niedziela, 26 lutego 2017

Epilog "Mi guerra y mi paz"

*7 MIESIĘCY PÓŹNIEJ*

Dulce:
Nie sądziłam, że można być tak szczęśliwym i to w małżeństwie. Tak, w małżeństwie! Właśnie jestem w podróży poślubnej z Uckerem. Kiedyś nienawidziłam go jeszcze bardziej, jak był moim mężem. Teraz kocham go jeszcze bardziej od słów "jesteście mężem i żoną". Nasz ślub był przepiękny... Miałam piękną białą suknię, a Ucker bardzo elegancki garnitur. Wszystko było tak wspaniale przygotowane, co jest zasługą Ann i Poncha, ale i naszych rodziców. Tak, pomogli nam w organizacji ślubu i wesela! Nie jestem pewna, co do reszty, ale moja mama zrobiła to z dobroci serca, bo rozmawiałam z nią i przyznała, że jest ze mnie dumna. Zresztą ona miała łzy w oczach na ślubie tak samo jak ja. Ogólnie to była bardzo wzruszająca i piękna chwila, co widać było także po Uckerku. A teraz uwaga... Miesiąc miodowy spędzamy w "naszym" domku w Andach. Tak, tym domku, w którym chowaliśmy się przed Amadorem. Wspaniale było wrócić tu po prawie pięciu latach, po tak wielu przeżyciach. To tutaj zaczęła się nasza miłość, tu mieliśmy pierwszy raz, pierwsze szczere rozmowy, pocałunki, tyle głupich kłótni. Dziś, gdy wracamy do tych wspomnień, jednocześnie chce nam się śmiać i płakać, bo pewne sytuacje były tak idiotyczne, te wszystkie kłótnie... Ale wszystko to miało swój urok i zostanie na zawsze w naszych sercach. W naszym życiu nie zawsze było kolorowo, były momenty słodkie i gorzkie... Jednak to wszystko doprowadziło nas do tego momentu... Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, mamy wspaniałą córeczkę, a co za tym idzie codziennie walczymy z całym światem, ale i czasem ze sobą nawzajem. Kłótnie w naszym domu są podstawą, ale na szczęście to nas tylko wzmacnia. Miłości nam nie brakuje, naprawdę. Ostatnio zgodziłam się nawet na drugie dziecko. Zrobiłam Uckerowi niespodziankę i przestałam brać tabletki antykoncepcyjne, bo przecież chciał mieć drugie dziecko. Co do drugiego dziecka... Ann jest w ciąży! Ułożyło im się bardzo dobrze i oboje zrozumieli, że łączy ich wyjątkowe uczucie. Oni też tworzą wspaniałą rodzinę, która niedługo się powiększy. Wszyscy są z tego powodu szczęśliwi i nie mogą się doczekać. To super uczucie... Ja, Ucker, Ann i Poncho... Prawie całe życie razem. Poprzez różne przejścia doszliśmy do teraz i w końcu jesteśmy szczęśliwi.
Pamiętacie, jak poznałam się z Uckerem? Przedszkole, samochodzik... My tą chwilę mamy w pamięci i często ją wspominamy. W dodatku jesteśmy jednomyślni... Rano przed naszym ślubem, Ucker podszedł do mnie, mówiąc:
-Kochanie, mam dla Ciebie prezent ślubny.
-Serio? Ja dla Ciebie też. Dobra, Ty pierwszy.- powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Szukałem go chyba od pół roku i w końcu znalazłem. Posłuchaj, skarbie... W przedszkolu zabrałaś mi samochodzik, który był ewidentnie mój. Dlatego postanowiłem dać Ci taki sam, żeby Ci nie było smutno.- powiedział, dając mi mały, zabawkowy samochodzik, identyczny jak ten z przedszkola, a ja zaczęłam się śmiać.
-Po pierwsze ten samochodzik był mój. A po drugie to już chyba ten etap, kiedy czytasz mi w myślach... Pomyślałam o tym samym i też kupiłam Ci taki samochodzik, żeby nie było Ci smutno.- dałam mu taką samą zabawkę, całując go słodko.
-Ten samochodzik był mój, zapamiętaj sobie.- ciągnęłam dalej.
-O na pewno nie, wredna małpo... Spadaj.- udał obrażonego, po czym zatopił się w moich wargach w dłuższym, namiętnym pocałunku.
Taki miły powrót do początku ze szczyptą magii dzisiejszej wielkiej miłości. Poznaliśmy się w dość nietypowy, wyjątkowy sposób. I kto by pomyślał, że kiedyś połączy nas tak głębokie uczucie, które nie pozwoli nam z siebie zrezygnować?... No cóż, tak miało być, widocznie jesteśmy sobie pisani. Nie wiem, co ja bym zrobiła bez Uckera... Nie tylko teraz, ale przez całe życie. Kocham go nad życie i zarówno dla niego jak i dla mojej córki, ja Dulce, największa egoistka na Ziemi skoczyłabym w ogień. Niesamowite, że tak wiele się zmienia, gdy dorastamy do pewnych spraw i uczymy się radzić sobie z otaczającym nas światem i problemami.


