niedziela, 15 kwietnia 2018

22. "Jesteś ideałem"

To było dokładnie to, o czym marzyłam... Romantyczny wieczór z ukochanym, dobrą muzyką, świeczkami, winem, płatkami róż i mnóstwem miłości wiszącej w powietrzu. Rozmawialiśmy o głupotach, śmialiśmy się i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, powoli sącząc pyszne wino. Byłam tak bardzo szczęśliwa, a czas wtedy dla nas nie istniał. I mimo, że oboje wiedzieliśmy do czego to wszystko zmierza, to nie spieszyliśmy się, a nawet można powiedzieć, że to przedłużaliśmy. Dopiero kiedy skończyliśmy całą butelkę wina, a zegar wskazywał drugą w nocy, nasze czułości poszły we właściwą stronę i powoli zatraciliśmy się w sobie. Christopher położył mnie na jeszcze idealnie zaścielonej pościeli i zaczął składać czułe pocałunki na moich ustach i szyi. Miałam na sobie krótką, czerwoną i bardzo seksowną koszulę nocną, którą powolutku podwijał, opuszkami palców pieszcząc moją wrażliwą skórę. Zaczął od ud, przez biodra, talię do piersi. W tym czasie jego usta prawie w ogóle nie schodziły z moich. Kiedy jego zwinne dłonie skończyły delikatną zabawę moimi piersiami, tą samą ścieżkę powtórzył ustami. Zostawiał mokre pocałunki z każdej strony moich ud, na biodrach, talii, brzuchu... To było tak przyjemne i podniecające, że całe moje rozpalone ciało pokryło się gęsią skórką, wyginałam się i lekko drżałam co jakiś czas. Podobało mu się to, jak wielką mi sprawia przyjemność, a z jego twarzy nie znikał uśmiech, z mojej zresztą tak samo, ale to raczej oczywiste. Kiedy dotarł pocałunkami do moich piersi, na długo się tam zatrzymał i całkiem zdjął ze mnie cienki materiał koszuli. Jęczałam i wzdychałam cichutko pod wpływem rozkoszy, jaką mi dawał. Byłam już zupełnie naga i taka gotowa... Nie chciałam niczego przyśpieszać, ale chciałam jego tak samo rozpalić. Sprytnie się spod niego wywinęłam i teraz to ja leżałam na nim, składając pocałunki na jego klatce piersiowej. Zrobiłam mu lekką malinkę na szyi, mimo że on mi nie zrobił ani jednej, bo się po prostu odzwyczaił, żebym nie miała żadnych śladów. Powoli zdjęłam jego bokserki, a on od razu szarpnął mnie delikatnie, bym to ja z powrotem była na dole. Leżałam prawie bez ruchu, a on nadal czule mnie głaskał i całował. W końcu zakończył te słodkie tortury, splotliśmy nasze dłonie i ułożył je nad moją głową, po czym zaczął powoli we mnie wchodzić. Od jakiegoś czasu nie używamy prezerwatyw, mogłam zacząć brać tabletki, bo dla pewności zrobiliśmy badania krwi i okazało się na szczęście, że Ucker niczym nie jest zarażony przez swoje byłe "partnerki", więc nie mamy się czego obawiać. Nawet moja mama pogratulowała nam wtedy rozwagi, jak dowiedziała się o tych badaniach. Ale wracając do obecnej przecudnej sytuacji... Ani na chwilę nie traciliśmy kontaktu wzrokowego, wciąż uśmiechając się szeroko. Ucker poruszał się we mnie powoli, a nasze usta były prawie cały czas złączone. Co jakiś czas zjeżdżał niżej, składając pocałunki na mojej szyi, co dodawało temu wyjątkowego uroku i jeszcze bardziej mnie wręcz uskrzydlało. Oboje wydawaliśmy z siebie niezbyt głośne jęki, a nasze oddechy i bicie serca miały przyspieszony rytm. Tak było cały czas, a trwało to naprawdę długo. Zazwyczaj nasze numerki kończą się trzy razy szybciej, a tym razem cieszylismy się sobą tak długo, a przyjemność wciąż wzrastała. W końcu oboje osiągnęliśmy szczyt i zatraciliśmy się w swoich objęciach. Byliśmy szczęśliwi, ale tym razem prawie niezmęczeni. Jednak było bardzo późno, więc byliśmy już bardzo śpiący. Schowaliśmy się pod kołdrę, na której wcześniej leżeliśmy i powoli zasypialiśmy, wciąż dotykając siebie nawzajem i szeptając miłe słówka pełne miłości.
-Właśnie zdałeś ostatni egzamin.- stwierdziłam z uznaniem, patrząc mu w oczy.
-Ostatni? To były jakieś wcześniej?- zdziwił się.
-No tak, mnóstwo... Przestałeś być taki narwany, nie mam siniaków od twoich uścisków, prawie na mnie nie krzyczysz, potrafisz być czuły i romantyczny, robisz dla mnie wszystko. No cóż, wszystkie zdałeś i to nawet nie wiesz kiedy.- wytłumaczyłam, a on miał wręcz zszokowaną minę. -Jesteś ideałem, kochanie.- powiedziałam, dając mu słodkiego buziaka w kącik ust.
-Nie mów tak, Dul. Oboje wiemy, że to nieprawda.- stwierdził, lekko poważniejąc.
-No nie bądź taki skromny... Okej, więc jesteś moim ideałem, szczęściem, życiem, natchnieniem i nie wiem, czym jeszcze.- dopowiedziałam z uśmiechem.
-Idź Ty już spać, szogunie...- pocałował mnie czule w czółko.
-Czemu tak na mnie mówisz?- zaśmiałam się wesoło.
-Bo to najładniejsze i najsłodsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy, gdy mówisz i robisz głupoty.- odpowiedział ze szczerym uśmiechem.
-Mhm, no okej... Więc dobranoc, mój ideale.- celowo na złość go tak nazwałam, wiedząc że mu się to nie spodobało.
-Weź wyjdź złośliwa małpo... Śpij w końcu!- klepnął mnie niezbyt mocno w tyłek, a ja cicho pisnęłam.
-Zostaw mnie głupku, śpij i nie psuj nastroju.- powiedziałam oburzona, wtulając się w niego bardziej. -Dobranoc, kocham Cię.- dodałam już spokojnym tonem.
-Ja Ciebie też. Słodkich snów, skarbie.

Były to ostatnie słowa, jakie dziś padły. Przytulił mnie mocniej i zaczął czule głaskać po biodrze i ramieniu, gdzie akurat trzymał ręce. Zasnęłam z uśmiechem na twarzy, byłam tak cholernie szczęśliwa jak chyba jeszcze nigdy. Miałam przy sobie najlepszego faceta na świecie, który kocha mnie bezwarunkową, wielką, bezgraniczną i wbrew pozorom czystą miłością. Za nic w świecie nie zamieniłabym go na nikogo innego.

