sobota, 23 czerwca 2018

24. "Mój świat to Ty"

Jacht Joaquina to jedno z najbardziej eleganckich miejsc, w jakich byłam. Lokaje na wejściu podający szampana, delikatny wystrój, muzyka klasyczna w tle... No cóż, muszę przyznać, że w tym miejscu nastrój był wspaniały i nawet mi bardzo się tu spodobało. Na pokładzie czekał na nas wykwintny obiad, który niezbyt smakował Christopherowi. Znowu był taki spięty i milczący, a ja wręcz przeciwnie. Tak bardzo się cieszyłam ze zgody rodziców na nasz związek, że cały czas byłam wesoła i rozgadana. Ostatnio nie miałam ochoty słuchać bzdur Joaquina, teraz było inaczej. W sumie nawet miałam o czym z nim gadać, nie był aż takim nudziarzem. Opowiedział mi o ciekawych podróżach, ten człowiek zwiedził prawie cały świat. Zrozumiałam, że fakt, iż gra na skrzypcach i uwielbia muzykę klasyczną, nie skreśla go całkiem i automatycznie nie sprawia, że jest cholernie nudny. Daleko mu do Uckera, ale nie jest zły. Po dłuższej rozmowie było mi trochę szkoda, że muszę mu kategorycznie odmówić. Rodzice nadal byli nim zafascynowani i poprosili, by zagrał na skrzypcach. Ochoczo wziął swój instrument i triumfalnie powiedział:
-Będzie to utwór specjalnie dla mojej przyszłej żony.
-Dziękuję, ale ja...- nie zdążyłam nic powiedzieć, bo zaczął grać pierwsze nuty "My heart will go on" z Titanica.