No hejo!! 
Witam pod epilogiem tego opowiadania :) Wgl to byłam w szoku, jak zobaczyłam tak, że to opowiadanie dodawałam od lipca, a pisać zaczęłam rok temu xD Skończyłam pisać to kolejne opko i jestem z niego strasznie dumna :D Mi się bardzo podoba, zobaczymy jak Wam. Ach ten mój narcyzm, haha ;) Ale niestety po skończeniu tego opka w mojej głowie nastała pustka :/ Mam milion pomysłów na sekundę, ale żaden nie jest tak dobry, żeby się nadawał na opowiadanie, wszystko takie jakieś nieskładne XD No także dziękuję Wam z całego serca za to, że jesteście ze mną i byliście przez całe opowiadanie :* Kocham Was, kocham❤  Jejku ja tak strasznie emocjonalnie i uczuciowo do tego podchodzę ;) No cóż, nic na to nie poradzę :P Wgl to wiecie dodaję to dzisiaj tak na zakończenie ferii. Nie chcę do szkoły :/ 
P.S. Monika zaczyna nowe opowiadanie, więc wpadajcie do niej wszyscy, co czekali na coś nowego ;)
No to do następnego, tzn do prologu :* 

środa, 22 lutego 2017

43. "Tak już zostanie"

Anahi:
Obudziłam się w objęciach męża. Dawno nie byłam tak wyspana i zadowolona. Było mi cieplutko, milutko i przyjemnie po raz pierwszy od trzech lat. Okazało się, że Poncho już nie spał i mi się przyglądał.
-Dzień dobry, królewno.- powiedział z uśmiechem, dając mi słodkiego buziaka w kącik ust.
-Cześć...- odpowiedziałam leniwo, przeciągając się.
-Wiesz, że już jest po dziesiątej?- zapytał, co bardzo mnie zszokowało.
-To troszkę późno... Ale wiesz co? Nasz syn jest w dobrych rękach, nie spieszy mi się i chcę jeszcze spać. Wniosek? Możesz iść zrobić mi śniadanko.
-Nie wiem, jak to wywnioskowałaś, ja bym chyba na to nie wpadł... Ale nie ma takich, albo leżymy dalej albo idziemy jeść razem. Nie chcę sam wysłuchiwać uwag, pytań i domysłów Duli i Uckera. Musimy tam iść razem.
-Skąd pomysł, że będą się nami interesować?
-Anysiu, czy nie wydaje Ci się dziwne to, że w tym samym czasie z Tobą rozmawiała Dulce, a ze mną Christopher?
-Myślisz, że to był spisek?
-Jasne, jestem tego prawie pewny. I chyba musimy im podziękować za wtrącanie się w nie swoje sprawy. Ale powiedz mi najpierw jedną rzecz, Ann... Tylko szczerze i konkretnie: Czy chcesz walczyć o nasze małżeństwo? Chcesz, żeby coś jeszcze z tego było? Jesteś na to gotowa i masz dość siły?- ehh, ta chwila musiała w końcu nadejść...
-Ojej, to trudne... Nie chcę Cię stracić, to wiem na pewno. Zależy mi na Tobie, jesteś kochany, a w nocy było super... Ale nadal się boję mocno w to angażować, bo boję się, że znów mogę się przeliczyć i będę cierpieć. Jednak nie chcę więcej marnować sobie życia i jestem gotowa spróbować. Nie wiem, co z tego będzie i mam pewne obawy, ale chcę zawalczyć o nas, o nasze małżeństwo i naszą rodzinę, żebyśmy w końcu wszyscy byli szczęśliwi. Tylko proszę Cię, powoli... Nie zakładaj od razu, że będę w Tobie szalenie zakochana, ale chyba jestem w stanie kiedyś mocno Cię pokochać.
-Nawet nie wiesz, jakie to dla mnie ważne. Dziękuję za szansę, na pewno jej nie zmarnuję i będę najlepszym mężem pod słońcem!- zaczął mnie tulić i całować jak wariat.
-Wystarczy, jak będziesz taki jak przez cały czas, tylko kochaj mnie bardziej. Potrzebuję twojej miłości i całej reszty tego, czego wcześniej nie doceniałam.
-Masz to jak w banku. Dobra, wstawaj, bo jestem głodny.

