czwartek, 6 sierpnia 2015

Obsada "Szukając sensu życia" (2 część "Dążąc do marzeń")

Dulce Maria Saviñon- to 28-letnia wiecznie zapracowana kobieta. Po sprawie z Carlosem, a potem z Christopherem dość szybko się otrząsnęła. Dziś nie ma u niej nawet śladu po dawnym załamaniu nerwowym, stała się zupełnie inną kobietą- bardziej zaradną, samodzielną, ale czasem chłodną i nazbyt poważną. Jej życie ułożyło się niemal idealnie. Z niewielką pomocą Rodriga- nowego chłopaka, a właściwie narzeczonego stworzyła własną fundację, wspierającą ofiary przemocy. Skutecznie redukuje to żal do samej siebie o to, że zaufała Carlosowi, tym samym niszcząc sobie życie. Jednak w tym całym zabieganiu i walce o lepsze, i spokojniejsze życie nie zostało miejsca, ani czasu na jeszcze jedną, w głębi duszy najważniejszą część jej życia. Została ona zapomniana, a w rzeczywistości potrzebuje najwięcej uwagi.










Christopher Uckermann- ma 29 lat. Zaraz po sytuacji z Dulce, dzień po ich ostatniej rozmowie wyjechał do Argentyny. Choć  nie zdołał o niej zapomnieć, ułożył sobie życie z Carmen. Mimo, że Ucker nie jest w niej zakochany na zabój, to w zasadzie są razem szczęśliwi. Ich związek trwa już ponad trzy lata i planują ślub. Nie wiedzą jednak, co spotkają jeszcze na swojej drodze, a będzie ona bardzo kręta i pełna tajemnic.












Anahi Portilla- od czterech lat mama małej Lupity (dziewczynka na zdjęciu). Mimo, że na początku nie chciała tego dziecka, teraz jest bardzo szczęśliwa, mając ją. Zapomniała o Poncho i zrozumiała, że łączył ich tylko romans, nie było tam mowy o żadnych uczuciach. Wie, gdzie on jest, bo wcześniej się tym interesowała, ale nadal nie zamierza powiedzieć mu o dziecku. Pogodziła się z faktem, że sama musi wychować córkę, którą kocha nad życie. Z Dulce w ostatnim czasie nie ma zbyt dobrego kontaktu przez pewne sytuacje, które je poróżniły.












Alfonso Herrera (Poncho)- odkąd wyjechał do Hiszpanii, nigdy nie wrócił do Meksyku. Dobrze mu się tam żyje, choć jest sam. Twierdzi, że nie jest mu do niczego potrzebny żaden związek, gdyż nie chcę nikogo skrzywdzić tak jak Any. Kiedy zaczął za nią tęsknić, uświadomił sobie, że naprawdę ją pokochał. Według niego jednak nie ma po co tam wracać, bo ona za pewne ułożyła sobie życie i wymazała go z pamięci. Nie ma pojęcia, że w jej przypadku całkowite zapomnienie jest niemożliwe, bo na zawsze połączyło ich dziecko.













Rodrigo Gutiérrez- ma 30 lat. Od trzech lat związany jest z Dulce, która jest dla niego całym światem. Pomaga jej w każdej sytuacji i nigdy z niczym nie zostawił jej samej. Jest tak zaślepiony miłością do niej, że nie widzi jej wad i tego, jaka staje się zimna. Dla niego także jest taka, jednak on cierpliwie to znosi, nie uznając za problem. Nie ma pojęcia o relacjach, łączących kiedyś Dulę z Uckerem, zna jedynie historię z Carlosem.















Carmen Martínez- ma 27 lat. Jest zakochana w Uckerze i od jakiegoś czasu bardzo nalega na ślub. Ona w przeciwieństwie do Rodriga zna historię miłości Uckera i Dulce. To dzięki niej udało mu się zapomnieć o Duli. Odkąd wyjechał, była dla niego pocieszeniem. Dziewczyna nie jest jednak do końca świadoma tego, że ukochany nie odwzajemnia jej uczuć.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No to mamy obsadę moje kochane :* Kiedyś tam dodam prolog z niespodzianką dla Was ;)




wtorek, 4 sierpnia 2015

Epilog "Nie ufaj miłości"

