poniedziałek, 1 stycznia 2018

19. "Nie zrobił mi krzywdy"

Leżałam na trawie w samej bieliźnie, a Christopher obcałowywał moją wrażliwą skórę. Jego usta sprawiały mi mnóstwo rozkoszy, prześlizgując się przez moją szyję, dekolt, talię, a szczególnie brzuch i uda. Moje mięśnie mocno się spinały, kiedy jego ciepłe, miękkie wargi dotykały mojego brzucha tuż pod pępkiem. Zaczynałam się wiercić i lekko wyginać w łuk, kiedy mnie łaskotał. Na naszych twarzach cały czas widniał szeroki uśmiech. Najlepszy był ten moment, gdy nasze spojrzenia się spotykały. Dawało mi to dużo pewności siebie, bo czułam jego miłość, ale jednocześnie trochę mnie zawstydzało, bo jakby nie patrzeć za chwilę zobaczy całe moje nagie ciało. Ta świadomość chwilami mnie paraliżowała. Widział to i bardzo przedłużał grę wstępną, żeby mnie rozluźnić. Byłam już strasznie podniecona, a on chyba jeszcze bardziej... Materiał jego bokserek był już tak naciągnięty, a mnie to potwornie onieśmielało. Jego ciało tak reagowało na mnie! To bardzo budujące. Podczas gdy jego usta cały czas czule łaskotały mnie po brzuchu, jego ręce powędrowały pod moje plecy do zapięcia od stanika. Odpiął go sprytnie i, za pewne symbolicznie, patrząc mi w oczy, powoli go ściągnął, kładąc obok. Wpił się w moje usta i zaczęło się robić bardzo ciekawie i namiętnie. Zjeżdżał pocałunkami w dół mojej szyi, robiąc ścieżkę z lekkich malinek, a jego dłonie szły od bioder przez talię. Kiedy dotarł nimi do moich piersi, złapał je mocno i zaczął się nimi bawić, ugniatając je od dołu. Z moich ust kilkakrotnie wydobył się cichy jęk, co nasiliło się, gdy dołączył do tego jeszcze buzię. Nadal od dołu dotykał i ściskał moje piersi, a jego język wirował wokół moich sutków na zmianę przez chwilę u jednej i u drugiej piersi. Wszystko działo się tak szybko, robił to tak umiejętnie i płynnie, że już samo to doprowadzało mnie do szału i było niczym słodka tortura. Po jakimś czasie wróciła na moje usta, a między pocałunkami zapytał:
-W porządku?
-Mhm...- mruknęłam, bo nie było mnie stać na nic więcej.
-Jesteś taka piękna, cudowna i taka moja...- wydukał, składając mnóstwo pocałunków na moich ustach i policzkach.
Po tym krótkim dialogu przyszedł czas na kolejny krok... Wsadził dłonie pod materiał moich majtek i powoli je zsuwał. Moje oczy pewnie były wielkie jak pięć złotych, a na całym ciele miałam gęsią skórkę. Tak, teraz trochę się bałam, nie przeczę. Myślałam, że teraz przez kolejne dziesięć minut będzie mnie torturował i rozluźniał pocałunkami, jednak on postanowił od razu posunąć się dalej. Przez chwilę nie wiedziałam, co robi, gdy zaczął czegoś szukać w kieszeni swoich spodni. Po chwili wyciągnął z nich małą paczuszkę i pokazał mi, widząc moje zdziwienie. Dopiero teraz zorientowałam się, że to prezerwatywa.
-Pomożesz?- zapytał, a ja trochę nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, byłam już tak zestresowana i przestraszona, że nie byłam w stanie myśleć. -Aj, skarbie... Daj rękę.- złapał mnie za dwie ręce i doprowadził je na swoje biodra.
O dziwo tym razem zrozumiałam, o co mu chodzi i zaczęłam zsuwać jego bokserki. Serce biło mi jak szalone i zniknęła już cała moja pewność siebie, a ręce miałam zimne i drżące. Oddychając ciężko, patrzyłam w jego oczy, bo tylko w nich znalazłam jakieś oparcie, mimo że na twarzy miał wypisane lekkie rozbawienie. Kiedy już oboje byliśmy całkiem nadzy, mój wzrok mimowolnie zmierzał niżej, ale walczyłam z tym, bo wstydziłam się tam spojrzeć. On przez jakiś czas mnie nie dotykał, bo był zajęty zakładaniem prezerwatywy.
-Nie bój się, kochanie...- powiedział i przygarnął mnie do siebie, mocno przytulając.
W dosłownie dwie sekundy zarzucił moje nogi na swoje biodra, bym się wokół niego oplotła i położył mnie z powrotem na trawę, sam układając się na mnie. Sądziłam, że będzie wchodził we mnie powolutku, żeby mnie do tego przyzwyczaić. A co zrobił ten napalony idiota? Najpierw tylko nakierował swojego członka we właściwe miejsce i zanurzył się może dwa centymetry i się zatrzymał, by odnaleźć moje spojrzenie. Chwilę później poczułam przeszywający ból w okolicach podbrzusza, choć dokładne zlokalizowanie go byłoby niemożliwe. Syknęłam z bólu, po policzkach ciekły mi łzy, a wszystkie moje mięśnie się zacisnęły.
-Boże, Dul...- Ucker bardzo się przestraszył, zaczął ocierać moje łzy i już chciał się wycofać, ale z powrotem go przyciągnęłam.
-Nie!- krzyknęłam dość głośno, wbijając paznokcie w jego kark. -To najgorsze, co mógłbyś teraz zrobić. Umieram z bólu, ale wytrzymam, za chwilę przejdzie.- wydukałam zapłakana, próbując się uspokoić.
-Na pewno?- jejku, on był przerażony i taki niepewny.
-Tak, przecież nie będzie boleć wiecznie. Proszę, zapomnij o tym i spraw, żeby było przyjemnie. Miałeś się ze mną pieprzyć, a nie się nade mną rozczulać.
-No nie wierzę, co za kobieta...- zaśmiał się, wyraźnie uspokojony moimi słowami. -Jak coś, to mów.- dodał, a ja przytaknęłam z delikatnym uśmiechem.
Zaczął się delikatnie we mnie poruszać, a ból był coraz mniejszy. Zastępowała go wyjątkowa przyjemność, a Christopher uważnie mnie obserwował i od razu to zauważył. Czule scałował wszystkie łzy z moich policzków i nie było już po nich śladu. Po jakimś czasie poczułam się wspaniale i byłam w stanie odbierać pieszczoty Uckera z radością.
-Już okej?- zapytał, patrząc mi w oczy.
-Mhm, okej. Nie musisz się już hamować, kochanie. Przypominam, że przyszłam się z Tobą pieprzyć.- posłałam mu zadziorny, seksowny uśmiech.
-Zaskakujesz mnie, Duluś. Ale skoro bardzo chcesz, to mogę Cię wykończyć, że jutro nie wstaniesz z łóżka.
-Kusząca propozycja... Chcę!- odpowiedziałam pewna siebie z entuzjazmem, a on zrobił tak zdziwioną minę, że aż śmieszną.
-Okej, ale wszelkie pretensje nie do mnie...- zastrzegł, choć i tak wiedziałam, że gdyby rzeczywiście zrobił mi krzywdę, to sam miałby wyrzuty sumienia, ja nie musiałabym go obwiniać.