Dulce:
Wstałam dość wcześnie, nie budząc od razu Uckera. Znaczy przebudził się, ale dałam mu słodkiego buziaka i cicho poinformowałam go, że idę wypić kawę na tarasie. Zasnął z powrotem, a ja wyszłam z domku i usiadłam na schodach z kubkiem gorącej kawy. Lubiłam patrzeć na poranki w miejscach dalekich od wielkich miast, jak na przykład na mojej plaży na Karaibach. Stąd też wszystko wyglądało cudnie i jeszcze ten śpiew ptaków... Dla mnie bajka, zamknęłam oczy i odleciałam w swój własny świat, pełen pozytywnych myśli, marzeń. Kiedy otworzyłam oczy, by wziąć łyka kawy, zobaczyłam siedzącego obok Uckera.
-Przestraszyłeś mnie, kochanie.- powiedziałam z szerokim uśmiechem.
-Przepraszam, ale też już nie mogę spać i postanowiłem do Ciebie dołączyć. Chętnie dotrzymam Ci towarzystwa.- odpowiedział, całując mnie czule w kącik ust.
-No skoro już musisz, to siedź...- przewróciłam złośliwie oczami.
-Nad czym tak rozmyślałaś, skarbie?- zapytał po chwili.
-W sumie nad niczym szczególnym. Póki co nie mam takich zmartwień, które musiałabym rozważać w samotności i mam nadzieję, że tak już zostanie.
-Tak, też bardzo bym tego chciał. Wszystko się w końcu ułożyło i jest tak idealnie. To co? Chyba musimy pomyśleć nad drugim ślubem i może serio machniemy Espe braciszka...
-Jasne, łatwo Ci mówić, pieprzony egoisto... Nie no kiedyś na pewno, bo nie chcę, żeby moja córka była rozpieszczoną jedynaczką, ale proszę Cię... Na razie jest dobrze, tak jak jest i nie jestem gotowa na drugie dziecko. Serio chciałbyś? Już w ogóle nie mielibyśmy życia...
-No w sumie racja, jeszcze z tym poczekajmy i cieszmy się sobą, póki możemy. Ale naprawdę bym chciał drugie dziecko, żebym tym razem mógł być przy Tobie w trakcie ciąży i zajmować się dzieckiem od pierwszych dni.
-A no tak, rozumiem... Spokojnie, mamy czas.- pocałowałam go soczyście, po czym wtuliłam się w niego słodko. -A co do ślubu... Masz rację, musimy zacząć o tym myśleć. Już się w sumie nie mogę doczekać! Rozumiesz to? Prawdziwy ślub, zorganizowany po naszemu, pełen miłości, wzruszeń... Oj, to będzie piękne.- ale się rozmarzyłam... A Ucker patrzył na mnie z boskim uśmiechem.
-Jak wrócimy do domu, to poważnie się nad tym zastanowimy, też bardzo tego chcę. Aj, Duluś, skarbie mój najdroższy, tak Cię kocham!- wycałował mnie i przytulił mocno i czule, przy czym oboje śmialiśmy się wesoło.
-Przeszkadzamy?- usłyszałam za sobą głos Poncha, po czym ujrzałam jego wraz z Ann.
-Ależ skąd... Wcale nie prowadzimy właśnie żadnej ważnej rozmowy o naszym wspólnym życiu i nie jaramy się tym, że weźmiemy niedługo prawdziwy ślub.- odpowiedziałam z ironią.
-Aha, to dobrze... Bo już się bałam, że wam coś przerwiemy.- zaśmiała się Ann, siadając koło nas na schodach.
-Co tam?- zapytałam wesoło, przyglądając się Anahi i Poncho.
-A świetnie, wścibska małpo.- odpowiedział Poncho, śmiejąc się i usiadł koło żony.
-Ej no co tak ostro? Uważaj sobie... Mówisz do damy!- skarcił go żartobliwie Ucker.
-Anysiu, czy Ty to słyszysz? Ucker broni Duli!
-No wiesz... Chyba musimy się do tego w końcu przyzwyczaić.- stwierdziła z szerokim, szczerym uśmiechem, dając mi tym gwarancję, że nic już nie czuje do Uckera.
-No czas najwyższy, bo nic się już nie zmieni. Prawda, kochanie?- głos zabrał Christopher, przytulając mnie czule i całując w policzek.
-Tak, zawsze już będzie idealnie. A jak u was?- musiałam ich o to zapytać, za bardzo mnie to interesuje.
-A mówiłem, że lubią się wtrącać...- zaśmiał się Poncho.
-Ucker to rozumiem ze względu na naszą przyjaźń, ale Dulce? Przecież ona nas nawet nie lubi... Co ją obchodzi nasze życie?
-Oj, przestań... Co było, to było, wiele się zmieniło. Ja się zmieniłam, zresztą Wy też i nawet Was lubię. Zresztą jesteście ważni dla mojego ukochanego, więc dla mnie też.
-O jakie poświęcenie z miłości...- skomentował Poncho i razem z Ann zaczęli się ze mnie śmiać, a Ucker zmuszał się do powagi.
-Ej no weźcie... Kochanie, powiedz im coś! Oni się ze mnie śmieją. A w dodatku nie doceniają tego, że się nimi interesuje z dobroci serca.- powiedziałam oburzona i smutna.
-No już, skarbie, nie słuchaj ich... A teraz mówcie, co macie takie dobre humorki?- zapytał ze znaczącym uśmiechem.
-No następny cholernie wścibski, to chyba zaraźliwe. No dobra, już wam powiemy, bo uschniecie z ciekawości... No więc dzięki temu, że wczoraj się naprodukowałaś, Duluś, a Miguel w pewnym sensie potwierdził twoje słowa, miałam mega doła, poczułam, że to nie ma sensu i chciałam się już rozwodzić. Jednak udało nam się pogadać, Poncho przekonał mnie, że warto to ratować. No i od teraz spróbujemy być razem nie tylko na papierku.- wyjaśniła Anahi z delikatnym uśmiechem.
-Ojej, to świetnie!- ucieszyłam się, że będą mieli szansę na szczęście. -Widzisz? Mówiłam, że niektórym trzeba pomóc w myśleniu, bo im to nie idzie.- dodałam, zwracając się do Uckera, żeby przy okazji dopiec Ann.
-Haha, bardzo śmieszne... Teraz za pewne będziecie do końca życia nam to wypominać i się od Was nigdy nie uwolnimy...- stwierdził żartobliwie Poncho.
-Tak, właśnie. Jeszcze nie raz będziemy mieli z tego pewnie korzyści.- zaśmiał się Ucker.
-Nie no tak serio, to bardzo Wam dziękujemy. Bez Was chyba nigdy byśmy się za to nie wzięli. Zwłaszcza Tobie, Dul muszę podziękować, bo zadziałałaś na mnie na zasadzie pewnego wstrząsu, jak zwykle mówiąc wszystko, jak leci, nie patrząc na uczucia innych. Ale to pomogło, chociaż wylałam morze łez, także naprawdę dziękuję.- nagadała się i aż mnie przytuliła, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem.
-Nie ma za co, my z Wami tylko rozmawialiśmy. Dziękuj sobie i swojemu mężowi za to, że wreszcie zdobyliście się na szczerość i odwagę.- stwierdziłam.
-Tylko obyście tego teraz nie zepsuli, dbajcie o ten związek. Postarajcie się o tą miłość, a już niedługo nie będziecie mogli bez siebie żyć.- powiedział Ucker, przyglądając im się.
-Tak, bo dobre relacje nie biorą się znikąd i potrzeba czasem dużo czasu i wysiłku, żeby było dobrze.- dodałam.
-Naprawdę Wam dziękujemy. Zresztą też za to, że zajęliście się wczoraj Miguelem.- powiedział Poncho.
-Ej no co Wy... Skorzystaliście już z tego, że dziecka nie było w nocy?- zapytał lekko zdziwiony Ucker.
-No tak jakoś wyszło...- odpowiedziała jakby zawstydzona Ann, wtulając się w Poncha.
-No widzisz, kochanie... Seks łączy małżeństwa.- stwierdził Christopher w moją stronę, śmiejąc się.
-Masz rację, w pewnym sensie łączy.- potwierdziłam, wspominając nasz pierwszy raz.

