poniedziałek, 30 marca 2015

13. Tego nie było

Dulce:
Nagle oboje zamilkliśmy. Zatraciliśmy się w swoich spojrzeniach. Wszystko inne przestało dla mnie istnieć. Widziałam jedynie te jego śliczne oczka, które we mnie wlepiał. Zbliżał się do mnie powoli. Oboje byliśmy jak zahipnotyzowani. Błądziłam wzrokiem w kółko z jego oczu na usta, które tak mnie kusiły. On robił mniej więcej to samo. W pewnym momencie, kiedy już wiedziałam, co się stanie, zamknęłam oczy i lekko otworzyłam buzię, jakby pozwalając mu już na wszystko. Po chwili poczułam jego mokre usta na moich. Zadrżałam. Nie wiem, czy z wrażenia, czy po prostu sprawił mi tym przyjemność. Po jakimś czasie poczułam jego język w mojej buzi. W tym samym momencie złapał mnie za pośladki, żebym nie wpadła pod wodę, bo już się zsuwałam. Pięścił językiem moje podniebienie i całował delikatnie moje usta. Podobało mi się to! Być może dlatego, że od bardzo dawna z nikim się nie całowałam. Nie, to raczej nie była zwykła tęsknota za bliskością. Ja go pragnęłam, to znaczy póki co jedynie jego ust. Po mojej głowie krążyły dość dziwne myśli, ale skutecznie je odganiałam, zadawalając się jedynie dotykiem jego słodkich ust. Coraz mocniej napierał na mnie swoim ciałem, praktycznie wbijając mnie w skałę, o którą byłam oparta. Oplotłam nogi wokół jego bioder, by być jeszcze bliżej. Podniecałam go, czułam to! Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam podciągać jego koszulkę do góry. Pragnęłam go, tak bardzo! Było ciężko, bo przylegała mocno do jego mokrego ciała. Zanim udało mi się ją zdjąć, on się ocknął. Oderwał się od moich ust i zdjął moje nogi z siebie, ale się ode mnie nie odsunął. Patrzyłam mu w oczy zdezorientowana i chyba trochę przestraszona.
-Dul, co Ty wyprawiasz?!- zapytał, a właściwie prawie na mnie krzyknął.
-Nie krzycz na mnie, bo to Ty mnie pocałowałeś.- odpowiedziałam podirytowana.
-No tak, przepraszam.- opamiętał się i podsunął mnie za uda do góry, bym usiadła z powrotem na kamieniu. -Wszystko w porządku?- zapytał po chwili.
-Nie, nic nie jest w porządku.- rzuciłam zmieszana i trochę zła, choć nie bardzo wiem, czy na niego, czy na siebie. Wstałam i chciałam odejść.
-Czekaj!- zatrzymał mnie, wychodząc szybko z wody. Odwróciłam się w jego stronę bez słowa. On już przy mnie był i patrzył na mnie uważnie.
-Przepraszam, poniosło mnie. To się już nie powtórzy, obiecuję.- powiedziałam cicho, patrząc mu głęboko w oczy.
-Dobrze już, chodź tu do mnie.- przytulił mnie bardzo mocno, mówiąc miękkim i łagodnym głosem. -Zapomnijmy o tym, jakby to się w ogóle nie stało, ok?- zaproponował, na co poczułam coś bardzo dziwnego. Nie wiem, jak to nazwać, ale było to chyba pewnego rodzaju rozczarowanie. Chciałam, żeby nas coś naprawdę łączyło? Nie, to bez sensu. To był tylko jeden niewinny pocałunek. No dobra, może nie taki niewinny... Przecież przez moją głupotę i jakieś dzikie pożądanie o mało do czegoś między nami nie doszło. Wiedziałam, że nie mogę więcej na takie coś pozwolić. Gdyby on nie zachował zimnej krwi i mnie nie powstrzymał, to teraz zapewne oddawalibyśmy się chwilą namiętności. Ten pocałunek zrobił na mnie ogromne wrażenie, było w nim coś wyjątkowego. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam. A on teraz mówi mi, że mam o tym zapomnieć?...
-Dobrze, więc... tego nie było.- zgodziłam się z ukrytą niechęcią. -Ale przytul mnie z całej siły, potrzebuję tego.- i nagle się rozpłakałam. Nie potrafiłam nad tym zapanować, ani nawet nie znałam dokładnej przyczyny. Według mojej prośby objął mnie mocno, całując czule i delikatnie w skroń.