Poszłam od razu do firmy zostawić kopertę. Szczerze miałam nadzieję, że Uckera tam nie będzie, ale kiedy usłyszałam, gdzie jest, ogarnął mnie straszny smutek. Gdzie był mój ukochany? Właśnie brał ślub. A więc nie ma odwrotu... On już nie jest mój, ożenił się z inną. To tak cholernie bolało... Świadomość, że ktoś, kto był dla Ciebie całym światem, nagle zniknął do swojego własnego świata, którego tak naprawdę nigdy nie powinien opuszczać. Jego miejsce jest przy żonie i dziecku, ja jestem tu zbędna. Z płaczem udałam się na lotnisko, gdzie kupiłam bilet i jak najszybciej wsiadłam do samolotu. Zostało sporo czasu do startu. Nagle podszedł do mnie jakiś mężczyzna, jak się po chwili dowiedziałam, był on listonoszem. Dał mi różową kopertę zupełnie taką jak... Nie, to była moja koperta! Otworzyłam ją. Był tam naszyjnik, mój list i pieniądze, i to sporo. W takim razie zabrał jedynie wypowiedzenie. Na odwrocie mojego listu zobaczyłam jakiś tekst. O matko, on mi tam odpisał!

"Ja też nie mam pomysłu na nagłówek, więc po prostu go sobie daruję xD Duluś kochanie, dlaczego oddałaś mi amulet? Zapomniałaś, że to amulety wiecznej miłości? A może one serio mają jakąś moc? Nie no ale tak na poważnie to odesłałem Ci to, żebyś Ty też mimo wszystko miała po mnie pamiątkę. Proszę, podejdź do tego na spokojnie i myśl tylko o tych wspaniałych chwilach, które razem przeżyliśmy. Zapomnij o wszystkim, co było złe. Od początku coś między nami zaiskrzyło, od pierwszego dnia Twojej pracy, od pierwszych kłótni. Zauroczyłaś mnie swoją słodkością, niewinnością... Całą sobą. Próbowałem się przed tym bronić właśnie ze względu na Vivianę i dziecko. Jednak wpadłem w to po uszy i zakochałem się w Tobie bez pamięci. Wiem, że Cię skrzywdziłem, zresztą nie tylko Ciebie, ale mimo wszystko niczego nie żałuję. Teraz cierpimy oboje, ale nasza miłość jest tego warta. Dzięki Tobie czułem, że żyję. Mam nadzieję, być może złudną, że jeszcze kiedyś do mnie wrócisz, wszystko się ułoży i będziemy znów szczęśliwi. Pamiętaj, że kocham tylko Ciebie, na Vivianie mi w ogóle nie zależy. Jak mój syn podrośnie, to się z nią rozstanę i Cię odnajdę. Póki co będę do Ciebie dzwonić i pisać, żebyśmy mieli jakikolwiek kontakt. Tylko proszę Cię, jeśli znajdziesz sobie kogoś innego, uprzedź mnie o tym. Jakoś to przeżyję, ale chcę przede wszystkim, żebyś Ty była szczęśliwa nawet z dala ode mnie. Kocham Cię bardzo mocno, nigdy o tym nie zapominaj! Mam ochotę Cię teraz przytulić, ale jak się domyślam, jesteś już w samolocie i ze łzami w oczach czytasz ten list, zdając sobie sprawę z tego, że to koniec. Do zobaczenia, skarbie!
P.S. Te pieniądze to Twoja wypłata, plus obiecana pomoc Tobie i Twojej mamie.
                                           NA ZAWSZE Twój Ucker :* "
Tak jak napisał, czytałam to ze łzami w oczach. Kiedy skończyłam, wpadłam w szał, płakałam rozpaczliwie. Nie mogłam się uspokoić, zupełnie jakby ktoś wyrwał mi kawałek serca i oddał komuś innemu. Rzeczywiście ja też miałam ochotę go przytulić, wycałować, porozmawiać z nim... Wzięłam telefon, by jeszcze przed startem napisać do niego ostatniego smsa:
"❤Kocham Cię❤"
Po tej jednej wiadomości włączyłam ten cholerny tryb samolotowy i wzbiłam się w powietrze. Z przykrością patrzyłam na Meksyk, który zdawał się być coraz mniejszy, aż w końcu całkiem zniknął za chmurami. Gdzieś tam był mój Ucker, od którego uciekłam. Nie minęło pięć minut, a ja już zaczęłam za nim tęsknić. No nie tylko za nim... Jeszcze za Anahi, która była mi bardzo bliska. Podróż minęła mi bardzo szybko. Kiedy wysiadłam i włączyłam normalnie telefon, w skrzynce miałam wiadomość od Uckera:
"Powiedziałem NIE na ślubie. Chcę być tylko z Tobą, kochanie."
 ________________________________________

