środa, 13 stycznia 2016

18. "Długi trzeba regulować"

Nie miałam pojęcia, co się dzieje. Leżałam związana na tylnym siedzeniu samochodu jakiegoś drania, którego twarzy nie widziałam. Okropnie się bałam i w jednej chwili pożałowałam, że wyszłam od Federica. Mogłam oddać się swojemu chłopakowi, a teraz ktoś może mnie zgwałcić. Świetnie po prostu... W pewnym momencie poczułam hamowanie. Po chwili ten facet wyjął mnie z auta i przełożył sobie przez ramię, jak jakiś worek. No i oczywiście gdzie spoczęła jego ręka? Na moim tyłku! Nie będzie z tego nic dobrego, jestem tego pewna. W ten sposób znaleźliśmy się w dość dziwnym miejscu. Był to mały, stary domek pośrodku niczego. W środku był w miarę przyzwoicie urządzony, choć oczywiście pięknie to tam nie było. No dobra... Było tam brzydko i przerażająco. Kilka mebli, łóżko i jakieś inne dość dziwnie rzeczy. Tak więc znajdował się tam właściwie jeden pokój i łazienka, bez kuchni. Posadził mnie na krześle i zdjął kominiarkę ze swojej twarzy. I tu doznałam szoku... Kto mnie porwał? Mój najukochańszy przyjaciel Ucker!!
-Co to ma być, do cholery?!- krzyknęłam, szarpiąc za sznurki, którymi byłam związana.
-Nie bój się, maleńka. Wiesz przecież, że nie zrobię Ci krzywdy.- powiedział jakimś dziwnym tonem, składając pocałunek w kąciku moich ust.
-Po co mnie porwałeś?- zapytałam z niepokojem.
-To nie jest porwanie.
-A co?!- byłam już bardzo zła, naprawdę się bałam.
-Hmm... Potraktuj to jako przymusową szkołę. -posłałam mu pytające spojrzenie. -Wszystko trzeba Ci tłumaczyć, czyli nic się nie zmieniło... Zamierzam Cię, kochanie, nauczyć uczciwości.
-Co to ma, kurwa, znaczyć?!
-Może inaczej: Po tej lekcji zapamiętasz na zawsze, że długi trzeba regulować.
-O nie, nawet nie próbuj...- wydukałam drżącym głosem ze łzami w oczach.
-Co nie próbuj? To nie będzie żadna próba. Za moment Cię rozwiąże, a potem rozbiorę. Będziesz tutaj ze mną robić, co tylko zechcę, dopóki nie spłacisz długu. I nie masz prawa się ubrać, ani sprzeciwić. Zrozumiałaś?
-Ucker, proszę, nie!- rozpłakałam się, krzycząc błagalnie.
-Nie masz prawa o nic mnie prosić. Ty moich próśb nie spełniłaś. Prosiłem, żebyś ze mną została, była moją dziewczyną, a Ty wyjechałaś bez słowa!! Nigdy Ci tego nie wybaczę! A teraz co? Masz nowego chłopaka i to pewnie jemu dajesz dupy, zamiast zająć się czymś pożytecznym...- jego słowa i złość, z jaką je wypowiadał, dogłębnie mnie przerażały.
-Ucker, przepraszam. Napisałam przecież wszystko w liście. Ja naprawdę chcę oddać Ci ten dług, ale w gotowce. Proszę, nie karz mi znów przez to przechodzić... Uciekłam od Ciebie, by zapomnieć o tym wszystkim. Kiedy wreszcie mi się udało, wróciłeś i zamierzasz mnie tak dręczyć. Rzeczywiście, zajebiście musisz mnie kochać!
-Kochałem Cię, Dul, naprawdę. Byłem w stanie zrobić dla Ciebie wszystko, a Ty nigdy tego nie doceniałaś... To przez Ciebie i ten Twój pieprzony wyjazd, znów się zmieniłem w bezdusznego potwora. Chciałem Cię kochać i być przez Ciebie kochanym, teraz wolę Cię po prostu zruchać, żebyś poczuła, jaki jestem naprawdę. Sprawię, że zatęsknisz za brakiem kontaktu fizycznego, a przecież tak Ci tego brakowało.- mówiąc to, patrzył mi głęboko w oczy, a jego spojrzenie było wręcz demoniczne.
-Ucker, nie rób mi tego, błagam!- pozostały mi jedynie prośby i błagania, chociaż to i tak nie przynosi skutku.
-Uspokój się, Dul... Zachowujesz się, jakbym chciał Cię zgwałcić, a ja tylko domagam się swojego.
-To wbrew mojej woli, a więc w pewnym sensie jest to gwałt.
-Przestań już, przecież oboje wiemy, że mimo tego co teraz gadasz, płoniesz z podniecenia.- po chwili zastanowienia dotarło do mnie, że to właściwie jednak prawda.
-Ucker, daj mi spokój i mnie stąd wypuść!- krzyknęłam zrozpaczona i bezbronna.
-Uspokój się, bo nigdy nie zaczniemy. Nie rozwiąże Cię i będziesz przechodzić istne tortury.- pogłaskał mnie jakimś piórkiem po szyi i ramieniu, dzięki czemu stało się jasne jakie tortury miał na myśli.