To było naprawdę przepiękne i mimo, że nie przepadam za dźwiękiem skrzypiec, rozpływałam się, słuchając tego z szerokim uśmiechem na twarzy. Gdy skończył, wszyscy głośno klaskaliśmy, byłam wręcz oczarowana tym brzmieniem. Napiłam się troszkę wina, po czym Joaquin poprosił mnie do tańca. Zgodziłam się, bo przecież to chyba nic złego. Moja mama puściła jakąś spokojną muzykę instrumentalną i zaczęliśmy tańczyć. Muszę przyznać, że Joaquin jest wspaniałym tancerzem... Prowadził mnie z gracją i delikatnością, naprawdę dobrze mi się z nim tańczyło. Ściemniało się już trochę, więc na jachcie panował jeszcze lepszy nastrój. Podczas gdy my tańczyliśmy, moi rodzice, Sofia i Christopher stali i się przyglądali. Mój chłopak nie wyglądał na zadowolonego, ale na szczęście nie był też jakoś strasznie zły. Później zaczął rozmawiać z moim tatą, nie wiem o czym. Joaquin mnie zagadał, więc ich nie obserwowałam. W pewnym momencie Ucker zniknął mi z oczu. Nie wypadało przerwać tańca i lecieć go szukać, więc czekałam do końca. Gdy skończyliśmy, udałam, że muszę iść do toalety. W rzeczywistości ruszyłam na poszukiwania Christophera. Obeszłam cały jacht dokoła i w końcu go znalazłam. Stał przy barierce i patrzył w morze. Na początku mnie nie zauważył, był ewidentnie pogrążony w myślach. Podeszłam do niego od tyłu i go objęłam.
-Czemu tu tak stoisz, kochanie?- zapytałam cicho tuż przy jego uchu.
-Wolałem nie patrzeć, jak Cię tracę.- odpowiedział beznamiętnie, nadal patrząc w bliżej nieokreślony punkt na horyzoncie.
-Dlaczego tak mówisz? Przecież...- zrobiło mi się smutno i źle przez jego słowa i chciałam się tłumaczyć
-Przestań, Dul.- powiedział chłodnym tonem, ściągając moje ręce ze swojego ciała.
-Co?- zapytałam zdezorientowana, ciągnąc go, by się do mnie odwrócił.
-Coraz bardziej uświadamiam sobie, że ta miłość to błąd.- powiedział, a mnie aż zatkało, w moich oczach pojawiły się łzy.
-Czemu? Nie mów tak, przecież bardzo Cię kocham.- to mój jedyny sensowny argument...
-Teraz tak. Ale twój tata ma rację... Jesteś księżniczką i szybko możesz się znudzić życiem u mojego boku. Ja niczego nie mogę Ci zaoferować i prędzej czy później tego pożałujesz i zatęsknisz za luksusami. Dul, ja też Cię kocham, ale ten związek nie ma przyszłości, więc lepiej to zakończyć pokojowo.- mówił spokojnie, ciągle patrząc w moje oczy mokre od łez.
-Nie, przestań... Po cholerę słuchasz się moich rodziców?! Gadają tak celowo, żeby nas rozdzielić. Tata na pewno chciał Cię zmanipulować, żebyś miał wątpliwości.
-Być może, ale tak czy siak miał rację. Powiedz mi, jak wyglądałaby nasza wspólna przyszłość? Nie byłabyś szczęśliwa, a ja za bardzo Cię kocham, żeby na to pozwolić. Wolę zniknąć z twojego życia i dać Ci szansę na prawdziwe szczęście, nie mogę Cię ograniczać.- nie podoba mi się to...
-Nie będę szczęśliwa bez Ciebie! Nie możesz mnie zostawić, jesteś całym moim światem.- zaczęłam go praktycznie błagać, bo już nic mi nie pozostało.
-Dulce, proszę Cię... To naprawdę dla twojego dobra. Spójrz na to wszystko jasnym umysłem, nie sercem... Sama dobrze wiesz, że nie czeka Cię ze mną świetlana przyszłość. Kocham Cię i nie wiem, jak to przeżyję, ale chcę zwrócić Ci wolność, pozwolić wybrać kogoś, kto będzie Ciebie wart. Jesteśmy z różnych światów, skarbie.- przytulił mnie czule, ale ciągle gadał te bzdury.
-Mój świat to Ty.- wydukałam zapłakana.
-A moim jesteś Ty, ale zrozum... Jesteś jeszcze młoda, a ja byłem twoją pierwszą miłością. To co nas łączy, to bardzo wyjątkowe uczucie... Szalona miłość bez zasad i oglądania się na innych. Bałem się tego uczucia, bo wiedziałem, że prędzej czy później się to skończy i dopadnie nas rzeczywistość. Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie, kocham Cię i jestem z Tobą szczęśliwy, ale jednocześnie czuję się tak beznadziejnie jak nigdy.
-Dlaczego?- zapytałam, spoglądając na jego smutną twarz.
-Z jednej strony czuję twoją wielką miłość, a z drugiej jest świadomość, że tu nie pasuję. Wiem, że nie jesteś dla mnie i nie powinienem się w ogóle za Ciebie brać. Kiedy jestem tylko z Tobą, jestem szczęśliwy. Jednak nie możemy przecież zamknąć się w klatce przed światem... Przytłacza mnie twoje otoczenie, dystyngowana rodzina. To mnie ogranicza, nie mogę być sobą i chwilami jestem po prostu niepotrzebny nawet Tobie. I nie zaprzeczysz, że na przykład przed chwilą liczyłem się dla Ciebie dużo mniej niż ten lovelas. Podobno miałaś go odrzucić, a Ty nie potrafisz tego zrobić...
-Bo ja...- chciałam się wtrącić, ale położył palca na moich ustach.
-Bo Tobie po prostu się dobrze z nim gada... Nie oszukujmy się, że masz z nim dużo więcej wspólnych tematów niż ze mną. Duluś, nasz związek opiera się na fizyczności i wygłupach, gadkach o niczym i jedynie zapewnianiu siebie nawzajem o miłości, która i tak zginie.
-Kurwa mać, z takim podejściem na pewno!- krzyknęłam, odsuwając się od niego i stając w stronę morza tak jak on przed chwilą.
-Chciałbym, żeby było inaczej...- powiedział cicho, pocierając dłońmi moje nagie ramiona.
-Chcieć to nie wszystko... Dopiero teraz widzę, jaki z Ciebie tchórz... Po cholerę gadasz, że Ci na mnie zależy? Gdyby tak było, to byś się postarał o ten związek, a nie rezygnował przy pierwszej trudności. Zrobiłabym dla Ciebie naprawdę wszystko, ale widzę, że jednak nie warto... Nie będę się starać sama o coś, czego Ty nadal się boisz.- zrzuciłam jego dłonie z moich ramion i mówiłam, patrząc w jego oczy.
-Przepraszam, Dul, przepraszam...- wydukał, opierając swoje czoło o moje.
-Przepraszasz za co?
-Za to, że nie jestem taki, jakiego byś chciała.
-Przestań, jesteś wspaniały, kocham Cię.- powiedziałam i pocałowałam go delikatnie, czule, z pasją i miłością.
-Dulce, proszę... Bo będzie jeszcze trudniej.- wyszeptał między pocałunkami.
-Chcesz tak po prostu to zakończyć, skreślić tą miłość?!- wzburzyłam się i podniosłam głos, rozklejając się całkowicie.
-Kochanie, to najlepsze wyjście... Nie mogę więzić Cię w związku, który do niczego nie prowadzi.- był spokojny, chociaż jego oczy też były pełne łez.
-Ale Ucker, ja...- nie pozwolił mi zaprotestować, bo złożył na moich ustach słodki pocałunek.
-Też Cię kocham. Ale zobaczysz, że tak będzie lepiej. Niedługo do końca życia będziemy wspominać to jako pierwszą miłość, wspaniałą przygodę, najszczęśliwszy czas w naszym życiu. To wspomnienie nie umrze, zawsze będzie tu.- ujął moją dłoń i położył ją na swoim sercu.
-I tu.- dodałam, robiąc to samo i kładąc jego dłoń na moim serduszku. -Choć nie wiem, czy z mojego serca coś jeszcze zostanie po tym rozstaniu...
-Jesteś silna, pamiętaj. Nie znam dzielniejszej i odważniejszej dziewczyny od Ciebie, naprawdę. Daję Ci szansę na lepsze życie. Nie zmarnuj jej, bądź szczęśliwa i pamiętaj, że nic nie dzieje się bez powodu. Nasza miłość, w ogóle znajomość była bardzo ważna i nauczyła Cię prawdziwego życia. Zmieniłaś się, stałaś się dużo dojrzalsza, mimo że wciąż jesteś jak dziecko i nic do Ciebie nie dociera.
-Chcesz, żeby ta miłość pozostała w naszej pamięci jako piękna przygoda i jedynie pierwsza miłość? Tak chcesz to zakończyć? Boję się, że nie dam rady się pozbierać i żyć bez Ciebie...- mówiłam tuląc się do niego, a moje serce powoli pękało.
-Zobaczysz, że niedługo będę tylko twoim pięknym wspomnieniem. Mnie też to bardzo boli i pęka mi serce... Ale naprawdę tak będzie lepiej. Nie płacz, skarbie.- otarł moje łzy i przytulił mnie po raz ostatni.
Tulił mnie tak mocno, czule i delikatnie jak nigdy. Tym razem czułam nie tylko jego miłość, ale przede wszystkim troskę, oddanie, poświęcenie i wiele innych nienazwanych uczuć. Płakałam rozpaczliwie, wtulając się w niego coraz mocniej, żeby zatrzymać magię jak najdłużej.