Wszystko było idealnie, perfekcyjnie, bosko i wspaniale dopóki jedne z najbliższych mi osób nie zapragnęły tego zniszczyć... Rodzice strasznie się wkurzyli, gdy zobaczyli nasze tatuaże i przez dwa dni mi truli, jak bardzo to jest głupie, niebezpieczne i w ogóle. Po za tym ich stosunek do mojego związku z Uckerem niby się nie zmienił i nadal byli dla niego mili i nie komentowali naszych czułości. Jednak tak mi się tylko wydawało, to były pozory... Po kilku dniach zrobili nam przykrą niespodziankę. Jak gdyby nigdy nic zaprosili nas na kolację, zostawiając Sofię w hotelu z opiekunką, co było jakby w cenie pokoju. W restauracji przy zarezerwowanym stoliku czekał na nas jakiś mężczyzna kilka lat starszy ode mnie. Wstał i szarmancko się z nami przywitał. Muszę przyznać, że był bardzo przystojny, uśmiechnęłam się do niego niepewnie, bo miał w sobie coś, co nawet mnie bardzo onieśmielało. Na pierwszy rzut oka widać było, że pochodzi z wyższych sfer i potrafi się zachować przy damie, za którą w tym środowisku mnie bezwzględnie uważano, co strasznie mnie denerwowało i ograniczało, nienawidziłam tego. Nieznajomy, który jak się po chwili dowiedziałam, miał na imię Joaquin, dużo rozmawiał z moim tatą o interesach i polityce. Mama co jakiś czas udzielała się w rozmowie, ale przez większość czasu milczała, będąc czymś wyraźnie zmartwiona. Kilka razy ją o to pytałam, ale za każdym razem mnie zbywała. Dla mnie była to jedna z obojętnych mi kolacji biznesowych ojca, na której się nudziłam i objadałam. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, jak bardzo nieswojo czuje się tu Christopher. Był bardzo spięty, a jego dłonie zimne i coraz bardziej wilgotne. Po jednym spojrzeniu w jego oczy, poczułam, jak bardzo jest zdenerowany i nie wie, jak się zachować w zupełnie nowej, niewygodnej sytuacji. No cóż... Nie oszukujmy się, że nie pasował w ogóle do takiej restauracji, nie mówiąc już o towarzystwie moich rodziców i jakiegoś ważniaka. Było mi go strasznie szkoda i postanowiłam umiejętnie wziąć go na stronę, by go uspokoić.
-Kurde, odpięło mi się ramiączka od stanika.- powiedziałam bardziej w stronę mamy. -Chodź, pomożesz mi.- złapałam Uckera za rękę i powoli wstawałam, jeszcze zanim mama zdążyła cokolwiek powiedzieć. -Przepraszam na chwilę, zaraz wracamy.- przeprosiłam grzecznie, by wszyscy słyszeli i poszliśmy w stronę toalety.
-Czuję, że to pretekst.- słusznie zauważył Christopher, gdy byliśmy już daleko od stolika.
-Tak, masz rację. Chciałam Cię trochę odprężyć i na chwilę stamtąd zabrać, bo widzę, jaki jesteś zestresowany w tak sztywnym towarzystwie.- odpowiedziałam, gdy wchodziliśmy do damskiej toalety.
-Przestań, nie przejmuj się.- złapał mnie za rękę, uśmiechając się delikatnie.
-To się, cholera, uspokój...- poprosiłam, zarzucając ręce na jego szyję. -Wyluzuj, miej na nich wyjebane tak jak ja. Nie tylko Ty tu nie pasujesz, ja także i nie znoszę takich spotkań. Po za tym nawet nie mam pojęcia, co to za facet i po chuj tu jesteśmy.- mówiłam jak najbardziej swobodnie, by go choć trochę rozluźnić.
-Aj przestań... Ty jesteś z tego środowiska i nie masz pojęcia, jak bardzo źle się tu czuję, będąc zupełnie obcy i inny.- wyznał zrezygnowany i smutny.
-Kochanie, daj spokój... Posiedzimy tu jeszcze chwilę, wytrzymasz. Jak będziesz grzeczny i mniej spięty, to w nocy dostaniesz nagrodę.- obiecałam i złożyłam delikatny, zmysłowy pocałunek na jego ustach.
-Okej, przekonałaś mnie... Postaram się trochę uspokoić.- powiedział cicho, na chwilę przerywając pocałunek, do którego jeszcze na chwilę wróciliśmy, po czym poszliśmy do stolika, gdzie cały czas trwała rozmowa.
-Kochanie, opowiedz Joaquinowi o swojej grze na fortepianie.- wypalił mój tata, gdy tylko usiedliśmy.
-Co?- zapytałam zdziwiona, że wspomina o czymś tak mało istotnym. -Mhm, okej... No więc rodzice zapisali mnie kiedyś na lekcje gry na fortepianie. Jak byłam młodsza, to nawet to lubiłam, ale później mi się znudziło i zakończyłam karierę.- streściłam nadal zdziwiona tym, że w ogóle kogoś mogłoby to interesować.
-Joaquin gra na skrzypcach i ma na koncie mnóstwo sukcesów.- powiedziała mama z uznaniem.
-To świetnie, super.- udałam zainteresowaną z grzecznym uśmiechem.
-Uwielbiam muzykę klasyczną, jest w niej tyle emocji i uczuć... A Ty?- zwrócił się do mnie, ale szczerze niezbyt go słuchałam i musiałam się przez chwilę zastanowić nad odpowiedzią.
-Yyy, szczerze mówiąc niezbyt.
-To jakiej muzyki słuchasz?
-Jak to jakiej? No normalnej, każdej.- odpowiedziałam luźno, nie rozumiejąc jego nagłego zainteresowania moją osobą.
-To też ciekawie. A lubisz podróżować?- jejku, czemu on do mnie mówi i po co pyta o takie rzeczy?...
-Chyba jak każdy lubię zwiedzać nowe, ciekawe miejsca... Ale bardzo lubię też spędzać czas w domu.
-Jakie miejsce aktualnie chciałabyś zwiedzić?- po co mu ta informacja do cholery?
-No nie wiem... Może Włochy?- powiedziałam w sumie pierwsze, co przyszło mi do głowy.
-Dawno nie byłem, w sumie możemy się tam wybrać.- co mnie to obchodzi... Jak to "możemy"?
-Przepraszam... My? Że kiedy?- dopytałam, a na te słowa moi rodzice dziwnie się spięli, a on zamilkł. -O co chodzi? Co to za dziwny wywiad i czemu nagle milczycie?- pytałam, próbując coś wyczytać z ich twarzy.
-Sądziłem, że powinniśmy wcześniej wybrać miejsce na podróż poślubną.- czy ja się przesłyszałam?
-Co, proszę?!- podniosłam głos zbulwersowana, spoglądając na Uckera równie zdezorientowanego jak ja.
-Pomyśleliśmy, że Joaquin będzie idealnym mężem dla Ciebie.- powiedział tata, ale w jego głosie słychać było nutkę niepewności.
-Myślenie nigdy nie było waszą mocną stroną...- odezwałam się spokojnie, zanim do końca dotarły do mnie jego słowa. -Chwila... Czy Was pojebało?!- wstałam, opierając się o stół.
-Uspokój się i siadaj, kochanie.- lekko pociągnęła mnie mama, a ja bezsilnie opadłam na krzesło, po czym nastąpiła chwila ciszy.
-Spokojnie, dam Ci czas do namysłu.- powiedział grzecznie, chcąc złapać mmi za rękę.
-Nie będę się nad niczym zastanawiać!- burknęłam oburzona i nadal w szoku, zabierając jak najdalej swoją dłoń. -Jakim prawem próbujecie mnie swatać za moimi plecam? Nie znam go, nie szukam męża i przede wszystkim mam już, kurwa, chłopaka!- mówiłam podniesionym głosem, przepraszam, darłam się na rodziców.
-Który nie jest dla Ciebie odpowiedni.- powiedział ojciec, czym nas oboje zupełnie wyprowadził z równowagi.
-Wybacz, kochanie... Lepiej wyjdę, bo nie wytrzymam.- wtrącił wkurwiony Ucker i wyszedł z restauracji, szturchając ludzi po drodze, jakby ich tam nie było.
-Jesteście żałośni... Możecie pomarzyć, że za niego wyjdę, zapomnijcie.- powiedziałam przez łzy, patrząc z żalem na rodziców.
-Dulce, proszę, nie rób tutaj awantury. Chodźmy już i porozmawiamy w hotelu.- mama próbowała mnie uspokoić, ale nic z tego.
-Zamknij się, Ty i tak nie masz zdania i prawa głosu w tej rodzinie.- rzuciłam bez większego zastanowienia, co bez wątpienia bardzo ją uraziło, ale w sumie taka prawda... Cokolwiek by nie myślała, to i tak zostanie stłumiona.
-Nie mów tak do mamy!- burknął tata, wyraźnie zszokowany moimi ostrymi słowami.
-A jak mam mówić?! Nie zasługujecie na to, żebym oszczędzała w słowach, bo to Wy wbiliście mi teraz nóż w plecy i uraziliście najbardziej jak się tylko dało mnie i Christophera.- wrzeszczałam i płakałam, nadal nie mogąc uwierzyć w ich podłość.
-Daj spokój... Teraz może boli, ale z czasem zapomnisz i nam za to podziękujesz.- stwierdził tata, a ja już miałam dość tych bzdur i stamtąd wybiegłam.

