu czuje brak miłości i szacunku, i odpłaca się im tym samym. No ale nie róbmy z niej takiej złej i nie oszukujmy się, że Państwo Saviñon mają gdzieś uczucia córki dopóki nie narobi głośnych szkód. A kiedy nasza kochana dziewczynka potrzebuje rodziców? Oczywiście, kiedy potrzebuje nowych ubrań, albo innych drogich rzeczy. Nie no, czasami nawet używa znajomości swoich starszych... W jakim celu? To proste! Najczęściej po to, by naskarżyć na swojego ulubionego kolegę z klasy do jego rodziców. Tak, ona wprost uwielbia robić Christopherowi na złość, zresztą z wzajemnością, bo on też święty nie jest.








Christopher Von Uckermann- ten Pan to niezłe ziółko i nie dajcie się zwieść urodzie. No dobrze, bez przesady nie jest jeszcze aż taki straszny. Jest tylko trochę... zepsuty. Właściwie to jego sytuacja w rodzinie jest dokładnie taka sama jak Dul, ale on gorzej sobie z tym radzi i się stacza. Nasz słodki chłopiec, bo taki kiedyś był, popadł w złe towarzystwo, narkotyki, alkohol, prostytutki... Ach, czego on nie próbował. W przeciwieństwie do Dulce, która ma jakieś granice, Ucker nie szanuje nikogo. Ludzi traktuje jak śmieci i nie patrzy na nic. Choć ma dobre serce, ukrywa je, zupełnie jakby otoczył jakimś murem. Jest coraz bardziej agresywny, porywczy i chamski. Właściwie to on chyba nie potrafi normalnie rozmawiać i wszystko i tak musi wyjść na jego. Nie jest on zbyt pozytywną postacią, ale pamiętajcie, że ma swoje powody i nie wolno go surowo oceniać.









Anahi Portilla- chodzi do klasy z Dulce i Uckerem. Jest przyjaciółką Christophera i jako jedyna potrafi do niego dotrzeć i z nim rozmawiać. Jednak on nie wie, że Ann jest w nim od dawna zakochana. Nigdy nawet nie próbowała się do niego zbliżyć, bo on nie uznaje miłości i traktuje ją jak przyjaciółkę. Chciałaby czegoś więcej, ale w tej sytuacji tyle jej wystarcza i nie walczy o jego serce. Any tak jak Ucker nie znosi Duli i też jej dokucza. Nasza blondyneczka też nie ma idealnego życia przez swoich rodziców. Może nie są oni aż tacy jak Uckera czy Dulce, ale też się prawie nie liczą ze zdaniem córki i bardziej kochają swoje pieniądze.















Alfonso Herrera- jest o rok starszy od reszty ale także chodzi z nimi do klasy. Z tą różnicą, że on pojawił się w ich życiu dopiero niedawno, a inni znają się od przedszkola. Poncho jest dobrym kumplem Uckera i też nie jest żadnym świętoszkiem. Jednak on nie jest tak obrzydliwie bogaty i ma normalne życie. Jest takim łobuzem tak po prostu, z wyboru.


















Pablo Navarro- najbiedniejszy chłopak z klasy powyższej czwórki. Nie ma niczego i mieszka w jakimś lipnym domku na wysypisku. On jedyny chodzi do szkoły z własnej woli po prostu, bo chce się czegoś nauczyć. Od początku spodobała mu się Dulce, ale już na wstępie pogodził się z tym, że ona nigdy na niego nie spojrzy. Jednak to wszystko okaże się bardziej skomplikowane...

☁☁☁☁☁☁☁☁☁☁☁☁☁

Hejo miśki moje! 
Dałam tu chmurki, bo właśnie to widzę, patrząc w niebo, haha xD Ale pochwalę Wam się... Było dzisiaj słońce, byłam na plaży, kąpałam się i nawet się opaliłam, że troszkę mnie piecze :D Musiałam się tym z Wami podzielić, haha ;) 
Ale do rzeczy, bo księżniczka Pelasia jak zwykle tylko o sobie xD
Mamy obsadę, a kiedy pojawi się pierwszy rozdział to już zależy od Was :* Już dawno nie oczekuję konkretnych liczb komów (choć jeszcze niedawno min. 10). Ale wiecie... Powyżej 5 by się przydało :) Ja cały czas to kontroluję, ale dodam rozdział na pewno już jak będę w domu (wracam w poniedziałek). 



poniedziałek, 4 lipca 2016

Prolog "Mi guerra y mi paz"