I stało się... Zaraz po tym, jak Christopher wypuścił mnie ze swoich objęć, jacht przybił do brzegu, a on wysiadł. Nie podchodził już do mnie, nie przytulał mnie, nie całował, żebym nie mogła go zatrzymać. Płakałam jak chyba jeszcze nigdy w życiu, chciałam biec za nim, krzyczeć, ale rodzice skutecznie mnie zatrzymywali. Wpadłam w istną rozpacz, rzuciłam się na kolana na pokładzie, gdy Ucker odszedł już kawałek od statku. Przez chwilę machał do mnie także cały we łzach, ale później odwrócił się i po prostu poszedł. Widziałam jego ból, smutek... Dla niego to też było trudne i wcale nie chciał ze mnie rezygnować i tego kończyć. Dla niego jednak liczyło się moje dobro, które przedkładał nawet nad nasze szczęście. W tym momencie nie dostrzegałam w tym żadnej słuszności i miałam żal do całego świata. Siedziałam na podłodze i płakałam rozpaczliwie. Po jakimś czasie, gdy już znowu płynęliśmy, podeszła do mnie mama i ukucnęła przy mnie.
-Córeczko, czas leczy rany i ból mija... Zobaczysz.- powiedziała, co aż mnie ożywiło, wstałam i byłam tak rozdrażniona jak nigdy.
-Ty hipokrytko! Zniszczyliście mi życie, a teraz będziesz pieprzyć do mnie takie tanie teksty. Weź się w ogóle pierdol!- krzyczałam, aż podszedł tata i chciał mnie uspokoić. -Oboje się pierdolcie! Zróbcie se nową córkę, bo mnie właśnie straciliście. Nienawidzę Was!- kilka razy pchnęłam rodziców ze złości, byłam wręcz w obłędzie.
-Dulce!- ojciec krzyknął, złapał mnie za ramiona i mocno mną potrząsnął.
-Zostaw mnie i nigdy więcej nie decyduj o moim życiu! Kiedyś kochałam Was nad życie, mieliśmy świetne relacje. Ale teraz... Skrzywdziliście mnie jak nikt inny i zniszczyliście wszystko. Nie wiem, co zrobię, ale zapomnijcie, że będzie jak kiedyś... Chcę się wyprowadzić i żyć sama!- spuściłam z tonu, ale moje nerwy nie przeszły i ciągle płakałam.
-Skarbie, nie możesz...- zaczęła mama, ale tata jej przerwał.
-Dobrze, więc ustalmy coś.
-Nie będę z Wami niczego ustalać! Nie pozwolę, żebyście rządzili moim życiem.- od razu znowu się uniosłam.
-Uspokój się i posłuchaj! Jeśli chcesz od nas odpocząć, to wyjedź w podróż z Joaquinem. Nie jest idiotą i zrozumiał, że go nie chcesz, ale może się Tobą zająć. Damy Ci pieniądze i zrobisz, co zechcesz. Chodzi tylko o twoje bezpieczeństwo.
-Aj, mam Was dość... Dobra, zgadzam się dla świętego spokoju.- zakończyłam i ruszyłam w miejsce, gdzie pożegnałam się z Uckerem.

Stałam i patrzyłam na wodę jak on jakiś czas temu. Mogę się założyć, że połowa objętości morza to teraz moje łzy. Bolało mnie to rozstanie i czułam wielką pustkę w sercu i w życiu. Od jakiegoś czasu Christopher stanowił centrum mojego wszechświata, a teraz nagle zniknął. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, nie mogłam się odnaleźć. Ten ból był zbyt wielki i ani trochę nie wierzyłam w teorię o tym, że czas leczy rany.

💔💔💔💔💔💔💔💔💔💔

No to macie ostatni rozdział, pewnie nie tego się spodziewałyście, ale cóż... Jakiś czas temu za takie zakończenie pewne osoby by mnie tu zjadły, ale na szczęście prawie nikogo tu już nie ma i jestem bezpieczna xD No to jeszcze epilog i żegnamy się na zawsze jak Dulce i Ucker 😜 

niedziela, 20 maja 2018

23. "Chcesz kochać...?

