niedziela, 11 marca 2018

21. "Serduszko"

Od pewnego czasu moje życie to jedno wielkie szaleństwo. Ostatni miesiąc szkoły, wielka miłość, nauka do egzaminów, plany na wakacje, kłótnie z rodzicami... Ciągle coś się dzieje, a ja zaczynam lekko wariować, nie mogąc się w tym wszystkim ogarnąć. Byłam strasznie zabiegana i jedyne, co potrafiło mnie zrelaksować to bliskość Uckera. Wbrew moim rodzicom spędzałam z nim mnóstwo czasu, będącego najlepszym czasem w moim życiu. Po za miłością i czułością, jaką mi dawał w każdym momencie, średnio raz na tydzień izolowaliśmy się od świata, by móc być tylko we dwoje. Może głupio to zabrzmi, ale generalnie pieprzyliśmy się wszędzie, gdzie się tylko da, zaczynając od mojego pokoju, a kończąc na szkolnych toaletach, nie omijając oczywiście łąk, jezior, a nawet wind. To było wspaniałe, tak podniecające i wręcz dzikie. Wciąż miałam ochotę na więcej, zresztą nie tylko ja. A niestety zbliżały się wakacje, na które moi rodzice chcieli wyjechać do Francji. Ogólnie super, kocham Paryż, ale oznacza to rozłąkę z chłopakiem, co będzie trudne. Co więc zrobiłam? Poprosiłam rodziców, by Ucker mógł jechać z nami. Tacie bardzo się ten pomysł nie spodobał, ale z niewielką pomocą mamy, ustaliliśmy, że jeśli ze wszystkich egzaminów będę miała powyżej 50% pojedziemy na wakacje w piątkę. Ucieszyłam się bardzo i jeszcze więcej się uczyłam. Ucker niestety nie cieszył się aż tak bardzo jak ja... Nie, żeby nie chciał ze mną jechać, chodziło o to, że nie chce korzystać z naszych pieniędzy i w ogóle. Udało mi się jednak go przekonać i zgodził się na ten wyjazd, warunkując tym, że kiedyś zwróci dług za tą wycieczkę mojemu tacie. Nawet on z dobroci serca i grzeczności zapowiedział, że nie weźmie od niego pieniędzy, ale Christopher i tak mu je wciśnie.

Wszystko pięknie się udało. Egzaminy zdałam śpiewająco, Ucker zresztą też. Tuż po zakończeniu roku szkolnego, który jednocześnie oznaczał pożegnanie ze szkołą i przyjaciółmi, co było dość smutne, zaczęliśmy się pakować na wakacje. Bardzo się cieszyłam na ten wyjazd, bo sama perspektywa spędzenia mnóstwa czasu z ukochanym chłopakiem i rodziną była cudowna. Była to Uckera pierwsza podróż samolotem. Nie mogłam ze śmiechu, kiedy wpadał w panikę przy starcie. Miałam wrażenie, że za chwilę się rozpłacze, ale na szczęście udało mi się go uspokoić i niedługo potem z uśmiechem na twarzy siedział i mnie głaskał, kiedy powoli zasypiałam. Obudził mnie słodkim buziakiem pod samym Paryżem. Otworzyłam oczy mocno zaspana, ale dość szybko ogarnęłam, co się dzieje i już po chwili byłam gotowa do lądowania.

Aj, Paryż to najpiękniejsze miejsce na Ziemi! Jestem zakochana w tym mieście już od pierwszej wizyty tutaj, kiedy jako mała dziewczynka wyciągnęłam rodziców do Disneylandu. Od tamtej pory byłam tu jeszcze dwa razy, ostatnio trzy lata temu. Moja siostra była bardzo podekscytowana jak zresztą każdą dalszą podróżą. Jednak największą atrakcją było to dla Christophera, który w ogóle pierwszy raz jest w Europie, nie wspominając już o czymś tak niesamowitym jak Paryż. Kiedy jechaliśmy taksówką przez miasto, podziwiał stare budowle i uliczki, a ja wraz z rodzicami mu o nich co nieco opowiadaliśmy. Jak zwykle zamieszkaliśmy w luksusowym, cudownym hotelu w pięknym miejscu. Rodzice mieli pokój ze smarkulą, a ja z Uckerem. Muszę przyznać, że był naprawdę boski. Wyglądał jak sypialnia małżeńska na podróż poślubną... Wielkie łóżko, okno na pół ściany, generalnie ładne, nowoczesne meble, choć bez przepychu, a temu wszystkiemu uroku dodawała czerwień na ścianach, dając romantyczny nastrój. Łazienka też była cudna i chyba oboje mieliśmy już w głowie pewne plany co do dużej wanny z hydromasażem... Mieliśmy też oczywiście duży balkon z widokiem na przepiękny Paryż. Aj, to był po prostu raj, nie mogło być lepiej. Szybko się rozpakowaliśmy, chwilę odpoczęliśmy i poszliśmy na obiad. 

Popołudniu wyszliśmy na spacer. Na początku byliśmy wszyscy razem, ale później odłączyliśmy się od rodziny i chodziliśmy sami. Marzyłam o tym, by zwiedzić "miasto miłości" z ukochanym mężczyzną za rękę. Robiłam tysiące selfie, a Ucker się wkurzał, bo niezbyt to lubi. I oczywiście musiało doprowadzić to do kłótni...
-Możesz sobie trochę darować te zdjęcia?- zapytał lekko zirytowany.
-Nie mogę, muszę mieć z Tobą dużo zdjęć z Paryża. No weź, przecież to takie romantyczne...- odpowiedziałam, przytulając się do niego i robiąc kolejne selfie.
-Dulce!- krzyknął na mnie, zdenerwowany tym, że go zignorowałam i dalej robię zdjęcia.
-Czego się wkurzasz?! Nie potrafisz być romantyczny, to chociaż zdjęcia będą na takie wyglądały.- zarzuciłam już też lekko na niego wkurzona.
-Dul, weź się zdecyduj! Zawsze mówisz, że lubisz, jak jestem taki ostry i w ogóle, a teraz zarzucasz mi, że nie jestem romantyczny. O chuj Ci chodzi?- nieźle się już zdenerwował, podnosząc głos.
-Po pierwsze zamknij się, jesteśmy w miejscu publicznym.- powiedziałam, kładąc palca na jego usta. -A po drugie... Kochanie, Ty bardzo niczego nie rozumiesz. Co z tego, że lubię tą twoją perwersję? Jestem kobietą i czasami potrzebuję czegoś romantycznego. Nie mówię o kwiatkach, czekoladkach, bo na to chyba w ogóle za późno i z Tobą już mnie to ominęło. Chodzi mi chociażby o romantyczny wieczór we dwoje... Chciałabym kochać się z Tobą w blasku świec, a nie tylko pieprzyć po kątach.- wyjaśniłam spokojnie, a on się już naprawdę wkurzył, lub może bardziej zasmucił, ale na siłę się uspokoił.
-Mhm... Duluś, skarbie, ja Ci mówiłem na samym początku, że nie będę takim chłopakiem, jakiego byś chciała. Od razu Cię ostrzegłem, że nie będę romantyczny tylko ostry, że nie będziemy się kochać, tylko pieprzyć, że mogę przez przypadek zrobić Ci krzywdę... Wszystko Ci jasno i otwarcie przedstawiłem, a Ty się zgodziłaś z entuzjazmem, bo rzekomo to lubisz.- mówił, patrząc mi głęboko w oczy i głaskając mnie po ramionach.
-Tak, przecież ja nie narzekam... Kocham Cię, a nasz związek jest idealny, wspaniały. Ja tylko mówię, że czasami mógłbyś postarać się bardziej i dać coś od siebie, żebym poczuła się jak księżniczka.- przewrócił oczami na te słowa.
-Kochanie, przestań zachowywać się jak dziecko! Uważasz, że ja się nie staram, tak? Że bycie z Tobą przychodzi mi z łatwością i nie muszę nic dawać od siebie? To się, kurwa, grubo mylisz, królewno! Zmieniłem całe swoje życie, odkąd Ty w nim jesteś! Ja też się zmieniłem, ale Ty tego nie widzisz! Super, Duluś, dziękuję!- zdenerwowałam go i uraziłam, bo krzyczał na mnie, a w oczach aż miał łzy.
-Boże, przepraszam, kochanie...- przytuliłam się do niego, a on przez chwilę nadal był nieugięty. -Przecież wiem, że dla mnie wiele robisz i to doceniam. Przestań zarzucać mi, że jestem niewdzięczna, bo tak nie jest. Nie kłóćmy się o to, proszę... Nie chciałam Cię urazić, kocham Cię z całego serca. Tak tylko wspomniałam, że mi się marzy romantyczny wieczór i chciałabym spróbować się z Tobą kochać. Jeśli nie to trudno, zapomnij o tym.- mówiłam, patrząc mu w oczy, w których po chwili już widziałam samą miłość bez smutku.
-Kochanie, ja też bym bardzo chciał spróbować się z Tobą kochać i od dawna wiem, że to by Cię uszczęśliwiło, ale daj mi trochę czasu. Przypominam Ci, że jesteś moją pierwszą dziewczyną. Przed Tobą były tylko tanie kochanki na jedną noc, do których nie miałem w ogóle nawet szacunku, nie mówiąc o jakichkolwiek uczuciach. Dla mnie to nadal jest nowa sytuacja, nie wymagaj zbyt wiele.
-Wiem, wybacz... Jestem idiotką.- wtuliłam się w niego, a on zaczął się śmiać.
-To wybaczyłem Ci na samym początku znajomości.- powiedział, a ja udałam obrażoną i co zrobiłam? Selfie!
-Tak jak ja Tobie wszystko. Czasami się zastanawiam, co ja w ogóle w Tobie widzę.- stwierdziłam i zaczęłam się śmiać, a teraz on udał obrażonego.
-Kocham Cię, słońce.- wyznał nagle i wpił się w moje usta.
-Ja Ciebie też.- odpowiedziałam między pocałunkami, po czym zrobiłam selfie, a on za karę przegryzł lekko moją dolną wargę. -Brutal.- wyzwałam go, uderzając z pięści w plecy.