Cała historia ma swój początek w przedszkolu. Tak, to tutaj należy się cofnąć, by poznać prawdziwe oblicze Christophera Uckermanna i jego wiecznej rywalki Dulce Marii Saviñon. A więc przenieśmy się do 1 września 1989 roku, kiedy to pewien słodki, grzeczny chłopiec i szalona, lekko nadpobudliwa dziewczynka mieli 4 latka i poszli do przedszkola. Rodzice tej dwójki zapisali ich do tego samego prywatnego przedszkola  nie bez powodu, ale o tym kiedy indziej. No więc dzieci zostały zostawione pod opieką przedszkolanek i nawet przez chwilę nie zatęskniły za rodzicami, bo już wtedy nie było między nimi tej wyjątkowej więzi. Dulcia siedziała w kącie i bawiła się lalkami Barbie. Aj, ale co to była za zabawa... Już dwie lalki były bez głów. Tak, to sprawka małej terrorystki, bo tak chyba można ją nazwać. No tak, aniołkiem była tylko z wyglądu. Za to Christopher był póki co chyba najgrzeczniejszym dzieckiem w grupie. Puszczał po podłodze na raz zawsze dwa samochodziki i robił wyścigi. Jego świetną zabawę przerwał nie kto inny jak ta mała wredota, która od początku niszczyła jego spokojne życie. Za którymś razem jeden z aut nie zakończył swojej trasy, bo wpadł w jej ręce.
-Oddasz mi ten samochodzik?- zapytał słodki maluch o czekoladowych oczkach i szczerym uśmiechu.
-Jasne.- powiedziała Dul, a chłopiec już wyciągnął do niej rączkę. -Że nie.- dodała i zaczęła się głośno śmiać.
-Dlaczego? No daj, proszę.- ponowił próbę ze łzami w oczach.
-Nie, bo ja go miałam pierwsza.- wytknęła mu język.
-Nieprawda, ja się nim bawiłem!
-Ale teraz już nie będziesz. Spadaj, jesteś głupi!
-Chyba Ty, mała szujo.- także ją wyzwał.
-Pani, on mnie wyzywa!- zawołała, a przedszkolanka od razu przybiegła.
-Nie wyzywaj koleżanki, nie wolno.- powiedziała poważnie, ale niezbyt przekonująco.
-Pff, ona nie jest moją koleżanką, jest głupia jak but. I zabrała mi autko.- skarżył się obrażony i rozżalony chłopczyk.
-No dobrze, to chodź do mnie. Może coś namalujesz?
-Okej, bo nie chcę z nią siedzieć. Słyszałem, że głupota jest zaraźliwa.
-Tak? Ojej, to ja się więcej nie będę do Ciebie zbliżać, bo się zarażę.
Dulce uciekła, a Chris poszedł rysować coś dla swojej mamy. Tak właśnie zaczęła się znajomość tej dwójki. Mało romantycznie, prawda? No cóż, tak wyszło. Być może gdyby poznali się inaczej, wszystko jakoś lepiej by się potoczyło...
Po kilku godzinach rodzice przyszli po dzieci do przedszkola. Christopher od razu poskarżył się mamie, że Dulce mu dokuczała. Kobieta jednak nie słuchała go za bardzo i tylko przytaknęła. Poszli do domu, a chłopiec podarował mamie rysunek. Było tam wielkie czerwone serce i kwiatki. Jak na takie małe dziecko narysował to naprawdę pięknie. No ale cóż, nie wszyscy są tak wrażliwi, a na pewno nie rodzice chłopca. Ojciec przejął kartkę papieru z rąk syna i podarł ją.
-Tato, to był rysunek dla mamy!- krzyknął Chris i się rozpłakał.
-Aj, nie becz. Jesteś mężczyzną, nie jakimś pedałem i nie możesz rysować żadnych serc! Ogarnij się, idź do pokoju i to przemyśl głupi dzieciaku!- pchnął synka w kierunku jego pokoju, a on usiadł na swoim łóżku i płakał. Tak więc widzimy, że Christopher Uckermann to bardzo słodkie i kochane dziecko, ale od najmłodszych lat spotykają go przykrości ze strony jego własnej rodziny.
Podobnie rzecz się ma z Dulce, ale jakby odwrotnie. Po przyjściu z przedszkola dała mamie rysunek... To znaczy, chyba trochę ciężko nazwać to rysunkiem, bo była to po prostu kartka papieru pomalowana na czarno. Na pytanie co to jest, dziewczynka odpowiedziała:
-To jest mózg tego idioty Chrisa, a raczej jego brak.
-Co z Ciebie za dziecko?! Powinnaś rysować kwiatki, serduszka i księżniczki, a nie tak mazać. Tak nie powinna się zachowywać dziewczynka z dobrego domu. Wyjdź do pokoju i to przemyśl!- matka nakrzyczała na Dul, a ta obrażona poszła do swojego pokoju.
No więc tak wyglądało życie naszych bohaterów za czasów przedszkola. Niezbyt kolorowe dzieciństwo, prawda? A najlepsze jest to, że dzieci, które się nie lubią, w tej chwili tak samo spędzały czas po kłótni z rodzicami. Trochę smutne, ale niestety prawdziwe.
No dobrze, więc przenieśmy się do szkoły podstawowej, kiedy to nienawiść dwójki dzieci wzrastała i nabierała kolorów, można powiedzieć. Tak, właściwie dosłownie nabierała kolorów... Fioletowe siniaki, czerwona krew, czyli efekty ostrych kłótni Dulce i Chrisa. Nie oszczędzali się i byli wiecznie skłóceni. Średnio dwa razy w tygodniu ich rodzice byli wzywani do szkoły, bo dzieci się pobiły. A kto był od dawna zamieszany w ten cudowny konflikt? Oczywiście Anahi, czyli osobisty adwokat Christophera. Od przedszkola broniła przyjaciela przed tą wredną dziewczynką. Nie jest to do końca fair, no nie? Oj nie  przesadzajmy, Dulcia sobie świetnie daje radę z tą dwójką.
Dopiero w gimnazjum trochę się to odmieniło, kiedy Ucker wpadł w nieciekawe towarzystwo. Miał dosyć kpin ze strony Duli i rodziców, i zapragnął się zmienić. Wyobraźcie sobie super przystojnego chłopaka w gimnazjum... Ciekawy wszystkiego, co zakazane. No wiecie... Pierwszy papieros, dziewczyny, pijańskie imprezy i te sprawy. Ten chłopak się całkowicie zmienił i jedyne, co pozostało niezmienne to nienawiść do Dulce i przyjaźń z Ann. A Dulce? Ona też się zmieniła i powoli zaczynała być słodką dziewczynką, której chcieli jej rodzice. Coraz bardziej udawała księżniczkę i bogatą laleczkę. Jednak nawet jej nie podobała się zmiana Uckera i nieraz wręcz marzyła, by powrócił tamten stary, bezbronny chłopiec. Tylko dlaczego? Dlatego, że wtedy mogła nim pomiatać, a on się zbytnio nie bronił? No nie wiem, czy to było przyczyną. Ona chyba po prostu po tylu wspólnych latach się w jakiś sposób do niego przywiązała i może się o niego martwiła, kiedy robił głupoty. Być może, ale  nasza księżniczka prawdopodobnie nigdy się do tego nie przyzna.