Szarpnął moje ręce i położył mi je nad głową, trzymając swoimi. Moje nogi nadal były oplecione wokół jego bioder, by był we mnie głęboko. Po wzrokowym porozumieniu zaczęła się ostrzejsza zabawa. Christopher posuwał mnie coraz szybciej, wchodząc głębiej i lekko się wycofując, i tak w kółko. Nie puszczał moich rąk, przez co miałam mocno ograniczone ruchy i nie miałam jak spożytkować energii. Wbijałam więc paznokcie w jego dłonie, a kiedy przesadzałam i go bolało, lekko wykręcał mi ręce, żebym przestała. Jego usta i język nadal wędrowały po mojej skórze, ale teraz nie było to już tak delikatne jak podczas gry wstępnej. Czułam, że na moim ciele powstaje mnóstwo malinek, których na szczęście nie robił aż tak mocno. Składał mokre pocałunki na mojej szyi, dekolcie i piersiach, co jakaś czas przygryzając kawałki mojej skóry. To w połączeniu z szybkim ruchem w moim wnętrzu dawało niesamowite efekty. Chwilami nie mogłam sobie poradzić z własnym oddechem, wręcz zapominałam o oddychaniu, jęcząc coraz głośniej. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie fakt, że w plecy tak cholernie wbijały mi się ostre źdźbła, wysokiej trawy. Po jakimś czasie stało się to nie do zniesienia, bo miałam już podrapane całe plecy.
-Kochanie, weź mnie z tej trawy, proszę.- mówiłam z każdym cudem zrobionym wydechem.
-Skoro prosisz...- odpowiedział tylko tyle i w mgnieniu oka podniósł mnie i pchnął na wielki kamień, leżący obok.
Był on idealnej wielkości, bo oparł mnie na nim pupą tak, że byłam na odpowiedniej wysokości. Jego dłonie dla odmiany spoczęły bardziej z tyłu na moich biodrach, gdy stał pomiędzy moimi rozłożonymi szeroko udami. Oboje byliśmy już bardzo zmęczeni, ale jeszcze nam nie było mało. Ponownie zanurzył się we mnie głęboko i posuwał mnie mocno i szybko. Jęczałam, a potem już nawet bardziej piszczałam, wbijając paznokcie w jego ramiona i plecy. On wcale nie był lepszy... Też jęczał mi wprost do ucha i ściskał mnie swoimi wielkimi dłońmi. Nie sądziłam, że mój pierwszy raz będzie tak dziki, agresywny i wyczerpujący. Zawsze myślałam, że powinno trwać to krótko i być jak najbardziej delikatne... Być może i pewnie by tak było, gdybym sama go nie sprowokowała. No cóż, sama chciałam się tak pieprzyć i w sumie nie narzekam. Szczytowałam bardzo intensywnie, wyginając się w łuk i krzycząc, próbując złapać oddech. Zaraz po mnie doszedł Christopher, wołając moje imię. Wyszedł ze mnie i ściągnął prezerwatywę, po czym ją zawiązał i rzucił za ten kamień. Ledwo stałam oszołomiona i zmęczona, więc musiał mnie ciągle lekko podtrzymywać.
Położyliśmy się z powrotem na trawę, ale tym razem ja leżałam na nim, żeby już mnie nic nie uwierało w plecki. Przez długi czas żadne z nas nie miało potrzeby się odzywać i dopiero on przerwał ciszę:
-Wszystko okej?- zapytał, patrząc mi w oczy.
-Mhm, jestem tylko zmęczona.- odpowiedziałam, całując go słodko.
-Ale było dobrze?- mój kochany... Najpierw mnie za przeproszeniem ostro zruchał, a teraz się martwi i wypytuje.
-Tak, podobało mi się. Jeśli o to pytasz, to bólu już później nie czułam w ogóle.- udzieliłam nieco bardziej konkretnej odpowiedzi.
-To świetnie, słońce. Wracamy? Chyba zaraz będzie padać.- powiedział, patrząc w zachmurzone niebo.
-Nie chce mi się... No ale dobra, chodźmy.- wstałam i zaczęłam się ubierać, a on nadal siedział na tej trawie.
-Jesteś idealna, kochanie.- powiedział, przyglądając mi się, a mnie to mimo wszystko lekko zawstydziło.
-Aj, zamknij się...- jęknęłam, patrząc w niebo, by nie patrzeć na jego nadal porządliwy wzrok.
-Liczyłem raczej na "Ty też"- zaśmiał się i wstał, także się ubierając.
-Chciałbyś...- uśmiechnęłam się słodko. -Weź mi zapnij stanik.- poprosiłam, trzymając dwa końce z tyłu.
-Duluś... Odpina się lepiej.- powiedział i powoli zapiął mi stanik, całując mnie w ramię i głaszcząc po plecach. -Wiesz, że masz wszędzie pełno śladów moich rąk?- powiedział, dotykając delikatnie za pewne jednego z nich.
-Domyślam się... A wiesz, że Ty masz całe plecy i ramiona w moich pazurach?- oznajmiłam mu tak samo.
-Wiem, czuję. I nie tylko tam je mam.- pokazał mi swoje dłonie, które całe były w długich, głębokich krechach od moich paznokci, a gdzieniegdzie było widać nawet krew.
-To dlatego złamał mi się paznokieć...- powiedziałam, oglądając swojego złamanego środkowego paznokcia u prawej ręki.
-Serio złamałaś na mnie paznokieć?- śmiał się ze mnie, patrząc z niedowierzaniem.
-No tak, zobacz.- pokazałam mu bliżej, a on pocałował mojego biednego paznokcia.
-Oj, kochany mój...- przytuliłam się do niego.
-Dobra, nie dyskutuj już tyle i ubieraj się szybciej, bo zaraz będzie lało.- pospieszał mnie, podając mi ubrania.
Po jakimś czasie się zebraliśmy i wracaliśmy. Rzeczywiście zaczęło kropić, a niedługo później zerwał się silny wiatr i lunął deszcz. Biegliśmy za rękę, choć nawet nie bardzo widzieliśmy drogę. Byliśmy cali zmoknięci i cholernie zmęczeni, ale praktycznie przez całą drogę się śmialiśmy. A to któreś z nas się potknęło, a to ochlapało błotem, dostało z gałęzi... Różne rzeczy się działy, mieliśmy naprawdę wesoło. W końcu dotarliśmy do mojego domu i wpadliśmy tam głośno rozbawieni i cali mokrzy. Na przedpokoju od razu pojawili się moi rodzice z grobowymi minami w stylu "szlaban na wszystko, gówniaro".
-Gdzie Ty byłaś, królewno?- zapytał tata nieźle wkurzony.
-Boże... Dziecko, jesteś cała przemoczona.- moja mama wykazała się nieustającą, bezwarunkową matczyną miłością.
-Byliśmy na spacerze.- powiedziałam niewinnie, nie mogąc powstrzymać śmiechu przez wspomnienie całej tej wyprawy, którą zbyt delikatnie nazwałam spacerkiem.
-Rozbierzcie się i najlepiej połóżcie pod koc, zrobię Wam gorącej herbaty, bo będziecie chorzy.- moja mama zainteresowała się też Uckerem, cud.
-Nie, ja wracam do domu.- powiedział od razu mój chłopak, pewnie jak zwykle nie chcąc robić problemu.
-Przestań, chodź. Przecież dalej pada.- namawiałam go, ale zostawał przy swoim, a ja zaczęłam ściągać mokre ubrania.
-Stój.- szepnął Christopher, dyskretnie ściskając moje ramię, żebym od razu ogarnęła, o co chodzi.
-Mamo, dasz mi od razu koc? Nie chcę już bardziej marznąć, stojąc rozebrana.- poprosiłam, by oczywiście zakryć ślady ostrego seksu, a mama od razu ruszyła do salonu po koc.