-Chcesz pogadać?- zapytał, a w jego głosie dostrzegłam troskę. To wspaniałe uczucie, kiedy czujesz, że komuś na Tobie naprawdę zależy, troszczy się o Ciebie.
-O czym?
-O wszystkim. Duluś, naprawdę możesz mi zaufać i powiedzieć o wszystkim. Bądź ze mną szczera.- zapewnił, a ja delikatnie uśmiechnęłam się przez łzy.
-Ucker, bo ja...- plątałam się we własnych myślach, nie mówiąc już o słowach, czy zdaniach.
-No co jest?- niespokojnie wyczekiwał odpowiedzi.
-Ja... Ja potrzebuję Ciebie i Twojej bliskości. Przepraszam za te chwile słabości podczas pocałunku, ale nie mogłam się powstrzymać. Poczułam dziwne i mega silne pożądanie. Ucker ja Cię przez chwilę pragnęłam...- mówiłam szybko z przejęciem, a on patrzył na mnie z niedowierzaniem.
-Przez chwilę? A co jest teraz?...- zapytał podejrzliwie.
-Nie potrafię tego określić. Emocje opadły, a ja wiem jedynie tyle, że mnie do Ciebie ciągnie ale nie mam pojęcia co to takiego. Być może to po prostu zwykła potrzeba poczucia bezpieczeństwa, które tylko Ty mi możesz zapewnić- do moich oczu znów podchodziły łzy.
-Nie płacz znowu i proszę Cię, nigdy więcej nie wzbudzaj we mnie takich uczuć, jak przed chwilą w stawie.
-To znaczy... Jakich uczuć?- zapytałam z ciekawością.
-No wiesz... To było tak podniecające, że z trudem się powstrzymałem.
-Więc po co to zrobiłeś? Przecież mogliśmy... No wiesz.- mój głos się załamywał na samą myśl skosztowania jego ciała.
-Ty serio tego chciałaś? Po co i dlaczego? Nic nas przecież nie łączy.
-Wiem, ale... Dobra, zabrakło mi argumentów.- oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Jak się domyślam, śmiał się z wyrazu mojej twarzy, bo za pewne zrobiłam bardzo dziwną, zmieszaną minę.
-Ha, no widzisz! No to co z tym wszystkim robimy?- pytał już poważnym tonem głosu.
-No... Proponuję trzymać się planu. Weźmiemy ten pieprzony ślub i nic więcej. Tak?
-Dobrze, jak sobie życzysz.- zgodził się, całując mnie w policzek. -A teraz błagam Cię... Chodź na śniadanie, bo umieram z głodu.- urwał zupełnie temat i pociągnął mnie za rękę w stronę domu.
-Kto pierwszy!- krzyknęłam i zaczęłam biec.
-Ej no, czekaj!- dogonił mnie, a po chwili już wyprzedził. Zostałam w tyle, ale nie na długo, bo wskoczyłam mu na plecy. Złapał mnie za uda i biegł ze mną.
-Nie biegnij, bo się zaraz przewrócimy!- panikowałam, obejmując go mocno za szyję.
-Nie bój się, jesteś bezpieczna.
-Wiem.- cmoknęłam go w policzek.
Ucker:
Podróż do domu zajęła nam sporo czasu. No ale nie ma co się dziwić, skoro szedłem z Dulce na plecach. Po przekroczeniu progu zwinnie zeskoczyła i patrzyła na mnie dość dziwnym wzrokiem.
-Co jest?...- zapytałem podejrzliwie.
-Nie nic.- wybuchła niekontrolowanym śmiechem.
-No co?- pytałem uparcie dalej.
-Pasuje Ci ta mokra koszulka.- powiedziała, dalej się śmiejąc. Jej śmiech był taki wesoły, słodki, po prostu cudowny. W reakcji na jej słowa zrobiłem dość dziwną minę. Zmierzałem ją wzrokiem.
-I kto to mówi?... Ty to dopiero jesteś miss mokrego podkoszulka.- muszę przyznać, że wyglądała naprawdę seksownie. Mokry materiał idealnie opinał jej piękne ciało. Chyba zacząłem rozbierać ją wzrokiem. Eh... Wyglądała bosko, choć nie ukrywam, że byłoby jej jeszcze lepiej bez stanika. Jezu... O czym ja myślę? To wszystko przez ten pocałunek, spojrzałem na nią inaczej. Tak, jak nie powinienem.