Ucker:
Bardzo się cieszyłem, że Anahi i Poncho w końcu stworzą normalną rodzinę. Pasują do siebie, a ja bardzo chcę ich szczęścia. Niezależnie od tego, ile czasu się nie odzywaliśmy, są moimi przyjaciółmi i zależy mi na nich. Fajnie by było mieć z nimi świetne relacje już zawsze i być prawie jak rodzina. Nasze dzieci razem by się wychowywały, a my ciągle spędzalibyśmy razem czas, gadając o wszystkim. Życie idealne... Cudowna żona, wspaniała córeczka i zajebiści przyjaciele! Aj, ile razy wątpiłem w taki bieg zdarzeń, a jednak tak może być i jesteśmy na bardzo dobrej drodze. Ten dzień był jednym z najlepszych podczas naszego pobytu tutaj. Cały dzień spędziliśmy z dziećmi wszyscy razem. Każdy był zadowolony z tego, co robiliśmy. Trochę pływaliśmy, leżeliśmy na plaży, graliśmy w piłkę, byliśmy na spacerze... Generalnie aktywnie i bardzo wesoło. Wieczorem zrobiliśmy ognisko, piekliśmy kiełbaski i śpiewaliśmy. Kiedy dzieci poszły spać, jeszcze zostaliśmy na dworze. To był czas zabawy dorosłych, czyli piwko, śmiech i głupoty w głowie. Po jakimś czasie gadania o wszystkim i o niczym, zaczęliśmy grać w butelkę. Oj działo się... Pytania były bardzo różne, zresztą zadania też. Najgorzej miała Dulcia. Ann kazała jej wejść do jeziora, a przypominam, że było późno, więc woda zimna. Zaczęła piszczeć, a potem zemściła się na niej, prosząc o jej telefon, po czym dodała jej ohydne zdjęcie na Facebooka i nie pozwoliła usunąć przynajmniej przez trzy dni. A że było to zadanie, to niestety musiała je wykonać. Ale mnie Dulisia też nieźle urządziła... Po tym, jak zapytałem ją, z kim było jej lepiej: ze mną, czy z Pablem (oczywiście odpowiedziała, że ze mną, bo w przeciwnym razie nie zostawiłaby Pabla), ona zapytała mnie o to samo... Miałem wybrać między nią o Anahi. To było strasznie chamskie, ale przecież Duli wolno wszystko... Powiedziałem, że powiem jej później ze względu na Ann. Później oczywiście powiedziałem, że z nią i była to święta prawda. No niestety z Anysią było tak w sumie nijako trochę. A Dulce kocham, więc w ogóle wygrywa na starcie. Żeby nie było, normalne pytania też sobie zadawaliśmy, ale te były chyba najciekawsze. W trakcie tej gry wyszła na jaw jeszcze jedna dosyć istotna sprawa... Dul chyba nie powinna o tym wiedzieć, bo strasznie się na początku przeraziła, ale szybko to przyjęła do wiadomości. A mianowicie wyznałem im, że to ja kazałem zabić Amadora w więzieniu. Zapłaciłem wtedy najgorszym przestępcom, żeby pobili go śmiertelnie. Na szczęście mnie nie zawiedli. Teraz można powiedzieć, że dzięki mojej furii z powodu utraty Dul "na zawsze", wyczyściłem nasze życie ze śmieci. Gdyby nie to, nadal byłaby obawa, że on może wrócić i nas skrzywdzić. Jak już Dulce to przetrawiła, to nawet się cieszyła, że to zrobiłem, bo wie, że to dla niej lub może bardziej z jej powodu, bo przecież nie miałem wtedy nadziei na jej odzyskanie. W każdym razie w sumie dobrze, że się dowiedziała, bo teraz już nie ma między nami żadnych tajemnic i nie będzie.


No dobra macie już ten ostatni rozdział :* Aj, jestem ostatnio dużo bardziej hojna z dodawaniem niż Wy z komentowaniem xD Jeszcze tylko kilka dni ferii... Czemu to tak szybko leci? :/ 
A i muszę tutaj oczywiście napisać oficjalne podziękowania za nowy wygląd, więc 
DZIĘKUJĘ BARDZO MONISIU :** 
Zakładając, że kiedyś wgl dotrze na mojego bloga, haha xD Komentujcie szybko, bo chcę już dodawać nowe, noo!! :D Buziaki, do następnego :*

poniedziałek, 20 lutego 2017

42. "Misja wykonana"