Pierwszego dnia byliśmy zbyt zmęczeni po podróży i nie spędziliśmy aż tyle czasu na mieście. Postanowiliśmy zacząć zwiedzanie od jutra.

Wstaliśmy rano i zaraz po śniadaniu wybraliśmy się wszyscy do Disneylandu. Miejsce, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie... Ja, Ucker i tata, co bardzo mnie zdziwiło, poszliśmy na najbardziej ekstremalną strefę, a mama z Sofią na jakieś bajkowe karuzele dla dzieci. Świetnie się bawiliśmy i aż mnie gardło bolało od krzyczenia ze strachu na jakichś diabelskich kolejkach górskich i karuzelach. Uwielbiam adrenalinę, jestem do tego stworzona i powinni mnie codziennie zabierać na takie atrakcje. A co najlepsze, tata tym razem był bardzo dobrze nastawiony do mojego chłopaka i nawet nie reagował na nasze ciągłe całowanie i przytulanie. Christopher stwierdził, że tak jak na tych karuzelach, to ja nie krzyczę nawet w łóżku. Wybuchłam śmiechem, a tata na szczęście tego nie usłyszał. Po kilku godzinach szaleństwa, poszliśmy na kolację już sami, znaczy tata dołączył do mamy i Sofii. Oczywiście na terenie parku rozrywki było pełno restauracji i innych tego typu rzeczy. Poszliśmy z Uckerem do jednej z pizzerii i gdy zajęliśmy stolik i wzięliśmy do rąk menu, od razu powiedział:
-Tym razem ja płacę, kochanie.
-Masz pieniądze?- zapytałam zdziwiona.
-Niewiele, ale pozwól mi raz zapłacić chociaż za pizzę. Głupio mi, że jestem na twoim utrzymaniu.- odpowiedział, a właściwie poprosił.
-No dobrze, skoro chcesz. Ale to nie jest tak, że jesteś na moim utrzymaniu, skarbie... Zostałeś po prostu zaproszony na wakacje.
-Wiem, wiem i jeszcze raz dziękuję. Dobra, wybieraj pizzę, bo umieram z głodu.- polecił, a ja zaczęłam przeglądać menu.
Wybrałam jedną z tańszych, żeby go aż tak nie obciążać kosztami. Od jakiegoś czasu miał pracę, więc jakieś tam grosze posiadał, ale i tak bardzo niewiele, i lepiej niech oszczędza choćby na normalne mieszkanie a nie na kolacje dla mnie. Po pysznym jedzeniu udaliśmy się na ostatnią atrakcję, a mianowicie diabelski młyn. No cóż, było to najromantyczniejsze, co do tej pory robiliśmy z Uckerem. Stamtąd Paryż wyglądał cudownie, a przez większość czasu moje usta spoczywały na ustach Christophera. Ciągle trzymaliśmy się za ręce, będąc bardzo blisko siebie. Tym razem nie narzekał na moje selfie i chętnie do nich pozował ze słodkim uśmiechem, który uwielbiam jak nic innego na świecie. I te dość częste momenty, gdy wyznawał mi miłość... Rozpływałam się, tak go kocham. 

Później poszliśmy jeszcze tylko na lody, za które też zapłacił mój chłopak i wróciliśmy do hotelu. Po drodze zatrzymaliśmy się przy straganie z grawerowaną biżuterią.
-Ej, mam pomysł!- powiedziałam z entuzjazmem, oglądając ładne naszyjniki.
-Co znowu wymyśliłaś?- zapytał Ucker, śmiejąc się lekko.
-Kupmy sobie takie same naszyjniki, proszę. Znaczy nie takie same, bo Ty z "D", a ja z "C". Tak na znak naszej miłości.- poprosiłam, patrząc mu w oczy z szerokim uśmiechem.
-Dul... Mam inny pomysł, chociaż twoi rodzice mnie uduszą.- od razu spodobały mi się te słowa.
-No więc słucham... Co Ty wymyśliłeś?
-Zróbmy sobie jakieś małe tatuaże.
-Kochanie... Nie, to trochę głupie. Przecież to zostaje na zawsze, takich rzeczy się nie robi.- zaprotestowałam niepewnie.
-Nie? Myślałem, że zgodzisz się z entuzjazmem i polecisz pierwsza, szogunie...
-Hmm... W sumie zawsze chciałam jakiś mały tatuaż.- powiedziałam cicho z zastanowieniem. -Okej, jestem za. Moi rodzice nas zabiją, ale trudno.- zaczęłam się śmiać.
-To co, idziemy teraz?
-Teraz? A skąd wiesz gdzie?- pokazał palcem na małą budkę po drugiej stronie ulicy. -Okej, a gdzie zrobimy te tatuaże i jakie?- zapytałam, gdy szliśmy w tamtą stronę.
-Proponuję coś małego na nadgarstku...
-Serduszko? Ale tak bardziej z boku, żeby było widać, jak będziemy trzymać się za ręce.
-Okej, niech będzie. Ale zakolorowane?
-Nie, lepiej puste.

