środa, 1 listopada 2017

17. "Pragnę Cię"

Promienie słoneczne wpadały przez do połowy odsłonięte okno, budząc mnie dość agresywnie. Przetarłam oczy i otworzyłam je powoli, dopiero po chwili ogarniając, że jestem w salonie, a obok mnie śpi Christopher, do którego do tej pory byłam przytulona. Patrzyłam na jego spokojny sen z szerokim uśmiechem na twarzy. On też uśmiechał się delikatnie przez sen, a usta miał lekko uchylone. Głaskając go po policzku powiedziałam szeptem:
-Nikt nas nie rozdzieli, kochanie. Głupia jestem, ale kocham Cię i w pełni Ci ufam.
Jeszcze przez chwilę go głaskałam, patrząc na niego tak, jak można patrzeć tylko na ukochaną osobę. Kiedy zaczął się budzić, położyłam głowę na jego klatce piersiowej i udawałam, że śpię. Jak tylko się całkiem obudził i chyba tak jak ja ogarnął, co się dzieje i gdzie jest, zaczął smyrać mnie opuszkami palców po ramieniu. Otworzyłam oczy i lekko podniosłam głowę, spoglądając na niego.
-Obudziłem Cię? Przepraszam.- zapytał mocno przejęty.
-Nie, sama się obudziłam, spokojnie.- odpowiedziałam, przeciągając się. -Boże, my serio tu zasnęliśmy...- mruknęłam, śmiejąc się.
-Tak to jest jak się tyle żre, a później nie można się podnieść...- zażartował, odgarniając moje włosy, w które się plątał.
-Nie przesadzaj, wcale się aż tak nie objadłam... Po prostu było mi tak fajnie w twoich objęciach, że nawet nie wiadomo kiedy zasnęłam. W ogóle gadaliśmy o czymś i nagle... Naprawdę nawet nie wiem, jak to się stało, że zasnęliśmy.
-Ja też nie wiem. Ale powiem Ci... Mimo tego, że nie mieliśmy poduszek i napierdalają mnie wszystkie kręgi szyjne, to wyspałem się jak nigdy.
-Ja też, super mi się z Tobą śpi. Znaczy w sumie moją poduszką byłeś Ty, więc i tak mi było wygodnie. Zresztą to takie fajne, kiedy w nocy nagle czuję, jak poprawiasz kocyk wokół mnie, żeby było mi ciepło.
-Serio tak robiłem? Może jakoś przez sen automatycznie, bo nie pamiętam...
-Być może, ale to urocze. I wiesz co? Dzisiaj też ze mną śpisz i nic mnie nie obchodzi. Możemy spać nawet tu, ale chcę z Tobą, bo jak rodzice wrócą, to będziemy spędzać ze sobą mniej czasu i nie będę mogła ciągle się do Ciebie tulić.
-Okej, zobaczymy... Jak będziesz grzeczna, mała.- powiedział i uszczypnął mnie w pośladek.
-Ałć, nie pozwalaj sobie...- syknęłam, po czym w odwecie zrobiłam coś mega odważnego, czym zaskoczyłam nawet samą siebie... A mianowicie złapałam go mocno za jaja.
-O Ty małpo... Co to było?- popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem i już chciał ponownie coś mi zrobić, kiedy śmiejąc się, wstałam z łóżka i uciekłam do łazienki, nie zdążył mnie złapać.
-Wiesz co skarbie? Ja wezmę prysznic, a Ty zrób mi kawę.- krzyknęłam z łazienki, celowo fałszywie miłym głosem.
-Pieprz się, królewno!- odpowiedział chamsko.
-Pff, chciałbyś...- burknęłam.
-Oj, zamknij się lepiej, albo zacznij się bać wychodzić z łazienki!- zagroził oczywiście żartem.
-Ojojoj, już trzęsę gaciami ze strachu... A sorry, obecnie ich nie mam.- zaczęłam się śmiać, wyobrażając sobie jego minę.

Po około 15 minutach wyszłam z łazienki w samym szlafroku, bo byłam na dole, a nie w swojej łazience w pokoju gdzie mogłabym się od razu ubrać. Od razu weszłam do kuchni, gdzie czekała na mnie kawa, o którą prosiłam i kanapki. Christopher stał oparty o blat, a na twarzy miał dość dziwny, tajemniczy uśmiech.
-Co się tak szczerzysz?- zapytałam, podchodząc do niego.
-Podejdź jeszcze bliżej, skarbie. No chodź tu do mnie.- - powiedział i chciał mnie nawet sam przyciągnąć, kiedy przypomniało mi się o naszej "dotykowej wojnie".
-O nie... Ty coś kombinujesz, nie dam się nabrać.- byłam gotowa do biegu, żeby mu ponownie uciec, ale nie zdążyłam i od razu mnie złapał.
-I co teraz? Słaba jesteś, kochanie...- powiedział z pewnością siebie w głosie i rzucił się na moje usta, dociskając mnie do blatu.
-Co to za gra?- zapytałam między pocałunkami już mocno zdezorientowana, bo nie wiedziałam, czy mam się czegoś spodziewać.
-Żadna gra, myszko... Nie jestem Tobą i nie zamierzam się mścić, spokojnie. Zresztą to było całkiem fajne, zaskoczyłaś mnie.- odwrócił mnie plecami do siebie, obejmował mnie od tyłu i całował ponętnie w szyje, co było jak zwykle niezmiernie przyjemne.
W pewnej chwili z moich ust wydobył się dość głośny, ale krótki jęk, lub bardziej pisk, choć przez moment nie ogarnęłam dlaczego, co się w ogóle stało. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że właśnie poczułam dłoń Uckera między moimi nogami. Chciał się odegrać za tamto i tym ruchem zdecydowanie wygrał... Nie miałam majtek, więc uzyskał zbyt dobry efekt tego dotyku! Mój oddech przyspieszył, zamknęłam oczy, a moje policzki za pewne mocno się zarumieniły. Zawstydziłam się, zresztą on chyba też.
-Jejku, Dul przepraszam... Nie wiedziałem, że nie masz majtek. Chciałem tylko zrobić tak jak Ty wcześniej mi...- od razu zaczął się tłumaczyć, ale przecież ja to wiem...
-Spoko, wiem przecież. Po prostu się tego nie spodziewałam, zaskoczyłeś mnie i przestraszyłeś.- odpowiedziałam, nawet na niego nie patrząc.
-I zawstydziłem... Bo poczułem, jak bardzo Cię podniecam.- dodał, całując mnie w policzek.
-Przestań, nie mów tak!- krzyknęłam na niego, chowając twarz w dłonie, żeby przypadkiem nie zobaczył ani kawałka moich rumieńców.
-No dobrze, wybacz... Okej, to Ty ochłoń, zjedz śniadanie, a teraz ja pójdę wziąć prysznic i później zaplanujemy sobie jakoś dzień. Tak?- jego głos był jednocześnie delikatny, opiekuńczy, ale i wyraźnie rozbawiony moim dziecinnym zachowaniem.
-Mhm...- wydukałam, a on wyszedł.
Opadłam bezsilnie na krzesło, nie mogąc się uspokoić. To mną wstrząsnęło, bo po raz pierwszy zrobił wobec mnie tak odważny ruch, tak głupio to wyszło. Strasznie mnie tym zawstydził, bo jego ręka znalazła się tam, gdzie nie powinna podczas gdy byłam tak bardzo podniecona. W dodatku sam powiedział, że to poczuł! Aj, to straszne... Przerażało mnie to, ale jednocześnie też śmieszyło. Przecież to były wygłupy, zwykła zabawa, a zaszło stanowczo za daleko. W ogóle się nie spodziewałam, że zrobi coś takiego... Jak emocje opadły i pokonałam to mocne zawstydzenie, zaczęłam się śmiać. Cóż, nic innego mi nie pozostało, zresztą w sumie nic takiego się nie stało. Zjadłam śniadanie, przygotowane przez mojego chłopaka i pobiegłam na górę się ubrać. Było dziś wyjątkowo ciepło, więc założyłam krótkie spodenki i koszulkę, odsłaniającą brzuch. Kiedy byłam już gotowa, zeszłam na dół i od razu spotkałam się ze spojrzeniem mojego ukochanego. Oboje zaczęliśmy się śmiać, patrząc na siebie. Przygryzłam dolną wargę, a on pokręcił głową ze szczerym uśmiechem.
-Pójdziemy gdzieś?- zapytałam, podchodząc do niego i zarzucając ręce na jego szyję.
-Gdzie? Skarbie, bywasz cholernie męcząca...- mruknął leniwie, smyrając nosem mój nos i policzki.
-Gdziekolwiek... Jest taka cudna pogoda.- powiedziałam, spoglądając na okno.
-To ja proponuję udać się do ogrodu.
-Mało kreatywne, ale jak wolisz.- zgodziłam się, otwierając duże okno z wyjściem na taras. -A w ogóle to trzeba się w końcu pokazać w szkole, więc jutro idziemy.- jakoś nagle przypomniało mi się, że ta placówka w ogóle istnieje.
-No w sumie tak, na pewno mamy mnóstwo zaległości. A powiedz mi... W szkole też jesteśmy razem, czy wracamy do początków, żebyś nie zrobiła sobie wiochy? -Przestań, nie mów tak... Nadal masz mnie za taką pustą lalkę, dla której najważniejsza jest opinia innych?- zirytowałam się troszkę.
-A nie jest tak? W szkole zawsze musisz wyglądać idealnie, obłędnie i jarasz się tym, że wszyscy Cię podziwiają.
-Masz rację, ale nie jest to dla mnie najważniejsze, a Ty mój drogi powinieneś to już wiedzieć... Lubię być w centrum uwagi, ale doceniam ludzi, którzy są przy mnie zawsze i są kimś więcej niż znajomymi ze szkoły.- wyjaśniłam.
-Czyli nie muszę zaciągać Cię do kibla, żeby dać Ci buziaka?- zapytał z seksownym uśmiechem.
-Nie, możesz całować mnie zawsze i wszędzie.- odwzajemniłam jego uśmiech i pocałowałam go soczyście. -A teraz chodź już do tego ogrodu, chcę złapać trochę słońca.- ciągnęłam go za rękę w kierunku wyjścia.