Zamilkłam, bo wiedziałam, że nic nie zdziałam. Ucker się uparł, a więc muszę to zrobić, inaczej nigdy nie da mi spokoju. Patrzyłam na niego z nienawiścią i to właśnie do niego czułam. Nienawiść, obrzydzenie... Jednocześnie wzbudzał we mnie strach, bo był na mnie cholernie zły. Bałam się, co ze mną zrobi. Zdążyłam poznać jego możliwości, a teraz może je nawet przekroczyć z uwagi na swój gniew... Po 10 minutach ciszy i wymieniania spojrzeń grozy, przeszedł do rzeczy. Rozwiązał te wstrętne sznurki, które dosłownie werżnęły mi się w skórę na rękach.
-Nie martw się, nic mi nie jest, w ogóle nie boli.- powiedziałam z ironią i wrednym uśmiechem.
-Od tego się nie umiera, księżniczko.- sądziłam, że chociaż się przejmie jak kiedyś, ale niestety tamtego Christophera już nie ma, chyba przeze mnie...
-Nie bądź dla mnie taki.- poprosiłam słodko, patrząc mu w oczy.
-Przykro mi, ale tym razem na to zasłużyłaś.- odpowiedział sucho i beznamiętnie.
Rozpłakałam się znów i usiadłam na podłodze, kuląc się w kłębek.
-Wstawaj i bierz się do roboty!- zarządził, a ja nie zareagowałam. -Dulce, chodź, zacznijmy wreszcie.- złapał mnie za rękę i chciał podnieść.
-Spierdalaj, nie dotykaj mnie!- wydarłam się, kopiąc go z całej siły w kostkę.
Położył się na mnie, zupełnie wbijając mnie w podłogę. Złapał moje dwie ręce na raz i położył mi nad głowę. Drugą ręką zaczął mnie już rozbierać.
-Nie będę się z Tobą bawił. Wezmę od Ciebie tyle, ile mi się należy, nawet wbrew twojej woli.- kipił złością, męcząc się z moim ubraniem i ściskając mocniej moje biedne ręce.
-Jesteś potworem...- wydukałam przez łzy.
Przez chwilę wpatrywał się w moje oczy, jakby szukał w nich przyzwolenia na to, co zamierza zrobić. Miałam wrażenie, że jego spojrzenie stało się trochę łagodniejsze, a serce powoli miękło. Puścił moje ręce i wstał, odwracając się do mnie tyłem.
-Musisz być tak cholernie bezbronna i słodka?- zapytał, nie spoglądając na mnie. -Jestem straszny, wiem. Wybacz, ale nie odpuszczę.- a już myślałam, że dał sobie spokój...
-Ucker, krzywdzisz mnie. Zdajesz sobie z tego sprawę?- zapytałam, kładąc ręce na jego ramieniu.
-A Ty o tym pomyślałaś, kiedy odeszłaś?! Zastanawiałaś się może, co ja czuję? Nie, bo to Cię nie obchodziło, prawda? Dla Ciebie zawsze liczył się tylko twój brat, za co akurat Cię podziwiam. Ale tak się składa, że ja zrobiłem dla Ciebie bardzo wiele, a w zamian za to zostałem sam. Dziękuję, pokazałaś mi, że nie warto być dobrym.
-Dobrym?! Dobrze to Ty chciałeś mieć za tą pomoc. Potrzebowałeś towarzystwa w nocy, nie oszukasz mnie.
-Nigdy nawet nie próbowałem Cię oszukiwać, zrozum to! Tysiąc razy wyznawałem Ci, jak jesteś dla mnie ważna. Ciągle myślisz, że chodziło mi tylko o seks?- mówiąc to, był już zwrócony w moją stronę.
-Nie jesteś zdolny do innych uczuć, tylko tych fizycznych.- stwierdziłam po chwili zastanowienia.
-Tak uważasz? Dobrze, pokażę Ci, jaki jestem, gdy nie kieruję się uczuciami.- cholera, źle to rozegrałam...
-Jeśli mnie dotkniesz, oskarżę Cię o gwałt.- ostrzegłam.
-Skarbie, wiem, że tego nie zrobisz.- musnął ustami mój policzek. -Koniec gadania, rozbieraj się.- nakazał władczym tonem.
-Nie!- krzyknęłam, odpychając go i pobiegłam w stronę drzwi wyjściowych.
-Nie jestem idiotą, zamknąłem drzwi. Możesz uciekać, krzyczeć, bić mnie, cokolwiek... Tylko przedłużysz sobie męczarnie, a ja i tak w końcu zrobię swoje.
-Nienawidzę Cię!!- podeszłam do niego i zaczęłam go kopać, i okładać pięściami.
-Wyżyj się, maleńka. Teraz stracisz całą energię, a później będziesz bezsilnie wykonywać moje polecenia.- kpił sobie ze mnie, nie robiąc sobie nic z mojej złości. -Dobra, koniec. Stań tam i przypomnij mi, jak piękne masz ciało.