Finalnie zrobiliśmy tak, że ja miałam puste serduszko, a on całe czarne. Tak było idealnie, bo moje nieco delikatniejsze. Pięknie to wyszło... Białe i czarne. I rzeczywiście cudnie wyglądało, gdy trzymaliśmy się za ręce. To uświadomiło mi, jak wiele swoich przekonań zmieniam przy nim. Nigdy nie pochwalałam takiego tatuowania par, a teraz jestem zakochana w tych tatuażach. Narobiłam mnóstwo zdjęć naszych rąk i się tym jarałam jak głupia. 

Gdy dotarliśmy do hotelu, moja rodzinka najprawdopodobniej już spała, więc postanowiliśmy wziąć z nich przykład. Christopher pierwszy poszedł się wykąpać, a od razu po nim ja. Oczywiście wołałam go do siebie do wanny, a on o dziwo odmówił. Byłam w szoku, a wyjaśnił mi to dopiero, jak wyszłam z łazienki. 

W pokoju panował półmrok, który oświetlał jedynie blask świec. One w połączeniu z czerwienią ścian tworzyły przecudny, romantyczny nastrój, o jakim marzyłam. Na łóżku rozsypane były płatki róż, a na stoliku obok stało czerwone wino i dwa kieliszki. Nie widziałam tutaj tylko mojego ukochanego... Podczas gdy stałam i z uśmiechem się temu przyglądałam, nagle poczułam delikatny dotyk na ramieniu i smyranie w dół po ręce. Odwróciłam głowę i w ręce Uckera zobaczyłam czerwoną różę, która to właśnie czule dotykała mojej skóry. Podał mi ją do ręki i zaczął całować mnie po szyi. Odchyliłam głowę, by miał do niej lepszy dostęp i aż się wzdrygnęłam, kiedy mnie delikatnie łaskotał ustami, nosem i w ogóle samym ciepłym oddechem.
-Spróbuję spełniać twoje pragnienia, ale pamiętaj, że nie jestem ekspertem w dziedzinie romantyzmu. Jednak dzisiaj zamierzam Cię porozpieszczać tak, jak na to zasługujesz, kochanie.- powiedział, całując mnie słodko w kącik ust, po czym doprowadził mnie za rękę do łóżka.
-Wierzę w Ciebie i wiem, że się dla mnie postarasz.- szepnęłam z uśmiechem, siadając na łóżku.
-Najpierw się napijemy.- zapowiedział, podając mi do ręki jeden z kieliszków i oba napełnił pysznym winem. -Za naszą miłość, skarbie!- wzniósł toast i oboje delikatnie sączyliśmy wino, a z naszych twarzy nie schodził uśmiech.
-Okej, to teraz ja... Za szaleństwo, za wszystkie zmiany w życiu, za nas, za przyszłość, za Ciebie i twój anielski spokój...- powiedziałam, mocno ironizując na końcu.
-Haha, śmieszne... W takim razie za Ciebie i twoją normalność.- odgryzł się złośliwie i zaczęliśmy się śmiać, po czym równocześnie zamoczyliśmy usta w winie.

❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️

Macie już ten rozdział noo... Po miesiącu wgl, wow xD Zbliżamy się do końca tego opowiadania, a jednocześnie do końca mojej kariery, co jest naprawdę przykre, ale frekwencja tutaj jest powiedziałabym, zabójcza, więc w zasadzie ten blog umiera śmiercią naturalną :/ No cóż, do następnego, jak będzie te kilka komentarzy i znajdę czas, to dodam :*

środa, 7 lutego 2018

20. "Ostrzegałem"

Głośny budzik z moją ulubioną piosenką obudził mnie o 6:00. Tak jak obiecał Ucker, nie mogłam się ruszyć. Miałam straszne zakwasy na udach i brzuchu. Sztywno zwlekłam się z wysokiego łóżka i udałam się do łazienki. Oczywiście wzięłam ze sobą telefon, by słuchać muzyki podczas kąpieli. Zanim weszłam do wanny, napisałam do Christophera SMS-a:

Do Skarbuś: Zginiesz marnie, brutalu... Wszystko mnie boli 😭😭

Na szczęście ciepła kąpiel trochę pomogła zrelaksować moje ciało. Kiedy wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i stanęłam przed lustrem, by wysuszyć włosy. Zajęło mi to prawie dwadzieścia minut, a potem wzięłam się za ubieranie. Trochę się przeraziłam, gdy zobaczyłam moje ciało w lusterku. Nie sądziłam, że mam aż tyle siniaków i malinek. Było tego naprawdę pełno... Na ramionach, biodrach, udach, pośladkach i szyi, choć tam tylko malinki. Nie czułam tego, nie bolało, bo generalnie nie były to jakieś mocne różnokolorowe sińce, tylko lekko fioletowo-brązowe. To nie zmienia faktu, że wyglądały okropnie jeszcze w połączeniu z malinkami. Podobał mi się taki ostry seks, ale następnym razem mógłby się powstrzymać od oznaczania mnie, że tak to ujmę. Muszę z nim o tym pogadać i niestety poprosić, żeby następnym razem był delikatniejszy. 

Ubrałam się tak, żeby to wszystko zakryć. Jedynie golfu nie założyłam, więc szyję było mi widać, ale to nic takiego w porównaniu z resztą. Schodząc po schodach odczytałam wiadomość od Uckera:

Od Skarbuś: Oj, przepraszam kochanie... Co Cię boli? Rozmasuję. Ale pamiętaj, że ostrzegałem😝😘

Do Skarbuś: Wiem, wiem... Będziesz mi wszystko masować, a szczególnie uda.

Od Skarbuś: Z przyjemnością, moja królowo❤

Usiadłam do śniadania z moją obrażoną rodzinką. Tylko moja siostra odzywała się do wszystkich, rodzice nawet na mnie nie patrzyli, zwłaszcza tata. Nie uważam, aby mieli ku temu powody po za tym jednym, że sama powiedziałam ojcu, żeby się do mnie nie odzywał. No cóż, trudno... Ich problem, ja będę miała chociaż spokój. Po jedzeniu poszłam umyć zęby i zrobić makijaż, po czym beztrosko wyszłam z domu, odcinając się od świata przy pomocy słuchawek z głośną muzyką. Szłam miastem dość szybko, bo nie miałam zbyt wiele czasu, co nie było takie proste, kiedy ledwo ruszałam nogami. Dotarłam do szkoły dwie minuty po dzwonku, ale na szczęście klasa nie weszła jeszcze do sali. Ucker stał jak zwykle trochę odosobniony od reszty, ewidentnie mnie wypatrując. Podeszłam od razu do niego i pocałowałam go czule, namiętnie.
-Hej, skarbie.- powiedział, obejmując mnie.
-Cześć, tęskniłam.- odpowiedziałam, przytulając się do niego.
-Ja też. Nie miałaś już później jazdy z rodzicami?- zapytał.
-Nie, kazałam im się ogarnąć i do mnie nie odzywać.- odpowiedziałam z obrażoną miną.
-Kochanie, nie kłóć się z rodzicami z mojego powodu.- poprosił, odgarniając mi z twarzy niesforny kosmyk włosów.
-Jak mam się nie kłócić? Pierdolą o Tobie bzdury i zakazują nam się spotykać! Nie będę tego tolerować i na pewno nie postawią na swoim, nie rozdzielą nas!- zbulwersowałam się.
-Duluś, ja Cię proszę... Tylko spokojnie, bo zrobiłaś się bardziej nerwowa ode mnie.- przytulił mnie, mówiąc do mnie spokojnie. -To twoi rodzice i martwią się o Ciebie. Przesadzają, ale mają takie prawo, w sumie się im nie dziwię. Mnie też wkurwia ich pierdolenie, ale nie ma sensu robić wojny. Skarbie, musimy z nimi na spokojnie pogadać, żeby jakoś zrozumieli, że Cię kocham i nie skrzywdzę.- jego głos był bardzo czuły i wyrozumiały.
-Kochany jesteś, oby udało nam się z nimi dogadać.- przytuliłam się do niego, gdy wchodziliśmy do sali.
-Oj, nasze gołąbeczki...- powiedziała pani od chemii z ciepłym uśmiechem, będąca bardzo miłą panią przed 50-tką.
-Przed rozmową z twoimi rodzicami, będę się musiał jakoś wyżyć, żeby przy nich nie wybuchnąć.- stwierdził, kiedy usiedliśmy w naszej ławce.
-Mhm, byle nie na mnie.- zastrzegłam, śmiejąc się.
-Nie, spoko... Ciebie na razie nie będę męczyć.- przyciągnął mnie do siebie delikatnie i pocałował słodko w skroń.
-Pamiętaj o moim masażu.- przypomniałam z szerokim uśmiechem, który odwzajemnił.

