niedziela, 17 września 2017

15. "To nie romans"

Po dość długim pocałunku, który oczywiście później przybrał na sile i z wyjątkowo delikatnego zmienił się w wyjątkowo namiętny, a ja wylądowałam na blacie kuchennym z dłońmi Uckera odbitymi na biodrach, oddalił się ode mnie o kilka centymetrów, mówiąc:
-Czemu Ty jesteś taka seksowna i pociągająca?- oddychał głośno, unosząc głowę do góry, najwyraźniej by nabrać sił.
-Bo jestem boska.- odpowiedziałam wesoło i beztrosko.
-Ale mi to odpowiedź...- zaśmiał się i cmoknął mnie w kącik ust.
-Czemu tak nagle zmieniłeś zdanie? Bo wparowałam tu niedoubrana? Przyznaj się, podła istoto!- pytałam na poważnie, ale musiałam dodać do tego odrobiny głupiego humoru.
-Przejrzałaś mnie... Nie no żartuję, to mnie tylko utwierdziło w tym, co postanowiłem ze trzy godziny temu.
-Więc dlaczego?
-No cóż... Nieźle mi wczoraj dojebałaś na koniec i zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać. Usiadłem sobie tutaj i przypomniałem sobie wszystkie chwile z Tobą od początku. Posłuchaj, Dul... Ja naprawdę potrafię być niebezpieczny i już nie jednej kobiecie podbiłem oko. Nie, nie chwalę się, nie żalę... Po prostu musisz o tym wiedzieć i mieć to na uwadze.- słuchałam go uważnie, patrząc w jego oczy. -Nie chcę Cię już straszyć, bo na Ciebie to zresztą i tak nie działa. Zmierzam do czegoś zupełnie innego... Myśląc o tym wszystkim, analizując, zdałem sobie sprawę z tego, że nie byłbym w stanie zrobić Tobie krzywdy. Każda inna kobieta za to, na co Ty sobie pozwalałaś, mówiłaś i robiłaś, dostałaby ode mnie w mordę. A Ciebie tylko poszarpałem, ścisnąłem, czy pchnąłem lekko na ścianę, albo z całej siły na materac. Przy Tobie względnie umiem panować nad emocjami i nerwami, potrafię się zmusić do spokoju.
-I prędzej czy później zamiast krzyczeć się uśmiechasz.- dodałam, szczerząc się do niego słodko.
-Właśnie... I oby tak zostało. Odważyłem się spróbować i mam nadzieję na normalny, zdrowy związek. Musisz jednak pamiętać, że ja nie jestem jak twoi koledzy ze szkoły i łatwo mogę zrobić Ci krzywdę, nawet przez przypadek. Dlatego proszę Cię... Musisz uważać, zwracać uwagę na szczegóły i mówić mi o wszystkim, co Ci się nie spodoba. Okej? Bo tylko wtedy może nam się udać. Obiecuję, że skupię się przede wszystkim na twoich uczuciach i będę się z Tobą obchodził delikatnie. Ale jeśli zrobię coś nie tak, to mnie przystopuj, żebym więcej tego nie powtórzył. Zrozumiałaś?
-Tak, obiecuję. Chociaż jestem prawie pewna, że nie zrobisz nic niestosownego. Zresztą wszystko, co do tej pory zrobiłeś, w jakiś sposób mi się podobało. Może to zabrzmi głupio, ale lubię twój wybuchowy charakter, imponuje mi to.
-Dopóki masz taryfę ulgową, słońce... Boże, jaka Ty jesteś...- złapał mnie za policzki, zbliżając do mnie swoją twarz.
-Głupia, nierozważna, bezmyślna? Tak, to właśnie ja.- powiedziałam z beztroskim uśmiechem małej dziewczynki.
-Rozbrajasz mnie, Dul.- westchnął, dając mi słodkiego buziaka. -Biegnij się ubrać, bo Cię zaraz zjem.- ściągnął mnie z blatu i klepnął w tyłek, żebym poszła do pokoju.
-Jak taki głodny jesteś, to możesz mi zrobić śniadanie.- rzuciłam, wchodząc po schodach.
-No dobra, znaj moje dobre serce, małpo.- zaśmiał się, posyłając mi buziaka.

Pobiegłam po schodach na górę do swojego pokoju. Byłam tak szczęśliwa jak chyba jeszcze nigdy. Rzuciłam się na łóżko z szerokim uśmiechem na twarzy i zamknęłam oczy, jakbym chciała zatrzymać całą tą magię dla siebie, stworzyć taki intymny klimat, pogrążyć się we własnych myślach, by móc nacieszyć się tym stanem. Leżałam tak kilka dobrych minut, cały czas czując na skórze i ustach dotyk Uckera. W końcu podniosłam swój szanowny tyłeczek i się ubrałam. Nie ma sensu się stroić, bo i tak siedzę w domu tylko z Christopherem, a on chyba woli mnie naturalną niż taką idealną, jaka jestem w szkole. Zresztą i tak jeszcze go o to zapytam, co nie zmienia faktu, że mam lenia i nie chcę marnować czasu na makijaż czy inne tego typu bzdury. Ubrałam standardowo czarne legginsy i kolorową koszulkę na ramiączkach. Rozczesałam włosy i związałam w niedbałego koka, żeby mi nie przeszkadzały, bo będąc w domu nie znoszę mieć kłaków na twarzy. Kiedy byłam już gotowa, uśmiechnęłam się do siebie w lusterku i zeszłam na dół do MOJEGO CHŁOPAKA.
-Co tak długo? Ja już dawno skończyłem kanapki dla Ciebie.- zapytał, kiedy weszłam do kuchni.
-Musiałam się w samotności z tym wszystkim oswoić, bo trochę nie mogę uwierzyć, że jesteś mój.- odpowiedziałam z radosnym uśmiechem.
-Nie susz już tych ząbków, siadaj do jedzenia. Masz tu swoją już zimną kawę.- przyniósł mi moją szklankę nawet nie zaczętej kawy z salonu.
-Dziękuję bardzo.- powiedziałam, spoglądając na niego.
-Smacznego, Duluś.
-A Ty nie jesz?
-Nie, nie chcę Was objadać. Twoi rodzice i tak zdenerwują się, że tu w ogóle jestem.
-Przestań, siadaj koło mnie i jedz, do cholery.- rozkazałam lekko wzburzona jego zachowaniem.
-Dulce...- westchnął i usiadł koło mnie, ale nie wziął się za jedzenie.
-Zamknij się i jedz, bo się obrażę! Zresztą myślisz, że ja sama zjem trzy kanapki?
-A nie?
-Jasne, że nie. Wyjaśnię Ci tak na przyszłość... Ja jem zawsze jedną kanapkę, bo generalnie dosyć często bywam w kuchni między posiłkami i podjadam. To mniej tuczące niż jedzenie góry żarcia na raz, polecam.- wyjaśniłam, jedząc powoli.
-No dobrze, będę pamiętał przy następnym posiłku dla Ciebie.- posłał mi ten swój kochany uśmiech, a ja skinieniem głowy wskazałam, by jadł.