Czułam, że już nie mam wyjścia. Nie było już dla mnie ratunku, Ucker nie odpuści. Byłam strasznie skrępowana. Ale właściwie dlaczego? Przecież już nie raz widział mnie nago i robiliśmy różne dziwne rzeczy. Stanęłam we wskazanym przez niego miejscu, na środku pokoju.
-Możesz zaczynać, skarbie.- powiedział czule, wpatrując się we mnie wzrokiem wygłodniałego wilka.
Posłusznie zaczęłam swój striptiz. Mimo, że oczy piekły mnie od łez, naprawdę starałam się zadowolić Uckera. Ponętnie kręcąc biodrami, pozbywałam się kolejnych części mojej garderoby. Kiedy zostałam w samej bieliźnie, Christopher podszedł do mnie i położył dłonie na mojej talii. Wzdrygnęłam się pod wpływem jego dotyku. Posłał mi słodki, czarujący uśmiech, którego nie odwzajemniłam. Nagle przypomniało mi się, że musimy coś ustalić.
-Ucker, poczekaj.- odepchnęłam go delikatnie. -Umówmy się, że tamte zasady nadal obowiązują, dobrze?
-Czyli bez szaleństw, tak jak natura przykazała?- zaśmiał się, a ja tylko przewróciłam oczami.
-Tak, właśnie. I nie myśl sobie, że te twoje uśmieszki robią na mnie wrażenie. Jestem do tego zmuszana i wcale nie mam ochoty tu z Tobą być, pamiętaj.
-Masz ochotę, czy nie i tak będziesz mi tu zaraz jęczeć z rozkoszy.- niespodziewanie, jednym ruchem dłoni odpiął mi stanik.
-Ucker...- z moich ust mimowolnie wyrwało się jego imię, kiedy mój stanik spadł na podłogę.
-No już, kochanie, spokojnie.- powiedział biorąc w dłonie moje piersi, swoją drogą idealnie się w nich mieszczą. -Mam pomysł.- powiedział, nie przerywając zabawy.
-A mówiłam już kiedyś, że nienawidzę twoich pomysłów?
-Chyba wspominałaś... Posłuchaj, ja Cię będę doprowadzać do szału w ten sposób, a Ty w tym czasie musisz mnie rozebrać. Jeśli zbytnio odlecisz pod wpływem tych doznań i nie uda Ci się pozbyć się moich ubrań, to ostro Cię zerżnę. Jeśli będziesz silna i Ci się uda mnie rozebrać, to będę się z Tobą kochać według twoich upodobań. Okej?- po raz pierwszy jego pomysł był naprawdę fajny, no gdyby nie to że właściwie z przymusu...
-Dobra, niech Ci będzie.- zgodziłam się, a on na chwilę przerwał pieszczoty.
-Musimy poczekać, żeby było sprawiedliwie.- wyjaśnił. -Start!- powiedział po chwili, wracając do sprawiania mi tej boskiej przyjemności.
Ja automatycznie zaczęłam ściągać z niego ubrania. Zależało mi na wygranej, bo nie chciałam, żeby mnie zamęczył tym swoim dzikim seksem. Na początku szło mi bardzo dobrze, ale Ucker najwyraźniej nie mógł tego znieść. Zaczął wszystko robić jeszcze bardziej intensywnie i mniej delikatnie. No cóż... Niestety dość dobrze zna moje ciało i wie, co mnie najbardziej rozbraja. Dodatkowo jeszcze utrudniał mi robotę, bo nie chciał podnieść nogi, żebym mogła zdjąć mu spodnie.
-Ej, oszukujesz!- zawołałam oburzona.
-No dobra, niech Ci będzie.- odpuścił, pozwalając mi zdjąć swoje spodnie.
Kontynuował te słodkie tortury na moim ciele. Najgorsze było to, że nie pozwalał mi dojść. Kiedy byłam już blisko, zaczynał na przykład tylko smyrać mnie delikatnie po ramieniu lub brzuchu, żeby mi to uniemożliwić. Tak robił kilka razy, a było to coraz trudniejsze do wytrzymania. Wyginałam się w łuk, dysząc ciężko. Nie traciłam kontroli nad moim ciałem i dzielnie pozbywałam się ubrań Uckera. Poczułam, że jestem na wygranej pozycji, gdy stał przede mną w samych bokserkach. Z niemałym trudem ich także się pozbyłam. Przygryzłam dolną wargę, widząc jak mocno działam na Uckera.
-No dobrze, słońce, wygrałaś.- powiedział z szerokim, słodkim uśmiechem i wziął mnie na ręce.
-Co Ty robisz?- zapytałam zdezorientowana.
-No jak to co? Mamy się kochać, a więc raczej w łóżku, nie na podłodze.- odpowiedział, kładąc mnie na wielkie łóżko.
-Chcesz zrobić to tak jak kiedyś?- nagle jakbym zapomniała, że jestem do czegoś zmuszana i zaczęła mnie bardzo fascynować ta sytuacja i nasza bliskość.
-A tak właśnie Ci się podobało?- zapytał, patrząc mi w oczy.
-Bardzo, wiesz przecież.- powiedziałam z uśmiechem, oblizując usta.
-No okej, więc spróbujemy to powtórzyć.- powiedział, zsuwając moje majtki.