Po lekcjach poszliśmy do mnie, bo nikogo nie było. Tata miał jakieś posiedzenie, a mama przygotowywała ważny pokaz i obojga nie będzie pewnie do późna. Zjedliśmy obiad przygotowany przez naszą kochaną służącą i poszliśmy do mojego pokoju. To znaczy Christopher wniósł mnie po schodach, gdy narzekałam na straszne zakwasy. Położył mnie na łóżko i powiedział stanowczo:
-Rozbieraj się, kochanie.- spojrzałam na niego pytająco, a on zaczął się śmiać. -Chciałaś masaż.- wyjaśnił, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
-Pff, sam mnie rozbierz.- powiedziałam, oblizując dolną wargę.
-Jak sobie życzysz.- usiadł delikatnie na moich nogach i zaczął rozpinać rozporek moich jeansów.

Na naszych twarzach widniały słodkie uśmiechy, a ja byłam strasznie podniecona, mimo że nie zamierzaliśmy się pieprzyć. Powoli ściągał moje cholernie obcisłe spodnie, głaskając przy tym moje nogi. W tym czasie ja zdjęłam swoją i jego koszulkę.
-A po co to ściągasz, kotku?- zapytał seksownym głosem, śmiejąc się lekko.
-Tak sobie.- odpowiedziałam niewinnie, chichocząc słodko.
-Czy Ty musisz być taka urocza?- zapytał, pociągnął mnie za kostki, by założyć moje nogi na swoje biodra i pchnął mnie lekko do tyłu, żeby mnie położyć.
-Co Ty robisz?
-No jak to co? Będę masować Ci uda.- odpowiedział, kładąc dłonie na moich udach.
-Jejku, serio?...- zaczęłam się śmiać, a on przystąpił do masażu moich ud.
-Jest okej?- zapytał po jakimś czasie, patrząc ciągle na moją twarz tak samo rozbawioną i wpatrzoną w niego.
-Mhm, marzyłam o tym.- westchnęłam, bo naprawdę sprawiał mi tym dużo przyjemności, było mi po prostu dobrze. -Jak Ty mnie będziesz tak rozpieszczał po każdym ostrym seksie, to możesz mnie tak męczyć codziennie.- stwierdziłam, a on wybuchł śmiechem.
-Kusząca propozycja, skarbie.- powiedział i przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, a jego dłonie powędrowały na moją talię. -Boże, jak Ci powyłaziły te wszystkie ślady... Czemu Ty, do cholery, mi na to pozwoliłaś?- zauważył, głaszcząc delikatnie moją skórę w miejscu silników.
-No... To nie boli i tego wtedy nie czułam, ale nie możesz tego robić. Podobało mi się i ogólnie możemy się ciągle tak pieprzyć, ale musisz się nauczyć dotykać mnie delikatniej. Nie zrozum mnie źle, chodzi tylko o to, że okropnie to wygląda i...- chciałam ująć to jak najdelikatniej, żeby się nie zdenerwował.
-Wiem, Dul i przepraszam. Mówiłem, że jestem do tego po prostu przyzwyczajony i nie panuję nad sobą. Ale Ty, skarbie, nie możesz tego akceptować. Jeśli kiedykolwiek za mocno Cię ścisnę, czy zrobię cokolwiek, co może zostać na twoim ciele, to po prostu zwracaj mi uwagę. Dobrze? Ja nie panuję nad swoją siłą, ale Ty możesz. Po prostu mów, szczyp mnie po rękacha, albo pierdolnij porządnie w łeb, żebym się ogarnął.
-Okej, postaram się pamiętać. Ale wiesz co jest najgorsze? Że mi nie przeszkadza, kiedy to robisz. Dopiero później, kiedy na siebie patrzę. W pewnym sensie lubię to, że jesteś taki ostry, agresywny i w ogóle.- przyznałam niepewnie, a on był w wyraźnym szoku.
-Od początku wiem, że masz coś z głową. Ale żeby aż tak?...- zaśmiał się, kręcąc głową z niedowierzaniem.
-Na to wygląda.- stwierdziłam, wślizgując się na niego i całkiem oplątując się nogami wokół jego bioder. -To może zaczniemy naukę delikatności w ostrym seksie?- zaproponowałam i wpiłam się w jego usta.
-Teraz? Dul, Ty jesteś pierdolnięta.- stwierdził zdziwiony i rozbawiony moją odwagą.
-Być może, ale mam to gdzieś.- zaczęłam go namiętnie całować, wijąc się na nim ponętnie.
-Poczekaj chwilkę, bo nie wiem, czy mam gumki.- odsunął mnie troszkę i zaczął grzebać w kieszeniach swoich jeansów. -Mam!- powiedział triumfalnie, od razu otwierając paczuszkę.
-Tylko tym razem nie tak, żebym nie mogła się ruszyć. Już nie chcę mieć zakwasów, uważaj na moje uda.- poprosiłam, a on tylko skinął głową z ciepłym uśmiechem.

Nie ściągnął spodni, co w tym momencie było zbędne i zbyt czasochłonne, tylko rozpiął rozporek i szybko założył prezerwatywę. Tym razem sama niezbyt szybko nabiłam się na jego członek, siedząc na nim okrakiem. Przycisnął mnie jeszcze bardziej do siebie, chwytając mocno za pośladki. Ugryzłam go za to w wargę mocniej niż zwykle, szybko ogarnął dlaczego. Uśmiechnęłam się do niego ponętnie z miną zwycięzcy i zaczęłam się powoli poruszać. Wiłam się, raz unosząc wyżej raz opadając bardziej na niego. Jego dłonie cały czas znajdowały się na moich nagich pośladkach, ściskając je póki co z umiarem. Nasze usta ciągle były złączone w namiętnym pocałunku, a moje ręce wodziły po jego umięśnionym ciele. Na razie pozwalał mi na dominację, co bardzo mnie cieszyło, wspaniale się z tym czułam. Oboje czerpaliśmy wiele przyjemności z nieco spokojniejszego stosunku od wczorajszego, ale Uckerkowi już zaczynało się chyba lekko nudzić i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Złapał mocniej za mój tyłek i coraz mocniej przyciskał mnie do siebie, poruszając mną, jak tylko miał ochotę. Teraz to on ustalał tempo i rytm, w którym coraz ostrzej się pieprzyliśmy. Pocałunki były bardzo mokre i agresywne, nasze języki szalały, a z ust wydawaliśmy coraz głośniejsze dźwięki rozkoszy i podniecenia. Raczej nie ściskał mnie tak, by coś zostało na mojej skórze, ale dla odmiany dostałam kilka lekkich klapsów, które cholernie mi się podobały. To było takie ekscytujące i zupełnie mnie rozbrajało. Tym razem to on miał całą szyję w malinkach, ale cóż... Jego nikt się nie czepi i mogę ich robić, ile zechcę. Na sam koniec trochę zwolniliśmy, wracając bardziej do początkowej wersji, gdzie ja miałam większą władzę. Niestety już nie trwało to długo, bo szybko osiągnęliśmy szczyt i wtuliłam się w niego słodko, usiłując uspokoić swój organizm i zacząć oddychać.
-Jakim prawem dostałam od Ciebie klapsy?- zapytałam, udając zbulwersowaną.
-Ej, mogłaś mówić, żebym przestał...- powiedział, patrząc mi w oczy.
-Dlaczego? Podobało mi się, to lepsze niż zgniatanie moich kości.- stwierdziłam, całując go czule. -Tylko weź się, do cholery, licz ze swoją siłą. Tobie się wydaje, że robisz coś lekko, ale ja jestem delikatniejsza i bardzo wrażliwa, przez co to wszystko odczuwam dużo mocniej.
-Ale coś zrobiłem?- przysięgam, że on jest przewrażliwiony na moim punkcie.
-Nie, mówię tak ogólnie chociażby o tych klapsach. Po prostu czasami wszystko o połowę lżej.- mówiłam z delikatnym uśmiechem, rysując palcem różne wzorki na jego klacie.
-Staram się, skarbie.- zapewnił, całując mnie czule i intensywnie. -A teraz złaź ze mnie, ubierz się i weźmy się trochę za jakąś naukę.- zarządził zdejmując mnie z siebie.
-Okej, to co?... Może przypomnimy sobie lektury?- zaproponowałam, ubierając się.
-Świetny pomysł, a w międzyczasie mogę Ci dalej masować uda, to nie ubieraj spodni.
-Jesteś cudowny, kochanie.- wycałowałam go i były to na razie ostatnie namiętne czułości, bo wzięliśmy się za naukę. 