Wpadłam wprost w ramiona Uckera, który stał na zewnątrz tak wkurwiony jak chyba jeszcze nigdy. Płakałam, a on przytulił mnie mocno, ale nie tak czule jak robił to w ostatnim czasie. To było inne... Jego silne ramiona mocno przyciągały moje małe, prawie bezsilne ciało, ale nie był w tym tak delikatny. Miałam wrażenie, że ze złości dosłownie wbija mi palce pod łopatki. Nie otulał mnie całą swoją miłością, jedynie umięśnionym ciałem. Liczyłam na coś innego, po raz pierwszy mnie zawiódł, choć nieświadomie. Podniosłam głowę, by spojrzeć w jego oczy, które też były całe we łzach. W tym momencie moje serce zaczęło pękać... Ponownie się w niego wtuliłam, ale ulżyło mi, bo tym razem w jego objęciach poczułam się tak, jak powinnam... Bezpieczna, spokojniejsza i kochana.

🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Hej, dawno mnie tu nie było, ponad miesiąc w sumie. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest i  czekał na ten nieszczęsny rozdział... Powiem wam, że trochę mi smutno, bo według mnie to moje najlepsze opowiadanie, które nawet mi się bardzo podoba i pisałam je z sercem, a jest ostatnim dlatego, że nikt go prawie nie czyta... No ale cóż, życie :( Zostało kilka rozdziałów, niedługo koniec. Pewnie nic nie dodam do tego czasu, więc już teraz proszę trzymajcie za mnie kciuki, bo będę pisać maturkę w tym roku, boję się. No dobra, do następnego :*

niedziela, 11 marca 2018

21. "Serduszko"

Od pewnego czasu moje życie to jedno wielkie szaleństwo. Ostatni miesiąc szkoły, wielka miłość, nauka do egzaminów, plany na wakacje, kłótnie z rodzicami... Ciągle coś się dzieje, a ja zaczynam lekko wariować, nie mogąc się w tym wszystkim ogarnąć. Byłam strasznie zabiegana i jedyne, co potrafiło mnie zrelaksować to bliskość Uckera. Wbrew moim rodzicom spędzałam z nim mnóstwo czasu, będącego najlepszym czasem w moim życiu. Po za miłością i czułością, jaką mi dawał w każdym momencie, średnio raz na tydzień izolowaliśmy się od świata, by móc być tylko we dwoje. Może głupio to zabrzmi, ale generalnie pieprzyliśmy się wszędzie, gdzie się tylko da, zaczynając od mojego pokoju, a kończąc na szkolnych toaletach, nie omijając oczywiście łąk, jezior, a nawet wind. To było wspaniałe, tak podniecające i wręcz dzikie. Wciąż miałam ochotę na więcej, zresztą nie tylko ja. A niestety zbliżały się wakacje, na które moi rodzice chcieli wyjechać do Francji. Ogólnie super, kocham Paryż, ale oznacza to rozłąkę z chłopakiem, co będzie trudne. Co więc zrobiłam? Poprosiłam rodziców, by Ucker mógł jechać z nami. Tacie bardzo się ten pomysł nie spodobał, ale z niewielką pomocą mamy, ustaliliśmy, że jeśli ze wszystkich egzaminów będę miała powyżej 50% pojedziemy na wakacje w piątkę. Ucieszyłam się bardzo i jeszcze więcej się uczyłam. Ucker niestety nie cieszył się aż tak bardzo jak ja... Nie, żeby nie chciał ze mną jechać, chodziło o to, że nie chce korzystać z naszych pieniędzy i w ogóle. Udało mi się jednak go przekonać i zgodził się na ten wyjazd, warunkując tym, że kiedyś zwróci dług za tą wycieczkę mojemu tacie. Nawet on z dobroci serca i grzeczności zapowiedział, że nie weźmie od niego pieniędzy, ale Christopher i tak mu je wciśnie.

Wszystko pięknie się udało. Egzaminy zdałam śpiewająco, Ucker zresztą też. Tuż po zakończeniu roku szkolnego, który jednocześnie oznaczał pożegnanie ze szkołą i przyjaciółmi, co było dość smutne, zaczęliśmy się pakować na wakacje. Bardzo się cieszyłam na ten wyjazd, bo sama perspektywa spędzenia mnóstwa czasu z ukochanym chłopakiem i rodziną była cudowna. Była to Uckera pierwsza podróż samolotem. Nie mogłam ze śmiechu, kiedy wpadał w panikę przy starcie. Miałam wrażenie, że za chwilę się rozpłacze, ale na szczęście udało mi się go uspokoić i niedługo potem z uśmiechem na twarzy siedział i mnie głaskał, kiedy powoli zasypiałam. Obudził mnie słodkim buziakiem pod samym Paryżem. Otworzyłam oczy mocno zaspana, ale dość szybko ogarnęłam, co się dzieje i już po chwili byłam gotowa do lądowania.