~♥~~♥~~♥~~♥~~♥~~♥~~♥~~♥~~♥~

Hejo! Przybyłam z tym oto rozdziałem w sumie nwm, czy pozytywnym czy nie... Zależy jak na to patrzeć. Ale dobra, to określicie same xD A ja chciałabym jeszcze raz bardzo Was przeprosić za ten poniedziałek, że nie dodałam. To nie moja wina, bo internety się wszystkie skończyły (zwolniły i nie dało się już nic zrobić...). Ale no szkoda, bo tak ładnie 5 komentarzy w jeden nawet dzień się pojawiło. Kurde, ale Wy to dobre jesteście... Porządny szantaż wystarczy i już napierdzielają komami ;) Ok, no to w zamian za te przymusowe przełożenie dodam w piątek albo w sobotę w moje urodziny :D... Ale to też zależy od komentarzy i wgl. Ale po prostu jak będzie dużo i będę miała w miarę dobry humor, by ustalić tą dolną granicę słowa "Dużo" to wtedy dodam, ale szybko na pewno ;)

czwartek, 7 stycznia 2016

17. "Chcę z Tobą być"

Kiedy wracaliśmy z cmentarza, starałam się nie okazywać emocji po tym spotkaniu. Jednak Fede zna mnie zbyt dobrze, żeby się na to nabrać.
-Co jest?- zapytał w końcu.
-Nic takiego.- odpowiedziałam, spuszczając głowę.
-Dlaczego przedstawiłaś mnie jako swojego chłopaka?- miałam taką cichą nadzieję, że o to nie zapyta.
-Bo... Chciałam, żeby się odczepił.- powiedziałam po chwili zawachania.
-Mhm. Wiesz, to smutne... Użyłaś mnie jako tarczy.
-Przepraszam, ale to jedyne, co przyszło mi do głowy.
-Nie przepraszaj. Powiedz lepiej, czy te kłamstwo może kiedyś zmienić się w rzeczywistość?- byłam w szoku, zaniemówiłam.
-Fede, czy Ty?...
-Tak Dul, kocham Cię od dawna. Dziwię się, że sama tego nie zauważyłaś.
-Byłam pewna, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Wiem i nie chciałem tego psuć. Jeśli naprawdę nic do mnie nie czujesz, to zostańmy przyjaciółmi. Załóżmy, że nie było pytania, okej?
-Poczekaj, ja przecież Ci nie odpowiedziałam! Chcę z Tobą być.- to była zbyt pochopna decyzja, ale miałam wtedy nadzieję, że bez większych konsekwencji...