-Dulce, co Ty masz na szyi?- o kurwa... Zapomniałam o malinkach, a tata je zauważył.
-Aj, pewnie Christopher zrobił mi lekką malinkę, przecież to nic takiego.- odpowiedziałam swobodnie.
-To też nic?!- zsunął rękaw mojej kurtki, odsłaniając moje ramiona ze śladami dłoni i więcej malinek na szyi.
-To... Nic.- na nic więcej nie było mnie stać, spojrzałam z przerażeniem na Uckera, wyczuwałam niezłą jazdę.
-Gdzie Wy byliście?! Widać, że to świeże!- nie odpowiedzieliśmy. -Co zrobiłeś mojej córce?!- krzyknął na Uckera, o mało się na niego nie rzucając, ale na szczęście się powstrzymał.
-Tato, uspokój się!- podniosłam głos, żeby zwrócił na mnie uwagę. -Ucker jest moim chłopakiem i chyba nie powinno Was dziwić to, że my...- mówiłam nerwowo, ale ojciec oczywiście musiał mi przerwać.
-Ale tak?! Do cholery jasnej, brutalny seks chyba nie jest niezbędny w związku! To chore i nie powinno tak być! Czy Wy jesteście nienormalni?!- darł się na nas, żywo gestykulując. -W ogóle nie pochwalamy tego związku, ale tak naprawdę być nie może!
-Przestań, to tylko lekkie malinki. Nie dramatyzuj, za kilka dni nie będzie śladu.- próbowałam go uspokoić, lekceważąc jego słowa.
-Kochanie... Nie słyszałaś, że malinki są niebezpieczne?- odezwała się moja mama jak zwykle czułym głosem.
-Jezu, dajcie żyć... Od tego się nie umiera!- przewróciłam oczami znudzona ich pretensjami i wymyślaniem.
-Dul, tu nie o to chodzi!- swoje wywody dalej prowadził mój tatuś. -Za parę lat jak zmądrzejesz, będziesz żałować i patrzeć z niesmakiem na chwilę obecną. Twoja mama trzymała dziewictwo bardzo długo, dopiero grubo po dwudziestym roku życia się na to zdecydowaliśmy.- i po co on mi to mówi?
-I co z tego, że miała 25 lat?! A czy przypadkiem nie miałeś wtedy narzeczonej? I z tego co mi wiadomo, wasz pierwszy raz zakończył się wpadką! Rzeczywiście byliście tacy dojrzali i rozsądni... Nie czepiajcie się mnie, bo sami nie byliście lepsi!- byłam już nieźle wzburzona i gadałam co mi ślina na język przyniesie.
-Duluś, mówimy to z troski o Ciebie...- wtrąciła mama.
-Mhm... Sugerując, że jestem łatwa i bezmyślna? Czy może nazywając moją miłość błędem? Ogarnijcie się i przestańcie mnie pouczać i wtrącać się we wszystko!
-Nic takiego nie powiedziałem...
-Ale zasugerowałeś. Mam Was dość, jesteście strasznie przewrażliwieni! Okej, mam malinki i siniaki na całym ciele, ale jestem szczęśliwa, bo mam chłopaka, który mnie kocha i nie ogranicza. Dzięki niemu czuję się wolna i taka, jaka chcę być.
-Jaka chcesz być?... Wiecznie cała w siniakach przez agresywnego chłopaka? Skoro nie potrafi Cię nawet delikatnie złapać za rękę, to pewnego dnia dostaniesz od niego w łeb!- Ucker cały czas stał z tyłu i cierpliwie słuchał, ale już był nieźle wkurzony.
-Czy Ty nie rozumiesz, że on mnie do niczego nie zmusił?! Zgodziłam się, sama chciałam się z nim pieprzyć. Tak, właśnie takiego słowa użyłam! Nie wierzę, że Wam o tym mówię... To żadna tajemnica, że był to mój pierwszy raz, właśnie dzisiaj, na łące po za miastem. Christopher starał się być delikatny, ale to ja chciałam poszaleć. Nie zrobił mi krzywdy, do cholery! Zrozumcie, że my się kochamy, ufam mu, a on dba o mnie.- starałam się spuszczać z tonu, żeby to trochę załagodzić.
-Czy Ty, kurwa mać, nie rozumiesz, że to syn Bruna?! Jest tak samo porywczy i niezrównoważony jak on i nie będę tolerować go koło mojej córki!- i tu skończyła się cierpliwość Uckera...
-I co, do chuja, z tego?! Co z tego, że jestem jego synem?! Nie znam go i nie mam jego charakteru! Jestem agresywny, bo żyję w takim środowisku, nie dlatego, że miałem takie wzorce! Nie zna pan czegoś takiego jak druga szansa?! Ja od Was nie dostałem nawet pierwszej! Dlaczego? Tylko, kurwa, dlatego że nienawidzicie mojego ojca! Jebnie się pan w łeb raz a porządnie i przestanie pieprzyć bzdury! Czego się boicie? Że wasza córeczka za szybko dorośnie i Was zostawi? Dulce nie nadaje się na księżniczkę, którą można ustawiać z kąta w kąt, żeby dobrze to wyglądało. Ona ma zbyt silną osobowość i nie da sobą pomiatać. I albo to zrozumiecie, albo ją stracicie...- krzyczał rozdrażniony, ale i tak jeszcze zachowywał względny spokój.
-Nic bym do Ciebie nie miał, gdybyś wciąż nie udowadniał, że jesteś jak twój ojciec! Nie pozwolę, żebyś skrzywdził moją córkę!- aj, a tata dalej swoje...
-Kochanie... Wybacz, ja lepiej pójdę, bo nie wytrzymam.- powiedział do mnie na siłę spokojnie i przytulił mnie czule.
-Okej, do jutra.- dałam mu buziaka, co automatycznie zrobiło przerwę w tej jakże inteligentnej dyskusji. -Pa, kocham Cię.- powiedziałam, kiedy odchodził.
-Ja Ciebie też, papa.- odpowiedział, zupełnie olewając ostatnie słowa mojego taty, wolał się już do tego nie odnosić. -Do widzenia.- powiedział albo na siłę grzecznie albo specjalnie sztucznie miłym głosem i wyszedł.
-Żegnam i nie ukrywam, że wolę Cię więcej nie widzieć w pobliżu mojej córki.- odpowiedział tata, ale drzwi się zamknęły i Ucker chyba tego już nie słyszał.
-Wiesz co? Nie odzywaj się do mnie w ogóle. Jesteś okropny i niesprawiedliwy!- rzuciłam do ojca i pobiegłam na górę.
Trzasnęłam drzwiami od mojego pokoju i zamknęłam je na klucz. Nie płakałam, bo w sumie nie miałam powodu. Byłam tylko strasznie zła i miałam ochotę wszystko porozwalać, już rozumiem Uckera. Rzuciłam się plecami na łóżko i poczułam lekki ból w podbrzuszu, który paradoksalnie poprawił mi nastrój, przypominając piękne chwile z ukochanym. Na mojej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech, a po chwili aż zaczęłam się śmiać ze szczęścia. Znacie to uczucie, kiedy radość tak przepełnia serce, że śmiejecie się, jakby ktoś opowiadał Wam najlepszy dowcip? Właśnie tak się teraz czułam, to cudowny stan. Byłam tak bardzo zakochana, spełniona, rozemocjonowana, a jednocześnie zmęczona jak nigdy wcześniej. Nie chciało mi się już kąpać, nie miałam siły, więc tylko rozebrałam się do bielizny i położyłam do łóżka. Ustawiłam budzik o pół godziny wcześniej niż zwykle, żeby zdążyć się rano wykąpać. Obym się tylko nie rozchorowała przez to bieganie po deszczu...

❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤ 

Ach tyle miłości :D Wybaczcie, że na taki rozdział musialyscie tak długo czekać, ale kompletnie nie mam czasu... Tylko szkoła, praca i chłopak xD No to do kolejnego, mam nadzieję że się ten podoba :** 
A zapomniałabym... Szczęśliwego nowego roku skarby <3 :*

wtorek, 21 listopada 2017

18. "Zaznacz prawidłową odpowiedź"

Moi rodzice niestety wygonili Uckera z naszego domu, choć oczywiście nie wprost. Tata gadał różne chamskie bzdury, a on po prostu miał dość i wyszedł. To znaczy nie dałam mu tak zwyczajnie wyjść... Zaciągnęłam go jeszcze na chwilę do mojego pokoju pod pretekstem konieczności wzięcia swoich rzeczy i w ogóle przebrania się, bo przecież oboje byliśmy cali mokrzy przez ten basen. Jak tylko weszliśmy do środka, zamknęłam drzwi i rzuciłam się na mojego chłopaka. Pchnęłam go na łóżko i całowałam agresywnie. Nie, żebym chciała skończyć to, co zaczęliśmy w ogrodzie, ale po prostu nadal było mi mało, bo liczyłam na więcej.
-Zostań u mnie, schowam Cię w szafie i wyciągnę w nocy.- wydukałam między pocałunkami strasznie napalona.
-Wariatka...- westchnął z uśmiechem, po czym w jednej chwili sprawił, że to ja byłam wgniatana w łóżko pod ciężarem jego ciała.
-Przerwali nam...- jęknęłam z grymasem.
-To może nawet lepiej.- stwierdził, uspokajając się i składając tylko delikatne pocałunki w kącikach moich ust.
-Nie... Dlaczego? Ja naprawdę chcę, jestem gotowa.- powiedziałam, chcąc go znów przyciągnąć, żeby wrócić do pocałunków.
-Wiem, myszko. Widzę, słyszę i nawet czasami czuję.- uśmiechnął się głupio na wspomnienie porannego przypadkowego incydentu.
-Więc?
-Dobrze, że do niczego nie doszło. Duluś, musimy zainwestować w gumki, jeśli chcemy to zrobić.- na moich policzkach pojawił się rumieniec, to dla mnie nowa sytuacja i zawstydziła mnie ta rozmowa. -Tak dla bezpieczeństwa. I nie chodzi tylko o to, żebyś nie zaszła w ciążę, ale też o twoje zdrowie. Chyba nie muszę Ci zbyt wiele tłumaczyć, ale miałem dość dużo partnerek...- skrzywiłam się lekko na te słowa.
-No tak, okej... To kup, ja nie pójdę po to do sklepu.- zapowiedziałam, a na samą myśl, że miałabym poprosić w sklepie o prezerwatywy, wpadłam w panikę i zaczerwieniłam się pewnie jeszcze bardziej.
-Dobrze, skarbie, ja pójdę. Spokojnie już, Ty tylko zdecyduj, kiedy będziesz w pełni gotowa.
-Okej, jak znowu będę miała na Ciebie dziką ochotę, to Ci powiem i...- mimo wszystko ciężko mi było o tym mówić wprost.
-Tak, Duluś... I to zrobimy, ale zgadzasz się na własną odpowiedzialność. Nie gwarantuję, że będę delikatny, bo nie jestem do tego przyzwyczajony, więc poważnie się zastanów.- mówił do mnie wyjątkowo czułym głosem, ciągle patrząc mi w oczy.
-Mhm, ufam Ci i nic tego nie zmieni.
-Aj Duluś, Duluś... Mam do Ciebie taką słabość, że sobie nie wyobrażasz.- zaśmiał się i pocałował mnie, choć tym razem nie było to już tak dzikie, bardziej słodkie i niezbyt długie.
-Wracasz teraz do siebie?- zapytałam, kiedy już grzecznie siedzieliśmy na łóżku.
-No a jak myślisz, Dulisiu?...- nie znoszę jego pytań retorycznych...
-Ej, nie... Nie będę miała z Tobą kontaktu i będę się martwić.- powiedziałam ze smutkiem.
-Nie dramatyzuj, kochanie... Mieszkam tam od zawsze nic mi nie będzie.
-Okej, to poczekaj...- powiedziałam, wstając. -Masz, bo muszę mieć z Tobą kontakt. Jest tu trochę kasy na koncie, to możesz do mnie dzwonić.- dałam mu mój stary telefon.
-Dul, nie chcę od Ciebie niczego brać, będę się z tym źle czuł.- zaprotestował.
-A wiesz co Ci teraz powiem? Mam to gdzieś! To nie prezent, tylko rozkaz. Masz go mieć cały czas przy sobie, żebym mogła się z Tobą skontaktować.- postawiłam sprawę jasno, wkładając telefon do kieszeni jego jeansów.
-Okej, dla świętego spokoju... Ale Ty moja droga nie masz prawa mnie odwiedzać. Tam jest dla Ciebie cholernie niebezpiecznie i jak tylko będziesz coś chciała, to dzwoń, pod żadnym pozorem nie przychodź. Jasne?- machał palcem wskazującym, kiedy to mówił, a na końcu ścisnął moją rękę dość mocno, żeby mnie zmusić do posłuszeństwa i po to bym spojrzała mu w oczy.
-Mhm, nie ściskaj mnie tak, wredny sadysto...- powiedziałam i wpiłam się w jego usta, kiedy poluźnił uścisk na mojej ręce.
-Jesteś nierozważna i nieusłuchana... Ktoś Cię musi w końcu porządnie wychować, dzieciaku.- miał na myśli oczywiście siebie, jak zwykle dość mocno pociągnął za moją wargę i złapał za moje uda, bym usiadła na nim okrakiem.
Ponownie wpadliśmy w wir namiętności, całując się agresywnie. Było to bardzo intensywne, ale nie trwało zbyt długo, bo mama wołała i musieliśmy zejść na dół. Pożegnaliśmy się jeszcze przed drzwiami, a Ucker kulturalnie powiedział "do widzenia" moim rodzicom, po czym wyszedł.

Następnego dnia budzik obudził mnie standardowo o 6:30. O dziwo od razu wstałam i zaczęłam się szykować. Dlaczego? No cóż... Stęskniłam się za moim chłopakiem i miałam ochotę iść do szkoły, żeby się z nim zobaczyć. Tak wiem, nie widziałam go tylko przez noc, ale w miłości to jak wieczność... Jejku, jestem tak zakochana! Jak zwykle zrobiłam się na bóstwo, bo przecież trzeba trzymać poziom, w końcu jestem tam gwiazdą. Tata zawiózł mnie do szkoły, a po drodze musiał się oczywiście nagadać na temat mojego związku. Mama jakoś to przetrawiła, ale on strasznie to przeżywa i ciągle gada, że Ucker nie jest dla mnie, że popełniam błąd, że to nie ma przyszłości, że jest niebezpieczny jak jego ojciec i tak dalej... Denerwuje mnie to i tylko czekam na moment, kiedy wybuchnę i się poważnie pokłócimy. Generalnie rzadko kłócę się z rodzicami, nie lubię tego i zresztą oni są czasem bardziej dziecinni niż ja i bez problemu się dogadujemy. Ale czuję, że obecna sytuacja nie prowadzi do niczego dobrego między mną a rodzicami, zwłaszcza tatą. Trudno... Może kiedyś zrozumieją, że nie jestem już dzieckiem i przestaną się czepiać. W sumie to Christopher też często traktuje mnie jak dziecko i czuję się przy nim bardzo niedojrzała, bo się nade mną pieści i myśli, że nie mam pojęcia o niczym i jestem głupia. Jednak u niego zazwyczaj to lubię, bo robi to w uroczy sposób, nie taki nachalny jak moi rodzice. Tata podrzucił mnie pod szkołę, a ja od razu szukałam wzrokiem mojego chłopaka. Nie było go na szkolnym podwórku, więc podążałam w stronę drzwi wejściowych. Nagle aż podskoczyłam, kiedy ktoś złapał mnie od tyłu i odwrócił. Był to oczywiście Christopher. Od razu złączyliśmy nasze usta w słodkim, powitalnym pocałunku.
-Cześć, kochanie.- powiedział, patrząc mi w oczy z szerokim uśmiechem.
-Witam pana. Znamy się?- zażartowałam, śmiejąc się.
-Nie, coś Ty... Zawsze całujesz nieznajomych.
-Ej no bez takich, kotku...- udałam obrażoną, odpychając go od siebie delikatnie.
-Ślicznie wyglądasz.
-Nie podlizuj się, kłamco.- wytknęłam mu język, po czym rozejrzałam się wokoło i zobaczyłam zdziwienie na twarzach wszystkich ludzi.
Złapałam Uckera za rękę i poszliśmy na lekcje. Tak wiele się zmieniło... Przypominam, że na każdej lekcji musieliśmy siedzieć razem, z czego teraz już oboje byliśmy zadowoleni. Ciągle się wygłupialiśmy i całowaliśmy, jak nauczyciele nie patrzyli. Jedynie pani od fizyki się na nas wkurzyła i od połowy lekcji nie pozostało nam nic innego jak rozmawiać na kartce. Byłaby masakra, jakby ona to przejęła, bo były tam takie bzdury... Szkoda gadać.