Aj, Paryż to najpiękniejsze miejsce na Ziemi! Jestem zakochana w tym mieście już od pierwszej wizyty tutaj, kiedy jako mała dziewczynka wyciągnęłam rodziców do Disneylandu. Od tamtej pory byłam tu jeszcze dwa razy, ostatnio trzy lata temu. Moja siostra była bardzo podekscytowana jak zresztą każdą dalszą podróżą. Jednak największą atrakcją było to dla Christophera, który w ogóle pierwszy raz jest w Europie, nie wspominając już o czymś tak niesamowitym jak Paryż. Kiedy jechaliśmy taksówką przez miasto, podziwiał stare budowle i uliczki, a ja wraz z rodzicami mu o nich co nieco opowiadaliśmy. Jak zwykle zamieszkaliśmy w luksusowym, cudownym hotelu w pięknym miejscu. Rodzice mieli pokój ze smarkulą, a ja z Uckerem. Muszę przyznać, że był naprawdę boski. Wyglądał jak sypialnia małżeńska na podróż poślubną... Wielkie łóżko, okno na pół ściany, generalnie ładne, nowoczesne meble, choć bez przepychu, a temu wszystkiemu uroku dodawała czerwień na ścianach, dając romantyczny nastrój. Łazienka też była cudna i chyba oboje mieliśmy już w głowie pewne plany co do dużej wanny z hydromasażem... Mieliśmy też oczywiście duży balkon z widokiem na przepiękny Paryż. Aj, to był po prostu raj, nie mogło być lepiej. Szybko się rozpakowaliśmy, chwilę odpoczęliśmy i poszliśmy na obiad. 

Popołudniu wyszliśmy na spacer. Na początku byliśmy wszyscy razem, ale później odłączyliśmy się od rodziny i chodziliśmy sami. Marzyłam o tym, by zwiedzić "miasto miłości" z ukochanym mężczyzną za rękę. Robiłam tysiące selfie, a Ucker się wkurzał, bo niezbyt to lubi. I oczywiście musiało doprowadzić to do kłótni...
-Możesz sobie trochę darować te zdjęcia?- zapytał lekko zirytowany.
-Nie mogę, muszę mieć z Tobą dużo zdjęć z Paryża. No weź, przecież to takie romantyczne...- odpowiedziałam, przytulając się do niego i robiąc kolejne selfie.
-Dulce!- krzyknął na mnie, zdenerwowany tym, że go zignorowałam i dalej robię zdjęcia.
-Czego się wkurzasz?! Nie potrafisz być romantyczny, to chociaż zdjęcia będą na takie wyglądały.- zarzuciłam już też lekko na niego wkurzona.
-Dul, weź się zdecyduj! Zawsze mówisz, że lubisz, jak jestem taki ostry i w ogóle, a teraz zarzucasz mi, że nie jestem romantyczny. O chuj Ci chodzi?- nieźle się już zdenerwował, podnosząc głos.
-Po pierwsze zamknij się, jesteśmy w miejscu publicznym.- powiedziałam, kładąc palca na jego usta. -A po drugie... Kochanie, Ty bardzo niczego nie rozumiesz. Co z tego, że lubię tą twoją perwersję? Jestem kobietą i czasami potrzebuję czegoś romantycznego. Nie mówię o kwiatkach, czekoladkach, bo na to chyba w ogóle za późno i z Tobą już mnie to ominęło. Chodzi mi chociażby o romantyczny wieczór we dwoje... Chciałabym kochać się z Tobą w blasku świec, a nie tylko pieprzyć po kątach.- wyjaśniłam spokojnie, a on się już naprawdę wkurzył, lub może bardziej zasmucił, ale na siłę się uspokoił.
-Mhm... Duluś, skarbie, ja Ci mówiłem na samym początku, że nie będę takim chłopakiem, jakiego byś chciała. Od razu Cię ostrzegłem, że nie będę romantyczny tylko ostry, że nie będziemy się kochać, tylko pieprzyć, że mogę przez przypadek zrobić Ci krzywdę... Wszystko Ci jasno i otwarcie przedstawiłem, a Ty się zgodziłaś z entuzjazmem, bo rzekomo to lubisz.- mówił, patrząc mi głęboko w oczy i głaskając mnie po ramionach.
-Tak, przecież ja nie narzekam... Kocham Cię, a nasz związek jest idealny, wspaniały. Ja tylko mówię, że czasami mógłbyś postarać się bardziej i dać coś od siebie, żebym poczuła się jak księżniczka.- przewrócił oczami na te słowa.
-Kochanie, przestań zachowywać się jak dziecko! Uważasz, że ja się nie staram, tak? Że bycie z Tobą przychodzi mi z łatwością i nie muszę nic dawać od siebie? To się, kurwa, grubo mylisz, królewno! Zmieniłem całe swoje życie, odkąd Ty w nim jesteś! Ja też się zmieniłem, ale Ty tego nie widzisz! Super, Duluś, dziękuję!- zdenerwowałam go i uraziłam, bo krzyczał na mnie, a w oczach aż miał łzy.
-Boże, przepraszam, kochanie...- przytuliłam się do niego, a on przez chwilę nadal był nieugięty. -Przecież wiem, że dla mnie wiele robisz i to doceniam. Przestań zarzucać mi, że jestem niewdzięczna, bo tak nie jest. Nie kłóćmy się o to, proszę... Nie chciałam Cię urazić, kocham Cię z całego serca. Tak tylko wspomniałam, że mi się marzy romantyczny wieczór i chciałabym spróbować się z Tobą kochać. Jeśli nie to trudno, zapomnij o tym.- mówiłam, patrząc mu w oczy, w których po chwili już widziałam samą miłość bez smutku.
-Kochanie, ja też bym bardzo chciał spróbować się z Tobą kochać i od dawna wiem, że to by Cię uszczęśliwiło, ale daj mi trochę czasu. Przypominam Ci, że jesteś moją pierwszą dziewczyną. Przed Tobą były tylko tanie kochanki na jedną noc, do których nie miałem w ogóle nawet szacunku, nie mówiąc o jakichkolwiek uczuciach. Dla mnie to nadal jest nowa sytuacja, nie wymagaj zbyt wiele.
-Wiem, wybacz... Jestem idiotką.- wtuliłam się w niego, a on zaczął się śmiać.
-To wybaczyłem Ci na samym początku znajomości.- powiedział, a ja udałam obrażoną i co zrobiłam? Selfie!
-Tak jak ja Tobie wszystko. Czasami się zastanawiam, co ja w ogóle w Tobie widzę.- stwierdziłam i zaczęłam się śmiać, a teraz on udał obrażonego.
-Kocham Cię, słońce.- wyznał nagle i wpił się w moje usta.
-Ja Ciebie też.- odpowiedziałam między pocałunkami, po czym zrobiłam selfie, a on za karę przegryzł lekko moją dolną wargę. -Brutal.- wyzwałam go, uderzając z pięści w plecy.