Mój związek z Federico z dnia na dzień był coraz bardziej barwny. Na początku niewiele różnił się od przyjaźni, ale teraz jest już inaczej. Nawet przez myśl by mi nie przeszło, że potrafi być tak czuły, słodki i romantyczny. No i tak mocno mnie kocha... Ciągle powtarzał, że zrobiłby dla mnie wszystko, a ja od zawsze potrzebowałam kogoś takiego. No, bo przecież ja wszystko zrobię dla osób, które kocham i w końcu znalazłam kogoś, kto zadba o mnie. Któregoś dnia wymyśliliśmy, że spędzimy razem cały weekend. W piątek od razu po zajęciach pojechaliśmy do niego do domu. Zrobił pyszny obiad, bardzo mnie tym zaskakując. Później poszliśmy na romantyczny spacer. Szliśmy pięknymi uliczkami, zachwycając się pięknem przyrody i swoją obecnością. Od początku czułam, że Federico nie jest moją wielką miłością, ale jednak w sumie byłam z nim nawet szczęśliwa. Złapał nas deszcz i finalnie nasz spacer zakończył się ucieczką do domu. Zjedliśmy kolację przy świecach. Od początku podejrzewałam, że Fede ma na dziś specjalne plany. Niestety jednak musiałam mu je zepsuć, bo nie mogę na nic mu pozwolić. Po jedzeniu poszłam się wykąpać. Zastanawiałam się, jak uniknąć zbliżenia i jak to wszystko rozegrać, żeby Federico się nie obraził. Miałam jednak nadzieję, że nie dojdzie w ogóle do takiej sytuacji. Moje nadzieje okazały się jednak zgubne... Co zrobił Fede, kiedy wyszedł z łazienki? Ja już leżałam w łóżku wykąpana, a on prawie że wskoczył na mnie. Zaczął mnie namiętnie całować. Jego poczynania były coraz śmielsze: z ust przeszedł na szyję i dekolt, a jego łapki docierały do różnych części mojego ciała, ale jeszcze nie przekraczał tej bezpiecznej granicy. To sprawiało mi wiele przyjemności, choć wiedziałam, że muszę być przede wszystkim czujna. Wszystko dobre, co szybko się kończy, a więc po kilku minutach powiedziałam cicho:
-Dość...
-Co jest, skarbie? Myślałem, że tego chcesz...
-Nie, Fede, ja nie jestem jeszcze gotowa. To według mnie za szybko. Przykro mi, naprawdę nie mogę.- usiadłam, poprawiając piżamę, którą podwinął mi zupełnie do góry.
-No dobrze, zaczekam na Ciebie.- pocałował mnie w policzek, kładąc się z powrotem.
-Dziękuję.- położyłam się przy nim, niepewnie wtulając się w jego umięśnione ciało.
-Dobranoc, Dul.
-Miłych snów.- odpowiedziałam, zamykając oczy.
Następny dzień także wspaniale spędziłam z moim chłopakiem. Prawie cały dzień siedzieliśmy w domu, oglądając filmy. Czułam się przy nim jak księżniczka, rozpieszczał mnie na każdym kroku. Problem pojawił się wieczorem... Sytuacja się jakby powtórzyła. Kiedy leżeliśmy w łóżku, Fede zaczął się niebezpiecznie zbliżać.
-Nie próbuj...- powiedziałam cicho i złapałam go za rękę, śmiejąc się.
Nie zareagował. Spojrzał na mnie tylko, a jego dłoń przesuwała się coraz wyżej wzdłuż mojego uda.
-Przestań...
Na to zareagował zupełnie odwrotnie. Wlazł na mnie i zaczął mnie całować. To już nawet nie była namiętność, a raczej agresja. Próbowałam go odepchnąć, ale nie mogłam.
-Kochanie...- szepnął, sięgając ręką do zapięcia od mojego stanika.
-Nie!- użyłam całej swojej siły, żeby się spod niego wydostać. -Mówiłam Ci, kurwa, że nie chcę!- krzyknęłam, zrywając się z łóżka.
-Przepraszam, poniosło mnie.- wstał i podszedł do mnie, chciał mnie przytulić.
-Wychodzę, mam dość.- wybiegłam na przedpokój i zaczęłam zakładać buty.
-Dulce! Poczekaj, chociaż Cię odwiozę.
-Dam sobie radę, cześć!- zgarnęłam kurtkę z wieszaka i wyszłam, z impetem trzaskając drzwiami.
Było już późno, a uliczki ciemne i puste. Nie było to zbyt przyjemne doświadczenie, bałam się. Chwilami wolałam być z Federico, ale było już za późno. W sumie do akademika miałam całkiem blisko. Tak, do akademika, bo domu nie mam. Idąc bardzo ponurym zakątkiem miasta, miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Nie myliłam się. Już po chwili poczułam czyiś uścisk na moim przedramieniu. Zaczęłam się wyrywać i piszczeć. Szarpał mnie, aż po chwili udało mu się mnie związać. Wrzucił mnie do samochodu bardzo niedelikatnie.