Ucker:
Cieszę się, że moja Dulcia jest taka kochana i chce pomóc moim przyjaciołom, to bardzo ładnie z jej strony. Mam tylko nadzieję, że Ann się nie zdenerwuje, że Dulce się wtrąca i się nie pokłócą... To byłaby klęska, bo Dul więcej by się na ten temat nie odezwała. Oby spokojnie pogadały i coś dotarło do tej idiotki. Ale oczywiście moja rola w tym też jest duża, bo rozmowa z Ponchem też może do najłatwiejszych nie należeć. No niestety prawda jest taka, że to od nich wszystko zależy, my możemy tylko zmusić ich do myślenia, nic więcej. Siedziałem na kładce z Ponchem i łowiliśmy ryby, a dzieci biegały wkoło, wygłupiały się, chlapały wodą i generalnie jak to dzieci kombinowały, żeby było super. Oczywiście ciągle mieliśmy ich na oku, bo jakby nie było mają niecałe cztery latka i odpowiedzialności od nich wymagać nie można, zwłaszcza od mojej córci, która po mamusi jest królową głupich pomysłów. Jednak musiałem jej dać troszkę luzu, żeby móc pogadać z Ponchem, bo w sumie przecież po to tu jesteśmy. Nie wiem, jak rozwiązała to Dula, ale ja nie będę owijać w bawełnę i zapytam wprost:
-Jesteś z Ann tylko ze względu na Małego, prawda?
-Tak, poza synem właściwie nic nas łączy.- odpowiedział ze smutkiem, patrząc w bliżej nieokreślony punkt.
-Wiem, jak ciężkie jest takie życie... Chociaż to zupełnie inna sytuacja, bo wy sami tak zdecydowaliście, to rozumiem Cię, bo to samo przeżyłem z Dul. Was łączy chociaż dziecko, my byliśmy sobie całkiem obcy.
-W sumie nie wiem, co gorsze... Wy chociaż nie musieliście udawać, że jesteście szczęśliwą rodzinką i mogliście zupełnie olać ten pierdzielony, nic niewarty papierek i żyć po swojemu. A ja? Mieszkam z Ann, tworzymy rodzinę, jestem z nią, choć nie fizycznie. Wiesz jak to czasami wykończa? Ucker, ja z nią śpię, ale zajmujemy dwa przeciwne brzegi łóżka, a ja nie mam i nigdy nie miałem kochanki! Poważnie, przez prawie cztery lata żyję w celibacie z czystej uczciwości.
-A Anahi? Ona też Cię nie zdradza?
-Raczej też nie, z tego co mi wiadomo. Oboje zupełnie oddaliśmy się dziecku i poświęcamy się dla niego, jak tylko możemy.
-Uważam, że to trochę bez sensu... Chyba trochę przesadziliście, przecież mnóstwo dzieci wychowuje się w niepełnej rodzinie i są w stanie być szczęśliwe. Tym bardziej, że wasza sytuacja jest w ogóle wyjątkowa ze względu na to, że nigdy nie byliście razem dobrowolnie. Męczycie tylko siebie nawzajem i tracicie młodość... W ogóle które z was takie mądre to wymyśliło?
-No właściwie to ja... Już wtedy w szpitalu zaraz po narodzinach Miguela. Ann była załamana całą tą sytuacją, kłótnią z Tobą, bała się o Miguela i wtedy się zadeklarowałem, że przy niej będę, no i tak zostało.
-Poczekaj... Czyli poza kontaktem fizycznym to wszystko inne jest? W sensie... Spędzacie razem czas, rozmawiacie, wspieracie się?
-Trudno powiedzieć... Ja się staram i nigdy nie zostawiam Any z niczym samej. Z rozmową bywa bardzo różnie, bo na niewiele tematów rozmawiamy tak swobodnie, a czas spędzamy razem tylko we trójkę dla Miguela. Owszem zdarza się, że muszę ją intensywnie pocieszać, przytulać i w ogóle jak ma doła, co u niej jest dość częste. Dbam o rodzinę najlepiej jak potrafię i zależy mi na dobru żony tak samo jak i syna. Naprawdę bardzo ją lubię i ogólnie nie narzekam na nasze wspólne życie.
-Poncho, jak Ci na niej zależy, to staraj się bardziej! Jak już zdobyliście się na taki krok, to nie róbcie wszystkiego, żeby jak najbardziej tego żałować. Coś Ci powiem... Na początku małżeństwa z Dul nienawidziłem jej, rodziców, losu i miałem dość po kilku dniach. Jednak później tak się sprawy potoczyły, że dziś nie mogę bez niej żyć. Zrozumiałem, że czasami coś w naszym życiu jest złudzeniem, mitem, który trzeba obalić, ale do tego trzeba odrobiny wysiłku i mnóstwa uczuć. Gdybym wtedy nie odważył się wyznać Duli miłości, gdybym nie zastanowił się chwilę nad moimi uczuciami, to nie wiem, jak by to wszystko teraz wyglądało. Ale wiem jedno... Nie byłbym tak szczęśliwy, bo to miłość do Dulce dała mi tyle szczęścia. Pomyśl teraz... Gdybyś mi to powiedział dziesięć, czy nawet jeszcze pięć lat temu, nie uwierzyłbym. Nie znosiłem tej wariatki i sam się dodatkowo nakręcałem, ale wystarczyło posłuchać swojego serca, które wbrew wszystkiemu od dawna uwielbiało Dulcie, jej energię i podły charakterek. Zmierzam do tego, że być może wasz wybór wcale nie jest zły, po prostu nie umiecie dobrze pokierować swoim życiem i uczuciami.- powinienem zostać księdzem, mistrzowskie kazanie, haha.
-Myślisz, że mogę coś czuć do Ann? Że ja tak naprawdę mogę ją kochać?- hmm... Chyba to nim trochę wstrząsnęło.
-No skoro Ci na niej zależy, nie jest Ci obojętna, to może warto się nad tym zastanowić?... W tym Ci już pomóc nie mogę, sam musisz rozpoznać to u siebie, poczuć coś w jakimś momencie, kiedy będziesz blisko niej. Jeśli nadal nic z tego nie wyniknie, to znasz moje zdanie... Dla mnie nie ma nic gorszego niż udawane uczucia, relacje. Brzydzę się czymś takim i nie wiem, jak możecie żyć w takim zakłamaniu. No chyba, że jednak rzeczywiście jest coś na rzeczy i to nie jest do końca kłamstwem... Jeśli nic się nie zmieni, powinniście się rozwieść w zgodzie, tak byłoby dla wszystkich najlepiej.
-Pewnie masz rację i być może chciałbym być bliżej z Ann. Kiedyś już z nią gadałem, chciałem coś zmienić, ale niewiele to dało i nadal jest tak samo. Wydaje mi się, że ona boi się do mnie zbliżyć, że tak jej jest wygodniej. Wiem, że jej także nie podoba się do końca takie życie, ale nie stara się, żeby było lepiej. Czuję się, jakby wszystko zależało ode mnie, a przecież ona tak samo ma wpływ na nasze relacje.
-No właśnie... Wiesz, jaka ona jest... Jej trzeba wszystko przedstawić dużymi literami. Musisz z nią poważnie porozmawiać i nie pozwolić jej się wykręcić. Posłuchaj, ta sytuacja jest do rozwiązania, musicie się tylko postarać, myśl racjonalnie.
-Dzięki za tą rozmowę, jestem gotowy na rozmowę z moją żoną.
Jeszcze chwilę tam posiedzieliśmy, oczywiście nic nie złowiliśmy i wróciliśmy pod nasz domek. Dulce i Ann leżały na kocyku, słuchając muzyki. Podeszliśmy do nich cicho wraz z dziećmi i oblaliśmy je wodą z wiaderek. Biedne zaczęły piszczeć na cały głos... Nie dziwię się w sumie, bo na ich mocno rozgrzanych słońcem ciałach wylądowała zimna woda. Jak już ogarnęły, co się w ogóle stało, to były tak wkurzone, że od razu równo wstały i się na nas rzuciły. Razem z Ponchem skończyliśmy pod wodą, podtapiani przez te wredne małpy. On nie bardzo umiał sobie z Anahi poradzić, ale ja zmanipulowałem Dul i zacząłem całować. W końcu się uspokoiła i oddawała moje pocałunki.
-Misja wykonana, kochanie.- powiedziałem jej na ucho.
-To super, mi też poszło całkiem dobrze.- odpowiedziała równie cicho.
-Duluś, nie uważasz, że na kimś jeszcze powinnyśmy się zemścić?- zapytała Ann, wskazując na dzieci, które w jednej chwili zaczęły uciekać.
Oczywiście ich złapały, położyły na kocyku i łaskotały. Chyba z dziesięć minut słuchaliśmy śmiechu naszych kochanych dzieciaków, jak je podle męczyły. W końcu dały im spokój, a oni uciekli do domku.
-Ej, dobra, już was nie gonimy! Chodźcie tu, zrobimy grilla!- krzyknęła Dul, a oni niepewnie wrócili i usiedli na ławeczce, kiedy my wzięliśmy się za rozpalanie grilla.