Na długiej przerwie postanowiłam w końcu porozmawiać z przyjaciółkami. Do Christiana się nie odzywałam, bo totalnie mnie olał, kiedy potrzebowałam wsparcia bliskich osób. Zgarnęłam Ann i May i wyszłyśmy przed szkołę. Przeprosiłam Anahi, a ona obiecała mnie aż tak nie krytykować. Jednak musiała dodać, że nie lubi Uckera, a podwójne randki odpadają. Trudno, jej problem... On w sumie też jej nie lubi, zresztą jak całej reszty moich przyjaciół. Nie no do Maite nic nie ma, bo jest miła i się nie przypierdziela o wszystko. Cieszyłam się, że udało mi się pogodzić z przyjaciółką, ale cały czas miała do mnie dziwny dystans przez tą kłótnie. Cóż, oby kiedyś jej przeszło. W całej szkole aż huczało o związku księżniczki z żebrakiem, ale naprawdę miałam to gdzieś. Ludzie zawsze będą gadać... Grunt, że chociaż mówią prawdę i nie lata fałszywa plotka, jakich o mnie było już mnóstwo.

Znajomi mnie nie obchodzili, najgorszym problemem byli moi rodzice. Byli coraz bardziej przeciwni temu związkowi, jak widzieli, że to naprawdę poważne. Codziennie im powtarzałam, że jestem zakochana, a Ucker dość często bywał u nas w domu, zwłaszcza jak taty nie było, bo oboje działali na siebie jak płachta na byka. Zbliżał się koniec szkoły, więc mieliśmy generalnie bardzo dużo nauki na egzaminy końcowe. Uczyłam się czasami z dziewczynami, ale najczęściej z Uckerem, przy okazji mu pomagając, bo jakby nie patrzeć jak dotąd nie miał dobrego wykształcenia. Jednak uważam, że on jest ode mnie dużo mądrzejszy, bo bardzo łatwo wszystko łapie, zwłaszcza matematykę, z czego ja jestem beznadziejna. No tak, ma to po mamie... A właśnie, na prośbę syna Renatka w końcu się ode mnie odczepiła i tym razem nie będę miała zagrożenia z matmy. Nauki mieliśmy od cholery i ciągle siedzieliśmy nad książkami. Ustaliliśmy prosty system nagród, a mianowicie buziak za każde rozwiązane zadanie, a dłuuuższy, namiętny pocałunek i odpoczynek za cały skończony temat. To taka wspaniała motywacja, aż się uczyć chce.

Minęły trzy miesiące, odkąd jestem z Uckerem. Nasz związek jest dosyć burzliwy, bo jednak nasze charaktery to mieszanka wybuchowa. Nie dochodzi między nami do poważnych kłótni, ale o głupoty sprzeczamy się ciągle. Nie ukrywam, że mój chłopak ma spore problemy z emocjami i jak tylko się mocniej zdenerwuje, to jest agresywny. Dla mnie zazwyczaj jest delikatny i słodki ale zdarza mu się mnie za mocno ścisnąć czy pchnąć, czasem nabijając mi siniaki, ale później mnie za to przeprasza, dopóki nie znikną. Prawie nie zwracam na to uwagi, on dużo bardziej się tym przejmuje. I oczywiście moi rodzice... Ostatnio nie gadałam z tatą przez tydzień, bo za dużo dyskutował na temat mojego związku. Drażni mnie to coraz bardziej, a on nie daje za wygraną i czepia się coraz gorzej. Po szkole od razu odwozi mnie do domu i spędzam coraz mniej czasu z chłopakiem. A przecież już od dawna zamierzamy spędzić ze sobą noc... Nigdy nie było okazji, a zresztą potrzebowałam trochę czasu, żeby się do tego mentalnie przygotować. Teraz, kiedy jestem w pełni gotowa i tak cholernie napalona na Uckera, nie mamy jak tego zrobić, bo jestem ograniczona przez rodziców. Pewnego dnia w szkole już nie mogłam wytrzymać i tak bardzo miałam ochotę na Christophera i w ogóle chciałam zrobić coś spontanicznego. Siedząc na geografii, wyrwałam z zeszytu kartkę i napisałam:
-Zerwiemy się z lekcji i pójdziemy gdzieś razem? Chcę z Tobą spędzić czas i może coś więcej.
-Gdzie chcesz iść? Zresztą twoi rodzice się wkurzą...- odpisał, próbując coś wyczytać z moich oczu.
-Oni i tak ciągle się wkurzają XD A ja mam na Ciebie mega ochotę! Proszę, idźmy gdzieś, gdziekolwiek.- napisałam szybko i ledwo czytelnie.
-Okej, więc zaznacz prawidłową odpowiedź: Chcesz się ze mną PIEPRZYĆ? TAK NIE- roześmiałam się, patrząc w jego piękne oczy, a on zalotnie posłał mi buziaka. -Więc?- szepnął, ponaglając mnie.
Wzięłam mocno czerwony cienkopis i powoli podkreśliłam "TAK". Jego dłoń spoczęła na moim udzie, zaciskając się na nim dość mocno. Po chwili pogłaskał mnie w tym miejscu.
-Czyli zrywamy się po tej lekcji?- napisał po jakimś czasie.
-Tak- odpisałam krótko i fizycznie w końcu zajęłam się lekcją, zaczynając w ogóle pisać w zeszycie, choć duża część mnie była zupełnie gdzie indziej.

Po geografii jak najszybciej zmyliśmy się ze szkoły, unikając zbędnych pytań osób z klasy, albo co gorsze nauczycieli. Szliśmy za rękę przez miasto i wstąpiliśmy jeszcze na lody. Jak zwykle dobrze się bawiliśmy, gadając o głupotach. Ucker miał ze mnie niezły ubaw, kiedy ciągle kogoś obgadywałam, ale to silniejsze ode mnie, nie mogłam się powstrzymać, widząc kogoś wyglądającego beznadziejnie. Przemierzaliśmy za rękę cały park, automatycznie oddalając się od centrum. Na końcu parku była polna dróżka, a w dalszej jej części nie było już ani żywej duszy. Chodziliśmy i biegaliśmy po łące, wygłupiając się i śmiejąc na cały głos. Za pewne wyglądaliśmy zabawnie i uroczo, beztrosko. Czułam się wspaniale, taka wolna i szczęśliwa. Ta część łąki była piękna... Bardzo daleko od cywilizacji, a nawet od tej drogi. Trawa była wysoka, a gdzieniegdzie widniały kolorowe kwiatki. Kiedy zmęczyło nas to bieganie i robienie z siebie debili, rzuciliśmy się na ziemię, automatycznie ugniatając trawę naszymi ciałami. Podejrzewam, że nie byłoby nas widać nawet z odległości pięciu metrów przez tą wysoką trawę. Siedzieliśmy bardzo blisko siebie i całowaliśmy się czule, delikatnie. Ucker głaskał mnie po twarzy, a ja smyrałam go po karku dość długimi paznokciami. Drugie ręce mieliśmy złączone i bawiliśmy się swoimi palcami.
-Kochanie, czy Ty na pewno wiesz, co robisz?- zapytał i odsunął się ode mnie troszkę, by spojrzeć mi w oczy.
-Oczywiście, że wiem. Chcę tego, naprawdę.- odpowiedziałam zdecydowanie, ale z niepewnym uśmiechem.
-Będzie bolało, Dul. Tym bardziej, że ja...- nie dałam mu skończyć, bo przejrzałam jego słowa.
-Że nie umiesz być delikatny?... Ale nie zgadzam się z Tobą, bo jak chcesz, to potrafisz. Kochasz mnie i nie zrobisz mi większej krzywdy niż to nieuniknione. Ufam Ci i już się nie boję.- złapałam za obie jego ręce i mówiłam spokojnie i jakby ostrożnie.
-Okej, chodź tu do mnie.- przyciągnął mnie jeszcze bliżej i rzucił się na moje usta.
Siedziałam na nim okrakiem, nie zostawiając ani milimetra przerwy między naszymi ciałami. On siedział z nogami podkurczonymi pod tyłek, a ja idealnie oplatałam go udami w biodrach. Całowaliśmy się namiętnie i w pośpiechu się rozbieraliśmy, dotykając naszych rozgrzanych ciał. Nie żeby było jakoś super ciepło na dworzu, to tylko on na mnie tak działał.