-Przestań, nie patrz tak na mnie!- krzyknęła na mnie, bo się na nią chyba perfidnie gapiłem. Gdybyś Ty kochana znała moje myśli... Zaśmiałem się, a ona patrzyła na mnie dość dziwnie. W jej oczach było coś, czego wcześniej nie dostrzegałem. Ukazywały one radość, czułość.
-Widzę, że czujesz się już lepiej.- musiałem to powiedzieć.
-Masz rację, jestem dużo spokojniejsza. Dziękuję.- cmoknęła mnie w policzek. Jezu... ona robi to tak słodko, tak czule.
-Cieszę się, że mogłem Ci pomóc. O to przecież w końcu chodziło. Chodź na to śniadanie.- pociągnąłem ją za rękę w stronę kuchni.
-Wiesz Uckerku... Chyba mamy pustą lodówkę.- powiedziała, otwierając ją.
-Wiesz Duluś... Zostały nam jedynie płatki.- odpowiedziałem, śmiejąc się i wyciągając mleko.
-Nie ukrywam, że miałam ochotę na tosty, no ale dobra.
-Pojadę później do sklepu, a póki co zjemy te płatki.
-No ok...- zgodziła się, przewracając oczami. -A czemu powiedziałeś, że pojedziesz do sklepu? Nie mogę z Tobą?- zapytała po chwili, otwierając płatki.
-No jeśli bardzo chcesz...
-Chcę. Proszę Cię, nie zamykaj mnie w domu, bo znów zwariuję.
-No już dobrze, zaraz pojedziemy do sklepu.
Wzięliśmy się za jedzenie śniadania.
Anahi:
Od dwóch dni ciągle wydzwaniał do mnie Poncho. Nie odbierałam, bo byłam na niego zła, że nie powiedział mi o planie Uckera. Denerwowało mnie to wszystko, bo nie miałam żadnych wieści od Duli, nie mogłam się do niej dodzwonić-nic, zero kontaktu. Zostałam zupełnie sama. Christian wyjechał gdzieś do rodziny i trochę tam zostanie. Został mi jedynie Poncho, ale jestem zbyt dumna, żeby się z nim pogodzić.
Siedziałam w domu, słuchałam muzyki i malowałam paznokcie, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. W pierwszej chwili się przestraszyłam, że to Carlos. Ze strachem więc otworzyłam. W drzwiach ujrzałam nie kogo innego, jak Poncho. Na jego widok jedynie przewróciłam oczami.
-Mogę wejść?- zapytał dość cicho. Nie odpowiedziałam, jedynie otworzyłam szerzej drzwi, by mógł wejść. -Czemu nie odbierasz?- zapytał z wyrzutem.
-Bo nie mam ochoty.- odpowiedziałam oschle i obojętnie, zamykając za nim drzwi.
-Dalej masz na mnie focha?
-Hm, niech pomyślę... Tak!
-Any zrozum, że to wszystko dla dobra Duli. Ucker jej tak pomaga, a Ty co? Będziesz siedzieć z założonymi rękami, tylko dlatego że się obraziłaś?...- wkurzył się, ale chyba ma rację. Zrobiło mi się trochę głupio, że obcy ludzie więcej robią dla mojej kuzynki niż ja, choć tak wiele sobie obiecałam. Stałam chwile i patrzyłam na Poncha. Nagle rzuciłam mu się w ramiona. Był wyraźnie zdezorientowany, ale po chwili objął mnie czule. Spędziliśmy kilka minut w swoich objęciach, w końcu odezwałam się pierwsza:
-Proszę mówcie mi o wszystkim, nie lubię tajemnic.- odsunęłam się od niego.
-Dobrze, już żadnych tajemnic.- zgodził się z delikatnym uśmiechem.
-Jesteś na mnie zły?- zapytałam słodkim głosem.
-Nie. A Ty?
-Już też nie.- odpowiedziałam i wymieniliśmy uśmiechy. -Napijesz się czegoś?- zaproponowałam, wchodząc do kuchni.
-Kawy poproszę.
Według jego życzenia zrobiłam kawę. Zasiedliśmy przy stole w salonie i gadaliśmy. Czas mijał nam tak fajnie. Chyba jeszcze z nikim nie czułam się tak dobrze jak z nim.
