Dziś miał być mój wielki dzień. Dlaczego? W końcu znalazłam pracę i dzisiaj zaczynam. Będę służącą u jakichś bogaczy. Wiem, że trochę nieciekawie, bo to zdecydowanie nie jest moja wymarzona praca, no ale trudno. Najlepsze jest to, że będę miała u nich swój pokój i nie będę musiała spać na szpitalnym krześle. Jeść też będę normalnie u nich jak członek rodziny. Tak więc wszystkie pieniądze będę przeznaczać na leczenie Juanita. Pani tego domu, a właściwie to może raczej rezydencji jest bardzo miłą i ciepłą osobą. No to przyszedł czas, żeby poznać resztę rodziny. Rozpakowałam się we wskazanym pokoju i według prośby zeszłam z powrotem na dół. Od razu dostałam przydział obowiązków. To nic trudnego! Mam sprzątać, prać, prasować, przebierać pościel, pomagać w kuchni, przynosić kawę do pokojów i wszystko inne, o co zostanę poproszona. Pani Laura ostrzegła mnie przed swoimi dziećmi, które lubią wykorzystywać służących na każdym kroku. Mam się nimi zbytnio nie przejmować i wszystko jej zgłaszać. No dobrze, nie ma problemu. Zostałam poczęstowana pysznym obiadem, a po jedzeniu poszłam pomóc pozmywać. Od razu zaprzyjaźniłam się ze starszą Panią o imieniu Augustina, która jest tutaj kucharką. Kiedy posprzątałyśmy po obiedzie, wzięłam się za odkurzanie. Muszę przyznać, że jak na luksusową willę był tu straszny syf. Odkurzyłam każdy centymetr podłogi w tym domu, a później postanowiłam jeszcze umyć podłogi. Na moje nieszczęście kij od mopa był złamany i musiałam myć na kolanach. Po kilku pomieszczeniach piekły mnie kolana, ale nie przestawałam, bo wtedy za pewne już bym tego nie skończyła. Sprzątanie nigdy nie było moją mocną stroną i nienawidziłam tego robić. Myjąc przedpokój, poczułam czyiś wzrok na sobie i spojrzałam do góry. Nie myliłam się. Stał nade mną jakiś cholernie przystojny chłopak i gapił mi się w cycki!
-Coś tam zgubiłeś?- zapytałam, wstając.
-Co?- potrząsnął głową, jakby właśnie wybudzał się z jakiegoś transu. -Kim Ty jesteś?
-Dulce, pracuję tu od dzisiaj. A Ty?
-Ejejej, nie zapędziłaś się za daleko? Pracujesz tu, a więc do mnie zwracasz się z szacunkiem. Zrozumiałaś?!- co za palant... Za kogo on się uważa? Aha, to jest pewnie ten syn Pani Laury.
-Bez przesady, przecież nie jesteś ode mnie dużo starszy.
-I co z tego? Masz się mnie słuchać, bo wylecisz.
-No dobrze, spokojnie już. Czy mogę teraz wrócić do pracy?- zapytałam grzecznie, ale ze złośliwym uśmiechem.
-Jasne, już Ci nie przeszkadzam.- powiedział i celowo świnia kopnął w wiadro z wodą, która się wylała. -Oj przepraszam, niechcący.- odszedł z fałszywym uśmiechem i zniknął za drzwiami swojego pokoju.
-Parszywa świnia...- wyzwałam go cichutko, żeby już nie usłyszał.
Przez niego miałam więcej roboty, bo musiałam pościerać wodę, którą wylał. Zastanawiałam się, czy powiedzieć o tym jego mamie. Stwierdziłam jednak, że nie warto. Nie będę skarżyć. Kiedy wreszcie skończyłam myć te podłogi, poszłam pomóc Augustinie w kuchni. Miałam zawołać wszystkich do jadalni. Pani Laura i Pan Pablo przyszli od razu. No to czas na tego kretyna... Niepewnie zapukałam do drzwi jego pokoju i weszłam. Siedział przy komputerze i gapił się na jakąś gołą babę z seks kamerki. Widząc mnie, od razu to wyłączył, wstał i zaczął na mnie krzyczeć:
-Nie nauczono Cię pukać?!