Cześć, macie rozdział, nie wyrywajcie się już  tak xD Ogólnie to mam dla was propozycje. Jako że to opowiadanie jest moim ostatnim tutaj, to jeśli chcecie mogę zrobić mały "bonusik", a dokładnie jednorozdziałowe opowiadanie ale o mnie. Chcę się z wami podzielić moim szczęściem, a jednocześnie opowiedzieć o największej głupocie, jaką w życiu zrobiłam... To się nadaje ogólnie na dobry fanfik, ale opisze wam to skrótowo i wgl, tylko zarys historii. Co wy na to? Tylko piszcie czy chcecie, bo może wam się wgl nie podoba ten pomysł i wcale was to nie interesuje? A póki co, do następnego, będzie gorąco :* :P

środa, 1 listopada 2017

17. "Pragnę Cię"

Promienie słoneczne wpadały przez do połowy odsłonięte okno, budząc mnie dość agresywnie. Przetarłam oczy i otworzyłam je powoli, dopiero po chwili ogarniając, że jestem w salonie, a obok mnie śpi Christopher, do którego do tej pory byłam przytulona. Patrzyłam na jego spokojny sen z szerokim uśmiechem na twarzy. On też uśmiechał się delikatnie przez sen, a usta miał lekko uchylone. Głaskając go po policzku powiedziałam szeptem:
-Nikt nas nie rozdzieli, kochanie. Głupia jestem, ale kocham Cię i w pełni Ci ufam.
Jeszcze przez chwilę go głaskałam, patrząc na niego tak, jak można patrzeć tylko na ukochaną osobę. Kiedy zaczął się budzić, położyłam głowę na jego klatce piersiowej i udawałam, że śpię. Jak tylko się całkiem obudził i chyba tak jak ja ogarnął, co się dzieje i gdzie jest, zaczął smyrać mnie opuszkami palców po ramieniu. Otworzyłam oczy i lekko podniosłam głowę, spoglądając na niego.
-Obudziłem Cię? Przepraszam.- zapytał mocno przejęty.
-Nie, sama się obudziłam, spokojnie.- odpowiedziałam, przeciągając się. -Boże, my serio tu zasnęliśmy...- mruknęłam, śmiejąc się.
-Tak to jest jak się tyle żre, a później nie można się podnieść...- zażartował, odgarniając moje włosy, w które się plątał.
-Nie przesadzaj, wcale się aż tak nie objadłam... Po prostu było mi tak fajnie w twoich objęciach, że nawet nie wiadomo kiedy zasnęłam. W ogóle gadaliśmy o czymś i nagle... Naprawdę nawet nie wiem, jak to się stało, że zasnęliśmy.
-Ja też nie wiem. Ale powiem Ci... Mimo tego, że nie mieliśmy poduszek i napierdalają mnie wszystkie kręgi szyjne, to wyspałem się jak nigdy.
-Ja też, super mi się z Tobą śpi. Znaczy w sumie moją poduszką byłeś Ty, więc i tak mi było wygodnie. Zresztą to takie fajne, kiedy w nocy nagle czuję, jak poprawiasz kocyk wokół mnie, żeby było mi ciepło.
-Serio tak robiłem? Może jakoś przez sen automatycznie, bo nie pamiętam...
-Być może, ale to urocze. I wiesz co? Dzisiaj też ze mną śpisz i nic mnie nie obchodzi. Możemy spać nawet tu, ale chcę z Tobą, bo jak rodzice wrócą, to będziemy spędzać ze sobą mniej czasu i nie będę mogła ciągle się do Ciebie tulić.
-Okej, zobaczymy... Jak będziesz grzeczna, mała.- powiedział i uszczypnął mnie w pośladek.
-Ałć, nie pozwalaj sobie...- syknęłam, po czym w odwecie zrobiłam coś mega odważnego, czym zaskoczyłam nawet samą siebie... A mianowicie złapałam go mocno za jaja.
-O Ty małpo... Co to było?- popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem i już chciał ponownie coś mi zrobić, kiedy śmiejąc się, wstałam z łóżka i uciekłam do łazienki, nie zdążył mnie złapać.
-Wiesz co skarbie? Ja wezmę prysznic, a Ty zrób mi kawę.- krzyknęłam z łazienki, celowo fałszywie miłym głosem.
-Pieprz się, królewno!- odpowiedział chamsko.
-Pff, chciałbyś...- burknęłam.
-Oj, zamknij się lepiej, albo zacznij się bać wychodzić z łazienki!- zagroził oczywiście żartem.
-Ojojoj, już trzęsę gaciami ze strachu... A sorry, obecnie ich nie mam.- zaczęłam się śmiać, wyobrażając sobie jego minę.