❄❄❄❄❄❄❄❄❄

No dobrze Miśki, przybywam z rozdziałem :) No cóż... Mało pozytywny i taki w sumie nijaki, ale takie też czasami muszą być xD Nie każdy rozdział musi być radosny, genialny i cudowny jak ja, haha :D Mam dobry humor, bo spadł śnieg (co prawda zaledwie milimetr, ale jest xD). A jednocześnie mam zły humor i jestem zła, bo mi się internet skończył, kiedy miałam spisać zadanie z matmy z neta i będę miała jutro problem :\ To się wyżaliłam, a teraz czas na coś bardziej pozytywnego niż rozdział i brak internetu:
Zaczęłam pisać prolog nowego opowiadania (w tym momencie słyszę brawa :D) Tzn. tego jeszcze nie skończyłam, ale tak zaczęłam sobie nowe xD Także jest dobrze i oby nie było gorzej, bo kryzys póki co minął ;) Ale wiecie co? To chyba przez te komentarze ostatnio :) Raczej będę pisać dalej, ale ustalmy zasady:
Jeśli w trzy dni będzie 5 komentarzy (nie licząc tych tylko z zapytaniem "kiedy kolejny?") to rozdział dodam w poniedziałek.
Jak nie będzie 5 komentarzy to czekam na 10 (już będą liczyć się wszystkie), ale wtedy rozdziału nie będzie szybciej niż w następną niedzielę (czyli 17 stycznia).
A jak do tej następnej niedzieli nie będzie 10 komentarzy, to Pelasia będzie baaardzo smutna i na kolejny poczekacie do ferii (wtedy mnie może Monika ścignie i dodam xD)
No, wszystko jasne? Dziękuję za uwagę, proszę o rozejście się po internecie, haha odwala mi :D

sobota, 2 stycznia 2016

16. "Brakuje mi Ciebie"

Powoli wszystko zaczynało mi się układać. Mieszkałam w akademiku tuż przy mojej uczelni. Na szczęście udało mi się załatwić dofinansowanie i nie muszę za to płacić. Oczywiście pracę też sobie znalazłam, w weekendy pilnowałam Lily, której rodzice ciągle pracują. W tygodniu chodziła do przedszkola, a w weekendy zostawała ze mną. Według mnie rodzice poświęcają jej stanowczo za mało czasu i staram się jej to jakoś zrekompensować. Uwielbiam ją, ona do mnie też się zdążyła bardzo przywiązać. Dzięki niej nie czułam się aż tak samotna i trochę mniej tęskniłam za swoim braciszkiem. Najgorsza jednak była tęsknota za Uckerem... Jakoś nie potrafiłam wymazać go z pamięci i ciągle pytałam Anahi, co u niego. Z jej opowieści dowiedziałam się, że po moim wyjeździe wrócił jego dawny podły charakter. Większość czasu ponoć spędza w samotności i to wcale nie przed pornosami, jak kiedyś. Nie robi po prostu nic, tylko na przykład leży i słucha muzyki. Wiem, że to nie w porządku, ale cieszy mnie to, że jemu beze mnie jest tak samo smutno jak mi bez niego. Teraz uświadomiłam sobie, jakim on jest wyjątkowym człowiekiem. Poznałam wielu fajnych chłopaków, ale żaden nie dorównuje Uckerowi. Miałam mnóstwo adoratorów, ale wszystkich odrzucałam. Nadal jednak utrzymywałam, że szukam tego jedynego, ale nikt nie przypadł mi do gustu.
Czas mijał nieubłaganie... Każdy dzień i miesiąc zdawał się być taki sam, różne były jedynie pory roku.