Siedzieliśmy na łóżku wśród sterty książek, zeszytów i notatek. Oczywiście w tle leciała spokojna playlista stworzona przez nas specjalnie na potrzeby nauki, a wiele informacji czerpaliśmy z internetu, więc koło nas był też laptop. Krótko mówiąc, dobrze, że mam duże łóżko, bo byliśmy wygodnie rozwaleni, jednocześnie cały czas będąc blisko, bo przecież Ucker musiał mieć dostęp do moich ud, które uparcie cały czas czule pieścił, lub bardziej profesjonalnie rzecz ujmując, masował. No nie oszukujmy się, że chciał sobie mnie po prostu pomacać, podotykać, a nie pomasować. Ale nieważne... To było wspaniałe, więc może tak całe życie. Nauka z nim to przyjemność, rozumiemy się idealnie i mamy generalnie podobny tok myślenia i tempo ogarniania, mimo że on ma duże braki, bo nie chodził długo do szkoły i w sumie i tak jest o dwa lata do tyłu. Dziwi mnie fakt, że naprawdę się razem uczymy, a nie tylko wygłupiamy i przytulamy. To wbrew pozorom bardzo efektywne.

Nagle usłyszałam głos mojej mamy, a chwilę później widziałam, że klamka się poruszyła, a więc próbowała wejść do pokoju. Założyłam szybko spodnie, żeby nie miała do czego się przyczepić i otworzyłam jej drzwi.
-Cześć, kochanie.- powiedziała serdecznie, nie widząc jeszcze Uckera.
-Cześć, mamo.- odpowiedziałam na luzie z uśmiechem, bo w sumie na nią nie byłam aż tak zła.
-Dzień dobry.- rzucił Christopher z ciepłym uśmiechem.
-Dzień dobry.- no cóż, mama nie była jakoś bardzo zadowolona z jego obecności, ale odwzajemniła lekki uśmiech. -Co robicie?- zapytała, rozglądając się po pokoju.
-Jak zwykle się uczymy... Tym razem lektury.- odpowiedziałam, siadając z powrotem na łóżko.
-Wow, Wy naprawdę się uczycie...- powiedziała z uznaniem, biorąc do ręki jedną z kartek z notatkami.
-No i świetnie nam idzie. Zapewniam Panią, że Dulce wspaniale napisze maturę.- odezwał się Ucker, obejmując mnie.
-Mam nadzieję, bo inaczej całkiem wyprowadzisz ojca z równowagi.- zaśmiała się, zwracając się bardziej do mnie.
-Trudno, i tak się do niego nie odzywam.- powiedziałam obrażona.
-Przestań, nie zachowuj się jak dziecko.- skarciła mnie mama, przewracając oczami. -Juan wczoraj przesadził, bo ogólnie jest chyba zbyt ostry w ocenie... Co nie zmienia faktu, że te siniaki to lekka przesada... Ja wszystko rozumiem, ale moja córka nie może chodzić z takimi śladami na całym ciele.- mówiła spokojnie, choć chwilami się lekko bulwersowała.
-Wiem, ja... Przepraszam.- powiedział skruszony Ucker. -Czasami nie jestem świadomy swojej siły i zapominam, że Dul jest tak bardzo delikatna. Staram się z tym walczyć i obiecuję, że jak to zniknie, to nie pojawi się nic nowego.- tłumaczył się i obiecywał, a wyraz twarzy mojej mamy był coraz łagodniejszy.
-Pracujemy nad tym. Nie pozwolę mu już mnie tak ściskać i nauczę go obchodzić się z księżniczką. Zresztą to też moja wina, bo sama chciałam na ostro i go prowokowałam. Mamo, naprawdę... Christopher potrafi być dla mnie bardzo czuły, kocha mnie i celowo na pewno nie skrzywdzi. Tylko proszę, nie niszczcie tego i pozwólcie mi samej o sobie decydować.- rozgadałam się spokojnie i sentymentalnie, a oni słuchali mnie uważnie, przyglądając mi się.
-Kochanie, ja się nie zamierzam wtrącać w twoje sprawy. To twoje życie, a ty jesteś już prawie dorosła. Mam pewne obawy, ale porozmawiam z Juanem, może uda mi się go przekonać.
-Naprawdę? Kocham Cię, mamo, dziękuję.- przytuliłam się do niej mocno.
-Też Cię kocham, skarbie i chcę, żebyś była szczęśliwa.- powiedziała, przytulając mnie.
-Będę, bo kocham Uckera i na pewno da mi szczęście. Prawda, kochanie?- odwróciłam się do Christophera, uśmiechając się szeroko.
-Tak, słońce.- potwierdził, śmiejąc się ze mnie lekko.
-Dobra, to uczcie się dalej. Ja już nie przeszkadzam i zaraz wracam do pracy, zjem tylko obiad.- powiedziała mama, kierując się do wyjścia.
-Okej, to pa.
-Pa, tylko grzecznie mi tu.- zakończyła z uśmiechem i wyszła, zamykając drzwi.
-Udało się!- krzyknęłam uradowana, wtulając się w Uckera. -Wiedziałam, że mogę liczyć na mamę.- dodałam, siadając okrakiem na ukochanym.
-Lubię twoją mamę i cieszę się, że mnie akceptuje, albo raczej toleruje.- powiedział ciepłym głosem.
-Lubi Cię trochę po prostu.- stwierdziłam, dając mu słodkiego buziaka, który później przerodził się w namiętny pocałunek trwający dość długo.

❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️ 

Ach tyle miłości ❤️ Macie już ten rozdział, jeszcze trochę zostało do końca :) Nie mam kompletnie na nic czasu, a już dawno miałam to dodać, ale tak wyszło... Ktoś tu jeszcze wgl jest? Do następnego ;*

poniedziałek, 1 stycznia 2018

19. "Nie zrobił mi krzywdy"

Leżałam na trawie w samej bieliźnie, a Christopher obcałowywał moją wrażliwą skórę. Jego usta sprawiały mi mnóstwo rozkoszy, prześlizgując się przez moją szyję, dekolt, talię, a szczególnie brzuch i uda. Moje mięśnie mocno się spinały, kiedy jego ciepłe, miękkie wargi dotykały mojego brzucha tuż pod pępkiem. Zaczynałam się wiercić i lekko wyginać w łuk, kiedy mnie łaskotał. Na naszych twarzach cały czas widniał szeroki uśmiech. Najlepszy był ten moment, gdy nasze spojrzenia się spotykały. Dawało mi to dużo pewności siebie, bo czułam jego miłość, ale jednocześnie trochę mnie zawstydzało, bo jakby nie patrzeć za chwilę zobaczy całe moje nagie ciało. Ta świadomość chwilami mnie paraliżowała. Widział to i bardzo przedłużał grę wstępną, żeby mnie rozluźnić. Byłam już strasznie podniecona, a on chyba jeszcze bardziej... Materiał jego bokserek był już tak naciągnięty, a mnie to potwornie onieśmielało. Jego ciało tak reagowało na mnie! To bardzo budujące. Podczas gdy jego usta cały czas czule łaskotały mnie po brzuchu, jego ręce powędrowały pod moje plecy do zapięcia od stanika. Odpiął go sprytnie i, za pewne symbolicznie, patrząc mi w oczy, powoli go ściągnął, kładąc obok. Wpił się w moje usta i zaczęło się robić bardzo ciekawie i namiętnie. Zjeżdżał pocałunkami w dół mojej szyi, robiąc ścieżkę z lekkich malinek, a jego dłonie szły od bioder przez talię. Kiedy dotarł nimi do moich piersi, złapał je mocno i zaczął się nimi bawić, ugniatając je od dołu. Z moich ust kilkakrotnie wydobył się cichy jęk, co nasiliło się, gdy dołączył do tego jeszcze buzię. Nadal od dołu dotykał i ściskał moje piersi, a jego język wirował wokół moich sutków na zmianę przez chwilę u jednej i u drugiej piersi. Wszystko działo się tak szybko, robił to tak umiejętnie i płynnie, że już samo to doprowadzało mnie do szału i było niczym słodka tortura. Po jakimś czasie wróciła na moje usta, a między pocałunkami zapytał:
-W porządku?
-Mhm...- mruknęłam, bo nie było mnie stać na nic więcej.
-Jesteś taka piękna, cudowna i taka moja...- wydukał, składając mnóstwo pocałunków na moich ustach i policzkach.
Po tym krótkim dialogu przyszedł czas na kolejny krok... Wsadził dłonie pod materiał moich majtek i powoli je zsuwał. Moje oczy pewnie były wielkie jak pięć złotych, a na całym ciele miałam gęsią skórkę. Tak, teraz trochę się bałam, nie przeczę. Myślałam, że teraz przez kolejne dziesięć minut będzie mnie torturował i rozluźniał pocałunkami, jednak on postanowił od razu posunąć się dalej. Przez chwilę nie wiedziałam, co robi, gdy zaczął czegoś szukać w kieszeni swoich spodni. Po chwili wyciągnął z nich małą paczuszkę i pokazał mi, widząc moje zdziwienie. Dopiero teraz zorientowałam się, że to prezerwatywa.
-Pomożesz?- zapytał, a ja trochę nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, byłam już tak zestresowana i przestraszona, że nie byłam w stanie myśleć. -Aj, skarbie... Daj rękę.- złapał mnie za dwie ręce i doprowadził je na swoje biodra.
O dziwo tym razem zrozumiałam, o co mu chodzi i zaczęłam zsuwać jego bokserki. Serce biło mi jak szalone i zniknęła już cała moja pewność siebie, a ręce miałam zimne i drżące. Oddychając ciężko, patrzyłam w jego oczy, bo tylko w nich znalazłam jakieś oparcie, mimo że na twarzy miał wypisane lekkie rozbawienie. Kiedy już oboje byliśmy całkiem nadzy, mój wzrok mimowolnie zmierzał niżej, ale walczyłam z tym, bo wstydziłam się tam spojrzeć. On przez jakiś czas mnie nie dotykał, bo był zajęty zakładaniem prezerwatywy.
-Nie bój się, kochanie...- powiedział i przygarnął mnie do siebie, mocno przytulając.
W dosłownie dwie sekundy zarzucił moje nogi na swoje biodra, bym się wokół niego oplotła i położył mnie z powrotem na trawę, sam układając się na mnie. Sądziłam, że będzie wchodził we mnie powolutku, żeby mnie do tego przyzwyczaić. A co zrobił ten napalony idiota? Najpierw tylko nakierował swojego członka we właściwe miejsce i zanurzył się może dwa centymetry i się zatrzymał, by odnaleźć moje spojrzenie. Chwilę później poczułam przeszywający ból w okolicach podbrzusza, choć dokładne zlokalizowanie go byłoby niemożliwe. Syknęłam z bólu, po policzkach ciekły mi łzy, a wszystkie moje mięśnie się zacisnęły.
-Boże, Dul...- Ucker bardzo się przestraszył, zaczął ocierać moje łzy i już chciał się wycofać, ale z powrotem go przyciągnęłam.
-Nie!- krzyknęłam dość głośno, wbijając paznokcie w jego kark. -To najgorsze, co mógłbyś teraz zrobić. Umieram z bólu, ale wytrzymam, za chwilę przejdzie.- wydukałam zapłakana, próbując się uspokoić.
-Na pewno?- jejku, on był przerażony i taki niepewny.
-Tak, przecież nie będzie boleć wiecznie. Proszę, zapomnij o tym i spraw, żeby było przyjemnie. Miałeś się ze mną pieprzyć, a nie się nade mną rozczulać.
-No nie wierzę, co za kobieta...- zaśmiał się, wyraźnie uspokojony moimi słowami. -Jak coś, to mów.- dodał, a ja przytaknęłam z delikatnym uśmiechem.
Zaczął się delikatnie we mnie poruszać, a ból był coraz mniejszy. Zastępowała go wyjątkowa przyjemność, a Christopher uważnie mnie obserwował i od razu to zauważył. Czule scałował wszystkie łzy z moich policzków i nie było już po nich śladu. Po jakimś czasie poczułam się wspaniale i byłam w stanie odbierać pieszczoty Uckera z radością.
-Już okej?- zapytał, patrząc mi w oczy.
-Mhm, okej. Nie musisz się już hamować, kochanie. Przypominam, że przyszłam się z Tobą pieprzyć.- posłałam mu zadziorny, seksowny uśmiech.
-Zaskakujesz mnie, Duluś. Ale skoro bardzo chcesz, to mogę Cię wykończyć, że jutro nie wstaniesz z łóżka.
-Kusząca propozycja... Chcę!- odpowiedziałam pewna siebie z entuzjazmem, a on zrobił tak zdziwioną minę, że aż śmieszną.
-Okej, ale wszelkie pretensje nie do mnie...- zastrzegł, choć i tak wiedziałam, że gdyby rzeczywiście zrobił mi krzywdę, to sam miałby wyrzuty sumienia, ja nie musiałabym go obwiniać.