Anahi:
Po obiedzie spędzaliśmy leniwe popołudnie we czwórkę z dziećmi. Dul i Ucker leżeli na kocyku wtuleni w siebie. Co chwile się całowali, wygłupiali i ogólnie dobrze się bawili jak to zakochani. A ja siedziałam na drugim kocyku pogrążona w swoich myślach. Po rozmowie z Dul zaczęłam się poważnie zastanawiać nad swoim życiem. Sytuacje pogorszył mój kochany synek... Patrząc na Dulce i Christophera, zamilkł na chwilę, po czym powiedział do mnie i Poncha:
-Mamo, tato... A dlaczego wy się nie całujecie?
-Jak to nie? Przecież się całujemy...- odpowiedziałam z nerwowym uśmiechem, szukając pomocy w oczach męża.
-Ale bardzo rzadko... Nie kochacie się?- ciągnął dalej Miguel.
-Jasne, że tak, skarbie.- zapewnił Poncho.
-To pocałuj mamę.- zażyczył sobie, a Poncho dał mi szybkiego buziaka.
-Ale nie tak... Co wy się całować nie potraficie?- Dula i Ucker mieli niezły ubaw, ale mi już nie było do śmiechu...
Poncho powoli zbliżył się do mnie i pocałował. Za każdym razem w takich chwilach zamykałam oczy i czułam się dziwnie... Dotyk ust Poncha sprawiał, że zapominałam o wszystkim i chciałam więcej. Nie miałam ochoty tego w ogóle przerywać, bo było naprawdę przyjemnie. Jednak w moim sercu pojawiał się ból, a w oczach łzy... Co z tego, że daje mi kilka minut szczęścia, jak poza tym nic między nami nie ma, a wszystko jest na niby. Dul miała rację, Miguel też nie jest w pełni szczęśliwy i już zauważa, że coś jest nie tak. I w tym momencie to było dla mnie dużym ciosem... Zdałam sobie sprawę z tego, że to co robiłam przez ostatnie trzy lata, nie miało żadnego sensu. Tylko straciłam swój cenny czas, a i tak nie wyszło to nikomu na dobre. Nawet mojemu dziecku! A przecież taki był plan, do cholery... Miałam poświęcić się dla synka, zasłużyłam tylko na to, po tym co zrobiłam. Wtedy wydawało mi się to dobrym rozwiązaniem i w sumie nic złego się nie stało... Ale w tym momencie coś we mnie pękło i zrozumiałam, że tak być nie może! Nie można całe życie udawać, bo to nikomu nie służy, a już na pewno nie Miguelowi! Jestem beznadziejna... Poncho całował mnie czule, dość namiętnie, a w moich oczach zbierało się coraz więcej łez i w końcu już nie mogłam. Oderwałam się od niego, spojrzałam w jego oczy i ruszyłam do domku, mówiąc jedynie ciche "przepraszam". Wszyscy stali jak wryci, a ja pobiegłam do sypialni mojej i Poncha. Rzuciłam się na łóżko z płaczem niczym nastolatka po kłótni z rodzicami. Było mi tak cholernie źle, nie mogłam poradzić sobie z własnymi myślami. Chyba z godzinę tak leżałam i płakałam, choć już nawet nie miałam siły. Nie wiedziałam, co zrobić z własnym życiem. Miałam pewność tylko co do jednego: nie może być tak, jak jest teraz. Kiedy udało mi się już troszkę uspokoić i starałam się zasnąć, żeby choć na chwilę zapomnieć, usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Intuicja podpowiadała mi, że to mój mąż, poznaję go po krokach. Nie musiałam długo czekać, a moje przypuszczenia się potwierdziły:
-Ann, co Ci jest?- zapytał, siadając na brzegu łóżka i kładąc rękę na moim ramieniu.
-Chyba musimy się rozwieść.- powiedziałam, nawet na niego nie spoglądając.
-Ej, no coś Ty... Czemu? Co Cię tak nagle wzięło?- mówił delikatnym głosem, przytulając mnie czule od tyłu.
-Rozmawiałam z Dul i uświadomiła mi, że to nie ma sensu. Nikt w tej rodzinie nie jest szczęśliwy, nawet Miguel... Więc po co się męczyć? Proszę, zakończmy tą farsę, dopóki jeszcze żyjemy w zgodzie.- usiadłam już zwrócona w jego stronę.