Rozłożyłam kocyk na trawie i zrobiliśmy sobie zimne koktajle owocowe. Chciałam drinki, ale Christopher mi nie pozwolił, bo jestem niepełnoletnia i nie wiem w sumie, czy żartował, czy to tak całkiem na poważnie. Postawiliśmy sobie te szklanki na przenośnym stoliku koło koca i musieliśmy poczekać, aż trochę rozpuszczą się kostki lodu.
-Rozbieraj się.- powiedziałam, a Ucker popatrzył na mnie jak na kosmitę, myśląc już za pewne nie wiadomo o czym. -Zresztą nie wiem, możesz pływać w ubraniach, jak wolisz.- dodałam, przy okazji wyjaśniając mu to małe nieporozumienie, ściągając swoje spodenki.
Kiedy ogarnął, o co mi chodzi, rozebrał się, pozostając jedynie w bokserkach. Ja ściągnęłam tylko spodenki i zostałam w majtkach i koszulce. Jako pierwsza wskoczyłam do basenu. Woda była niesamowita, taka w sam raz na upał, choć zimną ją nazwać nie można, po prostu idealna. Zaraz za mną wskoczył Ucker, a po chwili odnaleźliśmy się pod wodą, od razu znajdując także swoje usta. Pocałunek pod wodą to cudowna sprawa, szczerze nie wiedziałam, że tak się da. To była magia, ale niestety trwał krótko, bo inaczej byśmy się tam udusili. Kiedy się wynurzyliśmy, płynęliśmy do brzegu, a właściwie zostałam popchnięta w stronę ściany, a już po chwili byłam do niej przygwożdżona przez ciało ukochanego. Dosłownie miażdżył moje usta, całując mnie coraz bardziej agresywnie z językiem wewnątrz mojej buzi. Moja warga wciąż była przygryzana, co chwilami bolało. Jak zwykle w takich momentach czułam się tak błogo, dobrze i przestawałam kontaktować. Pewna część mnie bardzo pragnęła, by to zaszło jeszcze dalej, miałam wielką ochotę na coś więcej. Chciałam tego spróbować i ciężko mi było o tym nie myśleć w takich chwilach. Jakby tego było mało z jego ust usłyszałam ciche wyznanie:
-Dul, pragnę Cię...
-Ja Ciebie też, ja chcę... Chcę się z Tobą kochać.- wydukałam między pocałunkami, a namiętność wzbierała na sile.
-Skarbie...- spojrzał mi głęboko w oczy z uśmiechem, po czym odgarnął mokry kosmyk włosów z mojej twarzy, a ja skinęłam głową z entuzjazmem, ale jednocześnie z lekką niepewnością.
Wróciliśmy do namiętnych pocałunków. Mimo panicznego strachu byłam na niego tak napalona i zresztą z wzajemnością. Nie mogłam oddychać, przez to jak mocno przyciskał mnie do ścianki. Jednak udało mi się znaleźć na to sposób i oplątałam się nogami wokół jego bioder, co dawało mi większą swobodę ruchu i przestrzeń, choć jednocześnie bardziej mnie od niego uzależniało, bo teraz trzymał mnie tylko on i woda, wcześniej stałam na wąskim schodku. Cicho pojękiwałam wprost do jego ust przez samo podniecenie jak i przez fakt, że już przez materiał naszych majtek robił mi dobrze swoim już bardzo gotowym członkiem. Nie sądziłam, że to może być tak przyjemne, bo przecież niby jeszcze nic takiego nie robił, to działo się samo pod wpływem naszych ruchów i skurczy mięśni. Chłonęłam tą rozkosz wszystkimi zmysłami, ale nie było mi dane zaznać tego więcej...
-O kurwa...- powiedziałam z przerażeniem, widząc samochód moich rodziców, wjeżdżający do garażu i odepchnęłam delikatnie Uckera, a on też od razu ich zobaczył.
-I co teraz?- wpadł w panikę, ale po chwili się ogarnął. -Dobra, chodź, ubierzemy się i jakoś z tego wybrniemy.- odsunął się ode mnie, ściągając z siebie moje nogi, po czym podniósł mnie, bym od razu usiadła na brzegu.
Wykręciłam z wody moją koszulkę i założyłam spodenki. Nieważne, że za chwilę i tak miałam cały tyłek mokry, taki tam szczegół. Christopher oczywiście też się szybko ubrał, to znaczy zdążył tylko spodnie, zanim nie wpadła tu moja rozdarta siostrzyczka.
-Dula, Dula, Dula!- podbiegła do mnie i się na mnie rzuciła wielce stęskniona.
-Cześć, szogunie.- przywitałam ją buziakiem z uśmiechem, nawet za nią tęskniłam, ale to tylko przez to, co przeżyłam, nie mając z nimi kontaktu.
-O tu robisz? Tata mówił, że jak Cię zobaczy w pobliżu Dulce, to będziesz miał duże problemy...- zwróciła się do Uckera, patrząc na niego nieufnie.
-To już nieaktualne, a Ty nie podsłuchuj dorosłych.- powiedziałam, spoglądając na mojego chłopaka, którego zamiast upojnych chwil czekają takie mega trudne. -A teraz leć zapytać się, czy mamy pomóc Wam z walizkami.- rozkazałam, a ona pobiegła, chciałam po prostu zamienić słówko z Uckerem.
-Będzie jazda, nie powinno mnie tu w ogóle być.- stwierdził zdenerwowany.
-Przestań, damy radę. Przecież i tak muszą się o nas dowiedzieć.- uspokoiłam go i cmoknęłam słodko w kącik ust. -Tylko... Czy Ty?...- nie wiedziałam jak to ująć, ale na szczęście się domyślił.
-Spokojnie, już nic nie mam do twojego taty. Jest okej, przecież już wszystko wiem.- powiedział, co od razu bardzo mnie uspokoiło.
-To super, chodź.- złapałam go za rękę i ciągnęłam do domu.