Szarpnął moje ręce i położył mi je nad głową, trzymając swoimi. Moje nogi nadal były oplecione wokół jego bioder, by był we mnie głęboko. Po wzrokowym porozumieniu zaczęła się ostrzejsza zabawa. Christopher posuwał mnie coraz szybciej, wchodząc głębiej i lekko się wycofując, i tak w kółko. Nie puszczał moich rąk, przez co miałam mocno ograniczone ruchy i nie miałam jak spożytkować energii. Wbijałam więc paznokcie w jego dłonie, a kiedy przesadzałam i go bolało, lekko wykręcał mi ręce, żebym przestała. Jego usta i język nadal wędrowały po mojej skórze, ale teraz nie było to już tak delikatne jak podczas gry wstępnej. Czułam, że na moim ciele powstaje mnóstwo malinek, których na szczęście nie robił aż tak mocno. Składał mokre pocałunki na mojej szyi, dekolcie i piersiach, co jakaś czas przygryzając kawałki mojej skóry. To w połączeniu z szybkim ruchem w moim wnętrzu dawało niesamowite efekty. Chwilami nie mogłam sobie poradzić z własnym oddechem, wręcz zapominałam o oddychaniu, jęcząc coraz głośniej. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie fakt, że w plecy tak cholernie wbijały mi się ostre źdźbła, wysokiej trawy. Po jakimś czasie stało się to nie do zniesienia, bo miałam już podrapane całe plecy.
-Kochanie, weź mnie z tej trawy, proszę.- mówiłam z każdym cudem zrobionym wydechem.
-Skoro prosisz...- odpowiedział tylko tyle i w mgnieniu oka podniósł mnie i pchnął na wielki kamień, leżący obok.
Był on idealnej wielkości, bo oparł mnie na nim pupą tak, że byłam na odpowiedniej wysokości. Jego dłonie dla odmiany spoczęły bardziej z tyłu na moich biodrach, gdy stał pomiędzy moimi rozłożonymi szeroko udami. Oboje byliśmy już bardzo zmęczeni, ale jeszcze nam nie było mało. Ponownie zanurzył się we mnie głęboko i posuwał mnie mocno i szybko. Jęczałam, a potem już nawet bardziej piszczałam, wbijając paznokcie w jego ramiona i plecy. On wcale nie był lepszy... Też jęczał mi wprost do ucha i ściskał mnie swoimi wielkimi dłońmi. Nie sądziłam, że mój pierwszy raz będzie tak dziki, agresywny i wyczerpujący. Zawsze myślałam, że powinno trwać to krótko i być jak najbardziej delikatne... Być może i pewnie by tak było, gdybym sama go nie sprowokowała. No cóż, sama chciałam się tak pieprzyć i w sumie nie narzekam. Szczytowałam bardzo intensywnie, wyginając się w łuk i krzycząc, próbując złapać oddech. Zaraz po mnie doszedł Christopher, wołając moje imię. Wyszedł ze mnie i ściągnął prezerwatywę, po czym ją zawiązał i rzucił za ten kamień. Ledwo stałam oszołomiona i zmęczona, więc musiał mnie ciągle lekko podtrzymywać.
Położyliśmy się z powrotem na trawę, ale tym razem ja leżałam na nim, żeby już mnie nic nie uwierało w plecki. Przez długi czas żadne z nas nie miało potrzeby się odzywać i dopiero on przerwał ciszę:
-Wszystko okej?- zapytał, patrząc mi w oczy.
-Mhm, jestem tylko zmęczona.- odpowiedziałam, całując go słodko.
-Ale było dobrze?- mój kochany... Najpierw mnie za przeproszeniem ostro zruchał, a teraz się martwi i wypytuje.
-Tak, podobało mi się. Jeśli o to pytasz, to bólu już później nie czułam w ogóle.- udzieliłam nieco bardziej konkretnej odpowiedzi.
-To świetnie, słońce. Wracamy? Chyba zaraz będzie padać.- powiedział, patrząc w zachmurzone niebo.
-Nie chce mi się... No ale dobra, chodźmy.- wstałam i zaczęłam się ubierać, a on nadal siedział na tej trawie.
-Jesteś idealna, kochanie.- powiedział, przyglądając mi się, a mnie to mimo wszystko lekko zawstydziło.
-Aj, zamknij się...- jęknęłam, patrząc w niebo, by nie patrzeć na jego nadal porządliwy wzrok.
-Liczyłem raczej na "Ty też"- zaśmiał się i wstał, także się ubierając.
-Chciałbyś...- uśmiechnęłam się słodko. -Weź mi zapnij stanik.- poprosiłam, trzymając dwa końce z tyłu.
-Duluś... Odpina się lepiej.- powiedział i powoli zapiął mi stanik, całując mnie w ramię i głaszcząc po plecach. -Wiesz, że masz wszędzie pełno śladów moich rąk?- powiedział, dotykając delikatnie za pewne jednego z nich.
-Domyślam się... A wiesz, że Ty masz całe plecy i ramiona w moich pazurach?- oznajmiłam mu tak samo.
-Wiem, czuję. I nie tylko tam je mam.- pokazał mi swoje dłonie, które całe były w długich, głębokich krechach od moich paznokci, a gdzieniegdzie było widać nawet krew.
-To dlatego złamał mi się paznokieć...- powiedziałam, oglądając swojego złamanego środkowego paznokcia u prawej ręki.
-Serio złamałaś na mnie paznokieć?- śmiał się ze mnie, patrząc z niedowierzaniem.
-No tak, zobacz.- pokazałam mu bliżej, a on pocałował mojego biednego paznokcia.
-Oj, kochany mój...- przytuliłam się do niego.
-Dobra, nie dyskutuj już tyle i ubieraj się szybciej, bo zaraz będzie lało.- pospieszał mnie, podając mi ubrania.
Po jakimś czasie się zebraliśmy i wracaliśmy. Rzeczywiście zaczęło kropić, a niedługo później zerwał się silny wiatr i lunął deszcz. Biegliśmy za rękę, choć nawet nie bardzo widzieliśmy drogę. Byliśmy cali zmoknięci i cholernie zmęczeni, ale praktycznie przez całą drogę się śmialiśmy. A to któreś z nas się potknęło, a to ochlapało błotem, dostało z gałęzi... Różne rzeczy się działy, mieliśmy naprawdę wesoło. W końcu dotarliśmy do mojego domu i wpadliśmy tam głośno rozbawieni i cali mokrzy. Na przedpokoju od razu pojawili się moi rodzice z grobowymi minami w stylu "szlaban na wszystko, gówniaro".
-Gdzie Ty byłaś, królewno?- zapytał tata nieźle wkurzony.
-Boże... Dziecko, jesteś cała przemoczona.- moja mama wykazała się nieustającą, bezwarunkową matczyną miłością.
-Byliśmy na spacerze.- powiedziałam niewinnie, nie mogąc powstrzymać śmiechu przez wspomnienie całej tej wyprawy, którą zbyt delikatnie nazwałam spacerkiem.
-Rozbierzcie się i najlepiej połóżcie pod koc, zrobię Wam gorącej herbaty, bo będziecie chorzy.- moja mama zainteresowała się też Uckerem, cud.
-Nie, ja wracam do domu.- powiedział od razu mój chłopak, pewnie jak zwykle nie chcąc robić problemu.
-Przestań, chodź. Przecież dalej pada.- namawiałam go, ale zostawał przy swoim, a ja zaczęłam ściągać mokre ubrania.
-Stój.- szepnął Christopher, dyskretnie ściskając moje ramię, żebym od razu ogarnęła, o co chodzi.
-Mamo, dasz mi od razu koc? Nie chcę już bardziej marznąć, stojąc rozebrana.- poprosiłam, by oczywiście zakryć ślady ostrego seksu, a mama od razu ruszyła do salonu po koc.
-Dulce, co Ty masz na szyi?- o kurwa... Zapomniałam o malinkach, a tata je zauważył.