Po cholernie trudnych chwilach wieczorny spacer z ukochaną osobą to najlepsze lekarstwo. Przemierzaliśmy Paryż za rękę w milczeniu. Christopher lekko mnie pociągnął, bym zatrzymała się na moście. Spojrzałam mu w oczy pytająco. Złożył na moich ustach delikatny pocałunek, po czym powiedział głosem cichym i pozornie bez wyrazu, choć wiem że było w tym wiele emocji i uczuć:
-Odkąd tu jesteśmy, chciałem to zrobić i ciągle noszę to w kieszeni.- z kieszeni kurtki wyciągnął dużą metalową kłódkę i kluczyk. -Teraz to już chyba nie ma sensu, ale... Powieśmy to tutaj.- poprosił, podając mi do ręki ciężką kłódkę.
-Dlaczego mówisz, że nie ma sensu? Kocham Cię i to się nie zmieni.- znów byłam cała we łzach, patrząc w jego smutne oczy.
-Nie? To dlaczego płaczesz?... Nie jesteś głupia i też wiesz, że prędzej czy później nasza miłość się skończy.- stwierdził wzburzony.
-Nieprawda... Kochanie, to my o tym zdecydujemy. Będziemy walczyć i damy radę. Nie boję się o naszą miłość, ona przetrwa. Płaczę przez rodziców. Nawet nie wiesz, jak zabolało mnie ich postępowanie! Jak mogli zrobić mi coś takiego?! Cały czas udawali, że akceptują nasz związek, w rzeczywistości nie liczą się z moimi uczuciami.- całkiem się rozkleiłam, drąc się coraz głośniej.
-Ćśś... Wiem, że to cię cholernie boli. Ale bądź silna i pamiętaj, że choć to głupie, to za pewne robią to dla twojego dobra.- przytulał mnie i głaskał, próbując uspokoić.
-Nie bądź głupi i naiwny... Robią to dla siebie, żebym im nie zniszczyła reputacji. Jebani egoiści! Miałeś rację na samym początku, nawet rodzina mnie nie kocha i ma gdzieś moje uczucia. Nie próbuj ich teraz usprawiedliwiać, to niczego nie zmieni!- byłam tak zła, że nawet czuły dotyk i pocałunki Uckera nie pomagały ani trochę.
-Ejej, uspokój się. Skarbie, masz gorsze nerwy niż ja... Już, cichutko.- przycisnął mnie do siebie tak, że ledwo mogłam oddychać, a więc także mówić i ruszać się, przez co przymusowo się uspokoiłam.
-Nie chcę Cię stracić.- szepnęłam wprost do jego ucha, ciągając nosem.
-Nie stracisz, zawsze będę przy Tobie.- powiedział, odsuwając mnie troszkę, byśmy mogli patrzeć w swoje oczy. -Pamiętaj, że cokolwiek by się nie działo, to ja cię samej nie zostawię. Kojarzysz, jak jakiś czas temu powiedziałem Ci, że mam potrzebę opieki nad tobą? Z czasem przerodziło się to w obsesję, która nie minie od tak... Jesteś sensem mojego życia i nie mógłbym o tobie zapomnieć. Jesteś jedyną osobą na świecie, którą kocham. A wiesz, jak bardzo szanuję głębokie uczucia i to do tego stopnia, że się ich boję...- wyznał, a ja patrzyłam na niego z delikatnym uśmiechem przez smutek i łzy.
-Wiem. A Ty powinieneś wiedzieć, że ja nigdy nie rezygnuję i walczę do końca o to, czego pragnę.- nawiązałam oczywiście do początków naszej znajomości i mojego marudzenia, by ze mną był.
-Do końca? W twoim słowniku jest to moment, w którym ktoś Ci po prostu ulega, bo ma dość twojego marudzenia...- zaśmiał się lekko, a ja przytaknęłam.
-Mniej więcej o to właśnie chodzi. W najgorszym wypadku ucieknę od rodziców i będę tylko z tobą.- podsumowałam już spokojniejsza, a on kciukami otarł moje wielkie łzy.
-Wolałbym tego uniknąć.- uśmiechnął się ciepło i czule mnie pocałował.
-Dobra, powieśmy tą kłódkę. Ja uważam, że to nawet idealny moment...- powiedziałam, z powrotem dając mu kłódkę, a ja trzymałam kluczyk.
-Okej. Tutaj?- zapytał, spoglądając na mnie.
-Mhm, może być. To trochę śmieszne... Niby tylko symbol, ale ma swój urok i wierzę w to, że dzięki temu nasza miłość zostanie na zawsze tak jak ta kłódka na moście.- powiedziałam, patrząc jak zamyka kłódkę.
-Ja też.- uśmiechnął się, gdy usłyszeliśmy ciche strzyknięcie zamka.
-Jeszcze możemy to otworzyć... Jesteś pewny, że do końca życia chcesz kochać taką wariatkę?- zapytałam z szerokim uśmiechem, stojąc blisko niego i obejmując go za szyję.
-Ja nie mam żadnych wątpliwości. A ty jesteś pewna, że do końca życia, i jeszcze dłużej, chcesz kochać takiego narwanego idiotę, który niczego po za szaloną miłością nie może ci zaoferować?- zapytał podobnie, patrząc mi w oczy.
-Tak, chcę.- odpowiedziałam z pełną powagą trochę jak na ślubie.
-To rzucaj, maleńka.- na chwilę ujął moje dłonie, w których znajdował się kluczyk i posłaliśmy sobie słodkie uśmiechy.
-Okej. Pamiętaj, że nie ma odwrotu.- dodałam, po czym rzuciłam kluczyk i oboje patrzyliśmy, jak spada i znika w toni wody.
-I stało się...- powiedział rozkładając ręce w geście bezsilności, a ja rzuciłam się na jego usta.

Całowaliśmy się czule i namiętnie, wkładając w to całą naszą miłość.
Wróciliśmy do hotelu dość okrężną drogą. Na dole spotkaliśmy moją mamę. Złapała mnie za rękę, mówiąc zapłakana:
-Dul, porozmawiaj ze mną i nie zachowuj się tak wobec nas.
-Ty najpierw, kurwa, pomyśl, jak wy traktujecie mnie! Nie mam już dzisiaj siły z wami gadać, zostaw mnie.- burknęłam i wyszarpnęłam rękę z jej uścisku, nie dając się sprowokować.
-Dulce, kochanie, proszę...- usłyszałam za sobą, ale nawet się nie odwróciłam, mimo że bolał mnie taki ton głosu mamy.
-Naprawdę z nią nie porozmawiasz?- zapytał przejęty Ucker.
-Nie, to nie ma sensu.- odpowiedziałam z rezygnacją i przyspieszyłam.
-Mogę cię o coś poprosić?- zapytałam, gdy wchodziliśmy do pokoju.
-Jasne, o co tylko chcesz.- powiedział, zamykając drzwi i dając mi słodkiego buziaka w policzek.
-Wykąp się ze mną i nie zostawiaj mnie ani na chwilę, bo się rozpłaczę.- poprosiłam, wtulając się w niego.
-Słoneczko... Od kiedy ty jesteś taka delikatna i nadwrażliwa?- objął mnie i głaskał czule po plecach.
-Odkąd zawodzą mnie ludzie, których kocham nad życie.- odpowiedziałam ze smutkiem.
-Już dobrze, nie rozmawiajmy o tym. Dobry pomysł, chodźmy się wykąpać. Potrzebujesz porządnego relaksu.- stwierdził, po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki.
-Rozbierz mnie i wsadź do wanny.- poprosiłam, stojąc na środku łazienki, gdy on napuszczał wody do wanny.
-Jak sobie pani życzy.- powiedział z czarującym uśmiechem i zaczął mnie powoli rozbierać, czułam się jak mała dziewczynka, zwłaszcza w momencie, kiedy podniósł mnie delikatnie i wsadził do wanny jak dziecko.
-Dziękuję bardzo.- szepnęłam, zanurzając się po szyję w wodzie z pianką.
-Zrobisz mi miejsce?- zapytał, stojąc tuż koło wanny w samych bokserkach, przytaknęłam i przesunęłam się trochę do przodu.
-Ach, idealnie...- westchnęłam cicho, leżąc w gorącej wodzie na moim ukochanym. -Umyjesz mnie?- poprosiłam po jakimś czasie, odchylając głowę do tyłu, by dać mu buziaka.
-Z przyjemnością, skarbie.- powiedział, biorąc żel pod prysznic.
Nalał trochę na swoje ręce i delikatnymi, okrężnymi ruchami mył całe moje ciało. Jego ruchy były takie precyzyjne i przyjemne, kiedy dotykał mojej wrażliwej skóry... To było wspaniałe i postanowiłam się zrewanżować. Usiadłam na niego okrakiem i także zaczęłam go myć. Ta niewinna wspólna kąpiel zakończyła się oczywiście bardzo barwnie. Kochaliśmy się czule i namiętnie, co udało nam się po raz drugi, mimo że tym razem było w tym nieco więcej pikanterii. O takim właśnie relaksie marzyłam po ciężkim dniu, poczułam się dużo lepiej.