Rodzice krzątali się po domu, nosząc swoje walizki, a my pokazaliśmy im się od razu, trzymając się za ręce. Oboje zwrócili na to uwagę i w ogóle nie kryli zaskoczenia obecnością Uckera w naszym domu. Puściłam go na chwilę i przytuliłam się do rodziców. Tak się o nich bałam i naprawdę tęskniłam. Aż się popłakałam, kiedy przez myśl mi przeszło, że mogłabym ich więcej nie zobaczyć.
-Kochanie, co się stało?- zapytał tata czułym głosem, patrząc w moje zaszklone oczy.
-Tak się o Was bałam, umierałam ze strachu, że moglibyście...- wydukałam, nawet nie chcąc tego kończyć, jejku nawet nie sądziłam, że tak emocjonalnie zareaguję na ich powrót.
-No już, skarbie, nie płacz. Wszystko jest w porządku.- "przejęła mnie" mama, tuląc bardzo czule. -Później Ci powiem, co ten twój genialny tatuś odpierdzielił...- dodała, patrząc na niego ze złością, a więc pewnie się posprzeczali.
-Może niech lepiej Dulce powie, co tu się odpierdziela...- wtrącił tata, wskazując na Christophera.
-Ależ oczywiście, i tak muszę Wam to powiedzieć. Im szybciej, tym lepiej.- stwierdziłam, łapiąc ponownie za rękę mojego chłopaka. -Ja i Christopher... Jesteśmy parą.- wyznałam, a on mnie objął.
-Poczekaj... Że co?- mojemu tatusiowi chyba na słuch padło...
-Jestem z Christopherem, kocham go.- powtórzyłam, uwypuklając pewne dość istotne elementy.
-Słyszałem, ale... Dulce, czy Tobie na mózg padło? On jest synem mojego wroga, a jakiś czas temu osobiście z zimną krwią mnie pobił.- wkurzył się, w ogóle nie patrząc, że Ucker stoi obok.
-Tato, proszę Cię... Przecież już jest okej, wszystko wyjaśnione i...- nie mogłam skończyć, bo wtrącił się Ucker.
-Staram się ograniczać kontakt z Brunem, nawet nie uważam go za ojca. Po tym jak Dul przedstawiła mi całą historię, zrozumiałem, kto jest zły i nie mam do pana żalu. Do był po prostu niekontrolowany wybuch...
-Właśnie... Nie potrafisz panować nad emocjami i chcesz spotkać się z moją córką... I ja mam się na to zgodzić?- wtrącił, co mocno zirytowało Uckera, czułam jak jego mięśnie ze złości się napinają.
-Nie musisz! Poinformowałam Was tylko o tym, że jestem zakochana, nie potrzebujemy waszego błogosławieństwa. Zresztą co Ty tam wiesz... Mam swój rozum i wiem, że mimo wybuchowego charakteru on mnie nie skrzywdzi. Mówcie, co chcecie, ale ja mu ufam.- postawiłam sprawę jasno, a rodzice patrzyli na mnie zszokowani.
-No dobrze... Widzę, że jesteś nim zauroczona, więc pozostaje nam czekać, aż Ci przejdzie i jedynie Was pilnować, żeby do niczego nie doszło.- spojrzałam na Uckera i miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, bo przecież gdyby nie oni, to za pewne teraz byśmy pieprzyli się w basenie.
-Mhm, jasne... Pilnuj mnie, bo przecież mam dziesięć lat. Dobrze, już nieważne... Co tak wcześnie wróciliście?- zapytałam, żeby zejść już z tematu mojego związku.
-Po prostu udało nam się uwinąć wcześniej.
-A jak tam badania?- jakoś nawet zapomniałam, że byli tam u lekarza.
-Dobrze, mamy spokój, bo wszystko jest w porządku. Dopiero jakby się coś działo, to musimy się zgłosić, a tak to luzik.- odpowiedziała mama z radosnym uśmiechem, nią aż tak nie wstrząsnęła moja wiadomość.
-To świetnie. A mózg jej wymienili?- haha, zawsze to mówię, kiedy moja siostra wraca od lekarza.
-Przestań, Dul...- skarcił mnie tata, spoglądając na mnie obrażonym wzrokiem. 


Hejo! Macie rozdzialik skarby, bo dawno nie było, chociaż z komentarzami słabiutko, no ale dobra xD
Przede wszystkim mam ważne ogłoszenie! To już postanowione. Po tym opowiadaniu moja kariera tutaj dobiega końca. To,  że jest słabo z frekwencją to jedno, ale przede wszystkim ja zwyczajnie nie mam na to czasu, energii i weny. Wypaliłam się jako "pisarz" i już naprawdę nic nie jestem w stanie napisać. To był piękny etap w moim życiu, kocham was bardzo i chciałabym to kontynuować, ale jest to niemożliwe po prostu, wybaczcie. Jeszcze się nie żegnam, do końca tego opka tu jestem, dodaję do końca i wgl. Jeśli chcecie, możecie w komentarzach do mnie pisać o czym chcecie, ja tu ciągle jestem :* Słabo czytacie to opowiadanie, ale to nie zmienia faktu, że nadal jestem z niego cholernie dumna i według mnie jest moim najlepszym :) Do następnego :*

sobota, 7 października 2017

16. "Najważniejsza na świecie"