No dobra, dodaje rozdział i zmykam na zumbe  ;-) Do czwartku :-*

niedziela, 29 marca 2015

12. Nie powinnaś cierpieć

Dulce:
-A właściwie to co dalej?- zapytałam zmartwiona. Co prawda przy nim byłam spokojniejsza, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że moje problemy nagle nie wyparują.
-Dobra, muszę Ci to w końcu powiedzieć.- powiedział bardzo poważnym tonem, co trochę mnie zaniepokoiło.
-Co jeszcze?- zapytałam, patrząc mu w oczy pytająco.
-Posłuchaj... Dla Twojego bezpieczeństwa wezmę z Tobą ślub.
-Co takiego?!- krzyknęłam, odsuwając się od niego. -Przecież ja jestem żoną Carlosa.
-Nie jesteś. Ślub jest nieważny, bo on używa fałszywego nazwiska. Poncho znalazł na to dowody, więc nie będzie problemu.- wytłumaczył. Zdałam sobie sprawę z tego, jaka byłam głupia.
-Nie, nie wyjdę za Ciebie.- krzyknęłam, siadając.
-Dlaczego? Dul, przecież to dla Twojego dobra.- próbował mnie uspokoić, ale wyszło zupełnie odwrotnie.
-Jasne... Carlos też tak mówił. Nie wierzę Ci, zostaw mnie! Nie chcę wychodzić za kolejnego bałwana, który zamydli mi oczy lepszym życiem. Nie jestem aż tak głupia i nie dam się nabrać po raz drugi. Nie zaufam już żadnemu mężczyźnie!- wpadłam w histerię, krzyczałam. Ucker próbował mnie uspokoić, a nawet przytulić. Wyrywałam mu się, biłam go.
-Przestań do cholery!- wrzasnął na mnie porządnie i złapał mocno za nadgarstki. Nie miałam już siły się wyrwać. Zresztą w tej chwili się go trochę bałam.
-Puść, to boli.- tylko tyle zdołałam powiedzieć. Byłam przestraszona, płakałam. Poluźnił uścisk na moich rękach, ale nie puszczał.
-Uspokoiłaś się?- zapytał delikatnym głosem.
-Nie rób ze mnie psychopatki. Puść mnie i zostaw w spokoju. Nie chcę z Tobą być, a już tym bardziej wybij sobie z głowy ten ślub.- mówiłam już spokojnym głosem, choć we mnie nadal wszystko wrzało i miałam ochotę krzyczeć.
-Zrozum, że nie zależy mi na tym ślubie, tylko na samym papierku. Tylko wtedy Carlos nie będzie mógł mi Cię odebrać. Inaczej sąd tak łatwo nie unieważni waszego ślubu.- jego głos także był spokojny. Ciągle patrzył mi w oczy, ale ja wlepiłam wzrok w dół, na pościel.
-Nie rozumiesz, że ja nie chcę?! Nie potrafię Ci zaufać na tyle, żeby wziąć z Tobą ślub. Już raz podpisałam ten pierdzielony papierek i był to najgorszy błąd w moim życiu. Nigdy więcej nie wyjdę za mąż.- znów się uniosłam, podniosłam głos i płakałam.
-Wtedy popełniłaś ten błąd z miłości, teraz nie ma o niej nawet mowy. Ja naprawdę chcę Ci tylko pomóc. No ale dobrze... Skoro aż tak się boisz, to prześpij się z tym. Pogadamy jutro, tak?- ma w sumie rację, zrobiłam głupstwo z miłości i dla spełnienia marzeń.
-Dzięki za wyrozumiałość.- powiedziałam, ciągając nosem. Puścił moje ręce.
-Nie ma za co. A teraz wybacz, ale zasypiam na siedząco.- położył się.
-Ok, dobranoc.- powiedziałam i zrobiłam to samo.
-Dobranoc.- odpowiedział. Nadal było mi strasznie zimno, ale jakoś teraz było mi głupio znów się do niego tulić. Odwróciłam się w drugą stronę i okryłam się szczelnie kołdrą. On także obrócił się na drugi bok. Leżeliśmy w bardzo dużej odległości od siebie, w zasadzie po prostu na dwóch końcach łóżka. I pomyśleć, że jeszcze przed chwilą byliśmy tak blisko siebie, leżąc niczym para zakochanych... Długo nie mogłam zasnąć przez natłok myśli i emocji. W dodatku chrapanie Uckera. Co prawda nie było one jakieś strasznie głośne, ale mi i tak przeszkadzało. Jakby tego było mało, praktycznie zamarzałam. Wreszcie wyczerpana całym tym dniem, a może życiem, zasnęłam.