Po kąpieli wytarł mnie w ręczniczek i ubrał w piżamkę, tak słodko... Z mojej twarzy już nie schodził uśmiech, czułam się przy nim jak księżniczka. Wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka, przykrył kołdrą i pocałował słodko w czoło. Poszedł szybko wypuścić wodę z wanny i powiesić ręczniki, po czym wrócił i położył się koło mnie. Wtuliłam się w niego mocno, jakbym bała się, że ktoś mi go zabierze. Objął mnie czule i głaskał po plecach. Zasnęłam zaskakująco szybko.

Od tego dnia prawie w ogóle nie gadałam z rodzicami. Tylko naprawdę w ostateczności... Przebywanie z nimi sprawiało mi zbyt wiele bólu, rozczarowań. Spędzałam całe dnie na mieście z Uckerem, a wieczorem po prostu ich unikałam. Jednak udało mi się to tylko dwa dni... W końcu siłą zmusili mnie do rozmowy, zamykając drzwi, bym nie uciekła.
-Nie mam ochoty z Wami rozmawiać!- powiedziałam kapryśnie.
-A my mamy to gdzieś. Siadaj i nas posłuchaj.- powiedział tata i wręcz posadził mnie na kanapie.
-Nie, to Wy mnie posłuchajcie... Nie będziecie rządzić moim życiem! Nie macie prawa decydować z kim będę się spotykać, kogo kochać! Jestem prawie dorosła i mam swój rozum, do cholery!!- od razu się uniosłam.
-Dul, uspokój się. Czemu jesteś ostatnio taka nerwowa? Bardzo się przez niego zmieniłaś, nie podoba nam się to.- głos zabrała mama, starając się załatwić to spokojnie, ale to graniczyło z cudem, bo już byłam wkurzona.
-Weźcie skończcie tą głupią gadkę...- burknęłam, przewracając oczami.
-Gdzie się podziały nasze dobre relacje? Co się z tobą dzieje, córciu?! Całe życie świetnie się rozumieliśmy, a teraz się buntujesz, nie chcesz z nami gadać...- widziałam, że ich to bolało, ale cóż... To na własne życzenie.
-Nie, tato... Zrozumcie, że to nie jest moja wina, a już tym bardziej nie Christophera! Kocham go, jest dla mnie cholernie ważny. To wy macie jakieś głupie problemy i wymyślacie niestworzone rzeczy. Co się dla Was bardziej liczy: szczęście córki, czy opinia publiczna?- próbowałam mówić spokojnie, ale było to zbyt trudne i co chwilę podnosiłam głos.
-Dziecko, tu nie chodzi tylko o opinie... Twój chłopak jest synem Bruna!
-I co z tego?! Przepraszam, czy wy jesteście tak głupi, by myśleć, że Ucker pomaga mu się na was zemścić, czy coś w tym stylu? Sądzicie, że jest ze mną, żeby nas skrzywdzić?! Pojebani jesteście!- i koniec... Byłam już tak zdenerwowana, że zaczęłam ich wyzywać.
-Wyrażaj się! Nie chodzi o żadną zmowę, ale o sam fakt... Christopher jest synem Bruna i ma jego cechy! Jest nieobliczalny i wybuchowy jak on, może być zdolny do wszystkiego.- tata jak zwykle dramatyzuje i wymyśla...
-Nie, do cholery! On się zmienił dla mnie i coraz lepiej panuje nad emocjami, naprawdę. Nauczyłam go delikatności nawet w łóżku, jakby was to obchodziło. Nie mam już żadnych śladów na ciele, bo zawsze jest dla mnie czuły i uważa, by nie zrobić mi choćby najmniejszej krzywdy. On mnie kocha tak samo jak ja jego!- tłumaczyłam zdenerwowana, ale w miarę opanowana.
-Do czasu, kochanie, do czasu... Zrozum, on ma ewidentnie charakter Bruna.- udzieliła się znowu mama.
-No dobrze, Dulisiu... Joaquin zaprosił nas na rejs swoim statkiem, żebyście mogli lepiej się poznać. Widzę, że żadne argumenty do ciebie nie trafiają, więc wypłyniemy z nim wszyscy i mu odmówisz. Jeśli już, to musisz to zrobić grzecznie z gracją jak na damę przystało.- powiedział tata, a do mnie to dopiero po chwili dotarło i rzuciłam mu się na szyję.
-Naprawdę? Dziękuję! Udowodnię wam, że ten związek jest czymś wspaniałym i trwałym, a Christopher wartościowym facetem.- mówiłam z entuzjazmem, przytulając się do rodziców.
-Dobrze, już się uspokój... Zastanów się lepiej, jak zakończysz sprawę z Joaquinem.- powiedział tata, nieco gasząc moją radość.
-O matko... I musimy płynąć z nim jakimś jachtem?
-Tak, kochanie, bo nas zaprosił.
-No okej, zrobię wszystko dla dobra mojego związku.- zgodziłam się z uśmiechem.

Od razu opowiedziałam Uckerowi o rozmowie z rodzicami. Ucieszył się tak samo jak ja i zaczął mnie tulić, kręcić mną dokoła i śmiać się z radości. Zgodził się wypłynąć razem z nami w ten rejs i już następnego dnia rano wchodziliśmy na pokład pięknego, dużego jachtu.