-Aj, pewnie Christopher zrobił mi lekką malinkę, przecież to nic takiego.- odpowiedziałam swobodnie.
-To też nic?!- zsunął rękaw mojej kurtki, odsłaniając moje ramiona ze śladami dłoni i więcej malinek na szyi.
-To... Nic.- na nic więcej nie było mnie stać, spojrzałam z przerażeniem na Uckera, wyczuwałam niezłą jazdę.
-Gdzie Wy byliście?! Widać, że to świeże!- nie odpowiedzieliśmy. -Co zrobiłeś mojej córce?!- krzyknął na Uckera, o mało się na niego nie rzucając, ale na szczęście się powstrzymał.
-Tato, uspokój się!- podniosłam głos, żeby zwrócił na mnie uwagę. -Ucker jest moim chłopakiem i chyba nie powinno Was dziwić to, że my...- mówiłam nerwowo, ale ojciec oczywiście musiał mi przerwać.
-Ale tak?! Do cholery jasnej, brutalny seks chyba nie jest niezbędny w związku! To chore i nie powinno tak być! Czy Wy jesteście nienormalni?!- darł się na nas, żywo gestykulując. -W ogóle nie pochwalamy tego związku, ale tak naprawdę być nie może!
-Przestań, to tylko lekkie malinki. Nie dramatyzuj, za kilka dni nie będzie śladu.- próbowałam go uspokoić, lekceważąc jego słowa.
-Kochanie... Nie słyszałaś, że malinki są niebezpieczne?- odezwała się moja mama jak zwykle czułym głosem.
-Jezu, dajcie żyć... Od tego się nie umiera!- przewróciłam oczami znudzona ich pretensjami i wymyślaniem.
-Dul, tu nie o to chodzi!- swoje wywody dalej prowadził mój tatuś. -Za parę lat jak zmądrzejesz, będziesz żałować i patrzeć z niesmakiem na chwilę obecną. Twoja mama trzymała dziewictwo bardzo długo, dopiero grubo po dwudziestym roku życia się na to zdecydowaliśmy.- i po co on mi to mówi?
-I co z tego, że miała 25 lat?! A czy przypadkiem nie miałeś wtedy narzeczonej? I z tego co mi wiadomo, wasz pierwszy raz zakończył się wpadką! Rzeczywiście byliście tacy dojrzali i rozsądni... Nie czepiajcie się mnie, bo sami nie byliście lepsi!- byłam już nieźle wzburzona i gadałam co mi ślina na język przyniesie.
-Duluś, mówimy to z troski o Ciebie...- wtrąciła mama.
-Mhm... Sugerując, że jestem łatwa i bezmyślna? Czy może nazywając moją miłość błędem? Ogarnijcie się i przestańcie mnie pouczać i wtrącać się we wszystko!
-Nic takiego nie powiedziałem...
-Ale zasugerowałeś. Mam Was dość, jesteście strasznie przewrażliwieni! Okej, mam malinki i siniaki na całym ciele, ale jestem szczęśliwa, bo mam chłopaka, który mnie kocha i nie ogranicza. Dzięki niemu czuję się wolna i taka, jaka chcę być.
-Jaka chcesz być?... Wiecznie cała w siniakach przez agresywnego chłopaka? Skoro nie potrafi Cię nawet delikatnie złapać za rękę, to pewnego dnia dostaniesz od niego w łeb!- Ucker cały czas stał z tyłu i cierpliwie słuchał, ale już był nieźle wkurzony.
-Czy Ty nie rozumiesz, że on mnie do niczego nie zmusił?! Zgodziłam się, sama chciałam się z nim pieprzyć. Tak, właśnie takiego słowa użyłam! Nie wierzę, że Wam o tym mówię... To żadna tajemnica, że był to mój pierwszy raz, właśnie dzisiaj, na łące po za miastem. Christopher starał się być delikatny, ale to ja chciałam poszaleć. Nie zrobił mi krzywdy, do cholery! Zrozumcie, że my się kochamy, ufam mu, a on dba o mnie.- starałam się spuszczać z tonu, żeby to trochę załagodzić.
-Czy Ty, kurwa mać, nie rozumiesz, że to syn Bruna?! Jest tak samo porywczy i niezrównoważony jak on i nie będę tolerować go koło mojej córki!- i tu skończyła się cierpliwość Uckera...
-I co, do chuja, z tego?! Co z tego, że jestem jego synem?! Nie znam go i nie mam jego charakteru! Jestem agresywny, bo żyję w takim środowisku, nie dlatego, że miałem takie wzorce! Nie zna pan czegoś takiego jak druga szansa?! Ja od Was nie dostałem nawet pierwszej! Dlaczego? Tylko, kurwa, dlatego że nienawidzicie mojego ojca! Jebnie się pan w łeb raz a porządnie i przestanie pieprzyć bzdury! Czego się boicie? Że wasza córeczka za szybko dorośnie i Was zostawi? Dulce nie nadaje się na księżniczkę, którą można ustawiać z kąta w kąt, żeby dobrze to wyglądało. Ona ma zbyt silną osobowość i nie da sobą pomiatać. I albo to zrozumiecie, albo ją stracicie...- krzyczał rozdrażniony, ale i tak jeszcze zachowywał względny spokój.
-Nic bym do Ciebie nie miał, gdybyś wciąż nie udowadniał, że jesteś jak twój ojciec! Nie pozwolę, żebyś skrzywdził moją córkę!- aj, a tata dalej swoje...
-Kochanie... Wybacz, ja lepiej pójdę, bo nie wytrzymam.- powiedział do mnie na siłę spokojnie i przytulił mnie czule.
-Okej, do jutra.- dałam mu buziaka, co automatycznie zrobiło przerwę w tej jakże inteligentnej dyskusji. -Pa, kocham Cię.- powiedziałam, kiedy odchodził.
-Ja Ciebie też, papa.- odpowiedział, zupełnie olewając ostatnie słowa mojego taty, wolał się już do tego nie odnosić. -Do widzenia.- powiedział albo na siłę grzecznie albo specjalnie sztucznie miłym głosem i wyszedł.
-Żegnam i nie ukrywam, że wolę Cię więcej nie widzieć w pobliżu mojej córki.- odpowiedział tata, ale drzwi się zamknęły i Ucker chyba tego już nie słyszał.
-Wiesz co? Nie odzywaj się do mnie w ogóle. Jesteś okropny i niesprawiedliwy!- rzuciłam do ojca i pobiegłam na górę.
Trzasnęłam drzwiami od mojego pokoju i zamknęłam je na klucz. Nie płakałam, bo w sumie nie miałam powodu. Byłam tylko strasznie zła i miałam ochotę wszystko porozwalać, już rozumiem Uckera. Rzuciłam się plecami na łóżko i poczułam lekki ból w podbrzuszu, który paradoksalnie poprawił mi nastrój, przypominając piękne chwile z ukochanym. Na mojej twarzy automatycznie pojawił się uśmiech, a po chwili aż zaczęłam się śmiać ze szczęścia. Znacie to uczucie, kiedy radość tak przepełnia serce, że śmiejecie się, jakby ktoś opowiadał Wam najlepszy dowcip? Właśnie tak się teraz czułam, to cudowny stan. Byłam tak bardzo zakochana, spełniona, rozemocjonowana, a jednocześnie zmęczona jak nigdy wcześniej. Nie chciało mi się już kąpać, nie miałam siły, więc tylko rozebrałam się do bielizny i położyłam do łóżka. Ustawiłam budzik o pół godziny wcześniej niż zwykle, żeby zdążyć się rano wykąpać. Obym się tylko nie rozchorowała przez to bieganie po deszczu...

❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤ 

Ach tyle miłości :D Wybaczcie, że na taki rozdział musialyscie tak długo czekać, ale kompletnie nie mam czasu... Tylko szkoła, praca i chłopak xD No to do kolejnego, mam nadzieję że się ten podoba :** 
A zapomniałabym... Szczęśliwego nowego roku skarby <3 :*