Ucker:
Obudziłem się koło 7:00 rano. Leniwie otworzyłem oczy, po czym zobaczyłem, że Dulce nie ma obok mnie. Wstałem i zacząłem jej szukać. Nie było jej w kuchni, ani w łazience. Nigdzie. Ubrałem się i wyszedłem na dwór. Martwiłem się o nią. Miałem do siebie żal, bo powinienem jej lepiej pilnować. Przecież ona do cholery ma zaburzenia psychiczne! Jest zdolna do wszystkiego! Szedłem przed siebie, krzycząc jej imię. O tyle dobrze, że dom był położony na totalnym uboczu, poza cywilizacją, więc daleko pójść nie mogła. W okolicy nie było nic, jedynie łąka i jakiś lasek. Wszedłem do niego. W oddali było słychać szum wody. Podążałem w tamtym kierunku. Zobaczyłem ją. Siedziała na dużym kamieniu przy samym stawie.
Dulce:
Od wczesnego ranka siedziałam tu nad stawem i myślałam nad tym wszystkim. Potrzebowałam odrobiny samotności, prywatności. Było mi tu dobrze... cicho, spokojnie. Niestety ktoś uniemożliwił mi długie rozkoszowanie się dźwiękami natury.
-Dulce!- usłyszałam głos Uckera. Odwróciłam się i zobaczyłam, jak biegnie w moją stronę. -Co tu robisz? Szukałem Cię wszędzie. Nic Ci nie jest? Co Ci strzeliło do głowy?- zadawał te pytania nerwowo w takim tempie, że ciężko go było zrozumieć. W dodatku dyszał, bo biegł.
-Przestań siać panikę! Traktujesz mnie, jak psychopatkę. Umiem o siebie zadbać, wszytko jest w porządku. Nie łaź za mną, bo zaczynam mieć dosyć.- trochę się zdenerwowałam, bo on naprawdę robił ze mnie idiotkę.
-Nie powinnaś tak sama wychodzić, przestraszyłaś mnie. Mogłaś powiedzieć, że chcesz wyjść, to poszedłbym z Tobą.- a on dalej swoje, no za moment wyląduje w wodzie.
-Ja pierdziele... czy tak trudno się domyślić, że chciałam po prostu pobyć trochę sama?! Sama, bez Ciebie...- ostatnie zdanie wypowiedziałam bardzo wolno i wyraźnie.
-No dobrze już, ale proszę Cię następnym razem mnie informuj, że wychodzisz, ok?- poprosił i ukucnął przy mnie.
-Dobra, nie dramatyzuj...- uśmiechnęłam się do niego słodko, przewracając oczami.
-Mogę się przysiąść?- zapytał.
-Skoro i tak tu jesteś...- odpowiedziałam oschle.
-Przepraszam za wczoraj, jeśli zrobiłem Ci jakąkolwiek krzywdę.- powiedział delikatnym głosem, patrząc na mnie uważnie.
-Nie, to ja Cię powinnam przeprosić. Chcesz mi pomóc, a ja wciąż tego nie doceniam i jeszcze na Ciebie krzyczę.
-Mogę Ci to wybaczyć, ale tylko dlatego, że masz problemy i przeżyłaś załamanie nerwowe.
-Nie Ucker, zapomnij o tym. Traktuj mnie normalnie, bo zaczynasz mnie naprawdę drażnić. Nie jestem ułomna i nie musisz za mną wszędzie chodzić.
-Nie to miałem na myśli.
-Yhm... Dobra zresztą nieważne. Pogadajmy o czym innym.- nie chciałam kolejnej kłótni, ani głupiej gadki o mojej wyczerpanej psychice.
-Dobry pomysł.- stwierdził z takim dziwnym, ponurym uśmiechem. -To jak, przemyślałaś to?- zapytał po chwili, patrząc na mnie uważnie.
-Ja... Się boję.- wydukałam, spoglądając na niego.
-Mnie się boisz?- dość dziwne pytanie, no ale cóż moja wypowiedź go chyba wymagała.