😱😱😱😱😱😱😱😱😱

No dobra mordeczki, macie ten rozdział... Przedostatni swoją drogą, no i bardziej pozytywny, z czego pewnie się ucieszycie :) To do następnego, pewnie niezbyt szybko xD

niedziela, 15 kwietnia 2018

22. "Jesteś ideałem"

To było dokładnie to, o czym marzyłam... Romantyczny wieczór z ukochanym, dobrą muzyką, świeczkami, winem, płatkami róż i mnóstwem miłości wiszącej w powietrzu. Rozmawialiśmy o głupotach, śmialiśmy się i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, powoli sącząc pyszne wino. Byłam tak bardzo szczęśliwa, a czas wtedy dla nas nie istniał. I mimo, że oboje wiedzieliśmy do czego to wszystko zmierza, to nie spieszyliśmy się, a nawet można powiedzieć, że to przedłużaliśmy. Dopiero kiedy skończyliśmy całą butelkę wina, a zegar wskazywał drugą w nocy, nasze czułości poszły we właściwą stronę i powoli zatraciliśmy się w sobie. Christopher położył mnie na jeszcze idealnie zaścielonej pościeli i zaczął składać czułe pocałunki na moich ustach i szyi. Miałam na sobie krótką, czerwoną i bardzo seksowną koszulę nocną, którą powolutku podwijał, opuszkami palców pieszcząc moją wrażliwą skórę. Zaczął od ud, przez biodra, talię do piersi. W tym czasie jego usta prawie w ogóle nie schodziły z moich. Kiedy jego zwinne dłonie skończyły delikatną zabawę moimi piersiami, tą samą ścieżkę powtórzył ustami. Zostawiał mokre pocałunki z każdej strony moich ud, na biodrach, talii, brzuchu... To było tak przyjemne i podniecające, że całe moje rozpalone ciało pokryło się gęsią skórką, wyginałam się i lekko drżałam co jakiś czas. Podobało mu się to, jak wielką mi sprawia przyjemność, a z jego twarzy nie znikał uśmiech, z mojej zresztą tak samo, ale to raczej oczywiste. Kiedy dotarł pocałunkami do moich piersi, na długo się tam zatrzymał i całkiem zdjął ze mnie cienki materiał koszuli. Jęczałam i wzdychałam cichutko pod wpływem rozkoszy, jaką mi dawał. Byłam już zupełnie naga i taka gotowa... Nie chciałam niczego przyśpieszać, ale chciałam jego tak samo rozpalić. Sprytnie się spod niego wywinęłam i teraz to ja leżałam na nim, składając pocałunki na jego klatce piersiowej. Zrobiłam mu lekką malinkę na szyi, mimo że on mi nie zrobił ani jednej, bo się po prostu odzwyczaił, żebym nie miała żadnych śladów. Powoli zdjęłam jego bokserki, a on od razu szarpnął mnie delikatnie, bym to ja z powrotem była na dole. Leżałam prawie bez ruchu, a on nadal czule mnie głaskał i całował. W końcu zakończył te słodkie tortury, splotliśmy nasze dłonie i ułożył je nad moją głową, po czym zaczął powoli we mnie wchodzić. Od jakiegoś czasu nie używamy prezerwatyw, mogłam zacząć brać tabletki, bo dla pewności zrobiliśmy badania krwi i okazało się na szczęście, że Ucker niczym nie jest zarażony przez swoje byłe "partnerki", więc nie mamy się czego obawiać. Nawet moja mama pogratulowała nam wtedy rozwagi, jak dowiedziała się o tych badaniach. Ale wracając do obecnej przecudnej sytuacji... Ani na chwilę nie traciliśmy kontaktu wzrokowego, wciąż uśmiechając się szeroko. Ucker poruszał się we mnie powoli, a nasze usta były prawie cały czas złączone. Co jakiś czas zjeżdżał niżej, składając pocałunki na mojej szyi, co dodawało temu wyjątkowego uroku i jeszcze bardziej mnie wręcz uskrzydlało. Oboje wydawaliśmy z siebie niezbyt głośne jęki, a nasze oddechy i bicie serca miały przyspieszony rytm. Tak było cały czas, a trwało to naprawdę długo. Zazwyczaj nasze numerki kończą się trzy razy szybciej, a tym razem cieszylismy się sobą tak długo, a przyjemność wciąż wzrastała. W końcu oboje osiągnęliśmy szczyt i zatraciliśmy się w swoich objęciach. Byliśmy szczęśliwi, ale tym razem prawie niezmęczeni. Jednak było bardzo późno, więc byliśmy już bardzo śpiący. Schowaliśmy się pod kołdrę, na której wcześniej leżeliśmy i powoli zasypialiśmy, wciąż dotykając siebie nawzajem i szeptając miłe słówka pełne miłości.
-Właśnie zdałeś ostatni egzamin.- stwierdziłam z uznaniem, patrząc mu w oczy.
-Ostatni? To były jakieś wcześniej?- zdziwił się.
-No tak, mnóstwo... Przestałeś być taki narwany, nie mam siniaków od twoich uścisków, prawie na mnie nie krzyczysz, potrafisz być czuły i romantyczny, robisz dla mnie wszystko. No cóż, wszystkie zdałeś i to nawet nie wiesz kiedy.- wytłumaczyłam, a on miał wręcz zszokowaną minę. -Jesteś ideałem, kochanie.- powiedziałam, dając mu słodkiego buziaka w kącik ust.
-Nie mów tak, Dul. Oboje wiemy, że to nieprawda.- stwierdził, lekko poważniejąc.
-No nie bądź taki skromny... Okej, więc jesteś moim ideałem, szczęściem, życiem, natchnieniem i nie wiem, czym jeszcze.- dopowiedziałam z uśmiechem.
-Idź Ty już spać, szogunie...- pocałował mnie czule w czółko.
-Czemu tak na mnie mówisz?- zaśmiałam się wesoło.
-Bo to najładniejsze i najsłodsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy, gdy mówisz i robisz głupoty.- odpowiedział ze szczerym uśmiechem.
-Mhm, no okej... Więc dobranoc, mój ideale.- celowo na złość go tak nazwałam, wiedząc że mu się to nie spodobało.
-Weź wyjdź złośliwa małpo... Śpij w końcu!- klepnął mnie niezbyt mocno w tyłek, a ja cicho pisnęłam.
-Zostaw mnie głupku, śpij i nie psuj nastroju.- powiedziałam oburzona, wtulając się w niego bardziej. -Dobranoc, kocham Cię.- dodałam już spokojnym tonem.
-Ja Ciebie też. Słodkich snów, skarbie.