Tym sposobem bardzo szybko minęły dwa lata. Mój świat zmienił się zupełnie od wyjazdu na studia. Powoli, stopniowo odzyskiwałam spokój ducha, aż w końcu po tak długim czasie stałam się zupełnie inną osobą. Pozbyłam się żalu i smutku, który miałam w sobie po śmierci brata i rozstaniu z Uckerem. Jestem teraz szczęśliwa, mimo że może troszkę samotna. Na ogół uchodzę  za typ samotnika i na pewno nie można mnie nazwać duszą towarzystwa, ale nikt nie ma z tym problemu i jestem raczej osobą lubianą. Staram się po prostu nie rzucać w oczy i skupić tylko na nauce. No i wychodzi mi to całkiem nieźle, bo każdy semestr kończę z wyróżnieniem i dostaje wysokie stypendium. Prawie codziennie po zajęciach wychodzę z Federico. No tak, nie wspomniałam o nim wcześniej... To mój przyjaciel. Zabawne, bo poznałam go, kiedy wpadłam na niego na chodniku, rozmawiając z Anahi przez telefon o Uckerze. Od naszego pierwszego spotkania minęło pół roku. Fede jest moim wielkim wsparciem i wspaniałym kumplem. Nasze relacje są czysto przyjacielskie, bo zrezygnowałam na razie z miłości. Po za tym stwierdziłam, że chyba nie potrafiłabym wchodzić w intymne relacje z kimś innym niż Ucker. Być może tylko mi się wydaje, ale mam wrażenie, że Ucker tak mnie w tych sprawach doświadczył, że każdy inny chłopak od razu wiedziałby, jak wiele razy to już robiłam i w jaki sposób. W sensie, że mógłby od razu domyślić się, że robiłam za dziwkę, bo mam w tym wprawę. Nawet nie chcę myśleć, że mogłabym się z tego komuś zwierzać, wyjątkiem była Any i tak zostanie. 