Po mojej opowieści o mnie i Uckerze, nastąpiła cisza. Czekałam na jakąkolwiek reakcje przyjaciółek na moje słowa, a one zamiast tego milczały, jakby w myślach przeklinały mnie za ten wybór.
-Powiecie coś?- odezwałam się w końcu, patrząc na zmianę na Ann i May.
-Dul, Ty oszalałaś!- stwierdziła Anahi podniesionym głosem. -On nie jest dla Ciebie, jesteście z dwóch różnych światów. Twoi rodzice tego nie zaakceptują!- zaczęła swoje wywody, ale to pewnie jeszcze nie koniec.
-Nie muszą tego akceptować. Za kilka miesięcy będę dorosła i mam prawo sama decydować o swoim życiu.
-Dulce, nie trać dla niego rozumu! Powiedz mi, co zmieni w twoim życiu dzień osiemnastych urodzin? Zaczniesz sama na siebie zarabiać, czy chłopak będzie Cię utrzymywał? Szczerze wątpię. To nie ma przyszłości i nie potrzebnie się wkręciłaś! Będziesz cierpieć, bo to nie przetrwa długo. Ja to po prostu wiem, Duluś. Zresztą skąd wiesz, że on Cię traktuje poważnie? Słuchaj... Co z tego, że Ci pomógł odnaleźć rodziców i był przy Tobie? To nie zmienia faktu, że to podejrzany, niebezpieczny typ, którego nawet nie znasz. Popełniasz wielki błąd, Dul... Oby bez większych konsekwencji.- mówiła dosyć dobitnie i być może miała trochę racji, jeśliby myśleć całkowicie trzeźwo, ale bolały mnie jej słowa, a w oczach już miałam łzy, bo liczyłam na wsparcie przyjaciółek.
-Ann, przestań... Nasza Duleńka się zakochała, nie krytykuj jej tak. Psujesz jej szczęście.- na szczęście Maite zawsze stara się być kochana i delikatniejsza w swojej ocenie.
-May, nie mów jej tak... Ona powinna się zastanowić nad tym, co robi.- skarciła ją Ann, dołując mnie dalej.
-Poczekaj... Duluś, kochanie, niestety ta małpa ma trochę racji i na pewno nie chciała Cię urazić ani obrazić twojego ukochanego. Ann za pewne chciała tylko powiedzieć, że Ty i Christopher nie do końca do siebie pasujecie i nie powinnaś się aż tak angażować, bo musisz go najpierw dobrze poznać i w ogóle...
-Ty, Matka Teresa... W tym momencie przekręcasz moje słowa! Nie zmiękczaj tego, bo ona nic nie zrozumie. Chodziło mi po prostu o to, że on nie jest dla Ciebie i zasługujesz na kogoś lepszego. Kim Ty, przepraszam, będziesz u jego boku? Workiem treningowym, czy może seks zabawką?! Wybacz za wyrażenie, ale jesteś głupia, jeśli myślisz, że będziesz z nim szczęśliwa!- nieźle mnie już wkurzyła i nie wytrzymałam...
-A Ty jakim prawem dajesz mi życiowe rady, co?! Jesteś z Ponchem trzy lata, a wasz związek to nadal tylko randki i buziaki. Ciągle go zwodzisz, wykręcając się opieką nad babcią, a on czeka jak głupi, aż zgodzisz się na kolejny krok! Zrobiłaś z niego swojego niewolnika, a on chodzi za Tobą jak piesek, bo od dwóch lat czeka na seks, który z dnia na dzień mu obiecujesz! A twoi rodzice? Wiedzą w końcu o tym, że masz chłopaka, czy dalej mają gdzieś twoje uczucia i liczą, że do końca życia będziesz zajmować się babcią i studiować po idealnie zdanej maturce, na którą masz po całości wyjebane? Może Ty się boisz, bo jesteś tchórzem, ale ja nie zamierzam marnować sobie życia! Pani idealna się znalazła... A ja wiem, co robię i nie potrzebuję rad zakompleksionej lali, która nie potrafi ogarnąć własnego życia, ani nawet związku!!- obie stałyśmy już na środku pokoju, a ja płakałam i darłam się na nią, żywo gestykulując.
-Ejejej, czemu tak krzyczysz?- usłyszałam za sobą głos Uckera, tylko nie to...
-Nieważne, to sprawy między mną a przyjaciółką, więc proszę, nie wtrącaj się.- powiedziałam, wymuszając na sobie spokój i nawet się do niego nie odwróciłam, by nie widział moich łez i zdenerwowania.
-Okej, to ja... Zostawię rzeczy i przejdę się kawałek wkoło domu.- trochę się zmieszał i kierował się do wyjścia.
-Spoko, ja już wychodzę... Zostań sobie z tym swoim frajerem i przyjaciółeczką tak samo głupią jak Ty.- rzuciła i minęła mnie, szturchając celowo.
-Ann, ja... Przepraszam, trochę mnie poniosło.- chciałam ją zatrzymać, bo w sumie przesadziłam.
-Daruj se... A w ogóle spierdalaj.- spojrzała na mnie oczami pełnymi łez z politowaniem, po czym wyszła z hukiem.
-Aj, jestem idiotką! Wkurwiła mnie, bo nie miała prawa tak mówić o Uckerze, ale przesadziłam... Jestem złą przyjaciółką, ona w sumie chciała tylko...- nie skończyłam, bo May podeszła do mnie i przytuliła czule.
-Dul, powiedziałaś trochę za dużo, ale każdemu się to czasem zdarza... Nie przejmuj się, przejdzie jej. Zresztą jej gadanie mnie też denerwuje, może weźmie się w końcu za własne życie.- powiedziała, gdy względnie się już uspokoiłam.
-Idź za nią, proszę. Nie wiem, nawet nagadaj na mnie, ale nie zostawiaj jej samej.- poprosiłam i w tym momencie dopiero się odwróciłam i zauważyłam, że Ucker wcale nie poszedł i cały czas stał gdzieś z tyłu.
-Okej, to lecę. Tylko moment... Ja nie zamierzam Cię krytykować, ale otwarcie mówię, że jakoś nie widzę waszego związku, ale bardziej ze względu na skrajne różnice między Wami. Mimo to chciałabym, żebyś była szczęśliwa, więc walcz o to. A Tobie radzę jej nie skrzywdzić.- wszystko mówiła głośno, a na końcu zwróciła się do Uckera, ale na szczęście z uśmiechem. -Jak coś to się później odezwę. Pa!- dodała, wychodząc.
-Pa, goń tą wariatkę!- krzyknęłam, ale właściwie nie wiem, czy usłyszała.
-Pokłóciłyście się o mnie?- zapytał po chwili, podchodząc do mnie bliżej, skinęłam twierdząco głową. -Po cholerę im o nas mówiłaś?- był lekko zirytowany, ale przytulił mnie mocno, kołysząc w swoich ramionach.
-To moje przyjaciółki. Chciałam, żeby wiedziały... Czułam, że im się to nie spodoba, ale aż takiej reakcji Anahi się nie spodziewałam. Mówiła okropne rzeczy i już nie wytrzymałam. Przesadziłam, co?- powiedziałam cicho, mocno smutnym głosem.
-No ostro przesadziłaś, maleńka.- zaśmiał się, całując mnie w głowę. -Tym bardziej, że nie powinnaś kłócić się z przyjaciółką przeze mnie, kiedy ona chciała Cię chronić!- podniósł głos, ściskając mnie mocniej i mną potrząsając, przez co wbijał mi palce w boki.
-Nie mogłam pozwolić, żeby Cię obrażała. Kocham Cię i nikt tego nie zniszczy! Nie zmienię swoich uczuć tylko dlatego, że tak doradza mi przyjaciółka.- zbulwersowałam się, odsunęłam od niego i żywo gestykulowałam.
-No już, dobrze... Uspokój się. I tak się zaraz pogodzicie i wszystko będzie okej, przecież to nie koniec świata.- próbował mnie uspokoić i przygarnąć do siebie, ale zrezygnował i pozwolił mi się ogarnąć samej, patrząc na mnie ciepłym wzrokiem z delikatnym uśmiechem.
-Uraziłam przyjaciółkę, uderzyłam w jej najczulsze punkty... Jak mi to w ogóle przeszło przez gardło?
-Jejku, Duluś... Nie myślisz nad tym, co mówisz i tyle. Masz niewyparzony jęzor i powinnaś się bardziej pilnować, ale każdemu się to czasem zdarza.- usprawiedliwiał mnie, stojąc blisko i głaskając mnie czule po policzku, po którym chwilę wcześniej spływały łzy.
-Mi chyba zbyt często... Aj, jestem taka głupia i bezmyślna. Ale mam nadzieję, że dzięki temu nigdy więcej nie wypowie się na twój temat.
-Skarbie, jesteś trochę niesprawiedliwa... Jeszcze niedawno sama mnie wyzywałaś i to za pewne dużo gorzej, a teraz nagle ze mną jesteś. Daj wszystkim czas, żeby się z tym oswoili.- przytulał mnie, a jego głos był tak czuły i delikatny jaki bywa rzadko. -Zresztą... Może one mają rację? Jesteśmy z dwóch różnych światów i szczerze mówiąc, boję się o ten związek. Zastanów się...- nie dałam mu skończyć, zamykając jego usta swoimi.
-Przestań, proszę...- powiedziałam, odrywając się od niego, ale nasze twarze wciąż były blisko siebie. -Ty nic nie tracisz w tym związku, więc przestań dramatyzować. Nienawidzę, gdy ktoś próbuje decydować o moim życiu i na siłę mnie chronić. Nawet gdybyś okazał się moim największym błędem, to nieważne, bo byłbyś też najprzyjemniejszym błędem w moim życiu. Rozumiesz? Chcę sama popełniać błędy, na które mam ochotę, potrzebuję tego. Zakochałam się w Tobie i cokolwiek by ktokolwiek nie zrobił, to nie zmieni moich uczuć. Przy Tobie jestem szczęśliwa i z chęcią robiłabym to samo, mając nawet pewność, że będę tego żałować.- powiedziałam, ciągle patrząc mu głęboko w oczy.
-Zadam Ci pytanie i oczekuję, że się poważnie zastanowisz nad tym, co powiem. Dobrze?
-Mhm, no wal.
-Jak Cię tak słucham, to coraz bardziej się zastanawiam... Jesteś pewna, że to miłość? Czy to co robisz, nie jest zwykłą potrzebą zrobienia czegoś szalonego, zbuntowania się? Czy w ten sposób nie próbujesz pokazać, że możesz być niezależna, dojrzała i sama o sobie decydować? Czy nie jest to zwykły kaprys?
-Dlaczego tak mówisz?- zapytałam, bo trochę zabolały mnie jego słowa.
-Bo tak to czuję, Dul. Przepraszam, jeśli Cię uraziłem, ale mam wrażenie, że traktujesz mnie jak narzędzie do zrobienia czegoś, na co wszyscy zwrócą uwagę, a Ty poczujesz się wyjątkowa.
-Nawet tak nie myśl... Po pierwsze nie muszę na siebie zwracać uwagi, a po drugie gdybym chciała poczuć się wyjątkowo, to wzięłabym się za arystokracje, a nie za Ciebie!- zdenerwowałam się i podniosłam głos.
-Czemu się od razu wkurzasz? Dul, tylko zapytałem...- złapał mnie za ramiona, tym razem wyjątkowo nie mocno.
-Bo nie dość, że w ogóle byłam zdenerwowana przez Ann, to jeszcze Ty pieprzysz głupoty... Nie wiem, do czego zmierzasz, ale powiem Ci jedno: Ja Ci zaufałam, choć być może nie powinnam. Więc zrób, do cholery, to samo i nie szukaj dziury w całym! Jeśli chcemy, żeby coś z tego było, to nie możemy tyle się nad tym zastanawiać. Zrozum, że ja... Okej, być może nie jestem pewna, czy to miłość. Nie wiem, bo dopiero przy Tobie po raz pierwszy poczułam coś takiego jak pożądanie, pociąg fizyczny i do Ciebie pierwszego mam prawie bezgraniczne zaufanie, martwiłam się o Ciebie i tęskniłam... Nie wiem, czy to prawdziwa miłość, czy jedynie zauroczenie i sympatia, ale nie dowiem się tego z dala od Ciebie, słuchając opinii innych. Zależy mi na Tobie, wiem to na sto procent.- mówiłam coraz spokojniej, patrząc w jego oczy.
-Myślę, że na początku nie da się całkowicie poznać swoich uczuć, trzeba je po prostu zrozumieć i zaakceptować. Ja też mam pewność, że jesteś dla mnie ważna, a nawet najważniejsza na świecie, bo mam tylko Ciebie. Postanowiliśmy spróbować i ja na pewno nie zamierzam się teraz wycofać. Zadałem Ci tylko takie niewinne pytanie, ale nie po to, żeby mieć pretekst do zerwania, nawet tak nie myśl. Chciałem tylko wiedzieć, czy nie jest to żadna forma twojego nastoletniego buntu. Nie denerwuj się i chodź tu do mnie.- przytulił mnie na koniec i pocałował słodko w skroń.
-Nie no chyba nie... Ja naprawdę jestem w Tobie zakochana. Inaczej na pewno bym nie nawyzywała Anahi.
-No dobrze, już dobrze... Wierzę Ci i masz rację... Bądźmy po prostu szczęśliwi zamiast szukać dziury w całym i zastanawiać się, chuj wie nad czym.
-Mhm, lepiej na tym wyjdziemy. Są przyjemniejsze rzeczy od rozmowy.- przyznałam i wpiłam się w jego usta, a jak to z nim bywa już po chwili całowaliśmy się tak namiętnie i dziko, że brakowało mi tchu.
-Co będziemy robić wieczorem?- zapytał między pocałunkami, za pewne nie biorąc pod uwagę niczego nieodpowiedniego.
-Możemy obejrzeć jakiś film i zamówić pizzę.- odpowiedziałam, odsuwając się od niego na kilka milimetrów.
-Okej, będzie jak zechcesz.- zgodził się i powrócił do pocałunków.