Były to ostatnie słowa, jakie dziś padły. Przytulił mnie mocniej i zaczął czule głaskać po biodrze i ramieniu, gdzie akurat trzymał ręce. Zasnęłam z uśmiechem na twarzy, byłam tak cholernie szczęśliwa jak chyba jeszcze nigdy. Miałam przy sobie najlepszego faceta na świecie, który kocha mnie bezwarunkową, wielką, bezgraniczną i wbrew pozorom czystą miłością. Za nic w świecie nie zamieniłabym go na nikogo innego.

Wszystko było idealnie, perfekcyjnie, bosko i wspaniale dopóki jedne z najbliższych mi osób nie zapragnęły tego zniszczyć... Rodzice strasznie się wkurzyli, gdy zobaczyli nasze tatuaże i przez dwa dni mi truli, jak bardzo to jest głupie, niebezpieczne i w ogóle. Po za tym ich stosunek do mojego związku z Uckerem niby się nie zmienił i nadal byli dla niego mili i nie komentowali naszych czułości. Jednak tak mi się tylko wydawało, to były pozory... Po kilku dniach zrobili nam przykrą niespodziankę. Jak gdyby nigdy nic zaprosili nas na kolację, zostawiając Sofię w hotelu z opiekunką, co było jakby w cenie pokoju. W restauracji przy zarezerwowanym stoliku czekał na nas jakiś mężczyzna kilka lat starszy ode mnie. Wstał i szarmancko się z nami przywitał. Muszę przyznać, że był bardzo przystojny, uśmiechnęłam się do niego niepewnie, bo miał w sobie coś, co nawet mnie bardzo onieśmielało. Na pierwszy rzut oka widać było, że pochodzi z wyższych sfer i potrafi się zachować przy damie, za którą w tym środowisku mnie bezwzględnie uważano, co strasznie mnie denerwowało i ograniczało, nienawidziłam tego. Nieznajomy, który jak się po chwili dowiedziałam, miał na imię Joaquin, dużo rozmawiał z moim tatą o interesach i polityce. Mama co jakiś czas udzielała się w rozmowie, ale przez większość czasu milczała, będąc czymś wyraźnie zmartwiona. Kilka razy ją o to pytałam, ale za każdym razem mnie zbywała. Dla mnie była to jedna z obojętnych mi kolacji biznesowych ojca, na której się nudziłam i objadałam. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, jak bardzo nieswojo czuje się tu Christopher. Był bardzo spięty, a jego dłonie zimne i coraz bardziej wilgotne. Po jednym spojrzeniu w jego oczy, poczułam, jak bardzo jest zdenerowany i nie wie, jak się zachować w zupełnie nowej, niewygodnej sytuacji. No cóż... Nie oszukujmy się, że nie pasował w ogóle do takiej restauracji, nie mówiąc już o towarzystwie moich rodziców i jakiegoś ważniaka. Było mi go strasznie szkoda i postanowiłam umiejętnie wziąć go na stronę, by go uspokoić.
-Kurde, odpięło mi się ramiączka od stanika.- powiedziałam bardziej w stronę mamy. -Chodź, pomożesz mi.- złapałam Uckera za rękę i powoli wstawałam, jeszcze zanim mama zdążyła cokolwiek powiedzieć. -Przepraszam na chwilę, zaraz wracamy.- przeprosiłam grzecznie, by wszyscy słyszeli i poszliśmy w stronę toalety.
-Czuję, że to pretekst.- słusznie zauważył Christopher, gdy byliśmy już daleko od stolika.
-Tak, masz rację. Chciałam Cię trochę odprężyć i na chwilę stamtąd zabrać, bo widzę, jaki jesteś zestresowany w tak sztywnym towarzystwie.- odpowiedziałam, gdy wchodziliśmy do damskiej toalety.
-Przestań, nie przejmuj się.- złapał mnie za rękę, uśmiechając się delikatnie.
-To się, cholera, uspokój...- poprosiłam, zarzucając ręce na jego szyję. -Wyluzuj, miej na nich wyjebane tak jak ja. Nie tylko Ty tu nie pasujesz, ja także i nie znoszę takich spotkań. Po za tym nawet nie mam pojęcia, co to za facet i po chuj tu jesteśmy.- mówiłam jak najbardziej swobodnie, by go choć trochę rozluźnić.
-Aj przestań... Ty jesteś z tego środowiska i nie masz pojęcia, jak bardzo źle się tu czuję, będąc zupełnie obcy i inny.- wyznał zrezygnowany i smutny.
-Kochanie, daj spokój... Posiedzimy tu jeszcze chwilę, wytrzymasz. Jak będziesz grzeczny i mniej spięty, to w nocy dostaniesz nagrodę.- obiecałam i złożyłam delikatny, zmysłowy pocałunek na jego ustach.
-Okej, przekonałaś mnie... Postaram się trochę uspokoić.- powiedział cicho, na chwilę przerywając pocałunek, do którego jeszcze na chwilę wróciliśmy, po czym poszliśmy do stolika, gdzie cały czas trwała rozmowa.
-Kochanie, opowiedz Joaquinowi o swojej grze na fortepianie.- wypalił mój tata, gdy tylko usiedliśmy.
-Co?- zapytałam zdziwiona, że wspomina o czymś tak mało istotnym. -Mhm, okej... No więc rodzice zapisali mnie kiedyś na lekcje gry na fortepianie. Jak byłam młodsza, to nawet to lubiłam, ale później mi się znudziło i zakończyłam karierę.- streściłam nadal zdziwiona tym, że w ogóle kogoś mogłoby to interesować.
-Joaquin gra na skrzypcach i ma na koncie mnóstwo sukcesów.- powiedziała mama z uznaniem.
-To świetnie, super.- udałam zainteresowaną z grzecznym uśmiechem.
-Uwielbiam muzykę klasyczną, jest w niej tyle emocji i uczuć... A Ty?- zwrócił się do mnie, ale szczerze niezbyt go słuchałam i musiałam się przez chwilę zastanowić nad odpowiedzią.
-Yyy, szczerze mówiąc niezbyt.
-To jakiej muzyki słuchasz?
-Jak to jakiej? No normalnej, każdej.- odpowiedziałam luźno, nie rozumiejąc jego nagłego zainteresowania moją osobą.
-To też ciekawie. A lubisz podróżować?- jejku, czemu on do mnie mówi i po co pyta o takie rzeczy?...
-Chyba jak każdy lubię zwiedzać nowe, ciekawe miejsca... Ale bardzo lubię też spędzać czas w domu.
-Jakie miejsce aktualnie chciałabyś zwiedzić?- po co mu ta informacja do cholery?
-No nie wiem... Może Włochy?- powiedziałam w sumie pierwsze, co przyszło mi do głowy.
-Dawno nie byłem, w sumie możemy się tam wybrać.- co mnie to obchodzi... Jak to "możemy"?
-Przepraszam... My? Że kiedy?- dopytałam, a na te słowa moi rodzice dziwnie się spięli, a on zamilkł. -O co chodzi? Co to za dziwny wywiad i czemu nagle milczycie?- pytałam, próbując coś wyczytać z ich twarzy.
-Sądziłem, że powinniśmy wcześniej wybrać miejsce na podróż poślubną.- czy ja się przesłyszałam?
-Co, proszę?!- podniosłam głos zbulwersowana, spoglądając na Uckera równie zdezorientowanego jak ja.
-Pomyśleliśmy, że Joaquin będzie idealnym mężem dla Ciebie.- powiedział tata, ale w jego głosie słychać było nutkę niepewności.
-Myślenie nigdy nie było waszą mocną stroną...- odezwałam się spokojnie, zanim do końca dotarły do mnie jego słowa. -Chwila... Czy Was pojebało?!- wstałam, opierając się o stół.
-Uspokój się i siadaj, kochanie.- lekko pociągnęła mnie mama, a ja bezsilnie opadłam na krzesło, po czym nastąpiła chwila ciszy.
-Spokojnie, dam Ci czas do namysłu.- powiedział grzecznie, chcąc złapać mmi za rękę.
-Nie będę się nad niczym zastanawiać!- burknęłam oburzona i nadal w szoku, zabierając jak najdalej swoją dłoń. -Jakim prawem próbujecie mnie swatać za moimi plecam? Nie znam go, nie szukam męża i przede wszystkim mam już, kurwa, chłopaka!- mówiłam podniesionym głosem, przepraszam, darłam się na rodziców.
-Który nie jest dla Ciebie odpowiedni.- powiedział ojciec, czym nas oboje zupełnie wyprowadził z równowagi.
-Wybacz, kochanie... Lepiej wyjdę, bo nie wytrzymam.- wtrącił wkurwiony Ucker i wyszedł z restauracji, szturchając ludzi po drodze, jakby ich tam nie było.
-Jesteście żałośni... Możecie pomarzyć, że za niego wyjdę, zapomnijcie.- powiedziałam przez łzy, patrząc z żalem na rodziców.
-Dulce, proszę, nie rób tutaj awantury. Chodźmy już i porozmawiamy w hotelu.- mama próbowała mnie uspokoić, ale nic z tego.
-Zamknij się, Ty i tak nie masz zdania i prawa głosu w tej rodzinie.- rzuciłam bez większego zastanowienia, co bez wątpienia bardzo ją uraziło, ale w sumie taka prawda... Cokolwiek by nie myślała, to i tak zostanie stłumiona.
-Nie mów tak do mamy!- burknął tata, wyraźnie zszokowany moimi ostrymi słowami.
-A jak mam mówić?! Nie zasługujecie na to, żebym oszczędzała w słowach, bo to Wy wbiliście mi teraz nóż w plecy i uraziliście najbardziej jak się tylko dało mnie i Christophera.- wrzeszczałam i płakałam, nadal nie mogąc uwierzyć w ich podłość.
-Daj spokój... Teraz może boli, ale z czasem zapomnisz i nam za to podziękujesz.- stwierdził tata, a ja już miałam dość tych bzdur i stamtąd wybiegłam.