I w ten sposób zjedliśmy pierwsze wspólne śniadanie jako para, rozmawiając o głupotach. Później od razu usiedliśmy na kanapie przed telewizorem. Ucker skakał po kanałach, nie mogąc się na nic zdecydować, a ja miałam wielką ochotę na mój serial.
-Dasz mi pilota?- poprosiłam, a on od razu mi go oddał. -Nie obrazisz się, jak włączę mój serial? Mam mnóstwo zaległych odcinków i muszę je obejrzeć.- zapytałam, tuląc się do niego.
-Że ja mam to z Tobą oglądać?- zapytał, patrząc na mnie jak na ufo.
-Mhm. A czemu nie? To serio mega fajne.- zapewniłam, w ogóle go tym nie przekonując, wiem to.
-Wiesz co, myszko? To Ty sobie oglądaj ten swój pewnie zabójczo ciekawy i mądry serial, a ja muszę gdzieś iść.- dał mi szybkiego buziaka i wstał.
-Ej, nie... Gdzie idziesz?- zapytałam, w ciągu sekundy stając tuż obok niego.
-Renata już dawno chciała, żebym ją odwiedził. Pójdę trochę u niej posiedzieć, podobno ma mi dużo do powiedzenia.
-Mhm, okej w końcu to twoja mama... Ale nie mów jej o nas, bo ona mnie bardzo nie lubi. I cokolwiek powie, to nie daj się nabuntować przeciwko mnie.- poprosiłam, stojąc blisko niego z rękami zarzuconymi na jego szyję.
-Daj spokój, głuptasie... Mam swój rozum i na pewno nie zmienię o Tobie zdania, mam własne.- zaśmiał się, znowu całując mnie słodko w kącik ust, to takie kochane.
-Mam nadzieję. A o której wrócisz?
-Myślę, że wpadnę na chwilę jakoś po południu.
-Jak to wpadniesz na chwilę?
-No normalnie. Przyjdę, chwilę z Tobą posiedzę i pójdę do domu. Co w tym dziwnego?
-Niby nic, po prostu... Myślałam, że zostaniesz na noc.
-Przez noc nie umrzemy z tęsknoty, a nie chcę się z pewnymi rzeczami spieszyć, dlatego lepiej, żebym nie był z Tobą sam na sam w pokoju w nocy, bo może do czegoś dojść.
-I co z tego? Przecież jesteśmy razem i to nic złego.
-Skarbie, mogę zadać Ci intymne pytanie?
-Mhm.- zgodziłam się niepewnie.
-Czy Ty w ogóle kiedyś to robiłaś?- aj, wiedziałam, że o to chodzi...
-Nie, jak dotąd moimi najerotyczniejszymi chwilami w życiu były pocałunki z Tobą.- odpowiedziałam i pewnie się zarumieniłam, bo tragicznie to ujęłam.
-Tak myślałem, dlatego tym bardziej nie mogę z Tobą spać. Wiem, że masz coś z główką i chętnie byś mi się oddała nawet wtedy u mnie, ale nie chcę wykorzystywać twojej miłości przy pierwszej lepszej okazji. Mi to nie zrobi wielkiej różnicy, a Ty jeszcze poczekaj, później efekt będzie lepszy. Chcę, żebyś zrobiła to świadomie, jak będziesz w pełni gotowa...
-Przestań, nie mówmy o tym... Chciałam tylko, żebyś został na noc ze mną w domu.
-Widzisz? Nawet na rozmowę o tym nie jesteś do końca gotowa. Zacząłem ten temat, bo wiem, że w nocy mogę się nie powstrzymać, będąc zbyt blisko Ciebie, jak zaczniesz mnie całować i w ogóle. Chcę zdrowej relacji, a w ten sposób na wstępie to zepsujemy i będziemy się ciągle pieprzyć po kątach.
-Okej, rozumiem i masz rację. Ale proszę Cię tylko, żebyś był na noc ze mną w domu, dopóki moi rodzice nie wrócą. Nie lubię być sama, a Ty skorzystasz i pobędziesz u mnie zamiast na tym swoim niebezpiecznym zadupiu. Przygotuję Ci osobny pokój, żebyś nie musiał spać ze mną. Chociaż nie ukrywam, że wolałabym się do Ciebie w nocy przytulać tak jak ostatnio.
-No dobrze, zostanę z Tobą w domu.- ostatnie słowo mocno podkreślił, żebym sobie nie myślała nie wiadomo czego.
-To super, dziękuję.- przytuliłam się do niego mocno.
-Ja lecę, a Ty sobie oglądaj ten swój serial.- powiedział, zbliżając się do drzwi wyjściowych.
-Poczekaj, daj mi buziaka.- zatrzymałam go i wpiłam się w jego usta, tonąc w namiętnym pocałunku i dopiero później wypuściłam go z domu.