-Nie, chyba nie Ciebie. Ja po prostu boję się znów zaufać mężczyźnie. Wiem, że to nie to samo i tak dalej, bo nas nic nie łączy, i w ogóle...- mówiłam szybko, ale przerwał mi, łapiąc za mój podbródek, tym samym delikatnie zmuszając mnie do popatrzenia mu w oczy.
-Spokojnie.- powiedział czułym głosem, a we mnie pojawiły się jakieś niespodziewane uczucia. To było bardzo dziwne, nie potrafię tego nazwać. -Spróbuj mi zaufać.- poprosił, kiedy nasze twarze mimowolnie się zbliżały.
Nie potrafiłam tego zatrzymać, był jak magnes. Na szczęście się opamiętałam i stworzyłam między nami bezpieczną odległość, odsuwając się od niego gwałtownie. Byłam zdezorientowana, może przestraszona. Błądziłam wzrokiem wszędzie w koło, jakbym szukała pomocy, a przecież nikogo prócz nas tu nie było.
-To jak będzie?- zapytał po chwili.
-Dobra i tak nie mam nic do stracenia.- zgodziłam się niedbale. -Ale to tylko na papierku, tak? Jak wszystko się ułoży, to się rozwiedziemy?- chciałam się upewnić.
-Tak, jeśli będziesz chciała.
-A dlaczego mam nie chcieć?...
-Bo może Ci się spodoba nasze małżeństwo.- zażartował, to znaczy... Chyba żartował.
-Wątpię. Co może mi się podobać w byciu Twoją żoną tylko formalnie?
-A jak skradnę Ci buziaka?- zapytał albo zaproponował, śmiejąc się.
-To wylądujesz w wodzie.- zastrzegłam.
Nie słuchał mnie i skradł mi szybkiego buziaka w kącik ust. W pierwszej chwili mnie zamurowało i nie wiedziałam, co mam zrobić. Po jakimś czasie zareagowałam, popychając go do tyłu tak, że wpadł do stawu. Zaczęłam się śmiać. Nawet nie wiem kiedy, a także wylądowałam w wodzie.
-I co mądralo?- zapytał złośliwie, trzymając mnie w ramionach.
-Ucker, nie umiem pływać!- krzyknęłam, wtulając się w niego jeszcze mocniej.
-Domyśliłem się, dlatego Cię trzymam.- zaśmiał się i oparł mnie o tą samą skałę, na której wcześniej siedzieliśmy. Ja gruntu tu nie miałam, ale on stał normalnie. No w końcu jestem od niego sporo niższa. Przyglądał mi się dziwnie, ja także patrzyłam mu w oczy. Kurde, czy one muszą być takie piękne i czarujące?
-Co tak patrzysz?- zapytałam skrępowana, onieśmielał mnie i to cholernie.
-Zastanawiam się, jak ktoś mógł Cię skrzywdzić. Jesteś tak piękna, delikatna, niewinna... Nie powinnaś cierpieć.- po jego słowach z mojej twarzy zniknął uśmiech. Przypomniał mi to wszystko, dlatego.
-Dlaczego o tym mówisz?- zapytałam cicho, patrząc mu w oczy.
-Po prostu nie mogę znieść tej myśli. Chciałbym się Tobą zaopiekować, tak naprawdę.- posłałam mu delikatny uśmiech, który sama nie wiem, co miał znaczyć, tak jak zresztą i jego propozycja.

No więc dodaję rozdział dziś, ale się nie przyzwyczajajcie, bo to tylko wyjątkowa sytuacja xD
No więc Moniczko moja kochana: wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Tutaj tak krócej niż na fejsie... Dużo zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń ❤❤❤❤❤
No cóż... Następny jutro, ale tym razem pod wieczór jakoś ;)

czwartek, 26 marca 2015

11. Proszę, pozwól sobie pomóc.

Ucker:
Leżała odwrócona do mnie tyłem, a ja nadal siedziałem jak głupi, patrząc się na jej plecy, bo tylko tyle mi pozostało. Zbliżyłem się do niej i położyłem rękę na jej ramieniu, mówiąc:
-Czy mogłabyś przynajmniej starać się żyć ze mną w zgodzie?
-Po co? Czy to ma jakieś znaczenie?- zapytała obojętnie, nawet na mnie nie spoglądając.
-Nie no jasne... Zapomniałem, że dla naszej samobójczyni nic nie ma znaczenia i wszystko jest niepotrzebne.- zdenerwowałem się i wiedziałem, że to co mówię, może ją urazić, ale lepsze to niż ta jej obojętność.