Wpadłam wprost w ramiona Uckera, który stał na zewnątrz tak wkurwiony jak chyba jeszcze nigdy. Płakałam, a on przytulił mnie mocno, ale nie tak czule jak robił to w ostatnim czasie. To było inne... Jego silne ramiona mocno przyciągały moje małe, prawie bezsilne ciało, ale nie był w tym tak delikatny. Miałam wrażenie, że ze złości dosłownie wbija mi palce pod łopatki. Nie otulał mnie całą swoją miłością, jedynie umięśnionym ciałem. Liczyłam na coś innego, po raz pierwszy mnie zawiódł, choć nieświadomie. Podniosłam głowę, by spojrzeć w jego oczy, które też były całe we łzach. W tym momencie moje serce zaczęło pękać... Ponownie się w niego wtuliłam, ale ulżyło mi, bo tym razem w jego objęciach poczułam się tak, jak powinnam... Bezpieczna, spokojniejsza i kochana.

🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Hej, dawno mnie tu nie było, ponad miesiąc w sumie. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest i  czekał na ten nieszczęsny rozdział... Powiem wam, że trochę mi smutno, bo według mnie to moje najlepsze opowiadanie, które nawet mi się bardzo podoba i pisałam je z sercem, a jest ostatnim dlatego, że nikt go prawie nie czyta... No ale cóż, życie :( Zostało kilka rozdziałów, niedługo koniec. Pewnie nic nie dodam do tego czasu, więc już teraz proszę trzymajcie za mnie kciuki, bo będę pisać maturkę w tym roku, boję się. No dobra, do następnego :*