No i mamy epilog, który za pewne Wam się nie spodoba i mnie za to zjecie w komentarzach :P Tak właśnie zakończyłam moje trzecie opowiadanie. Zdecydowanie za często dodaję, bo w ciągu niecałego roku napisałam aż tyle xD A więc tak... Mam już następne napisane do 12 rozdziału (2 część "Dążąc do marzeń") i niedługo pewnie dodam obsadę, i prolog ;) To do... Hmm, do przeczytania :*

niedziela, 2 sierpnia 2015

25. "Nienawidzę Cię!!"

Po wyjściu Any wzięłam kartkę i długopis, żeby zająć się tym listem. Pisałam, leżąc ciągle w łóżku. W całym pokoju było mnóstwo kulek z kartek, bo ciągle mi coś nie wychodziło i musiałam zaczynać od początku. W rezultacie tak mnie to zmęczyło, że nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.
Obudziły mnie krzyki Anahi. Już po chwili do mojego pokoju wparował Ucker. Od razu usiadłam, pytając chłodno i agresywnie:
-Co tu robisz?
-Chciałem z Tobą pogadać, a Twoja koleżanka nie chciała mnie wpuścić.- odpowiedział bezczelnie.
-Ehh... Szkoda, że jednak wszedłeś. Dobra, mów szybko i spierdalaj. Nie będę tracić czasu na kretyna.- udawałam, że mam na niego zwyczajnie wyjebane, a w rzeczywistości pękało mi serce.
-Proszę Duluś...
-Duluś?! Daruj sobie! Dla Ciebie Dulce, najlepiej z dopiskiem "Pani".
-Najpierw mnie wysłuchaj, później możesz mnie nawet zabić.
-Z chęcią. No więc słucham...
-Za parę godzin biorę ślub.- nie no, fajnie się zaczyna.
-Że co, kurwa?! Byłeś ze mną, planując ślub?! Żal mi Cię.- byłam strasznie wkurzona, aż machałam rękami ze złości.
-Uspokój się!- krzyknął na mnie, przytykając mi usta ręką.
Patrzyłam w jego oczy, w których było widać złość, ale i smutek, i to wcale nie mały.
-Puść!- wyrwałam mu się, uderzając go z całej siły w twarz. -Zdradziłeś mnie, wykorzystałeś, a teraz jeszcze na mnie krzyczysz za to, że się wkurzyłam?!
-Wybacz. Porozmawiajmy normalnie, bez nerwów, dobrze?
-Okej, mów.
-No więc jestem z Vivianą, siostrą Any i mamy dziecko.
-To ten chłopczyk, który tu wczoraj był?- udawałam głupią, a przecież znałam już prawdę.
-Tak, to mój syn.
-Kochasz Vivianę?- nie mogłam się powstrzymać, musiałam o to zapytać.
-Nie wiem... Nie, gdybym ją kochał, to za pewne nie byłbym z Tobą.
-To czemu się z nią, do cholery, żenisz?!- czułam się jak idiotka, byłam bezbronna i w końcu wybuchłam płaczem.
-Nie płacz, proszę.- powiedział, obejmując mnie. -Serce mnie boli, gdy na Ciebie patrzę.- jego oczy także się zaszkliły, ale zbytnio mnie to nie ruszyło.
-Jak mam nie płakać, jeśli rozkochałeś mnie w sobie, a potem zrobiłeś ze mnie idiotkę?! Ucker, wiesz jak ja się czuję?! Nikt mnie nigdy nie skrzywdził bardziej niż Ty. Nienawidzę Cię!!- wpadłam w szał, płakałam i krzyczałam zrozpaczona.
-Przepraszam Cię za wszystko, proszę wybacz mi.- mówił błagalnym głosem, ściskając moją rękę.
-Wybaczam Ci.- powiedziałam spokojnie, wstając z łóżka.
-Serio?- zapytał z szerokim uśmiechem.
-Tak, wszystko Ci wybaczam.- wyszłam do kuchni, on za mną. -Kawy, herbaty?- zaproponowałam, wstawiając wodę.
-Nie, dzięki.- odpowiedział wyraźnie zdezorientowany.
Ze swojego pokoju wychyliła się Anahi i pewnie już chciała interweniować krzykami, ale dyskretnie ją powstrzymałam, kręcąc głową i puszczając oczko. Nie wiedziała, o co chodzi, ale posłusznie cofnęła się do pokoju.