Tak jak planowałam, włączyłam sobie serial. Nałożyłam sobie lodów ze wszystkim, co tylko miałam, czyli między innymi czekolada, posypka, polewa i różne inne słodkie rzeczy, które znalazłam w kuchni. Rozsiadłam się idealnie przed telewizorem, ale nadrobienie dzisiaj tych odcinków chyba nie było mi pisane... Po niecałych dwóch odcinkach usłyszałam dzwonek do drzwi. W sumie miałam nadzieję, że to Ucker, bo nikogo innego się nie spodziewałam i właściwie nie chciałam. Okazało się jednak, że to moje kochane przyjaciółki. Otworzyłam im drzwi i przytuliłam je na powitanie.
-Cześć, kochanie. Boże, przepraszam, że mnie przy Tobie nie było w trudnych chwilach... Leżałam w łóżku z wysoką gorączką i nie miałam kontaktu ze światem. Dopiero dzisiaj weszłam na fejsa i zobaczyłam wiadomości od Ann.
-Spokojnie, nie tłumacz się. Rozumiem i doceniam, że od razu przyszłaś. Zresztą nie byłam sama.- uśmiechnęłam się tajemniczo, gdy usiadłyśmy na kanapie. -Chcecie lody?- zapytałam, biorąc do ręki swoją miseczkę. -To sobie nakładajcie i wrzućcie do środka, co chcecie. Wszystko zostawiłam jeszcze na wierzchu, bierzcie sobie. Tylko lody są w zamrażarce.- powiedziałam na luzie, jak to zwykle gada się z przyjaciółkami.
-Ty to zawsze wiesz, na co mam ochotę.- zapiszczała nasza Blondi i pobiegła do kuchni.
-Tez bym sobie zjadła, ale mam jeszcze chore gardło...- powiedziała May ze smutkiem.
-Oj, biedactwo moje...- zaśmiałam się, dalej jedząc moje wypasione lody.
-Dul, jak tam twój przystojniak?- zapytała Anahi z kuchni.
-Jak tu przyjdziesz, to Wam coś powiem. Dowiecie się o tym jako pierwsze, padniecie.- zapowiedziałam, bawiąc się łyżeczką w ustach.
-Umieram z ciekawości... A gdzie twój towarzysz niedoli, super bohater, czy jak go tam nazwać?- no tak, przecież wiedziała, że był tu Christopher, kilka razy nawet z nim gadała przez telefon.
-Poczekaj, nie bądź taka ciekawska...- przetrzymywałam ją, żeby powiedzieć wszystko po kolei.
-No to gadaj, kochana. Jakaś Ty dzisiaj tajemnicza...- powiedziała Ann, siadając koło nas na kanapie, czułam się trochę osaczona jak tak obie wpatrywały się we mnie, czekając na sensacje.
-Okej, a więc... Jestem z Christopherem.- powiedziałam, przymekając oczy.
-Jakim?- zapytała Maite, jakby upewniając się, czy dobrze myśli.
-Uckermannem.- odpowiedziałam, uważnie obserwując ich reakcje.
-Okej, a co naprawdę chciałaś nam powiedzieć?- zapytała Ann, kiedy obie wybuchły śmiechem.
-Dziewczyny ja mówię poważnie. I wtedy, kiedy mnie kryłaś, też byłam u niego. Ale razem jesteśmy w sumie od dzisiaj, wcześniej tylko...- zaczęłam, a one patrzyły na mnie jak na kosmitę, nie mogąc w to uwierzyć.
-Dul, ja rozumiem, że romans można mieć z każdym, ale bez przesady...- skomentowała Anahi.
-To nie romans, ja jestem zakochana. Wiecie co? To ja może Wam opowiem, jak to z nami było.- powiedziałam, ale one w ogóle nie brały na poważnie mojego związku z Uckerem.
Opowiedziałam im o wszystkim, co działo się między nami, ze szczególnym naciskiem na moje uczucia i myśli. Nie przerywały mi, ale wymieniały ze sobą dziwne spojrzenia.



No dobrze, macie rozdział ;) Jak się podoba? Czytać, komentować i jeszcze raz komentować! :* :P Nie chce mi się rozpisywać, do następnego <3 

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

14. "Boisz się tylko uczuć"