Po około 15 minutach wyszłam z łazienki w samym szlafroku, bo byłam na dole, a nie w swojej łazience w pokoju gdzie mogłabym się od razu ubrać. Od razu weszłam do kuchni, gdzie czekała na mnie kawa, o którą prosiłam i kanapki. Christopher stał oparty o blat, a na twarzy miał dość dziwny, tajemniczy uśmiech.
-Co się tak szczerzysz?- zapytałam, podchodząc do niego.
-Podejdź jeszcze bliżej, skarbie. No chodź tu do mnie.- - powiedział i chciał mnie nawet sam przyciągnąć, kiedy przypomniało mi się o naszej "dotykowej wojnie".
-O nie... Ty coś kombinujesz, nie dam się nabrać.- byłam gotowa do biegu, żeby mu ponownie uciec, ale nie zdążyłam i od razu mnie złapał.
-I co teraz? Słaba jesteś, kochanie...- powiedział z pewnością siebie w głosie i rzucił się na moje usta, dociskając mnie do blatu.
-Co to za gra?- zapytałam między pocałunkami już mocno zdezorientowana, bo nie wiedziałam, czy mam się czegoś spodziewać.
-Żadna gra, myszko... Nie jestem Tobą i nie zamierzam się mścić, spokojnie. Zresztą to było całkiem fajne, zaskoczyłaś mnie.- odwrócił mnie plecami do siebie, obejmował mnie od tyłu i całował ponętnie w szyje, co było jak zwykle niezmiernie przyjemne.
W pewnej chwili z moich ust wydobył się dość głośny, ale krótki jęk, lub bardziej pisk, choć przez moment nie ogarnęłam dlaczego, co się w ogóle stało. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że właśnie poczułam dłoń Uckera między moimi nogami. Chciał się odegrać za tamto i tym ruchem zdecydowanie wygrał... Nie miałam majtek, więc uzyskał zbyt dobry efekt tego dotyku! Mój oddech przyspieszył, zamknęłam oczy, a moje policzki za pewne mocno się zarumieniły. Zawstydziłam się, zresztą on chyba też.
-Jejku, Dul przepraszam... Nie wiedziałem, że nie masz majtek. Chciałem tylko zrobić tak jak Ty wcześniej mi...- od razu zaczął się tłumaczyć, ale przecież ja to wiem...
-Spoko, wiem przecież. Po prostu się tego nie spodziewałam, zaskoczyłeś mnie i przestraszyłeś.- odpowiedziałam, nawet na niego nie patrząc.
-I zawstydziłem... Bo poczułem, jak bardzo Cię podniecam.- dodał, całując mnie w policzek.
-Przestań, nie mów tak!- krzyknęłam na niego, chowając twarz w dłonie, żeby przypadkiem nie zobaczył ani kawałka moich rumieńców.
-No dobrze, wybacz... Okej, to Ty ochłoń, zjedz śniadanie, a teraz ja pójdę wziąć prysznic i później zaplanujemy sobie jakoś dzień. Tak?- jego głos był jednocześnie delikatny, opiekuńczy, ale i wyraźnie rozbawiony moim dziecinnym zachowaniem.
-Mhm...- wydukałam, a on wyszedł.
Opadłam bezsilnie na krzesło, nie mogąc się uspokoić. To mną wstrząsnęło, bo po raz pierwszy zrobił wobec mnie tak odważny ruch, tak głupio to wyszło. Strasznie mnie tym zawstydził, bo jego ręka znalazła się tam, gdzie nie powinna podczas gdy byłam tak bardzo podniecona. W dodatku sam powiedział, że to poczuł! Aj, to straszne... Przerażało mnie to, ale jednocześnie też śmieszyło. Przecież to były wygłupy, zwykła zabawa, a zaszło stanowczo za daleko. W ogóle się nie spodziewałam, że zrobi coś takiego... Jak emocje opadły i pokonałam to mocne zawstydzenie, zaczęłam się śmiać. Cóż, nic innego mi nie pozostało, zresztą w sumie nic takiego się nie stało. Zjadłam śniadanie, przygotowane przez mojego chłopaka i pobiegłam na górę się ubrać. Było dziś wyjątkowo ciepło, więc założyłam krótkie spodenki i koszulkę, odsłaniającą brzuch. Kiedy byłam już gotowa, zeszłam na dół i od razu spotkałam się ze spojrzeniem mojego ukochanego. Oboje zaczęliśmy się śmiać, patrząc na siebie. Przygryzłam dolną wargę, a on pokręcił głową ze szczerym uśmiechem.
-Pójdziemy gdzieś?- zapytałam, podchodząc do niego i zarzucając ręce na jego szyję.
-Gdzie? Skarbie, bywasz cholernie męcząca...- mruknął leniwie, smyrając nosem mój nos i policzki.
-Gdziekolwiek... Jest taka cudna pogoda.- powiedziałam, spoglądając na okno.
-To ja proponuję udać się do ogrodu.
-Mało kreatywne, ale jak wolisz.- zgodziłam się, otwierając duże okno z wyjściem na taras. -A w ogóle to trzeba się w końcu pokazać w szkole, więc jutro idziemy.- jakoś nagle przypomniało mi się, że ta placówka w ogóle istnieje.
-No w sumie tak, na pewno mamy mnóstwo zaległości. A powiedz mi... W szkole też jesteśmy razem, czy wracamy do początków, żebyś nie zrobiła sobie wiochy? -Przestań, nie mów tak... Nadal masz mnie za taką pustą lalkę, dla której najważniejsza jest opinia innych?- zirytowałam się troszkę.
-A nie jest tak? W szkole zawsze musisz wyglądać idealnie, obłędnie i jarasz się tym, że wszyscy Cię podziwiają.
-Masz rację, ale nie jest to dla mnie najważniejsze, a Ty mój drogi powinieneś to już wiedzieć... Lubię być w centrum uwagi, ale doceniam ludzi, którzy są przy mnie zawsze i są kimś więcej niż znajomymi ze szkoły.- wyjaśniłam.
-Czyli nie muszę zaciągać Cię do kibla, żeby dać Ci buziaka?- zapytał z seksownym uśmiechem.
-Nie, możesz całować mnie zawsze i wszędzie.- odwzajemniłam jego uśmiech i pocałowałam go soczyście. -A teraz chodź już do tego ogrodu, chcę złapać trochę słońca.- ciągnęłam go za rękę w kierunku wyjścia.

Rozłożyłam kocyk na trawie i zrobiliśmy sobie zimne koktajle owocowe. Chciałam drinki, ale Christopher mi nie pozwolił, bo jestem niepełnoletnia i nie wiem w sumie, czy żartował, czy to tak całkiem na poważnie. Postawiliśmy sobie te szklanki na przenośnym stoliku koło koca i musieliśmy poczekać, aż trochę rozpuszczą się kostki lodu.
-Rozbieraj się.- powiedziałam, a Ucker popatrzył na mnie jak na kosmitę, myśląc już za pewne nie wiadomo o czym. -Zresztą nie wiem, możesz pływać w ubraniach, jak wolisz.- dodałam, przy okazji wyjaśniając mu to małe nieporozumienie, ściągając swoje spodenki.
Kiedy ogarnął, o co mi chodzi, rozebrał się, pozostając jedynie w bokserkach. Ja ściągnęłam tylko spodenki i zostałam w majtkach i koszulce. Jako pierwsza wskoczyłam do basenu. Woda była niesamowita, taka w sam raz na upał, choć zimną ją nazwać nie można, po prostu idealna. Zaraz za mną wskoczył Ucker, a po chwili odnaleźliśmy się pod wodą, od razu znajdując także swoje usta. Pocałunek pod wodą to cudowna sprawa, szczerze nie wiedziałam, że tak się da. To była magia, ale niestety trwał krótko, bo inaczej byśmy się tam udusili. Kiedy się wynurzyliśmy, płynęliśmy do brzegu, a właściwie zostałam popchnięta w stronę ściany, a już po chwili byłam do niej przygwożdżona przez ciało ukochanego. Dosłownie miażdżył moje usta, całując mnie coraz bardziej agresywnie z językiem wewnątrz mojej buzi. Moja warga wciąż była przygryzana, co chwilami bolało. Jak zwykle w takich momentach czułam się tak błogo, dobrze i przestawałam kontaktować. Pewna część mnie bardzo pragnęła, by to zaszło jeszcze dalej, miałam wielką ochotę na coś więcej. Chciałam tego spróbować i ciężko mi było o tym nie myśleć w takich chwilach. Jakby tego było mało z jego ust usłyszałam ciche wyznanie:
-Dul, pragnę Cię...
-Ja Ciebie też, ja chcę... Chcę się z Tobą kochać.- wydukałam między pocałunkami, a namiętność wzbierała na sile.
-Skarbie...- spojrzał mi głęboko w oczy z uśmiechem, po czym odgarnął mokry kosmyk włosów z mojej twarzy, a ja skinęłam głową z entuzjazmem, ale jednocześnie z lekką niepewnością.
Wróciliśmy do namiętnych pocałunków. Mimo panicznego strachu byłam na niego tak napalona i zresztą z wzajemnością. Nie mogłam oddychać, przez to jak mocno przyciskał mnie do ścianki. Jednak udało mi się znaleźć na to sposób i oplątałam się nogami wokół jego bioder, co dawało mi większą swobodę ruchu i przestrzeń, choć jednocześnie bardziej mnie od niego uzależniało, bo teraz trzymał mnie tylko on i woda, wcześniej stałam na wąskim schodku. Cicho pojękiwałam wprost do jego ust przez samo podniecenie jak i przez fakt, że już przez materiał naszych majtek robił mi dobrze swoim już bardzo gotowym członkiem. Nie sądziłam, że to może być tak przyjemne, bo przecież niby jeszcze nic takiego nie robił, to działo się samo pod wpływem naszych ruchów i skurczy mięśni. Chłonęłam tą rozkosz wszystkimi zmysłami, ale nie było mi dane zaznać tego więcej...
-O kurwa...- powiedziałam z przerażeniem, widząc samochód moich rodziców, wjeżdżający do garażu i odepchnęłam delikatnie Uckera, a on też od razu ich zobaczył.
-I co teraz?- wpadł w panikę, ale po chwili się ogarnął. -Dobra, chodź, ubierzemy się i jakoś z tego wybrniemy.- odsunął się ode mnie, ściągając z siebie moje nogi, po czym podniósł mnie, bym od razu usiadła na brzegu.
Wykręciłam z wody moją koszulkę i założyłam spodenki. Nieważne, że za chwilę i tak miałam cały tyłek mokry, taki tam szczegół. Christopher oczywiście też się szybko ubrał, to znaczy zdążył tylko spodnie, zanim nie wpadła tu moja rozdarta siostrzyczka.
-Dula, Dula, Dula!- podbiegła do mnie i się na mnie rzuciła wielce stęskniona.
-Cześć, szogunie.- przywitałam ją buziakiem z uśmiechem, nawet za nią tęskniłam, ale to tylko przez to, co przeżyłam, nie mając z nimi kontaktu.
-O tu robisz? Tata mówił, że jak Cię zobaczy w pobliżu Dulce, to będziesz miał duże problemy...- zwróciła się do Uckera, patrząc na niego nieufnie.
-To już nieaktualne, a Ty nie podsłuchuj dorosłych.- powiedziałam, spoglądając na mojego chłopaka, którego zamiast upojnych chwil czekają takie mega trudne. -A teraz leć zapytać się, czy mamy pomóc Wam z walizkami.- rozkazałam, a ona pobiegła, chciałam po prostu zamienić słówko z Uckerem.
-Będzie jazda, nie powinno mnie tu w ogóle być.- stwierdził zdenerwowany.
-Przestań, damy radę. Przecież i tak muszą się o nas dowiedzieć.- uspokoiłam go i cmoknęłam słodko w kącik ust. -Tylko... Czy Ty?...- nie wiedziałam jak to ująć, ale na szczęście się domyślił.
-Spokojnie, już nic nie mam do twojego taty. Jest okej, przecież już wszystko wiem.- powiedział, co od razu bardzo mnie uspokoiło.
-To super, chodź.- złapałam go za rękę i ciągnęłam do domu.