Pierwszego dnia byliśmy zbyt zmęczeni po podróży i nie spędziliśmy aż tyle czasu na mieście. Postanowiliśmy zacząć zwiedzanie od jutra.

Wstaliśmy rano i zaraz po śniadaniu wybraliśmy się wszyscy do Disneylandu. Miejsce, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie... Ja, Ucker i tata, co bardzo mnie zdziwiło, poszliśmy na najbardziej ekstremalną strefę, a mama z Sofią na jakieś bajkowe karuzele dla dzieci. Świetnie się bawiliśmy i aż mnie gardło bolało od krzyczenia ze strachu na jakichś diabelskich kolejkach górskich i karuzelach. Uwielbiam adrenalinę, jestem do tego stworzona i powinni mnie codziennie zabierać na takie atrakcje. A co najlepsze, tata tym razem był bardzo dobrze nastawiony do mojego chłopaka i nawet nie reagował na nasze ciągłe całowanie i przytulanie. Christopher stwierdził, że tak jak na tych karuzelach, to ja nie krzyczę nawet w łóżku. Wybuchłam śmiechem, a tata na szczęście tego nie usłyszał. Po kilku godzinach szaleństwa, poszliśmy na kolację już sami, znaczy tata dołączył do mamy i Sofii. Oczywiście na terenie parku rozrywki było pełno restauracji i innych tego typu rzeczy. Poszliśmy z Uckerem do jednej z pizzerii i gdy zajęliśmy stolik i wzięliśmy do rąk menu, od razu powiedział:
-Tym razem ja płacę, kochanie.
-Masz pieniądze?- zapytałam zdziwiona.
-Niewiele, ale pozwól mi raz zapłacić chociaż za pizzę. Głupio mi, że jestem na twoim utrzymaniu.- odpowiedział, a właściwie poprosił.
-No dobrze, skoro chcesz. Ale to nie jest tak, że jesteś na moim utrzymaniu, skarbie... Zostałeś po prostu zaproszony na wakacje.
-Wiem, wiem i jeszcze raz dziękuję. Dobra, wybieraj pizzę, bo umieram z głodu.- polecił, a ja zaczęłam przeglądać menu.
Wybrałam jedną z tańszych, żeby go aż tak nie obciążać kosztami. Od jakiegoś czasu miał pracę, więc jakieś tam grosze posiadał, ale i tak bardzo niewiele, i lepiej niech oszczędza choćby na normalne mieszkanie a nie na kolacje dla mnie. Po pysznym jedzeniu udaliśmy się na ostatnią atrakcję, a mianowicie diabelski młyn. No cóż, było to najromantyczniejsze, co do tej pory robiliśmy z Uckerem. Stamtąd Paryż wyglądał cudownie, a przez większość czasu moje usta spoczywały na ustach Christophera. Ciągle trzymaliśmy się za ręce, będąc bardzo blisko siebie. Tym razem nie narzekał na moje selfie i chętnie do nich pozował ze słodkim uśmiechem, który uwielbiam jak nic innego na świecie. I te dość częste momenty, gdy wyznawał mi miłość... Rozpływałam się, tak go kocham. 

Później poszliśmy jeszcze tylko na lody, za które też zapłacił mój chłopak i wróciliśmy do hotelu. Po drodze zatrzymaliśmy się przy straganie z grawerowaną biżuterią.
-Ej, mam pomysł!- powiedziałam z entuzjazmem, oglądając ładne naszyjniki.
-Co znowu wymyśliłaś?- zapytał Ucker, śmiejąc się lekko.
-Kupmy sobie takie same naszyjniki, proszę. Znaczy nie takie same, bo Ty z "D", a ja z "C". Tak na znak naszej miłości.- poprosiłam, patrząc mu w oczy z szerokim uśmiechem.
-Dul... Mam inny pomysł, chociaż twoi rodzice mnie uduszą.- od razu spodobały mi się te słowa.
-No więc słucham... Co Ty wymyśliłeś?
-Zróbmy sobie jakieś małe tatuaże.
-Kochanie... Nie, to trochę głupie. Przecież to zostaje na zawsze, takich rzeczy się nie robi.- zaprotestowałam niepewnie.
-Nie? Myślałem, że zgodzisz się z entuzjazmem i polecisz pierwsza, szogunie...
-Hmm... W sumie zawsze chciałam jakiś mały tatuaż.- powiedziałam cicho z zastanowieniem. -Okej, jestem za. Moi rodzice nas zabiją, ale trudno.- zaczęłam się śmiać.
-To co, idziemy teraz?
-Teraz? A skąd wiesz gdzie?- pokazał palcem na małą budkę po drugiej stronie ulicy. -Okej, a gdzie zrobimy te tatuaże i jakie?- zapytałam, gdy szliśmy w tamtą stronę.
-Proponuję coś małego na nadgarstku...
-Serduszko? Ale tak bardziej z boku, żeby było widać, jak będziemy trzymać się za ręce.
-Okej, niech będzie. Ale zakolorowane?
-Nie, lepiej puste.

Finalnie zrobiliśmy tak, że ja miałam puste serduszko, a on całe czarne. Tak było idealnie, bo moje nieco delikatniejsze. Pięknie to wyszło... Białe i czarne. I rzeczywiście cudnie wyglądało, gdy trzymaliśmy się za ręce. To uświadomiło mi, jak wiele swoich przekonań zmieniam przy nim. Nigdy nie pochwalałam takiego tatuowania par, a teraz jestem zakochana w tych tatuażach. Narobiłam mnóstwo zdjęć naszych rąk i się tym jarałam jak głupia. 

Gdy dotarliśmy do hotelu, moja rodzinka najprawdopodobniej już spała, więc postanowiliśmy wziąć z nich przykład. Christopher pierwszy poszedł się wykąpać, a od razu po nim ja. Oczywiście wołałam go do siebie do wanny, a on o dziwo odmówił. Byłam w szoku, a wyjaśnił mi to dopiero, jak wyszłam z łazienki. 