No dobrze jest tym razem najpierw prolog, bo tak mi jakoś lepiej pasowało ;)
Zaczynamy nowe opowiadanie, a ja to traktuję jako taki nawet pewien przedział w życiu, serio czasami mam takie wrażenie xD I tak przed chwilą policzyłam, że tamto opko pisałam (a raczej dodawałam, bo pisać skończyłam już dawno) 8 miesięcy, ale chyba same wiecie, że wynika to z małej ilości komentarzy ogólnie. Powiem Wam, że pod epilogiem się spisałyście i jestem naprawdę zadowolona (a z tego co widzę, to jeszcze nie wszyscy i mam nadzieję, że nadrobią). Mi to wiecznie mało, marudzi ta Pelasia, haha :D Jak Wy ze mną wytrzymujecie? Jak zresztą każdy...
No to tak: Ja jutro wyjeżdżam nad morze i proszę mi życzyć ładnej pogody!! Z góry dziękuję moje skarby :* Ale ja jak zwykle nie o tym... Jak będzie dużo komentarzy, to znajdę czas nad morzem i dodam obsadę, bo z tego prologu to w sumie niewiele wynika :) Ale jak będzie mało komów, to chyba za bardzo mnie woda wciągnie i nie będę miała czasu na bloga xD Bzdury, bzdury i jeszcze raz BZDURY, ale to już niestety tradycja, haha :) Ale mam dobry humor <3 Tak się cieszę, że w końcu jadę nad morze, że sobie nie wyobrażacie <3 Tak, ja wiem... Polskie morze nic specjalnego, ale jednak cieszy :D 
Jeszcze jedna rzecz (ostatnia, bo mam już jakieś 6 godzin snu, także powodzenia xD): 
Wygląd bloga nie jest idealny, bo nie robiła go Monisia (nie, wcale się nie podlizuję :P) Niestety zostawiła mnie z tym w pewnym momencie na pastwę losu i naraziła na śmiech kuzynki. Ale i tak myślę, że sobie z tym dość dobrze poradziłam, a z informatyką (a z grafiką tym bardziej nie mam nic wspólnego). Na chrome działa dobrze, na mozilli gorzej, ale proszę o wybaczenie. Mimo lekko niedokończonej roboty, dziękuję Moniko za nagłówek i pomoc z wyglądem bloga :*
Jak zwykle się rozpisałam, do następnego <3 ;)