Niesieni namiętnością podeszliśmy do kanapy, by po chwili upaść na nią, całując się agresywnie. Leżał na mnie, doprowadzając mnie do szału swoim dotykiem, bliskością i tymi cudownymi pocałunkami. Z każdą chwilą pragnęłam go bardziej i to chyba z wzajemnością, bo jego dłonie zwiedziły już całą odkrytą powierzchnię mojej skóry i kilka centymetrów tej, będącej pod ubraniami, gdy na przykład wkładał ręce pod moją koszulkę, głaszcząc mój brzuch i plecy. Jego język sprawiał mi mnóstwo przyjemności, ślizgając się po moim podniebieniu, a jego wargi wciąż mocno napierały na moje. Byłam już przez niego tak rozpalona, że na moje policzki wkradały się mocno czerwone rumieńce. Było mi po prostu gorąco i zaczęłam wyginać się, próbując zrzucić z siebie bluzę, założoną wcześniej, jak było mi zimno. Ucker się domyślił i pomógł mi to ściągnąć. Automatycznie obudziło to w nas większe pożądanie i pocałunki stały się jeszcze bardziej agresywne. W dodatku Christopher zaczął całować także moją szyję i ramiona, już w ogóle nie wyciągając rąk spod mojej koszulki, trzymając je tuż pod stanikiem i smyrając mnie opuszkami kciuków po żebrach. Moje podniecenie było już tak silne, że chwilami aż drżałam i pojękiwałam cichutko, nie mogąc sobie poradzić z własnym ciałem, które wciąż miało ochotę na więcej, czego mój ukochany jeszcze nie chciał mi podarować. No chyba, że coś się zmieniło i właśnie do tego zmierza... Trochę przeraża mnie fakt, że bez problemu bym się zgodziła na seks z nim. Jestem łatwa, czy aż tak zakochana? W pewnym momencie Ucker zaczął się o mnie ocierać, ewidentnie robiąc sobie w ten sposób dobrze. Czułam jego wzwód już bardzo dokładnie przez jego jeansy i moje legginsy. Czułam to dokładnie tam, gdzie czuć powinnam, co mi też sprawiało niezwykłą przyjemność, choć chyba bardziej w podświadomości. Oddech nas obojga stawał się coraz cięższy, a zachowanie jakiegokolwiek dystansu było niemal niemożliwe. Oplotłam się nogami wokół jego bioder, chcąc jeszcze dokładniej czuć, jak bardzo działa na niego moje ciało i ruchy. Nagle dosłownie w kilka sekund przerzucił mnie tak, że siedziałam na nim okrakiem, ani na chwilkę nie przerywając pocałunków. W tej pozycji jeszcze lepiej czułam, jak jego członek ma na mnie ochotę i wbija mi się pomiędzy uda. Chcąc sprawić mu choć trochę przyjemności, zaczęłam poruszać się seksownie, ocierając się o niego. Co jakiś czas któreś z nas wydawało z siebie ciche dźwięki, a on ciągle przygryzał moją dolną wargę, której już prawie nie czułam.
-Jesteś niesamowita, skarbie...- wydukał między pocałunkami. -Ale radzę Ci przestać, bo się nie powstrzymam.- dodał, całując mnie po szyi, po czym zachłannie wessał kawałek mojej skóry, robiąc mi malinkę.
-Nie musisz, możesz zrobić ze mną wszystko.- odpowiedziałam w istnym amoku.
-Tak?- zaśmiał się, po czym odchylił mnie do tyłu tak, że spadłam z jego kolan i od razu z kanapy, oczywiście trzymał mnie cały czas, żebym się mocno nie uderzyła. -Ochłoń, dziecko.- powiedział, kiedy już leżałam na dywanie.
-Ty podły szmaciarzu!- krzyknęłam na niego i rzuciłam się z łapami, żeby jego też ściągnąć z łóżka.
Po chwili oboje leżeliśmy na dywanie, łaskocząc się i wydurniając. W końcu zmęczeni po wcześniejszych chwilach namiętności i wygłupach teraz, leżeliśmy obok siebie i próbowaliśmy uspokoić dziki napad śmiechu.
-Ty naprawdę byłaś gotowa mi się oddać?- zapytał, kiedy się już wyciszyliśmy.
-Tak mi się wydaje, chciałam tego. No chyba, że nagle ogarnąłby mnie paniczny strach, to bym wtedy przerwała.- odpowiedziałam, patrząc mu w oczy.
-Wtedy byłoby pewnie za późno. Przerwać możesz tylko do momentu, zanim zostaniesz w bieliźnie. Zapamiętaj to sobie raz na zawsze, lepiej dla Ciebie.- powiedział zupełnie poważnie.
-A gdybym przerwała później, to zrobiłbyś to wbrew mojej woli?
-Nie no raczej nie, ale wkurwiłbym się. Albo zmanipulowałbym Cię na tyle, żebyś znowu chciała się ze mną pieprzyć, wcale nie będąc na to gotową.
-Ale nie skrzywdziłbyś mnie?
-Skąd to pytanie? Przecież ufasz mi bardziej niż ja sobie sam... Odpowiedź należy do Ciebie, maleńka. Powiem tylko, że to jeden z powodów, dla których nie chciałem z Tobą być, ale to Ty się uparłaś...- ups, rzeczywiście, jeszcze wczoraj byłam pewna, że nie zrobi mi krzywdy... Nadal jestem tego pewna, niepotrzebnie o to zapytałam.
-Oczywiście, że Ci ufam.- powiedziałam, całując go słodko w kącik ust. -Nie chce mi się wstawać, bo całkiem wygodnie na tym dywanie. Weź mi zarzuć telefon, zamówię tą pizzę.- poprosiłam, bo on miał mój telefon na wyciągnięcie ręki.