W pokoju panował półmrok, który oświetlał jedynie blask świec. One w połączeniu z czerwienią ścian tworzyły przecudny, romantyczny nastrój, o jakim marzyłam. Na łóżku rozsypane były płatki róż, a na stoliku obok stało czerwone wino i dwa kieliszki. Nie widziałam tutaj tylko mojego ukochanego... Podczas gdy stałam i z uśmiechem się temu przyglądałam, nagle poczułam delikatny dotyk na ramieniu i smyranie w dół po ręce. Odwróciłam głowę i w ręce Uckera zobaczyłam czerwoną różę, która to właśnie czule dotykała mojej skóry. Podał mi ją do ręki i zaczął całować mnie po szyi. Odchyliłam głowę, by miał do niej lepszy dostęp i aż się wzdrygnęłam, kiedy mnie delikatnie łaskotał ustami, nosem i w ogóle samym ciepłym oddechem.
-Spróbuję spełniać twoje pragnienia, ale pamiętaj, że nie jestem ekspertem w dziedzinie romantyzmu. Jednak dzisiaj zamierzam Cię porozpieszczać tak, jak na to zasługujesz, kochanie.- powiedział, całując mnie słodko w kącik ust, po czym doprowadził mnie za rękę do łóżka.
-Wierzę w Ciebie i wiem, że się dla mnie postarasz.- szepnęłam z uśmiechem, siadając na łóżku.
-Najpierw się napijemy.- zapowiedział, podając mi do ręki jeden z kieliszków i oba napełnił pysznym winem. -Za naszą miłość, skarbie!- wzniósł toast i oboje delikatnie sączyliśmy wino, a z naszych twarzy nie schodził uśmiech.
-Okej, to teraz ja... Za szaleństwo, za wszystkie zmiany w życiu, za nas, za przyszłość, za Ciebie i twój anielski spokój...- powiedziałam, mocno ironizując na końcu.
-Haha, śmieszne... W takim razie za Ciebie i twoją normalność.- odgryzł się złośliwie i zaczęliśmy się śmiać, po czym równocześnie zamoczyliśmy usta w winie.

❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️

Macie już ten rozdział noo... Po miesiącu wgl, wow xD Zbliżamy się do końca tego opowiadania, a jednocześnie do końca mojej kariery, co jest naprawdę przykre, ale frekwencja tutaj jest powiedziałabym, zabójcza, więc w zasadzie ten blog umiera śmiercią naturalną :/ No cóż, do następnego, jak będzie te kilka komentarzy i znajdę czas, to dodam :*

środa, 7 lutego 2018

20. "Ostrzegałem"

Głośny budzik z moją ulubioną piosenką obudził mnie o 6:00. Tak jak obiecał Ucker, nie mogłam się ruszyć. Miałam straszne zakwasy na udach i brzuchu. Sztywno zwlekłam się z wysokiego łóżka i udałam się do łazienki. Oczywiście wzięłam ze sobą telefon, by słuchać muzyki podczas kąpieli. Zanim weszłam do wanny, napisałam do Christophera SMS-a:

Do Skarbuś: Zginiesz marnie, brutalu... Wszystko mnie boli 😭😭

Na szczęście ciepła kąpiel trochę pomogła zrelaksować moje ciało. Kiedy wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i stanęłam przed lustrem, by wysuszyć włosy. Zajęło mi to prawie dwadzieścia minut, a potem wzięłam się za ubieranie. Trochę się przeraziłam, gdy zobaczyłam moje ciało w lusterku. Nie sądziłam, że mam aż tyle siniaków i malinek. Było tego naprawdę pełno... Na ramionach, biodrach, udach, pośladkach i szyi, choć tam tylko malinki. Nie czułam tego, nie bolało, bo generalnie nie były to jakieś mocne różnokolorowe sińce, tylko lekko fioletowo-brązowe. To nie zmienia faktu, że wyglądały okropnie jeszcze w połączeniu z malinkami. Podobał mi się taki ostry seks, ale następnym razem mógłby się powstrzymać od oznaczania mnie, że tak to ujmę. Muszę z nim o tym pogadać i niestety poprosić, żeby następnym razem był delikatniejszy. 

Ubrałam się tak, żeby to wszystko zakryć. Jedynie golfu nie założyłam, więc szyję było mi widać, ale to nic takiego w porównaniu z resztą. Schodząc po schodach odczytałam wiadomość od Uckera:

Od Skarbuś: Oj, przepraszam kochanie... Co Cię boli? Rozmasuję. Ale pamiętaj, że ostrzegałem😝😘

Do Skarbuś: Wiem, wiem... Będziesz mi wszystko masować, a szczególnie uda.

Od Skarbuś: Z przyjemnością, moja królowo❤

Usiadłam do śniadania z moją obrażoną rodzinką. Tylko moja siostra odzywała się do wszystkich, rodzice nawet na mnie nie patrzyli, zwłaszcza tata. Nie uważam, aby mieli ku temu powody po za tym jednym, że sama powiedziałam ojcu, żeby się do mnie nie odzywał. No cóż, trudno... Ich problem, ja będę miała chociaż spokój. Po jedzeniu poszłam umyć zęby i zrobić makijaż, po czym beztrosko wyszłam z domu, odcinając się od świata przy pomocy słuchawek z głośną muzyką. Szłam miastem dość szybko, bo nie miałam zbyt wiele czasu, co nie było takie proste, kiedy ledwo ruszałam nogami. Dotarłam do szkoły dwie minuty po dzwonku, ale na szczęście klasa nie weszła jeszcze do sali. Ucker stał jak zwykle trochę odosobniony od reszty, ewidentnie mnie wypatrując. Podeszłam od razu do niego i pocałowałam go czule, namiętnie.
-Hej, skarbie.- powiedział, obejmując mnie.
-Cześć, tęskniłam.- odpowiedziałam, przytulając się do niego.
-Ja też. Nie miałaś już później jazdy z rodzicami?- zapytał.
-Nie, kazałam im się ogarnąć i do mnie nie odzywać.- odpowiedziałam z obrażoną miną.
-Kochanie, nie kłóć się z rodzicami z mojego powodu.- poprosił, odgarniając mi z twarzy niesforny kosmyk włosów.
-Jak mam się nie kłócić? Pierdolą o Tobie bzdury i zakazują nam się spotykać! Nie będę tego tolerować i na pewno nie postawią na swoim, nie rozdzielą nas!- zbulwersowałam się.
-Duluś, ja Cię proszę... Tylko spokojnie, bo zrobiłaś się bardziej nerwowa ode mnie.- przytulił mnie, mówiąc do mnie spokojnie. -To twoi rodzice i martwią się o Ciebie. Przesadzają, ale mają takie prawo, w sumie się im nie dziwię. Mnie też wkurwia ich pierdolenie, ale nie ma sensu robić wojny. Skarbie, musimy z nimi na spokojnie pogadać, żeby jakoś zrozumieli, że Cię kocham i nie skrzywdzę.- jego głos był bardzo czuły i wyrozumiały.
-Kochany jesteś, oby udało nam się z nimi dogadać.- przytuliłam się do niego, gdy wchodziliśmy do sali.
-Oj, nasze gołąbeczki...- powiedziała pani od chemii z ciepłym uśmiechem, będąca bardzo miłą panią przed 50-tką.
-Przed rozmową z twoimi rodzicami, będę się musiał jakoś wyżyć, żeby przy nich nie wybuchnąć.- stwierdził, kiedy usiedliśmy w naszej ławce.
-Mhm, byle nie na mnie.- zastrzegłam, śmiejąc się.
-Nie, spoko... Ciebie na razie nie będę męczyć.- przyciągnął mnie do siebie delikatnie i pocałował słodko w skroń.
-Pamiętaj o moim masażu.- przypomniałam z szerokim uśmiechem, który odwzajemnił.