-Zapukałam...- wydukałam cicho.
-Tego tylko brakowało, żeby służąca mi przeszkadzała!! Czego chcesz?!- był strasznie zły, bałam się go.
-Ja tylko... Chciałam zawołać Cię... To znaczy... Pana na obiad... Yyy, na kolację.- przez jego groźny wzrok się jąkałam.
-Ehh... Moi starzy tam są?
-Mhm, przed chwilą tam poszli.
-Dobra, zaraz przyjdę.- powiedział, przewracając oczami.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy wyszłam z jego pokoju. Czy on nie mógłby być odrobinę milszy?! Do oczu napłynęły mi łzy, ale po chwili przypomniałam sobie, że robię to wszystko dla brata, że dla niego tu jestem i muszę być silna. Została mi jeszcze tylko Anahi- siostra tego idioty. Nie trudno było znaleźć jej pokój, bo na drzwiach była naklejka z napisem "Tu rządzi królowa, nie wchodzić". Od razu domyśliłam się, że to jakaś pusta laleczka, której też się za pewne nie spodoba moja "wizyta". Zapukałam cicho i czekałam, aż mi otworzy, żeby znów nie usłyszeć, że do drzwi się puka. Usłyszałam piskliwy głos:
-Otwarte!
-Kolacja na stole.- powiedziałam ciepłym głosem, wchodząc do pokoju.
-Już idę.- odpowiedziała ładna blondynka, obracając się na obrotowym krześle. -O matko, co to?- nie zrozumiałam, o co jej chodzi. -Jesteś nową służącą?
-Tak.- i wszystko jasne, to była reakcja na mnie.
-Jak Ty wyglądasz? Nieułożone włosy, niezadbana cera, brak makijażu... I totalne bezguście, fuu.- no to zostałam podsumowana...
-Nie dbam o to zbytnio. Zresztą lubię swój wygląd i niepotrzebny mi makijaż, czy inne tego typu bzdury.- odpowiedziałam spokojnie, a ona zmierzała mnie wzrokiem z góry do dołu.
-Biedactwo Ty moje... A byłabyś taka ładna, gdybyś trochę o siebie zadbała. Jestem ekspertką, więc jak Ci się znudzi taki szary wygląd, to zgłoś się do mnie.- mówiła z uśmiechem, ale był to uśmiech typowy dla takich płytkich, fałszywych lalek.
-Dzięki, raczej nie skorzystam, ale jak coś to będę o Tobie pamiętać.- powiedziałam z takim samym uśmiechem.
Poszłyśmy na kolację. Zboczony książę już tam był i kłócił się z ojcem. Z tego co słyszałam, chciał pożyczyć pieniądze.
-Coś tam zgubiłeś?- zapytałam, wstając.
-Co?- potrząsnął głową, jakby właśnie wybudzał się z jakiegoś transu. -Kim Ty jesteś?
-Dulce, pracuję tu od dzisiaj. A Ty?
-Ejejej, nie zapędziłaś się za daleko? Pracujesz tu, a więc do mnie zwracasz się z szacunkiem. Zrozumiałaś?!- co za palant... Za kogo on się uważa? Aha, to jest pewnie ten syn Pani Laury.
-Bez przesady, przecież nie jesteś ode mnie dużo starszy.
-I co z tego? Masz się mnie słuchać, bo wylecisz.
-No dobrze, spokojnie już. Czy mogę teraz wrócić do pracy?- zapytałam grzecznie, ale ze złośliwym uśmiechem.
-Jasne, już Ci nie przeszkadzam.- powiedział i celowo świnia kopnął w wiadro z wodą, która się wylała. -Oj przepraszam, niechcący.- odszedł z fałszywym uśmiechem i zniknął za drzwiami swojego pokoju.
-Parszywa świnia...- wyzwałam go cichutko, żeby już nie usłyszał.