Po rozmowie z rodzicami i siostrą poczułam się tak dobrze. Tak się o nich bałam, a okazało się, że niepotrzebnie. Powiedzieli, że wrócą za tydzień, bo Sofia musi mieć jakieś dodatkowe badania dla stuprocentowej pewności. Mimo, że za nimi tęsknię, to miałam w sumie nadzieję, że nie wrócą za szybko, bo muszę jeszcze załatwić bardzo ważną sprawę. Nie wiedziałam jak się do tego zabrać, ale sam zainteresowany mi w tym pomógł. Gdy mój pierwszy szok i euforia minęły, Christopher stwierdził:
-Dobra, Duluś, to ja się będę zbierać. Już chyba nie jestem Ci potrzebny, dasz sobie radę.
-Nie idź jeszcze, proszę.- złapałam po za rękę, po czym się w niego wtuliłam.
-A kiedy? Dul, zobaczymy się w szkole.- odepchnął mnie delikatnie i nadal chciał iść.
-Na dobre zostajesz w szkole?
-Raczej tak, a co?
-W sumie nic, po prostu... Cieszę się, że będę Cię nadal widywać.- powiedziałam z nerwowym uśmiechem, nie wiedząc, jak przejść na poważniejszy temat.
-Tylko tyle chciałaś wiedzieć? Mogę już iść?- on chyba czuł, że coś się święci i chciał jak najszybciej zniknąć, żebym nie mogła go męczyć pytaniami.
-Nie. Po pierwsze przyzwyczaiłam się do twojej obecności w nocy, a po drugie chcę z Tobą porozmawiać.- powiedziałam i znowu złapałam go za rękę, patrząc mu głęboko w oczy.
-Ty i te twoje rozmowy... Co tym razem?- jeszcze miał dobry humor i traktował mnie ulgowo, z uśmiechem na twarzy.
-Przypominam, że dużo ostatnio przeszłam i krzyki nie są mile widziane.- zaznaczyłam na wstępie.
-No dobra mów, marudo...- przewrócił oczami, siadając na kanapie.
-Nie wiem od czego zacząć... Dlaczego tak się mną zajmowałeś, jak byłam smutna? Przecież nie musiałeś tu wcale ze mną być i mi pomagać, tym bardziej biorąc pod uwagę twoje relacje z moim tatą...- tak, zacznę od tego, a później pewnie poleci seria pytań "dlaczego".
-Masz rację... Nie musiałem, ale chciałem. Powiedzmy, że czułem potrzebę opieki nad Tobą.- to mi niczego nie wyjaśnia, wręcz przeciwnie...
-Ale dlaczego? Nie rozumiem Cię coraz bardziej...
-Duluś, to jest właśnie jedna z moich wad... Na pewnym etapie znajomości po prostu czuję się za kogoś odpowiedzialny i gdzieś tam w środku czułem, że muszę przy Tobie być i nie mogę Cię tak po prostu zostawić, kiedy wiem, że cierpisz.
-Ale dlaczego? Jak to działa? Jakim etapie znajomości? Kim dla Ciebie jestem? Co do mnie czujesz? Ucker, do cholery, to takie zagmatwane!- zdenerwowałam się, bo naprawdę nie lubię niejasnych sytuacji.
-Aj, nie mogę Ci tego powiedzieć, bo nigdy mi nie odpuścisz...- powiedział z irytacją, ale jeszcze pełnym spokojem.
-I tak Ci nie odpuszczę. Wkurzysz się, ale trudno... Jestem pewna swoich uczuć do Ciebie. Nie mam żadnych wątpliwości i wiem, że Cię kocham. I nie obchodzi mnie twoje pierdolenie pod tytułem "nie możesz mnie kochać", bo wiem, że mogę. Jesteś najbardziej wartościowym facetem, jakiego znam, najlepszym człowiekiem i moim przyjacielem. Możesz mówić, co zechcesz, ale i tak wiem, że mnie nie skrzywdzisz.- mówiłam z dala od niego, ale nie ze strachu, po prostu nie chciałam, żeby mi przerwał w połowie zdania.
-Dulce, mylisz się i to bardzo. Nie widzisz, jaki jestem? Jesteś głupia, czy ślepa?! Mi też na Tobie cholernie zależy, w przeciwnym razie by mnie tu nie było. Ale kurwa mać, zapomnij o jakichkolwiek bliższych relacjach ze mną! Zniszczę Cię, a tego nie chcę.- był już zły, ale nie na mnie, bo starał się zachować spokój, nie krzyczał i nie szarpał mnie, tylko zaciskał dłonie na moich ramionach i to lżej niż zwykle.
-Co Ty mówisz? Przecież nie jesteś chory psychicznie, ani też nie jesteś złym człowiekiem, więc nie skrzywdzisz mnie, nie zniszczysz, nie chcąc tego. Na litość boską, nie wymyślaj i nie rób z siebie potwora!- tym razem to ja szybko się zirytowałam i podniosłam głos.