Po lekcjach poszliśmy do mnie, bo nikogo nie było. Tata miał jakieś posiedzenie, a mama przygotowywała ważny pokaz i obojga nie będzie pewnie do późna. Zjedliśmy obiad przygotowany przez naszą kochaną służącą i poszliśmy do mojego pokoju. To znaczy Christopher wniósł mnie po schodach, gdy narzekałam na straszne zakwasy. Położył mnie na łóżko i powiedział stanowczo:
-Rozbieraj się, kochanie.- spojrzałam na niego pytająco, a on zaczął się śmiać. -Chciałaś masaż.- wyjaśnił, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
-Pff, sam mnie rozbierz.- powiedziałam, oblizując dolną wargę.
-Jak sobie życzysz.- usiadł delikatnie na moich nogach i zaczął rozpinać rozporek moich jeansów.

Na naszych twarzach widniały słodkie uśmiechy, a ja byłam strasznie podniecona, mimo że nie zamierzaliśmy się pieprzyć. Powoli ściągał moje cholernie obcisłe spodnie, głaskając przy tym moje nogi. W tym czasie ja zdjęłam swoją i jego koszulkę.
-A po co to ściągasz, kotku?- zapytał seksownym głosem, śmiejąc się lekko.
-Tak sobie.- odpowiedziałam niewinnie, chichocząc słodko.
-Czy Ty musisz być taka urocza?- zapytał, pociągnął mnie za kostki, by założyć moje nogi na swoje biodra i pchnął mnie lekko do tyłu, żeby mnie położyć.
-Co Ty robisz?
-No jak to co? Będę masować Ci uda.- odpowiedział, kładąc dłonie na moich udach.
-Jejku, serio?...- zaczęłam się śmiać, a on przystąpił do masażu moich ud.
-Jest okej?- zapytał po jakimś czasie, patrząc ciągle na moją twarz tak samo rozbawioną i wpatrzoną w niego.
-Mhm, marzyłam o tym.- westchnęłam, bo naprawdę sprawiał mi tym dużo przyjemności, było mi po prostu dobrze. -Jak Ty mnie będziesz tak rozpieszczał po każdym ostrym seksie, to możesz mnie tak męczyć codziennie.- stwierdziłam, a on wybuchł śmiechem.
-Kusząca propozycja, skarbie.- powiedział i przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, a jego dłonie powędrowały na moją talię. -Boże, jak Ci powyłaziły te wszystkie ślady... Czemu Ty, do cholery, mi na to pozwoliłaś?- zauważył, głaszcząc delikatnie moją skórę w miejscu silników.
-No... To nie boli i tego wtedy nie czułam, ale nie możesz tego robić. Podobało mi się i ogólnie możemy się ciągle tak pieprzyć, ale musisz się nauczyć dotykać mnie delikatniej. Nie zrozum mnie źle, chodzi tylko o to, że okropnie to wygląda i...- chciałam ująć to jak najdelikatniej, żeby się nie zdenerwował.
-Wiem, Dul i przepraszam. Mówiłem, że jestem do tego po prostu przyzwyczajony i nie panuję nad sobą. Ale Ty, skarbie, nie możesz tego akceptować. Jeśli kiedykolwiek za mocno Cię ścisnę, czy zrobię cokolwiek, co może zostać na twoim ciele, to po prostu zwracaj mi uwagę. Dobrze? Ja nie panuję nad swoją siłą, ale Ty możesz. Po prostu mów, szczyp mnie po rękacha, albo pierdolnij porządnie w łeb, żebym się ogarnął.
-Okej, postaram się pamiętać. Ale wiesz co jest najgorsze? Że mi nie przeszkadza, kiedy to robisz. Dopiero później, kiedy na siebie patrzę. W pewnym sensie lubię to, że jesteś taki ostry, agresywny i w ogóle.- przyznałam niepewnie, a on był w wyraźnym szoku.
-Od początku wiem, że masz coś z głową. Ale żeby aż tak?...- zaśmiał się, kręcąc głową z niedowierzaniem.
-Na to wygląda.- stwierdziłam, wślizgując się na niego i całkiem oplątując się nogami wokół jego bioder. -To może zaczniemy naukę delikatności w ostrym seksie?- zaproponowałam i wpiłam się w jego usta.
-Teraz? Dul, Ty jesteś pierdolnięta.- stwierdził zdziwiony i rozbawiony moją odwagą.
-Być może, ale mam to gdzieś.- zaczęłam go namiętnie całować, wijąc się na nim ponętnie.
-Poczekaj chwilkę, bo nie wiem, czy mam gumki.- odsunął mnie troszkę i zaczął grzebać w kieszeniach swoich jeansów. -Mam!- powiedział triumfalnie, od razu otwierając paczuszkę.
-Tylko tym razem nie tak, żebym nie mogła się ruszyć. Już nie chcę mieć zakwasów, uważaj na moje uda.- poprosiłam, a on tylko skinął głową z ciepłym uśmiechem.

Nie ściągnął spodni, co w tym momencie było zbędne i zbyt czasochłonne, tylko rozpiął rozporek i szybko założył prezerwatywę. Tym razem sama niezbyt szybko nabiłam się na jego członek, siedząc na nim okrakiem. Przycisnął mnie jeszcze bardziej do siebie, chwytając mocno za pośladki. Ugryzłam go za to w wargę mocniej niż zwykle, szybko ogarnął dlaczego. Uśmiechnęłam się do niego ponętnie z miną zwycięzcy i zaczęłam się powoli poruszać. Wiłam się, raz unosząc wyżej raz opadając bardziej na niego. Jego dłonie cały czas znajdowały się na moich nagich pośladkach, ściskając je póki co z umiarem. Nasze usta ciągle były złączone w namiętnym pocałunku, a moje ręce wodziły po jego umięśnionym ciele. Na razie pozwalał mi na dominację, co bardzo mnie cieszyło, wspaniale się z tym czułam. Oboje czerpaliśmy wiele przyjemności z nieco spokojniejszego stosunku od wczorajszego, ale Uckerkowi już zaczynało się chyba lekko nudzić i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Złapał mocniej za mój tyłek i coraz mocniej przyciskał mnie do siebie, poruszając mną, jak tylko miał ochotę. Teraz to on ustalał tempo i rytm, w którym coraz ostrzej się pieprzyliśmy. Pocałunki były bardzo mokre i agresywne, nasze języki szalały, a z ust wydawaliśmy coraz głośniejsze dźwięki rozkoszy i podniecenia. Raczej nie ściskał mnie tak, by coś zostało na mojej skórze, ale dla odmiany dostałam kilka lekkich klapsów, które cholernie mi się podobały. To było takie ekscytujące i zupełnie mnie rozbrajało. Tym razem to on miał całą szyję w malinkach, ale cóż... Jego nikt się nie czepi i mogę ich robić, ile zechcę. Na sam koniec trochę zwolniliśmy, wracając bardziej do początkowej wersji, gdzie ja miałam większą władzę. Niestety już nie trwało to długo, bo szybko osiągnęliśmy szczyt i wtuliłam się w niego słodko, usiłując uspokoić swój organizm i zacząć oddychać.
-Jakim prawem dostałam od Ciebie klapsy?- zapytałam, udając zbulwersowaną.
-Ej, mogłaś mówić, żebym przestał...- powiedział, patrząc mi w oczy.
-Dlaczego? Podobało mi się, to lepsze niż zgniatanie moich kości.- stwierdziłam, całując go czule. -Tylko weź się, do cholery, licz ze swoją siłą. Tobie się wydaje, że robisz coś lekko, ale ja jestem delikatniejsza i bardzo wrażliwa, przez co to wszystko odczuwam dużo mocniej.
-Ale coś zrobiłem?- przysięgam, że on jest przewrażliwiony na moim punkcie.
-Nie, mówię tak ogólnie chociażby o tych klapsach. Po prostu czasami wszystko o połowę lżej.- mówiłam z delikatnym uśmiechem, rysując palcem różne wzorki na jego klacie.
-Staram się, skarbie.- zapewnił, całując mnie czule i intensywnie. -A teraz złaź ze mnie, ubierz się i weźmy się trochę za jakąś naukę.- zarządził zdejmując mnie z siebie.
-Okej, to co?... Może przypomnimy sobie lektury?- zaproponowałam, ubierając się.
-Świetny pomysł, a w międzyczasie mogę Ci dalej masować uda, to nie ubieraj spodni.
-Jesteś cudowny, kochanie.- wycałowałam go i były to na razie ostatnie namiętne czułości, bo wzięliśmy się za naukę. 