Przez niego miałam więcej roboty, bo musiałam pościerać wodę, którą wylał. Zastanawiałam się, czy powiedzieć o tym jego mamie. Stwierdziłam jednak, że nie warto. Nie będę skarżyć. Kiedy wreszcie skończyłam myć te podłogi, poszłam pomóc Augustinie w kuchni. Miałam zawołać wszystkich do jadalni. Pani Laura i Pan Pablo przyszli od razu. No to czas na tego kretyna... Niepewnie zapukałam do drzwi jego pokoju i weszłam. Siedział przy komputerze i gapił się na jakąś gołą babę z seks kamerki. Widząc mnie, od razu to wyłączył, wstał i zaczął na mnie krzyczeć:
-Nie nauczono Cię pukać?!
-Zapukałam...- wydukałam cicho.
-Tego tylko brakowało, żeby służąca mi przeszkadzała!! Czego chcesz?!- był strasznie zły, bałam się go.
-Ja tylko... Chciałam zawołać Cię... To znaczy... Pana na obiad... Yyy, na kolację.- przez jego groźny wzrok się jąkałam.
-Ehh... Moi starzy tam są?
-Mhm, przed chwilą tam poszli.
-Dobra, zaraz przyjdę.- powiedział, przewracając oczami.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy wyszłam z jego pokoju. Czy on nie mógłby być odrobinę milszy?! Do oczu napłynęły mi łzy, ale po chwili przypomniałam sobie, że robię to wszystko dla brata, że dla niego tu jestem i muszę być silna. Została mi jeszcze tylko Anahi- siostra tego idioty. Nie trudno było znaleźć jej pokój, bo na drzwiach była naklejka z napisem "Tu rządzi królowa, nie wchodzić". Od razu domyśliłam się, że to jakaś pusta laleczka, której też się za pewne nie spodoba moja "wizyta". Zapukałam cicho i czekałam, aż mi otworzy, żeby znów nie usłyszeć, że do drzwi się puka. Usłyszałam piskliwy głos:
-Otwarte!
-Kolacja na stole.- powiedziałam ciepłym głosem, wchodząc do pokoju.
-Już idę.- odpowiedziała ładna blondynka, obracając się na obrotowym krześle. -O matko, co to?- nie zrozumiałam, o co jej chodzi. -Jesteś nową służącą?
-Tak.- i wszystko jasne, to była reakcja na mnie.
-Jak Ty wyglądasz? Nieułożone włosy, niezadbana cera, brak makijażu... I totalne bezguście, fuu.- no to zostałam podsumowana...
-Nie dbam o to zbytnio. Zresztą lubię swój wygląd i niepotrzebny mi makijaż, czy inne tego typu bzdury.- odpowiedziałam spokojnie, a ona zmierzała mnie wzrokiem z góry do dołu.
-Biedactwo Ty moje... A byłabyś taka ładna, gdybyś trochę o siebie zadbała. Jestem ekspertką, więc jak Ci się znudzi taki szary wygląd, to zgłoś się do mnie.- mówiła z uśmiechem, ale był to uśmiech typowy dla takich płytkich, fałszywych lalek.
-Dzięki, raczej nie skorzystam, ale jak coś to będę o Tobie pamiętać.- powiedziałam z takim samym uśmiechem.
Poszłyśmy na kolację. Zboczony książę już tam był i kłócił się z ojcem. Z tego co słyszałam, chciał pożyczyć pieniądze.
⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐
Moniko Ty podła marudo masz już ten rozdział i się na mnie nie fochaj!! To był oczywiście wyraz mojej miłości do Ciebie, haha :* Ogłaszam wszem i wobec, że ten oto rozdział ukazał się tutaj na cześć tych cudownych 20 dni, które dzielą nas od spotkania z naszą Dulą ❤❤❤ A więc kiedyś tam kolejny rozdział... Albo nie kiedyś tam, bo to daje duże pole do popisu dla wspomnianej wyżej marudy xD No to do... Środy