-Rozmawiajmy spokojnie, agresja budzi agresję, więc nie zaczynaj.- skinęłam głową na znak zgody. -Zrozum, że ja nie potrafię nad sobą panować w wielu sytuacjach. I tak prędzej czy później zrobiłbym Ci krzywdę w różny sposób. Jesteś dla mnie zbyt delikatna, jesteś księżniczką z innego świata i nie mam prawa nawet o Tobie śnić. Ale to już nie o to chodzi... Chodzi o mnie, o moją siłę... Spójrz! Widzisz? Krzywdzę Cię nawet zwykłą rozmową. Jeśli się ode mnie nie odizolujesz, cała będziesz w siniakach. Skarbie, ja...
-Po raz drugi nazwałeś mnie skarbem.- zauważyłam, patrząc mu w oczy z uśmiechem.
-Bo nim jesteś, dlatego pragnę Cię chronić nawet przede mną. Jesteś dla mnie zbyt cenna, żebym mógł Cię tknąć, a przyjaźń z Tobą nie ma szansy przetrwania, zresztą nawet Tobie by ona nie wystarczyła. Czego Ty właściwie oczekujesz?
-Żebyś był ze mną cały czas, żebym mogła Cię przytulać, całować... Chcę być twoja i robić z Tobą wszystko... To czego przedsmak dałeś mi wtedy u Ciebie. Kocham Cię, naprawdę nie wiem, jak to się stało i kiedy... Ale kocham Cię i nie potrafię z tym walczyć.
-To się naucz, bo możesz o tym wszystkim zapomnieć. Uwierz mi, że nie chcesz być moja, zresztą nie mówmy o przynależności... Ty też wzbudzasz we mnie wiele uczuć, o których nawet nie wiedziałem, ale dlatego właśnie nic z tego. Czy Ty się w ogóle słyszysz? Szanuj się, bo w tym momencie mi się sprzedajesz... Tak nie można, Duluś, nie błagaj o moją miłość! Po pierwsze już nie musisz, po drugie i tak Ci to nic nie da, a po trzecie sprzedajesz się, a Tobie na to nie pozwolę.
-Przestań, to nie tak... To żadne sprzedawanie. Nie mówię tak, żeby Cię zachęcić, to żaden szantaż, wymiana, czy nie wiem jak Ty to sobie rozumiesz. Ja po prostu chcę z Tobą być w każdym znaczeniu tego słowa. Pragnę Cię, kocham i uwielbiam jak nigdy nikogo. Proszę, chociaż spróbujmy.- mówiłam już z płaczem, czując, że jestem na przegranej pozycji, bo on i tak wie swoje i nie bierze pod uwagę niczego innego, a ja tak bardzo nie chciałam go stracić.
-Nie ma tu miejsca na próby. Życie to nie teatr, kochana. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej. Już Ci kiedyś powiedziałem, że za bardzo Cię szanuję, żeby z Tobą być. Nie chcę Cię krzywdzić, niszczyć i psuć twojej samooceny, a ja to właśnie robię, będąc z kobietą. Gdyby nie to, że wszystkie moje byłe mnie nienawidzą, to kazałbym którejś wystawić mi opinię. Każda przedstawiłaby Ci mnie jako szowinistyczną świnie bez uczuć, bad boya i damskiego boksera. Wybacz, ale taka prawda, a Ty masz to szczęście, że Cię lubię i nie zamierzam wykorzystać.- powiedział, kierując się do wyjścia.
-Proszę, zostań! Nie zostawiaj mnie.- szłam za nim, płacząc rozpaczliwie.
-Dulce, przestań, do cholery!- w końcu i on nie wytrzymał i na mnie krzyknął, szarpiąc mnie za ręce.
-Ucker, ja Ci ufam i wiem, że moglibyśmy stworzyć coś pięknego... Nauczę Cię miłości, żebyś mógł mnie nią obdarzyć. Czuję, że mnie nie skrzywdzisz, bo czujesz to co ja. Chociaż spróbujmy, proszę.
-Nie błagaj mnie, kobieto, ogarnij się. Mnie się nie da nauczyć miłości i nie zmienisz tego nawet Ty.- powiedział stanowczo i już łapał za klamkę od drzwi wyjściowych.
-Ale przecież teraz byłeś dla mnie dobry, czuły, kochany...
-Bo tego wymagała sytuacja, ale na dłuższą metę to się nie uda.- odpowiedział beznamiętnie, zatrzymując się przy drzwiach. -Zamkniesz się w końcu i dasz się przytulić, czy mam wyjść zostawiając Cię zaryczaną?- zapytał, a ja podeszłam do niego i rzuciłam mu się na szyję.
-Jesteś okropny... Nie dziwię się, że zostajesz sam, jak odrzucasz ludzi, którzy Cię kochają. A idź w cholerę, ale to nie ja będę sama do końca życia!- odepchnęłam go i pobiegłam do swojego pokoju.