Zamówiłam pizzę i szukaliśmy jakiegoś dobrego filmu na wieczór. W końcu wspólnie zgodziliśmy się na jakąś komedię romantyczną. Rozłożyłam kanapę i wyciągnęłam z szafy duży koc. Po około 20 minutach dostarczono naszą pizzę. Oczywiście po co wziąć na dwie osoby małą? Wzięliśmy giganta i to cholernie ostrą. Do tego oczywiście sos czosnkowy i cola.
-No jak to zjesz, to będziesz przez tydzień narzekać, że jesteś gruba.- zaśmiał się, kiedy otworzyliśmy karton.
-Trudno, i tak jestem piękna.- wystawiłam mu język, biorąc się za jedzenie.
-No raczej, kochanie.- przyznał i przyciągnął mnie na chwilę do siebie, by pocałować słodko w policzek.
-Swoją drogą... Tandetna komedia, pizza i cola to bardzo romantyczne.- skomentowałam.
-Okej, następnym razem oglądamy Greya, pijemy czerwone wino i jemy elegancką kolację z deserem.- zapowiedział, kontaktem wzrokowym zwracając moją uwagę na ostanie słowo.
-Mmm, okej...- mruknęłam, zgadzając się.
O dziwo udało nam się zjeść całą tą pizzę prawie równo z końcem filmu. Leżeliśmy jednak dalej na kanapie, rozmawiając o głupotach. Żadne z nas nie mogło się zebrać, żeby wstać i pójść się wykąpać. Byliśmy tak objedzeni i w ogóle już tak zmęczeni po całym dniu, a zwłaszcza samym wieczorze.


Hejo! Macie już ten rozdział :) Jestem tak zmęczona, zapracowana, że nawet nie mam kiedy tu zajrzeć. Wiecie, szkoła i praca to jednak duży wysiłek... Ale nie narzekam, a po prostu właśnie w tym momencie idę już spać xD 
Do następnego skarby, jakże nieliczne :D :*

niedziela, 17 września 2017

15. "To nie romans"