Siedzieliśmy na łóżku wśród sterty książek, zeszytów i notatek. Oczywiście w tle leciała spokojna playlista stworzona przez nas specjalnie na potrzeby nauki, a wiele informacji czerpaliśmy z internetu, więc koło nas był też laptop. Krótko mówiąc, dobrze, że mam duże łóżko, bo byliśmy wygodnie rozwaleni, jednocześnie cały czas będąc blisko, bo przecież Ucker musiał mieć dostęp do moich ud, które uparcie cały czas czule pieścił, lub bardziej profesjonalnie rzecz ujmując, masował. No nie oszukujmy się, że chciał sobie mnie po prostu pomacać, podotykać, a nie pomasować. Ale nieważne... To było wspaniałe, więc może tak całe życie. Nauka z nim to przyjemność, rozumiemy się idealnie i mamy generalnie podobny tok myślenia i tempo ogarniania, mimo że on ma duże braki, bo nie chodził długo do szkoły i w sumie i tak jest o dwa lata do tyłu. Dziwi mnie fakt, że naprawdę się razem uczymy, a nie tylko wygłupiamy i przytulamy. To wbrew pozorom bardzo efektywne.

Nagle usłyszałam głos mojej mamy, a chwilę później widziałam, że klamka się poruszyła, a więc próbowała wejść do pokoju. Założyłam szybko spodnie, żeby nie miała do czego się przyczepić i otworzyłam jej drzwi.
-Cześć, kochanie.- powiedziała serdecznie, nie widząc jeszcze Uckera.
-Cześć, mamo.- odpowiedziałam na luzie z uśmiechem, bo w sumie na nią nie byłam aż tak zła.
-Dzień dobry.- rzucił Christopher z ciepłym uśmiechem.
-Dzień dobry.- no cóż, mama nie była jakoś bardzo zadowolona z jego obecności, ale odwzajemniła lekki uśmiech. -Co robicie?- zapytała, rozglądając się po pokoju.
-Jak zwykle się uczymy... Tym razem lektury.- odpowiedziałam, siadając z powrotem na łóżko.
-Wow, Wy naprawdę się uczycie...- powiedziała z uznaniem, biorąc do ręki jedną z kartek z notatkami.
-No i świetnie nam idzie. Zapewniam Panią, że Dulce wspaniale napisze maturę.- odezwał się Ucker, obejmując mnie.
-Mam nadzieję, bo inaczej całkiem wyprowadzisz ojca z równowagi.- zaśmiała się, zwracając się bardziej do mnie.
-Trudno, i tak się do niego nie odzywam.- powiedziałam obrażona.
-Przestań, nie zachowuj się jak dziecko.- skarciła mnie mama, przewracając oczami. -Juan wczoraj przesadził, bo ogólnie jest chyba zbyt ostry w ocenie... Co nie zmienia faktu, że te siniaki to lekka przesada... Ja wszystko rozumiem, ale moja córka nie może chodzić z takimi śladami na całym ciele.- mówiła spokojnie, choć chwilami się lekko bulwersowała.
-Wiem, ja... Przepraszam.- powiedział skruszony Ucker. -Czasami nie jestem świadomy swojej siły i zapominam, że Dul jest tak bardzo delikatna. Staram się z tym walczyć i obiecuję, że jak to zniknie, to nie pojawi się nic nowego.- tłumaczył się i obiecywał, a wyraz twarzy mojej mamy był coraz łagodniejszy.
-Pracujemy nad tym. Nie pozwolę mu już mnie tak ściskać i nauczę go obchodzić się z księżniczką. Zresztą to też moja wina, bo sama chciałam na ostro i go prowokowałam. Mamo, naprawdę... Christopher potrafi być dla mnie bardzo czuły, kocha mnie i celowo na pewno nie skrzywdzi. Tylko proszę, nie niszczcie tego i pozwólcie mi samej o sobie decydować.- rozgadałam się spokojnie i sentymentalnie, a oni słuchali mnie uważnie, przyglądając mi się.
-Kochanie, ja się nie zamierzam wtrącać w twoje sprawy. To twoje życie, a ty jesteś już prawie dorosła. Mam pewne obawy, ale porozmawiam z Juanem, może uda mi się go przekonać.
-Naprawdę? Kocham Cię, mamo, dziękuję.- przytuliłam się do niej mocno.
-Też Cię kocham, skarbie i chcę, żebyś była szczęśliwa.- powiedziała, przytulając mnie.
-Będę, bo kocham Uckera i na pewno da mi szczęście. Prawda, kochanie?- odwróciłam się do Christophera, uśmiechając się szeroko.
-Tak, słońce.- potwierdził, śmiejąc się ze mnie lekko.
-Dobra, to uczcie się dalej. Ja już nie przeszkadzam i zaraz wracam do pracy, zjem tylko obiad.- powiedziała mama, kierując się do wyjścia.
-Okej, to pa.
-Pa, tylko grzecznie mi tu.- zakończyła z uśmiechem i wyszła, zamykając drzwi.
-Udało się!- krzyknęłam uradowana, wtulając się w Uckera. -Wiedziałam, że mogę liczyć na mamę.- dodałam, siadając okrakiem na ukochanym.
-Lubię twoją mamę i cieszę się, że mnie akceptuje, albo raczej toleruje.- powiedział ciepłym głosem.
-Lubi Cię trochę po prostu.- stwierdziłam, dając mu słodkiego buziaka, który później przerodził się w namiętny pocałunek trwający dość długo.

❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️ 

Ach tyle miłości ❤️ Macie już ten rozdział, jeszcze trochę zostało do końca :) Nie mam kompletnie na nic czasu, a już dawno miałam to dodać, ale tak wyszło... Ktoś tu jeszcze wgl jest? Do następnego ;*