-Dziwisz się?!- zbulwersowała się, odwróciła w moją stronę i usiadła. -Moje życie to jedno wielkie dno, a ja się w tym pogubiłam i zwariowałam. I co, może mam się z tego cieszyć? Mam być dumna z sobie, że zniszczyłam sobie życie? A może myślisz, że nagle odzyskam nadzieję i chęć do życia, bo Ty chcesz mi pomóc? Wybacz, ale po tym co przeszłam, nie jestem w stanie komuś zaufać i wrócić do normalnego życia. To ponad moje siły. Tracisz czas, bo i tak mi nie pomożesz. Dla mnie nie ma już ratunku, przegrałam walkę z życiem i tyle.- mówiła dość szybko. Jej oczy były zaszklone, a ręce drżące.
-Nie mów tak, daj sobie szansę.- próbowałem ją uspokoić.
-Nie mam już żadnych szans, rozumiesz?- rozpłakała się. Serce mi pękało, kiedy na nią patrzyłem, była bezbronna, załamana. Przygarnąłem ją do siebie dwoma rękami, by już po chwili trzymać ją w ramionach. Przytuliłem ją mocno, a ona już bez słów wtuliła się we mnie. Przez chwilę słyszałem jeszcze jej cichy szloch, później już jedynie ciąganie nosem,  charakterystyczne podczas płaczu.
Dulce:
Po czułym uścisku Uckera od razu zrobiło mi się lepiej, tak lżej na sercu. Uspokajałam się, łzy leciały coraz wolniej. Mimo to nie miałam ochoty się od niego odrywać. Czułam się pewniej, bezpieczniej, no po prostu dobrze.
-Dziękuję.- szepnęłam mu do ucha.
-Lepiej już?- zapytał delikatnie mnie od siebie odpychając.
-Lepiej, dzięki i przepraszam.- odpowiedziałam, patrząc mu w oczy. -Serio chcesz mi tylko pomóc?- zadałam to pytanie tym razem na spokojnie bez nerwów i żadnych podejrzeń.
-Tak, Dul. Proszę pozwól sobie pomóc. W zamian chcę tylko Twoje zaufanie i choć odrobinę sympatii. Niczego więcej nie oczekuję. W tym czasie twoja kuzynka z Ponchem zniszczą Carlosa. Wszystko się ułoży, a Ty będziesz bezpieczna. To jak, dasz z siebie wszystko, żeby się udało?- mówił ze szczerym i bardzo pocieszającym uśmiechem, ocierając moje łzy.
-Spróbuję, ale proszę Cię o wyrozumiałość. I z góry przepraszam, jeśli będziesz miał mnie dosyć.- także posłałam mu delikatny uśmiech.
-Więc może jednak dasz się namówić na kolację?- zmienił temat już zupełnie na luzie, żywym głosem.
-Dobra, bo jestem cholernie głodna.- zgodziłam się, a on od razu wstał i podał mi ręce, bym zrobiła to samo. Nie minęło dużo czasu, a byliśmy już w kuchni i jedliśmy kolację. Panowała trochę niezręczna cisza, no ale cóż... O czym mieliśmy rozmawiać? Pierwsza skończyłam jeść. Wstałam od stołu i chciałam pozmywać naczynia.
-Zostaw, ja to zrobię.- powiedział i w ciągu sekundy znalazł się koło mnie.
-Nie no spoko, przecież to nic takiego.- stwierdziłam, odkręcając kran.
-Nie upieraj się. Ja umyję naczynia, a Ty idź się wykąpać i spać.- nalegał, delikatnie odpychając mnie od zlewu.
-To sobie radź sam, cześć.- odłożyłam talerz i wyszłam, niby obrażona. Poszłam do łazienki się wykąpać. Niestety był tu tylko prysznic, więc relaks w wannie gorącej wody był niemożliwy. Dopiero kiedy wyszłam spod prysznica, zorientowałam się, że nie mam żadnej piżamy. Okryłam się więc ręcznikiem i poszłam do kuchni, gdzie nadal był Ucker.
-Mam mały problem.- powiedziałam, a on od razu się odwrócił i zaczął się na mnie patrzeć. Krępowało mnie to, no ale mogę mu to wybaczyć, bo przecież to ja stanęłam przed nim w samym ręczniku.