Po dość długim pocałunku, który oczywiście później przybrał na sile i z wyjątkowo delikatnego zmienił się w wyjątkowo namiętny, a ja wylądowałam na blacie kuchennym z dłońmi Uckera odbitymi na biodrach, oddalił się ode mnie o kilka centymetrów, mówiąc:
-Czemu Ty jesteś taka seksowna i pociągająca?- oddychał głośno, unosząc głowę do góry, najwyraźniej by nabrać sił.
-Bo jestem boska.- odpowiedziałam wesoło i beztrosko.
-Ale mi to odpowiedź...- zaśmiał się i cmoknął mnie w kącik ust.
-Czemu tak nagle zmieniłeś zdanie? Bo wparowałam tu niedoubrana? Przyznaj się, podła istoto!- pytałam na poważnie, ale musiałam dodać do tego odrobiny głupiego humoru.
-Przejrzałaś mnie... Nie no żartuję, to mnie tylko utwierdziło w tym, co postanowiłem ze trzy godziny temu.
-Więc dlaczego?
-No cóż... Nieźle mi wczoraj dojebałaś na koniec i zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać. Usiadłem sobie tutaj i przypomniałem sobie wszystkie chwile z Tobą od początku. Posłuchaj, Dul... Ja naprawdę potrafię być niebezpieczny i już nie jednej kobiecie podbiłem oko. Nie, nie chwalę się, nie żalę... Po prostu musisz o tym wiedzieć i mieć to na uwadze.- słuchałam go uważnie, patrząc w jego oczy. -Nie chcę Cię już straszyć, bo na Ciebie to zresztą i tak nie działa. Zmierzam do czegoś zupełnie innego... Myśląc o tym wszystkim, analizując, zdałem sobie sprawę z tego, że nie byłbym w stanie zrobić Tobie krzywdy. Każda inna kobieta za to, na co Ty sobie pozwalałaś, mówiłaś i robiłaś, dostałaby ode mnie w mordę. A Ciebie tylko poszarpałem, ścisnąłem, czy pchnąłem lekko na ścianę, albo z całej siły na materac. Przy Tobie względnie umiem panować nad emocjami i nerwami, potrafię się zmusić do spokoju.
-I prędzej czy później zamiast krzyczeć się uśmiechasz.- dodałam, szczerząc się do niego słodko.
-Właśnie... I oby tak zostało. Odważyłem się spróbować i mam nadzieję na normalny, zdrowy związek. Musisz jednak pamiętać, że ja nie jestem jak twoi koledzy ze szkoły i łatwo mogę zrobić Ci krzywdę, nawet przez przypadek. Dlatego proszę Cię... Musisz uważać, zwracać uwagę na szczegóły i mówić mi o wszystkim, co Ci się nie spodoba. Okej? Bo tylko wtedy może nam się udać. Obiecuję, że skupię się przede wszystkim na twoich uczuciach i będę się z Tobą obchodził delikatnie. Ale jeśli zrobię coś nie tak, to mnie przystopuj, żebym więcej tego nie powtórzył. Zrozumiałaś?
-Tak, obiecuję. Chociaż jestem prawie pewna, że nie zrobisz nic niestosownego. Zresztą wszystko, co do tej pory zrobiłeś, w jakiś sposób mi się podobało. Może to zabrzmi głupio, ale lubię twój wybuchowy charakter, imponuje mi to.
-Dopóki masz taryfę ulgową, słońce... Boże, jaka Ty jesteś...- złapał mnie za policzki, zbliżając do mnie swoją twarz.
-Głupia, nierozważna, bezmyślna? Tak, to właśnie ja.- powiedziałam z beztroskim uśmiechem małej dziewczynki.
-Rozbrajasz mnie, Dul.- westchnął, dając mi słodkiego buziaka. -Biegnij się ubrać, bo Cię zaraz zjem.- ściągnął mnie z blatu i klepnął w tyłek, żebym poszła do pokoju.
-Jak taki głodny jesteś, to możesz mi zrobić śniadanie.- rzuciłam, wchodząc po schodach.
-No dobra, znaj moje dobre serce, małpo.- zaśmiał się, posyłając mi buziaka.

Pobiegłam po schodach na górę do swojego pokoju. Byłam tak szczęśliwa jak chyba jeszcze nigdy. Rzuciłam się na łóżko z szerokim uśmiechem na twarzy i zamknęłam oczy, jakbym chciała zatrzymać całą tą magię dla siebie, stworzyć taki intymny klimat, pogrążyć się we własnych myślach, by móc nacieszyć się tym stanem. Leżałam tak kilka dobrych minut, cały czas czując na skórze i ustach dotyk Uckera. W końcu podniosłam swój szanowny tyłeczek i się ubrałam. Nie ma sensu się stroić, bo i tak siedzę w domu tylko z Christopherem, a on chyba woli mnie naturalną niż taką idealną, jaka jestem w szkole. Zresztą i tak jeszcze go o to zapytam, co nie zmienia faktu, że mam lenia i nie chcę marnować czasu na makijaż czy inne tego typu bzdury. Ubrałam standardowo czarne legginsy i kolorową koszulkę na ramiączkach. Rozczesałam włosy i związałam w niedbałego koka, żeby mi nie przeszkadzały, bo będąc w domu nie znoszę mieć kłaków na twarzy. Kiedy byłam już gotowa, uśmiechnęłam się do siebie w lusterku i zeszłam na dół do MOJEGO CHŁOPAKA.
-Co tak długo? Ja już dawno skończyłem kanapki dla Ciebie.- zapytał, kiedy weszłam do kuchni.
-Musiałam się w samotności z tym wszystkim oswoić, bo trochę nie mogę uwierzyć, że jesteś mój.- odpowiedziałam z radosnym uśmiechem.
-Nie susz już tych ząbków, siadaj do jedzenia. Masz tu swoją już zimną kawę.- przyniósł mi moją szklankę nawet nie zaczętej kawy z salonu.
-Dziękuję bardzo.- powiedziałam, spoglądając na niego.
-Smacznego, Duluś.
-A Ty nie jesz?
-Nie, nie chcę Was objadać. Twoi rodzice i tak zdenerwują się, że tu w ogóle jestem.
-Przestań, siadaj koło mnie i jedz, do cholery.- rozkazałam lekko wzburzona jego zachowaniem.
-Dulce...- westchnął i usiadł koło mnie, ale nie wziął się za jedzenie.
-Zamknij się i jedz, bo się obrażę! Zresztą myślisz, że ja sama zjem trzy kanapki?
-A nie?
-Jasne, że nie. Wyjaśnię Ci tak na przyszłość... Ja jem zawsze jedną kanapkę, bo generalnie dosyć często bywam w kuchni między posiłkami i podjadam. To mniej tuczące niż jedzenie góry żarcia na raz, polecam.- wyjaśniłam, jedząc powoli.
-No dobrze, będę pamiętał przy następnym posiłku dla Ciebie.- posłał mi ten swój kochany uśmiech, a ja skinieniem głowy wskazałam, by jadł.