Rodzice krzątali się po domu, nosząc swoje walizki, a my pokazaliśmy im się od razu, trzymając się za ręce. Oboje zwrócili na to uwagę i w ogóle nie kryli zaskoczenia obecnością Uckera w naszym domu. Puściłam go na chwilę i przytuliłam się do rodziców. Tak się o nich bałam i naprawdę tęskniłam. Aż się popłakałam, kiedy przez myśl mi przeszło, że mogłabym ich więcej nie zobaczyć.
-Kochanie, co się stało?- zapytał tata czułym głosem, patrząc w moje zaszklone oczy.
-Tak się o Was bałam, umierałam ze strachu, że moglibyście...- wydukałam, nawet nie chcąc tego kończyć, jejku nawet nie sądziłam, że tak emocjonalnie zareaguję na ich powrót.
-No już, skarbie, nie płacz. Wszystko jest w porządku.- "przejęła mnie" mama, tuląc bardzo czule. -Później Ci powiem, co ten twój genialny tatuś odpierdzielił...- dodała, patrząc na niego ze złością, a więc pewnie się posprzeczali.
-Może niech lepiej Dulce powie, co tu się odpierdziela...- wtrącił tata, wskazując na Christophera.
-Ależ oczywiście, i tak muszę Wam to powiedzieć. Im szybciej, tym lepiej.- stwierdziłam, łapiąc ponownie za rękę mojego chłopaka. -Ja i Christopher... Jesteśmy parą.- wyznałam, a on mnie objął.
-Poczekaj... Że co?- mojemu tatusiowi chyba na słuch padło...
-Jestem z Christopherem, kocham go.- powtórzyłam, uwypuklając pewne dość istotne elementy.
-Słyszałem, ale... Dulce, czy Tobie na mózg padło? On jest synem mojego wroga, a jakiś czas temu osobiście z zimną krwią mnie pobił.- wkurzył się, w ogóle nie patrząc, że Ucker stoi obok.
-Tato, proszę Cię... Przecież już jest okej, wszystko wyjaśnione i...- nie mogłam skończyć, bo wtrącił się Ucker.
-Staram się ograniczać kontakt z Brunem, nawet nie uważam go za ojca. Po tym jak Dul przedstawiła mi całą historię, zrozumiałem, kto jest zły i nie mam do pana żalu. Do był po prostu niekontrolowany wybuch...
-Właśnie... Nie potrafisz panować nad emocjami i chcesz spotkać się z moją córką... I ja mam się na to zgodzić?- wtrącił, co mocno zirytowało Uckera, czułam jak jego mięśnie ze złości się napinają.
-Nie musisz! Poinformowałam Was tylko o tym, że jestem zakochana, nie potrzebujemy waszego błogosławieństwa. Zresztą co Ty tam wiesz... Mam swój rozum i wiem, że mimo wybuchowego charakteru on mnie nie skrzywdzi. Mówcie, co chcecie, ale ja mu ufam.- postawiłam sprawę jasno, a rodzice patrzyli na mnie zszokowani.
-No dobrze... Widzę, że jesteś nim zauroczona, więc pozostaje nam czekać, aż Ci przejdzie i jedynie Was pilnować, żeby do niczego nie doszło.- spojrzałam na Uckera i miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, bo przecież gdyby nie oni, to za pewne teraz byśmy pieprzyli się w basenie.
-Mhm, jasne... Pilnuj mnie, bo przecież mam dziesięć lat. Dobrze, już nieważne... Co tak wcześnie wróciliście?- zapytałam, żeby zejść już z tematu mojego związku.
-Po prostu udało nam się uwinąć wcześniej.
-A jak tam badania?- jakoś nawet zapomniałam, że byli tam u lekarza.
-Dobrze, mamy spokój, bo wszystko jest w porządku. Dopiero jakby się coś działo, to musimy się zgłosić, a tak to luzik.- odpowiedziała mama z radosnym uśmiechem, nią aż tak nie wstrząsnęła moja wiadomość.
-To świetnie. A mózg jej wymienili?- haha, zawsze to mówię, kiedy moja siostra wraca od lekarza.
-Przestań, Dul...- skarcił mnie tata, spoglądając na mnie obrażonym wzrokiem. 


Hejo! Macie rozdzialik skarby, bo dawno nie było, chociaż z komentarzami słabiutko, no ale dobra xD
Przede wszystkim mam ważne ogłoszenie! To już postanowione. Po tym opowiadaniu moja kariera tutaj dobiega końca. To,  że jest słabo z frekwencją to jedno, ale przede wszystkim ja zwyczajnie nie mam na to czasu, energii i weny. Wypaliłam się jako "pisarz" i już naprawdę nic nie jestem w stanie napisać. To był piękny etap w moim życiu, kocham was bardzo i chciałabym to kontynuować, ale jest to niemożliwe po prostu, wybaczcie. Jeszcze się nie żegnam, do końca tego opka tu jestem, dodaję do końca i wgl. Jeśli chcecie, możecie w komentarzach do mnie pisać o czym chcecie, ja tu ciągle jestem :* Słabo czytacie to opowiadanie, ale to nie zmienia faktu, że nadal jestem z niego cholernie dumna i według mnie jest moim najlepszym :) Do następnego :*