-Nie uwierzysz w to, co Ci teraz powiem... Gadałem z Uckerem i uświadomił mi coś zupełnie odwrotnego... Ja chcę z Tobą być, Ann. Naprawdę, to małżeństwo jest dla mnie ważne, Ty jesteś... Zależy mi na Tobie i chcę twojego szczęścia. Dla mnie ten związek nie jest męką, farsą, czy jak Ty to jeszcze nazywasz... Posłuchaj mnie uważnie. Jesteśmy rodziną, bo tak wyszło, tak zdecydowaliśmy i nie da się tak szybko tego skreślić. Okej, między nami niby nic nie ma i jesteśmy razem dla dobra naszego dziecka... Teoretycznie. Ale weź pod uwagę jeszcze jedną rzecz... Jesteśmy małżeństwem, skarbie i chociaż śpimy pół metra od siebie, to pod wieloma innymi względami chcąc, nie chcąc, jesteśmy razem... Pomijając już fakt, że łączy nas domowy budżet, to istnieje coś takiego jak przyjaźń, przywiązanie, wsparcie, współczucie, obecność, uczciwość, pomoc, rozmowa, czułość... Długo by wymieniać czynniki, które nas łączą. Fizycznie razem nie jesteśmy, jasne. Ale ja czuję się z Tobą mocno związany i to wcale nie z obowiązku. I coś Ci opowiem, co za pewne mocno Tobą wstrząśnie: Kocham Cię, w pewien sposób łączy nas miłość i to dość głęboka.
-Poncho, ja... Ja już nie wiem, co o tym myśleć.- wydukałam i znów całkiem się rozkleiłam.
-Nie myśl, skarbie... Czuj.- powiedział i przygarnął mnie do siebie, zakleszczając w swoich ramionach.
-Czuję, że powoli sama siebie niszczę. To trochę tak, jakbym popełniła samobójstwo i powoli umierała.- mówiłam cicho, a on ciągle mnie tulił i głaskał po plecach.
-No i właśnie o tym mówię... Czujesz się teraz bardzo źle, a ja jestem przy Tobie i robię, co tylko mogę, żeby było lepiej. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak wiele starań włożyłem w to małżeństwo, nigdy Cię z niczym samej nie zostawiłem. Niezależnie od sytuacji Ty i Miguel jesteście dla mnie na pierwszym miejscu tak samo. Nie próbuję Cię teraz na siłę zatrzymać, bo masz rację... Pewnie najłatwiej byłoby się rozstać i "zakończyć tą farsę". Ale nie po to spędziliśmy ze sobą trzy lata, żeby nagle się poddać i zniszczyć wszystko, co już udało nam się zbudować. Wybór należy do Ciebie, możemy się rozwieść.- teraz to ja już całkiem nie wiem... On ma dużo racji, ale takie życie jest po prostu męczące.
-Nie wiem, cholera, nie wiem... Mam ochotę uciec od tego wszystkiego, żeby nie musieć już niczego udawać! Ale teraz uświadamiasz mi, że ja też bardzo się do Ciebie przywiązałam i byłoby mi źle bez Ciebie. Przez te trzy lata stałeś mi się w jakiś sposób bliski. Doceniam twoje starania i dziękuje, że zawsze jesteś przy mnie, gdy Cię potrzebuję. W zasadzie, to pojawiasz się zawsze, gdy jestem smutna, gdy płaczę, jakbyś to wyczuwał. Ja być może też bym chciała Cię pokochać, choć nie bardzo wiem, jaki rodzaj miłości masz na myśli. Ale boję się, strach mnie ogranicza i nie pozwala żyć w zgodzie ze sobą. Przepraszam, że ciągle byłam dla Ciebie oschła, ale nie potrafiłam inaczej. W tym momencie zrozumiałam, że nie jesteśmy sobie obcy, bo rzeczywiście wiele nas łączy. Ale obawiam się, że to za mało, by być szczęśliwym małżeństwem.
-A czego według Ciebie nam brakuje?
-Miłości, bo to chyba powinno być podstawą związku.
-Wiesz co? Spróbuj zmienić nastawienie, to działa. Dzięki rozmowie z Uckerem, pomyślałem o tym trochę inaczej. On i Dula się nienawidzili, a przerodziło się to w wielką miłość. Myślę, że do pewnych spraw trzeba po prostu dorosnąć i dać głos sercu. Postarajmy się uzewnętrznić wszystkie nasze uczucia, dobrze? Pozwól mi poczuć to co Ty, nie bój się. Jestem teraz najbliższą Ci osobą i dobrze wiesz, że Cię nie skrzywdzę. Możesz zrobić i powiedzieć wszystko, a ja to zaakceptuję. Nigdy nie próbowałem Cię oceniać i osądzać nawet kosztem relacji z przyjacielem. Zależy mi na Tobie, kochanie! Dopiero teraz zaczynam to naprawdę rozumieć i chciałbym, żebyś dała mi możliwość poznania w pełni swoich uczuć i choć trochę twoich. Proszę, poczekaj z tym rozwodem.
-Spokojnie, jeszcze nigdzie nie idę. Masz rację, muszę przestać się bać i otworzyć serce na nowe uczucia. Zacznijmy od jednego... Pocałuj mnie, proszę. Tak jak wcześniej, ale już nie po to, żeby komuś coś udowodnić. Chcę mieć pewność, że nie wywołuje to u mnie głębszych uczuć, bo mam pewne wątpliwości.
-Dziwnie się będę czuł, całując Cię w pustym pokoju i to dlatego, że sama mnie o to poprosiłaś. Tak bez świadków...
-Tak prawdziwie?- dodałam z uśmiechem.
-Właśnie.