Rzuciłam się z płaczem na łóżko, nie mogąc sobie poradzić z bólem złamanego serca, bo takie właśnie teraz ono było. Pokruszone na tysiąc kawałków! Nie dość, że zakochałam się w trudnym człowieku, który ewidentnie mnie odrzucił, to jeszcze upokorzył, bo ja królowa idiotek się przed nim płaszczyłam, błagałam go o miłość. Jaka ja jestem głupia i naiwna... Co ja sobie w ogóle myślałam? Że jak sobie pogadam, to zaniesie mnie do pokoju na łóżko i będzie się ze mną kochać?... Dulce, Ty pieprzona idiotko! Nienawidzę się za to, że się w nim zakochałam! Wiem, że on ewidentnie nie jest dla mnie, ale mimo to nie mogę tego powstrzymać i brnę w to dalej. On próbuje mnie chronić, okej... Rozumiem i jestem mu za to wdzięczna, ale tak nie wolno. To moje życie i to ja chcę popełnić być może najlepszy błąd z możliwych. Bez względu na to, co byłoby później, jestem pewna, że dałby mi mnóstwo radości, choćby fizycznej. Ale koniec z tym, muszę o nim zapomnieć, to nie ma sensu.

Przepłakałam pół nocy przez tego frajera, przez co rano obudziłam się z bólem głowy. Pewna, że jestem sama w domu, zeszłam na dół w czarnych majtkach i krótkim, różowym topie, w czym zazwyczaj śpię, jak mi gorąco. Od razu powędrowałam do kuchni i wstawiłam wodę na kawę, po czym zaczęłam szukać tabletek przeciwbólowych. Znalazłam ibuprom i od razu połknęłam, wbrew zakazu mojej mamy o braniu tabletek na czczo. Kiedy woda się zagotowała, zalałam sobie kawę i kierowałam się z nią na kanapę, by usiąść i obejrzeć w końcu zaległe odcinki mojego serialu, który ciągle nagrywam na telewizorze. Jednak tego się nie spodziewałam... Na kanapie siedział Ucker, przyglądając mi się uważnie. Przestraszyłam się i prawie wylałam kawę. Wstał, wziął ode mnie kubek i postawił na stoliku. Sam też miał już końcówkę kawy.
-Co Ty tu robisz?- zapytałam, krzyżując ręce na piersiach.
-Nie poszedłem wczoraj i siedziałem tu całą noc.- odpowiedział beznamiętnie.
-Po co? To znaczy okej, pewnie nie chciałeś chodzić po nocy, ale mogłeś mnie uprzedzić, bo myślałam, że jestem tu sama i trochę się przestraszyłam.
-Przepraszam. Nie no poszedłbym, bo ja się nie boję ciemności, ale...
-No tak, przecież Ty boisz się tylko uczuć...- zironizowałam, siadając wygodnie na kanapie z pilotem w ręce.
-Przestań, nie kpij sobie. No właśnie... Zostałem, żeby to wszystko przemyśleć.- usiadł koło mnie i wziął mnie za rękę.
-Nie mam ochoty na kolejną bezsensowną dyskusję z Tobą... Właśnie w ten sposób mnie krzywdzisz, nie będę przez Ciebie płakać po raz kolejny. A teraz wybacz, chcę obejrzeć serial.- mówiąc to spojrzałam na niego tylko raz, zabierając od niego moją rękę i wzięłam się za włączenie mojego serialu.
-Nie będziesz teraz oglądać jakiegoś gówna, tylko ze mną porozmawiasz!- zabrał mi pilota zdenerwowany i wyłączył telewizor.
-Ej, nie! Nie mamy już o czym rozmawiać. Oddaj mi to!- rzuciłam się na niego, by oddał mi pilota, on się śmiał, ale dla mnie to była zbyt poważna sprawa i nie miałam nawet ochoty na śmiech.
-Dulce, przestań!- krzyknął, szarpnął mnie i posadził na swoich kolanach, trzymając mocno za talię.
-Puść mnie, jestem w totalnym negliżu i nie powinnam być tak blisko Ciebie, bo źle się z tym czuję. Nie dotykaj mnie!- próbowałam mu się wyrwać, ale on cały czas mocno mnie trzymał.
-Możesz być jeszcze bliżej, jak Ci to nie wystarcza, ale i tak powiem, co chciałem powiedzieć.- położył ręce na moich pośladkach, dzięki czemu mógł przyciągnąć mnie do siebie, tak że siedziałam centralnie na jego przyrodzeniu.
-Puść!- wyszarpnęłam się mu sprytnie, wstałam i poszłam do kuchni, a on niestety za mną. -Ty mnie cały czas zwodzisz bawisz się mną, moimi uczuciami, łamiesz mi serce! Mam tego dość i chyba lepiej będzie... Jednak... My nie...- znowu płakałam roztrzęsiona i bezbronna, a on przygarnął mnie do siebie i czule przytulił.
-Ćśś...- uspokajał mnie jak dziecko i głaskał po nagich plecach, kołysząc lekko w swoich ramionach.
-Odejdź, proszę. Ja tak nie potrafię... Chcę być z Tobą, mieć Cię! Innej opcji nie ma, to zbyt bolesne.
-Aj, Duluś... Z Tobą gorzej jak z dzieckiem.- kręcił głową z delikatnym uśmiechem. -Nie płacz już, skarbie.- powiedział, ocierając moje łzy.
-Znowu mnie tak nazwałeś... Ale dlaczego? Nie możesz, bo nic nas nie łączy.
-Dul, spróbujmy. Myślałem o Tobie całą noc i... Kocham Cię.- wyznał, po czym powoli się do mnie zbliżył i pocałował mnie słodko, spełniając tym moje najskrytsze marzenia.
-Naprawdę? Ale wczoraj...- z moich oczu nadal leciały łzy, ale on nie dał mi zbyt wiele powiedzieć, przerywając mi swoimi ustami.
-Za chwilkę pogadamy, daj mi się Tobą nacieszyć i wymazać wszystko, co Cię wczoraj zraniło.- powiedział między delikatnymi pocałunkami.


Hej, hej, moje skarby! :* Macie kolejny rozdział taki przełomowy, teraz się będzie działo xD Ostatni tydzień wakacji i pracy :) Powiem wam, że wgl nie odpoczęłam przez wakacje, ale cholernie lubię swoją pracę i cieszę się, że nie spędziłam całego lata w domu w internecie, chociaż kasę mam teraz :D No ok, do następnego :* 

czwartek, 17 sierpnia 2017

13. "Też jesteś dla mnie ważna"