-Co będzie dalej, skarbie?- zapytał Ucker, przytulając mnie od tyłu, aż mi się zrobiło ciepło na serduszku.
-Nie mów tak do mnie i zabieraj te łapy.- powiedziałam spokojnym i zimnym tonem głosu, zdejmując jego ręce z mojej talii.
-Ale przed chwilą powiedziałaś, że mi wybaczasz...
-Wybaczam, ale między nami wszystko skończone.
-Dul... Kocham Cię.- wydukał, a moje serce miękło, kiedy patrzyłam na jego rozpacz, ale nie mogłam sobie pozwolić na okazanie emocji, musiałam być twarda.
-Nie mogłabym z Tobą już być. Okazałeś się strasznym oszustem i to nie tylko wobec mnie. W to zamieszane są jeszcze dwie osoby, jeśli pamiętasz. Twoja przyszła żona i syn. Im też wciskałeś takie kity jak mi? Jej też ciągle wyznawałeś miłość i codziennie chciałeś się z nią pieprzyć?! Ta myśl jest najgorsza... Byłam tylko Twoją zabawką? Niedoświadczoną, naiwną dziewczynką, którą łatwo można wykorzystać...- kiedy to mówiłam w oczach zbierały mi się łzy, którym nie pozwałam wydostać się na zewnątrz.
-Nie, to nie tak. Jestem z Vivianą ze względu na dziecko. Kocham Ciebie i tylko Ciebie! Z nią nic mnie nie łączy, nie sypiam z nią od trzech lat. Spędziłem z nią tylko jedną noc, której konsekwencją jest dziecko. Proszę, uwierz mi.
-Chciałabym... Ale po co? To nie ma żadnego znaczenia, bo muszę usunąć się z Twojego życia. Już nigdy nic nie będzie między nami, wiesz o tym.
-A gdybym nie brał tego ślubu i został z Tobą?
-Nie mogłabym w ten sposób unieszczęśliwić Twojego synka.
-Ale kiedy się rozstaniemy, to oboje będziemy nieszczęśliwi.- stwierdził, ujmując moją twarz w dłonie, byśmy patrzyli sobie prosto w oczy.
-Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej. Ucker, mam swoją godność i odejdę z Twojego życia, bo nie ma tam dla mnie miejsca. Proszę, wykaż się choć odrobiną zdrowego rozsądku i wyjdź. Naprawdę nie chcę Cię więcej widzieć.- mówiłam spokojnie, mimo że żal rozwalał mnie od środka.
-Dul, ale...- nie dałam mu skończyć, a nawet porządnie zacząć i wypchnęłam go za drzwi.
-To koniec, zrozum.- powiedziałam po raz ostatni, kiedy trzymał drzwi, żebym nie mogła ich zamknąć. -Idź już, tylko krzywdzisz nas oboje.- poprosiłam, a po moim policzku spłynęło kilka wielkich łez. Wyciągnął ręce, by mnie przytulić. Nie protestowałam i wtuliłam się w niego, całkiem się rozklejając. Trwało to chyba z pięć minut, ale w pewnym sensie było to dla mnie ukojeniem. Mimo wszystko w jego ramionach czułam się dobrze, tak lekko i bezpiecznie. Nie powinnam się tak czuć, ale niestety go kocham i nie mam wpływu na pewne rzeczy. Po jakimś czasie oderwałam się od niego, mówiąc:
-Kocham Cię bardzo mocno, ale musisz teraz stąd iść. Zapomnijmy o sobie raz na zawsze.
-Nie zniosę tego.- wydukał, już naprawdę płacząc.
-Zniesiesz. Musisz, ja dam radę, to Ty też.- powiedziałam stanowczo, znów wypychając go za drzwi.
-Duluś...- wydukał cicho z miną zbitego psa.
-Żegnaj, Ucker.- powiedziałam, zamykając drzwi od razu na klucz.