To było już ostatnie jego słowo... Siedzieliśmy i tak bardzo blisko siebie, a on powoli zbliżał się do moich ust. Patrzył mi ciągle w oczy, jakby nie wierzył, że sama tego chciałam. W końcu delikatnie dotknął moich warg swoimi. Zarzuciłam ręce na jego szyję, by być jeszcze bliżej i zamknęłam oczy. Z powolnego, delikatnego pocałunku zrodziło się coś wręcz dzikiego. Całowaliśmy się bardzo namiętnie, nasze języki wariowały we wspólnym tańcu. Jeszcze nigdy nas tak nie poniosło, a czułam, że to dopiero początek. Nie wiem, jak to się stało, ale już po chwili siedziałam okrakiem na kolanach mojego męża, przez co nie było między nami ani milimetra przerwy. Jego ręce wędrowały po moich plecach i ramionach, głaskając je czule. Pod wpływem chwili i rozkoszy, jaką dawał mi Poncho już samym pocałunkiem, zapragnęłam więcej. W około pięć sekund ściągnęłam jego koszulkę, a po chwili on zrobił to samo. Prawie nie schodziliśmy ze swoich ust na wypadek, gdyby któreś z nas chciało zrezygnować. Miałam w siebie tyle odwagi, ile jeszcze nigdy nie miałam i nie czekając długo, zaczęłam odpinać rozporek jego jeansów, których po chwili całkiem się pozbyliśmy. Niedługo potem nastał ten moment, kiedy byliśmy w samej bieliźnie, którą też trzeba ściągnąć. Jednym ruchem odpiął mi stanik i odrzucił go na bok. W tej chwili spojrzałam na niego lekko przerażonym wzrokiem, bo dotarło do mnie, że to dzieje się naprawdę. Po kilku sekundach mojej niepewności wróciliśmy do namiętnych pocałunków i dotykania siebie nawzajem po całym ciele. Zostałam delikatnie położona na poduszkę, a Poncho był na mnie i coraz odważniej składał mokre pocałunki na mojej skórze. W końcu jakby jednomyślnie zaczęliśmy ściągać swoje majtki. Głaskał mnie po udach, delikatnie zsuwając cienki materiał, który do tej pory nas dzielił. Ja zrobiłam to dużo szybciej i wreszcie nastał ten wyczekiwany moment. Byliśmy tak blisko, że bliżej się już nie da, czułam na sobie każdy centymetr jego ciała, aż w końcu znalazł się we mnie. Wszedł powoli i delikatnie, nie przestając mnie całować.
-Ej, nikt tu nie wejdzie?- zapytałam nagle, lekko przestraszona.
-Spokojnie, Dulce i Ucker zajmują się Miguelem, a drzwi są zamknięte. Nie myśl o niczym, skarbie.- uspokoił mnie czułym głosem, uśmiechając się słodko.
-Dobrze, ale proszę... Bądź delikatny, pozwól mi zapomnieć...- nie dał mi skończyć, bo zamknął mi usta swoimi.
-No już, wiem.- wydukał, całując mnie czule w czoło.
Po tym krótkim dialogu wszystko na dobre się zaczęło. Poruszał się we mnie powoli, dając mi tym mnóstwo przyjemności w połączeniu z pocałunkami i dotykiem dłoni. Gładził delikatnie opuszkami palców moją skórę na niemal całym ciele, a jego usta wędrowały od moich warg, przez szyję aż do dekoltu i ramion. Było mi niezmiernie dobrze, mimo że tak słodko i spokojnie. Mruczałam cichutko do jego ucha, a on oddychał już dość ciężko. Doszliśmy prawie w tym samym czasie. Opadł bezsilnie na mnie, przytulając mnie mocno. Po chwili zmieniliśmy pozycję i to ja leżałam wtulona w mojego męża. Odpoczywaliśmy po dobrym seksie w swoich objęciach, ciesząc się sobą nawzajem. Poncho ciągle głaskał mnie po ramieniu, łaskocząc bardzo przyjemnie.
-Wiesz co? Chyba jeszcze nigdy nie zrobiłem czegoś tak spontanicznego.- stwierdził z boskim uśmiechem, a ja podniosłam głowę i patrzyłam mu w oczy.
-Ja też, ale nie żałuję. Podobało mi się i zresztą potrzebowałam tego.
-To co z rozwodem?
-Nieaktualne.- zaśmiałam się, z powrotem wtulając się w męża.


A buu xD 3 komentarze w prawie tydzień... Tragedia :/ Zawiodłam się na was normalnie... Ale dobra, zawsze tak jest pod koniec opka :( Stwierdziłam, że nie ma sensu czekać na komy typu "dodaj nowy", bo po wyświetleniach widać, że sporo osób już przeczytało ;) A jak już wspominałam, chcę skończyć to dodawać i zacząć kolejne. Skończył się właśnie pierwszy tydzień ferii, jeszcze jeden :) Wiecie co? Miałyśmy z kuzynką dzisiaj dziwne fazy i próbowałyśmy kanapki z sałatą i dżemem, i parówki z czekoladą, haha nwm po co o tym tu piszę :DD Tego drugiego naprawdę bardzo nie polecam xD Planujemy spróbować jeszcze sól z cukrem haha :) Dobra, bo jestem tak śpiąca, że się kompromituję xD 
Pa pa, do następnego :*