Stałam wtulona w Christophera- osobę, której teraz najbardziej potrzebowałam. Jego obecność, bliskość dodała mi odrobiny siły, automatycznie minimalnie się uspokoiłam.
-No już, maleńka... Nie płacz, będzie dobrze.- mówił szeptem, głaszcząc moje plecy.
-Skąd wiesz, że?...- nie musiałam kończyć, nie pozwolił mi, składając słodki pocałunek w kąciku moich ust, jednocześnie scałowując mi łzę.
-Zaraz Ci wszystko powiem, spokojnie.- powiedział spokojnym, delikatnym głosem, uśmiechając się do mnie ciepło, pocieszająco.
-Chodź, usiądziemy w salonie.- zaprosiłam go do środka, prowadząc za rękę. -No więc skąd o tym wszystkim wiesz?- zapytałam, siedząc tuż koło niego na kanapie.
-Ojciec kazał mi wrócić do szkoły. Zaniepokoiłem się, że Cię nie ma i zapytałem tej twojej koleżanki. Opowiedziała mi o twoich podejrzeniach i w ogóle i bardzo żałowała, że nie może być przy Tobie. Postanowiłem więc do Ciebie wpaść, żebyś nie była sama.- opowiedział, a ja wtuliłam się w niego.
-Dziękuję, że jesteś.- powiedziałam cichym, zapłakanym głosem.
-Nie mogłem Cię tak zostawić.- pogłaskał mnie czule po głowie, obejmując mnie.
-Powiedz mi, co ja mam zrobić... Jak mam się dowiedzieć czegoś o rodzinie? Tak się boję, że oni... Że...- płakałam spanikowana i pewnych słów nie umiałam nawet wypowiedzieć.
-Nie, na pewno żyją i nic im nie jest. Może wcale nie byli w tamtym hotelu? Uspokój się, pomogę Ci zdobyć informacje.- głaskał mnie cały czas i całował w czoło, i policzki, żeby mnie uspokoić, pocieszyć.
-Ale jak? Dzwoniłam już wszędzie... Do telewizji, do tego hotelu, do rodziców, do zarządu Chicago. Gdzie jeszcze mam zadzwonić?- bardzo liczyłam, że on znajdzie jakiś sposób, żeby ich znaleźć.
-Coś wymyślę, nie martw się, skarbie.- powiedział słodko i pocałował mnie w skroń. -Widać, że jesteś bardzo zmęczona od płaczu i pesymistycznych myśli. Położę Cię do łóżka, zaśniesz sobie, a ja poszukam jakiegoś rozwiązania.- on nie pytał, tylko tak zarządził, po czym wziął mnie na ręce i niósł na górę do mojego pokoju.
-Jesteś kochany... Dziękuję, ale ja i tak nie zasnę.- powiedziałam, gdy weszliśmy do mojego pokoju.
-Dul, kładziesz się i nie dyskutujesz!- rozkazał stanowczo podniesionym tonem głosu.
-Nie produkuj się, nie boję się Ciebie.- powiedziałam, uśmiechając się przez łzy.
-W tym momencie nie masz się mnie bać. Idziesz spać chociaż na trochę. W przeciwnym razie sobie pójdę, bo nie chcę patrzeć, jak się katujesz.- mówił cały czas stanowczo, ale dość ciepło, przykrywając mnie kołderką.
-Zostań!- złapałam go nerwowo za rękę.
-Zostanę, jeśli pójdziesz na trochę spać.- postawił jasny warunek.
-Dobrze, ale połóż się ze mną. Przytul mnie i głaskaj, wtedy prędzej zasnę, bo będę się czuła bezpieczna i mniej samotna.- poprosiłam, robiąc mu miejsce obok mnie.
-No dobrze, położę się z Tobą.- zgodził się, wchodząc pod moją kołdrę.
-Ale nie zostawiaj mnie ani na chwilkę. Dobrze?- powiedziałam, patrząc mu w oczy.
-Dobrze, myszko, będę cały czas przy Tobie.- uśmiechnął się, pocałował mnie w nosek i otarł kciukami moje łzy.
-Coś bym Ci powiedziała, ale sobie daruję, bo mi uciekniesz.- powiedziałam z delikatnym uśmiechem, wtulając się w niego.
-Tak, Ty też jesteś dla mnie ważna.- wyznał, przytulając mnie mocno, choć nie do końca to chciałam powiedzieć. -Śpij, aniołku.- polecił, całując mnie w czółko.
-Ostatnio nazwałeś mnie diablicą...- przypomniałam.
-Dziwisz mi się? Teraz jesteś kochana i niewinna jak aniołek, wtedy zachowywałaś się, jakby wstąpił w Ciebie szatan.- stwierdził, spoglądając w moje oczy.
-Może troszeczkę.
-Nie zagaduj mnie już i śpij, bo sobie pójdę.
-Dobra, nie szantażuj mnie...
Jeszcze chwilę się kręciłam, za dużo myślałam, a do oczu znów podchodziły mi łzy, ale po kilku minutach zadziałał na mnie urok Uckera i jego bliskość... Zrobiło mi się cieplutko, przyjemnie i automatycznie sen mnie zmorzył, po czym szybko zasnęłam.

Obudziłam się dopiero rano, a Ucker siedział obok mnie z laptopem na kolanach. Jedną rękę trzymał na myszce, a drugą cały czas głaskał mnie delikatnie po ramieniu, rysując palcami różne wzorki. Kiedy zorientował się, że nie śpię, uśmiechnął się ciepło, po czym powiedział:
-Wymyśliłem, jak znaleźć informacje i pozwoliłem sobie skorzystać z laptopa.
-Okej, nie ma problemu. Ale co właściwe robisz?- zapytałam, siadając.
-Szukam numerów telefonów do luksusowych hoteli w Chicago. Będziemy dzwonić i pytać, czy zatrzymali się tam twoi rodzice, zaczynając od tych, które są bliżej szpitali.- wyjaśnił, a ja pocałowałam go słodko w policzek
-Genialny pomysł, dziękuję.- powiedziałam i go przytuliłam.
-A najlepiej by było, jakbyś znała nazwę szpitala, w którym twoja siostra miała wizytę. Będziemy wiedzieć, od czego zacząć.
-Okej, daj na chwilkę. Otworzę Ci drugą kartę i wpiszę ten szpital w mapy google. Wklepiemy później tylko nazwy tych hoteli i będziemy wiedzieć, czy są daleko.- przesunęłam laptopa bardziej w swoją stronę i zrobiłam, co powiedziałam.
-Dobra, weźmy to na dół, zrobimy śniadanie i podczas jedzenia będziemy tego szukać, a później zaczniemy dzwonić.- zarządził, a ja od razu posłusznie wstałam.
-Okej, zaraz do Ciebie zejdę, tylko wezmę szybki prysznic.- powiedziałam i pognałam do łazienki, biorąc ze sobą tylko czystą bieliznę z szafki.