-Co się stało?- zapytał, zmierzając mnie wzrokiem z góry do dołu.
-Czy mógłbyś mi pożyczyć jakąś koszulkę do spania?- poprosiłam z delikatnym uśmiechem.
-Jasne, zaraz coś dla Ciebie znajdę. W sumie wziąłem też jakieś Twoje rzeczy z domu, więc jak coś to szukaj tam w torbach.
-Dobra to jutro, ale teraz pożycz mi coś do spania, bo przecież nie będę spała w ręczniku. I nie patrz się tak na mnie, bo dostaniesz w ten swój wyszczerzony ryjek.- powiedziałam złośliwie.
-Dobra, dobra spokojnie. Pokazujesz mi się tak, a później się czepiasz...
-A miałam inne wyjście?!- zbulwersowałam się. Teraz zgoni winę na mnie, oczywiście.
-No już, wystarczy. Złość piękności szkodzi.- powiedział to z takim cudnym uśmiechem, że nie mogłam go nie odwzajemnić. -Trzymaj i się już nie kłóć.- podał mi swoją koszulkę, którą wyciągnął z walizki.
-Dziękuję Ci bardzo.- odpowiedziałam i odeszłam w kierunku łazienki. Po jakimś czasie wyszłam. Miałam na sobie jedynie majtki no i tą jego koszulkę. Ponownie tego dnia zmierzył mnie wzrokiem, ale się nie odezwał i poszedł teraz on do łazienki. Napiłam się jeszcze wody i poszłam do pokoju się położyć. Leżałam w łóżku, przykryta kołdrą aż po szyję. Było mi cholernie zimno, bo ogrzewanie w domu było wyłączone. Trzęsąc się z zimna, zastanawiałam się co dalej. Powoli zaczęłam wierzyć w szczere intencje Uckera. Jednak mimo to czułam, że znów jestem zależna od mężczyzny i trochę mnie to dołowało, a nawet zasmucało. Moje przemyślenia w błogiej ciszy przerwał jego głos:
-Dulce, mówię do Ciebie!- wywnioskowałam, że mówi do mnie nie po raz pierwszy.
-Co jest?- zapytałam, odwracając się do niego. Tym razem to ja zmierzałam go wzrokiem, bo wyglądał tak seksownie w samych bokserkach.
-Przesuń się, bo nie mam miejsca.- powiedział i zaczął pakować się pod kołdrę.
-Że co, że Ty chcesz spać... ze mną?- zapytałam zdezorientowana.
-A masz inny pomysł? Niestety mamy tylko jedno łóżko.
-Eh... Dobra, to i tak nie ma znaczenia. A przynajmniej będzie mi cieplej.- stwierdziłam, tuląc się do niego.
-Zimno Ci?- zapytał, obejmując mnie czule.
-A nie czujesz?- udowodniłam mu, dotykając go lodowatą nogą.
-Jejku... Chodź tu.- przytulił mnie jeszcze mocniej. -Ty musisz chyba spać pod kilkoma kołdrami, bo niestety ogrzewanie tu nie działa.- stwierdził, śmiejąc się.
-Nie, od Ciebie bije więcej ciepła.- uśmiechnęłam się.
-No spoko, nie mam nic przeciwko.- cmoknął mnie w czoło.
-Tylko nie przyzwyczajaj się za bardzo.
-Dobrze, śpij już.
-Ja się już dosyć wyspałam. Nie mam ochoty spać.
-A co chcesz robić?
-Pogadaj ze mną.- poprosiłam, patrząc mu w oczy.
-Dobrze, jeśli nie zasnę. Tak się składa, że ja nie spałem sobie przez kilka dni po tabletkach.
-Przestań już, proszę. Teraz widzę, że to było bez sensu, więc nie przypominaj mi tego.- powiedziałam ze smutkiem i odsunęłam się od niego.
-Ok, ale przysięgnij, że już nigdy więcej czegoś takiego nie zrobisz.
-Przysiądz Ci nie mogę, bo nie wiem, co dalej będzie. Ale na tą chwilę powiem Ci, że nie mam zamiaru się zabijać, bo i tak mi pewnie znowu przeszkodzicie i nic z tego nie wyjdzie.- zaśmiałam się. -A właściwie to co dalej?- zapytałam zmartwiona.
Trochę taki krótki ten rozdział xD Wgl to ja Wam tak powiem, że jak dodaję regularnie, to mi szybciej tydzień leci :D