Chciałam odwiedzić brata na cmentarzu, a Fede uparł się, że pójdzie ze mną. Zgodziłam się, ale miałam co do tego jakoś dziwnie złe przeczucia. Jak się okazało niebezpodstawne... Wychodząc z cmentarza spotkałam kogoś, kogo się najmniej spodziewałam. Kogo? Ależ tak, to był oczywiście mój kochany Uckerek! Przez około minutę wpatrywaliśmy się w siebie bez pamięci. Byłam zaskoczona, ale gdzieś tam wewnątrz szczęśliwa, mimo że niby przestałam za nim tęsknić.
-Cześć.- powiedziałam cicho, jakby nieśmiało.
-Hej!- przywitał się radośnie Ucker, przytulając mnie.
-Co tu robisz?- zapytałam, odpychając go niepozornie.
-Przyszedłem odwiedzić Twojego brata. Ty pewnie też?- odpowiedział z delikatnym uśmiechem.
-Tak, bo dawno nie byłam.- mówiąc dawno, miałam na myśli jakieś dwa tygodnie temu...
-Co u Ciebie?
-A w porządku, jestem na drugim roku studiów.
-Co studiujesz?
-Fizjoterapię.
-Oo, ciekawie.
-Tak, to bardzo fajny kierunek.
-A jak tam u Ciebie?- zapytałam jedynie z grzeczności, bo przecież i tak wszystko wiem od Ann.
-Jakoś leci, ale smutno mi bez Ciebie.
-Aa Ucker, zapomniałabym... To jest Fede, mój narzeczony.- skłamałam, żeby nie zaczynał żadnych ckliwych historyjek.
-Narzeczony?...- oj, widziałam po minie, że był bardzo zawiedziony.
-Tak, jestem teraz bardzo szczęśliwa. Prawda, kochanie?- wtuliłam się w Federica dla potwierdzenia moich słów.
-Oczywiście. Wiesz co, skarbie? Ty sobie spokojnie pogadaj, a ja wstąpie jeszcze tu do sklepu.
-Okej.- mój rzekomy chłopak poszedł całując mnie w policzek, a ja zostałam sama z Uckerem... Bardzo złym Uckerem, na cmentarzu!
-On wie, kim dla mnie byłaś?- zapytał Ucker ponurym tonem głosu.
-Wie, bo nie mamy przed sobą tajemnic.- kolejne niewinne kłamstwo, a co tam...
-Mhm, świetnie... A co z Twoim długiem?
-No jak to co? Napisałam Ci przecież w liście, nic się nie zmieniło.
-Mówiłem Ci już dawno, że nie chcę od Ciebie kasy.
-Ja pierdzielę, Ucker musimy gadać o tym na cmentarzu?!- zdenerwował mnie i w tym momencie żałowałam, że w ogóle go spotkałam.
-Masz rację. Kiedyś się spotkamy, to omówimy tą sprawę.- uśmiechnął się pociągająco i według mnie trochę podejrzanie.
-Okej. A teraz musimy się niestety pożegnać, bo wiesz... Fede jest strasznie o mnie zazdrosny.- chciałam odejść, ale złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i przytulił.
-Brakuje mi Ciebie.- wyszeptał mi wprost do ucha.
-No już, wystarczy. Cześć!
Prawie, że stamtąd uciekłam, idąc szybkim krokiem. Nie mogłam już wytrzymać jego towarzystwa. Był to dla mnie spory szok, taki nagły powrót do przeszłości. To było strasznie dziwne, on taki inny niż kiedyś. Znów zmienił się przeze mnie. Serio mam na niego aż tak duży wpływ?... W ogóle cała ta rozmowa była taka... Nie potrafię tego określić. Wiem tylko, że miałam wrażenie, jakby był mi prawie obcym człowiekiem. Tylko dlaczego? Chodzi o czas, czy może on był zazdrosny o Federica?... No dobra, nieważne. Zapomnę o tym spotkaniu i będę dalej prowadziła swoje spokojne życie.

❄❄❄❄❄❄❄❄❄❄

No dobrze, dodam już ;) Nie było tak długo z kilku powodów, ale mniejsza z tym... Powiedzmy, że mam chwilowy kryzys, jeśli chodzi o bloga. Nie wiem po prostu, czy będę coś jeszcze po tym pisać. Uwielbiam pisać te opowiadania, a świadomość, że to co robię, komuś się podoba, jest cudowna. Kocham czytać te wszystkie Wasze komentarze, bo są dla mnie bardzo motywujące. Ale to niestety działa w dwie strony... Kiedy wchodzę tutaj, a nie przybywa nic przez długi czas, to jest mi smutno. Tak więc nwm, ile sensu ma pisanie kolejnych opowiadań. Zresztą to już nawet nie o to chodzi... Mam coraz mniej czasu na pisanie i sprawia mi to mały problem z organizacją czasu wolnego, bo zawsze wybieram pisanie niż inne obowiązki xD Ale w sumie wszystko zależy od mojej weny, więc spokojnie, bo chyba powraca :)
A w ogóle to szczęśliwego nowego roku :* Dużo, dużo szczęścia, miłości, prawdziwych przyjaciół i czego tam jeszcze chcecie. Jak to każdy mówi: żeby był lepszy niż 2015 xD A ja Wam powiem, że ten rok był jednym z ważniejszych w moim życiu, bo bardzo dużo się działo. Zmiana szkoły, przeprowadzka, dwie dalekie podróże xD... Tyle płaczu, smutku, strachu, ale i radości ze spotkania z Dulce ♡ No dobra, dość o mnie i moim życiu ;) O i jeszcze życzę wam, żebym częściej dodawała rozdziały (to było życzenie nie żadna obietnica, jak coś). Ale się rozpisałam, chyba rekordowo xD No właśnie to kolejna zaleta tego bloga... Mam gdzie się "wygadać", bo cokolwiek napiszę tutaj, to i tak mało ważne, bo liczy się rozdział :D Ok dość, do następnego Misiaki :* ♡
P.S. życzenia trochę spóźnione, bo nie zdążyłam przed 00:00 i wyszło 2 stycznia, ale mniejsza z tym xD Liczy się, że są, prawda? :P