Wzięłam orzeźwiający prysznic, który naprawdę dobrze mi zrobił, zrelaksowałam się, o ile to w ogóle możliwe w tak beznadziejnej sytuacji. Kiedy wyszłam spod prysznica, ubrałam wcześniej przygotowaną bieliznę i cieplutki szlafrok. Dokładnie wytarłam włosy i je rozczesałam, po czym wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół do kuchni, gdzie czekały na mnie kanapki.
-Kanapki z serem i ketchupem? Bardzo... Oryginalnie.- stwierdziłam z uśmiechem.
-Nie czepiaj się, to tak na szybko, żeby cokolwiek zjeść i wziąć się do roboty.- odpowiedział, wpatrzony w ekran laptopa.
-Wiem, wiem, dziękuję.- podeszłam do niego, obejmując go od tyłu i dałam mu soczystego buziaka w kącik ust.
-Widzę, że lepiej się czujesz?- zapytał, gdy usiadłam na przeciwko niego.
-Tak, dużo lepiej. Dałeś mi nadzieję i odpoczęłam trochę.- odpowiedziałam, biorąc się za jedzenie.
-Cieszę się. Jedz szybko i będziemy dzwonić. To znaczy właściwie gadać musisz Ty, bo ja niestety nie umiem angielskiego. Ja będę w tym czasie szukał kolejnych i skreślał te, co już załatwione.
-Szkoda, ale okej... Dam radę. Zresztą mi prędzej udzielą informacji o mojej rodzinie.
Zjadłam dość szybko i od razu wzięłam do ręki telefon. Na szczęście obyło się bez większych problemów i każdy udzielał mi informacji, gdy mówiłam, że martwię się o rodzinę i nie wiem, czy żyją. Po pięciu telefonach do oczu podchodziły mi łzy i powoli traciłam nadzieję. Christopher mnie uspokajał i kazał dzwonić dalej, ocierając moje łzy. W końcu za którymś razem usłyszałam to długo wyczekiwane "tak, mamy to nazwisko na liście". Zaczęłam płakać ze szczęścia i zapytałam, czy są w pokoju. Recepcjonistka powiedziała, że wyszli pozwiedzać kilka dni temu i jeszcze nie wrócili.
-Zapytaj, czy zna hiszpański, mam pomysł.- powiedział cicho Ucker.
-Zna.- odpowiedziałam, gdy usłyszałam odpowiedź od tej pani.
-Daj mi ten telefon.
Oddałam mu telefon, a on sprytnie zaproponował jej niezłą sumkę (oczywiście z kieszeni moich rodziców, ale miał do tego prawo, bo to moja sprawa) za odnalezienie moich rodziców. Stwierdziła, że mogą ich łatwo namierzyć, jeśli mają przy sobie kartę od zamka hotelowego. Ładnie podziękowaliśmy, a ona obiecała jak najszybciej zacząć poszukiwania i dać nam znać. Kiedy zakończyliśmy rozmowę, zaczęłam płakać ze szczęścia, złe emocje powoli opadły. Wtuliłam się w Uckera, powtarzając ciągle "dziękuję", po czym pod wpływem impulsu, silnych emocji wpiłam się w jego usta, całując go tym razem nie tak dziko jak wtedy. To było już delikatniejsze, nieperwersyjne, ale i tak bardzo namiętne. Po chwili posadził mnie na kuchennym blacie, nadal całując. Tym razem nie trzymał rąk na moim tyłku, tylko na plecach. On i tak całuje, jakby chciał mnie połknąć, ale to było już dużo spokojniejsze, a nawet słodkie. Po kilku pięknych minutach, przestał mnie całować i przytulił mocno.
-Dzięki Tobie jestem spokojniejsza, dziękuję Ci bardzo.- powiedziałam, kiedy wypuścił mnie ze swoich objęć, ale nadal był blisko.
-Mam nadzieję, że teraz już pójdzie z górki i bez żadnych niespodzianek.
-Też mam taką nadzieję. Jeśli się okaże, że oni sobie gdzieś tylko poszli i zapomnieli naładować telefonu, to się do nich przez miesiąc nie odezwę za to, że mi taki niepotrzebny stres zafundowali.- powiedziałam zirytowana na samą myśl.
-Pewnie tak jest, ale spokojnie... Najważniejsze, że nie byli w tamtym hotelu.
-Mhm, kamień spadł mi z serca.

Przez kolejne dwa dni czułam się jak małe dziecko. Nie sądziłam, że Christopher potrafi być taki opiekuńczy, kochany i słodki. Ciągle łaził za mną, karmił mnie, pocieszał, układał do snu. Starałam się nie mówić nic, co mogłoby go zdenerwować, żeby tylko na mnie nie krzyczał, albo co gorsza zostawił mnie samą. Powiedziałam Ann, co udało nam się ustalić i dzwoniła ciągle, pytając, czy już coś wiemy. Któregoś dnia, kiedy byłam w łazience, zadzwonił mój telefon.
-Odbierz, to pewnie Ann.- krzyknęłam, bo ona wiedziała, że Ucker tu jest, nie miała tylko pojęcia o naszych bliskich relacjach.
-Dulce!- po chwili usłyszałam głośne wołanie Uckera.
-Co?
-Chodź tu szybko!- zawołał mnie, a po kilku sekundach pojawiłam się koło niego. -Masz.- podał mi telefon z szerokim uśmiechem.
-Cześć córeczko.- powiedział bardzo dobrze mi znany głos, który po raz pierwszy w życiu tak bardzo pragnęłam usłyszeć.
-Mama!- krzyknęłam uradowana, słysząc głos mojej mamusi. -Co się z Wami działo? Czemu nie odbieraliście? Wszystko w porządku?- zasypałam ją pytaniami, ponownie płacząc ze szczęścia.
-Spokojnie, Duluś... Przepraszamy Cię, ale twój genialny tatuś postanowił pozwiedzać i się zgubiliśmy. Weszliśmy do jakiegoś wielkiego lasu i nie mogliśmy stamtąd wyjść, zniknął zasięg, a w ogóle masakra... Opowiemy Ci wszystko, jak wrócimy.- wytłumaczyła po krótce, a ja nadal nie mogłam uwierzyć, że ją słyszę.
-Ale nic Wam nie jest?- upewniałam się.
-Nie, kochanie.
-Daj mi tatę do telefonu. Chcę go usłyszeć i Sofię też.- poprosiłam, po czym mama przekazała telefon tacie, z którym dosyć długo gadałam. 


No hej skarby moje kochane! :*
Dawno  nie było tyle komentarzy, dziękuję :) No już dodam wam tak wcześnie, zasłużone ;)
A teraz uwaga, ogłoszenie parafialne! Napisałam trochę rozdziału (na nowe opko przypominam, bo to dawno jest skończone). Niewiele, parę linijek w sumie, ale to i tak sukces... Ruszyłam z miejsca od czterech miesięcy! :D Zmotywowałyście mnie komentarzami chyba i aż mnie wena naszła :)
Wgl to zaraz koniec wakacji... Całe przepracowałam, a kasa pójdzie pewnie na korki z matmy :/
No dobra, do następnego :*