Zsunęłam się po nich, zalewając się łzami i chowając twarz w dłonie. Miałam wielką ochotę biec za nim, rzucić mu się na szyję, olać to wszystko i znów z nim być. Wiedziałam jednak, że nie mogę. W jednej chwili przed oczami miałam te wszystkie nasze wspólne chwile, przeplatane z momentami, kiedy mnie oszukiwał i wykręcał się na różne sposoby, bo musiał lecieć do niej. Z Kanady wrócił też pewnie z jej powodu, a później spędzał z nią całe dnie. Byłam tą drugą, a mimo to nadal go kocham. On też mnie kocha. Wiem, że akurat w tej kwestii nie kłamał, czułam to i widziałam w jego smutnych oczach pełnych łez. Podeszła do mnie Anahi i ukucnęła obok, mówiąc czule:
-Dul, nie płacz już. Szkoda na niego Twoich łez.
-Any, serce mi pęka. Ale kocham go, kocham i nigdy nie przestanę.- rozpłakałam się jeszcze bardziej, tuląc się do przyjaciółki.
-Rozumiem Cię, ale w tej sytuacji musisz o nim zapomnieć. Podnoś się z tej podłogi, ogarnij się i chodź na śniadanie.
-Zrobisz mi śniadanie?- zapytałam drżącym od płaczu głosem z delikatnym uśmiechem.
-Wyjątkowo, nie przyzwyczajaj się.
-Spoko, przecież i tak to jest mój ostatni dzień tutaj.- no tak, postanowiłam przecież, że wyjadę i zdania nie zmieniłam.
-Nie dasz się przekonać?
-Nie, to ostateczna decyzja.
Po pysznym śniadaniu z przyjaciółką poszłam do pokoju się spakować. Później napisałam to cholerne wypowiedzenie z pracy i wzięłam się za list do Uckera. Ze łzami w oczach pisałam:
"Cześć Ucker!
Długo zastanawiałam się nad nagłówkiem, ale nie wymyśliłam nic bardziej stosownego. No więc, jak widzisz, złożyłam wypowiedzenie, bo po tym wszystkim nie mogłabym dalej u Ciebie pracować. Wyjeżdżam do mamy, więcej się nie spotkamy. Bądź szczęśliwy ze swoją rodziną, bo tak powinno być zawsze. Dziękuję Ci za te wszystkie magiczne chwile, które na zawsze pozostaną w moim sercu i pamięci. Kocham Cię, ale to nie zmienia faktu, że popełniłam wielki błąd, ufając Ci i zakochując się. To była dla mnie cenna lekcja, bo od teraz żadnej miłości. Już nigdy nie będę tak naiwna. Ale wiesz co? Możesz być pewien, że jesteś nie tylko pierwszym, ale i ostatnim mężczyzną w moim życiu. Tak zniszczyłeś mi życie, że nie będę już w stanie pokochać nikogo innego. Nie piszę tego, żeby Cię podłamać... Wręcz przeciwnie: Chcę, żebyś wiedział, że naprawdę bardzo Cię kocham, mimo że tak mnie skrzywdziłeś. No więc żegnaj kochanie (bo chyba mogę ten ostatni raz tak Cię nazwać) Ehh... Ciężko mi zakończyć ten list, bo jest on naszym ostatnim pożegnaniem.
               Twoja (albo już nie Twoja) Dulce"
Kończąc to, już całkiem płakałam. Schowałam ten list i wypowiedzenie do różowej koperty. Wygląda jak słodki list miłosny, ale niestety nie miałam innego koloru. Otarłam łzy, poprawiłam makijaż i dokończyłam pakowanie. I co znalazłam w szkatułce? Ten cudowny amulet. Automatycznie w mojej głowie pojawiły się wszystkie chwile z Kanady. Dobrze, że jeszcze nie zakleiłam koperty, to dorzuciłam jeszcze ten cholerny amulet, a w liście dopisałam:
"P.S. Oddaję Ci to, bo przywołuje zbyt wiele wspomnień. Zrób z tym, co chcesz. Najlepiej wyrzuć, bo przecież nie jest nam to potrzebne. Albo sobie zachowaj, nie wiem."
I teraz zakleiłam tą cudną, różową kopertę. Wyszłam z domu z wielką walizką, wcześniej bardzo czule żegnając się z Anahi. Nagle ogarnęła mnie niepewność, czy powinnam wyjeżdżać. Ostatecznie jednak stwierdziłam, że muszę, nie ma innej opcji.
___________________________________

I tym sposobem mamy ostatni rozdział ;) Jeszcze tylko epilog i zacznę kolejne opowiadanie wstawiać, bo napisanych mam już 10 rozdziałów :D