I w ten sposób zjedliśmy pierwsze wspólne śniadanie jako para, rozmawiając o głupotach. Później od razu usiedliśmy na kanapie przed telewizorem. Ucker skakał po kanałach, nie mogąc się na nic zdecydować, a ja miałam wielką ochotę na mój serial.
-Dasz mi pilota?- poprosiłam, a on od razu mi go oddał. -Nie obrazisz się, jak włączę mój serial? Mam mnóstwo zaległych odcinków i muszę je obejrzeć.- zapytałam, tuląc się do niego.
-Że ja mam to z Tobą oglądać?- zapytał, patrząc na mnie jak na ufo.
-Mhm. A czemu nie? To serio mega fajne.- zapewniłam, w ogóle go tym nie przekonując, wiem to.
-Wiesz co, myszko? To Ty sobie oglądaj ten swój pewnie zabójczo ciekawy i mądry serial, a ja muszę gdzieś iść.- dał mi szybkiego buziaka i wstał.
-Ej, nie... Gdzie idziesz?- zapytałam, w ciągu sekundy stając tuż obok niego.
-Renata już dawno chciała, żebym ją odwiedził. Pójdę trochę u niej posiedzieć, podobno ma mi dużo do powiedzenia.
-Mhm, okej w końcu to twoja mama... Ale nie mów jej o nas, bo ona mnie bardzo nie lubi. I cokolwiek powie, to nie daj się nabuntować przeciwko mnie.- poprosiłam, stojąc blisko niego z rękami zarzuconymi na jego szyję.
-Daj spokój, głuptasie... Mam swój rozum i na pewno nie zmienię o Tobie zdania, mam własne.- zaśmiał się, znowu całując mnie słodko w kącik ust, to takie kochane.
-Mam nadzieję. A o której wrócisz?
-Myślę, że wpadnę na chwilę jakoś po południu.
-Jak to wpadniesz na chwilę?
-No normalnie. Przyjdę, chwilę z Tobą posiedzę i pójdę do domu. Co w tym dziwnego?
-Niby nic, po prostu... Myślałam, że zostaniesz na noc.
-Przez noc nie umrzemy z tęsknoty, a nie chcę się z pewnymi rzeczami spieszyć, dlatego lepiej, żebym nie był z Tobą sam na sam w pokoju w nocy, bo może do czegoś dojść.
-I co z tego? Przecież jesteśmy razem i to nic złego.
-Skarbie, mogę zadać Ci intymne pytanie?
-Mhm.- zgodziłam się niepewnie.
-Czy Ty w ogóle kiedyś to robiłaś?- aj, wiedziałam, że o to chodzi...
-Nie, jak dotąd moimi najerotyczniejszymi chwilami w życiu były pocałunki z Tobą.- odpowiedziałam i pewnie się zarumieniłam, bo tragicznie to ujęłam.
-Tak myślałem, dlatego tym bardziej nie mogę z Tobą spać. Wiem, że masz coś z główką i chętnie byś mi się oddała nawet wtedy u mnie, ale nie chcę wykorzystywać twojej miłości przy pierwszej lepszej okazji. Mi to nie zrobi wielkiej różnicy, a Ty jeszcze poczekaj, później efekt będzie lepszy. Chcę, żebyś zrobiła to świadomie, jak będziesz w pełni gotowa...
-Przestań, nie mówmy o tym... Chciałam tylko, żebyś został na noc ze mną w domu.
-Widzisz? Nawet na rozmowę o tym nie jesteś do końca gotowa. Zacząłem ten temat, bo wiem, że w nocy mogę się nie powstrzymać, będąc zbyt blisko Ciebie, jak zaczniesz mnie całować i w ogóle. Chcę zdrowej relacji, a w ten sposób na wstępie to zepsujemy i będziemy się ciągle pieprzyć po kątach.
-Okej, rozumiem i masz rację. Ale proszę Cię tylko, żebyś był na noc ze mną w domu, dopóki moi rodzice nie wrócą. Nie lubię być sama, a Ty skorzystasz i pobędziesz u mnie zamiast na tym swoim niebezpiecznym zadupiu. Przygotuję Ci osobny pokój, żebyś nie musiał spać ze mną. Chociaż nie ukrywam, że wolałabym się do Ciebie w nocy przytulać tak jak ostatnio.
-No dobrze, zostanę z Tobą w domu.- ostatnie słowo mocno podkreślił, żebym sobie nie myślała nie wiadomo czego.
-To super, dziękuję.- przytuliłam się do niego mocno.
-Ja lecę, a Ty sobie oglądaj ten swój serial.- powiedział, zbliżając się do drzwi wyjściowych.
-Poczekaj, daj mi buziaka.- zatrzymałam go i wpiłam się w jego usta, tonąc w namiętnym pocałunku i dopiero później wypuściłam go z domu.

Tak jak planowałam, włączyłam sobie serial. Nałożyłam sobie lodów ze wszystkim, co tylko miałam, czyli między innymi czekolada, posypka, polewa i różne inne słodkie rzeczy, które znalazłam w kuchni. Rozsiadłam się idealnie przed telewizorem, ale nadrobienie dzisiaj tych odcinków chyba nie było mi pisane... Po niecałych dwóch odcinkach usłyszałam dzwonek do drzwi. W sumie miałam nadzieję, że to Ucker, bo nikogo innego się nie spodziewałam i właściwie nie chciałam. Okazało się jednak, że to moje kochane przyjaciółki. Otworzyłam im drzwi i przytuliłam je na powitanie.
-Cześć, kochanie. Boże, przepraszam, że mnie przy Tobie nie było w trudnych chwilach... Leżałam w łóżku z wysoką gorączką i nie miałam kontaktu ze światem. Dopiero dzisiaj weszłam na fejsa i zobaczyłam wiadomości od Ann.
-Spokojnie, nie tłumacz się. Rozumiem i doceniam, że od razu przyszłaś. Zresztą nie byłam sama.- uśmiechnęłam się tajemniczo, gdy usiadłyśmy na kanapie. -Chcecie lody?- zapytałam, biorąc do ręki swoją miseczkę. -To sobie nakładajcie i wrzućcie do środka, co chcecie. Wszystko zostawiłam jeszcze na wierzchu, bierzcie sobie. Tylko lody są w zamrażarce.- powiedziałam na luzie, jak to zwykle gada się z przyjaciółkami.
-Ty to zawsze wiesz, na co mam ochotę.- zapiszczała nasza Blondi i pobiegła do kuchni.
-Tez bym sobie zjadła, ale mam jeszcze chore gardło...- powiedziała May ze smutkiem.
-Oj, biedactwo moje...- zaśmiałam się, dalej jedząc moje wypasione lody.
-Dul, jak tam twój przystojniak?- zapytała Anahi z kuchni.
-Jak tu przyjdziesz, to Wam coś powiem. Dowiecie się o tym jako pierwsze, padniecie.- zapowiedziałam, bawiąc się łyżeczką w ustach.
-Umieram z ciekawości... A gdzie twój towarzysz niedoli, super bohater, czy jak go tam nazwać?- no tak, przecież wiedziała, że był tu Christopher, kilka razy nawet z nim gadała przez telefon.
-Poczekaj, nie bądź taka ciekawska...- przetrzymywałam ją, żeby powiedzieć wszystko po kolei.
-No to gadaj, kochana. Jakaś Ty dzisiaj tajemnicza...- powiedziała Ann, siadając koło nas na kanapie, czułam się trochę osaczona jak tak obie wpatrywały się we mnie, czekając na sensacje.
-Okej, a więc... Jestem z Christopherem.- powiedziałam, przymekając oczy.
-Jakim?- zapytała Maite, jakby upewniając się, czy dobrze myśli.
-Uckermannem.- odpowiedziałam, uważnie obserwując ich reakcje.
-Okej, a co naprawdę chciałaś nam powiedzieć?- zapytała Ann, kiedy obie wybuchły śmiechem.
-Dziewczyny ja mówię poważnie. I wtedy, kiedy mnie kryłaś, też byłam u niego. Ale razem jesteśmy w sumie od dzisiaj, wcześniej tylko...- zaczęłam, a one patrzyły na mnie jak na kosmitę, nie mogąc w to uwierzyć.
-Dul, ja rozumiem, że romans można mieć z każdym, ale bez przesady...- skomentowała Anahi.
-To nie romans, ja jestem zakochana. Wiecie co? To ja może Wam opowiem, jak to z nami było.- powiedziałam, ale one w ogóle nie brały na poważnie mojego związku z Uckerem.
Opowiedziałam im o wszystkim, co działo się między nami, ze szczególnym naciskiem na moje uczucia i myśli. Nie przerywały mi, ale wymieniały ze sobą dziwne spojrzenia.



No dobrze, macie rozdział ;) Jak się podoba? Czytać, komentować i jeszcze raz komentować! :* :P Nie chce mi się rozpisywać, do następnego <3